Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święto Przemienienia Pańskiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święto Przemienienia Pańskiego. Pokaż wszystkie posty

sierpnia 04, 2018

Homilia na Uroczystość Przemienienia Pańskiego - Panie, dobrze że tu jesteśmy

sierpnia 04, 2018

Homilia na Uroczystość Przemienienia Pańskiego - Panie, dobrze że tu jesteśmy
Jest w dzisiejszej Ewangelii słowo, które nas podnosi na duchu, słowo, do którego każdy wzdycha i słowo, które w ostatnich latach chciało zrobić zawrotną karierę - słowo: przemiana, przemienienie.
Przemiana ustrojów społecznych i ustrojów politycznych, przemiany w oświacie, w kulturze i obyczajowości, przemiany w systemie pracy i płacy, przemiany w państwie i przemiany w Kościele...
Ludzie oczekują przemian. Ludzie się cieszą, że jeżeli się dokona przemia­na, to im będzie lepiej. A jeśli nie jest lepiej to narzekają, iż przemiana była niepotrzebna albo niewłaściwa.
Czasem nam się wmawia, że jest już lepiej, że już coś tam gdzieś drgnęło..., że już coś mamy... Ludzie siedzą w domach i liczą, stoją w kolejkach - i liczą, jadą tramwajem i robią to samo... Liczą ci, co sprzedają, wytwarzają, i świadczą usługi... A na pociechę mamy to i tamto... coraz obficiej. Owszem - mamy przede wszystkim seks w mass-mediach. Bez żadnej wątpliwości, coraz obficiej. Stosowne obrazki nawet w „popołudniówkach". Filmy „z pogranicza" w kinach premierowych. Dalsze zapowiedzi i obietnice w tym względzie, żebyśmy mieli z czego się cieszyć. Mamy triumfalne wybory „Miss Polonia", rozbite na stuetapową celebrę eliminacji wojewódzkich... Obraz sytuacji społecznej łatwiej dziś kreślić w ciemnych niż w jasnych barwach...
Nawet, gdy po przemianie jest gorzej, nie należy żałować, bo warto się było przekonać... Przecież dopiero dzisiaj wielu ludziom otworzyły się oczy... W każdym razie należy pamiętać, że bez przemiany nie ma postępu. Człowiek wciąż powinien szukać i walczyć - i wypracowywać coraz to nowe formy życia.
Niestety trudność w tym, że ludzie wierzą tutaj w jakiś automatyzm, że coś się zmieni nam na lepsze - ale bez nas, poza nami czy ponad nami; a tymczasem nie dokona się żadna przemiana, odnowa, odrodzenie, jeśli nie przemieni, nie odnowi się, nie odrodzi sam człowiek. I nic nam nie pomoże, że zmieni się ustrój czy system, jeśli na miejsce jednych leniów i wałkoni przyjdą inni.
Na miejsce jednych złodziei - inni złodzieje, na miejsce starych kanciarzy nowi. Żadna przemiana ustrojów, żadna przemiana administracyjna czy organizacyjna nie uszczęśliwi człowieka, jeżeli człowiek nie dokona przemia­ny wewnątrz siebie.
Jezus Chrystus chciał przemienić świat, chciał go poprawić nie tylko duchowo - ale i materialnie. Powiedział najwyraźniej: „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego" - a te wszystkie inne rzeczy będą wam przydane. To był program przemiany, który Chrystus przyniósł na ziemię. Chrystus chciał, abyśmy mieli dane te wszystkie dobra materialne potrzebne do życia: chleb, ubranie - w dostatecznej ilości. A Królestwo Boże - powiedział - „w Was jest".
A więc to obiecane Królestwo musi najpierw zapanować w nas. Z nas musi wyjść cierpliwość, ustępliwość, uczynność, wyrozumiałość, miłosierdzie i sprawiedliwość. Czy wówczas istniałyby wojny, morderstwa, oszustwa, kradzieże?...
Zachowajmy Ewangelię - a ona nas zachowa, ona nas przemieni. Ewangelia jest nauką pokoju i Ewangelia poucza, jak zachować pokój z Bogiem i pokój z bliźnimi. I Ewangelia naprawdę wszystko za nas uczyni - ale pod warunkiem, że my ją wiernie zachowamy.
Zachowajmy Ewangelię, a ona nas zachowa. Jeżeli miliony chrześcijan zaczną praktykować cierpliwość, uczynność, wyrozumiałość, przebaczenie, to chyba coś na świecie się zmieni. Pozwólmy, że oblicze Chrystusa zajaśnieje w nas jak słońce poprzez czyny - a świat się naprawdę przemieni.
Z jakąż ulgą słuchamy Ewangelii o przemianie Chrystusa na Górze Tabor i zachwycie jego uczniów: „Panie, dobrze nam tu być..."
Po raz pierwszy Naród nasz doznał łaski przemienienia 1050 lat temu, w wiosenny dzień Wielkanocny. Od tej pory idzie ku doskonałości z Bogiem.
Ilekroć sprzeniewierzył się Bogu - doznawał klęsk i upadków... Podniósł się jednak. Był obrońcą wiary i cywilizacji, moralności i kultury. Doznawał i doznaje nasz Naród wielu łask i cudów.
„Dobrze, że tu jesteśmy"... To miejsce Bóg sobie upodobał. Jest ono znakiem - Bożym znakiem. Bóg jest na każdym miejscu i w każdym człowieku, szczególnie towarzyszy tym, którzy serdecznie się trudzą w Win­nicy i na Niwie Pańskiej. To dzięki trudowi kapłanów dokonała się Boża przemiana olbrzymiej gromady ludzi, którzy Boga nie znali, od niego odeszli lub byli mu przeciwni.
Dziś szczególnie modlimy się o pomyślność i dobro w naszej Ojczyźnie. Aby w niej nastąpiła przemiana... Jan Paweł II w encyklice "Społeczna troska Kościoła" (Sollicitudo rei socialis) mówi: "Narody potrzebują reformy niektórych niesprawiedliwych struktur, a zwłaszcza własnych instytucji politycznych, aby zastąpić rządy zdeprawowane czy dyktatorskie - rządami demokratycznymi..."
Może jeszcze do skuteczności ofiarnego kielicha Narodu, do jego przemia­ny potrzeba więcej naszego osobistego zaangażowania. Może jeszcze za mało naszych dobrowolnych wyrzeczeń, za mało czystej ludzkiej solidarności. Za mało odwagi do demaskowania zła, za mało troski o cierpiących i chorych. Może za dużo ciągle w nas egoizmu, zalęknienia, za dużo pijaństwa, za dużo ludzi sprzedajnych, bez własnego zdania, chcących wygrywać własne interesy kosztem innych.
W Polsce żyje jeszcze wielu takich, którzy nie chcą, aby się coś zmieniło... Jest im z tym dobrze: wygodny fotelik, wysoka pensja i "ciepłe kapcie" - tak wrosłem w małą stabilizację, jest mi z tym dobrze. Tylko, czy ja stawiam sobie pytanie: - a innym jest dobrze ze mną, skoro od lat nie zmieniam się i moja twarz jest ciągle taka sama? Nieprzejrzysta i niejasna. A twarz - jak mówili już starożytni - ma być zwierciadłem ludzkich wartości. Stąd i to, co w ludzkiej twarzy - to i w Polsce, w ludziach...
Widzimy wielką potrzebę przemienienia w domu ojczystym. Zagraża nam tyle plag: pijaństwo, narkomania, rozwiązłość, nieposzanowanie poczętego życia, zatrucie środowiska biologicznego...
Na każdym kroku wypada nam znosić ludzi niemądrych, ordynarnych, nieszczerych: tych, co żyją pośród nas i nam żyć nie dają. Zatruwają nam życie we wspólnych mieszkaniach, kolejkach, biurach, nawet we własnych domach: mój mąż pijak, moja córka - złośnica, moja teściowa - sekutnica.
Co nam pomoże Ewangelia w tych warunkach?... Może ktoś powie: "Niech ksiądz ich przemienia teraz Ewangelią, którą głosi." Albo niech przyjdzie choroba, kalectwo, pożar, powódź - i cóż tutaj da się przemienić... Doktor nie pomoże ani ksiądz nie przemieni.
Nie w tym rzecz, abyśmy przemieniali wszystko to, co dla nas niewygodne, a czego przemienić się nie da. Chodzi o to, abyśmy sami siebie przemieniali. To są te słodkie chwile Góry Tabor. Ważne, aby Chrystus był z nami także po zejściu z tej Góry, w naszych dniach powszednich. Aby był z nami poprzez swoje prawa i zasady. Bo tylko to jest gwarancją dobrej przemiany.
„PANIE DOBRZE. ŻE TU JESTEŚMY" – tu, w tym świętym miejscu Bóg daje nam znaki nadziei i pokrzepienia. Czyż nie jest pokrzepiającym znakiem to, że nasze trwanie i modlitwy są mile Bogu i Jego Matce, do której tak licznie zdążają dziś pielgrzymi na Jasną Górę... Na jaki jeszcze znak, na jakie jeszcze przemienienie czekamy?
"Tak mi się czasem wydaje o Chryste
Że nie tam kędyś daleko, za morzem.
Aleś tu, u nas, miał drogi cierniste
I żeś tu skonał i zszedł do otchłani.
Gdzie wszystko chwili wybawienia czeka.
I zdaje mi się, że tu leżysz w grobie.
Który jest ciężkim zawalon kamieniem,
I że straż pilna czyni się przy Tobie...
Ale ja czekam z tęsknotą i drżeniem.
Bo wiem, bo czuję, że tu też, o Panie
W dniu trzecim - będzie Twoje Zmartwychwstanie". Amen. ("Wielki Piątek" - Maria Konopnicka)
 

sierpnia 03, 2018

Homilia na Święto Przemienienia Pańskiego - Chcę uczestniczyć w Jego Przemienieniu

sierpnia 03, 2018

Homilia na Święto Przemienienia Pańskiego - Chcę uczestniczyć w Jego Przemienieniu
Święto Przemienienia Pańskiego, które dziś obchodzimy, skłania nas do refleksji nad postawą Piotra, Jana i Jakuba – tych Apostołów, których Jezus sam sobie wybrał, aby doświadczyli Jego Boskości, Jego świętości; aby uczestniczyli w Jego Przemienieniu. Bo każdy z nas wierzy, że Jezus jest Bogiem, i staramy się Mu ufać, ale każdy z nas ma również chwile zwątpienia i załamania, kiedy wydaje nam się, że Pan Bóg o nas zapomniał, kiedy nie rozumiemy trudnych wydarzeń, które dzieją się wokół nas, kiedy trudno nam odnaleźć Boże działanie i Bożą opiekę w naszym nierzadko pogmatwanym życiu. Wtedy właśnie potrzebujemy tego wzmocnienia, tego zastrzyku wiary, tego przemienienia – objawienia świętości i mocy Pana Boga i tego olśnienia, że Jezus jest większy od naszych niepowodzeń, cierpień, zmartwień, że On już te nasze bóle zna. I dlatego w tych naszych troskach sam może dać nam pociechę, siłę i nadzieję. Bo i nas Jezus traktuje jako wybranych, a wybrał nas gdy dał nam dar modlitwy. Ale często zachowujemy się jak Apostołowie: jak Piotr - tak trochę przyzwyczajamy się do obecności Jezusa w naszym życiu, i składamy Mu wiele deklaracji, zapewnień, przyrzeczeń miłości i zaufania Mu do końca. A kiedy przychodzi na nas jakieś trudne, niezrozumiałe do końca, doświadczenie, coś, co przerasta nasz rozum, to wtedy nie umiemy się zachować, nie wiemy jak się modlić, często tchórzymy, nie wiemy co powiedzieć.
Kiedy zajrzymy do Ewangelii, to się przekonamy, że niedługo przed przemienieniem św. Piotr zapewniał Pana Jezusa: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego", a w chwilę potem, kiedy w czasie przemienienia Jezus objawił mu się jako Bóg, Piotr najpierw śpi; a potem jest tak zszokowany, że – według relacji św. Łukasza – nie wie co mówi.
Ewangelia pokazuje nam dzisiaj, że Apostołowie, którzy przecież wierzyli w Bóstwo Jezusa, bo widzieli mnóstwo znaków i cudów, i ufali Mu, bo chodzili za Nim, że ci najbliżsi Jezusowi Apostołowie nie umieli się odnaleźć w niezrozumiałej dla nich sytuacji, w chwili Jego przemienienia. Św. Łukasz mówi, że najpierw "byli snem zmorzeni", potem, że się zlękli, a potem "zachowywali milczenie".
My tak pięknie umiemy mówić o cierpliwości, miłości, ale gdy się znajdziemy w trudnej sytuacji to nie wiemy jak się zachować. To jest paradoks, taki paradoks przemienienia, że Jezus objawia się nam często przez trudne, niezrozumiałe sytuacje, że często w naszym bólu, lęku, może samotności i braku naszej nadziei możemy doświadczyć tego olśnienia, Jego bliskości, Jego umocnienia i Jego nadziei, i że te najtrudniejsze życiowe doświadczenia uczą nas dojrzałości w wierze i miłości naszej. O św. Klemensie Hofbauerze wielu mówiło, że jest człowiekiem przegranym, bo głosił Chrystusa pod zaborami, ciągle trafiał na opór władz, i wiele jego pięknych dzieł upadało, lub było niszczonych przez zaborców. I wszyscy dziwili się, że św. Klemens to wszystko wytrzymuje, że nie traci nadziei, że nie rezygnuje. A on po prostu doświadczał na co dzień tego przemienienia, tego dotknięcia Jezusa, właśnie w rozterkach, ale i w Eucharystii, we Mszy św.
My też możemy to dotknięcie świętości przeżywać na modlitwie i w czasie tej Mszy św. i w naszej codzienności. Dlatego też tego sobie życzmy; życzmy sobie tego przemienienia przez spotkanie z Chrystusem w Eucharystii, tego szczególnego dotknięcia Jezusa. Prośmy Jezusa, by wraz z Jego przemienieniem, przemianie ulegały i nasze serca; byśmy dojrzewali do ufności, by trudne i niezrozumiałe dla nas sytuacje uczyły nas wierności i umacniały nasze zawierzenie. Prosimy Cię, Panie Jezu, by Twoje przemienienie wiodło nas zawsze ku nadziei i pokojowi. AMEN.

 

sierpnia 03, 2018

Homilia na Święto Przemienia Pańskiego - Człowiek potrzebuje przemiany serca

sierpnia 03, 2018

Homilia na Święto Przemienia Pańskiego - Człowiek potrzebuje przemiany serca
Homilia na Święto Przemienienia Pańskiego
Bracia i Siostry!
1. W świat pełen recept na przemianę człowieka i warunków jego ziemskiej egzystencji wchodzi Jezus Chrystus ze słowami Dobrej Nowiny. Obchodzimy uroczyście pamiątkę Wcielenia Syna Bożego, świętujemy Wielki Jubileusz, dziękując Bogu Ojcu przez Syna Bożego w Duchu Świętym za objawienie i perspektywę zbawienia. Dziękujemy za obecność Chrystusa w Kościele i przez Kościół w historii świata: to Jego głosu trzeba słuchać, aby rozpoznawać znaki nowych czasów i oczekiwać „aż przyjdzie”.
Doświadczaliśmy prawdy o obecności Chrystusowego Ducha w pamiętne dni sierpnia 1980 roku, kiedy – jakby w odpowiedzi na dramatyczne wołanie Papieża Jana Pawła II – dokonywała się prawdziwa przemiana serc Polaków, kiedy odnawiało się mocą Ducha oblicze tej ziemi, rosła nasza ludzka i chrześcijańska solidarność. I dziś po latach od tamtych wydarzeń, kiedy niektórzy przypisują sobie zasługi, inni przypinają ordery a jeszcze inni myślą o satysfakcji materialnej, trzeba przypomnieć i pamiętać o rzeszach zwykłych obywateli tego kraju. Otwarci na Ducha wykazali ufność w sensowność zmian, których brzemię mieli nosić i noszą po dzień dzisiejszy.
I dziś po latach od tamtych wydarzeń stajemy jak co roku w sierpniu, w tutejszym sanktuarium Chrystusa Przemienionego, aby wpatrywać się Jego Oblicze i prosić o przemianę serc, o przemianę człowieka, bo tylko taki człowiek może przemieniać rzeczywistość świata; budować świat bardziej ludzki i Boży zarazem.
Tak głębokiej przemiany może dokonać tylko Bóg, dlatego z wiarą wpatrujemy się w Chrystusa i Jego Kościół – sakrament „wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego”.
2. Jezus Chrystus wyprowadził trzech swoich uczniów na górę Tabor. Relacja o tym rozpoczyna się w Ewangelii św. Marka od bliższego określenia czasu tego wydarzenia.
„Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana…” (Mk 9,2). Nasuwa się pytanie o to wydarzenie sprzed sześciu dni, które jakby sprowokowało wyjście na górę Tabor i Przemienienie. Wydarzeniem sprzed sześciu dni był dialog Jezusa z uczniami w okolicach Cezarei Filipowej, gdzie pytał swoich uczniów: „Za kogo uważają mnie ludzie… Za kogo wy mnie uważacie”. W imieniu uczniów, Piotr odpowiedział na to pytanie: „Ty jesteś Mesjasz”.
Sześć dni po tym dialogu miało miejsce wydarzenie na górze Tabor, a więc Przemienienie wydarzyło się w dniu siódmym. Ten fakt kojarzy się z biblijnym rytmem stwarzania: po sześciu dniach stwarzania świata Bóg odpoczął. Na górze Tabor, w tym siódmym dniu, chciał Jezus ukazać swoje bóstwo; wszak trudno było w Nim „zobaczyć” Boga, bo widziane było tylko „człowieczeństwo”. Objawił także drogę przebóstwienia, przemienienia naszego człowieczeństwa. Ukazał nowe stworzenie; świat przemieniony; rzeczywistość nowych perspektyw.
Celem tego wydarzenia na górze Tabor, tej Epifanii Syna Bożego było ukazanie perspektyw.
Człowiek z natury swej potrzebuje perspektyw, wizji sensu i celu. Człowiek jest zdolny do najwyższych ofiar, jeśli wie, że to ma sens – czy wydarzenia współczesnej historii nas o tym nie przekonują?!
I prawda ta dotyczy nie tylko płaszczyzny doczesnej, także duchowej.
Dziś często słyszymy skargi, szczególnie młodego pokolenia na brak perspektyw w nowych realiach społeczno-gospodarczych. A przecież człowiek powinien mieć perspektywy – w wymiarach doczesnych. Niech stwarza je rodzina, społeczeństwo, państwo. Perspektywy powinien stwarzać sobie także sam zainteresowany ich posiadaniem. Nie wystarczy nastawienie i postawa konsumpcyjna. Nastawienie na otrzymywanie, konsumowanie różnych dóbr bez gotowości dawania. Perspektywy stwarza sobie człowiek przez rozwój swoich talentów, przez gotowość podjęcia wysiłku pracy i kształcenia.
Podobnie w życiu duchowym człowiek potrzebuje perspektyw. Ukazują je czyny i słowa Jezusa; mówią one kim jest człowiek i jakie Bóg otwiera przed nim perspektywy.
Na górze Tabor otwarły się przed uczniami Jezusa Chrystusa nowe perspektywy. Stali się świadkami przemienienia, które było niczym innym jak ukazaniem wiecznych perspektyw człowieka, jakby dopowiedzeniem dzieła stworzenia. To przed człowiekiem otwiera Chrystus nową rzeczywistość: zmienia się Jego ciało – znak ten oznacza przemianę wszystkich ograniczoności człowieka związanych z ciałem, a więc chorobą; śmiercią; przemijalnością. To wszystko w znaku Przemienia zostaje przemienione; otwierają się dla człowieka nowe, nieskończone perspektywy.
Są one jednak nierozłącznie związane ze słuchaniem Syna Bożego. Każdy z nas jest uczestnikiem tej perspektywy. Jeśli chcemy skorzystać z tego zaproszenia, osiągnąć blask i promieniować światłem Chrystusa, trzeba się podporządkować temu wezwaniu Jego słuchajcie!
Za mało jest tego Jego słuchajcie w naszym życiu osobistym, społecznym, politycznym, gospodarczym. Należymy do słuchaczy Jezusa. Często jednak nasze słuchanie ma charakter wybiórczy; słyszymy tylko to, co chcemy słyszeć; to znane zjawisko – staje się zjawiskiem coraz powszechniejszym. Nawet prawdy wiary przyjmowane są na zasadzie „ale” – „jestem katolikiem, ale” – następuje relatywizacja prawdy; prawdą staje się coś nie dlatego, że jest Prawdą; tylko dlatego, że tak sądzę, tak mi się wydaje. Kroi więc człowiek z materiału prawdy ubranka i wszelki przyodziewek na swoją miarę, na miarę swoich potrzeb.
3. Dochodząc do prawdy Przemienienia uczniowie muszą się najbardziej uczyć zrozumienie tego, że integralną częścią misji Mesjasza jest cierpienie i śmierć. Łukasz wspomina, że Jezus rozmawiał z nimi wtedy o swojej śmierci. Jako Przemieniony mówi Jezus o swoim cierpieniu. Po Zmartwychwstaniu powie Jezus do swoich uczniów w drodze do Emaus – „Czy Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały… ” ( Łk 24,26). Cierpienie i chwała łączą się nierozdzielnie w życiu Jezusa – stanowią jedną całość. To jest także perspektywa, którą Jezus Chrystus nam ukazuje. Również dla nas każde cierpienie, także śmierć jest drogą do chwały. Jezus ukazał uczniom swoją chwałę, ale równocześnie zabronił im o tym mówić do czasu zmartwychwstania.
Przemienienie czyni Jezusa świetlanym, promieniującym. Światło jest zawsze znakiem boskości. „Bóg jest światłością” – powie św. Jan w swoim liście (por. 1 J 1,5). W Przemienieniu Jezus ukazał jakim Bóg jest w rzeczywistości. Chwała Boża przenika przez człowieczeństwo Jezusa, a człowieczeństwo Jezusa zostaje podniesione do Bożej chwały.
Dziś dla nas Prawda posiada oblicze Chrystusa Przemienionego. On mówi człowiekowi prawdę o nim samym i o Bogu; On otwiera człowiekowi perspektywę nieskończoną. Także nam tu zgromadzonym na uroczystościach odpustowych – przemieniony Chrystus – otwiera nowe perspektywy. Każdemu z nas są one bardzo potrzebne. Zarówno na płaszczyźnie natury jak i łaski. Na płaszczyźnie natury otwiera przed nami Chrystus perspektywę pięknego człowieczeństwa, zaś na płaszczyźnie eschatologii perspektywę wieczności. Niewiele wiemy o tej rzeczywistości; ale trzeba przy niej trwać ufając Chrystusowi.
Św. Piotr zachęcał nas w II czytaniu: „dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach” (2 P 1,19).
Światło tajemnicy Przemienienia wskazuje na zmartwychwstanie Jezusa i nasze. Dzieje się tak szczególnie w liturgii Kościoła. Kiedy więc sprawujemy liturgię – przede wszystkim Mszę świętą – łączymy się z liturgią nieba. Liturgia ta zakłada przemianę człowieka i świata. To, co stało się na górze Tabor z Chrystusem – to znak przyszłości całego świata – przemiana i przemienienie.
Liturgia Eucharystii to nasza góra Tabor – tu przed nami przemienia się Chrystus i sprawia nasze przemienienie – nas przemienia. Dokonuje się coś z tego, co dokonało się na górze Tabor; spotykamy się ze Zmartwychwstałym – On obdarza nas swoim pokojem i sprawia duchową przeminę naszych serc.
Niech otworzą się nasze oczy – tu przy łamaniu chleba – i wołajmy do Niego „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”. Na to wołanie człowieka odpowiada: Jestem z wami aż do skończenia świata. Jestem z wami jako Przemieniony i Przemieniający. Niech łaska spotkania z Przemienionym przemieni każdego z nas. Wszak tylko człowiek przemieniony przez Chrystusa przemienia świat. Wielu z was doświadczyło łaski przemienienia w sakramencie Pokuty i Pojednania. Jako przemienieni, przemieniajcie rzeczywistość rodziny i społeczeństwa.
Chrześcijanin jako człowiek przemieniony przez Chrystusa
- w świat korupcji wprowadza uczciwość
- w świat braku szacunku dla człowieka uszanowanie każdego,
- w świat kłamstwa prawdę
- w świat pijaństwa trzeźwość
- w świat egoizmu miłość bliźniego.
Tak działając, zmieniamy świat i wypełniamy pustkę wygasłych ideałów. I to ma sens, bo jest wpisane w wielkie dzieło przemiany świata, Chrystusowej przemiany świata. Kierujmy zatem spojrzenie w przyszłość. Niech Przemieniony Chrystus czyni wszystko nowe. Amen.

sierpnia 06, 2017

Homilia na Święto Przemienienia Pańskiego - Błogosławieni cisi...

sierpnia 06, 2017

Homilia na Święto Przemienienia Pańskiego - Błogosławieni cisi...
Homilia na Święto Przemienienia Pańskiego
„Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię"

Bracia i Siostry!
Drodzy czciciele Chrystusa Przemienionego!  Ukazane w dzisiejszej Ewangelii misterium Taboru emanuje świętą ciszą. Wizja zjawiającego się na obłokach Syna Człowieczego, o którym, jak słyszeliśmy pierwszym czytaniu mszalnym, mówił już prorok Daniel – spowita jest, jak obłokiem, dojmującą ciszą. Apostołowie wpatrzeni w promieniujące widzialną boskością Oblicze Chrystusa nie mówią nic. Słowa zjawiają się później. I właściwie tylko po to, by zatrzymać oraz ochronić ciszę nadprzyrodzonego przeżycia. Namiot, którego postawienie postulował św. Piotr, miał być przestrzenią, w jakiej trwać miała nadal cicha kontemplacja Oblicza Przemienionego Pana. Włączamy się w nią dziś, wchodząc po stopniach wiary na wzgórze mszalnej ciszy. Drogowskazem są nam błogosławieństwa, w których odbija się najświętsze oblicze naszego Zbawiciela. 
 

Bracia i Siostry! Jezus Chrystus powiedział: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy  i pokorny sercem”. Ta autoprezentacja Syna Bożego uświadamia nam, czym jest cichość w Chrystusowym ujęciu. Mieć pokorne serce bijące w rytm ciszy to znaczy być łagodnym, pełnym pokoju, dobroci  i szczerości. W tym tkwi źródło prawdziwego szczęścia. Jezus uczy: „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię”. Błogosławieni, a więc szczęśliwi – cisi. W poetyckiej wizji Romana Brandstaettera ów werset ukazuje wyraźnie ewangeliczną głębię swego przesłania:
„Błogosławieni cisi,
Albowiem w nich jest harmonia
I łagodność, i ufność.
Błogosławiona jest wiedza o ciszy” (Pieśń o moim Chrystusie).

Wiemy, iż teraźniejszy świat nie jest spragniony, pochodzącej z Ewangelii, wiedzy o ciszy. Żyjemy w niespokojnych i rozkrzyczanych czasach. Skutecznie trzebimy ciszę, tak z życia społeczno-politycznego, jak i osobisto-rodzinnego. W pędzie do kariery, sukcesu, pieniędzy – poklask i uznanie zyskują ci, którzy mają mocne łokcie i harde serca. Bezczelność, wyrachowanie, pospolite chamstwo i cynizm nazywa się często asertywnością i życiową zaradnością. Obecne życie polityczne to żenujący spektakl ciągłych oskarżeń, przepychanek na najwyższych szczeblach władzy, gorszących sporów, wzajemnych podchodów i niezrozumiałego wrzasku. Warto w tym kontekście, jako wymowną przestrogę, przywołać znaną sentencję: „Kto sieje wiatr – zbiera burzę”. Trzeba zauważyć, iż w owym posiewie aktywnie uczestniczą również media masowe. Wrzask kipi w publikatorach  i szerokim strumieniem wlewa się do ludzkich mieszkań i serc. Iluż wyznawców Chrystusa, zamiast – tak jak polecił Mistrz – starać się praktykować cichość i pokorę serca – jest zwiastunami burz, przemocy, pychy i zła? Jawnym zaprzeczeniem błogosławieństwa Jezusa są kłótnie międzysąsiedzkie, spory w pracy, wszelakie wojny domowe. Jakim uczniem Boga o cichym i pokornym sercu jest na przykład ojciec, który w odurzeniu alkoholowym wszczyna hałaśliwe karczemne awantury, poniewiera domownikami – może nawet ucieka się do rękoczynów? „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię". Uczniowie Chrystusa powinni autentycznym kultem otaczać ewangeliczną ciszę i pielęgnować ją. Ojciec Tomasz Merton, kontemplatyk codziennie obcujący z ciszą, w swoich duchowych zapiskach radzi wierzącym: „Ci, którzy kochają Boga, powinni starać się zachować, czy stworzyć atmosferę, w której można Go odnaleźć. Chrześcijanie powinni mieć ciche domy (…). Niech ci, którzy potrafią znieść trochę ciszy, znajdą innych, którzy lubią ciszę i niech tworzą ciszę i pokój jedni dla drugich. Wychowujcie dzieci, żeby tak nie wrzeszczały. Dzieci są z natury spokojne, gdy się je zostawi samym sobie, a nie drażni od kołyski, ażeby wyrosły na obywateli państwa, w którym każdy wrzeszczy i na którego wrzeszczą. Zapewnić ludziom miejsca, gdzie mogliby pójść i być cicho – odprężyć umysły i serca w obecności Boga – w kaplicy na wsi, a także w mieście.” 
 

Bracia i Siostry! Bóg objawia się w ciszy. I cisza jest niezbędna, aby Go usłyszeć. W zna- nej scenie objawienia się Jahwe prorokowi Eliaszowi, Pan nie przyszedł, jak wiemy, ani w gwałtownej wichurze ani w trzęsieniu ziemi, ani w ogniu, ale właśnie w ciszy. Większość tłumaczeń mówi: „W szmerze łagodnego powiewu”. Jednak, jak zauważają bibliści, użyty tutaj hebrajski zwrot [Qol demamah daqqah], dosłownie znaczy: „Głos dojmującej ciszy” (por. R. Laurentin, Nieznany Duch Święty, Kraków 1998 s. 62). Tak więc, Biblia uczy, iż Bóg objawia się głosem przenikliwej ciszy. W ten sposób objawiał także Boga Jego Jedyny Syn, Jezus Chrystus. Jako Człowiek począł się On w ciszy Zwiastowania, narodził się w ciszy Betlejem  i przez 30 lat żył ukryty w głębokiej ciszy Nazaretu. Głosząc Ewangelię często oddalał się na miejsce osobne, aby w ciszy być z Ojcem. W kulminacyjnym momencie historii zbawienia, gdy umierał za świat skłoniwszy głowę, oddał Ducha w ciszy (por. J 19,30). Grecki zapis Janowej Ewangelii oznacza tutaj „i śmierć i przekazanie Ducha”. Jezus, umierając na krzyżu, ostatnim tchnieniem dał Kościołowi Ducha Świętego (por. ks. J. Kudasiewicz, Odkrywanie Ducha Świętego, Kielce 1998, s. 206-208). Zważywszy na kontekst tego aktu, możemy powiedzieć, iż ten Duch jest Duchem Ciszy. On to właśnie czyni Kościół – pośród różnorakich burz dziejowych – przystanią Bożej Ciszy. Cisza pulsuje w Kościele w rytm drgającej przy tabernakulum wiecznej lampki; sam Kościół oddycha Ciszą i żyje z Ciszy. Zwłaszcza z tej, która w momencie Podniesienia, patrzy zachwycona na Hostię, a przystanąwszy na kruchej gałęzi ludzkiego oddechu, pochyla wiernych ku ziemi swoim łagodnym tchnieniem, jak wiatr zdziwione i trochę przestraszone łany zbóż.
 

Umiłowani! Eucharystia jest taką mistyczną ziemią, którą już w tym świecie posiadają na własność ludzie cisi. Wpatrując się w Najświętszą Hostię, w Oblicze Chrystusa Przemienionego, Zbawiciela o cichym i pokornym Sercu – mamy sami przejmować rysy Jego twarzy. Na co dzień w naszych środowiskach, domach – wszędzie, gdzie jesteśmy – mamy żyć ciszą wiary; tzn. mamy być ludźmi łagodnymi, o czystych sercach, pełnymi pokoju i dobroci. To jest nasze życiowe powołanie. „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię„. Jeśli wiernie codziennie praktykować będziemy to błogosławieństwo, to – zgodnie z obietnicą Jezusa – przez ciszę śmierci wejdziemy w nieskończoną szczęśliwość niebiańskiej ciszy. Tam wpatrywać się będziemy w odsłonięte Oblicze Boga, który jest Ciszą Wieczności. Bracia i Siostry! Wpatrujcie się w Oblicze Przemienionego – i żyjcie błogosławieństwami; i bądźcie błogosławieni. Amen.


sierpnia 01, 2017

18. Niedziela Zwykła (A) - Dajmy się Jezusowi poprowadzić na górę…

sierpnia 01, 2017

18. Niedziela Zwykła (A) - Dajmy się Jezusowi poprowadzić na górę…
Z Ewangelii według świętego Mateusza
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego, Jana, i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie». Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: «Wstańcie, nie lękajcie się». Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie».


Refleksja nad Słowem Bożym

Jezus wziął ze sobą trzech swoich Uczniów – tych, o których się mówi, że byli Mu najbliżsi – wziął osobno i wziął na górę. Zauważmy, Kochani, tę triadę: Jezus wziął ze sobą,
wziął osobno, wziął na górę… A kiedy się to dokonało – nastąpiło jedyne w swoim rodzaju spotkanie i jedyne w swoim rodzaju objawienie, któremu podobnego nie ma w całym Piśmie Świętym.
Oczywiście, różnych objawień Boga było więcej, ale to jedno było takie właśnie wyjątkowe, bo oto oczom zdumionych Piotra, Jakuba i Jana ukazał się Jezus, z którym w końcu przyszli i którego dobrze znali, jednak tym razem był On otoczony jakimś nadzwyczajnym blaskiem! A do tego jeszcze – Mojżesz i Eliasz… Coś niesamowitego!
Trudno się zatem dziwić reakcji Piotra, który poruszony takim wydarzeniem, zaczął coś bełkotać o jakichś namiotach. Niektórzy komentatorzy dopatrują się w tym nawet jakichś głębszych treści, wskazując na namiot jako miejsce zatrzymania, miejsce spotkania, a zatem widzą w wypowiedzi Piotra uzewnętrznione głębokie pragnienie zatrzymania tej chwili, utrwalenia jej i jakiegoś głębszego przeżycia. Osobiście nie jestem pewien, czy można aż tak dalekie wnioski wyciągać, czy jednak – jak wskazuje Ewangelista – nie jest to po prostu zwykły strach, który jest w takiej sytuacji czymś naprawdę normalnym i zrozumiałym, a który spowodował, że Piotr wygadywał „trzy po trzy” jakieś dziwne rzeczy…
Nie ma jednak wątpliwości, że dokonało się coś nadzwyczajnego, coś szczególnego… A kiedy się dokonało? Kiedy Apostołowie dali się Jezusowi poprowadzić ze sobą, kiedy dali się poprowadzić osobno, kiedy dali się poprowadzić na górę… Sam Piotr w dzisiejszym pierwszym czytaniu relacjonuje to wydarzenie, wskazując jednocześnie na to, iż ma ono przełożyć się na życie zarówno jego samego, jak i wszystkich wierzących w Chrystusa. Bo wydarzenie to samo w sobie nic by wręcz nie znaczyło, gdyby nie stanowiło potwierdzenia prorockiej mowy, którą Piotr określa jako mocniejszą!
Tak, bo wszystkie cuda i nadzwyczajne znaki Jezusa dawane były po to i tylko po to, aby potwierdzały Jego naukę, Jego misję. One nie były po to, aby zaszokować, zdziwić, wzbudzić sensację czy tanią popularność. One były i dzisiaj są po to, aby ludzie coś zrozumieli – aby coś więcej zrozumieli – a następnie żyli tym, co zrozumieli. Abyśmy to my zrozumieli – i my według tego żyli! A będzie to możliwe tylko wtedy, gdy – żeby to jeszcze raz powtórzyć – damy się poprowadzić Jezusowi ze sobą, damy się poprowadzić osobno, damy się poprowadzić na górę… Co to znaczy?
To znaczy, że uwierzymy tylko Jezusowi i tylko Jego zasady będziemy wprowadzali w życie, nie czyjeś inne… Że uwierzymy Mu bezgranicznie i we wszystko, co nam powie. A nade wszystko – że w ogóle zechcemy w Niego uwierzyć, że naprawdę chętnie za Nim pójdziemy, a nie dla zasady, dla tradycji, czy jedynie „na wszelki wypadek”…
A pójście osobno oznacza oderwanie się od całego zgiełku świata i hałasu, w jakim na co dzień żyjemy. Oczywiście, nie chodzi tu – bynajmniej – o bujanie w obłokach i zaniedbywanie obowiązków, ale o to, by starać się w tym swoim zabieganym życiu tworzyć przestrzeń ciszy, spokoju, refleksji… Chociaż czasami, raz na jakiś czas – aby odpocząć, porozmawiać z Bogiem, powziąć jakieś dobre myśli, postanowienia…
Takim czasem powinna być każda modlitwa, ale mogą to być także rekolekcje, na które warto się gdzieś wybrać, a propozycji teraz jest coraz więcej… I nie tylko dla ludzi należących do różnych wspólnot, bo zaproszenie skierowane jest do wszystkich chętnych… Chętnych – i odważnych! A nawet, Kochani, zwykły urlop i wyjazd z rodziną gdzieś poza dom może być okazją do spokojnego spaceru, czy innych chwil wyciszenia, w czasie których naprawdę Bóg może dużo powiedzieć…
I wreszcie – wyjście na górę oznacza w Biblii zawsze wejście w bliższy kontakt z Bogiem. Góra jest symbolem wyjścia ponad poziom ziemi, a więc ponad swoją codzienność, zwyczajność, powszedniość, a skierowanie się do Boga, do którego z wysokości góry jest w jakimś sensie – oczywiście sensie metaforycznym – bliżej. Przeto wejście na górę oznacza w tym wymiarze jednostkowym to, o czym tu sobie mówimy, a więc nawiązanie kontaktu z Bogiem i oderwanie się w tym momencie od swojej codzienności, zaś w wymiarze całościowym oznacza – ustawienie w życiu właściwej hierarchii wartości i ważności, co będzie się wyrażało tym, że Bóg i spotkanie z Nim, kierowanie się Jego zasadami i uznawanie Jego wartości zawsze będzie priorytetem, a codzienność i związane z nią sprawy będą owym wartościom wyższym podporządkowane.
Zatem, Kochani, dajmy się poprowadzić Jezusowi, aby się przekonać, że On naprawdę jest z nami, że naprawdę działa, że ukazuje nam blask swojej chwały i moc swego ramienia, czyniąc w ten sposób nasze życie mądrzejszym, piękniejszym i łatwiejszym!
I właśnie te refleksje mając na uwadze, pomyślmy w głębi serca: 
Jak w praktyce swego życia daję się poprowadzić Jezusowi ze sobą? 
Czy mam odwagę pójść z Jezusem osobno?
Czy daję się Jezusowi poprowadzić na górę?

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger