grudnia 20, 2016

Rozważania Adwentowe – Dobra Nowina i radość dziecka

Środa IV tydzień Adwentu


Dobra Nowina
Pośród różnych wiadomości, które dobiegają do naszych uszu, bywają takie, które przyśpieszają bicie naszego serca. W mo­rzu informacji, które wokół nas krążą, zdarzają się szczególne, któ­re napełniają nas radością, pokojem, spełnieniem. Są wieści, na które czekamy z utęsknieniem, gdyż odmieniają one nasze życie. Dobra nowina staje się świeżym powiewem wiatru, który okręt naszego życia popycha na pełne morze służby, pracy oraz wysiłku dla Boga i drugiego człowieka.
Taką wiadomość otrzymała młoda Niewiasta z Nazaretu. Przybył do Niej szczególny gość. Przyniósł przesłanie pochodzą­ce z nieba. Stwórca pragnie, aby Maryja Dziewica została Matką Syna Bożego. Tym samym na świat przyjdzie długo oczekiwany Mesjasz Pan, który pojedna upadłą ludzkość z Bogiem. Czyż mo­że być lepsza wiadomość? Czyż można sobie wymarzyć rado­śniejszą nowinę? Czy dla serca pragnącego zjednoczyć się z Bo­giem na wieki może być bardziej interesująca wieść? Oto na świat przychodzi zapowiadany przez proroków Emmanuel, Bóg z nami. Oto spełnia się obietnica, którą po grzechu pierworodnym złożył Adamowi i Ewie Stwórca. Pośród ludu stanie Ten, który zmiaż­dży głowę starodawnego węża, Szatana, który odbuduje zerwaną u początku wieków więź stworzenia ze swoim Stwórcą. Nadcho­dzi Mesjasz Pan, który zgładzi nasze grzechy. On nie nadłamie trzciny nadłamanej. Nie zgasi knotka o nikłym płomyku. Jego serce bezkreśnie napełnione miłosierdziem będzie niewyczerpalnym źródłem miłosierdzia. „I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!" (J 8,11).
To jest Dobra Nowina. Nie ma lepszej wiadomości. Nie można sobie wymarzyć radośniejszej informacji. Nawet wieść o wielkiej wygranej nic nie znaczy. „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją du­szę?" (Mt 16,26). Tu zaś nie chodzi o ten przemijający, choć bardzo nęcący, ziemski zysk, lecz o zbawienie duszy swojej. To nie jest zapowiedź wielkiego królestwa, niekończącego się do­brobytu, krainy mlekiem i miodem płynącej, gdzie nie będzie smutku, cierpienia i krzywdy. „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi bi­liby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd" (J 18,36). To jest Dobra Nowina o możliwo­ści osiągnięcia niekończącej się radości nieba. Zapowiedź niewyobrażalnego szczęścia, które nie będzie miało końca, gdyż „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, któ­rzy Go miłują" (1 Kor 2,9).
Ta Dobra Nowina nie zapowiada ziemskiego życia bez wy­siłku, cierpienia, krzywdy. Nie jest to gwarancja beztroskich dni wolnych od wyrzeczeń, pokonywania przeciwności losu, zmaga­nia się z pokusami oraz doświadczenia śmierci. „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je za­chowa" (Łk 9,23-24). Ta wiadomość napełnia serca poczuciem bezpieczeństwa i pokoju, wręcz pewności, że śmierć nie jest kre­sem naszego istnienia. „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie” (J 11,25).
Tę Dobrą Nowinę zanosi ciężarnej Elżbiecie Maryja. Pragnie podzielić się wiadomością o nadchodzącym Zbawicielu. Jedno­cześnie chce wesprzeć swą starszą już krewną, która zgodnie z zapowiedzią anioła poczęła i oczekuje narodzin syna, któremu nada imię Jan. Dziś tę samą Dobrą Nowinę pragnie nam samym przypomnieć Matka Boża. Bóg nigdy nie zapomina o swoim lu­dzie. Stwórca nigdy nie zapomina o swych dzieciach. Pośród nas stoi Chrystus, który przyniósł zbawienie mnie i tobie. Pośród nas stoi Baranek Boży, który dziś przez posługę kapłanów gładzi grzechy świata. Bóg bogaty w miłosierdzie udziela nam swej ła­ski, aby dopomóc w codziennym zmaganiu się z grzeszną naturą, pokusami oraz przeciwnościami losu.
Adwent, który już się kończy, po raz kolejny wprowadza nas w tę najpiękniejszą i najbardziej radosną nowinę. To wia­domość o odkupieniu naszych win przez Jezusa Chrystusa, któ­ry przyjął ludzką naturę z Maryi Panny. Nie ma dla człowieka bardziej optymistycznej wieści. Nie ma informacji, która wle­wałaby więcej pokoju i poczucia bezpieczeństwa. Nie ma bo­wiem większej wartości w życiu, jak zbawić swoją duszę, osią­gnąć pełnię zjednoczenia z Bogiem w niebie. Nie ma większej wartości, jak przejść przez ziemię dobrze czyniąc, dając świa­dectwo swej wierze, a w nagrodę odebrać niewiędnący wieniec wiecznej chwały zbawionych.
To wszystko jest już na wyciągnięcie ręki. To wszystko może stać się naszym udziałem. Dla każdego droga do nieba jest otwar­ta dzięki męce, śmierci i chwalebnemu zmartwychwstaniu Chry­stusa Pana. Trzeba tylko wyprostować swe drogi do Boga i dru­giego człowieka. Trzeba tylko dobrze przejść życiową drogę Ad­wentu, aby w dniu, który niechybnie nadejdzie, narodzić się dla Boga w niebie.

Radość dziecka
"Oto skoro głos twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w łonie moim". (Łk 39,44)

Boże Narodzenie to radosne święto, szczególnie dla dzieci. Za­chowaliśmy żywe wspomnienie tej radości z czasów naszego dzie­ciństwa i bardzo pragniemy, aby nasze dzieci w te dni przeżyły taką samą radość. Czynimy tak wiele dla osiągnięcia tego celu: choinka coraz oryginalnej wystrojona, stół zaskakujący kulinarnymi niespo­dziankami, coraz bogatsze prezenty, coraz ciekawsze filmy video, coraz wspanialsze choinkowo - wczasowo - kuligowe imprezy. Ciąg­le jednak żywimy podejrzenie, że dzisiaj dzieci nie cieszą się tak, jak my cieszyliśmy się. Pamiętam niektóre prezenty gwiazdkowe z lat dziecięcych. Na początku trudnych lat 50-tych dostałem pod choinkę grę planszową, "Chińczyka". Czym była ta gra w porówna­niu z dzisiejszymi grami komputerowymi!? A jednak, ileż ten "Chińczyk" sprawił radości całej rodzinie!? W tej zabawie może brać udział tylko czterech graczy, dlatego inni musieli czekać w kolejce. Wszystkie głowy były jednak nad tym "Chińczykiem" pochylone i wtedy byliśmy tak blisko siebie. Dzisiaj "Chińczyk" kosztuje tysiąc razy mniej niż gra komputerowa. Kiedyś jednak sprawiał dzieciom wiele radości. Wartość daru i radości jaka sprawia, nie mierzy się przecież w pieniądzach. Liczy się serce, z jakim dar został ofiarowany. Rodzice, którzy z trudem wiązali koniec z końcem, w prezenty gwiazdkowe wkładali nie pieniądze, bo ich nie mieli, lecz całą swoją miłość. Radości, podobnie jak miłości, za pieniądze nie da się kupić.
Co więc robić, aby i nasze dzieci „poruszyły się z radości” jak uczynił to nienarodzony jeszcze Jan Chrzciciel w łonie swojej matki na głos Maryi? - Zacząć trzeba bardzo wcześnie. Właśnie wtedy, kiedy dziecko jest w łonie matki. Jan poruszył się z radości, bo usłyszał głos przyjazny życiu. Słyszał rozmowę matek, które cieszyły się swym macierzyństwem, które z wielką miłością oczekiwały na rozwiązanie. Taki głos pamięta się potem przez całe życie. Zostaje on zapisany gdzieś w podświadomości małego człowieka i w róż­nych momentach budzi ufność, ukojenie, radość. Dziecko w łonie matki słyszy również głosy wrogie życiu, a konkretnie wrogie jemu samemu. Wtedy też się porusza, ale z przerażenia. Ten głos też sobie zapamięta. Nie pomogą potem żadne zabawki, żadne kompu­tery, żadne imprezy i żadne pieniądze. Nie ma takich pieniędzy, które byłyby równoważne miłości.
Na kilka dni przed Bożym Narodzeniem myślimy nad tym, co położyć pod choinkę, co postawić na stole. Nie jest to dzisiaj myślenie łatwe. Ale nie martwmy się! Tak naprawdę to jednego tyl­ko potrzeba. Wszystkiego może zabraknąć, ale w te święta niech nie zabraknie w naszych rodzinach miłości i szacunku do życia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger