grudnia 06, 2017

Rozważania Adwentowe - Warunki wejścia do Królestwa Bożego

grudnia 06, 2017

Rozważania Adwentowe - Warunki wejścia do Królestwa Bożego
Czwartek, I Tydzień Adwentu


Kto spełnia wolę Bożą, wejdzie do królestwa niebieskiego


Nie ten, który mi mówi: Panie, Panie wejdzie do Królestwa Bożego, lecz ten kto czyni wole Ojca mego, który jest w niebie (Mt 7,21).

Biblia mówi, że ludzkość rozpoczęła swoją drogę życia w raju (Rdz r. 2). Potem wypędzona z niego błąkała się po pustyniach i stepach, prowadząc koczowniczy styl życia (Wj r. 14 nn). Teraz czeka na ostatni etap swej tułaczki, tj. na zjednoczenie się z Bogiem w Królestwie niebieskim. Czym jednak jest to Królestwo niebieskie i jak się do niego dostać?
Dzisiejsze czytania mszalne mówią nam, że tym Królestwem jest święte miasto Boże, niebieskie Jeruzalem. Przedstawione jest Ono jako miasto zbudowane na skale, jako symbol czegoś trwałego i niezniszczalnego. Warto jest pokusić się o wejście do Niego.

Atrakcyjność tego Królestwa polega przede wszystkim na tym, że jest Ono i Boże, i wiecznotrwałe. Pierwsze czytanie z proroka Izajasza rozwija przed nami wizję tego przyszłego Królestwa, które będzie duchową wspólnotą wszystkich ludzi. Siła tego Królestwa leży w tym, że opiera się Ono o Boga, który jest skałą. Temat Bóg-Skała był znany w Starym Testamencie i symbolizował wierność Boga, który przez Przymierze związał się na zawsze z człowiekiem. Na ten temat czytamy w księdze Pwt 32,4: On, Skala ( = Bóg) dzieło Jego doskonale, bo wszystkie drogi Jego są słuszne. On Bogiem wiernym a nie zwodniczym, On sprawiedliwy i prawy. Kiedy Chrystus będzie myślał o swoim Kościele powie do św. Piotra: Tyś jest Piotr czyli skała, a na tej skale zbuduję Kościół mój i bramy piekielne go nie przemogą (Mt 16,18). Wszystko co wiecznotrwałe, niezmienne i niezniszczalne w biblijnej symbolice wyrażane jest terminem Bóg-Skała.
W oparciu o tę interpretację rozumiemy teraz lepiej sens dzisiejszej Ewangelii, która mając na myśli trwałość i nietrwałość ludzkich poczynań, mówi o budowaniu na skale i na piasku. Chodzi tu nie tyle o konkretne domy, budowane przez człowieka, ile o nasze ludzkie działanie, które wtedy tylko będzie sensowne, gdy opierać się będzie o wiecznego i niezmiennego Boga. Dlaczego tak? Dlatego, bo Bóg jest wczoraj, dziś ten sam i na wieki, bo niebo i ziemia przeminą, ale słowa Jego nie przeminą (Mt 24,35).
W oparciu o te słowa, Chrystus zakłada na ziemi swoje Królestwo, które po skończeniu świata nadal trwać będzie w niebie. Wszyscy z woli Bożej jesteśmy przeznaczeni do tego Królestwa. Głównym warunkiem dostania się do Niego jest nie gadulstwo, nie piękne słowa, nie drętwa mowa, ale konkretne, zasługujące na niebo, nasze ludzkie czyny. Dlatego tak jasno na ten temat mówi dzisiejsza Ewangelia, kiedy przeciwstawia słowa — czynom. W słowach można bardzo wiele zadeklarować, wiele obiecać, ale dopiero czyny ukazują, ile z naszych obietnic znalazło pokrycie w rzeczywistości. Chrystus stawia w naszym życiu przede wszystkim na czyny.
Jeżeli zważymy, że dzisiejsza Ewangelia jest zakończeniem i podsumowaniem treści podanej przez Chrystusa w Jego słynnym kazaniu na Górze (Mt 5-7), to musimy uznać za słuszne, że to zakończenie jest bardzo ważne. Każdy bowiem kto się szanuje i pragnie przez mowę swoją coś osiągnąć, na zakończenie swego przemówienia pozostawia sobie to, co leży mu bardziej na sercu. Chrystus także pozostawił na koniec najważniejsze sprawy: sprawę ludzkich czynów, uzależniając od nich naszą wieczność i nasze przyszłe szczęście w niebie.

Od Chrystusa dowiadujemy się dzisiaj także, że choć modlitwa jest naszym zadaniem i obowiązkiem chrześcijańskiego życia, to sama modlitwa jeszcze nie tworzy chrześcijanina doskonałym. Stanie się taki dopiero wtedy, gdy w swoim życiu przejdzie od modlitwy słownej, do zaangażowanej, gdy słowa jego wypowiadane do Ojca Niebieskiego, będą miały pełne pokrycie w jego życiu. Konkretnie, gdy na modlitwie będziemy nie tylko mówić: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, przyjdź Królestwo Twoje, ale to Królestwo będziemy realizować, gdy je dostrzeżemy w naszych braciach, gdy zaczniemy coś robić, żeby oni wreszcie do Niego w pełni mogli należeć. Inaczej mówiąc, Chrystus dziś woła do nas o czyny, bo one jedynie stanowią autentyczną legitymację naszej przynależności do Niego. One będą tą skałą, na której opierając się możemy rozpocząć budowę naszego chrześcijańskiego życia i chrześcijańskiej doskonałości. Staną się fundamentem, na którym zbudowany gmach niewątpliwie oprze się wichrom i burzom, nie złamie go ludzka zazdrość, nie wywróci nienawiść, nie pochłonie fala nieuczciwości i fałszu. On jak miłość wszystkiemu zaradzi, wszystko zniesie i wszystko, nawet co najgorsze przetrwa. Tylko, oby stał na dobrych czynach.
Chciejmy żyć czynami i nimi zapisywać się w historii. Żyć zaś nimi, to znaczy traktować na serio słowa dzisiejszej Ewangelii: z Chrystusem budować, walczyć, zwyciężać.

Msza Św., w której w tej chwili bierzemy udział, niech będzie dla nas ramieniem i mocą do przezwyciężania wszelkich w tym względzie trudności. Ona napełnia nas radosnym optymizmem, napełnia nadzieją, że nigdy nie budujemy sami. Razem z nami jest Chrystus, który zawsze kładzie u fundamentu pierwszą cegłę i sam pragnie być dla nas fundamentem. Wiemy o tym dobrze od św. Pawła mówiącego, że w religii naszej nie ma innego fundamentu, oprócz tego, którym jest Chrystus.
Kiedy w Adwencie będziemy oczekiwać na mającego przyjść Chrystusa, pomyślmy i o tym czy On, gdy przyjdzie znajdzie w nas podatny materiał do budowania swego Królestwa i czy będziemy w tym względzie chętnymi Jego pomocnikami. On liczy przecież na naszą najlepszą wolę.


grudnia 06, 2017

Homilia na Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

grudnia 06, 2017

Homilia na Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny
Dzisiejsza Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny jest dla nas wszystkich źródłem ogromnej radości. Jest to radość dla nas, niedoskonałych, upadających i grzesznych, bo pośród nas jest bowiem ktoś, kto jest wolny od wszelkiego grzechu, od wszelkiej niedoskonałości, od wszelkich nieuczciwości; jest ktoś święty i czysty, nieskalany żadnym, nawet najmniejszym brudem grzechowym, jest Niepokalanie Poczęta, Najświętsza Maryja Panna, Matka Syna Bożego. Ona jest Matką naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Ona jest także naszą Matką, ponieważ Jej Syn, umierając na krzyżu, powierzył nas Jej Matczynej opiece; nas wszystkich, za których przelał na tym krzyżu swoją krew na odpuszczenie naszych grzechów.

Krew Jezusa, Syna Maryi, oczyszcza nas z naszych grzechów. I tak oczyszczeni, oczyszczeni przez chrzest św., oczyszczeni przez sakrament Pokuty, stajemy się podobni do Maryi, zostajemy napełnieni łaską przenajświętszą.
Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą – mówi Anioł Gabriel do Maryi. Także i my jesteśmy błogosławieni; także i my jesteśmy pełni łaski, kiedy przychodzimy do Jezusa, Syna Maryi, aby w Nim odrodzić się do nowego życia.
Kiedy św. Paweł zastanawiał się nad tą tajemnicą, pisząc List do Efezjan, zawoła z radością: „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec naszego Pana, Jezusa Chrystusa, który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał na przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed jego obliczem”.
Jezus Chrystus przelał swoją krew za wszystkich ludzi; za tych, którzy Go znają, i za tych, którzy Go nie znają. Wszyscy też ludzie otrzymali za Matkę: Bożą Rodzicielkę, Maryję, a Boga mogą nazywać swoim Ojcem. Nie wszyscy jednak mogą się tą prawda cieszyć. Wyobraźmy sobie dziecko, które nie zna swoich rodziców, nie zna ich uśmiechu i miłości, nie zna ich opieki i troski. Podobnie jest w przypadku ludzi, którzy nie słyszeli nauki o Bogu, nie poznali prawdy o Jezusie Chrystusie, Zbawicielu świata, nie znali Jego Przenajświętszej Matki. Chociaż Bóg roztacza nad nimi swoją opiekę, chociaż przelał za nich swoją krew, a Maryja modli się za nich, to jednak oni o tym nie wiedzą i nie mogą się cieszyć tą największą radością duchową. Potrzeba, aby i do nich został posłany Anioł, zwiastujący Dobą Nowinę, obwieszczający przyjście Zbawiciela, Tego, który wybawi swój lud z niewoli grzechu i śmierci, i uczyni go jedną wielką rodziną Bożą, w której panuje pokój i radość. 
 
Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię” – mówi Jezus do Apostołów, a Bóg Ojciec napełnia ich Duchem Świętym, Duchem, który pobudza ich do ewangelizacji i udziela niezbędnych mocy. Duch Święty, którego otrzymaliśmy na chrzcie św., pobudza także i nas do dzielenia się naszą wiarą z innymi. Co prawda, grzech, ten pierwszy w raju, o którym słyszeliśmy w I. czytaniu, oraz każdy następny grzech ludzki, także nasze osobiste grzechy, osłabiły świadomość duchowej jedności między nami; osłabiły naszą miłość i wzajemną troskę o siebie, ale Jezus na nowo przywraca nam świadomość, że jesteśmy dziećmi jednego Ojca i przykazuje nam abyśmy się wzajemnie miłowali. Co więcej, Chrystus swoją ofiarą na krzyżu naprawia to, co grzech popsuł. Także my, poprzez nasze czyny miłości, nasze mniejsze czy większe ofiary, możemy w jakiś sposób naprawić to, co grzech zniszczył i niszczy każdego dnia. 
 
Grzech szczególnie boleśnie uderza w tych, którzy są najsłabsi – w dzieci. Pomyślmy o dzieciach, które nie doświadczają ojcowskiej troski w swoich rodzinach i nie mogą nawet wyobrazić sobie, że Bóg jest dobrym, kochającym Ojcem. Może jakiś gest dobroci ze strony kogoś innego mógłby chociaż trochę zmniejszyć skutki zła, jakie uderzyły w nie. Żyjąc w niedoskonałym, a niekiedy w niesprawiedliwym czy nieludzkim świecie, tym bardziej potrzebujemy prawdy, która Duch Święty rozlewa w sercach ludzi wierzących, prawdy, że Bóg jest naszym Ojcem. Zaczynamy wtedy wołać do Boga: Ojcze, jesteśmy Twoimi dziećmi, pomóż nam. Jest to wezwanie, na które Bóg nie może pozostać obojętny. Nie możemy jednak wypowiedzieć tego wezwania szczerze, jeśli w drugim człowieku nie zobaczymy swojego brata, jeśli w drugim człowieku nie zobaczymy swojej siostry, syna, córki, ojca, matki. Bo w nieludzkim świecie, w którym człowiek pogardza drugim człowiekiem, który traktuje drugiego człowieka jak przedmiot, my musimy zobaczyć w obliczu drugiego Oblicze Chrystusa; musimy być gotowi ponieść dla kogoś choćby najmniejszą ofiarę, i złączyć to z ofiarą Jezusa na krzyżu. 
 
Nie zawsze nam łatwo tak patrzyć, zwłaszcza na kogoś biedniejszego, żyjącego w nędzy materialnej, albo moralnej. Nasze serce nie jest tak czyste, jak Serce Niepokalanej Maryi. Pamiętajmy jednak, że jest ktoś, kto tak widzi – to Ta, której uroczystość dzisiaj obchodzimy, Niepokalanie Poczęta, Najświętsza Maryja Panna – Ona, jako nasza Matka, chce nam pokazać, jak bardzo jesteśmy Jej drodzy, jak bardzo jesteśmy umiłowani przez Jej Syna, jak bardzo jesteśmy cenni dla Boga Ojca. Ona, jako nasza Matka, chce nas także nauczyć tej swojej postawy. Pragnijmy tej czystości serca, tej miłości i tego szacunku dla każdego człowieka, które wypełnia Niepokalane Serce Maryi. AMEN.


grudnia 05, 2017

Rozważania Adwentowe – Szczęśliwe oczy, które widzą...

grudnia 05, 2017

Rozważania Adwentowe – Szczęśliwe oczy, które widzą...
Wtorek, I Tydzień Adwentu



Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie (Łk 10,23).

Podczas wszystkich podróży apostolskich Ojca świętego Jana Pawła II do Polski niezliczone tłumy cisnęły się do niego, by choć przez kilka chwil przyglądnąć się z bliska tej niezwykłej i niecodziennej postaci. Jedni czynili to z wielką wiarą, widząc w nim Chrystusowego Namiestnika, inni szli ku niemu intuicyjnie wyczuwając w nim dobroć i miłość do człowieka. Jeszcze innych wiodła czysta ludzka ciekawość. Abstrahując od pobudek, którymi kierowali się uczestnicy spotkania się z Ojcem Świętym, jedno jest pewne: wszyscy szukali jakiegoś przeżycia.

Wydaje się, że Apostołowie, którzy porzucili wszystko i poszli za Chrystusem też czegoś szukali, za czymś tęsknili, czegoś pragnęli. Chrystus pochwalił te ich poszukiwania i stwierdził, że weszli na dobrą drogę. Dlatego mogą uważać się za szczęśliwych ludzi. Szukali Boga i tego Boga odnaleźli. Patrzą Mu teraz w oczy, słuchają Jego słów, wypełniają Jego rozkazy. Tylko do nich odnoszą się te słowa: szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Dlaczego szczęśliwi są Apostołowie?

Dlatego, bo z prostotą i pokorą w sercu szukali Boga. Nie poniosła ich ludzka zarozumiałość i pycha, nie byli „mądrzy po ziemsku”, nie mówili do siebie, że wystarczą sami sobie. Czuli swoją małość i słabość. Dlatego raz po raz zatapiali swój umysł w rozważaniu tajemnic bożych, w przybliżaniu się do Boga... Chrystus pochwali tę ich postawę, gdy w sposób uroczysty mówił do swego Ojca: Wysławiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi a objawiłeś je prostaczkom (Łk 10,21).

Apostołowie byli szczęśliwi i z tego względu, że doczekali się czasów mesjańskich. Było to dla nich wielkie wyróżnienie. Iluż to ludzi pragnęło oglądać te czasy, a jednak ich nie doczekało. Mieli ku temu wiele danych: nosili na swoich skroniach korony królewskie, jako prorocy cieszyli się specjalnym przywilejem wybrania Bożego, jako mędrcy i patriarchowie stali bardzo blisko Boga. Wszystko to jednak okazało się w ostatecznym rozrachunku, jako małe i niewystarczające. Dlatego Chrystus tak jasno i wyraźnie w rozmowie z Apostołami oświadczył: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, to co wy słyszycie, a nie usłyszeli. To co królowie, prorocy i patriarchowie, a więc osobistości bardzo wysoko postawione w hierarchii społecznej, pragnęli ujrzeć, stało się teraz, nie wiadomo dlaczego, udziałem uczniów Chrystusowych. Pan Jezus rozwiązuje tę zagadkę: stało się tak dlatego, bo czasami Pan Bóg wybiera głupstwa tego świata, aby zawstydzić mądrych. Oglądanie czasów mesjańskich, cieszenie się z ich dobrodziejstw, korzystanie z nich pełnymi garściami, nie jest uzależnione od osobistych przymiotów człowieka, ale jest zawsze darem bożym, jest łaską. Szczęśliwi Apostołowie, że spotkała ich taka łaska.

Razem z nadejściem czasów mesjańskich uczniowie Chrystusa doczekali się także oglądania samego Mesjasza. Patrzą Mu teraz w oczy i słyszą Jego słowa. A słowa te są nie byle jakie: są wyraźnym i jasnym oświadczeniem Jego mesjańskiej świadomości. Chrystus ukazuje się tutaj w ścisłej i bezpośredniej relacji do swego Ojca. Nikt nie wie kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten komu Syn zechce to objawić (10,22). Chrystus objawia teraz przed Apostołami Ojca. Objawia Jego moc, potęgę i działanie w świecie. To co Chrystus teraz czyni, jest objawieniem majestatu i wszechmocy Ojca. A co takiego czyni? Przychodzi na świat, a wypełniając wolę swego Ojca, jako Mesjasz zakłada Królestwo Boże na ziemi. Apostołowie będą w tym Królestwie najbliższymi i najwierniejszymi Jego współpracownikami. Dlatego znowu są szczęśliwi, że właśnie im zostało dane znać tajemnice Królestwa Bożego, a nie innym.

W Adwencie wchodzimy w okres, w którym Kościół przypomina nam i ukazuje istnienie i wartość Królestwa Bożego na ziemi. Dowiadujemy się teraz, że Królestwo Boże, to nie większy czy mniejszy skrawek ziemi, to nie pokarm i napój, ale Królestwo Boże – jest w każdym z nas. I tyle jest tego Królestwa w nas, ile jest w nas Chrystusa. Chrystus jako Mesjasz przychodzi na ziemię, aby nam to Królestwo ukazać i ułatwić wejście do Niego.

Z dzisiejszych czytań mszalnych dowiadujemy się, że chcąc wejść do Królestwa trzeba się stać małym, tak małym, jak małymi byli Apostołowie. Dopiero potem można w tym Królestwie wzrastać i stać się wielkim, również tak wielkim, jak wielkimi Oni zostali. Trzeba jednak spełnić jeden warunek: trzeba się przemienić, całkowicie i wewnętrznie. Przemiana ta dokona się wtedy, gdy zaufamy Chrystusowi i pozwolimy Mu się prowadzić, gdy całkowicie Mu się oddamy, gdy powierzymy Mu siebie i wszystko wokoło siebie. On z nas zrobi prawdziwie szczęśliwych ludzi. Osłuchajmy w tym wypadku rady naszego wieszcza narodowego, Zygmunta Krasińskiego, który mówi: „Niech się twa dusza jako dolina położy, a wtedy popłynie po niej duch Boży”. Pochyleni i otwarci na ducha Bożego, chwytajmy chciwie każde natchnienie Jego łaski, nieraz niedostrzeżenie dochodzące do nas z adwentowych mroków. W tym leży nasza siła i nasze szczęście.

Adwent to trwanie w oczekiwaniu na naszego Zbawiciela, który – jak śpiewaliśmy w psalmie – jest Królem sprawiedliwości i pokoju. On chciał, abyśmy i my poprzez życie sakramentalne otrzymali dar Ducha Świętego. Potrzebujemy w sposób szczególny Ducha mądrości i rozumu, aby w tym świecie dostrzec, że Bóg przychodzi i przyjdzie na końcu czasów, aby nastało królestwo bez ucisków, prześladowań, wojen.
Kiedy w czasie dzisiejszej Mszy św. będziemy oddawać hołd eucharystycznemu Chrystusowi, pomyślmy, że ten sam Chrystus przyjdzie do nas na końcu dni adwentowych, aby nas w dzień Bożego Narodzenia upewnić we wierze, że bliskie już jest Królestwo Boże, a On także jest blisko nas.

Prośmy o to w modlitwie do Ducha Świętego, którą od dziecka przez całe życie, odmawiał Karol Wojtyła (Jan Paweł II):
Duchu Święty, proszę Cię
o dar mądrości do lepszego poznawania Ciebie i Twoich doskonałości Bożych,
o dar rozumu do lepszego zrozumienia ducha tajemnic wiary świętej,
o dar umiejętności, abym w życiu kierował się zasadami tejże wiary,
o dar rady, abym we wszystkim u Ciebie szukał rady i u Ciebie ją zawsze znajdował,
o dar męstwa, aby żadna bojaźń ani względy ziemskie nie mogły mnie od Ciebie oderwać,
o dar pobożności, abym zawsze służył Twojemu Majestatowi z synowską miłością,
o dar bojaźni Bożej, abym lękał się grzechu, który Ciebie, o Boże, obraża...

grudnia 04, 2017

Rozważania Adwentowe – Zbawienie jest dla wszystkich

grudnia 04, 2017

Rozważania Adwentowe – Zbawienie jest dla wszystkich
Poniedziałek, I Tydzień Adwentu



Jeśli nie chcesz czytać, posłuchaj: 
Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP i Msza św. Roratnia


Wielu przyjdzie ze Wschodu i z Zachodu i zasiądą do stołu... w Królestwie niebieskim (Mt 8,11).

Powstała po II wojnie światowej organizacja Narodów Zjednoczonych postawiła sobie za cel nieustanną troskę i zabieganie o pokój, dobrobyt i sprawiedliwość społeczną na świecie. ONZ bowiem wychodzi z przekonania, że świat, a zwłaszcza glob ziemski, powinny być domem rodzinnym dla wszystkich. W tym domu każdy człowiek ma prawo do pokoju i upragnionego przez siebie szczęścia.

Wierzymy, że zapowiedziany przez proroków Mesjasz, którego z utęsknieniem oczekujemy w Adwencie przyjdzie na świat z takim samym programem: przyniesie ludziom od dawna upragnione szczęście. W Starym Testamencie szczęście nie było niczym innym jak tylko zbawieniem.
W mentalności semickiej zbawienie polegało na wyrwaniu człowieka z niebezpiecznej sytuacji i postawieniu go w takiej, w której by mu już nic ani nie zagrażało, ani zagrozić nie mogło. Taką sytuację mógł wytworzyć i zapewnić tylko Chrystus.

Setnik z dzisiejszej Ewangelii jest typem człowieka, który uwierzył w zbawienie płynące od Chrystusa. Dlatego porzucił wszystko i przyszedł do Niego. Nie miał Chrystusowi poza swoją żywą, dziecięcą i ufną wiarą nic do zaofiarowania. Ale to wystarczyło Jezusowi. Wystarczyło, aby spełnić jego prośbę, aby dać mu dobro, o które z taką ufnością prosił, aby uzdrowić chorego sługę. Tym gestem Chrystus udowodnił całemu światu, że przyszedł nie do zdrowych, ale do źle się mających, że pragnie szukać i zbawiać co zginęło, i że jedynym warunkiem otrzymania od Niego jakiejkolwiek łaski jest wiara w Jego boskie posłannictwo.

Setnik rzymski był poganinem, dowódcą kohorty, która z ramienia okupacyjnej władzy rzymskiej pilnowała porządku i bezpieczeństwa w Kafarnaum. Nie należał do narodu wybranego, a nawet z racji pełnionej przez siebie funkcji był niemile widziany przez Izraelitów. Jeżeli zatem Chrystus spełnia jego prośbę, i spełnia ją w tym właśnie kontekście, wynika z tego tylko jedna lekcja: że u Pana Jezusa nie ma znaczenia, czy ktoś jest Żydem czy nie Żydem, czy jest Rzymianinem czy Grekiem, mężczyzną czy niewiastą. Znaczy tylko to, czy posiada żywą, gorącą wiarę. Można powiedzieć bez przesady, że ta właśnie wiara „wymusiła” na Chrystusie cud uzdrowienia chorego sługi. Ta sama wiara sprawia także i dziś, że wielu przyjdzie ze Wschodu ze Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w Królestwie niebieskim. Do takiego wniosku upoważnia nas także i dzisiejsze I czytanie z księgi proroka Izajasza. Słyszeliśmy w nim, że na końcu czasów góra świątyni stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną i mnogie ludy pójdą i rzekną: chodźmy i wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakuba (Iz 2,2.3). Chodźmy, tzn. z wiarą setnika, z jego pokorą i szczerą miłością wybierzmy się na adwentowe spotkanie z Panem.

Adwent jest niewątpliwie jakimś wejściem na Górę Pańską. Jest drogą, którą kroczymy na spotkanie z Bogiem. Żeby jednak to spotkanie zaowocowało musimy być świadkami nie tylko tej drogi, ale i przeszkód, jakie na nas czyhają na niej. Musimy wiedzieć, że jest to droga mroczna, wąska i najeżona niezliczonymi trudnościami. Pociechą jest jedno, że na tej drodze przyświeca nam wiara w Jezusa Chrystusa i kochającego nas Ojca Niebieskiego.

Wybierzmy się z ufnością w tę adwentową drogę. To nic, że prowadzić nas po niej będzie pogański setnik z Kafarnaum. Chrystus przeszedł także i jego zbawić, a w jego osobie tych wszystkich, którzy dziś jeszcze żyją w mrokach pogaństwa. Jest ich, jak mówią statystyki, 3/4 ludzkości świata.
Z myślą o ewangelizacji tego świata ułatwijmy wszystkim ludziom dobrej woli spotkanie z Panem w tegorocznym Adwencie. Myślmy o naszych najbliższych, ale także i o tych, którzy zboczyli z tej drogi i trudno jest im zawrócić na nią. Ciepłem naszego serca otoczmy tych wszystkich, których ta droga niewiele obchodzi. Ale nade wszystko pamiętajmy o tych, którzy wprawdzie jeszcze żyją w mrokach pogaństwa, ale już wytrwale szukają prawdy i pragną jej szczerym sercem. Pamiętajmy o tym, że zbawienie Chrystusowe jest dla wszystkich.

Msza św. w której uczestniczymy i otaczamy ołtarz Pański jest dla nas początkiem zbawienia. Tu dokonuje się nasze zbawienie. Tutaj nie tylko spotykamy się z Chrystusem przez naszą wiarę, ale również jednoczymy się z Nim przez miłość. Obudźmy w sobie gorące pragnienie, aby to spotkanie nasze dzisiejsze w tej świątyni zapoczątkowało szereg innych codziennych z Nim spotkań, i stworzyło dobrą podstawę i odpowiedni klimat do ostatecznego, decydującego z Nim spotkania wtedy, gdy przyjdzie do nas w chwale i w majestacie.

grudnia 02, 2017

Chrześcijanin czuwający i modlący się

grudnia 02, 2017

Chrześcijanin czuwający i modlący się

Słowo Boże na dziś

Sobota, XXXIV tydzień Okresu Zwykłego
Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie
 
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie spadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi.
Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym».
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym


Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie... (Łk 21,36).

Dag Hammarskjöld jako dziesięcioletni chłopiec przetłumaczył na język szwedzki czterowiersz angielski ofiarując go swej matce. Po śmierci matki znaleziono tę kartkę w jej Biblii:
W dniu twych narodzin,
wszyscy byli weseli,
tylko ty płakałeś.
Żyj tak, aby w twej ostatniej
godzinie płakali wszyscy inni.
Ty jeden - byś łzy nie miał w oku
I śmierć spotkał spokojnie,
kiedykolwiek przyjdzie”. (tłum. Ks. J. Zieja).

    Przez cały tydzień rozważamy mowę eschatologiczną Jezusa o końcu świata, o śmierci, o przyjściu Syna Człowieczego z chwałą, o sądzie. Dowiedzieliśmy się z ust samego Chrystusa, że życie nasze nie kończy się ze śmiercią, czy z końcem świata; jesteśmy w pielgrzymce na spotkanie z Synem Człowieczym. Dobrze wyraził to Św. Paweł w liście do Filipian: Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest sobie podporządkować (FIp 3,20 n). W ostatni dzień roku kościelnego słuchaliśmy ostatnich słów Jezusa z Jego mowy eschatologicznej. W słowach tych są praktyczne wnioski: jak żyć, by w ostatniej godzinie nie płakać; jak żyć, aby śmierć spotkać spokojnie, kiedykolwiek przyjdzie; jak żyć, aby bez strachu stanąć przed Synem Człowieczym?

    Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa... (w. 34). Chrześcijanin będący w drodze na spotkanie z Synem Człowieczym, chrześcijanin obywatel nieba, musi zachować właściwy dystans wobec dóbr tego świata; nigdy nie mogą one stać się celem jego życia. Dobra i świecidełka tego świata tak mogą omotać serce człowieka, że staje się ono niewrażliwe na sprawy Boże. Św. Paweł powie o takich, że ich bogiem jest brzuch. Obżarstwo, opilstwo, dobra tego świata stają się bożkami, przed którymi człowiek bije pokłony i którym służy. Na takich dzień Pański przyjdzie znienacka, jak potrzask, podobnie jak przyszedł na grzeszne pokolenie z czasów potopu.

    Czuwajcie więc i módlcie się... (w. 36). Świadomość niebezpieczeństw grożących ludzkiemu sercu w drodze na spotkanie z Panem, oraz świadomość własnej słabości postulują czujność i modlitwę: Czuwajcie więc i módlcie się. Chrześcijanin modli się, czuwa, poświęca, aby wytrwać w wierności dla Chrystusa i nie wyłączyć się przez grzech z Bożych planów zbawienia (1 Kor 9,27). Chrześcijanin winien czuwać i dlatego, ponieważ nie zna dnia ani godziny, w której Pan przyjdzie (Mt 24,42). Czuwanie łączy się z modlitwą. Kto się modli, ten czuwa dla Boga, a kto jest czujny w znaczeniu religijnym, ten się modli. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu. Nad tym właśnie czuwajcie z całą usilnością i proście za wszystkich świętych (Ef 6,18). Należy się modlić przy każdej sposobności, czyli zawsze, ponieważ nie wiadomo, kiedy Pan przyjdzie.

Kościół pierwotny czuwanie i modlitwę łączy ze sprawowaniem Eucharystii: Trwajcie gorliwie na modlitwie, czuwając na niej wśród dziękczynienia (Kol 4,2). Dziękczynienie oznacza eucharystię. W czasie sprawowania eucharystii urzeczywistnia się chrześcijańska czujność, zaostrza się i wysubtelnia. Uczestnicząc w eucharystii trzeba więc pamiętać na słowa Apostoła: Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb, albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie (1 Kor 11,26). Przeżywając ostatni dzień roku kościelnego, który przypomina nam koniec świata i śmierć módlmy się słowami dzisiejszej liturgii:
Przyjdź, Panie Jezu, Czekamy na Ciebie: przyjdź, Panie Jezu, bo ciągle oczekujemy Twego przyjścia w chwale”.

PAN PRZYJDZIE
Ten, który przyjdzie po mnie... On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem (Mt 3,11; Łk 3,16). Jeśli kto Mnie miłuje, będzie zachowywał naukę moją, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego i będziemy w nim przebywać (J 14, 23). Wy też bądźcie gotowi, gdyż w godzinie, której się nie spodziewacie. Syn Człowieczy przyjdzie (Łk 12,40). / ujrzą Syna Człowieczego przychodzącego na obłokach niebieskich (Dn 7,13; Mk 13,26).

Przyjdzie Pan – aby być z Ludem swoim. W łasce chrztu świętego, by nas zrodzić do bożego życia. W Eucharystii – stając się mocą i siłą w codzienności życia. W momencie śmierci, żeby przeprowadzić nas przez bramy wieczności. W zmartwychwstaniu i sądzie, aby dać nam udział w swoim szczęściu i radości.

Muszę czekać na drodze, którą Jezus będzie przechodził. W mojej ręce lampa, a w sercu zapasowa oliwa. Nie czas szukać dopiero, gdy zbliżał się będzie Tan. Błogosławiony ów sługa, którego gdy przyjdzie Pan, znajdzie tak czyniącego (Ml 24,46).
Czy gotów jestem na przyjście Pana?
    Pan przyjdzie – w tej eucharystycznej ofierze Mszy św. Przyjdzie do nas, aby z nami pozostać i dzielić każdy dzień życia.
 

grudnia 01, 2017

1. Niedziela Adwentu (B) – Czekanie i czuwanie

grudnia 01, 2017

1. Niedziela Adwentu (B) – Czekanie i czuwanie
Drodzy siostry I bracia!
Dzisiejszy człowiek, nie lubi i nie umie czekać. Żyjemy zbyt dużym tempem mając ściśle wyliczony czas, którego i tam nam wciąż brakuje. Oczekiwanie nie jest dziś ważną wartością, co więcej, zbyt długie czekanie rodzi w nas nerwowość, zniecierpliwienie, często agresję. Wielu rzeczy po prostu nie potrafimy się doczekać. A może czyjeś życie nie składa się z czekania. Może ty nie lubisz czekać, nie chcesz czekać. Musisz mieć, posiadać wszystko natychmiast, tak od zaraz. A być „człowiekiem Adwentu”, znaczy być człowiekiem, który żyjąc-czeka. Czy jest dzieckiem czy starcem - czeka i w tym czekaniu dopatruje się piękna i sensu swojego życia. 
 
Adwent to czas czekania, radosnego czekania. Wiemy, że w życiu bywają różne oczekiwania.
  • Na narodziny ukochanego dziecka
  • na pełnoletność: aby oświadczyć rodzicom i wszystkim, że jest się już dorosłym,
  • oczekiwanie na pensję, żeby wreszcie nadszedł upragniony dzień wypłaty.
  • oczekiwanie na mieszkanie,
  • oczekiwanie na autobus: żeby już nadjechał i zabrał nas zmarzniętych.
Całe nasze życie składa się z oczekiwań. Wartość oczekiwania zależy od tego, na kogo czekamy. Ale najważniejsze z nich to czekanie na Boga, bo On nadaje ludzkiemu działaniu sens i cel.

Kto dziś tak w ogóle czeka na Chrystusa? - czy tylko księża, zakonnicy i zakonnice czekają? Czy my tutaj obecni czekamy na Jezusa.
A może czekasz na wymarzone ubranie, wymarzoną książkę upragniony telewizor, samochód i w tym wszystkim już nie masz czasu aby czekać na dawcę życia – Jezusa Chrystusa, który nieustannie do Ciebie przychodzi.
Czy w tym Adwencie będziemy czekać na Niego?

Rozpoczął się Adwent i mały Piotruś zaczął prosić Dzieciątko Jezus o rowerek dla siebie i sanki dla siostrzyczki. Codziennie tę prośbę dołączał do wieczornej modlitwy. Mamę nie było stać. Gwiazda – prezentu nie ma. Mama mówi że jej przykro. Bóg go wysłuchał, ale powiedział jeszcze nie teraz, może później, On wie co dla nas najważniejsze
A czy Ty już wiesz, o co chciałbyś prosić Nowonarodzone Dziecię?
I jeśli chcemy wziąć tak na serio ten Adwent, to do rodzi się więc pytanie:
  • Cóż więc mamy czynić?
  • Jak czekać?
  • Jak czekać i nie udawać?
  • Co robić żeby wzruszyło nas?
  • Co uczynić, żeby ten Adwent był rewolucją w naszym życiu?
    A może dla kogoś z nas to będzie już ostatni Adwent?
    I odpowiedź dał nam św. Paweł ... porzućcie.
    Czekanie i czuwanie to przewodnie idee Adwentu. Niech nie będą one dla nas tylko wzniosłymi ogólnikami. Niech staną się tematem osobistej refleksji i treścią ufnej Modlitwy i pogłębienia naszej wiary. 
     
    Drodzy siostry i bracia, życzę wam, abyśmy u końca tegorocznego Adwentu spotkali żywego Chrystusa, oby to nie było jedynie spotkania z choinką, która i tak uschnie, albo kolorowymi bombkami, które prędzej czy później się porozbijają. Niech Boże Narodzenie nie będzie tylko uganianiem się za prezentami gwiazdkowymi. Czekajmy i spotkajmy Chrystusa żywego. Wołajmy więc z radością jak pierwsi Chrześcijanie:
    Marana-tha, Przyjdź Panie Jezu! AMEN.

     

    grudnia 01, 2017

    Moja śmierć – końcem małego świata

    grudnia 01, 2017

    Moja śmierć – końcem małego świata

    Słowo Boże na dziś

    Piątek, XXXIV tydzień Okresu Zwykłego
    Przypowieść o drzewie figowym


    Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
    Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść: «Spójrzcie na figowiec i na wszystkie drzewa. Gdy widzicie, że wypuszczają pąki, sami poznajecie, że już blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie te wszystkie wydarzenia, wiedzcie, iż blisko jest królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie.
    Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą».
    Oto słowo Pańskie.

    Refleksja nad Słowem Bożym


    Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie (Łk 21,32).

    Nad zdaniem, które stanowi motto dzisiejszego rozważania, wiele nabiedzili się egzegeci i apologeci. Czy Jezus w zdaniu tym zapowiadał bliski koniec świata? Jeśli rzeczywiście zapowiadał bliski koniec, to się pomylił, gdyż koniec ten nie nastąpił. Zdanie takie byłoby znowu bluźnierstwem.

    Ponieważ chodzi tu o bardzo poważny problem, warto poświęcić mu trochę trudu i wysiłku myślowego. Wiara szuka zrozumienia. Różnie próbowano wyjaśnić wspomniany wiersz, a szczególnie jedno jego słowo – pokolenie. Jedni przez pokolenie rozumieją „całą ludzkość”: Nie przeminie pokolenie tj. ludzkość, aż się wszystko stanie tj. nastąpi koniec świata, wypełnienie Bożych planów zbawienia, nadejście Królestwa Bożego, ukazanie się Syna Człowieczego, dokonanie zbawienia. Inni natomiast przez pokolenie rozumieją Żydów współczesnych Chrystusowi, ponieważ niektórzy z nich mieli być świadkami zburzenia Jerozolimy. Aż się wszystko stanie według nich oznaczało zburzenie Jeruzalem, chociaż słowa te występują już po znakach końca świata (w. 25 n). Apostołowie bowiem pytali tylko o czas zburzenia Jeruzalem.

    Trudno się jednak zgodzić z tymi tłumaczeniami. Nie przekonują. Najpierw nie uwzględniają wystarczająco kontekstu i miejsc paralelnych. O bliskim przyjściu, paruzji, Jezus mówił w wielu miejscach (Mk 9,1; Mt 10,23; Mk 13.30). Odrzucenie nauki Jezusa o bliskim końcu równałoby się z odrzuceniem, lub naciąganiem tych tekstów. Następnie, jak wytłumaczyć wiarę Kościoła pierwotnego w bliską paruzję, jeśli Jezus o tej bliskości nie mówił. Uwzględniając wszystkie logia Jezusa w tej materii należy poważnie wziąć pod uwagę przepowiadanie Jezusa o „bliskości” wydarzenia eschatologicznego (Mk 13,28) i o bliskim Królestwie Bożym, rozumiejąc je jednak jako orędzie prorockie, które nie tyle chce uczyć o dokładnym czasie (Mk 13,32), ile raczej chce zwrócić uwagę na znaczenie tej godziny, na moment (kairos) ostatecznej decyzji (Łk 12,54-56), na to wreszcie, że eschaton już jest teraz obecny. W ten sposób, bez perspektywy czasowej, mówili również prorocy. Prorok to co jest „przyszłe” widzi jako „obecne”. Taki sposób mówienia był bardzo psychologiczny: podkreślał ważność paruzji w życiu chrześcijańskim, oraz żądał od chrześcijanina, aby zawsze żył w bliskości Pana.

    Na słowa Chrystusa można spojrzeć jeszcze z jednej perspektywy, a mianowicie z perspektywy mikrokosmosu. Mówi się, że człowiek jest małym światem – mikrokosmos. Dlatego można słowa Chrystusa o końcu świata zastosować do naszego małego świata. Śmierć – to koniec naszego małego świata, to nasza apokalipsa, nasza brzydota spustoszenia, to nasza ostatnia stacja na której czeka nas spotkanie z Synem Człowieczym. Dla nas wszystko się stanie (w. 32) w momencie śmierci. Można więc powiedzieć, że nasza odległość od końca świata równa się odległości jednego pokolenia.

    Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą (w. 33). Niebo i ziemia oznaczają wszechświat (kosmos), który wydaje się być nieprzemijalny; słowa Chrystusa nie tylko wydają się być nieprzemijalne, ale są nimi naprawdę. Koniec świata rzeczywiście przyjdzie. Jest rzeczą obojętną kiedy przyjdzie, ale nie może być dla nas obojętne to, że przyjdzie.

    Aby być zawsze gotowym na ten koniec, trzeba umieć czytać znaki czasów w ogóle, a ostatecznych w szczególności. Każdy człowiek o zdrowych zmysłach, bez pomocy innych, z pączków drzewa figowego odczytuje zbliżające się lato. Podobnie i chrześcijanin powinien umieć odczytać znaki zbliżającego się Królestwa.

    Blisko jest Królestwo Boże. Eucharystia, w której uczestniczymy ma wymiary eschatologiczne. Prawda ta była żywa w Kościele pierwotnym (1 Kor 11,26), który w czasie sprawowania Eucharystii śpiewał stare aramejskie wezwanie „Maranatha” – „Przyjdź, nasz Panie”, wyrażając w ten sposób swą nadzieję i tęsknotę za przychodzącym Panem. Dzięki temu Eucharystia jest najlepszym przygotowaniem na moment aż się wszystko stanie tak w wymiarze makro – jak i mikrokosmosu. Nie tylko jest przygotowaniem, ale już jest zapoczątkowaniem przyjścia Pana.

    Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger