grudnia 03, 2022

2. Niedziela Adwentu (A) – Pustynia, przemiana i posłannictwo.

grudnia 03, 2022

2. Niedziela Adwentu (A) – Pustynia, przemiana i posłannictwo.
W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: «Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie». Do niego to odnosi się słowo proroka Izajasza, gdy mówi:Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Dla Niego prostujcie ścieżki!” (Mt 3,1-3)

PUSTYNIA
Drogi Bracie i Siostro – już druga niedziela Adwentu, czyli nadziei, że człowiek i świat, w którym ży­je, przygotowuje się na spotkanie z Bogiem. Do tych, których stać, żeby postawić sobie praktyczne pytanie – w jaki sposób to przygotowanie prowadzić,przychodzi dzisiaj Święty Poprzednik Chrystusa i podpowiada kilka praktycz­nych rad. Mówi: Pochylcie się nad pustynią. Czyli nad tymi obszarami, gdzie przyzwyczailiście się widzieć puste przestrzenie, szary nieurodzaj, pustkę ży­cia. A przecież prawie wszędzie, gdzie dzisiaj są pustynie, było życie, był urodzaj, był inny świat. Przecież takie pustkowia nie muszą tylko dzielić, ale mogą być drogą bez przeszkód, która kogoś z kimś połączy. Przecież podję­cie zadania zbudowania studni i zbiorników dających życie sprawi, że przesta­nie się mówić z lękiem o pustyni. Z różnych przyczyn w życiu ludzi nastaje pustynia. We współżyciu domów, rodzin, narodów, epoki pustego piasku i zagrożenia śmiercią. Przetaczają się i dręczą. A mądrzy ludzie niech nie opu­szczają pustyni, niech nie odwracają się, niech ją traktują jak zadanie, niech otoczą je troską. Niejedno pustkowie duszy dało owoc, i wiele nocy na pusty­ni stało się darem dla mądrego życia człowieka. Niech na ludzkie pustynie wejdzie dobry głos Jezusa i życzliwa bliskość współmieszkańców. Mówi: pro­stujcie drogę, ale nie sobie, nie ludzkim wartościom, tylko Panu. To znowu dotyczy bezradności wobec pustyni. Nie na miarę sił i pragnień ludzi, ale tylko Pan umie rozkwiecić pustynie życia. Tam, gdzie aż tak zniszczyło się życie, biologiczne, duchowe, religijne, tam ma wejść Źródło odwieczne wszelkiego życia. Powtarzajcie tam tylko dosłowne Jego zdania, tylko autentyczne Jego gesty, tylko Jego tam pozostawiajcie, wiedząc, że jedyną nadzieją pozo­staje On. Mówi: Przygotujcie ścieżki – a więc taki szczególny znak wśród pu­stkowia, który oznacza miejsce, gdzie będzie można spotkać Jezusa. Podajcie pustynnym sercom, przerażonej nocy samotności, zagubionym w bezkresie błądzenia, takie adresy miejsc – kościołów, kaplic, tekstów, obecności ludzi, że będą czekali Pana, aby gdy tamtędy pójdzie, rozpoznać Go, podjąć, przy­jąć życie, którego się nie spodziewały.

PRZEMIANA
Zanim stanie się to wszystko, co jest w wierze, w zapowiedzi, w niewzruszonej woli Stwórcy – zanim przyjdzie czas nastroju, czas przypomnienia, że Bóg narodził się w szopie, że jest z nami – zanim otworzą się oczy na czas własne­go spotkania z Jezusem – zanim świat zamknie księgę czasu i Bóg, Stwórca dopełni los człowieka – czyli nim minie adwent własny i adwent wszechświa­ta – przygotuje się człowiek roztropny.
Każde spotkanie w liturgii jest wielkim głosem Jana Chrzciciela, który zapowiada, ostrzega i przynagla. Ważne, żebyśmy tego wielkiego przygotowania się na spotkanie, nie odnosili do innych, do obcych, do dalekich. To dotyczy wszystkich, także nas.
Czas człowieka ma przemienić się w czas Boży.
Życie ziemskie – doczesne, musi zyskać nieprzemijalne wymiary wieczności. Powołanie dzielone na sytuacje wiary, staje się uczestnictwem w obecności nieustannej i trwałej.
Człowiek posługi ewangelicznej, staje się uobecnieniem Chrystusa, który jest powodem i nagrodą pełnionej funkcji. Cierpienie, nawet to nieuchronne, codzienne jest miarą udziału w krzyżu Jezusowym, który bierze się z pośredniczenia w zbawieniu świata. Ćwiczenia duchowne stają się zstępowaniem w tajemnice miłości Boga i odkrywaniem przyjaźni, która przewyższa wszel­kie marzenia człowieka.
Oto przemieni się codzienny byt ludzi. Układa się drogi, która usunęła góry dzielące od Zbawiciela, wyrównała przepaście, jakie rodzi nasza ułomna natura. Oto pokrętne ścieżki sumienia stają się dostępne Bogu, który daje im kierunek i rozmiar. I należy odpowiedzieć sobie, co będzie nowego we mnie na czas zakończenia Adwentu życia? Jakie uczucia i nowe fakty wywoła. u mnie święty poprzednik nadejścia Pana? W czym stanę się nowy, przemieniony na czas spotkania?

POSŁANNICTWO
Ludzie którzy przygotowują drogę, aby ktoś szczególny mógł tamtędy przejść. Ludzie, którzy przychodzą pierwsi, aby zawiadomić o niezwykłych wydarzeniach, które mają niebawem nastąpić. Ludzie, których zwyczajność ma ośmielić kogoś, by odważył się przyjść do niezwykłych. Pomyślmy: Oto do ludzi dotkniętych wyjątkowymi trudami życia, pogrążonych w rozter­kach, przychodzi człowiek ziemi, zwyczajny, brat, siostra i ośmiela, by po­deszli do Chrystusa. Ośmiela do modlitwy, do sakramentów świętych, do otwarcia duszy na światło Ducha Świętego. Czasem cieszy się razem z nimi, że posłannictwo wydało owoc, częściej jednak nie wie, czy słowa zachęty spełniły rolę. Poprzedzający spotkanie najczęściej nie zna wyniku swojej mi­sji. Oto przez lata godzin katechizacji przychodzi posłany przez Ojca czło­wiek - głos i znak czekającego. Ma stworzyć drogę, która poprowadzi przez serce, myśl i codzienne decyzje, aż do dania osobistej odpowiedzi. Nawet najbardziej spragnione oczy nie zawsze widzą chwile spotkania. Najczęściej dzieje się wszystko poza zasięgiem satysfakcji. Ludzie, którzy niepojętymi dla siebie losami, rzuceni, trafiają do domów dziwnych, do ludzi zagubio­nych, do rodzin, które żyją jak piaszczyste pustkowia. A jednak posłany przez Ojca zostaje na ziemi trudnej, żeby być tkanką życia, pierwszą drobiną innego świata, żeby Pan mógł rozpocząć dzieło poprzez narzędzie, które wy­brał własną mądrością. Oto przyszłaś tutaj, dzielisz z nimi zwyczajny plan dnia. Nic w tym z egzotyki misji, czyli przepowiadania wiary. Żyjesz codzien­nym rytmem znanych ćwiczeń. Dajesz drobne usługi. Słuchasz najprostszych spostrzeżeń. Pomagasz tyle, ile potrafisz. Ale przy tobie czują się bezpieczni, jest im łatwiej myśleć. Przeżywają wiarę w otoczce ciepła, jakie miała speł­nić Ewangelia. Stajesz się ziemią nasłonecznioną, w której korzenie życia konsekrowanego odpoczywają i karmią się sokami mocy i pokoju. Wiedz, że przysłał cię Pan, aby przygotować drogę, aby oni uwierzyli, że Nadchodzący ich miłuje, że idzie Ojciec, który wydał Jednorodzonego, aby oni mogli żyć szczęśliwie. Wysłał ciebie, żebyś stał się znakiem autentycznego życia, aby miłością przygotował ich na przyjęcie Miłości... 
Bracie i Siostro - gdziekolwiek jesteś, jesteś posłany przez Ojca. Ceń swoje posłannictwo. Przyjmij miejsce, które ci dał Bóg. Nawet na pustyni zapowiadaj, że zbliża się Stwórca i Zbawiciel.

grudnia 03, 2022

2. Niedziela Adwentu (A) – Mój Adwent

grudnia 03, 2022

2. Niedziela Adwentu (A) – Mój Adwent
Kochani moi, to już druga niedziela Adwentu. Czyli znowu – czas ucieka. Co najmniej od św. Mikołaja daje się już zauważyć na ulicach i w sklepach wznoszącą się falę zainteresowań Świętami. Dobry socjolog, który by się na to wszystko patrzył, mógłby sporo wniosków wyciągnąć z tego faktu. Nie ulega wątpliwości, że większość ludzi w naszym kraju do Świąt się przygotowuje – jest tylko różna skala zainteresowań, gdy chodzi o przedmiot Świąt. Można powiedzieć po prostu: jak kto rozumie Święta, tak się do nich przygotowuje. My, zgromadzeni w tej świątyni, chcemy przygotować się do Świąt, przez pogłębienie naszej wiary, przez umocnienie naszej miłości, zasłuchanie w Słowo Boże, które ma moc nas  przemienić. A tej przemiany wszyscy potrzebujemy.
Dzisiaj, gdy słuchaliśmy tej pacyfistycznej wizji Izajasza proroka, kiedy to „wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem” (Iz 11, 6) – równocześnie mamy w naszej świadomości fakt tylu miejsc na świecie objętych działaniami wojennymi. Po tylu latach ciągle prawie to samo. Jeszcze mamy żywe wspomnienia ostatniej wojny. Dziś łączymy się z tymi wszystkimi ludźmi, którzy niepotrzebnie cierpią, stając się zabawką w ręku jakichś anonimowych sił.
My jesteśmy ludźmi wierzącymi – i wiemy dobrze, że ta wizja Izajasza sprawdza się jednak w świecie. Bo pomimo tego, co tu i ówdzie jest, pomimo tego, co tu i ówdzie jeszcze będzie do końca świata – nie ulega wątpliwości, że również dojrzewa jakieś powszechne braterstwo narodów. To nie są tylko jakieś nasze reminiscencje Mickiewiczowego mesjanizmu o powszechnym braterstwie ludów. Wystarczy dobrze patrzeć na ten świat, aby spostrzec, że niejeden już przejaw tego braterstwa widać. Dojrzewamy wszyscy.
I my, chrześcijanie, patrząc na te wielkie wydarzenia z forum publicznego, czy na te małe z naszego bloku mieszkalnego, czy te z naszego własnego mieszkania – wiemy, że wszystkie one mogą być (używając wielkich słów) rozwiązane drogą pokojową. Tylko każdy z nas musi mieć ten pokój w sobie. I my wiemy, kto jest tym pokojem: wiemy, że pokojem jest Jezus Chrystus. Od momentu zmartwychwstania, kiedy powiedział słowa: „pokój wam” – my te słowa powtarzamy i staramy się dosięgnąć tych słów rzeczywistością naszego postępowania, żeby to nie były puste słowa.
I to już jest w pewnym sensie ten nasz Adwent. Bo od czasów Izajasza czekano na przyjście Wcielonego Pokoju – na Jezusa Chrystusa. A od przyjścia Chrystusa czekamy w inny sposób na Tego, który już jest: czekamy, żeby się wcielił już nie tylko poprzez Matkę Dziewicę w świat, ale żeby się w nas wcielił. I wiemy, gdzie On jest: że jest na ołtarzu. Wiemy też, że od momentu chrztu On jest też w nas. Ale wiemy również, jak my z daleka Go czasem omijamy, jak chodzimy swoimi ścieżkami, jak nie chcemy Mu się popatrzeć w oazy. Ponieważ obok dobra, które w nas jest, jest w nas zło, które nas dzieli, rozdziera niemal i prowadzi do takich konfliktów, które się dzieją na naszych oczach.
Jeśli więc wizja Izajasza ma się spełnić, to ma się najpierw w nas dokonać scalenie. Scalenie poprzez Jezusa Chrystusa. I to jest nasz adwent.
Proszę popatrzeć dzisiaj na tę rzeczywistość w taki sposób. Zasadniczo wszyscy, którzy zostali w imię Jezusa Chrystusa ochrzczeni, powinni od chrztu być tak, jak On – żyć Jego obyczajami. Ale właśnie nasze niekonsekwencje i niewierność świadczą o tym, że to nie jest rzecz prosta. I co roku przychodzi Adwent i mówi: otrząśnijcie się, usuńcie stary kwas, odrzućcie uczynki ciemności – zacznijcie znowu. Tak kiedyś przed wiekami stawali apostołowie a potem ich następcy wobec nowych ludów, które się zbiegały do tego źródła pokoju ze wschodu i zachodu. Proszę popatrzeć na epokowe wydarzenia czwartego i piątego wieku, a dziesiątego i jedenastego wieku u nas, kiedy to podczas liturgii wielkosobotniej tłumy pogan wchodziły do wody jak Chrystus do Jordanu, Wchodzili do wody o wschodzie słońca, na przełomie nocy i dnia, by przyjąć chrzest i skończyć z uczynkami ciemności, a zacząć życie w świetle.
To samo było w naszym życiu wtedy, kiedy nas przyniesiono czy przyprowadzono do chrztu. A proszę przez chwilę pomyśleć: gdybyśmy dzisiaj, my tutaj zebrani przygotowywali się do chrztu, co byśmy musieli pokonać, żeby przychodząc jako ludzie dorośli powiedzieć księdzu: „Proszę księdza, ja przeżyłem swój Damaszek, ja spotkałem Chrystusa, ja chcę przejść z ciemności do światła i zostać już w świetle”.
Wtedy by kapłan ochrzcił, wskazałby na wschodzące słońce i powiedziałby: żeby takie było twoje życie…
Chrystus was chrzci – jak to dzisiaj usłyszeliśmy w ewangelii – wodą i ogniem. I już się nie wycofujcie z tych pozycji. Niech wasze życie będzie solą, która przynosi na świat pokój!
Ten proces trwa, choć my inaczej przyjmujemy chrzest: my uświadamiamy go sobie dopiero po latach. Czasem po dziesięciu, dwudziestu, pięćdziesięciu latach wracamy wstecz do naszego chrztu i dopracowujemy w sobie tę wypowiedź, którą powinniśmy sformułować przed przyjęciem chrztu. Dopracowujemy powoli, kiedy mówimy Chrystusowi: od dzisiaj podejmuję tę decyzję, dokonuję tego wyboru, egzystencjalnego wyboru za Tobą, nie przeciw Tobie… Nie wtedy, gdy to jest napisane na sztandarach, ale w tym codziennym naszym życiu, kiedy trzeba świadczyć nie słowami (rzadko kiedy żądają od nas świadectwa słów), ale kiedy trzeba czynem świadczyć. Uczciwością, kiedy „tak” ma być „tak” a „nie” ma być „nie”. Wiernością w drobiazgach, pokojem każdego dnia, pokojem niesionym i bronionym, i dawanym wkoło.
To jest nasz adwent. Dzisiejsze teksty liturgiczne przywodzą nam na myśl Jana Chrzciciela. Postać surową, która jawi się po to, aby prostować ścieżki Pańskie. My prostujemy te ścieżki Pańskie w nas. Mamy do Świąt jeszcze trzy tygodnie. Prostujmy je w tych trzech tygodniach, abyśmy do stołu wigilijnego zasiedli z pokojem Bożym i przynieśli światu przynajmniej tych parę zdrowych komórek, gdzie jest pokój.
To jest wielka rzecz. Jeden człowiek „upokojony”, człowiek, który ma pokój głębi – to dzisiaj wielki skarb w tym świecie, w którym wiele rzeczy się chwieje i nie wiadomo, którędy iść. Pokój ludzi zakotwiczonych w Chrystusie, w wieczności – a żyjących na tym świecie.
Czy jestem człowiekiem pokoju? Czy moje serce, myśli i czyny są zakotwiczone w Chrystusie? Czy – żyjąc na tym świecie – jestem dla mego otoczenia „solą ziemi”, która przemienia, nadaje smak, sens? Czy jestem człowiekiem Adwentu, to znaczy swoim życiem, postępowaniem wskazującym – jak Jan Chrzciciel – na Chrystusa, na to, że jest Bóg i wieczność? Czy jestem człowiekiem Adwentu?


grudnia 03, 2022

Rozważania Adwentowe - Jezus lituje się nad znękanymi

grudnia 03, 2022

Rozważania Adwentowe - Jezus lituje się nad znękanymi


Jezus lituje się nad znękanymi

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości.

A widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo».

Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. Tych to dwunastu wysłał Jezus i dał im takie wskazania: «Idźcie do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie».

KOMENTARZ

Co jest największym nieszczęściem człowieka? Niekoniecznie choroby fizyczne, lecz brak poczucia sensu życia i poczucie opuszczenia przez Boga. Może i u mnie tak jest? A jeśli tak – Jezus chce ci dzisiaj przynieść Dobrą Nowinę.
 

DUCHOWE SIEROTY

Trochę zaskakujące może być to, co dzisiaj opisuje Ewangelista Mateusz. Dowiadujemy się, że Jezus obchodził wszelkie miasta i wioski, głosił Ewangelie o królestwie i leczył wszelkie choroby i słabości. Wiadomo – choroby to nic przyjemnego. Zazwyczaj gdy chorujemy, rozumiemy dopiero wtedy jak trudny jest to stan, gdzie człowiek czuje się taki bezradny i cierpi.
 
Lecz serce Jezusa poruszyło dziś coś innego. Czytamy, że Jezus „widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli ZNĘKANI i PORZUCENI, jak owce niemające pasterza”. Jezus, który zna ludzkie serca jak nikt z nas i umie czytać w tych sercach, dostrzegł dziś coś jeszcze gorszego niż choroba – poczucie porzucenia przez Boga. Bóg nie może pozwolić sobie na takie rzeczy. Ten, który jest czystą Miłością i wrażliwością, widzi, że ludziom się wydaje, że On ich zostawił.
 

LITOWAŁ SIĘ NAD NIMI…

Jakże musi boleć serce Boga, gdy widzi, jak ludzie odczuwają, a czasem zarzucają Mu wprost, że nie interesuje się ich życiem. Ten, który nie potrafi nic innego jak kochać, jest przez nas tak często oskarżany, że tego nie robi. Dlaczego tak jest? Kto tu jest winny?
 
Niestety, wina najczęściej leży po naszej stronie. Owszem, możemy się usprawiedliwiać grzechem pierworodnym, że zaburzył w nas zdolności poznania Boga, że przez ten grzech nie potrafimy zaufać temu, co Bóg sam o sobie mówi itp. Lecz my naprawdę mamy wszystkie narzędzia do tego, by odkryć i poznać, że ostatnią rzecz jaką można Bogu zarzucić to to, że się nami nie interesuje. Mamy Słowo – tam mówi o swojej miłości, mamy Krzyż – tam udowadnia swoją miłość, mamy Eucharystię – tam jest z tymi, których kocha, mamy Maryję – osobę, przez którą nas tak bardzo kocha, mamy serce – w którym od chrztu On mieszka i możemy Go tam spotkać. Co jeszcze trzeba?
 

NIE JESTEŚ SAM

Bez względu na to, co dziś czujesz i co ci się wydaje – nie jesteś sam. Bóg jest Bogiem bliskim, głęboko zainteresowanym Twoim życiem. Każde twoje cierpienie, to Jego cierpienie. Każdy twój smutek, porusza do głębi serce Ojca. On po prostu nie umie inaczej. Gdy ty cierpisz, On też cierpi. A najbardziej wtedy, gdy nam się wydaje, że On jest bezduszny i daleki.
Bóg ma różne sposoby, aby zatroszczyć się o nas. Może dlatego ciągle tak bardzo nie doświadczamy Jego miłości, ponieważ ma za mało rąk do pracy? Wciąż ma zbyt mało ludzi, którzy powiedzą – daję Ci się poprowadzić, wykorzystaj mnie, uczyń mnie narzędziem/kanałem Twojej miłości dla innych. To dlatego Jezus dziś mówi „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Ten zwrot utożsamiamy najczęściej z prośbą o powołania kapłańskie. Pan Bóg potrzebuje „robotników” w każdym powołaniu. Każdy z nas, Ty też, możesz stać się narzędziem troski Pasterza o swoje owce. Tak niewiele trzeba – dać Mu się tylko do dyspozycji.
Najmocniejsze doświadczenie miłości Boga ma się nie wtedy, gdy się jej samemu doświadcza, lecz gdy się daję tę miłość spragnionym – gdy się rodzi kogoś do życia. Może tego ci dzisiaj trzeba? Może czas postawić kolejny krok wiary i nie czekać samemu na to, by upoić się miłością Bożą, tylko by ją doświadczyć w nowy sposób – dając ją innym?
 

grudnia 03, 2022

Rozważania Adwentowe – Wezwani do żniwa

grudnia 03, 2022

Rozważania Adwentowe – Wezwani do żniwa
Sobota, I tydzień Adwentu


Widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza”. (Mt 10,1)

Pan jako Żniwiarz
Bóg słyszy wołanie swojego ludu. Nawet gdy człowiek nie po­trafi się modlić, ludzkie choroby i słabości, rany ludu i jego sińce po razach, zniewolenie przez złego ducha, Bóg odbiera jako ciągłe wołanie: "Veni – Przybądź!. Przybywa, by leczyć, by ratować i uwal­niać swój lud. przybywa w swoim Słowie, które Ciałem się stało – w swoim Synu, który wziął na siebie wszystkie ludzkie ograniczenia. To, że w Jezusie Chrystusie Nieskończony ma granice, jest z jednej strony lekarstwem najlepiej dostosowanym do ludzkich słabości, z drugiej strony, zasięg oddziaływania tego lekarstwa zamyka się w granicach miejsca i czasu. „Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski... głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości”, ale jednocześnie litował się nad ludźmi, „bo byli znękani i porzuceni jak owce nie mające pasterza”. Żniwo jest tak wielkie, że nawet On - właśnie z powodu ograniczenia swych możliwości przyjęciem ludzkiej natury - nie może być jednocześnie wszędzie, przy każdej chorobie i przy każdej słabości. To dlatego najpierw Dwunastu wyposaża we władzę „nad duchami nieczysty­mi, aby je wypędzali i leczyli wszelkie choroby i wszelkie słabości”. Żniwo jest tak wielkie, że nawet Dwunastu nie wystarczy. Dlatego Jezus wzywa do modlitwy: „Proście Pana żniwa, aby posłał robotni­ków na swoje żniwo”.
Ciągle jeszcze czekamy na "Dożynki". Adwent uświadamia nam to bardzo mocno. Na żniwie Pańskim jest jeszcze tyle do zrobienia. Tyle chorób i słabości do wyleczenia, tylu trędowatych do oczysz­czenia, tylu umarłych do wskrzeszenia, tyle złych duchów do wy­pędzenia, tyle ran i sińców do opatrzenia.

Żniwo trwa
Chrześcijanie żyjący w Polsce widzą swoją Ojczyznę jako żniwo, na którym jeszcze jest wiele pracy do wykonania. Jest to żniwo, na które jesteśmy posłani jako robotnicy. Bóg posyłając nas odpowiada na modlitwę ludu, który doznał tyle sińców i ran, który po boles­nych doświadczeniach z historią jest słaby, obolały i chory, który jest znękany i chory jak owce nie mające pasterza. Żniwo wielkie, a świadomych Bożego powołania i ogromu pracy mało! Od czego zaczynać? Co na tym żniwie jest najważniejsze?
Temu ludowi potrzebny jest przede wszystkim pasterz. Wszyst­kie wybory i skutki wyborów przekonują nas, że tego pasterza nie ma wśród współczesnych nam ludzi. Robotnicy tego żniwa powinni przekonać zagubionych i zniechęconych, że „Pan jest moim Paste­rzem”, że „Pan jak Pasterz mnie prowadzi”. Kiedy od ludzi nie można otrzymać jasnych dyrektyw i doczekać się skutecznego przewodnictwa, trzeba dać się prowadzić Dobremu Pasterzowi. On nie tylko poprowadzi bezpieczną drogą, ale spośród tych, którzy będą Mu wierni, da pasterzy według swego serca.
Na rany i sińce tego ludu, robotnicy żniwa powinni przykładać plaster prawdy, bo tylko prawda może wyzwolić z wszelkich chorób i słabości, tylko ona może przepędzić złe duchy.

Pan powołuje do żniwa
To Jezus – Dobry Pasterz powołuje swoich współpracowników. Tym, który wzywa imiennie do swojej winnicy, jest Jezus Chrystus. To nie przypadek zgromadził nas w Kościele Jezusowym, ale Jego przywołanie. To nie myśmy wybrali drogę poprzez życie w Zgromadzeniu, w powołaniu, ale Jezus Chrystus, który nas dostrzegł, przygarnął do siebie, obdarzył zaufaniem. Owszem, nasi bliscy, czyjaś pobożność, osobista gotowość, określone możliwości stanowiły sylwetkę Jemu bliską, ale słowo ważne i decydujące, On sam wymawia i powołuje. Co z tego faktu wynika? Osobista odpowiedzialność, aby nie zgubić tego, co było u początku, co wy­nosi się z domu, od rodziny, z naturalnych możliwości ciała, charakteru, wychowania. Nie stracić, nie zmarnować naturalnych danych, które Bóg dał. Nikt inny, tylko ten, którego imię Bóg wymówił odpowie wobec Niego za bogactwa i losy swojego życia.
Zachowanie cech indywidualnych, które Bóg wziął dla określonych, Jemu wiadomych zadań i przeznaczeń. Każdy wezwany jest innym człowiekiem, ma pozostać sobą, bo taki właśnie jest potrzebny wspólnocie ludu, któremu będzie służył. Czynni i myśliciele, szczebiotliwi i powściągliwi, otwarci i ostrożni, politycy i „mole książkowi”, bo dla wszystkich, muszą się stać, aby wszystkich pociągnąć do zbawienia, bo rozmaici będą szukać i muszą znaleźć podobnych i zrozumiałych przez siebie.
Bezpośrednia więź z Jezusem, który mnie tylko powiedział pierwsze słowo, ale pozostał na zawsze z tymi, którzy stali się Jego uczniami. Więź przyjaźni, która zaczyna się w początkowej formacji, a potem pogłębia się i nieprzerwanie towarzyszy dziełu ewangelizacji. Stąd powstaje świadomość łączności na dobro i zło, na pewność i wątpienie, na samotność i pogrążenie w tłumie. Jesteśmy Jego, bo tak postanowił w swojej mądrości. Mamy prawo i obowiązek pogłębiać przyjaźń, nawet gdy tego faktu nie rozumiemy. 
Wspomnicie, kochani bracia i siostry, kto was wybrał, kto zaufał, czyją misję pełnicie swoim trudem dni i wysił­kiem rąk. Radujcie się, bo jesteście Jezusowi.


grudnia 02, 2022

Rozważania Adwentowe – Jezus uzdrawia niewidomych.

grudnia 02, 2022

Rozważania Adwentowe – Jezus uzdrawia niewidomych.


 Piątek, I tydzień Adwentu


Gdy Jezus przychodził, szli za Nim dwaj niewidomi którzy wołali głośno: Ulituj się nad nami, Synu Dawida! Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: Wierzycie, że mogę to uczynić? Oni odpowiedzieli Mu: Tak, Panie! Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: Według wiary waszej niech wam się stanie! I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie! Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy. (Mt 9,27-31)

Kilka myśli wokół dzisiejszej Ewangelii. Niewidomi szukają Jezusa....i idą za Nim do samego domu.
Wiedzą, że On jest ich jedyną nadzieją...Dlatego wołają: Ulituj się nad nami, Synu Dawida! 
A czy my tak właśnie wołamy...kiedy potrzebujemy pomocy? Czy jest w naszej modlitwie prośby tyle pasji, tyle autentycznego pragnienia bycia uwolnionym od problemów?
Czy wierzymy, ze On - Syn Dawida - może nam pomóc?
Jezus zresztą zadaje niewidomym pytanie o wiarę:  Wierzycie, że mogę to uczynić? 
Wszystko zaczyna się od wiary...Od naszej wiary zaczyna się droga do uzdrowienia, uwolnienia.
Do naprawy relacji...do zbudowania szczęśliwego życia.

Jezus każdego z nas ciągle pyta: czy wierzysz? Bo jeżeli nie wierzysz, On nic nie może zrobić.
Absolutnie nic. Kiedy mówisz: nie wierzę, zamykasz Jezusowi wszelkie możliwości działania.
Zatem: Czy wierzysz, że On może Ci to uczynić...(czego tak bardzo pragniesz)

Niewidomi wyznają wiarę...a Jezus przywraca im wzrok...

Jest jednak jeszcze jedna kwestia, która przykuwa moją uwagę w dzisiejszym fragmencie:
Jezus surowo im przykazał: Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie! Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy. I przyznaję, że ciężki to dla mnie fragment.
Dlaczego ciężki? Dla mnie naturalną odpowiedzią na uzdrowienie jest głoszenie tego wszystkim.
Świadectwo ma służyć zbudowaniu innych...I przyciągnąć ich do Jezusa...
Czy Jezus nie chce tego, by ludzie do Niego przychodzili?
A może chodzi o przekorę człowieka...Jak powie się: nie rób tego, to człowiek zrobi inaczej?

Odpowiedź jest inna... Pan Jezus poleca: Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie! Innymi słowy: jest to znak dla was samych, nie rozpowiadajcie o nim. Dlaczego? Dlatego, aby przez rozpowiadanie nie wpaść w pułapkę „targowiska”, które zasadza się na nieustannym handlowaniu i porównywaniu się z innymi. Powściągnięcie chęci zaimponowania innym jest warunkiem odkrycia wewnętrznej prawdy o życiu, które jest darem dla mnie tak głębokim i cennym, że żadne uznanie u ludzi nie jest w stanie podnieść jego wartości. Natomiast gdy się tę wartość odkryje i spotka człowieka, który także ją odkrył, wzajemna relacja staje się całkowicie wolna od wszelkiego porównania. Staje się więzią wspólnego zachwytu nad wspaniałością Boga. Po prostu wspólnym uwielbieniem Boga w radości życia. Tylko odkrycie nieocenionego daru, większego od czegokolwiek, daje wolność od jakiegokolwiek zła. Przejrzenie wewnętrzne jest kluczem do nowego życia. 

 

 

grudnia 02, 2022

Rozważania Adwentowe – Czy wierzycie?

grudnia 02, 2022

Rozważania Adwentowe – Czy wierzycie?
Piątek I tygodnia Adwentu


Według waszej wiary niech się wam stanie”. (Mt 9,29)

Świat, w którym żyjemy, nie jest - wbrew pozorom - obojętny wobec człowieka. Nawet odległe gwiazdy wysyłają do człowieka różne sygnały, aby go zainteresować swoim istnieniem i swoją strukturą. Człowiek odbiera te sygnały przy pomocy zmysłów: wzro­ku, słuchu, dotyku, powonienia. Poznanie świata i zrozumienie go nie zależy tylko od oczu i uszu. Ludzie zdrowi mają oczy i uszy właściwie jednakowe, a jednak jeden człowiek tymi samymi oczyma dostrzega niewiele, a drugi widzi całe bogactwo barw, kształtów i ich wzajemne relacje. Różni ludzie słuchający muzyki wyławiają z niej różne rzeczy: jedni tylko hałas, a inni niezwykłą konstrukcję zbudowaną tylko z dźwięków. Zależy to nie tylko od oczu i uszu człowieka, lecz od jego kultury, a ściślej, od sprawności jego umysłu. I chodzi tutaj nie tylko o ośrodki w mózgu, które przyj­mują, podporządkowują i przetwarzają sygnały docierające od zmy­słów, lecz o umysł, który jest władzą ludzkiego ducha.
Nie tylko od świata materialnego płyną do nas sygnały świad­czące o tym, że ten świat jest dla nas, że możemy go posiąść przynajmniej naszym poznaniem. Sygnały o takim samym znaczeniu płyną do nas i ze świata ducha. „W ów dzień głusi usłyszą słowa księgi, a oczy niewidomych, wolne od mroku i ciemności widzieć będą”. Prorok Izajasz przekonuje nas dzisiaj, że możemy usłyszeć dźwięki z tamtego świata i zobaczyć znaki, które na tę duchową rzeczywistość wskazują. Chociaż do usłyszenia słów księgi potrzebne są uszy i do zobaczenia znaków potrzebne są oczy, to jednak o tym, czy się widzi, i słyszy i jak się widzi i słyszy rzeczywistość duchową, zależy od czego innego. Tak jak właściwym instrumentem poznaw­czym, gdy chodzi o rzeczy materialne i zjawiska kulturalne jest umysł, tak w postrzeganiu spraw ducha taką samą rolę odgrywa wiara. Tak jak od stanu umysłu zależy zakres możliwości poznaw­czych w dziedzinie "profanum", tak w dziedzinie "sacrum" zależy to od stanu naszej wiary. „Według waszej wiary niech się wam stanie”. (Mat 9,29)
Kto wiarę ma niewielką - niewiele rozumie ze słów Księgi i nie­wiele dostrzega w blasku objawionej prawdy. W miarę jak umacnia się nasza wiara - nie tylko słuchamy, ale coraz więcej możemy usłyszeć, nie tylko patrzymy, ale coraz więcej możemy zobaczyć.
Jezus jest źródłem mojego życia. To On sprawia, że oczy niewidomych zobaczyły świat. On sprawia, że słabi ludzie potrafią dokonać rzeczy zadziwiających. On, Jezus, daje zalęknionym uczniom odwagę dokonania czynów bohaterskich. On jest nadzieją w sytuacjach, gdy już wszelkie kalkulacje ludzi przestały się Uczyć. Jeżeli modlitwa Kościoła w Adwencie chce umocnić w świętości, to nie dla tego, że liczy na szczególne obudzenie naszych sił, ale na zaufanie, jakie złożymy w Bogu, którego moc sprawia, że nawet my możemy być znakami zbawienia. Jeżeli modlitwa w Adwencie zachęca do pokuty, czyli tej wyjątkowej postawy lu­dzi, którzy dopełniają niedoskonałość, znowu próbują, znów zaczynają, to nie tylko ze względu na bogactwo logicznych racji i siły woli zainteresowanych, ale ufa Temu, który daje święte natchnienia i spełnia dzieła święte, je­żeli tylko nie napotka sprzeciwu ludzkiej woli.
Jeżeli Adwent zachęca do przygotowania wspólnoty ludzkiej na przeżycie dni przyjścia na świat, ukazania się ludziom Jezusa Chrystusa, to nie tyle z racji wyjątkowej wymowy tradycji, dobrych zwyczajów, nastrojowych obrzędów, ile ze względu na moc Boga, który z miłości rodzi się dla świata, ale też z mi­łości gotów urodzić się w duszach poszczególnych ludzi. Dla Niego bowiem świat jest jeden, a rozmiary makro i mikro kosmosu istnieją tylko w wymia­rach ludzkiej oceny. Jeżeli Adwent chce nas oswoić z faktem spotkania rzeczywistego, które nastąpi u kresu świata, to znów tylko w tym złożył nadzie­ję, że Bóg dopełni ludzkiej odwagi, która nigdy nie była dość wielka, by spo­tkać twarzą w twarz Stwórcę i Niepojętość Boga. Jeżeli Adwent chce zorganizować wspólnoty rodzinne, by były dla siebie znowu kościołem domowym, miejscem spotkań i wytrwania, domami wzrastania ludzi w mądrości i świętości, to ufa wszechmocy, która dała początek, i pozostanie na straży, i przywraca treść nazwaniom takim jak ojciec, matka, siostra, brat, dom ro­dzinny... Zaufaj Jemu we wszystkim, nawet w tym, co wydaje się być nie­możliwe.


grudnia 01, 2022

Rozważania Adwentowe - Jak zbudować dom życia?

grudnia 01, 2022

Rozważania Adwentowe - Jak zbudować dom życia?

 Czwartek, I tydzień Adwentu



Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości! Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki . Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie.
(Mt 7,21-29)
 

Co takiego ważnego słyszymy dziś w Ewangelii?
Głównym wątkiem jest przypowieść o dwóch budowlach...Ale Jezus zaczyna od naświetlenia innego problemu:  Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości! Długi cytat...
Ale spójrzmy po kolei: Nie każdy kto mówi Panie, Panie wyjdzie do królestwa niebieskiego...Nie wystarczy zatem modlitwa...nie wystarczy pobożność...lecz ten, kto spełnia wolę Ojca. Pełnienie woli Ojca to posłuszeństwo przykazaniom...to także pozytywna odpowiedź na Jego wezwanie...czyli realizacja powołania. Jezus przekazuje też szokującą wiadomość...Można być uczniem Chrystusa...można w Jego imię czynić cuda...można korzystać z charyzmatów...ale jednocześnie nie wejść do Nieba...Musimy, więc pamiętać, że nawet nadzwyczajne dary Ducha Świętego, jakie On nam daje, niczego nie przesądzają.
W ostatecznym rozrachunku najważniejsze będą czyny a nie słowa...Można być "wysoko postawionym" człowiekiem Kościoła, ale jednocześnie "dopuszczać się nieprawości". Bóg nie będzie oceniał tego, kim się było...ale to, jakie za tym szły uczynki...czy tymi uczynkami pełniło się Jego Wolę, czy swoją wolę...

W tym kontekście Jezus opowiada przypowieść o dwóch budowlach... Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. To wydaje się oczywiste...Skała - twardy fundament...Tak zbudowany dom przetrwa setki lat. To alegoria naszego życia...Jeżeli słuchasz Słowa Bożego i wprowadzasz je w czyn, to budujesz swoje życie na solidnym fundamencie...i nic...naprawdę nic nie zniszczy Cię...nie zamieni Twojego życia w stertę gruzu...Czy takie jest właśnie Twoje życie? Pamiętajmy, że budowanie na "solidnym fundamencie" nie sprawi, że burz w ogóle nie będzie...że deszcze przestaną padać...a wichry wiać...
One będą zawsze...Problemy będą nieodłącznym elementem naszego życia...Ale "solidny fundament" sprawi, że nie będą na nas wywierać zgubnego wpływu...nie będziesz popadać w przesadny pesymizm...
nie będziesz zbytnio użalać się nad sobą...nie będziesz nosić w sobie poczucia wielkiej krzywdy czy rozczarowania życiem...Bo będziesz mieć świadomość, że Twoim fundamentem jest sam Chrystus, który nie pozwoli Ci upaść...nie pozwoli by Twoje życie zmieniło się w stertę gruzu...

Jest jednak i drugi sposób budowy życia... Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki . Domki budowane na piasku mogą być piękne...Organizowane są przecież konkursy na budowle z piasku. Ludzie wkładają całe swoje serce by wybudować coś oszałamiającego...A potem...przychodzi przypływ i z pięknego zamku nic nie zostaje...Alegoria, którą stosuje Jezus odnosi się do naszego życia...Możesz przecież słuchać Bożego Słowa...możesz się Nim zachwycać. Uważać Je za coś niesamowitego...coś, co warto wcielić w życie, ale...nie robisz nic więcej.
Wracasz do swojej codzienności...w której doskonale czujesz się bez Boga...Nie wcielasz Jego słów w swoje życie...Fajnie się ich słuchało...można było nawet w porywie chwili pomyśleć: dobrze byłoby tak żyć, ale potem...codzienne życie okazuje się być atrakcyjniejsze niż "mądre słowa ze starej Księgi". Konsekwencje takiej decyzji dają się zauważyć na co dzień...Ilu ludzi przechodzi różne depresje, załamania nerwowe? Ile konfliktów jest w rodzinach? Jak wiele przemocy, złości, okrucieństwa? Przykłady można wyliczać...Wszystko sprowadza się do prostej alegorii: "gdy budujesz na piasku, najmniejszy podmuch wiatru sprowadza katastrofę". Gdy budujesz swoje życie na piasku....nie potrzeba wielkiej tragedii życiowej, by wszystko, w co wierzyłeś, zmieniło się w stertę błota i kamieni....

Zatem...Jak budujesz? Co jest fundamentem Twojego życia....

 

 

grudnia 01, 2022

Rozważania Adwentowe – Dom na skale

grudnia 01, 2022

Rozważania Adwentowe – Dom na skale
Czwartek I tygodnia Adwentu



Nie każdy, kto mi mówi »Panie, Panie« wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie”. (Mt 7,21)

Kiedy dziecko zagubi się wśród tłumu ludzi, woła głośno i pła­cze: "mamo, mamo!" Kiedy wędrowiec zagubi się w gęstym lesie woła: "Hej! Hej!" lub "Hop! Hop!" Kiedy człowiek zagubi się w ży­ciu wśród nieszczęść, cierpień i grzechów, woła: "Panie, Panie! " Cały Adwent wypełniony jest tym wołaniem. W czasie duchowej posuchy wołamy z Izajaszem:
Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger