Dobrze, jeśli umiem stanąć w obronie krzyża. To ważny symbol mojej wiary. Ale muszę go bronić z miłością. Muszę wiedzieć, dlaczego dla mnie samego jest tak ważny. Inaczej będzie to tylko obrona pewnej ideologii. Z krzyża płynie dla mnie, jako chrześcijanina, ważne przesłanie. Krzyż uczy mnie konkretnych postaw. Dziś chciałbym przypomnieć: krzyż uczy przebaczenia.
kwietnia 15, 2022
Wielki Piątek - Krzyż - znak zbawienia i przebaczenia
kwietnia 15, 2022
Dobrze, jeśli umiem stanąć w obronie krzyża. To ważny symbol mojej wiary. Ale muszę go bronić z miłością. Muszę wiedzieć, dlaczego dla mnie samego jest tak ważny. Inaczej będzie to tylko obrona pewnej ideologii. Z krzyża płynie dla mnie, jako chrześcijanina, ważne przesłanie. Krzyż uczy mnie konkretnych postaw. Dziś chciałbym przypomnieć: krzyż uczy przebaczenia.
kwietnia 04, 2022
Zamyślenia wielkopostne - Nie grzesz więcej
kwietnia 04, 2022
Poniedziałek, 5 tydzień Wielkiego Postu
Słowo Boże na dziś:
Od tej chwili już nie grzesz...
Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał ich.
Refleksja nad Słowem Bożym
Wielkiej miłości i miłosierdzia doznała ta kobieta od Jezusa. Pochwycono ją na cudzołóstwie. Nie miała najmniejszych szans uratowania swego życia. Prawo religii mojżeszowej było w takich wypadkach bezwzględne: „Usuńcie zło spośród siebie” – to były słowa z Księgi Powtórzonego prawa. To samo stwierdzają Żydzi: „Mojżesz nakazał nam takie kamienować”. I nikt nie pytał, co czuła w tej chwili kobieta. Może widziała się już poza miastem, targana bólem zadanym przez spadające na nią kamienie, aż do tragicznej śmierci. A przecież tak bardzo jeszcze chciała żyć.
Przyprowadzając ją do Jezusa jej oskarżyciele byli pewni, że Ten, który bronił nierozerwalności małżeństwa, a za grzech uważał już pożądliwe spojrzenie, to wobec jawnego cudzołóstwa nie mógł stanąć w żadnym wypadku po stronie grzesznicy. Ten, który żądał: „Jeżeli twoje oko jest powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć...”, musi ją potępić. I nie chcą zaprzeczyć całemu swojemu dotychczasowemu nauczaniu, stawiając pułapkę na Boskiego Odkupiciela, prowadzeni przez pychę, zaślepieni przez nienawiść, zapomnieli, że sami są w grzechu. Nie wiele, jeżeli w ogóle byli, od oskarżonej. Tymczasem szli do Tego, który nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku: „sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje”. Z łatwością też mógł wypisać ich długi wobec Bożej Sprawiedliwości.
Szczęściem dla nieszczęsnej kobiety było spotkanie z Jezusem. Ten, który – jak sądzili – miał być jej ostatecznym pogrzebaniem, stał się jej ratunkiem, ocalił jej życie; co więcej, uzdrowił jej duszę: potępił grzech, ale nie człowieka.
Jezus ostro potępił faryzeuszy, którzy chcieli uchodzić za sprawiedliwych, bezgrzesznych, a byli napełnieni wewnętrzną zgnilizną. To oni chcieli wykorzystać przeciw Jezusowi to zdarzenie z cudzołożną kobietą. Myśleli przewrotnie: Jeśli Jezus poleci ją ukamienować, odsunie się od Niego lud, którego dotąd pociągała Jego łagodność i miłosierdzie; jeżeli zakaże jej kamienowania, sprzeniewierzy się obowiązującemu prawu Mojżesza i będzie Go można oskarżyć o wichrzycielstwo. W czasie oskarżycielskich wypowiedzi, nachyliwszy się, pisał palcem na ziemi. Co pisał? Nie wiemy. Być może, że ich grzechy. Bo, gdy to zobaczyli i usłyszeli słowa: „Kto z was nie jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” – jeden po drugim zaczęli odchodzić. Zastał tylko Jezus i owa niewiasta.
Została. Nie uciekała. Nie wiemy, co myślała, i co przeżywała w tej chwili, ale, jeżeli została, to możemy przypuszczać, że zrozumiała, iż brak potępienia ze strony ludzi, niczego nie załatwia z jej strony. Ona czekała na słowo Chrystusa. I Chrystus jej powiedział to słowo, którego być może wcale się nie spodziewała: „...Ja ciebie nie potępiam”. On, który przenika tajniki ludzkich serc, musiał ujrzeć w jej sercu nie zawziętość, nie upór, nie usprawiedliwianie siebie swoją słabością, czy zakazaną miłością. Widocznie nie było dla Chrystusa nic wyzywającego w tej milczącej kobiecie wystawionej na wstyd i hańbę. Toteż nasyciły ją te słowa Chrystusa: „Kto z was jest bez grzechu...”. Przyjmujemy te słowa z miłością i wdzięcznością. Jednakże nie skończyło się na tym słowie. Jezus powiedział: „Idź i nie grzesz więcej”. Jezus nie powiedział: Staraj się nie grzeszyć, ale już nie grzesz, i to w jakim kontekście? W kontekście grzechów, które należą do najtrudniejszych do przezwyciężenia, gdzie ludzka natura wydaje się być najbardziej skażona, a namiętności najtrudniejsze do opanowania.
„Idź i od tej chwili już nie grzesz” – mówi Jezus do człowieka grzesznego, zarozumiałego, zazdrosnego, nietrzeźwego, nieczystego. Jeżeli takie wymagania postawił tej kobiecie, to znaczy, że człowiek może już więcej nie grzeszyć, może grzech odrzucić, może zerwać z grzechem. Ale trzeba silnej woli, i trzeba Bożej łaski i daru Ducha Świętego. Bóg to wszystko daje modlącym się i błagającym ludziom. Co więcej, Bóg daje człowiekowi, który zgrzeszył, szansę nawrócenia. Trzeba iść do Jezusa i błagać o miłosierdzie. On żadnego grzesznika nie odrzuca; nawet Judaszowi był gotowy przebaczyć, do końca go ostrzegał, upominał, dawał oznaki i gesty życzliwości, wyrozumiałości, ale jego serce do końca było zamknięte dla Jezusa i nie zdobył się na żal. Faryzeusze wciąż zarzucali Jezusowi, że przebywa z celnikami, grzesznikami, że siada z nimi do stołu. Na to Jezus odpowiadał, że „zdrowym nie trzeba lekarza, tylko tym, którzy się źle mają”. Ostro potępił faryzeuszów, którzy chcieli uchodzić za uczciwych, bezgrzesznych, a byli samą zgnilizną. Do nich kierował groźne „biada”.
„Idź i więcej nie grzesz” – powiedział Jezus do tej niewiasty. To pełne miłości spojrzenie Chrystusa na jej nędzę duchową, i pokorne i prawdziwe pochylenie się nad nią, spowodowało przemianę jej życia. Chrystus dostrzegł w niej obraz Boga. To prawda, że zbrukany, trzeba go było odnowić. Uczynił to Jezus łagodnie i z miłością. On spojrzał na nią inaczej, niż dotąd patrzono. Inni patrzyli ze wzgardą, pożądliwością, zazdrością, nienawiścią. Dopiero Jezus spojrzał na nią z miłością. I to Jezusowe spojrzenie przemieniło tę kobietę. Stała się inna. Zaczęła nowe życie. To jest właśnie tajemnica Bożego miłosierdzia, które nas dźwiga i umacnia.
Chrystus nikogo nie potępia, nigdy nie rezygnuje z nas; nie rezygnuje z żadnego człowieka i nie uczyni tego po ostatnią chwilę istnienia świata. Frasobliwa i pełna miłości twarz Jezusa zawiera w sobie ogrom zrozumienia, dobroci i miłosierdzia. On widzi naszą nędzę, naszą grzeszność i słabość, i czeka, aż przyjdziemy do Niego, żeby przed Nim wypowiedzieć naszą grzeszność, wyżalić się, a może i wypłakać. On zapewne wysłucha naszych skarg i boleści, przyjmie łzy szczerego żalu i przebaczy nasze grzechy. Swoją Boską mocą podniesie z moralnego upadku i podtrzyma w dalszej wędrówce życia. Przecież On sam nas zachęca: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście”. Trzeba tylko ze szczerym żalem zbliżyć się do Niego, a On wybaczy nam wszystkie nasze winy, i wypowie nad nami słowa: „Ja cię nie potępiam, idź i nie grzesz więcej”. AMEN.
Chcesz mnie wesprzeć?
!kwietnia 02, 2022
5. Niedziela Wielkiego Postu (rok C) - Od tej chwili już nie grzesz
kwietnia 02, 2022
Bóg potępia nie tylko cudzołóstwo. Odrzuca także wszystko to, co w sferze czynu i pragnień człowieka narusza zasadę, że tylko w małżeństwie mężczyzna i kobieta mogą stanowić jedno ciało. „Nie pożądaj żony bliźniego swego" (Wj 20, 17 ) - mówi też prawo dziesięciu przykazań. „Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już w swoim sercu dopuścił się z nią cudzołóstwa" - mówi Jezus Chrystus w kazaniu na Górze (Mt 5, 28). Jeśli więc Bóg potępia cudzołóstwo, to dlaczego Chrystus, który przecież - jak przed chwilą słyszeliśmy - poszedł jeszcze dalej niż Stare Prawo, powiedział kobiecie, którą pochwycono na cudzołóstwie: „Ja ciebie nie potępiam"? (J 8, 11). Mówi Ewangelia, że gdy oskarżyciele tej kobiety odeszli, kobieta pozostała. Nie uciekła, choć miała otwartą drogę: jej oskarżyciele wszyscy odeszli, jeden po drugim, poczynając od starszych. Na cóż więc czekała? Pismo św. nie mówi nam, co było w sercu tej kobiety: co myślała, co przeżywała. Ewangelista nie wdaje się w analizy psychologiczne. Możemy jednak przypuszczać, że pozostając przed Chrystusem uznała, iż brak potępienia ze strony ludzi niczego nie załatwił w jej sytuacji. Kobieta czekała na słowo Chrystusa. I Jezus powiedział jej to słowo, którego, być może, się nie spodziewała: „Ja ciebie nie potępiam" (J 8, 11). On, który znał tajemnice serc, przenikał je w Duchu Świętym, musiał ujrzeć w jej sercu nie zawziętość, nie upór w złem, nie usprawiedliwianie siebie swoją słabością czy miłością.
Widocznie nie było dla oczu Chrystusa nic wyzywającego w tej milczącej kobiecie, wystawionej na wstyd i hańbę publiczną.
Nie dziwi nas to słowo Chrystusa. Znając Jezusa i znając siebie – kto z nas jest bez grzechu i pierwszy rzuci kamień? - przyjmujemy je z radością i wdzięcznością. Jednakże nie na tym słowie się skończyło. Jezus powiedział coś więcej, coś nie mniej ważnego. Powiedział także: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz" (J 8, 11). Po tych słowach i my też, razem z tą kobietą, musimy pozostać przed Chrystusem. „Od tej chwili już nie grzesz" (J 8, 11). Jezus nie powiedział: „Staraj się nie grzeszyć", lecz stanowczo, kategorycznie: „Od tej chwili już nie grzesz" i to w jakim kontekście! W kontekście grzechów i problemów, które należą do najtrudniejszych do przezwyciężenia, gdzie ludzka natura wydaje się najbardziej skażona, a namiętności najtrudniejsze do opanowania. „Idź, a od tej chwili już nie grzesz" mówi Jezus do człowieka nieczystego. Mówi to także do człowieka pysznego, zarozumiałego, chciwego, zazdrosnego... Czy wiesz Panie - chciałoby się powiedzieć - do kogo mówisz te słowa? Czy Twój Apostoł, św. Paweł nie napisał w Liście do Rzymian: „Jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu... jestem świadom, że w moim ciele nie mieszka dobro: bo łatwo mi przychodzi chcieć tego, co dobre, ale wykonać — nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę... Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, które wiedzie ku tej śmierci?" (Rz 7, 14. 18-19. 24). Jak można mówić takiemu człowiekowi, a jest nim każdy z nas: „Od tej chwili już nie grzesz"? Chrystus jednak to powiedział. Widocznie miał podstawę, by takie wymagania postawić człowiekowi, nie wprowadzając go w pułapkę. Chrystus uważa, że człowiek, chociaż jest grzeszny, może już więcej nie grzeszyć. Może, jeśli te słowa Chrystusa przyjmie z pełną wiarą, pozwoli się im całkowicie przeniknąć. Jeśli da Chrystusowi taką odpowiedź, jak dał św. Paweł, ten sam, który wołał: „Nieszczęsny ja człowiek!" i był, jak sam wyznał, policzkowany przez szatana jakimiś tajemniczymi i upokarzającymi pokusami. „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia" (Flp 4, 13) - tak brzmi odpowiedź wiary Apostoła Narodów.
Także i my, słabi i nieszczęśni, i ciągle się usprawiedliwiający tą swoją słabością, bo też rzeczywiście nosimy w sobie zarzewie wszystkich grzechów, mamy taką samą, jak wielki Paweł, możliwość życia w łasce, w coraz pełniejszej wolności, mimo naszej skłonności do grzechu, którą nosić będziemy do końca. Mamy taką możliwość, tylko że nie w sobie, jak się to kiedyś zdawało św. Piotrowi, gdy zapewniał Chrystusa, że Go nigdy nie zdradzi.
Mamy tą możliwość w Chrystusie, który nas umacnia swoją boską mocą i świętością. Udzieli jej każdemu, kto jej pragnie i o nią prosi: „każdy, kto prosi, otrzymuje" (Łk 11, 10).
Gdybyśmy zapomnieli słowa Chrystusa, wypowiedziane dziś do każdego człowieka: „Nie potępiam ciebie; idź, a od tej chwili już nie grzesz" (J 8, 11), gdybyśmy je zapomnieli, stracilibyśmy znów chwilę łaski. Gdybyśmy nie uwierzyli, że Chrystus daje nam w nich światło i siłę do pokonania grzechu w naszym życiu, znów byśmy odsunęli od siebie moment, w którym zaczyna się to, co Apostoł nazwał życiem w Chrystusie: „Żyję, już nie ja, żyje we mnie Chrystus" (Ga 2, 20). Więc uwierzmy i - jak Chrystus - nie potępiajmy.
A my tak bardzo lubimy potępiać. Patrząc dziś na Chrystusa, zadajmy sobie to pytanie: Dlaczego tyle cierpkich uwag gromadzi się w rozmowach ludzi niby wierzących? Dlaczego taka czujność wobec cudzych zachowań? Dlaczego tyle ocen bez miłosierdzia i taka bezwzględność zachowała się w nas w sposób niezrozumiały? Skąd tyle pewności w ocenie drugiego człowieka? Skąd bierze się tyle krzywdzących sformułowań i to w ustach ludzi dorosłych i dojrzałych? Wiecznie krąży po świecie tłum, który gotów pochwycić innego człowieka i prowadzić pod sąd, wyznaczać kary boskie i ludzkie.
Niektórzy czują się bezkarni, bo z racji zajmowanego stanowiska łatwiej im powiedzieć zdanie przykre, ocenić mniej przyjaźnie, mniej precyzyjnie, wydać wyrok,który wygląda na sprawiedliwy. A jednak...
Czy sumienie nie wyrzuca, nie smuci się, gdy właśnie takie wyroki zapadają?
Inni z racji odwagi, brutalnego usposobienia, żyją w poczuciu bezpiecznego sędziego - co mi zrobią? Uciekają, boją się, więc łatwiej sformułować sądy, zdania, ciche lub głośne, żyjąc w poczuciu lekceważenia ludzi.
Ktoś inny z racji błędnie uformowanego sumienia, które już tak zostało wychowane w okresie, gdy należało pracować nad miłością, nie liczy się z wyrokami, które rozdaje odważnie i bez większej rozwagi. To ci, którzy mówią: "taki już jestem"... Chętnie sprzątają przed cudzymi drzwiami, biją się w cudze piersi, nawracają gorliwie innych, lecz sami pozostają w śmiertelnym zagrożeniu, jak faryzeusze z dzisiejszej Ewangelii... Podobni sędziom nieuznanych przez Jezusa.
Jakie to piękne, gdy ludzie potrafią rozważyć z miłością zachowanie się innych ludzi. Gdy potrafią być miłosierni najpierw wobec innych, zanim usprawiedliwią siebie. Jakim skarbem są ci, którzy osłaniają, leczą, podnoszą, i na wzór Jezusa mówią: „Ja ciebie nie potępiam" - nie pochwalam grzechu, ale ciebie nie potępiam.!
A ja, do jakiej kategorii ludzi się zaliczam? Czy potrafię stanąć w prawdzie przed Panem, by w Sakramencie Miłosierdzie wyznać swe grzechy, a potem usłyszeć owo stanowcze, kategoryczne, pełne miłości napomnienie: „Od tej chwili już nie grzesz"? Jeśli tak, to Bogu niech będą dzięki. AMEN.
kwietnia 02, 2022
5. Niedziela Wielkiego Postu (rok C) – Tryptyk nadziei
kwietnia 02, 2022
Nic dziwnego, że liturgia tak troskliwie maluje dzisiaj śliczny tryptyk nadziei. Popatrzmy uważnie: najpierw pouczająca historia narodu, który odnalazł łaskę; potem wyznanie św. Pawła o spełnionej nadziei w Chrystusie; i wreszcie najpiękniejsze rozgrzeszenie na dziedzińcu świątyni.
Historia pierwsza: naród pogrążony w niewoli, skazany na wyniszczenie biologiczne, zamknięty w wielkim obozie bez praw ludzkich, bez szansy. A jednak z głębi beznadziejności Pan wyprowadzi swój naród; Bóg staje się ich przewodnikiem. Wyjście z niewoli pozostaje znakiem potęgi i miłosierdzia Bożego. Jednocześnie wyjście oznacza odejście; odejście od chleba niewoli, od czynu poniżenia, od niewolniczej bezmyślności. Trzeba oczyścić szaty z brudu, zwyciężyć strach, odbudować poczucie godności człowieka wolnego. Naród nie jest święty, ale w swoim przymierzu z Bogiem chce być święty. Ludzie zgnębieni wynoszą z sobą wszystkie wady i nędze duchowe właściwe ludziom zniewolonym. A jednak Pan doprowadzi swój naród; Pan zna drogi zbawienia. W ręgu Boga los tych, którzy mu zaufali. I z tego faktu ludzie wiary wyciągnęli wnioski: Choćby odległość twoja od Boga była jak morze i nieprzebyta jak pustynne piaski; choćby na przeszkodzie stały moce piekła i strach wielki jak własna wyobraźnia, wiemy, że wszechmocny jest Pan a miłosierdzie Jego niepojęte nad tymi, którzy Mu zaufali.
Jakby w nawiązaniu do historii narodu wyprowadzonego z udręki zwierza się św. Paweł: opowiada własne doświadczenie łaski Bożej. Wspomina o miłującej przemocy Boga, który ciągle błądzącemu Szawłowi pozwala upaść na twarz przed swoją obecnością i niemal dotknąć Boga, żeby już nigdy nie zwątpić. Trzeba przeżyć na własnej drodze nawrócenie, aby rozumieć radość tych którzy odnaleźli i rozpoznali. Oczywiście z tym łączy się nowe życie. Ale to nowe jest jasne, pewne, jest spełnieniem wiecznej tęsknoty.
I wreszcie nadzieja i miłosierdzie na dziedzińcu świątyni. Kobieto - człowieku grzeszny - ucisz lęk, teraz już nie trzeba się bać, już jesteś z Nim. Już zaczął się twój wielki czas nawrócenia. On, Jezus Chrystus, znajdzie słowo, wyzwoli. Straszyli cię Nim. Oskarżeniem innych chętnie osłaniają własne niegodziwości. Poniewierają. Łatwo poniewierać słabych, aby osłonić własne zdrady. Ale ty - człowieku grzeszny - ucisz lęk. On zna całą biedę twojej zagubionej miłości, ale przecież miłości. To On, Bóg miłosierdzia posłużył się rękami twoich wrogów, aby odnaleźć twoje serce. Jakże znamienne zakończenie tego wydarzenia: Idź w pokoju - nie grzesz więcej (J 8, 11) - jakieś ogromnie ważne „tu i teraz". Od tej chwili. Nie odkładaj. To jest miejsce stosowne, to jest najlepszy czas. Tu postawił Bóg znak miłosierdzia, tu pierwsze słowo twojej świętości. Weź z tego miejsca serce nowe, nowe słowo, nowe dzisiaj.
Jak echo tamtej nadziei pozostał drogi nam głos Namiestnika Chrystusowego św. Papieża Jana Pawła: Nie lękajcie się Chrystusa – I wyjaśniał: Ani ludzie błądzenia, ani ludzie władzy, ani ludzie strachu, ani ludzie sprzedani, ani ludzie kupieni... Tylko w Chrystusie znajdziecie wolność, tylko z Nim zachowacie twarz, tylko z Nim przejdziecie cierniste drogi, tylko w Jego świetle odnajdziecie własne jutro. Piotrze, niedawny uczestniku wieczernika, nie kryj twarzy. Oczekuje ciebie. Odnaleźć Jego na nowo, to odnaleźć siebie. Uczniu, który jeszcze trzymasz w ręku zapłatę niegodziwości za mistrza, nauczyciela i przyjaciela jeszcze jesteś przy głośniku, jeszcze słyszysz, a więc, to jest czas dla ciebie. Nikodemie, szanowany człowieku, który przychodziłeś nocą. Nawet w swoim strachu należysz do Niego. To nic, że twoja mądrość musi jeszcze uporządkować drżenie lęku. Człowieku władzy, Piłacie, Herodzie – ucisz lęk. On nie czeka na biurko i pieczęcie, ani na fotele, ani na stanowisko; On zostanie na dziedzińcu, by kolejnym ludziom dać nadzieję i zostać szansą ocalenia.
A co dla nas, ludzi dzisiejszej mszy świętej? Jeżeli możemy przeżyć pojednanie z Bogiem w sakramencie pokuty i Komunii Św., a na przeszkodzie stoi tylko lęk lub lenistwo, to ucisz lęk i podejdź. Może nawet nie wiesz, jak bardzo tęsknią do stołu Pańskiego ci, którzy z jakichś przyczyn całymi latami nie mogą się tam znaleźć.
Jeżeli możemy przeżyć pojednanie z Bogiem w modlitwie, bo na przeszkodzie pójścia do Komunii św. stoją powikłania życiowe, to nie opuszczaj tej okazji. To przecież jest cudowne miejsce gdzie spotyka się tęsknota Boga i tęsknota człowieka za Bogiem. Tam mogą powstawać przymierza nieśmiertelne i bogate na całą wieczność.
Jeżeli możemy przyjść do Chrystusa sami – po prostu przyjść jak domownicy – jak idą bliscy do tych, którzy na nich czekają – to po cóż czekać, aż zły los, nieszczęście, choroba, klęska życiowa czy tragedia historyczna rzuci nas w piasek. Czy dopiero w chwilach rozpaczy powiemy piękne słowa i znajdziemy drogę do Boga?
Bracie i Siostro! Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że w Ewangelii jest wciąż mowa o tobie, o mnie... To ja, to ty jesteś tym synem lekkomyślnym, który marnuje swoje życie, sługą nieroztropnym, który zakopuje swój skarb... faryzeuszem zadowolonym z siebie... oczyszczonym trędowatym, który nie dziękuje za łaskę uzdrowienia... Piotrem, który ze strachu zapiera się Jezusa, Judaszem, który Go zdradza. Ale ja, i ty jesteś także tym ociemniałym, który wychodzi na drogę i błaga: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną” … Zacheuszem, do którego Jezus przychodzi w gościnę i Magdaleną, która płacze u stóp Jezusa, Mateuszem, który rzuca wszystko i idzie za Jezusem... wiernym Janem, który stoi do końca pod krzyżem... Jezusem, który niesie swój krzyż.
Bracie i Siostro! Jeżeli jesteś jednym z nich – podejdź bliżej – czas jest trudny – bądź z Nim. Jeżeli odszedłeś – nie tłumacz nic – nie odkładaj powrotu – czas jest trudny – bądź z Bogiem. A ja dziś życzę ci radości z nawrócenia, głębokich przeżyć związanych z Wielkim Tygodniem a zwłaszcza z Wielkim Czwartkiem, w którym Chrystus ustanowił Sakrament Kapłaństwa i Eucharystii, z Wielkim Piątkiem Męki i Śmierci Pańskiej, z Wielką Sobotą i Wigilią Paschalną. Życzę sobie i tobie radości i pokoju, który daje Chrystus Zmartwychwstały. On zawsze jest wśród nas i zawsze daje nam swojego Ducha, Ducha Pocieszyciela, Ducha Prawdy, który doprowadzi nas do całej prawdy. Amen.