listopada 30, 2016

Rozważania Adwentowe – Dom na skale

Czwartek I tygodnia Adwentu



Nie każdy, kto mi mówi »Panie, Panie« wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie”. (Mt 7,21)

Kiedy dziecko zagubi się wśród tłumu ludzi, woła głośno i pła­cze: "mamo, mamo!" Kiedy wędrowiec zagubi się w gęstym lesie woła: "Hej! Hej!" lub "Hop! Hop!" Kiedy człowiek zagubi się w ży­ciu wśród nieszczęść, cierpień i grzechów, woła: "Panie, Panie! " Cały Adwent wypełniony jest tym wołaniem. W czasie duchowej posuchy wołamy z Izajaszem:
„Niech chmury wyleją sprawiedli­wego”, w chwili opuszczenia i samotności wołamy z Autorem Apokalipsy: „Przyjdź, Panie Jezu!” Przyzywanie Boga przez współ­czesnego człowieka wyraża Ernest Bryll we współczesnych jaseł­kach:
Po górach, po chmurach wołamy w o...
Dla nas, dla ciebie, dla mnie.
Aż z wszystkiej ziemi zgonimy zło,
Aż się rozpłacze kamień.
Wołanie "Panie, Panie" rozlega się w różnych formach i oko­licznościach. Bóg słyszy to wołanie i wyrusza na poszukiwanie zagubionego człowieka. Przybywa do człowieka w swoim Synu, któ­ry zarazem jest Synem Człowieczym, a przeto jest Drogą, która może wyprowadzić z labiryntu komplikacji spowodowanych przez ludzkie błędy i grzechy. Jest On drogą do Królestwa niebieskiego, w którym panuje ład, pokój i bezpieczeństwo. Pan jest blisko! A więc i droga ratunku też jest obok. Nie wystarczy jednak tylko wołać, ale trzeba również usłyszeć głos Boga, który nas przywołuje, aby na tę drogę wprowadzić. Zagubiony w lesie wędrowiec zataczał błędne koła wśród gęstwiny leśnej, a wystarczyło zrobić parę kroków we właściwym kierunku, aby znaleźć się na ruchliwej auto­stradzie. Wędrowiec jednak był głuchy i nie słyszał odgłosu samochodów przejeżdżających autostradą. Bóg układa pod naszymi stopami drogę powrotu, ale trzeba ją odnaleźć i trzeba na nią wstąpić. Łatwiej ją odnajdzie ten, kto już kiedyś nią podążał i zostawił na niej wyraźne ślady.
Słowa Pana Jezusa o budowaniu na skale i na piasku możemy dzisiaj rozumieć jako podążanie drogą, która prowadzi po skalnym podłożu i przez piaszczyste wydmy. Kto idzie przez ruchome piaski, niech nie liczy, że odnajdzie jakiekolwiek ślady, które mogłyby mu wskazać drogę powrotu. Kto idzie skalistą ścieżką może te ślady odnaleźć, jeżeli zostały one wyraźnie w skale zarysowane. Izajasz poucza nas dzisiaj: „Złóżcie nadzieję w Panu na zawsze, bo Pan jest wiekuistą Skałą”. To w Sercu Boga mamy wyryć wyraźne ślady, czy też inaczej: to Bogu trzeba pozwolić, aby zostawił w nas wyraźne ślady swojej miłości. Łatwiej znajdzie drogę powrotu, nawet z wiel­kiego oddalenia, ten kto kiedyś był blisko Boga, kto wiele i gorąco się modlił, kto kochał i doświadczał miłości. Każdy może się zagu­bić. Nie tylko na piaszczystej pustyni, lecz również wśród skał. Łatwiej jednak wśród skał odnaleźć drogę, tym bardziej jeśli przedtem zostały one oznakowane naszą wiarą, nadzieją i modlitwą.
I jeszcze jedna myśl: Życie z Bogiem to NIE TYLKO PIĘKNE SŁOWA!
Modlitwa adwentowa przynosi nam każdego nowe treści. Liturgia przyniosła nam dziś słowa waż­ne i piękne. Brzmią w naszych tradycyjnych pieśniach, w okazjonalnych de­koracjach, w wypowiedzianych wezwaniach modlitwy brewiarzowej... To są piękne znaki na sercu, które czeka i przywołuje Tego, komu ufa. I w takim serdecznym nastroju pojawia się dzisiaj ostrzeżenie, żeby nie prze­oczyć reszty, czyli tego, co ma pełnić się poprzez słowa – tego co ma iść w życie ludzi razem ze słowami. Do królestwa niebieskiego prowadzi droga faktów i czynów. Gdy wypowiem do nich, do moich bliskich w domu ładne słowa, których nauczyłem się od moich świętych w rodzime duchowej, gdy powtórzę w stosownej chwili określenie przyniesione przez Ewangelię – żeby za tymi ładnymi znakami szło życie równie bogate i wyraźne. Żeby nie było przepaści między słowem a wydarzeniem, które świadczę codziennie w do­mu. Gdy z dobrym słowem, które otrzymałem od Boga i noszę w pamięci, przyjdę do moich podopiecznych, żeby za tym zwiastunem poszła reszta, czyli treść dobrego serca, troska życzliwych rąk, ofiara czasu, wysiłku i po­koju. Żeby nie otrzymali tylko słowo, bo nie rozpoznają Królestwa ci, któ­rym podano tylko wyrazy ładne jak pragnienie, ale i ulotne, jak kolejne roz­czarowanie.
Gdy niosę z sobą znak zewnętrzny – moje ubranie, mój różaniec, pobożną postawę, religijną książkę – żeby to były napełnione Bogiem żywym, który mówi miłością, pokojem, prawdą, przyjaźnią, nawet wtedy, gdy jest kompletnym milczeniem, gdy słowa przestają się liczyć, gdy wzajemność dzieje się w samym środku duszy. Gdy czasem pozostawieni bez słów, żebyśmy nic nie stracili na wyrazistości znaku, którym miał się stać dla świata czło­wiek powołania ewangelicznego – nie opowiadacz, ale urzeczywistnienie. Nie dźwięczenie, ale uobecnienie – nie słowa o domu Ojca, ale rzeczywistość domu Ojca, który ostoi się we wszystkich czasach i przetrwa wszystkie burze. Niech słowo nie osłania pustki, ale niech będzie kamieniem, na którym człowiek inny buduje życie. A jak to jest u ciebie? 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger