Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grzech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grzech. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 04, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Nie grzesz więcej

kwietnia 04, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Nie grzesz więcej

Poniedziałek, 5 tydzień Wielkiego Postu

Słowo Boże na dziś:

Od tej chwili już nie grzesz...

 
” I ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz.”

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał ich.
Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co powiesz?» Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.
Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi.
Kiedy to usłyszeli, jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta stojąca na środku.
Wówczas Jezus, podniósłszy się, rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz».   
 

Refleksja nad Słowem Bożym

Wielkiej miłości i miłosierdzia doznała ta kobieta od Jezusa. Pochwycono ją na cudzołóstwie. Nie miała najmniejszych szans uratowania swego życia. Prawo religii mojżeszowej było w takich wypadkach bezwzględne: „Usuńcie zło spośród siebie” – to były słowa z Księgi Powtórzonego prawa. To samo stwierdzają Żydzi: „Mojżesz nakazał nam takie kamienować”. I nikt nie pytał, co czuła w tej chwili kobieta. Może widziała się już poza miastem, targana bólem zadanym przez spadające na nią kamienie, aż do tragicznej śmierci. A przecież tak bardzo jeszcze chciała żyć.

Przyprowadzając ją do Jezusa jej oskarżyciele byli pewni, że Ten, który bronił nierozerwalności małżeństwa, a za grzech uważał już pożądliwe spojrzenie, to wobec jawnego cudzołóstwa nie mógł stanąć w żadnym wypadku po stronie grzesznicy. Ten, który żądał: „Jeżeli twoje oko jest powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć...”, musi ją potępić. I nie chcą zaprzeczyć całemu swojemu dotychczasowemu nauczaniu, stawiając pułapkę na Boskiego Odkupiciela, prowadzeni przez pychę, zaślepieni przez nienawiść, zapomnieli, że sami są w grzechu. Nie wiele, jeżeli w ogóle byli, od oskarżonej. Tymczasem szli do Tego, który nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku: „sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje”. Z łatwością też mógł wypisać ich długi wobec Bożej Sprawiedliwości.

Szczęściem dla nieszczęsnej kobiety było spotkanie z Jezusem. Ten, który – jak sądzili – miał być jej ostatecznym pogrzebaniem, stał się jej ratunkiem, ocalił jej życie; co więcej, uzdrowił jej duszę: potępił grzech, ale nie człowieka.

Jezus ostro potępił faryzeuszy, którzy chcieli uchodzić za sprawiedliwych, bezgrzesznych, a byli napełnieni wewnętrzną zgnilizną. To oni chcieli wykorzystać przeciw Jezusowi to zdarzenie z cudzołożną kobietą. Myśleli przewrotnie: Jeśli Jezus poleci ją ukamienować, odsunie się od Niego lud, którego dotąd pociągała Jego łagodność i miłosierdzie; jeżeli zakaże jej kamienowania, sprzeniewierzy się obowiązującemu prawu Mojżesza i będzie Go można oskarżyć o wichrzycielstwo. W czasie oskarżycielskich wypowiedzi, nachyliwszy się, pisał palcem na ziemi. Co pisał? Nie wiemy. Być może, że ich grzechy. Bo, gdy to zobaczyli i usłyszeli słowa: „Kto z was nie jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” – jeden po drugim zaczęli odchodzić. Zastał tylko Jezus i owa niewiasta.

Została. Nie uciekała. Nie wiemy, co myślała, i co przeżywała w tej chwili, ale, jeżeli została, to możemy przypuszczać, że zrozumiała, iż brak potępienia ze strony ludzi, niczego nie załatwia z jej strony. Ona czekała na słowo Chrystusa. I Chrystus jej powiedział to słowo, którego być może wcale się nie spodziewała: „...Ja ciebie nie potępiam”. On, który przenika tajniki ludzkich serc, musiał ujrzeć w jej sercu nie zawziętość, nie upór, nie usprawiedliwianie siebie swoją słabością, czy zakazaną miłością. Widocznie nie było dla Chrystusa nic wyzywającego w tej milczącej kobiecie wystawionej na wstyd i hańbę. Toteż nasyciły ją te słowa Chrystusa: „Kto z was jest bez grzechu...”. Przyjmujemy te słowa z miłością i wdzięcznością. Jednakże nie skończyło się na tym słowie. Jezus powiedział: „Idź i nie grzesz więcej”. Jezus nie powiedział: Staraj się nie grzeszyć, ale już nie grzesz, i to w jakim kontekście? W kontekście grzechów, które należą do najtrudniejszych do przezwyciężenia, gdzie ludzka natura wydaje się być najbardziej skażona, a namiętności najtrudniejsze do opanowania.

„Idź i od tej chwili już nie grzesz” – mówi Jezus do człowieka grzesznego, zarozumiałego, zazdrosnego, nietrzeźwego, nieczystego. Jeżeli takie wymagania postawił tej kobiecie, to znaczy, że człowiek może już więcej nie grzeszyć, może grzech odrzucić, może zerwać z grzechem. Ale trzeba silnej woli, i trzeba Bożej łaski i daru Ducha Świętego. Bóg to wszystko daje modlącym się i błagającym ludziom. Co więcej, Bóg daje człowiekowi, który zgrzeszył, szansę nawrócenia. Trzeba iść do Jezusa i błagać o miłosierdzie. On żadnego grzesznika nie odrzuca; nawet Judaszowi był gotowy przebaczyć, do końca go ostrzegał, upominał, dawał oznaki i gesty życzliwości, wyrozumiałości, ale jego serce do końca było zamknięte dla Jezusa i nie zdobył się na żal. Faryzeusze wciąż zarzucali Jezusowi, że przebywa z celnikami, grzesznikami, że siada z nimi do stołu. Na to Jezus odpowiadał, że „zdrowym nie trzeba lekarza, tylko tym, którzy się źle mają”. Ostro potępił faryzeuszów, którzy chcieli uchodzić za uczciwych, bezgrzesznych, a byli samą zgnilizną. Do nich kierował groźne „biada”.

„Idź i więcej nie grzesz” – powiedział Jezus do tej niewiasty. To pełne miłości spojrzenie Chrystusa na jej nędzę duchową, i pokorne i prawdziwe pochylenie się nad nią, spowodowało przemianę jej życia. Chrystus dostrzegł w niej obraz Boga. To prawda, że zbrukany, trzeba go było odnowić. Uczynił to Jezus łagodnie i z miłością. On spojrzał na nią inaczej, niż dotąd patrzono. Inni patrzyli ze wzgardą, pożądliwością, zazdrością, nienawiścią. Dopiero Jezus spojrzał na nią z miłością. I to Jezusowe spojrzenie przemieniło tę kobietę. Stała się inna. Zaczęła nowe życie. To jest właśnie tajemnica Bożego miłosierdzia, które nas dźwiga i umacnia.

Chrystus nikogo nie potępia, nigdy nie rezygnuje z nas; nie rezygnuje z żadnego człowieka i nie uczyni tego po ostatnią chwilę istnienia świata. Frasobliwa i pełna miłości twarz Jezusa zawiera w sobie ogrom zrozumienia, dobroci i miłosierdzia. On widzi naszą nędzę, naszą grzeszność i słabość, i czeka, aż przyjdziemy do Niego, żeby przed Nim wypowiedzieć naszą grzeszność, wyżalić się, a może i wypłakać. On zapewne wysłucha naszych skarg i boleści, przyjmie łzy szczerego żalu i przebaczy nasze grzechy. Swoją Boską mocą podniesie z moralnego upadku i podtrzyma w dalszej wędrówce życia. Przecież On sam nas zachęca: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście”. Trzeba tylko ze szczerym żalem zbliżyć się do Niego, a On wybaczy nam wszystkie nasze winy, i wypowie nad nami słowa: „Ja cię nie potępiam, idź i nie grzesz więcej”. AMEN.

 Chcesz mnie wesprzeć?

! Postaw mi kawę na buycoffee.to

kwietnia 02, 2022

5. Niedziela Wielkiego Postu (rok C) - Od tej chwili już nie grzesz

kwietnia 02, 2022

5. Niedziela Wielkiego Postu (rok C) - Od tej chwili już nie grzesz
„Ja ciebie nie potępiam" (J 8, 11) - powiedział Jezus kobie­cie, która zasługiwała na potępienie. Pochwycono ją na cudzo­łóstwie, a Bóg potępia cudzołóstwo. Odrzuca je jako czyn niego­dny człowieka. Cudzołóstwo jest złamaniem wierności małżeńskiej, złamaniem słowa danego drugiej osobie na całe życie — tak ro­zumieją miłość małżeńską ci, którzy się naprawdę kochają; cudzo­łóstwo godzi w podstawową komórkę życia społecznego: rodzinę. Bóg, który jest miłością i uzdolnił człowieka do miłości na obraz i podobieństwo swoje, Bóg zawsze wierny, odrzuca cudzołóstwo, jako grzech przeciw miłości i wierności, jako źródło chaosu mo­ralnego, upadku rodziny i rozkładu społeczeństwa. „Nie cudzołóż" (Wj 20, 14) - mówi podstawowe prawo moralności, prawo dziesię­ciu przykazań.
Bóg potępia nie tylko cudzołóstwo. Odrzuca także wszystko to, co w sferze czynu i pragnień człowieka narusza zasadę, że tylko w małżeństwie mężczyzna i kobieta mogą stanowić jedno ciało. „Nie pożądaj żony bliźniego swego" (Wj 20, 17 ) - mówi też pra­wo dziesięciu przykazań. „Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobie­tę, już w swoim sercu dopuścił się z nią cudzołóstwa" - mówi Jezus Chrystus w kazaniu na Górze (Mt 5, 28). Jeśli więc Bóg potępia cudzołóstwo, to dlaczego Chrystus, który przecież - jak przed chwilą słyszeliśmy - poszedł jeszcze dalej niż Stare Prawo, powiedział kobiecie, którą pochwycono na cudzołóstwie: „Ja ciebie nie potępiam"? (J 8, 11). Mówi Ewangelia, że gdy oskarżyciele tej kobiety odeszli, kobieta pozostała. Nie uciekła, choć miała otwartą drogę: jej oskarżyciele wszyscy odeszli, jeden po drugim, poczynając od starszych. Na cóż więc czekała? Pismo św. nie mó­wi nam, co było w sercu tej kobiety: co myślała, co przeżywała. Ewangelista nie wdaje się w analizy psychologiczne. Możemy jed­nak przypuszczać, że pozostając przed Chrystusem uznała, iż brak potępienia ze strony ludzi niczego nie załatwił w jej sytuacji. Ko­bieta czekała na słowo Chrystusa. I Jezus powiedział jej to słowo, którego, być może, się nie spodziewała: „Ja ciebie nie potępiam" (J 8, 11). On, który znał tajemnice serc, przenikał je w Duchu Świętym, musiał ujrzeć w jej sercu nie zawziętość, nie upór w złem, nie usprawiedliwianie siebie swoją słabością czy miłością.
Widocznie nie było dla oczu Chrystusa nic wyzywającego w tej milczącej kobiecie, wystawionej na wstyd i hańbę publiczną.
Nie dziwi nas to słowo Chrystusa. Znając Jezusa i znając sie­bie – kto z nas jest bez grzechu i pierwszy rzuci kamień? - przyjmujemy je z radością i wdzięcznością. Jednakże nie na tym słowie się skończyło. Jezus powiedział coś więcej, coś nie mniej ważnego. Powiedział także: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz" (J 8, 11). Po tych słowach i my też, razem z tą kobietą, musimy pozostać przed Chrystusem. „Od tej chwili już nie grzesz" (J 8, 11). Jezus nie powiedział: „Staraj się nie grzeszyć", lecz stanow­czo, kategorycznie: „Od tej chwili już nie grzesz" i to w jakim kontekście! W kontekście grzechów i problemów, które należą do najtrudniejszych do przezwyciężenia, gdzie ludzka natura wydaje się najbardziej skażona, a namiętności najtrudniejsze do opano­wania. „Idź, a od tej chwili już nie grzesz" mówi Jezus do czło­wieka nieczystego. Mówi to także do człowieka pysznego, zarozumiałego, chciwego, zazdrosnego... Czy wiesz Panie - chciałoby się powiedzieć - do kogo mówisz te słowa? Czy Twój Apostoł, św. Paweł nie napisał w Liście do Rzymian: „Jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu... jestem świadom, że w moim cie­le nie mieszka dobro: bo łatwo mi przychodzi chcieć tego, co do­bre, ale wykonać — nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę... Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, które wiedzie ku tej śmierci?" (Rz 7, 14. 18-19. 24). Jak można mówić takiemu człowiekowi, a jest nim każdy z nas: „Od tej chwili już nie grzesz"? Chrystus jednak to powie­dział. Widocznie miał podstawę, by takie wymagania postawić człowiekowi, nie wprowadzając go w pułapkę. Chrystus uważa, że człowiek, chociaż jest grzeszny, może już więcej nie grzeszyć. Może, jeśli te słowa Chrystusa przyjmie z pełną wiarą, pozwoli się im całkowicie przeniknąć. Jeśli da Chrystusowi taką odpo­wiedź, jak dał św. Paweł, ten sam, który wołał: „Nieszczęsny ja człowiek!" i był, jak sam wyznał, policzkowany przez szatana jakimiś tajemniczymi i upokarzającymi pokusami. „Wszy­stko mogę w Tym, który mnie umacnia" (Flp 4, 13) - tak brzmi odpowiedź wiary Apostoła Narodów.
Także i my, słabi i nieszczęśni, i ciągle się usprawiedliwia­jący tą swoją słabością, bo też rzeczywiście nosimy w sobie za­rzewie wszystkich grzechów, mamy taką samą, jak wielki Paweł, możliwość życia w łasce, w coraz pełniejszej wolności, mimo na­szej skłonności do grzechu, którą nosić będziemy do końca. Mamy taką możliwość, tylko że nie w sobie, jak się to kiedyś zdawało św. Piotrowi, gdy zapewniał Chrystusa, że Go nigdy nie zdradzi.
Mamy tą możliwość w Chrystusie, który nas umacnia swoją boską mocą i świętością. Udzieli jej każdemu, kto jej pragnie i o nią prosi: „każdy, kto prosi, otrzymuje" (Łk 11, 10).
Gdybyśmy zapomnieli słowa Chrystusa, wypowiedziane dziś do każdego człowieka: „Nie potępiam ciebie; idź, a od tej chwili już nie grzesz" (J 8, 11), gdybyśmy je zapomnieli, stracilibyśmy znów chwilę łaski. Gdybyśmy nie uwierzyli, że Chrystus daje nam w nich światło i siłę do pokonania grzechu w naszym życiu, znów byśmy odsunęli od siebie moment, w którym zaczyna się to, co Apostoł nazwał życiem w Chrystusie: „Żyję, już nie ja, żyje we mnie Chrystus" (Ga 2, 20). Więc uwierzmy i - jak Chrystus - nie potępiajmy.
A my tak bardzo lubimy potępiać. Patrząc dziś na Chrystusa, zadajmy sobie to pytanie: Dlaczego tyle cierpkich uwag gromadzi się w rozmowach ludzi niby wierzących? Dlaczego taka czujność wobec cudzych zachowań? Dlaczego tyle ocen bez miłosierdzia i taka bezwzględność zachowała się w nas w sposób niezrozumiały? Skąd tyle pewności w ocenie drugiego człowieka? Skąd bierze się tyle krzywdzących sformułowań i to w ustach ludzi dorosłych i dojrzałych? Wiecznie krąży po świecie tłum, który gotów pochwycić innego człowieka i prowadzić pod sąd, wyznaczać kary boskie i ludzkie.
Niektórzy czują się bezkarni, bo z racji zajmowanego stanowiska łatwiej im powiedzieć zdanie przykre, ocenić mniej przyjaźnie, mniej precyzyjnie, wydać wyrok,który wygląda na sprawiedliwy. A jednak...
Czy sumienie nie wyrzuca, nie smuci się, gdy właśnie takie wyroki zapadają?
Inni z racji odwagi, brutalnego usposobienia, żyją w poczuciu bezpiecznego sędziego - co mi zrobią? Uciekają, boją się, więc łatwiej sformułować sądy, zdania, ciche lub głośne, żyjąc w poczuciu lekceważenia ludzi.
Ktoś inny z racji błędnie uformowanego sumienia, które już tak zostało wychowane w okresie, gdy należało pracować nad miłością, nie liczy się z wyrokami, które rozdaje odważnie i bez większej rozwagi. To ci, którzy mówią: "taki już jestem"... Chętnie sprzątają przed cudzymi drzwiami, biją się w cudze piersi, nawracają gorliwie innych, lecz sami pozostają w śmiertelnym zagrożeniu, jak faryzeusze z dzisiejszej Ewangelii... Podobni sędziom nieuznanych przez Jezusa.
Jakie to piękne, gdy ludzie potrafią rozważyć z miłością zachowanie się innych ludzi. Gdy potrafią być miłosierni najpierw wobec innych, zanim usprawiedliwią siebie. Jakim skarbem są ci, którzy osłaniają, leczą, podnoszą, i na wzór Jezusa mówią: „Ja ciebie nie potępiam" - nie pochwalam grzechu, ale ciebie nie potępiam.!
A ja, do jakiej kategorii ludzi się zaliczam? Czy potrafię stanąć w prawdzie przed Panem, by w Sakramencie Miłosierdzie wyznać swe grzechy, a potem usłyszeć owo stanow­cze, kategoryczne, pełne miłości napomnienie: „Od tej chwili już nie grzesz"? Jeśli tak, to Bogu niech będą dzięki. AMEN.
 
 

kwietnia 02, 2022

5. Niedziela Wielkiego Postu (rok C) – Tryptyk nadziei

kwietnia 02, 2022

5. Niedziela Wielkiego Postu (rok C) – Tryptyk nadziei
Moi drodzy! W życiu każdego człowieka może być tak, że słu­cha Ewangelii z uczuciem, jakby tekst był napisany tylko dla niego. Zdarza się przecież, że wcale nie jest łatwo przyjść do Chrystusa nawet teraz, gdy już znamy tyle cudów jego miło­sierdzia. Zdarza się, że świadomość grzechu zrodzi poczucie od­dalenia. Zdarza się, że pogrążamy się w sobie jak w mroku nocy, aż do onieśmielenia i rezygnacji. Zdarza się i tak, że człowiek wręcz ucieka przed Bogiem jak wystraszone dziecko, które po­pełniło zło i przerażone własnym czynem chowa się przed do­brym nawoływaniem. Zdarza się też, że nieudane doświadczenia z ludzką sprawiedliwością utrudniają zrozumienie miłosierdzia Bo­żego.
Nic dziwnego, że liturgia tak troskliwie maluje dzisiaj ślicz­ny tryptyk nadziei. Popatrzmy uważnie: najpierw pouczająca hi­storia narodu, który odnalazł łaskę; potem wyznanie św. Pawła o spełnionej nadziei w Chrystusie; i wreszcie najpiękniejsze roz­grzeszenie na dziedzińcu świątyni.
Historia pierwsza: naród pogrążony w niewoli, skazany na wyniszczenie biologiczne, zamknięty w wielkim obozie bez praw ludzkich, bez szansy. A jednak z głębi beznadziejności Pan wy­prowadzi swój naród; Bóg staje się ich przewodnikiem. Wyjście z niewoli pozostaje znakiem potęgi i miłosierdzia Bożego. Jed­nocześnie wyjście oznacza odejście; odejście od chleba niewoli, od czynu poniżenia, od niewolniczej bezmyślności. Trzeba oczyścić szaty z brudu, zwyciężyć strach, odbudować poczucie godności człowieka wolnego. Naród nie jest święty, ale w swoim przymie­rzu z Bogiem chce być święty. Ludzie zgnębieni wynoszą z sobą wszystkie wady i nędze duchowe właściwe ludziom zniewolo­nym. A jednak Pan doprowadzi swój naród; Pan zna drogi zba­wienia. W ręgu Boga los tych, którzy mu zaufali. I z tego faktu ludzie wiary wyciągnęli wnioski: Choćby odległość twoja od Bo­ga była jak morze i nieprzebyta jak pustynne piaski; choćby na przeszkodzie stały moce piekła i strach wielki jak własna wy­obraźnia, wiemy, że wszechmocny jest Pan a miłosierdzie Jego niepojęte nad tymi, którzy Mu zaufali.
Jakby w nawiązaniu do historii narodu wyprowadzonego z udręki zwierza się św. Paweł: opowiada własne doświadczenie łaski Bożej. Wspomina o miłującej przemocy Boga, który ciągle błądzącemu Szawłowi pozwala upaść na twarz przed swoją obec­nością i niemal dotknąć Boga, żeby już nigdy nie zwątpić. Trzeba przeżyć na własnej drodze nawrócenie, aby rozumieć radość tych którzy odnaleźli i rozpoznali. Oczywiście z tym łączy się nowe życie. Ale to nowe jest jasne, pewne, jest spełnieniem wiecznej tęsknoty.
I wreszcie nadzieja i miłosierdzie na dziedzińcu świątyni. Ko­bieto - człowieku grzeszny - ucisz lęk, teraz już nie trzeba się bać, już jesteś z Nim. Już zaczął się twój wielki czas nawrócenia. On, Jezus Chrystus, znajdzie słowo, wyzwoli. Straszyli cię Nim. Oskarżeniem innych chętnie osłaniają własne niegodziwości. Poniewierają. Łatwo poniewierać słabych, aby osłonić wła­sne zdrady. Ale ty - człowieku grzeszny - ucisz lęk. On zna całą biedę twojej zagubionej miłości, ale przecież miłości. To On, Bóg miłosierdzia posłużył się rękami twoich wrogów, aby odna­leźć twoje serce. Jakże znamienne zakończenie tego wydarzenia: Idź w pokoju - nie grzesz więcej (J 8, 11) - jakieś ogromnie ważne „tu i teraz". Od tej chwili. Nie odkładaj. To jest miejsce stosowne, to jest najlepszy czas. Tu postawił Bóg znak miło­sierdzia, tu pierwsze słowo twojej świętości. Weź z tego miejsca serce nowe, nowe słowo, nowe dzisiaj.
Jak echo tamtej nadziei pozostał drogi nam głos Namiestnika Chrystusowego św. Papieża Jana Pawła: Nie lękajcie się Chrystusa – I wyjaśniał: Ani ludzie błądzenia, ani ludzie władzy, ani ludzie strachu, ani ludzie sprzedani, ani ludzie kupieni... Tylko w Chry­stusie znajdziecie wolność, tylko z Nim zachowacie twarz, tylko z Nim przejdziecie cierniste drogi, tylko w Jego świetle odnaj­dziecie własne jutro. Piotrze, niedawny uczestniku wieczernika, nie kryj twarzy. Oczekuje ciebie. Odnaleźć Jego na nowo, to odnaleźć siebie. Uczniu, który jeszcze trzymasz w ręku zapła­tę niegodziwości za mistrza, nauczyciela i przyjaciela jeszcze je­steś przy głośniku, jeszcze słyszysz, a więc, to jest czas dla cie­bie. Nikodemie, szanowany człowieku, który przychodziłeś nocą. Nawet w swoim strachu należysz do Niego. To nic, że twoja mądrość musi jeszcze uporządkować drżenie lęku. Człowieku wła­dzy, Piłacie, Herodzie – ucisz lęk. On nie czeka na biurko i pie­częcie, ani na fotele, ani na stanowisko; On zostanie na dzie­dzińcu, by kolejnym ludziom dać nadzieję i zostać szansą oca­lenia.
A co dla nas, ludzi dzisiejszej mszy świętej? Jeżeli możemy przeżyć pojednanie z Bogiem w sakramencie pokuty i Komunii Św., a na przeszkodzie stoi tylko lęk lub lenistwo, to ucisz lęk i podejdź. Może nawet nie wiesz, jak bardzo tęsknią do stołu Pańskiego ci, którzy z jakichś przyczyn całymi latami nie mogą się tam znaleźć.
Jeżeli możemy przeżyć pojednanie z Bogiem w modlitwie, bo na przeszkodzie pójścia do Komunii św. stoją powikłania życio­we, to nie opuszczaj tej okazji. To przecież jest cudowne miejsce gdzie spotyka się tęsknota Boga i tęsknota człowieka za Bogiem. Tam mogą powstawać przymierza nieśmiertelne i bogate na całą wieczność.
Jeżeli możemy przyjść do Chrystusa sami – po prostu przyjść jak domownicy – jak idą bliscy do tych, którzy na nich czeka­ją – to po cóż czekać, aż zły los, nieszczęście, choroba, klęska życiowa czy tragedia historyczna rzuci nas w piasek. Czy dopie­ro w chwilach rozpaczy powiemy piękne słowa i znajdziemy dro­gę do Boga?
Bracie i Siostro! Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że w Ewangelii jest wciąż mowa o tobie, o mnie... To ja, to ty jesteś tym synem lekkomyślnym, który marnuje swoje życie, sługą nieroztropnym, który zakopuje swój skarb... faryzeuszem zadowolonym z siebie... oczyszczonym trędowatym, który nie dziękuje za łaskę uzdrowienia... Piotrem, który ze strachu zapiera się Jezusa, Judaszem, który Go zdradza. Ale ja, i ty jesteś także tym ociemniałym, który wychodzi na drogę i błaga: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną” … Zacheuszem, do którego Jezus przychodzi w gościnę i Magdaleną, która płacze u stóp Jezusa, Mateuszem, który rzuca wszystko i idzie za Jezusem... wiernym Janem, który stoi do końca pod krzyżem... Jezusem, który niesie swój krzyż.
Bracie i Siostro! Jeżeli jesteś jednym z nich – podejdź bli­żej – czas jest trudny – bądź z Nim. Jeżeli odszedłeś – nie tłu­macz nic – nie odkładaj powrotu – czas jest trudny – bądź z Bogiem. A ja dziś życzę ci radości z nawrócenia, głębokich przeżyć związanych z Wielkim Tygodniem a zwłaszcza z Wielkim Czwartkiem, w którym Chrystus ustanowił Sakrament Kapłaństwa i Eucharystii, z Wielkim Piątkiem Męki i Śmierci Pańskiej, z Wielką Sobotą i Wigilią Paschalną. Życzę sobie i tobie radości i pokoju, który daje Chrystus Zmartwychwstały. On zawsze jest wśród nas i zawsze daje nam swojego Ducha, Ducha Pocieszyciela, Ducha Prawdy, który doprowadzi nas do całej prawdy. Amen.

kwietnia 13, 2019

Rekolekcje wielkopostne – 6. Oblicza grzechu (nauka dla młodzieży)

kwietnia 13, 2019

Rekolekcje wielkopostne – 6. Oblicza grzechu (nauka dla młodzieży)
Drodzy moi młodzi przyjaciele!
Życie nasze często przyrównuje się do płynącej rzeki. Woda, początkowo u źródła, płynie spokojnie, stopniowo coraz szybciej i szybciej. Przeszkadzają jej obwałowania, boczne umocnienia, a i tak woda wylewa się na pola i tworzy wielkie rozlewiska, tworzy bagna. Podobnie jest i w naszym życiu. Być może pytasz: Dlaczego muszę chodzić do kościoła? Przecież mogę inaczej. Dlaczego muszę słuchać zdania rodziców? Przecież ja sam dobrze wiem jak mam postępować! Dlaczego tego mi nie wolno? Przecież jestem człowiekiem wolnym! I tak jak ta woda naszego życia, naszych spraw, wylewa się i my wchodzimy w to bagno, bagno grzechów i jakże trudno jest nam później wyjść z tego bagna.
Tak! Do ujęcia rzeki potrzebne są umocnienia, aby wzburzona woda się nie rozlała. Zapominasz o Bogu, o Jego przykazaniach, buntujesz się przeciwko ustalonym normom moralnym, i tak z tego powodu cierpisz.
Chce dziś razem z Wami rozważyć czym jest grzech? Z katechizmu wiemy, że grzech to przekroczenie prawa Bożego, przekroczenie świadome i dobrowolne. Ale popatrzmy dzisiaj na grzech nieco z innej strony.
Grzech jest porzuceniem, zlekceważeniem bezinteresownej miłości Bożej. Grzech, to stawianie siebie ponad Stwórcę. Grzech jest również brakiem dobra, które powinieneś czynić. Jakże często szukamy tego, co egoistyczne, wyrywamy się z rąk Miłosiernego Ojca. Ranimy serce. Ranimy dusze.
Trafnie ilustruje to obraz: Oto na pierwszym planie ojciec idący z małym dzieckiem, synkiem, na spacer. Trzyma go mocno za rękę, ale dziecko wyrywa się. Dostrzegło po drugiej stronie szosy piękny kwiat, pragnie go zerwać, mieć dla siebie... Ale ojciec nie chce wypuścić dziecka, bo widzi z naprzeciwka nadjeżdżający samochód. Jednakże dziecko wyrywa się niepostrzeżenie, biegnie, udało się... Zrywa piękny kwiat, kwiat więdnie i usycha. Pozostaje smutek i żal.
Tak często, drodzy młodzi, bywa z nami. Wyrywa się chłopak, dziewczyna z domu, zbuntowani, skuszeni, zwabieni urokami tego świata, i niszczą siebie, niszczą piękno ludzkiej miłości. I pragną wypełnić to swoje życie wielką sumą erotycznych doznań, myśląc, że to wystarczy im do szczęścia. Zapominają, że ten miraż wielkich przyjemności jest krótkotrwały i rodzi pustkę i rozgoryczenie. Bo jednak człowiek nie jest tylko ciałem i nie tworzą go tylko zmysły, a o jego szczęściu nie decyduje splot krótkotrwałych doznań cielesnych.
Tak! Młodość, to czas rodzenia się wielkich przyjaźni, wielkich miłości. Stajesz się podatny (podatna) na jedno z najwspanialszych z uczuć ludzkich. Kochać! Pamiętasz może tę bardzo głęboką rozmowę o przyjaźni lisa i księcia? Oswoić, znaczy stworzyć więzy. Jeśli mnie oswoisz, będziesz za mnie odpowiedzialny, będziemy się nawzajem potrzebować, będziesz dla mnie jedyny na świecie. „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak ja was umiłowałem” – mówi Chrystus.
Miłość Boża – miłość prawdziwa! Miłość. Biedne to słowo. Tak często nadużywane. Tak bardzo wyświechtane i tak często wykoszlawione. podstawia się pod nie różne treści. Często miłością ludzką nazywa się czysty egoizm, a czasem miłość w języku ludzkim to zmysłowość, to coś, co jest brutalnym używaniem drugiej osoby.
Czymże jest miłość? A raczej trzeba by zapytać, czym ta miłość nie jest?
Na pewno miłość nie jest zachwytem drugą osobą, zauroczeniem nią. Miłość nie jest miłosierdziem, nie jest tkliwością. Miłość jest łaską, Bożą łaską. Miłuje ten, kto wybiera i jest wierny. Tak jak Bóg, który nas umiłował, oczekuje od nas wyboru i wierności. Masz więc wybierać i być wiernym temu wyborowi – wierny do końca swoich dni. On, Bóg, wybrał nas, gdy stworzył z miłości ciebie i mnie. I ty masz wybierać. Kiedy człowiek spotyka się z Bogiem, urzeczywistnia się prawdziwa miłość. Ale ta miłość jest wymagająca. Tak! Spójrz – nikt nie był tak kochany i umiłowany jak Pan Jezus, a mimo to Ojciec zażądał od Niego tak wielkiej ofiary, największej ceny, ofiary z własnego życia. To przerażające, ale nader prawdziwe. Miłość do drugiego człowieka też jest wymagająca. Tak!
Miłość to na pewno nie tylko wzajemna pomoc, ale to bezgraniczne oddanie siebie osobie ukochanej. Miłość seksualna jest tylko częścią tej prawdziwej miłości, częścią konieczną, ale nie jedyną; potrzebną, ale w odpowiednim czasie. Pomyśl, drogi Bracie i Siostro, drzewo, żeby wydało owoc musi wyrosnąć, zakwitnąć i wtedy dopiero zaowocuje. Tak też jest i z człowiekiem. Musi człowiek najpierw nauczyć się żyć, nauczyć się kochać, i w odpowiednim czasie ta miłość na pewno zaowocuje w sakramencie małżeństwa. W życiu rodzinnym często badaj prawdziwość i czystość tej miłości. Nie stawiaj pytania czy kocham – raczej mów sobie, czy wyrzekam się?, czy potrafię usłużyć?, czy umiem zapomnieć o sobie? Często słyszymy: zakochałam się! Tak – zakochałaś się w sobie!, zakochałeś się w sobie! To dla siebie pragniesz drugiego człowieka, dla siebie pragniesz ciała drugiej osoby, aby go wykorzystać dla siebie, a więc: zakochałeś się w sobie! Egoistyczna miłość! Zachowaj cię, Boże, od takiej miłości. Jeśli przestajesz dawać, przestajesz kochać. Tak! Pocałunkiem egoistycznym, pocałunkiem judaszowym zdradzasz samego Chrystusa w bliźnim. I ty jeszcze śmiesz mówić o miłości? Zapominasz o tym, że wiara polega na tym, aby zaufać miłości Boga. Z przykładu Judasza wiemy, że nie wystarczy być blisko Chrystusa, że nie wystarczy znać Chrystusa. Trzeba Chrystusa zrozumieć, pokochać i zawierzyć mu bez reszty, a nade wszystko zawierzyć Mu siebie.
Miłość to ofiara, to dźwiganie krzyża. „Jeśli kto chce iść za Mną, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje”. Tak! Wziąć krzyż, to dostrzec na swojej drodze drugiego człowieka, dostrzec w drugim człowieku jego godność.
Mówisz: zakochałem się – nie mów tak! Mów: kocham ciebie. Tak mówią starsi, ale mówią prawdę. Bo to oznacza: Dla ciebie poświęcam siebie, swój czas, chcę być z tobą w chwilach radosnych i smutnych, chcę poświęcić się cały dla ciebie.
Pocałunek – znak miłości – a jeżeli ten znak nie jest znakiem miłości, to kosztuje wiele! Różne znamy rodzaje pocałunków. W szkole witasz się z kolegą, koleżanką, w domu z rodzicami – pocałunek, znak przyjaźni i miłości. Pytasz się, czy można się całować? Jeśli potrafisz się pocałować, to proszę bardzo. Ktoś powie, że przecież od pocałunku nikt się jeszcze nie urodził. Tak, to prawda, ale przez pocałunek – wiesz jaki – wielu straciło głowę, straciło życie. Tak, ale ksiądz nie wie, jakie to przyjemne..., jakie drgawki przechodzą wtedy przez człowieka... tak, ale i na to jest rada, stara metoda – jeśli chcesz drgawek, to gdy wrócisz do swojego domu, weź dwa gwoździe i włóż je do gniazdka z prądem, będziesz miał takie drgawki, że satysfakcja gwarantowana, mocne przeżycie gwarantowane.
Drodzy młodzi – czas zmarnowany na takie zabawy jest grzechem. Tak, to grzech. Dlatego staraj się, aby być naprawdę panem samego siebie, aby nie popaść w niewolę grzechu.
Wśród pokus młodzieńczych wybija się na pierwszy plan pokusa nieczystości. Oczywiście, to normalne, nie trzeba się przerażać, ale trzeba stanowczo i absolutnie powiedzieć NIE! Nie ulegać, a jeśli ulegniesz raz, drugi, bagatelizując, staniesz się niewolnikiem cała swojego, swoich zmysłów i bardzo trudno ci będzie powstać, zapanować nad swoim instynktem, zwłaszcza o własnych siłach. Ów instynkt jest potrzebny, ale w odpowiednim czasie. Jeśli nie potrafisz opanować swojego ciała, będziesz mieć problemy w życiu małżeńskim, rodzinnym. Jakże trudno będzie wtedy ofiarować coś z siebie drugiej osobie. Kochać!
Kocham ciebie – mówi dziewczyna do chłopaka! Ale oto chłopak żąda od tejże dziewczyny tzw. „dowodu miłości”. Czy on cię kocha? Z pewnością nie! Możesz być pewna, że on nie kocha i nie zasługuje na twoją miłość, a jeśli kocha, to poczeka.
Drodzy młodzi! Spójrzmy jeszcze na inne grzechy, które tak często nurtują wasze sumienia, zniewalają was. Spójrzmy na Boże przykazania. Pierwsze przykazanie – kochać Boga ponad wszystko, mieć wiarę, wiarę pogłębiać. I tu pojawia się grzech zaniedbywania lekcji religii. – Ja już wiem, już wszystko wiem, już to słyszałem, mnie już to nie potrzebne... Ziarno wrzucone w ziemię potrzebuje opieki, pielęgnowania, aby wydało owoc stokrotny. I tak jest również z ziarnem wiary, które padło na glebę twego serca. Musisz je pielęgnować, żeby wydało owoc, żeby ta wiara była żywa, musisz swoją wiarę pogłębiać, argumentować rozumowo, żeby nie powstydzić się przed innymi, że nie znasz zasad swojej wiary. Staraj się pogłębiać swoją wiarę.
Częstym grzechem w naszym życiu jest brak miłości względem rodziców, wobec rodzeństwa. Tak często zapominamy o ich poświęceniu – to „wapniaki”, jak wiem lepiej, toć XXI wiek. Ale pamiętaj, że wszystko w życiu może cię zawieźć, może rozsypać się w gruz, ale zawsze możesz wrócić do domu rodzinnego, zawsze dla ciebie tam jest schronienie. Szacunek dla rodziców! Oni dla ciebie i tobie tak wiele dali, poświęcili. Może i masz uzasadnione zastrzeżenia, może w wielu przypadkach masz rację, ale pomyśl, że oni żyją dla ciebie.
Innym grzechem tak często występującym to grzech zazdrości. Zazdrościmy koledze, koleżance rożnych spraw, czasami bardzo błahych. Pomyśl – stajesz się sędzią Chrystusa w bliźnim, stajesz się Piłatem, który sądzi i wydaje wyrok. Moi Drodzy! Grzech, to poważna rzecz, a jego tragedia pogłębia się przez częste zaprzeczanie, że jesteśmy grzesznikami. Tak często się słyszy – ja nie mam grzechu, ja nie mam się z czego spowiadać. Wystarczy jak przyjdę raz w roku do spowiedzi. Nie! Jeśli chcesz być uczniem Chrystusa, to musisz tak często do Niego przychodzić, jak tego domaga się twoje sumienie obciążone grzechem, jak tego domaga się twoja miłość do Niego.
Pomyśl, drogi Bracie i Siostro, jaki jest stan twojej duszy, twojego sumienia, kto jest twoim panem, komu służysz, czy kierujesz się swoim ciałem i uczuciami?, czy jesteś panem swojego ciała? Wiedz, że nie potrafisz długo wytrwać o własnych siłach. Potrzebny ci jest ktoś, kto ci pomoże, poda rękę, umocni twoje serce, ale do tego każdy człowiek będzie za słaby. Tu potrzebny jest Chrystus – tylko On może umocnić ciebie. Jeśli Mu się oddasz, zawierzysz, będziesz silny Jego mocą. Więc proś w pokorze, proś na kolanach, bo tylko wtedy człowiek jest wielki, gdy jest na kolanach przed Bogiem. AMEN

marca 21, 2018

Zamyślenia wielkopostne – Niewola grzechu

marca 21, 2018

Zamyślenia wielkopostne – Niewola grzechu

Środa, 5 tydzień Wielkiego Postu

 

Słowo Boże na dziś:

 

Prawdziwe wyzwolenie przez Chrystusa...


Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: «Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli». Odpowiedzieli Mu: «Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakże Ty możesz mówić: „Wolni będziecie”?» Odpowiedział im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz Syn pozostaje na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie ma w was miejsca dla mojej nauki. Co Ja widziałem u mego Ojca, to głoszę; wy czynicie to, co usłyszeliście od waszego ojca». W odpowiedzi rzekli do niego: «Ojcem naszym jest Abraham». Rzekł do nich Jezus: «Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to dokonywalibyście czynów Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy dokonujecie czynów ojca waszego». Rzekli do Niego: «My nie urodziliśmy się z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga». Rzekł do nich Jezus: «Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem sam od siebie, lecz On Mnie posłał».
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym



Być dla siebie samego „żeglarzem, sterem i okrętem”. Oto marzenie i pragnienie każdego człowieka. Żyć w wolności. Oto cel, który przyświecał ludziom chwytającym za broń i ruszającym do walki o swoją niepodległość. Samodzielne podejmowanie de­cyzji dotyczących przyszłości. Oto wyznacznik naszej dojrzałości i dorosłości. Wolność jest bowiem podstawowym pragnieniem człowieka. Wolność, możliwość swobodnego podejmowania de­cyzji, opowiadania się za tą lub zgoła odmienną opinią. Oto nasze podstawowe prawo. O tę wolność zabiegamy, tę wolność bardzo sobie cenimy. Czasem jednak sami jej się pozbawiamy.
Dziś Pan Jezus przypomina każdemu z nas, że wolność człowiekowi zabiera grzech: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (J 8,34). Grzech bowiem tylko przez chwilę wydaje się wolnym wyborem. Oczywiście każdy grzeszy w sposób świadomy i do­browolny. Każdy z nas świadomie i dobrowolnie pozbawia się zatem wolności. Za chwilową bowiem przyjemnością grzechu kryją się pęta, które na serce człowieka nakłada szatan. Za chwi­lową swobodą i niezależnością od Bożych przykazań czai się odłączenie od źródła doskonałej miłości Bożej. Za samodzielnym decydowaniem o tym, co nam wolno, a czego nie powinni­śmy czynić, przychodzi anarchia, bezład, zło.
Skoro bowiem grzesząc, uważamy, że mamy prawo łamać Boże przykazania, tym samym zezwalamy innym, by wobec nas zachowywali się tak samo. Skoro ja mogę kraść, depczę przyka­zanie: „Nie kradnij!”, to dlaczego inni nie mogą mnie okradać? Skoro zdradzam, to dlaczego małżonek ma przestrzegać nakazu: „Nie cudzołóż!”? Jeżeli ja uciekam się do kłamstwa, aby nie po­nosić odpowiedzialności za swoje przewinienia, nie mogę tym samym wymagać od drugiego człowieka, aby wobec mnie był uczciwy. Wkraczając na drogę zła, łamiąc Boże przykazania, za­stawiam na samego siebie śmiertelną pułapkę. Chciałem uwol­nić się od rygoru słów Dekalogu, a nieświadomie założyłem na siebie kajdany grzechu!
Wydaje się nam bowiem, że przykazania Boże, nauka Ewan­gelii, miłosierdzie, do którego wzywa nas Pan Bóg, stają się ogra­nicznikami naszej wolności. Człowiek chciałby robić to, co aku­rat dla niego jest atrakcyjne, korzystne; co przynosi przyjemność i zysk. Lecz naprzeciw niemu stają słowa Dekalogu i nauki Jezusa Chrystusa. Te słowa ograniczają, zabraniają, przestrzegają. Wielu uważa, że to niewola. Wielu widzi w Panu Bogu i Kościele Chry­stusowym tyrana. Lecz prawdziwym tyranem jest szatan. Praw­dziwą niewolą jest grzech.
Wolnym bowiem nie jest ten, kto na wszystko się zgadza, ulega każdej swej zachciance, słucha każdego porywu pożądli­wości swego ciała, poddaje się zmieniającym się emocjom i cho­robliwie wystrzega się konfrontacji z nieprzychylnymi skutkami swych błędów. To nie jest człowiek wolny! To niewolnik swych żądz. To zakładnik swych emocji. To marionetka swego egoi­zmu i lenistwa. Niewolnik zawsze musi się zgodzić z wolą swego pana. Ten, kto brnie w świat rozpusty, egoizmu, kłam­stwa i krzywdy, słucha swego pana, którym staje się grzech. Nie jest już zatem człowiekiem wolnym, lecz staje się niewolnikiem grzechu. Taki człowiek uważa się za wolnego, gdyż nie jest skrępowany Bożymi przykazaniami. Lecz w swej istocie po­zwolił grzechowi odebrać swoją wolność.
Wolny bowiem jest tylko ten, kto może powiedzieć „nie”. Tylko wolny człowiek może odmówić. Tylko niepodległy czło­wiek może się z innymi nie zgadzać. Szanując własną autono­mię, zabiegając o własne dobro, potrafi dokonywać takich wy­borów, które rzeczywiście będę mu służyć, a nie tylko hołdować chwilowym żądzom i zachciankom. Drogą zaś do takiej wolno­ści jest prawda: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,31-32). Te słowa Pana Jezusa przypominają nam o tym, gdzie jest źródło wolności.
Źródłem tym nie jest z pewnością nieskrępowana możli­wość grzeszenia, popełniania zła, łamania przykazań Bożych. Wolność swe źródło ma w prawdzie. Poznając prawdę o pokusie i tym, który za nią stoi - szatanie, dowiemy się, dokąd tak na­prawdę prowadzi podążanie za nią. Poznając prawdę o skutkach grzechu, uświadomimy sobie, że poza chwilową przyjemnością grzech zawsze przynosi zło i krzywdę. Poznając prawdę o Bogu bogatym w miłosierdzie, zrozumiemy, iż Pan nikogo z nas nie potępia, lecz każdemu daje szansę nawrócenia. W końcu pozna­jąc prawdę o przykazaniach Bożych i nauce świętej Ewangelii, zobaczymy, że służą one naszemu dobru i stają na straży szczę­ścia i powodzenia człowieka.
Grzech tylko na chwilę czyni człowieka wolnym, ale ta wol­ność i tak jest tylko iluzoryczna. Czy można bowiem wolnością nazwać pozbawienie siebie samego doskonałej miłości Stwórcy? Grzech zniewala, sieje zniszczenie i odgradza od łaski Bożej. Wolnym zaś jest tylko ten, kto potrafi pokusie powiedzieć „nie”. Tylko czy mnie na to stać?


Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger