grudnia 12, 2017

Rozważania Adwentowe – Radość i nadzieja

grudnia 12, 2017

Rozważania Adwentowe – Radość i nadzieja
Wtorek, II tydzień Adwentu


Dobry Pasterz
...cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały (Mt 18,13).

Kilka lat temu rozbił się amerykański samolot Boeing 707 lądujący w burzy śnieżnej w pobliżu międzynarodowego lotniska w Dalas. Ekipy ratownicze przez kilka dni szukały rozbitków, a kiedy wysiłki ich okazały się bezskuteczne, ogłoszono komunikat, że nie ma żadnej nadziei znalezienia kogokolwiek przy życiu. Zginęli wszyscy 93 osoby. Wszystkich odpisano na straty.
Pasterz w dzisiejszej Ewangelii zgubił tylko jedną owieczkę, ale żadną miarą nie chciał się pogodzić z myślą, że ją straci na zawsze. Dlatego szukał. Szuka) wytrwale, bez przerwy, szukał z nadzieją w sercu, że znajdzie na pewno zgubę. Poszukiwania jego zostały uwieńczone pozytywnym rezultatem. Stąd jego wielka radość wyrażona w słowach: cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która zginęła.
Św. Mateusz przedstawiając nam tę przypowieść akcentuje nie tyle fakt zgubienia owcy, ile radość, jaka płynie z jej odszukania. Radość i nadzieja – to dwie dominanty dzisiejszej Ewangelii.

Czytając tę perykopę zastanawiają nas w niej dwa szczegóły: dlaczego właściciel 100 owiec pozostawia na pastwę losu 99, a idzie i szuka jednej? Dlaczego z tak lekkim sercem naraża się na utratę tego co ma i co jest pewne, a idzie na poszukiwanie tego, co jest wątpliwe, i co nie wiadomo, czy zostanie uwieńczone pozytywnym sukcesem? Czy nie przypuszczał, że w tym czasie, kiedy on będzie chodził po wertepach i żlebach, po krzakach i cierniach szukając zagubionej owcy, źli ludzie, względnie dzikie zwierzęta, napadną na owce pozostawione bez opieki, rozszarpią je, pozabijają i rozkradną? Dlaczego tak zrobił? To jedna trudność. A druga: dlaczego Chrystus mówi, że właściciel owczarni będzie się cieszył bardziej z jednej odnalezionej owieczki, aniżeli z tych 99, które nie zginęły. Po ludzku rzecz biorąc, chyba 99 owiec przedstawia większą wartość, aniżeli jedna owca. Jak rozwiązać tę trudność? Tylko tak jak je rozwiązuje dzisiejsza Ewangelia. Wolą Ojca waszego Niebieskiego jest ,aby nie zginało ani jedno z tych małych. Tak sobie życzy Ojciec Niebieski, abyśmy jak tylko się da i jak długo się da, szukali tych, którzy zginęli; Jego Opatrzności i trosce pozostawiając tych, którzy wiernie trwają przy Nim. Szukanie jednej zgubionej owcy, jednego nieszczęśliwego człowieka, jednej żyjącej w rozterce duszy tłumaczy sens i cel Chrystusowego i naszego życia na ziemi. Wszyscy jesteśmy po to, abyśmy szukali. Tak jak szukał Pan Bóg w Starym Testamencie, jak szukał Jezus Chrystus w Nowym Przymierzu, jak szukali Apostołowie, jak szukają dziś misjonarze, rozrzuceni po całym globie ziemskim. Życie nasze polega na szukaniu i zdobywaniu dusz ludzkich dla Chrystusa. Im więcej zdobędziemy, tym większa będzie nasza radość i satysfakcja.

Sens tej radości w pełni rozumiemy dopiero wtedy, gdy treść słyszanej przed chwilą przypowieści, wziętej z codziennego i doczesnego życia, przeniesiemy o piętro wyżej w życie nadprzyrodzone i Boże. W tym aspekcie zrozumiemy łatwo, że Chrystusowi nie chodziło tu o zwykłą owieczkę, ale o nieśmiertelną duszę ludzką. Każda dusza jest dla Niego wielkim skarbem, ze względu na cenę, jaką On za nią zapłacił Ojcu Niebieskiemu. Z tej racji nie wolno nam nigdy rezygnować z poszukiwania zaginionych dusz ludzkich. Nie wolno nam stawiać nad nimi „krzyżyka” i odpisywać je na straty. Nie wolno nam mówić: to już zatwardziały grzesznik, z niego i tak już nic nie będzie. Chrystus nam udowodnił, że z największych grzeszników miał później najlepszych i najwierniejszych przyjaciół. Celnik Lewi został Jego Apostołem, faryzeusz Nikodem — przyjacielem, jawnogrzesznica — świętą, niewiasta samarytańska — wierną uczennicą. A stało się tak dlatego, że Chrystus nie zrezygnował z ich szukania. Warto czasem zapomnieć o sobie, aby dla Chrystusa odnaleźć innych.
Życie bez myśli i troski o drugich jest egoizmem i samolubstwem. Troska ta ma mieć przede wszystkim na względzie wieczne zbawienie innych. Jeśli my dziś z tak wielką czcią wspominamy bł. O. Maksymiliana Kolbe, to czynimy tak dlatego, że on nam zaimponował swoją niecodzienną troską o drugich. Zatroszczył się nie tyle o wybawienie od śmierci swojego współbrata, nie był przecież pewny czy on przeżyje obóz, ile zaryzykował swoje życie, po to, by ułatwić zbawienie wieczne dziewięciu innym, razem z nim skazanym na śmierć głodową. On miał w sobie coś z Chrystusa, który zaryzykował także swoje życie dla zbawienia całego świata. Dlatego myśląc dziś o Chrystusie zbawiającym świat, o pasterzu szukającym jednej owieczki, o O. Maksymilianie ratującym życie człowieka, rozumiemy lepiej sens dzisiejszej przypowieści. Jest on tylko jeden: nie ma takich wysiłków, takich trudów i takich ofiar, których by nie warto się podjąć, mając przed sobą perspektywę, uratowania choćby jednej zagubionej duszy ludzkiej. Ona jest największą wartością świata.

Uczestnicząc dziś we Mszy św. rozbudźmy w sobie świadomość, że uczestniczymy w Chrystusowej ofierze krzyża, poniesionej dla ratowania i zbawienia człowieka. Myślmy o tym, że nie wszyscy uczestniczą wiernie we Mszy Św., że wielu z naszych najbliższych zgubiło drogę do kościoła. Róbmy wszystko, byśmy się mogli jak najrychlej odnaleźć przy Chrystusowym ołtarzu, w tym miejscu, w którym On pragnie zjednoczyć i zespolić wszystkich ze sobą.


grudnia 08, 2017

Homilia na 2 Niedzielę Adwentu, Rok B – Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego

grudnia 08, 2017

Homilia na 2 Niedzielę Adwentu, Rok B – Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego
Ukochani w Chrystusie bracia i siostry! Dzisiejsze czy­tania mszalne przypominają nam dwie prawdy: o pierwszym przyjściu Boga, które dokonało się w osobie Jezusa Chrystusa oraz o powtórnym przyjściu, które nastąpi u kresu tego świata.

Naród wybrany przez długie wieki był nosicielem obietnicy wyzwolenia człowieka z niewoli grzechu i śmierci - wybawienia go od zła i nieszczęść. Droga Żydów poprzez historię często była usłana cierpieniem i nieszczęściami, dlatego prorocy nieraz dodawali mu otuchy budząc nadzieję na przyjście Pana. Izajasz mówi: „Oto wasz Bóg! Oto Pan, Bóg, przychodzi z mocą i ramię Jego dzierży władzę. Oto Jego nagroda z Nim idzie i przed Nim Jego zapłata” (Iz 40,10). Żydzi jednak z przyjściem Pana wiązali na­dzieje bardziej polityczne niż nadprzyrodzone i dlatego wielu Go nie roz­poznało.
Dramat rozminięcia się z Bogiem powtarza się, niestety, w każdym po­koleniu i pod każdą szerokością geograficzną. Różne mogą być tego przy­czyny: nie spełnione przez Boga nasze oczekiwania, wybór drogi sprzecz­nej z Jego przykazaniami, letniość i obojętność. Życie człowieka może na pozór przez długie lata toczyć się tak, jakby Boga nie było. Mogą Go prze­słonić przygniatające nas realia tego świata: powab grzechu i urok dobro­bytu, zakłamanie, przewrotność, chciwość, bezmiar krzywd i zła, wobec których Bóg pozornie milczy. W swym Drugim Liście św. Piotr odpowiada na to: „… niektórzy są przekonani, że Pan zwleka, ale On jest cierpliwy w stosunku do nas. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich do­prowadzić do nawrócenia” (2 P 3,9).

Niemniej to prawda, że obecność Boga w naszym życiu nie jest wcale taka oczywista. O tego Boga trzeba się zmagać. On nieraz ułatwia nam doj­ście do siebie, ale to dokonuje się najczęściej poprzez krzyż i doświadcze­nie. Istnieje także wiele rozlicznych, wyraźnych znaków w naszym życiu, które napominają – których nie można lekceważyć. Nie ma człowieka, którego nie nachodziłyby chwile refleksji. Jeśli jednak dla ułatwienia sobie życia tłumimy głos sumienia i unikamy przemyślenia pewnych prawd do końca, zważmy na słowa św. Piotra: jak złodziej przyjdzie dzień Pański (2 P 3,10). Nieistotne jest tutaj, czy tym dniem będzie koniec całego otacza­jącego nas świata. Śmierć każdego z nas będzie dla nas końcem świata, bo odejdziemy stąd na zawsze, by odnaleźć się w innym świecie.

W dzisiejszej Ewangelii św. Marek wskrzesza postać Jana Chrzciciela, który nawoływał do pokuty, chrzcił wodą w Jordanie i zapowiadał rychłe nadejście Pana. Św. Jan ogłosił, że Ten, który po nim przyjdzie, będzie chrzcił Duchem Świętym – jest to zapowiedź dostępnej nam wszystkim ła­ski Bożej, której Bóg nikomu nie odmawia, ale bez naszego wysiłku, poku­ty i nawrócenia Bóg sam jej dać nie może. On stworzył nas bez nas, ale bez naszego udziału nie może nas zbawić.
Trzeba nam wyznać grzechy i mieć poczucie grzechu. Bóg ustala, co jest grzechem i to pozostaje poza wszelką dyskusją. Nie usiłujmy dyspensować się od odpowiedzialności za popełnione grzechy. Ludzkie sumienie nie jest autonomicznym i wyłącznym źródłem stanowienia o tym, co jest dobre, a co jest złe. Prośmy raczej Ducha Prawdy, by uwrażliwił nasze sumienie na grzech, by głos zdrowego sumienia nigdy nie zamarł w naszej duszy.

Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki... woła Izajasz Prorok, a za nim prorok adwentowy – św. Jan Chrzciciel.
Wielu ludzi przychodziło do niego nie tylko, aby przyjąć od niego chrzest i wyznać swoje grzechy, ale też dlatego, że wierzono, że jest prawdziwym prorokiem, których nie było w tamtym czasie wielu. Właściwie nie było żadnego prawdziwego proroka Boga Jahwe, co najwyżej jacyś samozwańczy prorocy.
Ludzie podążali więc z nadzieją, że wreszcie pojawił się prawdziwy prorok, posłany przez Boga. Tłumy, które przychodziły do Jana nad Jordan, świadczą również o tym, że Izraelici oczuwali głód słuchania słów proroczych, czyli słów, które Bóg za pośrednictwem proroka kierował do swego ludu.

Człowiek potrzebuje drugiego, który będzie mu wskazywał drogę, który będzie mówił mu o Bogu. Człowiek potrzebuje nauczyciela, potrzebuje świadka, kogoś, kto będzie dla niego drogowskazem, przykładem, wzorem.
Jan Chrzciciel był tym nauczycielem, świadkiem, drogowskazem, który zapowiedział przyjście Mesjasza. Był dla ludzi człowiekiem wiarygodnym, bo trwał w prawdzie i był pokorny. Świadczą o tym jego słowa, że idzie za nim Mocniejszy, któremu on nie jest godny rozwiązać rzemyka u sandałów.
Jan nie uzurpował sobie tytułu mesjańskiego, choć wśród ludzi byli i tacy, którzy go uważali za Mesjasza. W pokorze i prawdzie, konsekwentnie głosił słowo Boże, kierując wszystkich ku postaci Mesjasza, ktorym był Jezus Chrystus.

Niech postawa i przykład św. Jana Chrzciciela będą dla nas wzorem, aby nasze życie i nasz dobry przykład kierowały innych do Pana Boga.
Niech więc ten czas Adwentu będzie też dla nas okazją do nawracania się, do prostowania ścieżek naszego krętego i grzesznego życia, aby przychodzący Chrystus miał prostą drogę do naszych czystych i otwartych serc.

grudnia 07, 2017

Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą

grudnia 07, 2017

Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą
UROCZYSTOŚĆ NIEPOKALANEGO POCZĘCIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY



Jakie to ważne... - mieć czas dla Boga!, mieć czas na rozważanie Jego SŁOWA...
Gdy czytamy ewangeliczny opis Zwiastowania, to wyobrażamy sobie taką scenę dialogu: Anioł przychodzi, staje przed Maryją i wypowiada kilka ważnych słów, a Maryja odpowiada. Odbywa się przepiękny dialog - i Anioł odchodzi. Tymczasem napisane jest dzisiaj wyraźnie, że Maryja dała sobie czas na rozważenie tego słowa, i nie wiemy ile tego czasu było – czy to była krótka, kilkusekundowa medytacja, czy to może była długa refleksja...? A może Maryja, gdy usłyszała słowa Anioła, to zamilkła na wiele godzin, na cały wieczór... może na całą noc – po to, by rozważyć to piękne słowo, które usłyszała.
Ile byś potrzebował czasu – bracie, ile byś potrzebowała czasu – siostro, na to, by rozważyć taką propozycję ze strony Boga? Ile potrzebowałeś, potrzebowałaś czasu, by znaleźć swoją drogę w życiu - tygodni, miesięcy, a może lat?
Maryja miała czas, by rozważać Słowo Boże. Nie śpieszyła się w tym dialogu, nie przyśpieszała go. Dała sobie – może godziny, może dni, a może tygodnie, na to, by odpowiedzieć Aniołowi, Bożemu Posłańcowi, i robiła to w jego obecności.
Dziś, przed oczyma naszej wiary, staje bardzo piękna scena Maryi zadumanej, rozważającej – Maryi, która ma czas na spotkanie z Bogiem, z Jego Słowem. A my...?

Kochani moi! Dzisiaj, na tej porannej Mszy św., pragniemy wszyscy razem oddać cześć Matce Najświętszej zasłuchanej w Boże słowo. Dzieci w szkole na katechezie czasami pytają księdza: Jak wyglądała Matka Boża? Jaką miała twarz? Czy była poważna? Czy też była smutną osobą? Jakiego była wzrostu? Maryja z pewnością była najpiękniejszą niewiastą na ziemi ponieważ Pan Jezus musiał mieć najpiękniejszą Matkę. Malarze, artyści, poeci, kiedy przedstawiali Matkę Bożą, to ukazywali Ją najpiękniej, jak tylko potrafili.

My wiemy, że Maryja jest rzeczywiście najpiękniejszym człowiekiem na ziemi, ale nie ze względu na wygląd zewnętrzny, ale dlatego, że Pan Bóg wybrał Maryję ze wszystkich niewiast na ziemi i spojrzał na Nią z miłością.
Dzisiejsza Ewangelia, ustami Anioła Gabriela, nazywa Maryję „Pełnią Łaski”, to znaczy pełną Boga, pełną miłości. Maryja i Jej Serce zostało przepełnione miłością. Ale, żeby tę miłość mogła przyjąć i odpowiedzieć na Boże wezwanie, Pan Bóg, od chwili poczęcia, uwolnił Jej Serce od wszelkiego zła; uwolnił od grzechu pierworodnego oraz od wszystkich innych grzechów. Dlatego Maryję nazywamy Niepokalaną.

Dziś chcemy razem dziękować Bogu za to, że Maryja jest pełna Łaski, pełna Miłości. Również dziękujemy Bogu za to, że także każdego z nas na chrzcie św. uwolnił od grzechu pierworodnego, że uczynił nas Bożymi dziećmi. I również dziękujemy za to, że Pan Bóg każdego dnia nasze serca oczyszcza poprzez sakrament Pokuty – przecież w sakramencie Pokuty każdego dnia dokonują się wielkie rzeczy. Dziś dziękujemy za te wszystkie dary i również postanawiamy, że będziemy żyć w miłości, że będziemy oczyszczać nasze serca poprzez codzienny żal za grzechy i w sakramencie Pokuty.

Moi drodzy - nie jest nam łatwo w życiu powiedzieć Bogu nasze tak. Pełnienie woli Bożej jest bardzo trudną rzeczą. Ale jest to sprawa konieczna, by uzyskać pokój w swoim życiu, pokój w sercu, by i w naszym życiu działy się wielkie sprawy Boże. Bardzo jest mi bliskie to co zapisał w swoim „Dzienniku duszy” święty papież Jan XXIII, a mianowicie: „Wola Boża jest naszym pokojem”. Również na wzór Maryi całe nasze życie powinno być mówieniem Bogu „niech Mi się stanie według twego słowa!”.
Całe życie powinno być wypowiadaniem modlitwy Ave Maria (Zdrowaś Maryjo). Tak jak czynili to św. Maksymilian Maria Kolbe „Cały świat zdobyć dla Chrystusa przez Niepokalaną”, św. Jan Paweł II „Totus tuus”, „W życiu i śmierci Totus tuus przez Niepokalaną” i Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński „Soli Deo per Mariam” (Jednemu Bogu przez Maryję), „Wszystko postawiłem na Maryję”. A jaka jest moja wiara? Czy jest ona jak wiara Maryi ufna, oparta na całkowitym zdaniu się na wolę Bożą? Czy moja osobista wiara ma ten rys maryjny? Muszę ze wszystkich sił pragnąć w moim życiu takiej wiary bez ludzkich kalkulacji. Nie pytać się o to, co z tego wszystkiego będę miał. Moja wiara powinna każdego dnia wyrażać się w moim „Fiat” - Amen.


grudnia 07, 2017

Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

grudnia 07, 2017

Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny
Rdz 3,9-15.20; Ef 1,3-6.11-12; Łk 1,26-38

Maryja manifestacją Bożej miłości do wszystkich ludzi

Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny posiada wymowę, która, pozornie, posiada treść nieco odległą od naszych schematów myślowych i naszego doświadczenia. Oto przedstawia nam Maryję w sytuacji Jej wyjątkowości, w Jej przywileju bycia zachowaną od zmazy grzechu pierworodnego i wolną od jakiegokolwiek innego grzechu popełnionego za życia. Rzeczywistość, która nie jest ni­komu z nas dostępna, która może być zbyt często postrzegana jedynie w charakterze przywileju udzielonego Matce Bożej, a w związku z tym nie mająca nam zbyt wiele przez to do zakomunikowania.
Tymczasem to tylko pozór. Uroczystość zawiera bogactwo treści o wymiarze podstawowym dla naszego życia. Wskazują na nią czytania Liturgii Słowa Bożego, przed chwilą przez nas usły­szane. Odsyłają nas one do początków naszej egzystencji.
Oto św. Paweł, w liście do Efezjan, wskazuje, że Bóg, w Je­zusie Chrystusie „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa” (Ef 1,4). Jak inaczej wyrazić treść tych, tak pełnych znaczenia, słów? Oto u podstaw naszej egzystencji znajduje się Boży zamysł miłości. Jesteśmy wszyscy, każdy z nas z osobna, przewidziani przez Boga do bycia obdarzonymi Jego miłością, aż do uczynienia z nas Jego przybranych synów. W tym kontekście powinny być również odczytywane słowa z Księgi Rodzaju: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego nam. [...] Stworzył więc Bóg człowieka ma swój obraz” (Rdz l,26n.)
Przekaz tych słów biblijnych nie wyczerpuje jeszcze całej rzeczywistości wymiaru Bożej miłości. Oto ta miłość nie zatrzy­muje się wobec ludzkiego sprzeciwu, wyrażonego w grzechu. Jego miłość idzie dalej, ponad grzech, znajduje drogę swojego zamanifestowania nawet w sytuacji ludzkiego odejścia od Boga, które swoje pierwsze miejsce w historii ma w osobach Adama i Ewy. Ewa jest zaprezentowana na stronach Księgi Rodzaju jako niewiasta, która, przez swoje "nie", wypowiedziane wraz z Ada­mem, zrywa jedność z Bogiem.
Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, po­między potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę” (Rdz 3,15). Tym potomstwem Niewiasty jest Jezus Chrystus, zrodzony z Maryi. Maryja jest Niewiastą, która przez swoje "tak" otwiera drogę do odnowienia harmonii człowieka z Bogiem.
Inicjatywa jest zawsze po stronie Boga. Jest to inicjatywa bezinteresowna, ponieważ płynie z miłości. Również Niepokalane Poczęcie Maryi to inicjatywa Boga. Nie może być ono jednak wi­dziane jedynie w kategoriach przywileju udzielonego Maryi. Dar wolności od grzechu pierworodnego i od wszelkiego grzechu – udzielony Maryi, nie jest rodzajem wyniesienia, które oddala nas od Niej. Jest ono znakiem, manifestacją miłości Boga do wszys­tkich ludzi. Bóg nie poprzestał na uznaniu rzeczywistości ludz­kiego grzechu za fakt dokonany, z nieodwracalnymi dla człowieka konsekwencjami; konsekwencjami zła i śmierci. Bóg podejmuje inicjatywę zbawienia człowieka. W Maryi, wolnej od grzechu, przygotowuje godną Syna Bożego świątynię. Bóg chce przebywać w takich świątyniach.
Takimi świątyniami winniśmy się stać my sami. Na wzór tej, którą Bóg obrał sobie w Maryi. A jaka jest ta świątynia wybrana przez Boga w Maryi? Maryja w dialogu z Archaniołem Gabrielem ujawnia tajemnice swojej osoby. Oto jaka jest Jej reakcja na niez­wykłe wydarzenie spotkania z Archaniołem Gabrielem. Niezwykłe jest już samo pozdrowienie, które obdarza Ją nowym imieniem "pełna łaski" (Łk 1,28), wskazującym na mnogość Bożych darów, które mają towarzyszyć w Jej misji. Oto poczęcie Syna Bożego miało nie naruszyć Jej dziewictwa. W zapowiedzi urodzenia Syna nie wspomina się nawet o Józefie, chociaż Jego imię nie zostało pominięte w prezentacji Maryi na początku opisu wydarzenia Zwiastowania. Również imię Jezus ma być nadane przez Maryję, co było czymś niezwykłym w Nowym Testamencie. Jak to wszys­tko nie miało wywołać zdumienia Maryi wyrażonego w pytaniu: „Jakże się to stanie?” (Łk 1,34). Maryja, przed podjęciem decyzji, prosi o wyjaśnienia. Jej wiara nie była łatwowiernością, lecz była wynikiem decyzji podjętej rozumnie. Ażeby zaś była aktem woli podjętym w sposób rozumny, chciała mieć pełną świadomość sytu­acji, do której Ją Bóg przez Anioła wzywa.
Nasza wiara, w podobny sposób jak Maryi, winna być wiarą świadomą, gdyż tylko taka wiara odpowiada naszej godności. Wierzymy nie naiwną łatwowiernością, ile wynikiem rozumnej i świadomie podjętej decyzji woli i rozumu.
Tak pojęta wiara Maryi pozwala Jej na zaakceptowanie Bo­żego wezwania: „Niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38). Jest to wiara pełna zawierzenia Bogu, powierzenia ca­łego swego życia i tej misji, do której jest wezwana, Bogu. I to jest ten drugi aspekt wiary Maryi: Jej zawierzenie. Nawet jeśli za­danie, zdawać by się mogło przekraczać możliwości zwykłej żydowskiej dziewczyny, to świadomość obiecanej obecności Boga w tym wszystkim, co Jej Anioł zapowiedział, otwiera drogę do Jej ufnego i pokornego zawierzenia. Nie może zabraknąć tego wy­miaru naszej wierze - zawierzenia Bogu, ufnego przylgnięcia do Niego, powierzenia Mu siebie w świadomości, że jesteśmy przez niego kochani.
Jesteśmy świątyniami Ducha Świętego. Jesteśmy miesz­kaniem Chrystusa przychodzącego do nas w Komunii świętej. Czy dostatecznie zdajemy sobie sprawę z tej rzeczywistości? Chrystus, który w Maryi Niepokalanej obrał sobie świątynię dla siebie, aby narodzić się jako Człowiek, chce uczynić z nas samych godną Niego samego świątynię: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do nie­go, i będziemy w nim przebywać” (J 14,23).
Niech naszą odpowiedzią, naszym zaproszeniem dla Boga do świątyni naszego serca, będzie życie na wzór Maryi - Świątyni, w której upodobał sobie Bóg; wraz z wiarą, na wzór Jej wiary, która przez "tak", wypowiedziane Bogu w osobie Anioła, otworzyła drogę dla naszego zbawienia.


grudnia 06, 2017

Rozważania Adwentowe - Warunki wejścia do Królestwa Bożego

grudnia 06, 2017

Rozważania Adwentowe - Warunki wejścia do Królestwa Bożego
Czwartek, I Tydzień Adwentu


Kto spełnia wolę Bożą, wejdzie do królestwa niebieskiego


Nie ten, który mi mówi: Panie, Panie wejdzie do Królestwa Bożego, lecz ten kto czyni wole Ojca mego, który jest w niebie (Mt 7,21).

Biblia mówi, że ludzkość rozpoczęła swoją drogę życia w raju (Rdz r. 2). Potem wypędzona z niego błąkała się po pustyniach i stepach, prowadząc koczowniczy styl życia (Wj r. 14 nn). Teraz czeka na ostatni etap swej tułaczki, tj. na zjednoczenie się z Bogiem w Królestwie niebieskim. Czym jednak jest to Królestwo niebieskie i jak się do niego dostać?
Dzisiejsze czytania mszalne mówią nam, że tym Królestwem jest święte miasto Boże, niebieskie Jeruzalem. Przedstawione jest Ono jako miasto zbudowane na skale, jako symbol czegoś trwałego i niezniszczalnego. Warto jest pokusić się o wejście do Niego.

Atrakcyjność tego Królestwa polega przede wszystkim na tym, że jest Ono i Boże, i wiecznotrwałe. Pierwsze czytanie z proroka Izajasza rozwija przed nami wizję tego przyszłego Królestwa, które będzie duchową wspólnotą wszystkich ludzi. Siła tego Królestwa leży w tym, że opiera się Ono o Boga, który jest skałą. Temat Bóg-Skała był znany w Starym Testamencie i symbolizował wierność Boga, który przez Przymierze związał się na zawsze z człowiekiem. Na ten temat czytamy w księdze Pwt 32,4: On, Skala ( = Bóg) dzieło Jego doskonale, bo wszystkie drogi Jego są słuszne. On Bogiem wiernym a nie zwodniczym, On sprawiedliwy i prawy. Kiedy Chrystus będzie myślał o swoim Kościele powie do św. Piotra: Tyś jest Piotr czyli skała, a na tej skale zbuduję Kościół mój i bramy piekielne go nie przemogą (Mt 16,18). Wszystko co wiecznotrwałe, niezmienne i niezniszczalne w biblijnej symbolice wyrażane jest terminem Bóg-Skała.
W oparciu o tę interpretację rozumiemy teraz lepiej sens dzisiejszej Ewangelii, która mając na myśli trwałość i nietrwałość ludzkich poczynań, mówi o budowaniu na skale i na piasku. Chodzi tu nie tyle o konkretne domy, budowane przez człowieka, ile o nasze ludzkie działanie, które wtedy tylko będzie sensowne, gdy opierać się będzie o wiecznego i niezmiennego Boga. Dlaczego tak? Dlatego, bo Bóg jest wczoraj, dziś ten sam i na wieki, bo niebo i ziemia przeminą, ale słowa Jego nie przeminą (Mt 24,35).
W oparciu o te słowa, Chrystus zakłada na ziemi swoje Królestwo, które po skończeniu świata nadal trwać będzie w niebie. Wszyscy z woli Bożej jesteśmy przeznaczeni do tego Królestwa. Głównym warunkiem dostania się do Niego jest nie gadulstwo, nie piękne słowa, nie drętwa mowa, ale konkretne, zasługujące na niebo, nasze ludzkie czyny. Dlatego tak jasno na ten temat mówi dzisiejsza Ewangelia, kiedy przeciwstawia słowa — czynom. W słowach można bardzo wiele zadeklarować, wiele obiecać, ale dopiero czyny ukazują, ile z naszych obietnic znalazło pokrycie w rzeczywistości. Chrystus stawia w naszym życiu przede wszystkim na czyny.
Jeżeli zważymy, że dzisiejsza Ewangelia jest zakończeniem i podsumowaniem treści podanej przez Chrystusa w Jego słynnym kazaniu na Górze (Mt 5-7), to musimy uznać za słuszne, że to zakończenie jest bardzo ważne. Każdy bowiem kto się szanuje i pragnie przez mowę swoją coś osiągnąć, na zakończenie swego przemówienia pozostawia sobie to, co leży mu bardziej na sercu. Chrystus także pozostawił na koniec najważniejsze sprawy: sprawę ludzkich czynów, uzależniając od nich naszą wieczność i nasze przyszłe szczęście w niebie.

Od Chrystusa dowiadujemy się dzisiaj także, że choć modlitwa jest naszym zadaniem i obowiązkiem chrześcijańskiego życia, to sama modlitwa jeszcze nie tworzy chrześcijanina doskonałym. Stanie się taki dopiero wtedy, gdy w swoim życiu przejdzie od modlitwy słownej, do zaangażowanej, gdy słowa jego wypowiadane do Ojca Niebieskiego, będą miały pełne pokrycie w jego życiu. Konkretnie, gdy na modlitwie będziemy nie tylko mówić: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, przyjdź Królestwo Twoje, ale to Królestwo będziemy realizować, gdy je dostrzeżemy w naszych braciach, gdy zaczniemy coś robić, żeby oni wreszcie do Niego w pełni mogli należeć. Inaczej mówiąc, Chrystus dziś woła do nas o czyny, bo one jedynie stanowią autentyczną legitymację naszej przynależności do Niego. One będą tą skałą, na której opierając się możemy rozpocząć budowę naszego chrześcijańskiego życia i chrześcijańskiej doskonałości. Staną się fundamentem, na którym zbudowany gmach niewątpliwie oprze się wichrom i burzom, nie złamie go ludzka zazdrość, nie wywróci nienawiść, nie pochłonie fala nieuczciwości i fałszu. On jak miłość wszystkiemu zaradzi, wszystko zniesie i wszystko, nawet co najgorsze przetrwa. Tylko, oby stał na dobrych czynach.
Chciejmy żyć czynami i nimi zapisywać się w historii. Żyć zaś nimi, to znaczy traktować na serio słowa dzisiejszej Ewangelii: z Chrystusem budować, walczyć, zwyciężać.

Msza Św., w której w tej chwili bierzemy udział, niech będzie dla nas ramieniem i mocą do przezwyciężania wszelkich w tym względzie trudności. Ona napełnia nas radosnym optymizmem, napełnia nadzieją, że nigdy nie budujemy sami. Razem z nami jest Chrystus, który zawsze kładzie u fundamentu pierwszą cegłę i sam pragnie być dla nas fundamentem. Wiemy o tym dobrze od św. Pawła mówiącego, że w religii naszej nie ma innego fundamentu, oprócz tego, którym jest Chrystus.
Kiedy w Adwencie będziemy oczekiwać na mającego przyjść Chrystusa, pomyślmy i o tym czy On, gdy przyjdzie znajdzie w nas podatny materiał do budowania swego Królestwa i czy będziemy w tym względzie chętnymi Jego pomocnikami. On liczy przecież na naszą najlepszą wolę.


grudnia 06, 2017

Homilia na Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

grudnia 06, 2017

Homilia na Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny
Dzisiejsza Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny jest dla nas wszystkich źródłem ogromnej radości. Jest to radość dla nas, niedoskonałych, upadających i grzesznych, bo pośród nas jest bowiem ktoś, kto jest wolny od wszelkiego grzechu, od wszelkiej niedoskonałości, od wszelkich nieuczciwości; jest ktoś święty i czysty, nieskalany żadnym, nawet najmniejszym brudem grzechowym, jest Niepokalanie Poczęta, Najświętsza Maryja Panna, Matka Syna Bożego. Ona jest Matką naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Ona jest także naszą Matką, ponieważ Jej Syn, umierając na krzyżu, powierzył nas Jej Matczynej opiece; nas wszystkich, za których przelał na tym krzyżu swoją krew na odpuszczenie naszych grzechów.

Krew Jezusa, Syna Maryi, oczyszcza nas z naszych grzechów. I tak oczyszczeni, oczyszczeni przez chrzest św., oczyszczeni przez sakrament Pokuty, stajemy się podobni do Maryi, zostajemy napełnieni łaską przenajświętszą.
Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą – mówi Anioł Gabriel do Maryi. Także i my jesteśmy błogosławieni; także i my jesteśmy pełni łaski, kiedy przychodzimy do Jezusa, Syna Maryi, aby w Nim odrodzić się do nowego życia.
Kiedy św. Paweł zastanawiał się nad tą tajemnicą, pisząc List do Efezjan, zawoła z radością: „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec naszego Pana, Jezusa Chrystusa, który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał na przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed jego obliczem”.
Jezus Chrystus przelał swoją krew za wszystkich ludzi; za tych, którzy Go znają, i za tych, którzy Go nie znają. Wszyscy też ludzie otrzymali za Matkę: Bożą Rodzicielkę, Maryję, a Boga mogą nazywać swoim Ojcem. Nie wszyscy jednak mogą się tą prawda cieszyć. Wyobraźmy sobie dziecko, które nie zna swoich rodziców, nie zna ich uśmiechu i miłości, nie zna ich opieki i troski. Podobnie jest w przypadku ludzi, którzy nie słyszeli nauki o Bogu, nie poznali prawdy o Jezusie Chrystusie, Zbawicielu świata, nie znali Jego Przenajświętszej Matki. Chociaż Bóg roztacza nad nimi swoją opiekę, chociaż przelał za nich swoją krew, a Maryja modli się za nich, to jednak oni o tym nie wiedzą i nie mogą się cieszyć tą największą radością duchową. Potrzeba, aby i do nich został posłany Anioł, zwiastujący Dobą Nowinę, obwieszczający przyjście Zbawiciela, Tego, który wybawi swój lud z niewoli grzechu i śmierci, i uczyni go jedną wielką rodziną Bożą, w której panuje pokój i radość. 
 
Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię” – mówi Jezus do Apostołów, a Bóg Ojciec napełnia ich Duchem Świętym, Duchem, który pobudza ich do ewangelizacji i udziela niezbędnych mocy. Duch Święty, którego otrzymaliśmy na chrzcie św., pobudza także i nas do dzielenia się naszą wiarą z innymi. Co prawda, grzech, ten pierwszy w raju, o którym słyszeliśmy w I. czytaniu, oraz każdy następny grzech ludzki, także nasze osobiste grzechy, osłabiły świadomość duchowej jedności między nami; osłabiły naszą miłość i wzajemną troskę o siebie, ale Jezus na nowo przywraca nam świadomość, że jesteśmy dziećmi jednego Ojca i przykazuje nam abyśmy się wzajemnie miłowali. Co więcej, Chrystus swoją ofiarą na krzyżu naprawia to, co grzech popsuł. Także my, poprzez nasze czyny miłości, nasze mniejsze czy większe ofiary, możemy w jakiś sposób naprawić to, co grzech zniszczył i niszczy każdego dnia. 
 
Grzech szczególnie boleśnie uderza w tych, którzy są najsłabsi – w dzieci. Pomyślmy o dzieciach, które nie doświadczają ojcowskiej troski w swoich rodzinach i nie mogą nawet wyobrazić sobie, że Bóg jest dobrym, kochającym Ojcem. Może jakiś gest dobroci ze strony kogoś innego mógłby chociaż trochę zmniejszyć skutki zła, jakie uderzyły w nie. Żyjąc w niedoskonałym, a niekiedy w niesprawiedliwym czy nieludzkim świecie, tym bardziej potrzebujemy prawdy, która Duch Święty rozlewa w sercach ludzi wierzących, prawdy, że Bóg jest naszym Ojcem. Zaczynamy wtedy wołać do Boga: Ojcze, jesteśmy Twoimi dziećmi, pomóż nam. Jest to wezwanie, na które Bóg nie może pozostać obojętny. Nie możemy jednak wypowiedzieć tego wezwania szczerze, jeśli w drugim człowieku nie zobaczymy swojego brata, jeśli w drugim człowieku nie zobaczymy swojej siostry, syna, córki, ojca, matki. Bo w nieludzkim świecie, w którym człowiek pogardza drugim człowiekiem, który traktuje drugiego człowieka jak przedmiot, my musimy zobaczyć w obliczu drugiego Oblicze Chrystusa; musimy być gotowi ponieść dla kogoś choćby najmniejszą ofiarę, i złączyć to z ofiarą Jezusa na krzyżu. 
 
Nie zawsze nam łatwo tak patrzyć, zwłaszcza na kogoś biedniejszego, żyjącego w nędzy materialnej, albo moralnej. Nasze serce nie jest tak czyste, jak Serce Niepokalanej Maryi. Pamiętajmy jednak, że jest ktoś, kto tak widzi – to Ta, której uroczystość dzisiaj obchodzimy, Niepokalanie Poczęta, Najświętsza Maryja Panna – Ona, jako nasza Matka, chce nam pokazać, jak bardzo jesteśmy Jej drodzy, jak bardzo jesteśmy umiłowani przez Jej Syna, jak bardzo jesteśmy cenni dla Boga Ojca. Ona, jako nasza Matka, chce nas także nauczyć tej swojej postawy. Pragnijmy tej czystości serca, tej miłości i tego szacunku dla każdego człowieka, które wypełnia Niepokalane Serce Maryi. AMEN.


grudnia 05, 2017

Rozważania Adwentowe – Szczęśliwe oczy, które widzą...

grudnia 05, 2017

Rozważania Adwentowe – Szczęśliwe oczy, które widzą...
Wtorek, I Tydzień Adwentu



Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie (Łk 10,23).

Podczas wszystkich podróży apostolskich Ojca świętego Jana Pawła II do Polski niezliczone tłumy cisnęły się do niego, by choć przez kilka chwil przyglądnąć się z bliska tej niezwykłej i niecodziennej postaci. Jedni czynili to z wielką wiarą, widząc w nim Chrystusowego Namiestnika, inni szli ku niemu intuicyjnie wyczuwając w nim dobroć i miłość do człowieka. Jeszcze innych wiodła czysta ludzka ciekawość. Abstrahując od pobudek, którymi kierowali się uczestnicy spotkania się z Ojcem Świętym, jedno jest pewne: wszyscy szukali jakiegoś przeżycia.

Wydaje się, że Apostołowie, którzy porzucili wszystko i poszli za Chrystusem też czegoś szukali, za czymś tęsknili, czegoś pragnęli. Chrystus pochwalił te ich poszukiwania i stwierdził, że weszli na dobrą drogę. Dlatego mogą uważać się za szczęśliwych ludzi. Szukali Boga i tego Boga odnaleźli. Patrzą Mu teraz w oczy, słuchają Jego słów, wypełniają Jego rozkazy. Tylko do nich odnoszą się te słowa: szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Dlaczego szczęśliwi są Apostołowie?

Dlatego, bo z prostotą i pokorą w sercu szukali Boga. Nie poniosła ich ludzka zarozumiałość i pycha, nie byli „mądrzy po ziemsku”, nie mówili do siebie, że wystarczą sami sobie. Czuli swoją małość i słabość. Dlatego raz po raz zatapiali swój umysł w rozważaniu tajemnic bożych, w przybliżaniu się do Boga... Chrystus pochwali tę ich postawę, gdy w sposób uroczysty mówił do swego Ojca: Wysławiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi a objawiłeś je prostaczkom (Łk 10,21).

Apostołowie byli szczęśliwi i z tego względu, że doczekali się czasów mesjańskich. Było to dla nich wielkie wyróżnienie. Iluż to ludzi pragnęło oglądać te czasy, a jednak ich nie doczekało. Mieli ku temu wiele danych: nosili na swoich skroniach korony królewskie, jako prorocy cieszyli się specjalnym przywilejem wybrania Bożego, jako mędrcy i patriarchowie stali bardzo blisko Boga. Wszystko to jednak okazało się w ostatecznym rozrachunku, jako małe i niewystarczające. Dlatego Chrystus tak jasno i wyraźnie w rozmowie z Apostołami oświadczył: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, to co wy słyszycie, a nie usłyszeli. To co królowie, prorocy i patriarchowie, a więc osobistości bardzo wysoko postawione w hierarchii społecznej, pragnęli ujrzeć, stało się teraz, nie wiadomo dlaczego, udziałem uczniów Chrystusowych. Pan Jezus rozwiązuje tę zagadkę: stało się tak dlatego, bo czasami Pan Bóg wybiera głupstwa tego świata, aby zawstydzić mądrych. Oglądanie czasów mesjańskich, cieszenie się z ich dobrodziejstw, korzystanie z nich pełnymi garściami, nie jest uzależnione od osobistych przymiotów człowieka, ale jest zawsze darem bożym, jest łaską. Szczęśliwi Apostołowie, że spotkała ich taka łaska.

Razem z nadejściem czasów mesjańskich uczniowie Chrystusa doczekali się także oglądania samego Mesjasza. Patrzą Mu teraz w oczy i słyszą Jego słowa. A słowa te są nie byle jakie: są wyraźnym i jasnym oświadczeniem Jego mesjańskiej świadomości. Chrystus ukazuje się tutaj w ścisłej i bezpośredniej relacji do swego Ojca. Nikt nie wie kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten komu Syn zechce to objawić (10,22). Chrystus objawia teraz przed Apostołami Ojca. Objawia Jego moc, potęgę i działanie w świecie. To co Chrystus teraz czyni, jest objawieniem majestatu i wszechmocy Ojca. A co takiego czyni? Przychodzi na świat, a wypełniając wolę swego Ojca, jako Mesjasz zakłada Królestwo Boże na ziemi. Apostołowie będą w tym Królestwie najbliższymi i najwierniejszymi Jego współpracownikami. Dlatego znowu są szczęśliwi, że właśnie im zostało dane znać tajemnice Królestwa Bożego, a nie innym.

W Adwencie wchodzimy w okres, w którym Kościół przypomina nam i ukazuje istnienie i wartość Królestwa Bożego na ziemi. Dowiadujemy się teraz, że Królestwo Boże, to nie większy czy mniejszy skrawek ziemi, to nie pokarm i napój, ale Królestwo Boże – jest w każdym z nas. I tyle jest tego Królestwa w nas, ile jest w nas Chrystusa. Chrystus jako Mesjasz przychodzi na ziemię, aby nam to Królestwo ukazać i ułatwić wejście do Niego.

Z dzisiejszych czytań mszalnych dowiadujemy się, że chcąc wejść do Królestwa trzeba się stać małym, tak małym, jak małymi byli Apostołowie. Dopiero potem można w tym Królestwie wzrastać i stać się wielkim, również tak wielkim, jak wielkimi Oni zostali. Trzeba jednak spełnić jeden warunek: trzeba się przemienić, całkowicie i wewnętrznie. Przemiana ta dokona się wtedy, gdy zaufamy Chrystusowi i pozwolimy Mu się prowadzić, gdy całkowicie Mu się oddamy, gdy powierzymy Mu siebie i wszystko wokoło siebie. On z nas zrobi prawdziwie szczęśliwych ludzi. Osłuchajmy w tym wypadku rady naszego wieszcza narodowego, Zygmunta Krasińskiego, który mówi: „Niech się twa dusza jako dolina położy, a wtedy popłynie po niej duch Boży”. Pochyleni i otwarci na ducha Bożego, chwytajmy chciwie każde natchnienie Jego łaski, nieraz niedostrzeżenie dochodzące do nas z adwentowych mroków. W tym leży nasza siła i nasze szczęście.

Adwent to trwanie w oczekiwaniu na naszego Zbawiciela, który – jak śpiewaliśmy w psalmie – jest Królem sprawiedliwości i pokoju. On chciał, abyśmy i my poprzez życie sakramentalne otrzymali dar Ducha Świętego. Potrzebujemy w sposób szczególny Ducha mądrości i rozumu, aby w tym świecie dostrzec, że Bóg przychodzi i przyjdzie na końcu czasów, aby nastało królestwo bez ucisków, prześladowań, wojen.
Kiedy w czasie dzisiejszej Mszy św. będziemy oddawać hołd eucharystycznemu Chrystusowi, pomyślmy, że ten sam Chrystus przyjdzie do nas na końcu dni adwentowych, aby nas w dzień Bożego Narodzenia upewnić we wierze, że bliskie już jest Królestwo Boże, a On także jest blisko nas.

Prośmy o to w modlitwie do Ducha Świętego, którą od dziecka przez całe życie, odmawiał Karol Wojtyła (Jan Paweł II):
Duchu Święty, proszę Cię
o dar mądrości do lepszego poznawania Ciebie i Twoich doskonałości Bożych,
o dar rozumu do lepszego zrozumienia ducha tajemnic wiary świętej,
o dar umiejętności, abym w życiu kierował się zasadami tejże wiary,
o dar rady, abym we wszystkim u Ciebie szukał rady i u Ciebie ją zawsze znajdował,
o dar męstwa, aby żadna bojaźń ani względy ziemskie nie mogły mnie od Ciebie oderwać,
o dar pobożności, abym zawsze służył Twojemu Majestatowi z synowską miłością,
o dar bojaźni Bożej, abym lękał się grzechu, który Ciebie, o Boże, obraża...

grudnia 04, 2017

Rozważania Adwentowe – Zbawienie jest dla wszystkich

grudnia 04, 2017

Rozważania Adwentowe – Zbawienie jest dla wszystkich
Poniedziałek, I Tydzień Adwentu



Jeśli nie chcesz czytać, posłuchaj: 
Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP i Msza św. Roratnia


Wielu przyjdzie ze Wschodu i z Zachodu i zasiądą do stołu... w Królestwie niebieskim (Mt 8,11).

Powstała po II wojnie światowej organizacja Narodów Zjednoczonych postawiła sobie za cel nieustanną troskę i zabieganie o pokój, dobrobyt i sprawiedliwość społeczną na świecie. ONZ bowiem wychodzi z przekonania, że świat, a zwłaszcza glob ziemski, powinny być domem rodzinnym dla wszystkich. W tym domu każdy człowiek ma prawo do pokoju i upragnionego przez siebie szczęścia.

Wierzymy, że zapowiedziany przez proroków Mesjasz, którego z utęsknieniem oczekujemy w Adwencie przyjdzie na świat z takim samym programem: przyniesie ludziom od dawna upragnione szczęście. W Starym Testamencie szczęście nie było niczym innym jak tylko zbawieniem.
W mentalności semickiej zbawienie polegało na wyrwaniu człowieka z niebezpiecznej sytuacji i postawieniu go w takiej, w której by mu już nic ani nie zagrażało, ani zagrozić nie mogło. Taką sytuację mógł wytworzyć i zapewnić tylko Chrystus.

Setnik z dzisiejszej Ewangelii jest typem człowieka, który uwierzył w zbawienie płynące od Chrystusa. Dlatego porzucił wszystko i przyszedł do Niego. Nie miał Chrystusowi poza swoją żywą, dziecięcą i ufną wiarą nic do zaofiarowania. Ale to wystarczyło Jezusowi. Wystarczyło, aby spełnić jego prośbę, aby dać mu dobro, o które z taką ufnością prosił, aby uzdrowić chorego sługę. Tym gestem Chrystus udowodnił całemu światu, że przyszedł nie do zdrowych, ale do źle się mających, że pragnie szukać i zbawiać co zginęło, i że jedynym warunkiem otrzymania od Niego jakiejkolwiek łaski jest wiara w Jego boskie posłannictwo.

Setnik rzymski był poganinem, dowódcą kohorty, która z ramienia okupacyjnej władzy rzymskiej pilnowała porządku i bezpieczeństwa w Kafarnaum. Nie należał do narodu wybranego, a nawet z racji pełnionej przez siebie funkcji był niemile widziany przez Izraelitów. Jeżeli zatem Chrystus spełnia jego prośbę, i spełnia ją w tym właśnie kontekście, wynika z tego tylko jedna lekcja: że u Pana Jezusa nie ma znaczenia, czy ktoś jest Żydem czy nie Żydem, czy jest Rzymianinem czy Grekiem, mężczyzną czy niewiastą. Znaczy tylko to, czy posiada żywą, gorącą wiarę. Można powiedzieć bez przesady, że ta właśnie wiara „wymusiła” na Chrystusie cud uzdrowienia chorego sługi. Ta sama wiara sprawia także i dziś, że wielu przyjdzie ze Wschodu ze Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w Królestwie niebieskim. Do takiego wniosku upoważnia nas także i dzisiejsze I czytanie z księgi proroka Izajasza. Słyszeliśmy w nim, że na końcu czasów góra świątyni stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną i mnogie ludy pójdą i rzekną: chodźmy i wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakuba (Iz 2,2.3). Chodźmy, tzn. z wiarą setnika, z jego pokorą i szczerą miłością wybierzmy się na adwentowe spotkanie z Panem.

Adwent jest niewątpliwie jakimś wejściem na Górę Pańską. Jest drogą, którą kroczymy na spotkanie z Bogiem. Żeby jednak to spotkanie zaowocowało musimy być świadkami nie tylko tej drogi, ale i przeszkód, jakie na nas czyhają na niej. Musimy wiedzieć, że jest to droga mroczna, wąska i najeżona niezliczonymi trudnościami. Pociechą jest jedno, że na tej drodze przyświeca nam wiara w Jezusa Chrystusa i kochającego nas Ojca Niebieskiego.

Wybierzmy się z ufnością w tę adwentową drogę. To nic, że prowadzić nas po niej będzie pogański setnik z Kafarnaum. Chrystus przeszedł także i jego zbawić, a w jego osobie tych wszystkich, którzy dziś jeszcze żyją w mrokach pogaństwa. Jest ich, jak mówią statystyki, 3/4 ludzkości świata.
Z myślą o ewangelizacji tego świata ułatwijmy wszystkim ludziom dobrej woli spotkanie z Panem w tegorocznym Adwencie. Myślmy o naszych najbliższych, ale także i o tych, którzy zboczyli z tej drogi i trudno jest im zawrócić na nią. Ciepłem naszego serca otoczmy tych wszystkich, których ta droga niewiele obchodzi. Ale nade wszystko pamiętajmy o tych, którzy wprawdzie jeszcze żyją w mrokach pogaństwa, ale już wytrwale szukają prawdy i pragną jej szczerym sercem. Pamiętajmy o tym, że zbawienie Chrystusowe jest dla wszystkich.

Msza św. w której uczestniczymy i otaczamy ołtarz Pański jest dla nas początkiem zbawienia. Tu dokonuje się nasze zbawienie. Tutaj nie tylko spotykamy się z Chrystusem przez naszą wiarę, ale również jednoczymy się z Nim przez miłość. Obudźmy w sobie gorące pragnienie, aby to spotkanie nasze dzisiejsze w tej świątyni zapoczątkowało szereg innych codziennych z Nim spotkań, i stworzyło dobrą podstawę i odpowiedni klimat do ostatecznego, decydującego z Nim spotkania wtedy, gdy przyjdzie do nas w chwale i w majestacie.

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger