maja 19, 2017

6. Niedziela Wielkanocna (A) – Zachowujcie przykazania

maja 19, 2017

6. Niedziela Wielkanocna (A) – Zachowujcie przykazania
Ukochani Bracia i Siostry. W kolejną niedzielę wielkanocną przyszliśmy do Chrystusa. Chcemy karmić się Jego słowem, słuchać Jego nauczania. Do kogo mamy iść dzisiaj, jeśli nie do Niego? Tylko On może wskazać nam właściwa drogę. On ma „sło­wa życia wiecznego” (J 6,68). Chrystus zna nasze problemy, kło­poty. Widzi nas zmęczonych, utrudzonych i z lękiem stawiających pytania dotyczące przyszłości: co będzie dalej, co przyniesie nam jutrzejszy dzień? On, znając nasze problemy, teraz do nas mówi. Rzuca ziarno swojej Ewangelii. My natomiast możemy je przyjąć i pielęgnować, albo też odrzucić i podeptać. Chrystus, jak dwa ty­siące lat temu do swoich uczniów, tak i dzisiaj zwraca się do nas: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” (J 14,15).
My natomiast tak często mówimy: przestrzeganie dzisiaj przykazań jest niemożliwe. Może kiedyś było to możliwe, ale teraz czasy się zmieniły, sytuacja jest całkowicie inna. Wydaje się nam nieraz, że przykazania Boże trzeba by poprawić, bo one jakby nas ograniczają, godzą w naszą wolność. Zapominamy jednak, że przykazania Boże są niezmienne. Dał je nam Bóg i to my mamy się do nich dostosować, a nie odwrotnie.
Powszechnie dzisiaj mówi się o kryzysie. Mówi się o kryzysie politycznym, gospodarczym, społecznym, ekonomicznym, mo­ralnym i wielu innych. Odczuwamy rozmaite braki i niedosyt szczęścia. Czy ni byłoby warto zastanowić się, zapytać: dlaczego tak jest? Czy nie dzieje się tak dlatego, że człowiek odrzucił Boga, Ewangelię, przykazania? Bez Chrystusa, bez przestrzegania Jego praw, nie można zbudować nic trwałego. Doświadczamy tego mocno we współczesnej rzeczywistości.
Może też ktoś zapytać: jak Kościół może głosić ciągle te same przykazania? Czy nie lepiej niektóre z nich wykreślić, a może nawet zapomnieć o nich? Np.: czyż nie lepiej byłoby zapomnieć o przykazaniu „nie cudzołóż”? Albo zinterpretować według własnych potrzeb przykazanie „nie zabijaj”? Czyż wreszcie nie należałoby zaakceptować, uznać za normalne, że przykazanie „nie kradnij” było i jest powszechnie łamane, więc nie obowiązuje już więcej?
Chrystus jednak mówi: „Jeśli Mnie miłujecie, będziecie zacho­wywać Moje przykazania” (J 14,15). Co to znaczy? To znaczy, że On traktuje nadal swoje przykazania jako jedyny fundament, na którym możemy zbudować własne szczęście. To znaczy, że dla Chrystusa sprawdzianem wiary chrześcijanina jest stosunek pozytywny do Bożego prawa, troska codzienna o wierność woli Bożej wyrażanej w przykazaniach.
To, że jesteśmy chrześcijanami, powinno być widoczne. Karol de Foucauld powiedział: „patrząc na człowieka wierzącego, po­winno się zobaczyć, czym jest życie chrześcijańskie, czym jest Ewangelia, kim jest Jezus Chrystus. Różnica między ich życiem, a życiem niechrześcijańskim musi wskazać jaskrawo, gdzie jest prawda. Muszą oni być żywą Ewangelią”. Zatem pomyślmy, czy jeśli ktoś nas nie zna, potrafi rozpoznać w nas chrześcijan? „Po tym poznają, żeście uczniami moimi, [...] jeśli będziecie zacho­wywać wszystko, co wam przykazałem” (por. J 14,15). Ewangelia nie jest przeznaczona jedynie do słuchania i podziwiania. Jej przeznaczeniem jest wcielanie jej w życie. „Kto słów moich słucha, a nie przestrzega ich, podobny jest do człowieka budującego dom na piasku” (por. Łk 6,49). Dom taki szybko runie.
Bóg dał nam przykazania i one są Jego darem dla nas. Bóg dał je z myślą o naszym szczęściu, gdyż pragnie nas zbawić. Wie, co dla nas jest najlepsze. Przykazania mają nam pomóc być czło­wiekiem, być chrześcijaninem. Jeśli kochamy Boga, to powinno nam ogromnie zależeć na pełnieniu Jego woli. Zachowywanie przykazań Bożych nie przekracza naszych możliwości. Wypeł­nianie ich wymaga jedynie pewnego trudu i konsekwencji we własnych wyborach. Wypełnianie ich jest jakby wędrowaniem wąską, trudną, często męczącą drogą, ale zawsze prowadzącą na szczyty, do Boga.
Przykazania są konieczne, tak jak znaki drogowe. Każdy kie­rowca musi znać dobrze przepisy ruchu drogowego, a chcąc do­trzeć bezpiecznie do celu swojej podróży, musi ich przestrzegać. Wie dobrze, że jeśli ich nie będzie zachowywał, narazi swoje życie i życie innych na niebezpieczeństwo. Rozsądek podpowiada więc, że dla własnego dobra nie należy ich lekceważyć. Nie ograniczają one, wręcz przeciwnie, gwarantują życie i zdrowie człowieka. Dlaczego więc mówimy, że Pan Bóg dając przykazania, ogranicza naszą wolność?
Matka kochająca dziecko daje mu rady, przekazuje nakazy i zakazy, dzieli się swoim doświadczeniem życiowym. Jednak po­mimo to nikt nie twierdzi, że ona zabiera jego wolność. Jeśli mamy świadomość, że Bóg nas kocha i jeśli chcemy Mu zaufać, to nie odrzucajmy Jego przykazań w imię fałszywie pojętej niezależ­ności. Zastanówmy się: albo ufamy i przyjmujemy, że Boże przykazania są słuszne i celem ich ustanowienia jest nasze dobro, że są wyrazem miłości i troski Boga i będziemy zachowywać je wszystkie, albo nie „bawmy się” w ludzi wierzących.
Bóg do niczego nas nie zmusza, On proponuje nam drogę wyty­czoną przykazaniami. Możemy je przyjąć albo odrzucić. Decyzja należy do nas. Możemy je odrzucić – ale co wtedy się stanie z nami? Kim będziemy? Jak potoczy się nasze życie? Zastanówmy się dzisiaj nad naszym stosunkiem do Bożych przykazań. W ich świetle spójrzmy na naszą miłość ku Chrystusowi.
Ukochani Bracia i Siostry – Jezus dziś mówi: „Jeżeli miłujecie Mnie, będziecie zacho­wywać Moje przykazania...”
Czyli, nie ze strachu przed karą, ale z miłości do Boga za­chowam przykazania. Nie dlatego, że piekło, ale dlatego, że jestem oczekiwany, że za mną tęskni sam Ojciec w niebie. Jakże inne uczucia łączą się z wysiłkiem, który dyktuje miłość, a nie upokarzający strach. Modlisz się, bo jesteś oczekiwany.
Jesteś na liturgii, bo wieczernik Jezusa napełnia się tymi, których nazywał przyjaciółmi, nie sługami. Przeżywasz sakra­ment pokuty, bo Ten, który wychodzi do bramy, aby czekać na syna marnotrawnego chce przygarnąć, obdarzyć na nowo zaufa­niem i umocnić błogosławieństwem Ojca.
Jesteś dla swoich domowników dobrem, bo dobrem jest Ten, który was złączył, zaufał i wzajemnie sobie powierzył, bo was ukochał wszystkich. Będziesz pamiętał o piątym, o szó­stym, o następnych przykazaniach, bo tak objawi się twoja mi­łość do Boga, który zostawił znaki niezatarte, światła jedyne, przepisy konieczne, aby człowiek mógł żyć, jak człowiek, dziecko Boże. I zbawisz się, bo wiesz, że idzie z tobą najświęt­sza, wieczna Jego miłość.
Przychodzili do swoich rodziców nie dlatego, że bali się, iż zostanie im cokolwiek odjęte z tego, co mieli dziedziczyć, ale dlatego, że łączyła ich bliskość serc, że kochali się wzajemnie wcześniej, niż było potrzeba cokolwiek dać od siebie.
Byli czystymi gośćmi swoich sąsiadów, którzy naprawdę żyli w skrajnej biedzie i niczego się po nich nie można było spodziewać. Pielęgnowali ich całymi latami, bo łączyła ich przyjaźń, życzliwość a nie strach przed czymkolwiek, ani wyrachowanie jakiekolwiek.
Znany pedagog starszego pokolenia, Ferster, twierdził, że nie ma bardziej demoralizujących zachowań rodziców, jak na­uczyć swoje dziecko pobierania zapłaty za dobroć, jaką ono daje bliskim i dalszym. Dziecko traci radość bezinteresownego do­bra, zostaje okradzione z satysfakcji, jego dusza „maleje”, stwierdził, w „wychowaniu”. Zachować przykazania dlatego, że człowiek umiłował Pana Boga, że zachował godność dawcy, który potrafi godnie żyć z miłości do Boga. A przecież jest spo­ro ludzi, którzy to potrafią.
Moi Drodzy, Jezus mówi nieprzypadkowo: Jeśli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać Moje przykazania.
Jaka jest moja relacja do Jezusa?
Czy staram się pogłębić więź z Jezusem?
W oparciu o co podejmuję codzienne wybory, decyzje?
Czy miłość do Jezusa i do człowieka są dla mnie najwyższą wartością?

__________
PS.
Bracie, Siostro - jeśli moje rozważania, refleksje, homilie przynoszą pożytek Twemu  życiu,
zwłaszcza życiu duchowemu, rozwiązując wszelkiego rodzaju problemy, proszę Cię serdecznie - daj temu wyraz w postaci wsparcia budowy Wotum Wdzięczności za 100-lecie Objawień Fatimskich. 
Możesz to uczynić, wpłacając dobrowolny dar serca na konto:
Nazwa banku: Pekao SA, I O. w Tarnowie 
Adres banku: Plac Kazimierza Wielkiego 3A 
Nr konta bankowego: 23 1240 1910 1111 0010 4598 6674   Do przelewów zagranicznych SWIFTT: PKOPPLPW
Właściciel konta bankowego: Józef Władysław Tabor, ul. Starodąbrowska 33,  33-100 Tarnów 

BÓG ZAPŁAĆ !
 
 

maja 18, 2017

Jak On nas umiłował!?

maja 18, 2017

Jak On nas umiłował!?
Czwartek V tygodnia okresu wielkanocnego

Z Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna». (J 15,9-11)

REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM

Często prześlizgujemy się nad słowami Ewangelii i nad całymi zdaniami i tylko od czasu do czasu jakieś słowo lub zdanie wywo­łuje olśnienie i rozpala serca. Tymczasem każde słowo Pana Jezusa jest pełne światła i żaru. Każde wprowadza w nieprzeniknione głębie i otwiera najszersze horyzonty. Dzisiaj musimy bardzo uważać, żeby nie prześlizgnąć się nad pierwszym zdaniem: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i ja was umiłowałem”.
Gdybyśmy to zdanie choć w części zrozumieli, wykrzyknęlibyś­my spontanicznie i w największym podziwie: Jak On nas umiłował! Pan Jezus umiłował nas taką miłością, jaką samego umiłował Ojciec. Można tu również dodać bardzo prawdziwy wniosek, że Ojciec i nas umiłował taką samą miłością, jaką miłuje swojego Syna. I tu jest wielka tajemnica Bożej miłości! czy Bóg może miłować nas, którzy jesteśmy przed Boga obliczem „prochem i ni­czym”, taką samą miłością, jaką miłuje swojego jednorodzonego Syna, który jest Mu równy w majestacie? Porównanie, którego chcę użyć, nie będzie dla nas zaszczytne, ale i tak tylko w pewnym stopniu przybliża nam niezwykłość i oryginalność Bożej miłości.
Wielu ludzi lubi zwierzęta – kotki, pieski i inne. Zazwyczaj nie przeszkadza to w miłowaniu ludzi. Inna jest jednak miłość do kotka i pieska, a zupełnie inna do człowieka. Zupełnie inną radość daje przywiązanie zwierząt, a zupełnie inną miłość i oddanie człowieka. Zwierzęta i ludzi oddziela tak wielka różnica gatunkowa, że nie mogą oni być partnerami w miłości. „Różnica gatunkowa” między Bogiem i ludźmi jest nieskończenie większa. Jakże więc Bóg może miłować ludzi tak jak miłuje Jezusa, który jest Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego?
To jest możliwe, bo Bóg swoją łaską może podnieść nas na wyższy poziom bytu. To jest możliwe, bo Bóg tego rzeczywiście do­konał przez swojego Syna, który za sprawą Ducha Świętego stał się człowiekiem. Od momentu Wcielenia Bóg widzi każdego człowieka w swoim Synu. Od Chrztu świętego, który czyni nas spadkobiercami dzieła zbawienia, Bóg swego Syna widzi w każdym z nas. Jezus może miłować tak, jak umiłował Go Ojciec, a ojciec może miłować nas, tak jak umiłował swojego Syna, bo dzięki Jego łasce jesteśmy prawdziwymi dziećmi Boga i mamy udział w Jego boskim życiu. To niezwykłe wyniesienie człowieka na wyższy poziom bytu, teologowie nazywają łaską uświęcającą. Bóg udzielając człowiekowi łaski uświęconej dokonuje wielkiego cudu, w którym uwidacznia się cała moc i potęga Jego miłości. Jednakże Bóg w swej nieskończonej miłości (co za paradoks!) uzależniony jest od człowieka. Pan Jezus może tylko wtedy tak nas miłować jak Jego umiłował Ojciec, gdy zachowamy darowaną nam łaskę uświęcającą. Dlatego to niezwykłe - tak bogate w treść - zdanie Pan Jezus uzupełnia jeszcze jednym, bardzo ważnym: „Jeżeli będziecie zachowywać moje przykazanie, będziecie trwać w miłości mojej” (J 15,10).
Pozwólmy Panu Bogu kochać nas nieskończoną miłością. Za­chowujmy Boże przykazania. Zachowajmy udzieloną nam łaskę uświęcającą. Bowiem zachowywanie przykazań rozbudza pragnienie dawania odpowiedzi życiem,i to radosnej odpowiedzi, na miłość, którą staje się pełnią życia w radości.
Ta radość życia w Jezusie nie potrzebuje dodatków i uzupełnień. Wystarczy tylko pozwolić ogarnąć się miłością Jezusa i radość życia staje się Twoim udziałem.
Czy wierzysz tym słowom?

__________
PS.
Bracie, Siostro - jeśli moje rozważania, refleksje, przynoszą pożytek Twemu  życiu,
zwłaszcza życiu duchowemu, rozwiązując wszelkiego rodzaju problemy, proszę Cię serdecznie - daj temu wyraz w postaci wsparcia budowy Wotum Wdzięczności za 100-lecie Objawień Fatimskich. 
Możesz to uczynić, wpłacając dobrowolny dar serca na konto:
Nazwa banku: Pekao SA, I O. w Tarnowie 
Adres banku: Plac Kazimierza Wielkiego 3A 
Nr konta bankowego: 23 1240 1910 1111 0010 4598 6674  
Do przelewów zagranicznych SWIFTT: PKOPPLPW
Właściciel konta bankowego: Józef Władysław Tabor, ul. Starodąbrowska 33,  33-100 Tarnów 

BÓG ZAPŁAĆ !

 

maja 13, 2017

Homilia Ks. Bp Andrzeja Jeża z okazji 100-lecia Objawień M.B. w Fatima

maja 13, 2017

Homilia Ks. Bp Andrzeja Jeża z okazji 100-lecia Objawień M.B. w Fatima
W parafii p.w. Matki Bożej Fatimskiej-Różańcowej w Borkach (diecezja tarnowska) dnia 13 maja 2017 odbyła się Uroczystość Odpustowa ku czci NMP z Fatimy oraz Diecezjalne obchody 100 – lecia Objawień Fatimskich. Uroczysta Msza św.  z udziałem kapłanów i pielgrzymów całej diecezji, której przewodniczył Ks. Bp Andrzej Jeż, Ordynariusz  Diecezji Tarnowskiej, odbyła się o godz. 11:00. Po mszy św.  procesja różańcowa. 
Oto treść homilii wygłoszonej przez Ks. Biskupa:






maja 08, 2017

Święty Stanisław wzorem Dobrego Pasterza

maja 08, 2017

Święty Stanisław wzorem Dobrego Pasterza
Z Ewangelii według świętego Jana
Jezus powiedział do faryzeuszów: «Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza. Najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia i jeden pasterz». (J 10,11-16) 

REFLEKSJA


Dzisiejsze słowo jest bardzo mocne i bardzo jednoznaczne, bo w dzisiejszym słowie Bożym Bóg sam przypomina, jak drogi jest Jego sercu lud, który stworzył, powołał; jak wielką cenę zapłacił Boży Syna za tych, którzy uwierzyli w Jego imię. On, który jest najlepszym Pasterzem; Pasterzem, który nie wahał się oddać swojego życia za swoje owce, albowiem umiłował je, i umiłował je ponad wszystko. Stały się ona dla Niego skarbem największym, najbardziej drogocenną perłą, za którą oddał wszystko – nie złotem, nie srebrem, ale wykupił ich swoją Przenajświętszą Krwią. To jest cena Ludu Bożego; cena, którą zapłacił jego Pasterz - Jezus Chrystus. I dlatego Jezus jest tak bardzo zatroskany o swój Lud. Nie chce, by ktokolwiek zwiódł tych, których On umiłował; by ktokolwiek zawiódł Jego owce na bezdroża; żeby ktokolwiek doprowadził do tego, by Jego Lud stracił nadzieję, stracił doświadczenie życia w Bogu. Dlatego Jezus powołuje i posyła pasterzy. To Jego Duch jest Tym, który powołuje i posyła, bowiem to Jezus chce być dzisiaj nadal zatroskany o swój Lud poprzez swoich pasterzy, posłanych swojemu Ludowi przez Jego Ducha.
Jakże wielkie wymagania stawia Jezus wobec pasterzy swojego Ludu: mają być otwarci na działanie Ducha Świętego i maja być wierni Duchowi Świętemu; mają być wierni Bogu, ale też mają być wierni człowiekowi, ludziom, którzy zostali im powierzeni; mają być wsłuchani w ten Lud; mają być o ten Lud zatroskani; mają być dla tego Ludu, jak był sam Jezus Chrystus; mają być tymi, którzy są gotowi oddać życie dla Ludu.
Być pasterzem, być kapłanem, być biskupem, to wielki zaszczyt, to wielki dar, to wielkie błogosławieństwo, ale także wielki obowiązek – to być w służbie Ludu odkupionego Krwią Chrystusa. Dzisiaj tym bardziej – w czasach, gdy podważane są wszelkie autorytety, gdy tak łatwo pozbawić kogoś dobrego imienia; w czasach, w których tak naprawdę nic się nie da ukryć – może właśnie doczekaliśmy się tych czasów, o których mówił dwa tysiące lat temu Jezus, że to, gdzie jest gdzieś ukryte, będzie ogłaszane „na dachach”, tym bardziej dziś, kiedy wszystko jest na oczach innych, nie da się być jedynie najemnikiem; nie da się być jedynie tym, kto posługuje się Ludem; dzisiaj tym bardziej trzeba być świętym pasterzem, trzeba być pasterzem nieskazitelnym – pasterzem, do którego owce mają zaufanie, w którego ramionach pragną znaleźć bezpieczne miejsce.
Świętość pasterzy, ich dobroć, ich umiłowanie Ludu, ich służebność wobec Ludu – jakże to wielkie wyzwania dla dzisiejszych pasterzy Bożego Ludu, dla kapłanów, dla biskupów.
Takim świętym pasterzem był św. Stanisław. Był dobrym i zatroskanym pasterzem. I dobrze zrozumiał, że tym, co może najpiękniejszego, największego uczynić dla powierzonego mu przez Jezusa Ludu, jest umiłowanie go, aż do oddania swojego życia za niego. To jest weryfikacja wielkości pasterza, jego prawdziwości: Czy jest gotowy oddać życie swoje za powierzony mu Lud? Wszyscy kapłani muszą postawić sobie to pytanie; ja muszę postawić sobie to pytanie: Czy jestem najemnikiem, czy pasterzem? A odpowiedź niesiona jest następnym pytaniem: Czy gotowy jestem oddać swoje życie za powierzony mi Lud? Czy miłuję ten Lud tak, jak Jezus go umiłował? Czy jestem świętym pasterzem? Czy powierzony mi Lud cieszy się mną, ufa mi, czy szuka właśnie we mnie przewodnika w drodze do królestwa niebieskiego?
Jezus modlił się o świętych pasterzy. I nam trzeba dzisiaj także modlić się z całego serca o świętych i mądrych pasterzy; o pasterzy wiarygodnych; o pasterzy, którzy jednoznacznie opowiadają się za swoim Ludem, którzy jednoznacznie opowiadają się za Chrystusem. Do nich, także dzisiaj, Jezus mówi w ten sposób: „Uważajcie na samych siebie, bo wiem, że po Moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne”, i także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki. Także dzisiaj, w szczególny sposób, trzeba nam być zatroskanymi o naszych pasterzy. Wielu niesie w swoim sercu jedynie słowa krytyki, słowa oburzenia, czasami nawet oskarżenia, a może przede wszystkim nam trzeba się dzisiaj modlić o świętość naszych pasterzy, i o to, by Bóg w swojej miłości posyłał nam dobrych pasterzy, pasterzy zatroskanych o nas, pasterzy gotowych, jak św. Stanisław, oddać za nas swoje życie. AMEN.

maja 06, 2017

4. Niedziela Wielkanocna (A) – Pasterz i owce

maja 06, 2017

4. Niedziela Wielkanocna (A) – Pasterz i owce
Zanim człowiek osiadł na jednym miejscu, by uprawiać ziemię, był pasterzem. Wędrował ze swym stadem szukając lepszych pastwisk. Mieszkał pod namiotem. Pasterzem był Abel. Pasterzem był Abram, pasterką była Rachela. A jak już osiadł na stałe w ziemi Kanaan, pasterstwo długo jeszcze było i wciąż jeszcze jest ważnym zajęciem. Nie wszystkie rejony kraju nadają się do uprawy, a owca wyżywi się nawet na terenach pustynnych.
Każdy pasterz wiedział jakie jest jego zadanie. Ma troszczyć się o pokarm dla owiec. Gdy zabraknie go tutaj trzeba szukać gdzie indziej. Ma chronić owce przed dzikimi zwierzętami, ma dbać o chore i chrome. Wtedy nosi je na ramionach, jak dzieci. Czyści rany, smaruje maścią aż staną i mogą biegać. Biada owcom, gdy zabraknie pasterza. Idą w rozsypkę, a wilk tylko na to czeka.
Wie o tym pasterz, wiedzą także owce. Mogą odejść nawet dalej, ale ciągle patrzą, gdzie jest on. Wystarczy, że zawoła zagwiżdże. I już są przy nim. A jak on rusza, idą za nim. Ufają mu. Tyle czasu minęło, że ten obraz tak dobrze znany ludowi Pierwszego Przymierza, stał się modlitewną metaforą i kazał psalmiście zawołać:
Pan jest moim pasterzem - nie brak mi niczego
Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć:
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoje imię.
Chociażbym chodził ciemną doliną
zła się nie ulęknę,
"bo Ty jesteś ze mną". (Ps 23,1-4)
Albo: Ocal swój lud
i błogosław Twemu dziedzictwu
bądź im pasterzem, na ręku nieś ich na wieki. (Ps 28,9).
Albo: Posłuchaj, Pasterzu Izraela
Ty, co jak trzodę wiedziesz ród Józefa,
Ty, który zasiadasz nad cherubami, zabłyśnij
przed Efraimem, Beniaminem i Manassesem!
Wzbudź Twą potęgę
i przyjdź nam na pomoc! (Ps 80,2)

Albo:... Ten który zasiada nad cherubami, pasterzem!


Bóg jako pasterz swego ludu często wraca w nauczaniu proroków IZAJASZ: Oto Pan, Jahwe, przychodzi z mocą... Podobnie jak pasterz pasie swą trzodę, gromadzi ją swoim ramieniem, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące gromadzi łagodnie (Iz 40,1). JEREMIASZ: Ten, co rozproszył Izraela zgromadzi go i będzie czuwał nad nim jak pasterz nad swą trzodą (Jr 31,10).
EZECHIEL: Tak mówi Jahwe, Pan: Oto ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę (Ez 34,11).
Tak uczyli prorocy, tak modlił się wierzący Izrael. I nikomu I uczonych w Piśmie nie przyszło do głowy, by siebie nazywać pasterzem. Żaden rabbi nie mówił: „Ja jestem dobrym pasterzem”. Tylko jeden Rabbi z Nazaretu tak właśnie mówił. Mówił, że zna owce, nazywa je po imieniu i one idą za nim.
Coś musiało świtać w głowach słuchaczy. Bo to, co mówił świadczyło o tym, że stawia znak równości między Jahwe-Pasterzem, a sobą. Jeszcze jedna deklaracja mesjańska, trudna do przyjęcia. Może więc lepiej udawać, że nie pojęli tego, co im mówił, wobec tego wprost:
Ja jestem bramą owiec. Jeżeli ktoś wejdzie przeze mnie, będzie
zbawiony. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je
w obfitości”.
Czyż nie jest to samo oświadczenie, co: „Ja i Ojciec Jedno jesteśmy”? A to się tak nie podoba tym, którzy trzymając Ewangelię jako Księgę Świętą, nie chcą uznać tej wypowiedzi. Dlaczego? Bo jest trudna. Bo wymaga odpowiedzi, albo uznania, że Jezus jest moim Panem, moim Pasterzem, albo odrzucenia Go. A jeśli uznania, to w całości, a nie wybiórczo. Uznania wszystkich wypowiedzi i wszystkich decyzji Chrystusa. Także i tej: „Zbuduję Kościół mój” i powołania dwunastu, i powierzenia im obowiązku głoszenia Jego Ewangelii, i polecenia, by uczyli wszystkiego, co nam On przekazał. A wtedy On będzie z nami po wszystkie czasy.
Także dzisiaj kiedy tylu jest mądrych doradców, którzy podpowiadają, jaki Kościół ma być, czym ma się zajmować lub nie zajmować. Jaki powinien być współczesny duszpasterz, jakie listy pasterskie powinni pisać biskupi. A najlepiej, żeby biskup był dowcipny i otwarty. I już.
W jednym z liceów warszawskich katecheta biedził się z młodzieżą przez kilka tygodni pod rząd wokół problemu: „Chrystus tak - Kościół...” (wielokropek). Pytałem później młodzież, do czego w końcu doszli. „No, myśmy wreszcie przekonali księdza, że jednak Kościół jest potrzebny”. Dobrze, że im się to udało. Nie jest to dziś takie proste. Zawsze zresztą Kościół był znakiem sprzeciwu, kontrowersji. Nie może być inaczej. Nie jest uczeń nad Mistrza. Pan Jezus miał przyjaciół, miał też przeciwników. To napięcie przeniosło się na Jego uczniów i powtarzam: nie może być inaczej.
Gorzej, gdy się problem upraszcza i stawia się na tej samej płaszczyźnie: Kościół i księża. Strasznie się wtedy sprawy plączą, gdyż po prostu ksiądz nie jest Kościołem. Jest jego cząstką, jak wszyscy wierzący. Różni się funkcją i zadaniem, które ma do spełnienia. I to, jak się z tego wywiązuje, jak wypełnia swoje obowiązki, powinno być społecznie kontrolowane. I jest! W różny sposób, ale jest. I bardzo dobrze!
Chodzi tylko o to, by zastosować tutaj także tę prostą zasadę ewangeliczną: „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię posłucha, pozyskasz swego brata”. (Mt 18,15)
W cztery oczy, to jest osobiście i nie poza plecami. I bez uogólnienia, że oni wszyscy są tacy. Bo to akurat nieprawda. Każdy jest inny.
26 kwietnia br moja rodzinna parafia mojego współbrata w kapłaństwie obchodziła doroczne święto parafialne Matki Bożej Dobrej Rady. Był to też jubileusz 45-lecia istnienia tej placówki duszpasterskiej. Ks. Proboszcz i Rada Parafialna postanowili zaprosić na sumę odpustową wszystkich księży, którzy z tej parafii zostali powołani.
Popatrzyłem na moich współbraci: jacy różni jesteśmy. Święceni w latach pięćdziesiątych, siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i najmłodszy chyba całkiem niedawno. Tacy różni, pewno też usposobieniem, uzdolnieniami, sposobem powołania. A wszyscy staliśmy wokół jednego ołtarza, jak przy Chrystusie, który każdego oddzielnie powołał do swego kapłaństwa nazywając nas po imieniu. I rozesłał do ludzi różne rozdzielając zadania.
Długo trwała Komunia św. Wspomniałem z dziękczynieniem, jak tutaj prawie przed trzydziestu dwu laty odprawiałem prymicje. Wciąż widzę uważne oczy przedstawicielki Żywego Różańca, która wręczając mi kwiaty i zapewniały: "Będziemy się modlić, by był ksiądz dobrym księdzem". Wierzę, że dotrzymały słowa, bo jakoś dopływam w tej służbie do drugiego brzegu. Obok mnie stała spora gromadka ministrantów: Zobaczcie, jak dużo macie swoich księży. Kto z was pójdzie za nami? Podniosły się cztery ręce... Może i pójdą...!?
Moi Drodzy! Bywają także i różne kłopoty z pasterzami. Trzeba to z pokorą i w duchy prawdy przyznać. Ale, o zgrozo, co się dzieje w tych kościołach, gdzie duszpasterzy brakuje. W Polsce może tego jeszcze tak ostro nie odczuwamy, ale już biskupi narzekają, że mają mało księży. Teraz zwłaszcza, gdy katechizacja wróciła do szkół. Niech to będzie naszą troską wspólną i modlitwą nieustanną, by owczarnia Jezusowa miała dobrych pasterzy.


maja 06, 2017

Słowo Boże na 4. Niedzielę Wielkanocy - Niedziela Dobrego Pasterza

maja 06, 2017

Słowo Boże na 4. Niedzielę Wielkanocy - Niedziela Dobrego Pasterza
Ukochani Bracia i Siostry! Pragnę wszystkim przybliżyć treść najbliższej niedzieli, zwaną: Niedzielą Dobrego Pasterza. Tym razem zamiast słowa pisanego, niech będzie żywe słowo, w oparciu o fragment Ewangelii św. Jana. Dziękuję za wysłuchanie i życzę błogosławionych owoców płynących od Chrystusa- Dobrego Pasterza.

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział:

«Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, owce zaś postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych». Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie pastwisko. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie, i miały je w obfitości». Oto słowo Pańskie.

maja 05, 2017

Pobożna córka Izraela

maja 05, 2017

Pobożna córka Izraela
Życie Maryi wyglądało tak jak życie wielu zwykłych ludzi w jej czasach. Zapewne dzieliła z nimi także religijne zwyczaje i pobożne praktyki, podobnie jak uczynił to później Jezus. Izraelitki nie były zobowiązane do odmawiania rytualnych modlitw w określonych go­dzinach. Ten nakaz dotyczył jedynie mężczyzn. Rola kobiety w domu była tak duża, że niemal nieustannie była ona zajęta troską o męża, dzieci, pożywienie i odzież. Mogła zatem modlić się w nielicznych wolnych chwilach albo modlić się nieustannie, wykonując swoje obo­wiązki. Często kobiety odmawiały jedną podstawową modlitwę codzienną.
Jednym z najpiękniejszych obrzędów, które należały do kobiety po ukończeniu dwunastego roku życia, było zapalanie świec w wie­czór szabatu. To ona rozpoczynała to najważniejsze cotygodniowe świętowanie. Zapalając świece, kobieta wypowiadała specjalne bło­gosławieństwo. Modliła się także o zdrowie, za dzieci i męża, prosiła o opiekę nad domem. Kobieta, która wypełniała ten obrzęd, z rado­ścią w sercu sprowadzała na świat pokój i światło. Żydzi byli przeko­nani, że blask rozpraszający ciemności i rozpoczynający święty dzień szabatu miał w sobie jasność czasów Mesjasza. To musiała być jedna z najcudowniejszych chwil - Maryja, Jutrzenka Zbawienia, odmawia­jąca błogosławieństwo nad małym płomykiem Bożego światła, który zapaliła przeciw ciemnościom tego świata.
Kobiety, a wśród nich także Maryja, uczestniczyły również we wspólnych modlitwach w świątyni lub w synagodze. Tam zajmowa­ły specjalnie wydzielone dla nich miejsce. W świątyni przypisany był im środkowy dziedziniec, oddzielony piętnastoma stopniami od dziedzińca Izraela, który znajdował się wyżej, i tyloma stopniami od sytuowanego niżej dziedzińca pogan. Fakt, że najwięcej, bo aż trzynaście, skarbon świątynnych znajdowało się właśnie na dziedzińcu przeznaczonym dla Izraelitek, wskazuje, że, podobnie jak dzisiaj, również w tamtych czasach kobieca szczodrość przewyższała ofiarność innych bywalców świątyni.
W religijność ówczesnego Izraela bardzo mocno wpisane były święta pielgrzymie. Zgodnie z zapisanym w Prawie nakazem, każdy mężczyzna miał trzy razy w roku udać się do świątyni. To pielgrzymowanie było związane z celebrowaniem Paschy, Święta Plonów Święta Namiotów. Kobiety nie miały tego obowiązku, ale, jak wskazuje historia odnalezienia dwunastoletniego Jezusa w świątyni, wyjątkowa pobożność Maryi sprawiała, że dołączała Ona do pielgrzymów zmierzających do najświętszego miejsca w Izraelu. Pielgrzymowanie jest ważne, zmienia człowieka, wymaga pozostawienia domu, podjęcia trudu i powierzenia się opiece Boga. Jest brązem życia człowieka z mozołem wędrującego przez ten świat ku Ojcu, który jest w niebie. Całe ziemskie życie Maryi jest wzorem wędrowania w pielgrzymce wiary. Uczyła się tego od dzieciństwa, zmierzając z pątnikami do Jeruzalem i śpiewając psalmy pielgrzymów. Oczywiście tradycyjne żydowskie formy kobiecej pobożności nie są w stanie zamknąć i opisać tej relacji z Bogiem, jaką Maryja pielę­gnowała w głębi swego serca. Jej wewnętrzny świat był jak piękny dziewiczy ogród pełen kwiatów, których nie spotka się w żadnym innym miejscu. Blask tego świata pełniej objawił się, gdy nadeszła pełnia czasu: przy zwiastowaniu, nawiedzeniu, modlitwie pod krzyżem w wieczerniku.


maja 04, 2017

Piękna w człowieczeństwie

maja 04, 2017

Piękna w człowieczeństwie
Większość z nas wzrasta w wierze od dzieciństwa. Naszą religij­ną świadomość wypełniają pobożne obrazy i opowiadania. Gdzieś z tyłu głowy głęboko w pamięci tkwią jeszcze rozliczne „bozie” poka­zywane przez nasze mamy czy babcie, na które trzeba było spojrzeć, składając malutkie rączki podczas modlitwy. Czasami funkcjonuje w naszym wyobrażeniu jakiś szczególny świat, odległy od naszego, zamieszkały przez ludzi świętych, tak innych niż my. Maryja najczę­ściej króluje w tym świecie i choć opiekuje się nami z czułością matki, to jednak jest kimś niezwykłym. To prawda, że Maryja jest wyjątko­wa, ale nie trzeba Jej wyganiać z naszego świata. Nawet wyniesiona do Nieba pozostaje jedną z nas.
Maryja jest kobietą z krwi i kości, przepiękną nie tylko w głębi swego Niepokalanego Serca, ale również w całym swoim człowieczeństwie. Jej uczucia, tęsknoty, marzenia, osobista wolność i dojrzałość, wrażliwość na przyrodę i drugiego człowieka świadczą o bogactwie wewnętrznym Tej, którą Bóg wybrał na Matkę swego Syna. Sam Jezus jest tego dowo­dem. Przecież całe człowieczeństwo ma właśnie od Niej! Przy Niej Jezus, jak mówi św. Łukasz Ewangelista, „czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” (Łk 2, 52). Można powiedzieć, że w pewien sposób Jezus jest zwierciadłem Maryi. Jego postrzeganie świata, wraż­liwość na człowieka i jego biedę, pokora, odwaga, wolność, wyobraźnia i cała ludzka szlachetność, to w dużym stopniu zasługa tego, jaką osobą była Maryja. Mamy prawo przypuszczać, że nawet rysy twarzy, kolor oczu, sposób mówienia, kolor włosów i niektóre gesty mieli bardzo podobne. Jezus daje też świadectwo jakości matczynej opieki i miłości, jaką otaczała Go Jego Matka. Dojrzałość osobowa Jezusa wynika rów­nież z bardzo bliskiej i mądrej obecności Matki.
Ewangelie przedstawiają Maryję w pięknie pełnego człowieczeństwa. W scenie Zwiastowania św. Łukasz ukazuje Niepokalaną jako osobę stojącą wobec majestatu Boga w pokorze, ale także w godności wolności. Maryja ma swoje życie, plany, marzenia, chce podjąć decyzję w pełni świadomie, zadaje pytania, a niebiański posłaniec, pełen szacunku, czeka na Jej odpowiedź. Jej słowa: „oto Ja, służebnica Pań­ska”, nie są wynikiem porywu uczuć - to wybór, w który zaangażowana est cała Jej osoba a decyzja pozostanie nieodwołalna. Nawiedzenie św. Elżbiety i wesele w Kanie Galilejskiej są przykładem delikatności Maryii i Jej wrażliwości na drugiego człowieka. Wyśpiewany hymn Magnificat to szlachetny odzew wspaniałego serca, które doświadczyło niebywałego obdarowania. Nawet pod krzyżem, jako Matka miażdżona cierpieniem, stoi, niosąc swój bolesny los z godnością.
Jest jeszcze jedna, rzadziej podkreślana cecha Najświętszej Dziewi­cy, która wskazuje na piękno i dojrzałość Jej człowieczeństwa. W jed­nym z dokumentów II Soboru Watykańskiego czytamy: „człowiek, będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego, nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko poprzez bez­interesowny dar z siebie samego” (KDK 24). Maryja jest takim darem do głębi całej swej osoby, darem dla Boga, darem dla Jezusa i dla ro­jącego się Kościoła. Jest darem dla każdego z nas. Widać to zwłaszcza w jej sanktuariach rozsianych po całym świecie.

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger