sierpnia 01, 2017

18. Niedziela Zwykła (A) - Dajmy się Jezusowi poprowadzić na górę…

Z Ewangelii według świętego Mateusza
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego, Jana, i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie». Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: «Wstańcie, nie lękajcie się». Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie».


Refleksja nad Słowem Bożym

Jezus wziął ze sobą trzech swoich Uczniów – tych, o których się mówi, że byli Mu najbliżsi – wziął osobno i wziął na górę. Zauważmy, Kochani, tę triadę: Jezus wziął ze sobą,
wziął osobno, wziął na górę… A kiedy się to dokonało – nastąpiło jedyne w swoim rodzaju spotkanie i jedyne w swoim rodzaju objawienie, któremu podobnego nie ma w całym Piśmie Świętym.
Oczywiście, różnych objawień Boga było więcej, ale to jedno było takie właśnie wyjątkowe, bo oto oczom zdumionych Piotra, Jakuba i Jana ukazał się Jezus, z którym w końcu przyszli i którego dobrze znali, jednak tym razem był On otoczony jakimś nadzwyczajnym blaskiem! A do tego jeszcze – Mojżesz i Eliasz… Coś niesamowitego!
Trudno się zatem dziwić reakcji Piotra, który poruszony takim wydarzeniem, zaczął coś bełkotać o jakichś namiotach. Niektórzy komentatorzy dopatrują się w tym nawet jakichś głębszych treści, wskazując na namiot jako miejsce zatrzymania, miejsce spotkania, a zatem widzą w wypowiedzi Piotra uzewnętrznione głębokie pragnienie zatrzymania tej chwili, utrwalenia jej i jakiegoś głębszego przeżycia. Osobiście nie jestem pewien, czy można aż tak dalekie wnioski wyciągać, czy jednak – jak wskazuje Ewangelista – nie jest to po prostu zwykły strach, który jest w takiej sytuacji czymś naprawdę normalnym i zrozumiałym, a który spowodował, że Piotr wygadywał „trzy po trzy” jakieś dziwne rzeczy…
Nie ma jednak wątpliwości, że dokonało się coś nadzwyczajnego, coś szczególnego… A kiedy się dokonało? Kiedy Apostołowie dali się Jezusowi poprowadzić ze sobą, kiedy dali się poprowadzić osobno, kiedy dali się poprowadzić na górę… Sam Piotr w dzisiejszym pierwszym czytaniu relacjonuje to wydarzenie, wskazując jednocześnie na to, iż ma ono przełożyć się na życie zarówno jego samego, jak i wszystkich wierzących w Chrystusa. Bo wydarzenie to samo w sobie nic by wręcz nie znaczyło, gdyby nie stanowiło potwierdzenia prorockiej mowy, którą Piotr określa jako mocniejszą!
Tak, bo wszystkie cuda i nadzwyczajne znaki Jezusa dawane były po to i tylko po to, aby potwierdzały Jego naukę, Jego misję. One nie były po to, aby zaszokować, zdziwić, wzbudzić sensację czy tanią popularność. One były i dzisiaj są po to, aby ludzie coś zrozumieli – aby coś więcej zrozumieli – a następnie żyli tym, co zrozumieli. Abyśmy to my zrozumieli – i my według tego żyli! A będzie to możliwe tylko wtedy, gdy – żeby to jeszcze raz powtórzyć – damy się poprowadzić Jezusowi ze sobą, damy się poprowadzić osobno, damy się poprowadzić na górę… Co to znaczy?
To znaczy, że uwierzymy tylko Jezusowi i tylko Jego zasady będziemy wprowadzali w życie, nie czyjeś inne… Że uwierzymy Mu bezgranicznie i we wszystko, co nam powie. A nade wszystko – że w ogóle zechcemy w Niego uwierzyć, że naprawdę chętnie za Nim pójdziemy, a nie dla zasady, dla tradycji, czy jedynie „na wszelki wypadek”…
A pójście osobno oznacza oderwanie się od całego zgiełku świata i hałasu, w jakim na co dzień żyjemy. Oczywiście, nie chodzi tu – bynajmniej – o bujanie w obłokach i zaniedbywanie obowiązków, ale o to, by starać się w tym swoim zabieganym życiu tworzyć przestrzeń ciszy, spokoju, refleksji… Chociaż czasami, raz na jakiś czas – aby odpocząć, porozmawiać z Bogiem, powziąć jakieś dobre myśli, postanowienia…
Takim czasem powinna być każda modlitwa, ale mogą to być także rekolekcje, na które warto się gdzieś wybrać, a propozycji teraz jest coraz więcej… I nie tylko dla ludzi należących do różnych wspólnot, bo zaproszenie skierowane jest do wszystkich chętnych… Chętnych – i odważnych! A nawet, Kochani, zwykły urlop i wyjazd z rodziną gdzieś poza dom może być okazją do spokojnego spaceru, czy innych chwil wyciszenia, w czasie których naprawdę Bóg może dużo powiedzieć…
I wreszcie – wyjście na górę oznacza w Biblii zawsze wejście w bliższy kontakt z Bogiem. Góra jest symbolem wyjścia ponad poziom ziemi, a więc ponad swoją codzienność, zwyczajność, powszedniość, a skierowanie się do Boga, do którego z wysokości góry jest w jakimś sensie – oczywiście sensie metaforycznym – bliżej. Przeto wejście na górę oznacza w tym wymiarze jednostkowym to, o czym tu sobie mówimy, a więc nawiązanie kontaktu z Bogiem i oderwanie się w tym momencie od swojej codzienności, zaś w wymiarze całościowym oznacza – ustawienie w życiu właściwej hierarchii wartości i ważności, co będzie się wyrażało tym, że Bóg i spotkanie z Nim, kierowanie się Jego zasadami i uznawanie Jego wartości zawsze będzie priorytetem, a codzienność i związane z nią sprawy będą owym wartościom wyższym podporządkowane.
Zatem, Kochani, dajmy się poprowadzić Jezusowi, aby się przekonać, że On naprawdę jest z nami, że naprawdę działa, że ukazuje nam blask swojej chwały i moc swego ramienia, czyniąc w ten sposób nasze życie mądrzejszym, piękniejszym i łatwiejszym!
I właśnie te refleksje mając na uwadze, pomyślmy w głębi serca: 
Jak w praktyce swego życia daję się poprowadzić Jezusowi ze sobą? 
Czy mam odwagę pójść z Jezusem osobno?
Czy daję się Jezusowi poprowadzić na górę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger