grudnia 03, 2022
2. Niedziela Adwentu (A) – Pustynia, przemiana i posłannictwo.
grudnia 03, 2022
grudnia 03, 2022
2. Niedziela Adwentu (A) – Mój Adwent
grudnia 03, 2022
My jesteśmy ludźmi wierzącymi – i wiemy dobrze, że ta wizja Izajasza sprawdza się jednak w świecie. Bo pomimo tego, co tu i ówdzie jest, pomimo tego, co tu i ówdzie jeszcze będzie do końca świata – nie ulega wątpliwości, że również dojrzewa jakieś powszechne braterstwo narodów. To nie są tylko jakieś nasze reminiscencje Mickiewiczowego mesjanizmu o powszechnym braterstwie ludów. Wystarczy dobrze patrzeć na ten świat, aby spostrzec, że niejeden już przejaw tego braterstwa widać. Dojrzewamy wszyscy.
I my, chrześcijanie, patrząc na te wielkie wydarzenia z forum publicznego, czy na te małe z naszego bloku mieszkalnego, czy te z naszego własnego mieszkania – wiemy, że wszystkie one mogą być (używając wielkich słów) rozwiązane drogą pokojową. Tylko każdy z nas musi mieć ten pokój w sobie. I my wiemy, kto jest tym pokojem: wiemy, że pokojem jest Jezus Chrystus. Od momentu zmartwychwstania, kiedy powiedział słowa: „pokój wam” – my te słowa powtarzamy i staramy się dosięgnąć tych słów rzeczywistością naszego postępowania, żeby to nie były puste słowa.
I to już jest w pewnym sensie ten nasz Adwent. Bo od czasów Izajasza czekano na przyjście Wcielonego Pokoju – na Jezusa Chrystusa. A od przyjścia Chrystusa czekamy w inny sposób na Tego, który już jest: czekamy, żeby się wcielił już nie tylko poprzez Matkę Dziewicę w świat, ale żeby się w nas wcielił. I wiemy, gdzie On jest: że jest na ołtarzu. Wiemy też, że od momentu chrztu On jest też w nas. Ale wiemy również, jak my z daleka Go czasem omijamy, jak chodzimy swoimi ścieżkami, jak nie chcemy Mu się popatrzeć w oazy. Ponieważ obok dobra, które w nas jest, jest w nas zło, które nas dzieli, rozdziera niemal i prowadzi do takich konfliktów, które się dzieją na naszych oczach.
Jeśli więc wizja Izajasza ma się spełnić, to ma się najpierw w nas dokonać scalenie. Scalenie poprzez Jezusa Chrystusa. I to jest nasz adwent.
Proszę popatrzeć dzisiaj na tę rzeczywistość w taki sposób. Zasadniczo wszyscy, którzy zostali w imię Jezusa Chrystusa ochrzczeni, powinni od chrztu być tak, jak On – żyć Jego obyczajami. Ale właśnie nasze niekonsekwencje i niewierność świadczą o tym, że to nie jest rzecz prosta. I co roku przychodzi Adwent i mówi: otrząśnijcie się, usuńcie stary kwas, odrzućcie uczynki ciemności – zacznijcie znowu. Tak kiedyś przed wiekami stawali apostołowie a potem ich następcy wobec nowych ludów, które się zbiegały do tego źródła pokoju ze wschodu i zachodu. Proszę popatrzeć na epokowe wydarzenia czwartego i piątego wieku, a dziesiątego i jedenastego wieku u nas, kiedy to podczas liturgii wielkosobotniej tłumy pogan wchodziły do wody jak Chrystus do Jordanu, Wchodzili do wody o wschodzie słońca, na przełomie nocy i dnia, by przyjąć chrzest i skończyć z uczynkami ciemności, a zacząć życie w świetle.
To samo było w naszym życiu wtedy, kiedy nas przyniesiono czy przyprowadzono do chrztu. A proszę przez chwilę pomyśleć: gdybyśmy dzisiaj, my tutaj zebrani przygotowywali się do chrztu, co byśmy musieli pokonać, żeby przychodząc jako ludzie dorośli powiedzieć księdzu: „Proszę księdza, ja przeżyłem swój Damaszek, ja spotkałem Chrystusa, ja chcę przejść z ciemności do światła i zostać już w świetle”.
Wtedy by kapłan ochrzcił, wskazałby na wschodzące słońce i powiedziałby: żeby takie było twoje życie…
Chrystus was chrzci – jak to dzisiaj usłyszeliśmy w ewangelii – wodą i ogniem. I już się nie wycofujcie z tych pozycji. Niech wasze życie będzie solą, która przynosi na świat pokój!
Ten proces trwa, choć my inaczej przyjmujemy chrzest: my uświadamiamy go sobie dopiero po latach. Czasem po dziesięciu, dwudziestu, pięćdziesięciu latach wracamy wstecz do naszego chrztu i dopracowujemy w sobie tę wypowiedź, którą powinniśmy sformułować przed przyjęciem chrztu. Dopracowujemy powoli, kiedy mówimy Chrystusowi: od dzisiaj podejmuję tę decyzję, dokonuję tego wyboru, egzystencjalnego wyboru za Tobą, nie przeciw Tobie… Nie wtedy, gdy to jest napisane na sztandarach, ale w tym codziennym naszym życiu, kiedy trzeba świadczyć nie słowami (rzadko kiedy żądają od nas świadectwa słów), ale kiedy trzeba czynem świadczyć. Uczciwością, kiedy „tak” ma być „tak” a „nie” ma być „nie”. Wiernością w drobiazgach, pokojem każdego dnia, pokojem niesionym i bronionym, i dawanym wkoło.
To jest nasz adwent. Dzisiejsze teksty liturgiczne przywodzą nam na myśl Jana Chrzciciela. Postać surową, która jawi się po to, aby prostować ścieżki Pańskie. My prostujemy te ścieżki Pańskie w nas. Mamy do Świąt jeszcze trzy tygodnie. Prostujmy je w tych trzech tygodniach, abyśmy do stołu wigilijnego zasiedli z pokojem Bożym i przynieśli światu przynajmniej tych parę zdrowych komórek, gdzie jest pokój.
To jest wielka rzecz. Jeden człowiek „upokojony”, człowiek, który ma pokój głębi – to dzisiaj wielki skarb w tym świecie, w którym wiele rzeczy się chwieje i nie wiadomo, którędy iść. Pokój ludzi zakotwiczonych w Chrystusie, w wieczności – a żyjących na tym świecie.
Czy jestem człowiekiem pokoju? Czy moje serce, myśli i czyny są zakotwiczone w Chrystusie? Czy – żyjąc na tym świecie – jestem dla mego otoczenia „solą ziemi”, która przemienia, nadaje smak, sens? Czy jestem człowiekiem Adwentu, to znaczy swoim życiem, postępowaniem wskazującym – jak Jan Chrzciciel – na Chrystusa, na to, że jest Bóg i wieczność? Czy jestem człowiekiem Adwentu?
grudnia 03, 2022
Rozważania Adwentowe - Jezus lituje się nad znękanymi
grudnia 03, 2022
Jezus lituje się nad znękanymi
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości.
A widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo».
Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. Tych to dwunastu wysłał Jezus i dał im takie wskazania: «Idźcie do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie».
KOMENTARZ
DUCHOWE SIEROTY
LITOWAŁ SIĘ NAD NIMI…
NIE JESTEŚ SAM
grudnia 03, 2022
Rozważania Adwentowe – Wezwani do żniwa
grudnia 03, 2022
grudnia 02, 2022
Rozważania Adwentowe – Jezus uzdrawia niewidomych.
grudnia 02, 2022
Piątek, I tydzień Adwentu
Gdy Jezus przychodził, szli za
Nim dwaj niewidomi którzy wołali głośno: Ulituj się nad nami,
Synu Dawida! Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a
Jezus ich zapytał: Wierzycie, że mogę to uczynić? Oni
odpowiedzieli Mu: Tak, Panie! Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc:
Według wiary waszej niech wam się stanie! I otworzyły się ich
oczy, a Jezus surowo im przykazał: Uważajcie, niech się nikt o tym
nie dowie! Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim
po całej tamtejszej okolicy. (Mt
9,27-31)
Kilka myśli wokół dzisiejszej
Ewangelii. Niewidomi szukają Jezusa....i idą za Nim do samego
domu.
Wiedzą, że On jest ich jedyną nadzieją...Dlatego
wołają: Ulituj się nad nami, Synu Dawida!
A
czy my tak właśnie wołamy...kiedy potrzebujemy pomocy? Czy jest w
naszej modlitwie prośby tyle pasji, tyle autentycznego pragnienia
bycia uwolnionym od problemów?
Czy wierzymy, ze On - Syn Dawida -
może nam pomóc?
Jezus zresztą zadaje niewidomym pytanie o
wiarę: Wierzycie, że mogę to uczynić?
Wszystko
zaczyna się od wiary...Od naszej wiary zaczyna się droga do
uzdrowienia, uwolnienia.
Do naprawy relacji...do zbudowania
szczęśliwego życia.
Jezus każdego z nas ciągle pyta: czy
wierzysz? Bo jeżeli nie wierzysz, On nic nie może
zrobić.
Absolutnie nic. Kiedy mówisz: nie wierzę, zamykasz
Jezusowi wszelkie możliwości działania.
Zatem: Czy wierzysz, że
On może Ci to uczynić...(czego tak bardzo pragniesz)
Niewidomi
wyznają wiarę...a Jezus przywraca im wzrok...
Jest jednak
jeszcze jedna kwestia, która przykuwa moją uwagę w dzisiejszym
fragmencie:
Jezus surowo im przykazał: Uważajcie, niech się
nikt o tym nie dowie! Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli
wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy. I przyznaję, że
ciężki to dla mnie fragment.
Dlaczego ciężki? Dla mnie
naturalną odpowiedzią na uzdrowienie jest głoszenie tego
wszystkim.
Świadectwo ma służyć zbudowaniu innych...I
przyciągnąć ich do Jezusa...
Czy Jezus nie chce tego, by ludzie
do Niego przychodzili?
A może chodzi o przekorę człowieka...Jak
powie się: nie rób tego, to człowiek zrobi inaczej?
Odpowiedź
jest inna... Pan Jezus poleca: Uważajcie, niech się nikt o tym
nie dowie! Innymi słowy: jest to znak dla was samych, nie
rozpowiadajcie o nim. Dlaczego? Dlatego, aby przez rozpowiadanie nie
wpaść w pułapkę „targowiska”, które zasadza się na
nieustannym handlowaniu i porównywaniu się z innymi. Powściągnięcie
chęci zaimponowania innym jest warunkiem odkrycia wewnętrznej
prawdy o życiu, które jest darem dla mnie tak głębokim i cennym,
że żadne uznanie u ludzi nie jest w stanie podnieść jego
wartości. Natomiast gdy się tę wartość odkryje i spotka
człowieka, który także ją odkrył, wzajemna relacja staje się
całkowicie wolna od wszelkiego porównania. Staje się więzią
wspólnego zachwytu nad wspaniałością Boga. Po prostu wspólnym
uwielbieniem Boga w radości życia. Tylko odkrycie nieocenionego
daru, większego od czegokolwiek, daje wolność od jakiegokolwiek
zła. Przejrzenie wewnętrzne jest kluczem do nowego życia.
grudnia 02, 2022
Rozważania Adwentowe – Czy wierzycie?
grudnia 02, 2022
grudnia 01, 2022
Rozważania Adwentowe - Jak zbudować dom życia?
grudnia 01, 2022
Czwartek, I tydzień Adwentu
Co takiego ważnego słyszymy dziś w Ewangelii?
Głównym wątkiem jest przypowieść o dwóch budowlach...Ale Jezus zaczyna od naświetlenia innego problemu: Nie
każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego,
lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu
powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego
imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie
czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was
nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się
nieprawości! Długi cytat...
Ale spójrzmy po kolei: Nie każdy kto mówi Panie, Panie wyjdzie do
królestwa niebieskiego...Nie wystarczy zatem modlitwa...nie wystarczy
pobożność...lecz ten, kto spełnia wolę Ojca. Pełnienie woli Ojca to
posłuszeństwo przykazaniom...to także pozytywna odpowiedź na Jego
wezwanie...czyli realizacja powołania. Jezus przekazuje też szokującą
wiadomość...Można być uczniem Chrystusa...można w Jego imię czynić
cuda...można korzystać z charyzmatów...ale jednocześnie nie wejść do
Nieba...Musimy, więc pamiętać, że nawet nadzwyczajne dary Ducha
Świętego, jakie On nam daje, niczego nie przesądzają.
W ostatecznym rozrachunku najważniejsze będą czyny a nie słowa...Można
być "wysoko postawionym" człowiekiem Kościoła, ale jednocześnie
"dopuszczać się nieprawości". Bóg nie będzie oceniał tego, kim się
było...ale to, jakie za tym szły uczynki...czy tymi uczynkami pełniło
się Jego Wolę, czy swoją wolę...
W tym kontekście Jezus opowiada przypowieść o dwóch budowlach... Każdego
więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z
człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz,
wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie
runął, bo na skale był utwierdzony. To wydaje się oczywiste...Skała -
twardy fundament...Tak zbudowany dom przetrwa setki lat. To alegoria
naszego życia...Jeżeli słuchasz Słowa Bożego i wprowadzasz je w czyn, to
budujesz swoje życie na solidnym fundamencie...i nic...naprawdę nic nie
zniszczy Cię...nie zamieni Twojego życia w stertę gruzu...Czy takie
jest właśnie Twoje życie? Pamiętajmy, że budowanie na "solidnym
fundamencie" nie sprawi, że burz w ogóle nie będzie...że deszcze
przestaną padać...a wichry wiać...
One będą zawsze...Problemy będą nieodłącznym elementem naszego
życia...Ale "solidny fundament" sprawi, że nie będą na nas wywierać
zgubnego wpływu...nie będziesz popadać w przesadny pesymizm...
nie będziesz zbytnio użalać się nad sobą...nie będziesz nosić w sobie
poczucia wielkiej krzywdy czy rozczarowania życiem...Bo będziesz mieć
świadomość, że Twoim fundamentem jest sam Chrystus, który nie pozwoli Ci
upaść...nie pozwoli by Twoje życie zmieniło się w stertę gruzu...
Jest jednak i drugi sposób budowy życia... Każdego
zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z
człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł
deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I
runął, a upadek jego był wielki . Domki budowane na piasku mogą być
piękne...Organizowane są przecież konkursy na budowle z piasku. Ludzie
wkładają całe swoje serce by wybudować coś oszałamiającego...A
potem...przychodzi przypływ i z pięknego zamku nic nie
zostaje...Alegoria, którą stosuje Jezus odnosi się do naszego
życia...Możesz przecież słuchać Bożego Słowa...możesz się Nim zachwycać.
Uważać Je za coś niesamowitego...coś, co warto wcielić w życie,
ale...nie robisz nic więcej.
Wracasz do swojej codzienności...w której doskonale czujesz się bez
Boga...Nie wcielasz Jego słów w swoje życie...Fajnie się ich
słuchało...można było nawet w porywie chwili pomyśleć: dobrze byłoby tak
żyć, ale potem...codzienne życie okazuje się być atrakcyjniejsze niż
"mądre słowa ze starej Księgi". Konsekwencje takiej decyzji dają się
zauważyć na co dzień...Ilu ludzi przechodzi różne depresje, załamania
nerwowe? Ile konfliktów jest w rodzinach? Jak wiele przemocy, złości,
okrucieństwa? Przykłady można wyliczać...Wszystko sprowadza się do
prostej alegorii: "gdy budujesz na piasku, najmniejszy podmuch wiatru
sprowadza katastrofę". Gdy budujesz swoje życie na piasku....nie
potrzeba wielkiej tragedii życiowej, by wszystko, w co wierzyłeś,
zmieniło się w stertę błota i kamieni....
Zatem...Jak budujesz? Co jest fundamentem Twojego życia....