maja 06, 2017

4. Niedziela Wielkanocna (A) – Pasterz i owce

Zanim człowiek osiadł na jednym miejscu, by uprawiać ziemię, był pasterzem. Wędrował ze swym stadem szukając lepszych pastwisk. Mieszkał pod namiotem. Pasterzem był Abel. Pasterzem był Abram, pasterką była Rachela. A jak już osiadł na stałe w ziemi Kanaan, pasterstwo długo jeszcze było i wciąż jeszcze jest ważnym zajęciem. Nie wszystkie rejony kraju nadają się do uprawy, a owca wyżywi się nawet na terenach pustynnych.
Każdy pasterz wiedział jakie jest jego zadanie. Ma troszczyć się o pokarm dla owiec. Gdy zabraknie go tutaj trzeba szukać gdzie indziej. Ma chronić owce przed dzikimi zwierzętami, ma dbać o chore i chrome. Wtedy nosi je na ramionach, jak dzieci. Czyści rany, smaruje maścią aż staną i mogą biegać. Biada owcom, gdy zabraknie pasterza. Idą w rozsypkę, a wilk tylko na to czeka.
Wie o tym pasterz, wiedzą także owce. Mogą odejść nawet dalej, ale ciągle patrzą, gdzie jest on. Wystarczy, że zawoła zagwiżdże. I już są przy nim. A jak on rusza, idą za nim. Ufają mu. Tyle czasu minęło, że ten obraz tak dobrze znany ludowi Pierwszego Przymierza, stał się modlitewną metaforą i kazał psalmiście zawołać:
Pan jest moim pasterzem - nie brak mi niczego
Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć:
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoje imię.
Chociażbym chodził ciemną doliną
zła się nie ulęknę,
"bo Ty jesteś ze mną". (Ps 23,1-4)
Albo: Ocal swój lud
i błogosław Twemu dziedzictwu
bądź im pasterzem, na ręku nieś ich na wieki. (Ps 28,9).
Albo: Posłuchaj, Pasterzu Izraela
Ty, co jak trzodę wiedziesz ród Józefa,
Ty, który zasiadasz nad cherubami, zabłyśnij
przed Efraimem, Beniaminem i Manassesem!
Wzbudź Twą potęgę
i przyjdź nam na pomoc! (Ps 80,2)

Albo:... Ten który zasiada nad cherubami, pasterzem!


Bóg jako pasterz swego ludu często wraca w nauczaniu proroków IZAJASZ: Oto Pan, Jahwe, przychodzi z mocą... Podobnie jak pasterz pasie swą trzodę, gromadzi ją swoim ramieniem, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące gromadzi łagodnie (Iz 40,1). JEREMIASZ: Ten, co rozproszył Izraela zgromadzi go i będzie czuwał nad nim jak pasterz nad swą trzodą (Jr 31,10).
EZECHIEL: Tak mówi Jahwe, Pan: Oto ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę (Ez 34,11).
Tak uczyli prorocy, tak modlił się wierzący Izrael. I nikomu I uczonych w Piśmie nie przyszło do głowy, by siebie nazywać pasterzem. Żaden rabbi nie mówił: „Ja jestem dobrym pasterzem”. Tylko jeden Rabbi z Nazaretu tak właśnie mówił. Mówił, że zna owce, nazywa je po imieniu i one idą za nim.
Coś musiało świtać w głowach słuchaczy. Bo to, co mówił świadczyło o tym, że stawia znak równości między Jahwe-Pasterzem, a sobą. Jeszcze jedna deklaracja mesjańska, trudna do przyjęcia. Może więc lepiej udawać, że nie pojęli tego, co im mówił, wobec tego wprost:
Ja jestem bramą owiec. Jeżeli ktoś wejdzie przeze mnie, będzie
zbawiony. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je
w obfitości”.
Czyż nie jest to samo oświadczenie, co: „Ja i Ojciec Jedno jesteśmy”? A to się tak nie podoba tym, którzy trzymając Ewangelię jako Księgę Świętą, nie chcą uznać tej wypowiedzi. Dlaczego? Bo jest trudna. Bo wymaga odpowiedzi, albo uznania, że Jezus jest moim Panem, moim Pasterzem, albo odrzucenia Go. A jeśli uznania, to w całości, a nie wybiórczo. Uznania wszystkich wypowiedzi i wszystkich decyzji Chrystusa. Także i tej: „Zbuduję Kościół mój” i powołania dwunastu, i powierzenia im obowiązku głoszenia Jego Ewangelii, i polecenia, by uczyli wszystkiego, co nam On przekazał. A wtedy On będzie z nami po wszystkie czasy.
Także dzisiaj kiedy tylu jest mądrych doradców, którzy podpowiadają, jaki Kościół ma być, czym ma się zajmować lub nie zajmować. Jaki powinien być współczesny duszpasterz, jakie listy pasterskie powinni pisać biskupi. A najlepiej, żeby biskup był dowcipny i otwarty. I już.
W jednym z liceów warszawskich katecheta biedził się z młodzieżą przez kilka tygodni pod rząd wokół problemu: „Chrystus tak - Kościół...” (wielokropek). Pytałem później młodzież, do czego w końcu doszli. „No, myśmy wreszcie przekonali księdza, że jednak Kościół jest potrzebny”. Dobrze, że im się to udało. Nie jest to dziś takie proste. Zawsze zresztą Kościół był znakiem sprzeciwu, kontrowersji. Nie może być inaczej. Nie jest uczeń nad Mistrza. Pan Jezus miał przyjaciół, miał też przeciwników. To napięcie przeniosło się na Jego uczniów i powtarzam: nie może być inaczej.
Gorzej, gdy się problem upraszcza i stawia się na tej samej płaszczyźnie: Kościół i księża. Strasznie się wtedy sprawy plączą, gdyż po prostu ksiądz nie jest Kościołem. Jest jego cząstką, jak wszyscy wierzący. Różni się funkcją i zadaniem, które ma do spełnienia. I to, jak się z tego wywiązuje, jak wypełnia swoje obowiązki, powinno być społecznie kontrolowane. I jest! W różny sposób, ale jest. I bardzo dobrze!
Chodzi tylko o to, by zastosować tutaj także tę prostą zasadę ewangeliczną: „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię posłucha, pozyskasz swego brata”. (Mt 18,15)
W cztery oczy, to jest osobiście i nie poza plecami. I bez uogólnienia, że oni wszyscy są tacy. Bo to akurat nieprawda. Każdy jest inny.
26 kwietnia br moja rodzinna parafia mojego współbrata w kapłaństwie obchodziła doroczne święto parafialne Matki Bożej Dobrej Rady. Był to też jubileusz 45-lecia istnienia tej placówki duszpasterskiej. Ks. Proboszcz i Rada Parafialna postanowili zaprosić na sumę odpustową wszystkich księży, którzy z tej parafii zostali powołani.
Popatrzyłem na moich współbraci: jacy różni jesteśmy. Święceni w latach pięćdziesiątych, siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i najmłodszy chyba całkiem niedawno. Tacy różni, pewno też usposobieniem, uzdolnieniami, sposobem powołania. A wszyscy staliśmy wokół jednego ołtarza, jak przy Chrystusie, który każdego oddzielnie powołał do swego kapłaństwa nazywając nas po imieniu. I rozesłał do ludzi różne rozdzielając zadania.
Długo trwała Komunia św. Wspomniałem z dziękczynieniem, jak tutaj prawie przed trzydziestu dwu laty odprawiałem prymicje. Wciąż widzę uważne oczy przedstawicielki Żywego Różańca, która wręczając mi kwiaty i zapewniały: "Będziemy się modlić, by był ksiądz dobrym księdzem". Wierzę, że dotrzymały słowa, bo jakoś dopływam w tej służbie do drugiego brzegu. Obok mnie stała spora gromadka ministrantów: Zobaczcie, jak dużo macie swoich księży. Kto z was pójdzie za nami? Podniosły się cztery ręce... Może i pójdą...!?
Moi Drodzy! Bywają także i różne kłopoty z pasterzami. Trzeba to z pokorą i w duchy prawdy przyznać. Ale, o zgrozo, co się dzieje w tych kościołach, gdzie duszpasterzy brakuje. W Polsce może tego jeszcze tak ostro nie odczuwamy, ale już biskupi narzekają, że mają mało księży. Teraz zwłaszcza, gdy katechizacja wróciła do szkół. Niech to będzie naszą troską wspólną i modlitwą nieustanną, by owczarnia Jezusowa miała dobrych pasterzy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger