października 14, 2016

29 Niedziela Zwykła (C) – Modlitwa nieustanna


Alfred Joyce Kilmer został zastrzelony przez snajpera pod koniec I wojny światowej, 30 lipca 1918 roku, w czasie wojny o Marne we Francji. Miał wówczas zaledwie trzydzieści jeden lat. Zostawił żonę z piątką dzieci. Pamiątką po nim pozostała Antologia poetów katolic­kich. We wprowadzeniu do niej Kilmer napisał, że „katolik jest katolikiem, o ile się modli”. Dostrzegł, że katolik, który jest wrażliwy na Piękno i próbuje je wypowiedzieć za pomocą słów, czyni swoje słowa modlitwą i uwielbieniem.
Widząc piękno świata, trudno się nim nie zachwycić, a zachwyt prowadzi do
modlitwy i adoracji Autora całego stworzonego piękna. Jak Maria, siostra Marty i Łazarza, usiadła kiedyś u stóp Jezusa, by zasłuchać się w Jego głos i spędzić z Nim kilka chwil, tak my możemy, choćby co jakiś czas, spędzać chwile naszego życia na kon­templacji piękna stworzonego świata. Niekiedy zachwyt pięknem ogarnia nas również w czasie kontaktu z ludzkimi dziełami sztuki: podczas słuchania muzyki lub oglądania pięknych obrazów. Czyż zachwyt nad pięknem świata i dobrocią ludzi nie jest jednocześnie uwielbieniem dla Stwórcy świata? Czyż nie jest to modlitwa?
Co to znaczy, że zawsze powinniśmy się modlić i nie ustawać (por. Łk 18, 1)? Przecież z pewnością Pan Jezus nie oczekuje, żebyśmy przeklęczeli całe życie w kościele. Nie oczekuje tego ani od kapłanów, choć są od chwili święceń w stopniu diakonatu w szczególny sposób zobowiązani do modlitwy za Kościół, ani tym bardziej od małżonków mających na utrzymaniu gromadkę dzieci i jeszcze zatroskanych o starzejących się i słabych rodziców. Zachęcając do nieustannej modlitwy, Chrystus oczekuje czegoś innego.
Dopowiedzenie i wyjaśnienie słów Chrystusa znajdujemy w Katechizmie Kościoła katolickiego. Cała jego czwarta, ostatnia część została poświęcona modlitwie chrześcijańskiej. Jest w niej fragment doty­czący Chrystusowej zachęty do nieustanej modlitwy, która znalazła echo w zachętach św. Pawła: „Nieustannie się módlcie” (1 Tes 5, 17) oraz „Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu! Nad tym właśnie czuwajcie z całą usilnością i proście za wszystkich świę­tych” (Ef 6, 18). Nieustan­na modlitwa „może płynąć tylko z miłości”; jest możliwa tylko wówczas, gdy człowiek jest rozkochany w Bogu. Miłość bowiem sprawia, że: po pierwsze - modlitwa jest zawsze możliwa; po dru­gie - modlitwa jest życiową koniecznością i po trzecie - modlitwa i życie chrześcijańskie stają się nierozłączne.
1. Modlitwa jest zawsze możliwa, ponieważ Chrystus jest „z nami przez wszystkie dni” (Mt 28, 20) - jest i pozostanie z nami na zawsze. Dzięki temu, że On zawsze jest z nami, możemy modlić się do Niego i z Nim. Jak zauważa św. Jan Chryzostom: „Można modlić się często i gorąco. Nawet na targu czy w czasie samotnej przechadzki, siedząc w swoim sklepiku czy też kupując lub sprzedając, a nawet przy gotowaniu”.
2. Modlitwa jest życiową koniecznością, ponieważ bez Jezusa niczego nie możemy uczynić. Modlitwa sprawia, że jednoczymy się z Nim. Przecież nam powiedział: „Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 5).
Za koniecznością modlitwy przemawia też argument z przeciwieństwa: jeśli się nie modlimy, to nie pozwalamy, by prowadził nas Duch Święty, a bez Jego prowadzenia człowiek ulega niewoli pożądania i popada w niewolę grzechu (por. Ga 5, 16-25). Święty Alfons Liguori powie jeszcze radykalniej: „Kto się modli, z pew­nością się zbawia; kto się nie modli, z pewnością się potępia”.
3. I wreszcie, modlitwa i życie chrześcijańskie są nierozłączne, ponieważ i w modlitwie, i w codziennym życiu chrześcijańskim najważniejsze jest uzgodnienie własnej woli z wolą Bożą. Modląc się, nie tylko mówimy, czego pragniemy, ale przede wszystkim wsłuchujemy się w słowo Boże, by usłyszeć to, czego pragnie od nas Bóg. Życie chrześcijańskie polega na realizacji słów modlitwy Pańskiej: „bądź wola Twoja”.
Modlitwa nieustanna, jakiej oczekuje od nas Pan Jezus, jest możliwa. Orygenes powie, że „Ten tylko modli się nieustannie, kto modlitwę łączy z czynami, a czyny z modlitwą. Tylko w ten sposób możemy uznać za możliwą do urzeczywistnienia zasadę nieustannej modlitwy”.
W swojej przypowieści o aroganckim sędzi, który nie bał się Boga ani nie liczył się z ludźmi, Pan Jezus zadał retoryczne pyta­nie: „A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie?” (Łk 18, 7). Pan Jezus zapewnia Bożą opiekę tym, którzy zwracają się do Boga z wytrwałą i ufną modlitwą.
Moi drodzy, co to znaczy że mamy modlić się nieustannie?
Święta Teresa od Dzieciątka Jezus mówiła: „Modlitwa jest dla mnie wzniesieniem serca, prostym spojrzeniem ku Niebu, okrzykiem wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu, jak i radości”. To wzniesienie serca może dokonać się wszędzie - nie tylko w kościele czy w kaplicy – i o każdej porze dnia. Pomocą są akty strzeliste: Jezu, ufam Tobie; Jezu, kocham Cię. Modlitwą jest też jakaś forma wdzięczności wobec Boga za piękno świata i dobroć ludzi, albo też prośba o cierpliwość i opanowanie w chwilach trudnych w chwili znużenia.
Moi drodzy!
Chrystus w przypowieści o wdowie przychodzącej do nieuczciwego sędziego ukazuje wartość modlitwy prośby zanoszonej w chwili zagrożenia przez zło. Pragnie w ten sposób zapewnić słuchaczy, że modlitwa taka z pewnością zostanie wysłuchana. Powtarzane przez nas codziennie słowa modlitwy „Ojcze, zbaw nas od złego” można traktować jako pewnego rodzaju zabezpieczenie. Codziennie powta­rzam Bogu, że gdybym się znalazł w zasięgu oddziaływania zła, to Ty, Ojcze, zbaw mnie od jego niszczącego działania. Zupełnie jednak inaczej brzmią te same słowa, gdy człowiek faktycznie znajduje się w ręku zła. Wtedy wołanie staje się krzykiem o ratunek, posiada charakter sygnału S.O.S.
Jezus ma na uwadze taką właśnie sytuację, zapewniając, że jeśli Bóg usłyszy wołanie, ów sygnał S.O.S., prędko pospieszy z pomocą i weźmie wołającego w obronę.
Zło zawsze zmierza do oddzielenia człowieka od Boga, a gdy mu się to udaje, niszczy człowieka całkowicie. Jego pierwsze uderzenie boleśnie rani, chcąc nas odciąć od Boga. Można powiedzieć, że ostrze zła trafia w nasze połączenie z Bogiem. W tym momencie, gdy człowiek zagrożony przez zło zaczyna wołać do Boga o ratunek, tak mocno przywiera do Niego, że uderzenia zła zamiast go od Boga oddzielać, „wbijają” go w Niego. Skoro zaś sam człowiek szuka ratunku u Boga, to i Bóg wychodzi naprzeciw i otwiera swoje serce, by zagrożonego ocalić.
Jeżeli człowiek zaatakowany przez zło nie wzywa pomocy, nie wyczekuje od Boga, to znak, że mu ani na Jego pomocy, ani na spotkaniu z Bogiem nie zależy. Najczęściej dobrowolnie wybiera drogę życia daleką od Boga.
Każde zagrożenie, każde nieszczęście winno nas do Boga zbliżać, a nie oddalać. To dlatego ono jest dopuszczone przez Boga. Zawsze też stanowi okazję do umocnienia naszej wiary. Jeśli w zagrożeniu uciekamy się do Boga i umacniamy swoje więzy z Nim, to po pewnym czasie będziemy wdzięczni Bogu, że pozwolił nam przeżyć bolesne dni. Odkryjemy, że znacznie więcej w nich zyskaliśmy, niż wycierpieli, a nawet stracili.
Wykładnikiem tego wewnętrznego zawierzenia Bogu jest właśnie modlitewna prośba o ratunek. Chodzi przy tym szczególnie o modlitwę samego zagrożonego, to ona jest niezawodnie skuteczna. Stąd też opanowanie sztuki modlitwy prośby, w chwili zagrożenia przez zło, stanowi jeszcze jeden ważny element życia religijnego. Jezus uczy nas tego w Modlitwie Pańskiej, każąc wołać „Ojcze, zbaw nas od złego”. Jak modlitwa wdzięczności jest potrzebna do rozwoju życia religijnego, tak w chwilach zagrożenia przez zło modlitwa prośby jest potrzebna do ocalenia człowieka.
Polskie przysłowie „jak trwoga, to do Boga” wcale nie musi być rozumiane jako krytyka słabej religijności, która dostrzega Boga jedynie w chwili zagrożenia. Może być bardzo ewangelicznym przypomnieniem prawdy o potrzebie nadawania sygnału S.O.S. w stronę nieba wtedy, gdy sytuacja jest trudna, a możliwości człowieka niewystarczające do jej przezwyciężenia.
Często mamy do czynienia z zagrożeniem przez zło - nałogi, rozkład rodziny, potęga opinii środowiska, które kradnie lub żyje kłamstwem, niemoralność - wtedy trzeba sięgnąć do wytrwałej, wprost naprzykrzającej się Bogu modlitwy, do nadawania sygnału S.O.S. W tej wytrwałości jest zawarta wiara w Jego pomoc. Wytrwałość ta gwarantuje również możliwość współpracy z łaską, gdy Bóg zacznie jej udzielać.
Jako ludzie wierzący częściej prosimy za tymi, których zło już osaczyło. Ta modlitwa nie posiada tak zdecydowanej skuteczności, nie odwraca bowiem ich serca od zła, nie rzuca ich wprost w ręce Boga. Niemniej jest to modlitwa twórcza, gest naszej miłości bliźniego i troski o jego prawdziwe dobro. Często właśnie ta wstawiennicza modlitwa przygotowuje akcję ratunkową podjętą przez Boga w celu jego ocalenia. Wielu ludzi zostanie zbawionych dzięki modlitwie ich bliskich. Skutki tej wstawienniczej modlitwy objawią się dopiero w wieczności. Nie ma modlitwy nieskutecznej.
Moi drodzy!
Modlimy się każdego dnia, ale szczególnym dniem, który jest uświęcany przez modlitwy, jest niedziela, skupiona wokół Eucharystii. Eucharystia to uczta i ofiara wypełniona najpiękniejszą modlitwą. W niej sam Pan Jezus włącza nas w swoją modlitwę do Boga Ojca i daje nam swego Ducha, abyśmy wraz z Nim złożyli Bogu najdoskonalszą ofiarę uwielbienia.
Trzeba nam, znającym moc modlitwy, stanąć obok Chrystusa na Golgocie, który z wy­ciągniętymi rękami modli się od dwu tysięcy lat i czeka na moment, w którym na ziemi umilknie szczęk oręża i zapanuje miłość i pokój. Prawdziwy pokój może spłynąć w serca nasze, naszych braci i sióstr jedynie z serc podłączonych do Boga przez modlitwę. Czy ty, drogi bracie i siostro, masz nieustannie swe ręce wzniesione do Boga? Czy ty się modlisz? Jeśli tak, to Bogu niech będą dzięki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger