grudnia 02, 2016

Rozważania Adwentowe – Wezwani do żniwa

Sobota I tygodnia Adwentu


Widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza”. (Mt 10,1)

Pan jako Żniwiarz
Bóg słyszy wołanie swojego ludu. Nawet gdy człowiek nie po­trafi się modlić, ludzkie choroby i słabości, rany ludu i jego sińce po razach, zniewolenie przez złego ducha, Bóg odbiera jako ciągłe wołanie: "Veni – Przybądź!. Przybywa, by leczyć, by ratować i uwal­niać swój lud. przybywa w swoim Słowie, które Ciałem się stało – w
swoim Synu, który wziął na siebie wszystkie ludzkie ograniczenia. To, że w Jezusie Chrystusie Nieskończony ma granice, jest z jednej strony lekarstwem najlepiej dostosowanym do ludzkich słabości, z drugiej strony, zasięg oddziaływania tego lekarstwa zamyka się w granicach miejsca i czasu. „Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski... głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości”, ale jednocześnie litował się nad ludźmi, „bo byli znękani i porzuceni jak owce nie mające pasterza”. Żniwo jest tak wielkie, że nawet On - właśnie z powodu ograniczenia swych możliwości przyjęciem ludzkiej natury - nie może być jednocześnie wszędzie, przy każdej chorobie i przy każdej słabości. To dlatego najpierw Dwunastu wyposaża we władzę „nad duchami nieczysty­mi, aby je wypędzali i leczyli wszelkie choroby i wszelkie słabości”. Żniwo jest tak wielkie, że nawet Dwunastu nie wystarczy. Dlatego Jezus wzywa do modlitwy: „Proście Pana żniwa, aby posłał robotni­ków na swoje żniwo”.
Ciągle jeszcze czekamy na "Dożynki". Adwent uświadamia nam to bardzo mocno. Na żniwie Pańskim jest jeszcze tyle do zrobienia. Tyle chorób i słabości do wyleczenia, tylu trędowatych do oczysz­czenia, tylu umarłych do wskrzeszenia, tyle złych duchów do wy­pędzenia, tyle ran i sińców do opatrzenia.

Żniwo trwa
Chrześcijanie żyjący w Polsce widzą swoją Ojczyznę jako żniwo, na którym jeszcze jest wiele pracy do wykonania. Jest to żniwo, na które jesteśmy posłani jako robotnicy. Bóg posyłając nas odpowiada na modlitwę ludu, który doznał tyle sińców i ran, który po boles­nych doświadczeniach z historią jest słaby, obolały i chory, który jest znękany i chory jak owce nie mające pasterza. Żniwo wielkie, a świadomych Bożego powołania i ogromu pracy mało! Od czego zaczynać? Co na tym żniwie jest najważniejsze?
Temu ludowi potrzebny jest przede wszystkim pasterz. Wszyst­kie wybory i skutki wyborów przekonują nas, że tego pasterza nie ma wśród współczesnych nam ludzi. Robotnicy tego żniwa powinni przekonać zagubionych i zniechęconych, że „Pan jest moim Paste­rzem”, że „Pan jak Pasterz mnie prowadzi”. Kiedy od ludzi nie można otrzymać jasnych dyrektyw i doczekać się skutecznego przewodnictwa, trzeba dać się prowadzić Dobremu Pasterzowi. On nie tylko poprowadzi bezpieczną drogą, ale spośród tych, którzy będą Mu wierni, da pasterzy według swego serca.
Na rany i sińce tego ludu, robotnicy żniwa powinni przykładać plaster prawdy, bo tylko prawda może wyzwolić z wszelkich chorób i słabości, tylko ona może przepędzić złe duchy.

Pan powołuje do żniwa
To Jezus – Dobry Pasterz powołuje swoich współpracowników. Tym, który wzywa imiennie do swojej winnicy, jest Jezus Chrystus. To nie przypadek zgromadził nas w Kościele Jezusowym, ale Jego przywołanie. To nie myśmy wybrali drogę poprzez życie w Zgromadzeniu, w powołaniu, ale Jezus Chrystus, który nas dostrzegł, przygarnął do siebie, obdarzył zaufaniem. Owszem, nasi bliscy, czyjaś pobożność, osobista gotowość, określone możliwości stanowiły sylwetkę Jemu bliską, ale słowo ważne i decydujące, On sam wymawia i powołuje. Co z tego faktu wynika? Osobista odpowiedzialność, aby nie zgubić tego, co było u początku, co wy­nosi się z domu, od rodziny, z naturalnych możliwości ciała, charakteru, wychowania. Nie stracić, nie zmarnować naturalnych danych, które Bóg dał. Nikt inny, tylko ten, którego imię Bóg wymówił odpowie wobec Niego za bogactwa i losy swojego życia.
Zachowanie cech indywidualnych, które Bóg wziął dla określonych, Jemu wiadomych zadań i przeznaczeń. Każdy wezwany jest innym człowiekiem, ma pozostać sobą, bo taki właśnie jest potrzebny wspólnocie ludu, któremu będzie służył. Czynni i myśliciele, szczebiotliwi i powściągliwi, otwarci i ostrożni, politycy i „mole książkowi”, bo dla wszystkich, muszą się stać, aby wszystkich pociągnąć do zbawienia, bo rozmaici będą szukać i muszą znaleźć podobnych i zrozumiałych przez siebie.
Bezpośrednia więź z Jezusem, który mnie tylko powiedział pierwsze słowo, ale pozostał na zawsze z tymi, którzy stali się Jego uczniami. Więź przyjaźni, która zaczyna się w początkowej formacji, a potem pogłębia się i nieprzerwanie towarzyszy dziełu ewangelizacji. Stąd powstaje świadomość łączności na dobro i zło, na pewność i wątpienie, na samotność i pogrążenie w tłumie. Jesteśmy Jego, bo tak postanowił w swojej mądrości. Mamy prawo i obowiązek pogłębiać przyjaźń, nawet gdy tego faktu nie rozumiemy. 
Wspomnicie, kochani bracia i siostry, kto was wybrał, kto zaufał, czyją misję pełnicie swoim trudem dni i wysił­kiem rąk. Radujcie się, bo jesteście Jezusowi.


3 komentarze:

  1. "nawet On - właśnie z powodu ograniczenia swych możliwości przyjęciem ludzkiej natury - nie może być jednocześnie wszędzie, przy każdej chorobie i przy każdej słabości. To dlatego najpierw Dwunastu wyposaża we władzę „nad duchami nieczysty­mi, aby je wypędzali i leczyli wszelkie choroby i wszelkie słabości”. Hmmm...faktycznie , nigdy nie pomyślałam o tej Jezusa ograniczoności i że dlatego chce wyposażyć we wszystko Dwunastu. Pokazuje tym samym mi ta myśl tych Dwunastu , którzy przyuczają innych . Dzięki, księże Józefie ! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę z Panią troszkę polemizował. Jezus, jako prawdziwy człowiek wszedł w przestrzeń i czas. Jeśli mówimy, że był ograniczony, to to ograniczenie dotyczyły wyłącznie Jego człowieczeństwa. Można powiedzieć, że Jezus się uniżył, aby wywyższyć każdego człowieka, aby jako Bóg dać wybranym moc działania w Jego imieniu i Jego mocą. Jako Bóg tak naprawdę nie potrzebował ludzkiej pomocy - ani Dwunastu, ani dzisiejszych swoich powołanych - On-Bóg - świadomy tego, że w swoim Człowieczeństwie opuści tę ziemię -czas i przestrzeń - dlatego chciał swoją mocą podzielić się z Apostołami i ich następcami, aby Dzieło rozpoczęte przez Niego TRWAŁO "aż do skończenia świata". "Wyposarza" Jezus Dwunastu i ich Następców nie absolutnie we wszystko, ale w to, co niezbędne do realizacji ich misji. Misją zaś było i jest kontynuowanie dzieła zbawienia. Ci Dwunastu nie tyle przyuczają innych, co - na mocy udzielonej im od Mistrza - dają innym (wybranym przez Niego) udział w Jego mocy zbawczej...

      Usuń
  2. To fakt "we wszystko" to niefortunne może określenie przeze mnie :) Może powinnam dołożyć " we wszystko, co im konieczne do służby " . Dzięki za to zwrócenie uwagi , choć nie myślałam nawet o zrównaniu "wszystko u Boga " z "wszystko u uczniów", myślę też , że wszystko jest łaską, więc i tak wszystko jest zależne od Boga, jeśli nie będę pragnąć łaski , jeśli nawet ją mając nie pójdę za nią, krucho będzie z moim udziałem w Jego zbawczej mocy...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger