grudnia 21, 2016

Uroczystość Narodzenia Pańskiego. Msza w dzień (A) – Oto twój Zbawca przychodzi

grudnia 21, 2016

Uroczystość Narodzenia Pańskiego. Msza w dzień (A) – Oto twój Zbawca przychodzi
Uroczystość Narodzenia Pańskiego. Msza w dzień (A) – Oto twój Zbawca przychodzi
Oto co Pan obwieszcza wszystkim krańcom ziemi: Mówcie... Oto twój Zbawca przychodzi” (Iz 62,11). Jak długo trwa adwent? Jak długo trwa czas oczekiwania na przyjście Zbawiciela? Przecież to nie chodzi o liturgiczny okres wyznaczony przez cztery ostatnie niedziele. Treść tego krótkie­go okresu liturgicznego zwanego Adwentem oznacza proces dojrzewania, który dokonuje się w człowieku; proces trwający czasem bardzo długo! Proces wewnętrznego rozwoju, wyznaczonego nie przez cztery niedziele, ale niejednokrotnie przez czterdzieści cztery lata... Życiowy adwent; Ocze­kiwanie na przyjście Pana... Bez przeżycia tego oczekiwania, bez życiowe­go adwentu nie ma radości ze spotkania, a słowa: „Oto twój Zbawca przy­chodzi” – nic nie znaczą.
Czy już przeżyłeś swój adwent? Czy odkryłeś prawdę wypowiedzianą przez proroka, że naród, który nie zna Boga, kroczy w ciemnościach i mro­ku śmierci (Iz 9,1), że człowiek, który odrzucił Boga, jest jak pustynia i spę­kana, zeschła ziemia (Iz 35,1). Przez ileż bolesnych doświadczeń trzeba przejść, aby poznać swą nędzę. Ileż trzeba przeżyć dramatycznych chwil, aby z przekonaniem powtarzać słowa Pisma: „My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliś­my zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher” (Iz 64,5). Jak wiele mogą nam dziś powiedzieć chorzy, którzy doświadczają boleśnie, co znaczy zależność od życzliwości bliźniego. Jak wiele można się nauczyć od ludzi starszych, którzy dobrze wiedzą, co to znaczy, że życie przemija jak wicher. Jak ważnych można dokonać odkryć, doznając bolesnej samotnoś­ci... Bóg nie jest ratunkiem dla słabych, a Kimś niepotrzebnym dla moc­nych. Trudny życiowy adwent uczy nas, że poza Nim po prostu nie istnieje­my. Słabość ciał przypomina nam, że jesteśmy zawsze słabi duchem, samo­tność otwiera nas na wszechogarniającą Obecność. „Oto twój Zbawca przychodzi”.
Jaki adwent przeżyli pasterze, którzy mówili nawzajem do siebie: „pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło... Udali się z poś­piechem i znaleźli: Maryję, Józefa i Niemowlę leżące w żłobie” (Łk 2,15). Jakiż adwent ich otworzył na obecność Zbawcy, który był bezbronnym Niemowlęciem. Jak to się stało, że w Nim poznali Zbawcę, który przycho­dzi?
Przez jaki adwent byli przygotowani Mędrcy ze Wschodu, szukający nowo narodzonego Króla Żydowskiego? Z prostotą równą prostocie paste­rzy oddali pokłon Zbawcy, którego znaleźli w miejscu takim, w jakim niko­mu do głowy nie przyszłoby szukać Go. Jak się to stało, pytamy, że w Synu Maryi poznali Zbawcę, który przychodzi, i upadłszy na twarz złożyli Mu pokłon, i otworzywszy swe skarby złożyli Mu dary (Mt 2,11)?
Czy kiedykolwiek zrozumiemy tajemnicę tych ludzi, tajemnicę odnale­zienia Zbawcy, który przychodzi? Bez próby uczynienia tego, dzień dzisiej­szy jest pozbawiony treści. Bez próby uczynienia tego, nie będzie w nas nig­dy takiego radosnego powrotu do swej krainy, o jakim czytamy: „Wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli” (Łk 2,20). Wydaje się, że dla jednych, dla pasterzy, znakiem mówiącym, że Zbawca przychodzi, była wprost wiara zakorzeniona w codzienności. Pasterze od­naleźli Boga w stajni i żłobie. Bóg obecny był w zwykłej szarzyźnie życia, w ich najbliższym otoczeniu, tam, gdzie codziennie przebywali ze swymi trudami. Dla drugich, dla Mędrców miejscem poszukiwań Zbawiciela była stolica i dwór królewski. Jednak posłuszni słowom proroka udali się do Betlejem i wszedłszy w progi zwykłego domu oddali pokłon Dzieciątku i Jego Matce. Dla jednych i drugich „Ukazała się dobroć Boga, Zbawiciela naszego i Jego miłość ku ludziom” (Tt 3,4) w ich życiu, a nie poza nim, w ich codzienności, a nie poza nią, w ich najbliższym otoczeniu, a nie w zaświatach. Bo Słowo naprawdę ciałem się stało i zamieszkało wśród ludzi.
I dlatego dzisiejsze święto musi ciebie – Bracie i Siostro - prowadzić do Chrystusa, do Boga, który stał się człowiekiem. Masz Go szukać tam, gdzie On rzeczywiście jest, a wtedy i ty rozumiesz dlaczego wielokrotnie rozmijałeś się z Nim i twoje poszukiwania szły w złym kierunku. Szukałeś Go poza swoją codziennością. Szukałeś Go w nadzwyczajnych przeżyciach i wielkich wzruszeniach. A tymczasem On jest w naszym życiu, a nie poza nim, On jest w naszej codzienności, a nie poza nią, On jest w naszym najbliższym otoczeniu, w tym co stanowi miejsce naszego powszedniego dnia. Bo Słowo stało się ciałem dla nas. Ono przebywa między nami!
Ludzie pyszni i pewni siebie nie potrafią Go zauważyć. Życiowy adwent, to lekcja prostoty i pokory. Trzeba być pokornym, trzeba być prostym jak dziecko, aby uznać, że Bóg jawi się poprzez sakramenty, poprzez proste zewnętrzne znaki i poprzez ludzi, tych maluczkich, którzy często nie dorasta­li do tajemnic, które celebrują, i do słowa, które głoszą. Trzeba mieć czyste oczy, aby w brudzie codzienności, podobnym do brudu stajni, dostrzec blask gwiazdy, która głosi, że w człowieku mieszka Bóg.
Dziś wszystkim smutnym, wszystkim strapionym, cierpiącym, opuszczonym jest głoszona radość wielka, radość, która jest udziałem wszystkich ludzi dobrej woli. Dziś się wam narodził Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan (Łk 2,11). Czy powiemy za Ewangelią, że się narodził w Betlejem? Czy pouczeni przez adwentowe doświadczenia, z prostotą pasterzy i pokorą Mędrców wyznamy, że się narodził w naszej codzienności? Czy w tej chwili doświadczasz Jego Narodzenia w twoim sercu? Jeśli tak, to Bogu niech będą dzięki, to „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój...”. 

 

grudnia 21, 2016

Uroczystość Narodzenia Pańskiego (A) – Pasterka - Polskie Betlejem

grudnia 21, 2016

Uroczystość Narodzenia Pańskiego (A) – Pasterka - Polskie Betlejem
Bracia i siostry.
Jakże razem myślą i uczuciem i modlitwą jesteśmy w tę Świętą Noc, Polacy – „od Bałtyku po Tatr szczyty” i poza granicami ojczyzny. Mocniej niż w inny czas biją serca rodaków ku Polsce i poza jej granicami.
Gdziekolwiek jesteśmy tej nocy – czy w rozświetlonej Katedrze Wawelskiej, czy w naszych kościołach, czy w domach rodzinnych, czy w szpitalach i sanatoriach, czy na służbie w pracy – jesteśmy bardziej w Betlejem niż u siebie! Bardziej tam niż tutaj!
W Betlejem, gdzie „nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla niego miejsca w gospodzie (Łk 2. 6–7).
Jesteśmy tam, razem z Nimi. Nie chcemy, żeby się powtórzyła tamta sytuacja, kiedy dla Boga, który przyszedł zamieszkać ze swoimi, nie znalazło się inne miejsce, jak tylko stajnia i żłób. Nasza obecność przy tym wydarzeniu jest jak serdeczny pomnik i znak naszej decyzji: Boże-Zbawicielu, który znowu stajesz się rzeczywistością, dziś znajdziesz Swoje miejsce! Znajdziesz Swoje miejsce, ale w nas i wśród nas, a nie na peryferiach życia ludzkiego. Już się nie powtórzy tamta niegościnność, gdy nie było dla Ciebie miejsca w gospodzie.
Wszystko temu powinno służyć, żebyśmy potrafili znaleźć się tam, w Betlejem, to znaczy: być przy Jezusie Nowonarodzonym, Jego znaleźć i odnaleźć siebie samych. Pracowały na to wieki całe, wychowywały nas na wędrowców do Betlejem, nie zrażających się niczym, upartych wędrowców nadziei, powracających do Zbawiciela jako do początku lepszego. Do żłóbka Twego, Boże Dziecię wiodła nas gwiazda – matka! Tak mówił poeta – tak może powiedzieć każdy z nas. Matka: rodzina; matka: nasz Kościół; matka: nasz obyczaj chrześcijański i polski zarazem; matka: Polska; matka: Twoja Matka, Synu Boży, którą dałeś Kościołowi i Polsce na Matkę i Królową. Doprawdy, jakie polskie, nasze własne jest Betlejem, dokąd przyszliśmy!
Bracia i siostry, słyszeliście głos posłańca Bożego. Anioła: Nie bójcie się! „Nie bójcie się”, mówił przestraszonym pasterzom.
Lęk bowiem budzi w człowieku już sama zapowiedź czegoś wielkiego i kiedy się dokonują Boże sprawy wśród ludzi. Trzeba spokoju, bo przestraszeni pasterze nie mogą być wytrwałymi wędrowcami i uczestnikami wielkiej radości.
Bracia i siostry, słyszeliście głos proroka Izajasza, który z głębi wieków mówi do oczekujących: „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele ... Albowiem Dziecię się nam narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza” (Iz 9, 1–2, 5).
Głos proroka Izajasza zabrzmiał nad tamtym Betlejem i brzmi nad naszym polskim Betlejem.
Bracia i siostry, zwiastuję wam radość wielką! Oto jest wśród nas i w nas i rzeczywiście ciałem się stał ten zapowiedziany: „Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju” (Iz 9, 5). Oto naprawdę przed nami na nowo realna przyszłość: „Wielkie będzie Jego panowanie, w pokoju bez granic ... które On utwierdzi i umocni prawem i sprawiedliwością, odtąd i na wieki. Zazdrosna miłość Pana Zastępów tego dokona” (Iz 9, 6).
Musiało paść to słowo: miłość. Tylko ona, jak klucz, otwiera tajemnicę Betlejem, tajemnicę Boga, który znów rodzi się, staje się rzeczywistością na naszej ziemi. Miłość: Bóg kocha człowieka! „Chwała Bogu na wysokości, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie” (Łk 2, 14). Bóg ma upodobanie w ludziach! Bóg miłuje ludzi! Nie można inaczej pojąć wydarzenia tej nocy, jak tylko przez Serce Boga. Dlatego, że nas kocha, jak śpiewamy w kolędzie, rodzi się – nie mający początku; ludzką dolę przeżywa i truchleje – Moc i Potęga, granic żłobu i krzyża doznaje – On, Alfa i Omega, Początek i Koniec, a Ogień i Blask krzepną i ciemnieją – abyśmy mogli je dostrzec.
Umiłował Bóg ludzi miłością czułą i mocną (zazdrosną...), miłością litującą się. Św. Jan Paweł II, wierny świadek miłości, mądrości i mocy Boga tak nam mówił: „To objawienie miłości i miłosierdzia ma w dziejach człowieka jedną postać i jedno imię. Nazywa się Jezus Chrystus” (Redemptor Hominis 9). Oto ON – Nowonarodzony Bóg wśród nas, dla nas i z nami. Któż przeciwko nam?!
Pokój ludziom” – ogłasza znów Anioł tej nocy. Bez tego słowa: pokój ludziom, jak bez Dobrej Nowiny o Miłości, nie można pojąć wydarzenia w Betlejem, gdzie odnajdujemy i Boga i siebie. Bo oto Bóg Nowonarodzony, jak dziecko słabe i kruche, potrzebuje nas. Bóg zawierza naszej wiernej wolności Siebie i nas samych. Tak jest, nas! Na nowo odnalezionych w świetle naszego Betlejem. Losy Boga przychodzącego do nas w Jezusie Chrystusie, sprzęgnięte od tysiąca lat z losami naszego narodu, są w naszych rękach, naszych umysłach i naszych sercach. Żeby sprostać zadaniu, muszą to być ręce, umysły i serca ludzi miłujących, miłosiernych i pokój czyniących.
Pokój ludziom” to jest dar i uzdrowienie, ale to jest także i życzenie i zadanie.
Pokój: na miarę mocy Bożych odnowionych w ludziach;
pokój: choćby nikt poza nami weń nie wierzył;
pokój: taki, którym nikt się nie posługuje, a któremu wszyscy służą;
pokój: w wolności człowieka i poszanowaniu jego praw; pokój: w sprawiedliwości i rozwoju;
pokój: w prawdzie, w wierności danemu słowu i dobrej woli;
pokój: w solidarności;
pokój: w miłości!
Gloria in excelsis Deo –
Chwała Bogu na wysokości,
a na ziemi pokój ludziom,
w których ma upodobanie” (Łk 2, 14).
Bracia i siostry, Zbawiciel narodził się na nowo w dziejach tej ziemi! Wyśpiewujmy Bogu i ludziom nasze zdumienie i radość, wyśpiewujmy nasze pragnienia i spełnione nadzieje, naszą moc i siłę.
Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami! (J 1,14). Życzę wam wszystkim, aby To SŁOWO – Jezus Chrystus zamieszkał w Was, w Waszych rodzinach, środowiskach pracy – wszędzie tam, gdzie żyjecie, pracujecie i odpoczywacie. Radość i zdumienie nasze niech będzie nie tylko w was, ale niech promieniuje na każdego, z kim się spotkacie. Aby wszyscy, którzy będą na Was patrzeć, z Wami się spotykać, zrozumieli, że Bóg miłuje i tylko w miłości i pokoju, płynącym od Nowonarodzonego, możemy znaleźć sens i rozwiązanie wszelkich trudnych ludzkich spraw, tak bardzo w ostatnich miesiącach, dniach nabrzmiałych problemów – tylko w Nim. Proszę Was – przyjmijcie przychodzącego Pana, przyjmijcie z wiarą i miłością i Jemu zawierzcie siebie i wszystko, co bliskie waszym sercom. Amen.

grudnia 20, 2016

Rozważania Adwentowe – Mój Zbawiciel

grudnia 20, 2016

Rozważania Adwentowe – Mój Zbawiciel

Sobota IV tygodnia Adwentu - Wigilia Uroczystości Bożego Narodzenia

Dobiega końca kolejny w naszym życiu Adwent. Stajemy u progu wielkiej radości Bożego Narodzenia. Przed nami wspo­mnienie wielkich wydarzeń, które miały miejsce w judzkim Betlejem. Oto kolejny raz narodzi się wśród nas Boży Syn. Oto ko­lejny raz śpiewać będziemy radosne kolędy. Znów mocniej zabije nasze serce na widok bożonarodzeniowej szopki, w której Dziecię Jezus otoczone będzie pasterzami, zwierzętami i Świętymi Małżonkami. Wiele razy już przeżywaliśmy Boże Narodzenie. Nie wiemy, czy dane nam będzie doczekać tego czasu za rok. Policzyć możemy dotychczasowe Adwenty, w których uczestniczyli­śmy wraz z Maryją w mszach św. roratnich. Nie wiemy, czy Bóg pozwoli nam za rok uczestniczyć w tych nabożeństwach.
Dlatego dziś dziękujmy Mu za to, co daje nam przeżyć, co możemy widzieć. Zaśpiewajmy wraz z Zachariaszem pieśń wdzięczności i uwielbienia Boga za to wszystko, co nam daje. Oto bowiem pośród nas staje Zbawiciel. Boży Syn nawiedził swój lud. Jezus przychodzi do mnie. Nie do jakiejś anonimowej ludzkości, lecz do mnie osobiście. Mesjasz pragnie uczestniczyć w moich codziennych kłopotach i strapieniach. Przygląda się mo­im zajęciom, dylematom, wyborom, czynom i słowom. Chrystus przynosi zbawienie dla mnie. Stwórca nie zapomniał o mojej osobie. Dlatego dziś trzeba Pana za to wszystko uwielbiać. Dziś trzeba Bogu dziękować. Dziś trzeba docenić i radować się Bo­żym narodzeniem. Wszak to dla mnie Boży Syn przyjął ludzką naturę, dla mnie głosił Ewangelię o Bogu bogatym w miłosier­dzie, otrzymał niesprawiedliwy wyrok, poniósł krzyż na Golgotę, umarł i chwalebnie zmartwychwstał.
Zachariasz dostrzega nadchodzące z wysoka Wschodzące Słońce, czyli Jezusa Chrystusa. Oto Bóg nawiedza swój lud.
Stwórca nie zapomniał o swym stworzeniu. Pan jest z nami. Za­powiadali Go prorocy. Poprzedził Jego przyjście Jan Chrzciciel. Wypełnia swoją Osobą obietnicę Stwórcy, który pierwszym rodzi­com obiecał odkupienie, wyrwanie z kajdan zła i grzechów. Jezus nadchodzi, Jego przyjście jest pewne jak wschód słońca. I tak jak słońce oświeca ziemię i daje życie, tak Boży Syn oświeci serca lu­dzi oraz tchnie w nich nowe życie i nadzieję na lepszą przyszłość.
Słuchając słów Zachariasza, chciejmy dostrzec działanie Bo­ga w naszym życiu. Chciejmy docenić, jak wiele Mu zawdzię­czamy. W tak szczególny dzień, jak dzisiaj, chciejmy także doce­nić to, co otrzymaliśmy od bliskich, kochających nas ludzi. To Stwórca postawił na naszej życiowej drodze tych konkretnych lu­dzi. Rodzice, rodzeństwo, małżonek, dzieci, sąsiedzi, przyjaciele - ich wszystkich dał nam Pan, aby z nami żyli, ubogacali nas, pomagali nam i wspierali. Dziś trzeba za nich wszystkich Bogu podziękować. Pamiętajmy, że nasze człowieczeństwo jest ukształ­towane w wielkiej mierze przez ludzi, z którymi żyjemy.
Chciejmy dostrzec i docenić także własne talenty i zdolno­ści. Uwierzmy w swoje możliwości. Zobaczmy, jak wiele w nas potencjału, aby dawać dobro, miłość, ciepło, życzliwość drugie­mu człowiekowi. Zrozumiejmy, że jesteśmy potrzebni innym, dla których bywamy wielkim wsparciem i podporą. Cieszmy się, że możemy uczynić jakiekolwiek dobro dla drugiego człowieka, być świadkiem Chrystusa i w ten sposób stawać się narzędziem w ręku Opatrzności.
Nade wszystko dziś musimy uświadomić sobie, jak wiele za­wdzięczamy Bogu w swym życiu osobistym. Ileż to razy obmyli­śmy się w zdrojach miłosierdzia Bożego przystępując do spowie­dzi św. Jak często mogliśmy posilać się Ciałem Chrystusa. Serce każdego z nas skrywa historię prywatnych rozmów, próśb, tęsknot, które w skrytej modlitwie zanosiliśmy przed Boży Majestat i zostaliśmy wysłuchani. Przyznajmy, jak często słowo Boże było dla nas światłem w ciemnościach codziennych wyborów, otuchą w chwilach wątpliwości, osłodą, gdy panował smutek i żałoba.
Dziś za to wszystko dziękujmy Panu. Uwielbiajmy opatrz­ność Bożą. Wysławiajmy dobroć Stwórcy. Dziękujmy za przyj­ście na świat Syna Bożego. Otwórzmy nasze serca, aby znów mógł w nich narodzić się Jezus, by znów mogła tam zagościć mi­łość, pokój i radość. Otwórzmy nasze umysły, aby dobra nowina o Mesjaszu oświeciła naszą codzienność. Wszak wciąż jesteśmy pielgrzymami na tej ziemi, wciąż trzeba nam prostować życiowe drogi i otwierać się na działanie łaski Bożej. Zatem Maranatha – przyjdź, Panie Jezu. Przyjdź i zamieszkaj w naszych sercach.

 * * *
Dziś Niebo ku ziemi się chyli...

Dziś Niebo
ku ziemi się chyli,
a Gwiazda Betlejemska,
jak dłoń wyciągnięta
do wypędzonych z Raju
którzy go utracili…

A na moście wieków - stajenka
która na ubogich
i prostych czeka
a w niej MIŁOŚĆ Maleńka

Tu próg niewysoki,
Każdy go przekroczyć może
tylko sklepienie niskie,
trzeba się pochylić,
i zapatrzeć
w miłosierdzie Boże.

O, Jezu...
żeby tak w Noc Betlejemską
cały świat się nad Tobą pochylił
i żeby jeden drugiemu
spojrzał w oczy inaczej
tak po bożemu …
nieziemsko…

żeby tej wigilijnej nocy
pobladły troski nasze
zgasły niepokoje
i żaden człowiek
nie był obcy

żeby nie było
dziś samotnych przypadkiem
by każdy z każdym
dzielił się sercem
z dobrymi łzami w oczach
jak wigilijnym opłatkiem

by ktoś komuś przebaczył
krzywdę dawno wyrządzaną
by krzywe stały się prostymi
by ktoś przypomniał sobie nagle
kolędę dawno śpiewaną
by ktoś się rozpłakał
nad winą darowaną

by ktoś zamknięte drzwi otworzył
by wszyscy dobrej woli byli
a ponad światem w tej chwili
zagościł
Pokój Boży!!!

Tego Wam wszystkim życzy:  Ks. Józef Tabor - autor serwisu - dzieląc się opłatkiem
                                               ~ 24 grudnia 2016r. ~







grudnia 20, 2016

Rozważania Adwentowe – Imię - Kimże będzie to Dziecię?

grudnia 20, 2016

Rozważania Adwentowe – Imię - Kimże będzie to Dziecię?

Piątek IV tygodnia Adwentu

Imię
Już jutro Wigilia. Rodzinne spotkanie przy świątecznym sto­le. Wspólny śpiew kolęd, życzenia składane łamiącym się gło­sem. Opłatek podawany drżącymi rękoma. Przed nami Boże Na­rodzenie. Dzień, na który z takim utęsknieniem czekamy. Dzień, który jest jednym z najpiękniejszych wspomnień z naszego dzieciństwa. Dzień, w którym człowiek kolejny raz może odzyskać wiarę w samego siebie.
U progu tego szczególnego czasu spotykamy kolejny raz Jana Chrzciciela. Wielokrotnie w ostatnich dniach wołał do nas o opa­miętanie, nawrócenie i zmianę życia. Błagał o prostowanie życio­wych dróg. Przestrzegał przed zgubnymi skutkami grzechu. Prosił o opamiętanie, gdyż nadchodzi kara za zło, jak owa siekiera, która za chwilę zetnie wyniosłe drzewo. Wskazywał nam Baranka Bożego, który nadchodzi, aby zgładzić grzechy świata. Z pokorą skłaniał głowę przed Jezusem, mówiąc, że nie jest Mu godzien rozwiązać rzemyka u sandała.
Dziś kolejny raz Ewangelia ukazuje nam osobę adwentowe­go proroka. Jednak nie koncentrujemy się na nauczaniu, na dzia­łalności Jana Chrzciciela. Nie wspominamy jego klarownej po­stawy życiowej, płomiennych mów ani męczeńskiej śmierci. Nie pochylamy się nad ascetycznym życiem ani niezwykłymi zda­rzeniami, które związane były z jego przyjściem na świat. Dziś Łukasz Ewangelista naszą uwagę koncentruje na imieniu syna Elżbiety i Symeona. „Jan będzie mu na imię" (Łk 1,63). Imię „Jan" oznacza „Bóg jest łaskawy" oraz „Bóg jest miłosierny". To imię ma wielkie znaczenie i przesłanie. Jest zapowiedzią całego życia Jana Chrzciciela, a jednocześnie zwiastuje Tego, który nie­bawem nadejdzie. Oto bowiem Dziecię nam się narodzi, Bóg bę­dzie nam dany.
Jak sam zauważa św. Łukasz, imię „Jan" nie było nadawane w rodzie Symeona, stąd zdziwienie, a wręcz oburzenie jego bli­skich. Jednak to imię wybrał sam Bóg, o czym Symeon został po­wiadomiony podczas cudownego spotkania w świątyni jerozolim­skiej. Imię nadano temu noworodkowi nieprzypadkowo. Stwórca wybrał syna Symeona i Elżbiety na wielkiego proroka, który przy­gotuje serca Izraelitów na przyjęcie Mesjasza. Jednocześnie prze­słanie imienia „Jan" winno koncentrować uwagę jego rodaków na wielkiej chwale, która stanie się niebawem ich udziałem.
Oto bowiem Bóg nawiedzi swój lud. Mesjasz, który był wy­czekiwany przez wieki, wreszcie przyniesie oswobodzenie z kaj­dan śmierci i grzechów. Wypełnią się dni tęsknoty za obiecywa­nym Emmanuelem, który miał odmienić życie wiernych. Zdepta­na zostanie ostatecznie głowa pradawnego węża, czyli Szatana. Głoszona będzie światu Dobra Nowina. Chorzy odzyskają zdro­wie, zniewoleni przez złe duchy będą oswobodzeni, zmarli będą wskrzeszani. Dziać się będą wielkie dzieła Boże, które poświad­czą mesjańską władzę Syna Bożego.
Zauważmy, jak wielkie znaczenie dla Stwórcy ma nadanie imienia przychodzącemu na świat człowiekowi. Wielokrotnie w Starym Testamencie słyszeliśmy prośbę Boga, skierowaną do rodziców za pośrednictwem anioła, aby oczekiwanemu dziecku nadać konkretne imię. To imię zostaje wybrane dla Ja­na, jak i dla samego Syna Bożego. Imię bowiem niesie w sobie głębokie przesłanie, a zarazem zobowiązanie. W tym imieniu skryte jest duchowe bogactwo, którym Opatrzność za pośred­nictwem konkretnej osoby obdarowuje innych.
Dlatego tak ważne jest, jakie imię nadajemy dziś naszym dzieciom. Obieramy im w ten sposób patrona, duchowego opie­kuna, który będzie nad nimi czuwał, wypraszał potrzebne łaski, błogosławił. To imię nadane dziecku jest także pragnieniem, aby swego patrona naśladował w dobroci, wierze, dziełach miłości Boga. To imię, nadane w chwili chrztu Św., jest wraz z niezatar­tym znamieniem przynależności do Chrystusa trwałym określe­niem, wyróżnieniem. Nie ma bowiem bezimiennych, niepotrzeb­nych mas. Nie ma bowiem niemego tłumu.
Każdy z nas ma swe imię, które go określa i wyróżnia. Każdy otrzymał chrzest Św., który wszczepia na wieczność w mistyczne Ciało Chrystusa, którym jest Kościół. A ja, czy wiem, jakie jest znacznie mojego imienia? Jakie zobowiązanie jest w tym imieniu ukryte? Czym wyróżniał się mój patron i czego mogę od Niego oczekiwać? Nie jestem bowiem anonimową osobą, ale konkret­nym, wyróżnionym łaską chrztu św. człowiekiem, który potrzebny jest Bogu w dziele miłości, ewangelizacji, świadectwa i dobroci.
Bóg wybrał syna Elżbiety i Symeona. Pan wybrał mnie i cie­bie. Nie żyjemy przypadkowo. Nie jesteśmy bezimienną masą. Każdy z nas ma swe imię, za które trzeba dziękować. Każdy z nas ma imię, które zobowiązuje. Każdy ma patrona, który nad nami czuwa i za nami oręduje. Nie zapomnijmy o tym.

Kimże będzie to Dziecię?
A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: „Kimże będzie to Dziecię"? Bo istotnie ręka Pańska była z nim” (Łk 1,66)

Pytanie: „Kimże będzie to Dziecię?” postawione w dzisiejszej Ewangelii, dotyczy Jana Chrzciciela, ale my, u progu Bożego Naro­dzenia, odnosimy je do dzieciątka z Betlejem, do Jezusa Chrystusa. Kiedy próbuję odpowiedzieć na to pytanie sobie i Wam – drodzy Bracia i Siostry – odzywają się w mojej pamięci dobrze znane słowa i me­lodie. Są to słowa i melodie naszych kolęd. Wprawdzie nasze ko­lędy zajmują się przede wszystkim stroną zjawiskową tego wyda­rzenia i wyrażają sentymentalną reakcję na ubogie narodziny Dzieciątka, to nie brakuje w nich przecież i treści teologicznych, które są głębszą refleksją nad tym, co wydarzyło się ponad 2000 lat temu w Betlejem. Może warto przytoczyć najbardziej znane strofy, abyśmy mogli zwrócić na nie baczniejszą uwagę, gdy w czasie świąt będziemy słuchać kolęd, a jeszcze lepiej, gdy będziemy je śpiewać. Warto zatrzymać się nad tymi słowami i odprawić medytację nad ich znaczeniem, gdy będziemy wpatrywać się w betlejemski żłóbek. Oto niektóre z nich:
"Wzgardzony, okryty chwałą, śmiertelny król nad wiekami..."
"Padnijmy na kolana, to Dziecię to nasz Bóg..."
"Oto w żłobie, nie ma tronu i berła nie dzierży,
a proroctwo Jego zgonu już się w świecie szerzy..."
"Mądrość Mądrości, Światłość Światłości, Bóg - Człowiek tu wcielony..."
"O gwiazdo betlejemska... Zaprowadź do stajenki, leży tam Boży Syn,
Bóg-Człowiek z Panny świętej dany na okup win..."
"Pan z nieba i z łona Ojca przychodzi..."
"Widzieliśmy maleńkiego, Jezusa narodzonego, Syna Bożego..."
"Witaj dziecineczko w żłobie, wyznajemy Boga w Tobie..."
"Narodził się nam Zbawiciel, dusz ludzkich Odkupiciel..."
"Że posłany jest nam dany Emanuel w niskości..."
Pragnę podzielić się ze słuchaczami jeszcze jednym tekstem, który odzywa się w mojej pamięci jako odpowiedź na pytanie: „Kimże będzie to Dziecię?” Jaka szkoda, że nie mogę jednocześnie przekazać muzyki, którą do tego tekstu stworzył J.F.Haendel w oratorium "Mesjasz". Jest ona bardzo wymownym i pouczającym komentarzem do natchnionych słów proroka Izajasza. Od wielu lat słucham w Adwencie pierwszej części tego oratorium, bo tam można znaleźć wspaniałe dopełnienie adwentowej liturgii. Wśród olśniewających Haendlowskich chórów jednym z najwymowniej­szych jest ten, w którym poszczególne głosy przeplatające się w radosnej fudze delektują się dobrą nowiną: „Dziecię się nam narodziło i Syn został dany”. W tej części jest coś z naszych kolęd, które radosnymi nutkami zdają się bawić i cieszyć dzieciątko. Jed­nakże wśród niefrasobliwej pogoni głosów rośnie napięcie spowodo­wane właśnie refleksją nad tym „Kim jest to Dziecię”. I wybucha odpowiedź: „Przedziwny! Bóg Moc­ny! Odwieczny Ojciec! Książę Pokoju”. Całe bogactwo złożone w ubogim żłobku można wyrazić tylko przy pomocy paradoksów, przeciwstawień - jednym słowem: "Przedziwny!" Choć nieskończony przyjął granice ludzkiej natury, to i w tej naturze wszelkie granice rozsadza. „Oto leżący, przed nami śpiący w promieniach Jezus ma­ły”, oto „Jezus malusieńki leży nagusieńki”, a przecież to Mocny Bóg, to wszechmocny Bóg. „Dziecię się nam narodziło i Syn został nam dany”, a przecież to Odwieczny Ojciec i Ojciec przyszłego wieku. „Złość okrutna dziecię prześladuje”, a przecież to Książę Pokoju.
Skoro odpowiedź na pytanie „Kimże będzie to Dziecię” zamyka się w słowie "Przedziwny", niech te święta będą dla nas powodem nieustannego zadziwienia i podziwu.


grudnia 20, 2016

Rozważania Adwentowe – Radość Matki i wdzięczność

grudnia 20, 2016

Rozważania Adwentowe – Radość Matki i wdzięczność

Czwartek IV tygodnia Adwentu

Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim”. (Łk 1,46)

Radość Matki
Wczoraj, pochylając się nad słowem Bożym, myśleliśmy o tym, co czuje dziecko oczekujące narodzenia. Dzisiaj, Pieśń Maryi cytowana w Ewangelii, pozwala nam wejrzeć w serce Matki oczeku­jącej rozwiązania. Matka, ze wszystkich najświętsza, odsłania nam dzisiaj tajemnice swej duszy i zwierza się nam, śpiewając o tym co czuła, w swym sercu, gdy nosiła pod nim swego jedynego Syna. Dzięki temu dowiadujemy się rzeczy bardzo ważnej: W Jej sercu była radość. „Raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim.” Zasad­niczy powód tej radości to spełnienie się Bożej obietnicy. W swoim "Magnificat" Maryja w imieniu całej ludzkości dziękuje Bogu za to, że wysłuchał adwentowego wołania i oto przybywa, aby zbawić swój lud. Jest to jednocześnie pieśń dziękczynienia za macierzyństwo, bo przez nie właśnie Bóg dokonuje wielkich rzeczy. Dlatego macie­rzyństwo jest źródłem radości Maryi. Dla niektórych kobiet, szcze­gólnie zaczadzonych feministycznymi wynalazkami, ten sposób my­ślenia i odczuwania jest zupełnie obcy. Popisy niektórych pań w telewizji i prasie i w ogóle nieprzyjazny życiu i rodzinie trend wywołany przez odwiecznego wroga życia i miłości, powoduje, że dzisiaj niektóre kobiety boją się macierzyństwa, a nawet się go wstydzą. Natura ludzka jednak się nie zmienia. Nawet według teorii ewolucji takie zmiany następują bardzo powoli i chwilowa moda nie zmieni serca człowieka. Choćby wymyślono najatrakcyjniejsze na­miastki, które miałyby nasycić serce przez Boga ukształtowane dla życia i miłości, kobieta poza macierzyństwem - cielesnym i ducho­wym - nigdzie nie znajduje prawdziwej radości. Myślę, że na współ­czesne kobiety, poddane różnym naciskom, można patrzeć jak na trawnik, który ciągle się kosi, a na którym ciągle odrasta trawa. Życie, rozumiane jako zjawisko bardziej ogólnie niż trwanie jednostki, jest niezwyciężone. Można sfrustrować jedną czy drugą kobietę, można wrogo nastawić do życia całe rodziny i narody. Są to jednak smutne i zgorzkniałe społeczności. Prawdziwa radość jest tam, gdzie rodzi się i rozwija życie. Chociaż „kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat” (J 16,21). Przytoczone tu słowa Jezusa świadczą o tym, jak dobrze rozumiał On swoją Matkę, która macierzyństwo uważała za wielką rzecz, którą uczynił Jej Wszechmocny i jak dobrze rozu­miał każdą kobietę, szczególnie współczesne kobiety, które do radości macierzyństwa dochodzą przez różne smutki i przez bóle rodzenia.
Powodem radości Maryi jest nie tylko to, co Bóg Jej uczynił. Szczęśliwa matka cieszy się również błogosławieństwem narodów: „Odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia”. Być może, że nasze pokolenie nie potrafi wyrazić należycie swego podziwu, sza­cunku i wdzięczności - najpierw dla Matki Zbawiciela, a następnie dla wszystkich matek. Jeżeli jest tak rzeczywiście, to biada temu pokoleniu. Dlatego "Magnificat" jest nie tylko lekcją macierzyństwa, której na nowo muszą się uczyć niektóre kobiety, ale jest to rów­nież wielka nauka i program dla naszego pokolenia i dla naszego społeczeństwa. Trzeba błogosławić tę Matkę i wszystkie matki. Każda matka powinna się cieszyć nie tylko wobec Boga i w intym­nym "sam na sam" z dzieckiem.
Wszystkie matki powinny znajdować powody radości wśród lu­dzi: w rodzinie, w sąsiedztwie, w miejscu pracy, na ulicy, w urzę­dzie, w szpitalu, w sejmie i rządzie - wśród wszystkich spraw i ludzi naszego pokolenia.

Wdzięczność
Każdy z nas przyniósł dziś do świątyni własną historię życia. Radości i smutki, sukcesy oraz porażki, to wszystko jest naszym udziałem. Dni, które za nami, znaczone są różnymi wydarzeniami. Są takie, z których jesteśmy dumni, lecz nie braknie także i tych wstydliwych. Będą sytuacje, za które dziękujemy, oraz te, których wolimy nie wspominać. W naszych sercach znalazły też miejsce różne intencje modlitewne. Większość z nich to prośby - o ratunek w chorobie, ocalenie małżeństwa, zgodę w rodzinie, pomoc w biedzie, wsparcie w strapieniu, nawrócenie grzeszników i wiele in­nych. Są również intencje przebłagalne, jak zadośćuczynienie za krzywdy, grzechy, zdrady i pragnienie wyrównania uczynionego zła drugiemu człowiekowi oraz Bogu. Te wszystkie szczere, pły­nące z głębi serca wezwania składamy u stóp Matki Bożej, która oczekuje na narodziny Syna. Wierzymy głęboko, że Niepokalana Dziewica wspomoże nas i będzie za nami orędowała.
Jednak dziś Maryja sama pragnie nauczyć nas szczególnej modlitwy. Ona ma wielką moc przemieniania serca osoby, która te słowa wypowiada. Ta modlitwa otwiera oczy na piękno wła­snego życia, miłości Bożej oraz wiary. Pozwala ujrzeć dobro, które jest naszym udziałem, własną wartość oraz dobro, które otrzymujemy od innych ludzi. Ta modlitwa ma także zadziwiają­cą moc otwierania serca drugiego człowieka. Sprawia ona Bogu największą radość, gdyż jest wyrazem miłości i wdzięczności.
Dziś Matka Boża zaprasza nas do modlitwy uwielbienia Bo­ga, do modlitwy wdzięczności. W Ewangelii słyszeliśmy słowa Magnificat - pięknej pieśni uwielbienia Boga za niezwykłe dzie­ła, których dokonał w życiu Dziewicy z Nazaretu. Maryja uświa­damia sobie, jak wielkiego zaszczytu oraz wyróżnienia zaznała. Zdaje sobie sprawę, ile Stwórca Jej ofiarował. Pokora, z którą przyjęła wolę Bożą, została po stokroć nagrodzona. To poprzez osobę Maryi Bóg dokona dzieła zbawienia świata. Ona zdaje so­bie sprawę, że została wybrana na narzędzie w ręku opatrzności Bożej, aby świat został odkupiony, pokora i uniżenie - nagro­dzone, pycha oraz grzech - ukarane.
Matka Boża ujrzała całą wielkość dobra, którym obdarował Ją Pan. Dlatego śpiewa Bogu pieśń uwielbienia. Jednak to nie same słowa „Wielbi dusza moja Pana” są najważniejsze. Najważniejsza jest wdzięczność, która na stałe przemienia serce Dziewicy z Na­zaretu. Ta pokorna Służebnica wiele będzie musiała wycierpieć. Jej życie nie będzie wolne od wysiłku, ludzkiej niesprawiedliwo­ści, miecza boleści oraz różnego rodzaju krzywd. Jednak nigdy nie zwątpi w działanie opatrzności Bożej, gdyż doskonale wie, jak wiele zawdzięcza Panu. Ta pieśń uwielbienia przemienia Jej serce i staje się pomocą w przezwyciężeniu kłopotów, które niebawem nadejdą. Dziś Matka Boża zachęca nas do takiej samej postawy.
Chciejmy spojrzeć w tej chwili na własne życie. Dostrzeż­my, jak wiele zawdzięczamy Panu. Doceńmy to, co otrzymali­śmy od Stwórcy. Mamy prawo prosić Boga. Sam Chrystus do takiej postawy nas wielokrotnie zachęca. Mamy za co Boga przepraszać i dobrze, że uświadamiamy sobie własną grzesz­ność. Jednak dziś chciejmy dojrzeć wartość modlitwy uwielbie­nia i wdzięczności. Kiedy człowiek docenia dobro w swym ży­ciu, jest mu łatwiej przyjmować przykrości, kłopoty i troski. Kiedy widzimy wartości, które zostały nam dane, bardziej o nie dbamy. W chwili, gdy człowiek stając w prawdzie dostrzega, jak wiele zawdzięcza Stwórcy, jego serce napełnia się miłością, któ­ra pragnie okazać wdzięczność.
Adwentowy prorok wciąż nawołuje do prostowania dróg naszych międzyludzkich relacji. Czyż docenienie drugiej osoby nie jest doskonałą pomocą w tym wysiłku? Może właśnie nade­szła pora, aby dostrzec, jak wiele zawdzięczamy rodzicom. Dziś starsi, może natrętni, może uciążliwi w swej starości i chorobie. Ale dali nam życie. Wychowali nas, obdarowali miłością, wie­dzą, skarbem wiary. Sobie odmawiali, aby nam nie brakowało. Zobaczmy, ile zawdzięczamy małżonkowi. Może bywa nerwo­wy, nieznośny, kapryśny. Lecz jakby wyglądało twe życie bez męża, żony? Jak wyglądałyby dni, wieczory? Ile otrzymałeś? Czy za to podziękowałeś?
Może nadszedł czas, aby docenić Kościół i posługujących w nim kapłanów? Może grzeszni, niedoskonali, szorstcy w co­dziennych kontaktach, lecz zawsze możesz na nich liczyć. Zaw­sze służą w konfesjonale. Głoszą dla ciebie słowo Boże, wpro­wadzają w dorosłe życie twoje dzieci. To w tym Kościele zba­wisz swoją duszę. Tu otrzymasz otuchę i pociechę. W tej wspól­nocie znajdziesz wsparcie. Ten Kościół wciąż i nieprzerwanie bronić będzie godności każdego człowieka, miejsca należnego Bogu w życiu publicznym, czystości wiary oraz moralności.
Może nadszedł czas, aby z naszych ust wzniosła się modlitwa uwielbienia Boga oraz wdzięczności za wszystko, co mamy, kim jesteśmy, za życie osobiste oraz wspólnotowe, łaski otrzymane prywatnie, jak i zbiorowo. Podziękujmy Bogu, bo mamy za co.


grudnia 20, 2016

Rozważania Adwentowe – Dobra Nowina i radość dziecka

grudnia 20, 2016

Rozważania Adwentowe – Dobra Nowina i radość dziecka
Środa IV tydzień Adwentu


Dobra Nowina
Pośród różnych wiadomości, które dobiegają do naszych uszu, bywają takie, które przyśpieszają bicie naszego serca. W mo­rzu informacji, które wokół nas krążą, zdarzają się szczególne, któ­re napełniają nas radością, pokojem, spełnieniem. Są wieści, na które czekamy z utęsknieniem, gdyż odmieniają one nasze życie. Dobra nowina staje się świeżym powiewem wiatru, który okręt naszego życia popycha na pełne morze służby, pracy oraz wysiłku dla Boga i drugiego człowieka.
Taką wiadomość otrzymała młoda Niewiasta z Nazaretu. Przybył do Niej szczególny gość. Przyniósł przesłanie pochodzą­ce z nieba. Stwórca pragnie, aby Maryja Dziewica została Matką Syna Bożego. Tym samym na świat przyjdzie długo oczekiwany Mesjasz Pan, który pojedna upadłą ludzkość z Bogiem. Czyż mo­że być lepsza wiadomość? Czyż można sobie wymarzyć rado­śniejszą nowinę? Czy dla serca pragnącego zjednoczyć się z Bo­giem na wieki może być bardziej interesująca wieść? Oto na świat przychodzi zapowiadany przez proroków Emmanuel, Bóg z nami. Oto spełnia się obietnica, którą po grzechu pierworodnym złożył Adamowi i Ewie Stwórca. Pośród ludu stanie Ten, który zmiaż­dży głowę starodawnego węża, Szatana, który odbuduje zerwaną u początku wieków więź stworzenia ze swoim Stwórcą. Nadcho­dzi Mesjasz Pan, który zgładzi nasze grzechy. On nie nadłamie trzciny nadłamanej. Nie zgasi knotka o nikłym płomyku. Jego serce bezkreśnie napełnione miłosierdziem będzie niewyczerpalnym źródłem miłosierdzia. „I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!" (J 8,11).
To jest Dobra Nowina. Nie ma lepszej wiadomości. Nie można sobie wymarzyć radośniejszej informacji. Nawet wieść o wielkiej wygranej nic nie znaczy. „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją du­szę?" (Mt 16,26). Tu zaś nie chodzi o ten przemijający, choć bardzo nęcący, ziemski zysk, lecz o zbawienie duszy swojej. To nie jest zapowiedź wielkiego królestwa, niekończącego się do­brobytu, krainy mlekiem i miodem płynącej, gdzie nie będzie smutku, cierpienia i krzywdy. „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi bi­liby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd" (J 18,36). To jest Dobra Nowina o możliwo­ści osiągnięcia niekończącej się radości nieba. Zapowiedź niewyobrażalnego szczęścia, które nie będzie miało końca, gdyż „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, któ­rzy Go miłują" (1 Kor 2,9).
Ta Dobra Nowina nie zapowiada ziemskiego życia bez wy­siłku, cierpienia, krzywdy. Nie jest to gwarancja beztroskich dni wolnych od wyrzeczeń, pokonywania przeciwności losu, zmaga­nia się z pokusami oraz doświadczenia śmierci. „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je za­chowa" (Łk 9,23-24). Ta wiadomość napełnia serca poczuciem bezpieczeństwa i pokoju, wręcz pewności, że śmierć nie jest kre­sem naszego istnienia. „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie” (J 11,25).
Tę Dobrą Nowinę zanosi ciężarnej Elżbiecie Maryja. Pragnie podzielić się wiadomością o nadchodzącym Zbawicielu. Jedno­cześnie chce wesprzeć swą starszą już krewną, która zgodnie z zapowiedzią anioła poczęła i oczekuje narodzin syna, któremu nada imię Jan. Dziś tę samą Dobrą Nowinę pragnie nam samym przypomnieć Matka Boża. Bóg nigdy nie zapomina o swoim lu­dzie. Stwórca nigdy nie zapomina o swych dzieciach. Pośród nas stoi Chrystus, który przyniósł zbawienie mnie i tobie. Pośród nas stoi Baranek Boży, który dziś przez posługę kapłanów gładzi grzechy świata. Bóg bogaty w miłosierdzie udziela nam swej ła­ski, aby dopomóc w codziennym zmaganiu się z grzeszną naturą, pokusami oraz przeciwnościami losu.
Adwent, który już się kończy, po raz kolejny wprowadza nas w tę najpiękniejszą i najbardziej radosną nowinę. To wia­domość o odkupieniu naszych win przez Jezusa Chrystusa, któ­ry przyjął ludzką naturę z Maryi Panny. Nie ma dla człowieka bardziej optymistycznej wieści. Nie ma informacji, która wle­wałaby więcej pokoju i poczucia bezpieczeństwa. Nie ma bo­wiem większej wartości w życiu, jak zbawić swoją duszę, osią­gnąć pełnię zjednoczenia z Bogiem w niebie. Nie ma większej wartości, jak przejść przez ziemię dobrze czyniąc, dając świa­dectwo swej wierze, a w nagrodę odebrać niewiędnący wieniec wiecznej chwały zbawionych.
To wszystko jest już na wyciągnięcie ręki. To wszystko może stać się naszym udziałem. Dla każdego droga do nieba jest otwar­ta dzięki męce, śmierci i chwalebnemu zmartwychwstaniu Chry­stusa Pana. Trzeba tylko wyprostować swe drogi do Boga i dru­giego człowieka. Trzeba tylko dobrze przejść życiową drogę Ad­wentu, aby w dniu, który niechybnie nadejdzie, narodzić się dla Boga w niebie.

Radość dziecka
"Oto skoro głos twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w łonie moim". (Łk 39,44)

Boże Narodzenie to radosne święto, szczególnie dla dzieci. Za­chowaliśmy żywe wspomnienie tej radości z czasów naszego dzie­ciństwa i bardzo pragniemy, aby nasze dzieci w te dni przeżyły taką samą radość. Czynimy tak wiele dla osiągnięcia tego celu: choinka coraz oryginalnej wystrojona, stół zaskakujący kulinarnymi niespo­dziankami, coraz bogatsze prezenty, coraz ciekawsze filmy video, coraz wspanialsze choinkowo - wczasowo - kuligowe imprezy. Ciąg­le jednak żywimy podejrzenie, że dzisiaj dzieci nie cieszą się tak, jak my cieszyliśmy się. Pamiętam niektóre prezenty gwiazdkowe z lat dziecięcych. Na początku trudnych lat 50-tych dostałem pod choinkę grę planszową, "Chińczyka". Czym była ta gra w porówna­niu z dzisiejszymi grami komputerowymi!? A jednak, ileż ten "Chińczyk" sprawił radości całej rodzinie!? W tej zabawie może brać udział tylko czterech graczy, dlatego inni musieli czekać w kolejce. Wszystkie głowy były jednak nad tym "Chińczykiem" pochylone i wtedy byliśmy tak blisko siebie. Dzisiaj "Chińczyk" kosztuje tysiąc razy mniej niż gra komputerowa. Kiedyś jednak sprawiał dzieciom wiele radości. Wartość daru i radości jaka sprawia, nie mierzy się przecież w pieniądzach. Liczy się serce, z jakim dar został ofiarowany. Rodzice, którzy z trudem wiązali koniec z końcem, w prezenty gwiazdkowe wkładali nie pieniądze, bo ich nie mieli, lecz całą swoją miłość. Radości, podobnie jak miłości, za pieniądze nie da się kupić.
Co więc robić, aby i nasze dzieci „poruszyły się z radości” jak uczynił to nienarodzony jeszcze Jan Chrzciciel w łonie swojej matki na głos Maryi? - Zacząć trzeba bardzo wcześnie. Właśnie wtedy, kiedy dziecko jest w łonie matki. Jan poruszył się z radości, bo usłyszał głos przyjazny życiu. Słyszał rozmowę matek, które cieszyły się swym macierzyństwem, które z wielką miłością oczekiwały na rozwiązanie. Taki głos pamięta się potem przez całe życie. Zostaje on zapisany gdzieś w podświadomości małego człowieka i w róż­nych momentach budzi ufność, ukojenie, radość. Dziecko w łonie matki słyszy również głosy wrogie życiu, a konkretnie wrogie jemu samemu. Wtedy też się porusza, ale z przerażenia. Ten głos też sobie zapamięta. Nie pomogą potem żadne zabawki, żadne kompu­tery, żadne imprezy i żadne pieniądze. Nie ma takich pieniędzy, które byłyby równoważne miłości.
Na kilka dni przed Bożym Narodzeniem myślimy nad tym, co położyć pod choinkę, co postawić na stole. Nie jest to dzisiaj myślenie łatwe. Ale nie martwmy się! Tak naprawdę to jednego tyl­ko potrzeba. Wszystkiego może zabraknąć, ale w te święta niech nie zabraknie w naszych rodzinach miłości i szacunku do życia.


grudnia 20, 2016

Rozważania Adwentowe - Ofiara Maryi

grudnia 20, 2016

Rozważania Adwentowe - Ofiara Maryi
Zwiastowanie
Wtorek IV tydzień Adwentu


Z Ewangelii według Świętego Łukasza
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Wszedłszy do Niej, anioł rzekł: «Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami». Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co by miało znaczyć to pozdrowienie.Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca». Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, którą miano za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego». Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego». Wtedy odszedł od Niej anioł. (Łk 1,26-38)

Refleksja nad Słowem Bożym

Oczyma wyobraźni wybiegamy już do wigilijnego stołu, przy którym zasiądziemy z najbliższymi. Przełamiemy się niepo­kalanym opłatkiem, złożymy serdeczne, szczere życzenia. Za­śpiewamy tradycyjne kolędy, będziemy się cieszyć wspólnie przeżytym czasem. Później przyjdziemy do świątyni, aby podzię­kować dobremu Bogu za dar Jezusa Chrystusa. Wpatrywać się będziemy w szopkę i wyobrażać, jak wyglądał ten dzień w Betle­jem, gdy narodził się Boży Syn. Oddamy cześć i chwałę Matce Bożej, która dała światu Zbawiciela.
Jednak mało kto z nas zastanowi się w swym sercu, jaką ofia­rę musiała ponieść wtedy Dziewica Panna. Jak wielką cenę zapła­ciła w zamian za zaszczyt Bożego macierzyństwa. Ile ją kosztowa­ło przyjęcie woli Stwórcy, który tę młodą Niewiastę z Nazaretu wybrał sobie na Matkę swego Jednorodzonego Syna.
Dzisiejsze słowo Boże zapowiada narodziny Mesjasza. Oto prorok Izajasz zapowiada krnąbrnemu królowi Achazowi, iż w przyszłości Panna pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy Bóg z nami. On utwierdzi tron króla Dawida po wieczne czasy. Jego królowanie nie będzie miało końca i uniżą się przed Nim wszystkie potęgi świata. Jednak to panowanie Emmanuela nie będzie ziszczeniem marzeń o ziem­skiej potędze narodu wybranego. Bóg bowiem inaczej patrzy niż człowiek. Jego wzrok jest o wiele bardziej przenikliwy i przewi­dujący. Zapowiadany Mesjasz nie zostanie przywódcą ziem­skiego państwa, lecz władał będzie duszami ludzkimi. Nie bę­dzie sprawował politycznej władzy nad ludźmi, lecz zostanie ich przewodnikiem w drodze do nieba. Nie będzie bronił przed ziemskimi wrogami, lecz przed Szatanem, który pragnie wtrącić duszę ludzką do piekła na wieczne potępienie. Ow Władca nie zapewni beztroskiego życia w kraju mlekiem i miodem płyną­cym, lecz wskaże drogę krzyża, która zaprowadzi do nieba.
Tym zapowiadanym przez Izajasza Mesjaszem jest Jezus Chrystus. Bóg wybiera sobie młodą kobietę z Nazaretu. Do Niej przychodzi Archanioł Gabriel. Maryja w zamyśle Bożym ma zo­stać Matką Syna Bożego. Jakże to wielki zaszczyt. Jak niewy­obrażalne wyróżnienie. Jaki honor i uznanie. Jednak Stwórca nie naciska. Niczego nie wymaga. Pozostawia wolność decyzji swej Służebnicy. Maryja zgadza się z wolą Pana. Przyjmuje najwięk­szy zaszczyt, jaki kiedykolwiek spotkał kobietę. Pocznie i poro­dzi Syna, któremu nada imię Jezus.
Ta decyzja, podjęta w cichości nazaretańskiego domu była brzemienna w skutki. Młoda Dziewczyna musi zmienić swe ży­ciowe plany i marzenia. Jej małżeństwo z Józefem, którego ko­cha, przyjmie dziewiczy, przeczysty charakter. Moce piekielne od samego początku starać się będą, aby Jej Syn się nie narodził. Nadejdzie chwila porodu w odrzuceniu betlejemskiej stajni, a na­stępnie konieczność ucieczki do obcej, egipskiej ziemi. Tam czas ubóstwa, wyobcowania na uchodźctwie i powrotu, kiedy życie zaczęło się układać. Będzie ubogie, proste życie w Nazarecie i ciągłe odkrywanie, kim tak naprawdę jest Jej Syn, który jako dwunastoletni chłopiec woli pozostać w jerozolimskiej świątyni niż wracać do domu z ukochaną Matką.
Po latach dzieciństwa i młodości Syna nadejdzie dzień, kiedy dorosły już Jezus uda się nad Jordan, aby odebrać chrzest od Jana. Od tej chwili nic już nie będzie takie samo. Rozłąka kochających się serc. Niepokój o życie Syna, na którego nastają arcykapłani i uczeni w Piśmie. Radykalna krytyka niesprawiedliwości oraz zakłamania, która wzbudzi nienawiść faryzeuszy. A w końcu wi­dok Jedynego Syna, który po niesprawiedliwym wyroku, nieludz­kim biczowaniu idzie ulicami Jerozolimy z krzyżem na barkach ku Golgocie. Najbardziej bolesna chwila, gdy Matka staje pod krzyżem swego Syna, widzi Jego śmierć, a następnie tuli do piersi Jego martwe Ciało.
To jest cena, którą zapłaciła Maryja za Boże macierzyń­stwo. To jest koszt, który wpisany był w Jej wyjątkowy przy­wilej narodzin dla świata Syna Bożego. Bóg wybrał Dziewicę z Nazaretu jeszcze przed Jej poczęciem. Ustrzegł Maryję od grzechu pierworodnego oraz otoczył Ją szczególną łaską w ca­łym Jej ziemskim życiu. Jednak Stwórca wymagał od Niej wielkiej ofiary. Bóg dał Matce Syna Bożego wielkie przywile­je, chwałę oraz wyróżnienie, lecz nie oszczędził przed wysił­kiem, cierpieniem, osobistym krzyżem.
Nie zapominajmy o tej prawdzie, gdy wpatrywać się będzie­my w szopkę betlejemską. Nie zapominajmy o tym, kiedy w na­szym życiu przyjdą chwile wyrzeczeń, krzyży, konieczności przy­jęcia krzywdy oraz poniesienia ofiary. Im więcej Bóg daje czło­wiekowi, tym większe stawia mu wymagania. Im większymi ła­skami nas obdarowuje, tym więcej dobra od nas oczekuje. Im większe otrzymujemy zaszczyty, tym większe są nasze zobowią­zania. Tak było z Matką Bożą. Tak wyglądało życie każdego ze świętych i błogosławionych, którzy w historii Kościoła zostali wyniesieni na ołtarze. Tak winno wyglądać nasze życie, jeśli pra­gniemy osiągnąć chwałę zbawionych.
Każda ofiara, przyjęte cierpienie, zniesiona niesprawiedli­wość czy krzywda ze względu na Chrystusa będą nam wynagro­dzone. Każde dobro dane innym będzie zapamiętane. Wytrwałość w niesieniu codziennego krzyża stanie się przepustką do nieba. Pamiętajmy o tym.



POSŁANY OD PANA

Gdyby się tak złożyło,
że pośle cię Pan do drugiego człowieka,
do czyjegoś domu,
do jakiejś społeczności,
by im powiedzieć o miłości Ojca,
o czekaniu na nich,
o czymś ważnym,
wtedy idź z prostotą i pokorą,
jak to czynią po­słańcy.

Zacznij zawsze od życzliwości,
która jest wyrazem szacunku dla człowieka Bożego.

Zauważ, jak pięknie Anioł wita Tę,
której ma przekazać słowo po­wołania.

Przedstaw to, co należy powiedzieć z zaufaniem
wobec mądrości twojego od­biorcy.

Zauważ, jak pięknie Anioł wykonuje swoje zadanie,
jakby położył delikatnie na wyciągniętej ręce
i czeka na gest własny ze strony obdarowane­go.

Nie ponaglaj Tej,
która ma wypowiedzieć wiążące słowa.

Może trzeba czasu więcej, niż myślisz.
Może chwila w której przyszedłeś,
nie była najlepiej wybraną.

Tylko Bóg nie myli się w czasie,
który jest stosow­nym momentem wyboru.

Człowiek zawsze może mieć prywatne dojrzewanie do decyzji.
Każdy - inne w czasie i wypowiedziane w sobie właściwy sposób.

Nie dziw się zmieszaniu,
zakłopotaniu,
ani dodatkowym pytaniom,
jakie stawia człowiek apostolskiej posługi.
On chce mieć powód oczywisty dla mego.

Zauważ jak pięknie u Ma­ryi
zjawi się decyzja z tytułu religijnego.
Jak ten właśnie tytuł,
że Bóg jest źródłem decyzji,
że Jego łaska to przyniosła,
że Bóg tak chce,
że to właśnie wystarczy i rozstrzygnie.

A przecież u braci naszej posługi,
nie zawsze będzie to tak oczywiste.

Za­chowaj nastrój szacunku do adresata twojej misji.
Ty jesteś tylko posłanym.
Ty tylko przekazujesz.
Stajesz się świadkiem wymiany zaufania
i wyznania miłości,
jak dzieje się przy takich okazjach
między Bogiem i każdą Marią,
którą powołuje do wielkich spraw zbawienia...

Twoje słowo,
obecność,
jest zawsze posłannictwem,
które prowokuje odpo­wiedź.
Pan da skutek zbawczy,
ufaj.
Niczego nie popsuj natręctwem.

                                 Ks. Józef Tabor - 20 Grudnia 2016.

 

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger