października 24, 2016

31. Niedziela Zwykła (C) – Twe serce świątynią Boga

Wnętrze świątyni w parafii Szczucin, fot. Józef Tabor

Co roku w ostatnią niedzielę października zwracamy szczególną uwagę na świątynię, w której się gromadzimy. Uświadamiamy sobie, że jest to miejsce szczególne ze względu na charakterystyczną działalność Pana Jezusa, którą On sam ujmuje w ostatnim zdaniu dzisiejszej Ewangelii: Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło (Łk 19, 10).
Wśród wielu powodów przyjścia Jezusa na ziemię, ten jest najistotniejszy. On w doskonały sposób ujmuje relację, jaka jest między Bogiem a człowiekiem; między tym, który wyszedł z ręki Boga, a Tym, który go stworzył. Każdy z nas wyszedł z
ręki Boga. Skoro jednak Bóg posłał na ziemię swojego Syna, aby zajął się szukaniem i zbawianiem nas, to znaczy, że tego niezwykle potrzebujemy, bo pogubiliśmy się. Bóg, stwarzając, wyposażył nas równocześnie w niezwykłą i właściwą jedynie nam – w całym stworzeniu – cechę, mianowicie w wolność. Złe użycie tej wolności powoduje, że człowiek się Panu Bogu gubi.
Bóg jest stale nastawiony na szukanie człowieka. Może go odnaleźć wszędzie, ale świątynia jest niewątpliwie szczególnym miejscem poszukiwania i odnajdywania, dlatego że Bóg tutaj mieszka. On w świątyni na nas czeka i tu nas przyjmuje. Każdorazowe wejście człowieka do świątyni jest możliwością urzeczywistnienia się wielkiej nadziei, jaką Chrystus pokłada w każdym, kto do niej wchodzi.
Dzisiaj jest niewątpliwie szansa i okazja, abyśmy to sobie głębiej uświadomili. Kiedy wchodzimy do świątyni, kiedy przekraczamy jej próg, w sercu obecnego tu Jezusa rodzi się wielka nadzieja, że to wejście jest autentyczne. Że przychodzimy na to święte miejsce pragnąc, aby Bóg rzeczywiście nas odnalazł i ocalił. Przez to zewnętrzne nasze działanie naprawdę może się spełnić nadzieja Boga, który nas nieustannie szuka, pragnie znaleźć, zbawić i ocalić.
Ewangelia pokazuje nam Zacheusza, bardzo bogatego człowieka, zwierzchnika celników, który nagle zdał sobie sprawę, że oto Jezus pojawił się w jego otoczeniu: ...wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto (Łk 19, 1). I od tej chwili życie Zacheusza doznaje nieprawdopodobnego przyspieszenia. On chce koniecznie zobaczyć Chrystusa: któż to jest?
Właśnie o tym rozważaliśmy na początku. Wejście do świątyni to nadzieja, jaką swoim pojawieniem się w niej budzimy w sercu Boga – tylko czy ona się zrealizuje? Stanie się tak, jeżeli człowiek, wchodząc do świątyni, jest wiedziony nieprzepartym pragnieniem zobaczenia Jezusa! Jeżeli ma w sercu jedno: chcę koniecznie ujrzeć Jezusa w Jego działaniu i usłyszeć w Jego słowie! Chcę się z Nim zjednoczyć w tajemnicy Najświętszego Sakramentu! Koniecznie chcę to uczynić! I w ogóle nie wyobrażam sobie innej możliwości.
Zauważmy, że pragnienie Zacheusza trafiało na poważną przeszkodę. On koniecznie chciał zobaczyć Jezusa, ale nie mógł z powodu niskiego wzrostu, albowiem takich jak on było bardzo wielu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić (Łk 19, 4).
Jeżeli człowiek wie, czego pragnie swoim sercem, to zdaje sobie sprawę, że to pragnienie jest w stanie zrealizować jedynie Chrystus, i wtedy będzie Go szukał. Nasza tajemnica spotkania ze świątynią polega na tym, że doskonale wiemy, gdzie możemy Jezusa spotkać i kiedy będzie tamtędy przechodził. Spotkamy Go na Eucharystii, a godziny jej sprawowania są podane w każdej świątyni. Jeżeli chcę Go koniecznie zobaczyć, jeżeli zdaję sobie sprawę z przeszkód, które mi to uniemożliwiają, to zrobię wszystko, żeby je pokonać, tak jak pokonał je Zacheusz.
Spróbujmy w tym dostrzec naszą fantastyczną przestrzeń wolności w jej właściwym wymiarze. Wolność jest po to, aby jej dobrze używać i to zależy całkowicie od nas. Jeżeli dobrze użyjemy naszej wolności, to spotkanie z Chrystusem jest pewne.
Zacheusz, będąc jeszcze na drzewie, zostaje ogarnięty miłującym, szukającym spojrzeniem Jezusa, który mówi do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu (Łk 19, 5). I to jest następny, niesamowicie ważny moment spotkania ze świątynią. Człowiek, kierując się autentycznym pragnieniem serca, znajduje Chrystusa tam, gdzie On przechodzi, i w czasie, w którym przechodzi – i następuje spotkanie. Po co jest spotkanie człowieka ze świątynią? Ono jest po to, aby człowiek przyjął w świątyni Jezusa i zabrał Go do swojego domu, aby w ten sposób zrealizowała się nadzieja Boga.
Jezus mówi: „Szukałeś Mnie i znalazłeś – to dobrze, ale pamiętaj, że Ja chcę pójść z tobą do twojego domu. Chcę przebywać z tobą dzisiaj, jutro i zawsze. Pragnę być z tobą we wszystkim, co czynisz, i towarzyszyć ci w twoich radościach i cierpieniach. Ja tego chcę!”. Usłyszmy słowa, które Jezus wypowiada do Zacheusza: dziś muszę się zatrzymać w twoim domu.
Czy zdajemy sobie sprawę, że wchodząc tu przez bramę świątyni, wywołaliśmy u Chrystusa to wielkie pragnienie i tę wielką nadzieję, że zrealizuje się to, o czym mówi: „Ja muszę! Człowieku, muszę się dziś zatrzymać w twoim domu”. Dlatego pyta: „Czy zdajesz sobie z tego sprawę? Czy przyszedłeś tu dziś, żeby rzeczywiście Mnie zabrać do twojego domu? Czy uświadamiasz sobie, że przyszedłem na ziemię i pozostaję tu dlatego, że kieruje Mną jedno pragnienie: być z tobą zawsze w twoim domu?”.
Zacheusz fantastycznie odpowiada na pragnienie Jezusa: Zszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany (Łk 19, 6). On zdał sobie sprawę, że jego pragnienie spotyka się z jeszcze większym pragnieniem Chrystusa, które jest pierwotne i o wiele bardziej istotne. Chce temu pragnieniu uczynić zadość. Widzimy, że to pragnienie było związane nie tylko z przemieszczeniem się na inne terytorium, ale wiązało się z całkowitym przeobrażeniem Zacheuszowego serca. Był on bardzo bogatym człowiekiem, zwierzchnikiem celników, co kojarzyło się z nieuczciwością. Słyszeliśmy opinię ludzi: A wszyscy, widząc to, szemrali: „Do grzesznika poszedł w gościnę” (Łk 19, 7). Spotkanie Zacheusza z Jezusem dokonuje całkowitego przeobrażenia Zacheuszowego serca: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie (Łk 19, 8).
Nadzieja, jaką daliśmy Bogu wchodząc do świątyni, spełni się, jeżeli weźmiemy Jezusa ze sobą do domu i pozwolimy Mu zrobić taką rewolucję w naszym sercu, jaka dokonała się w sercu Zacheusza. Przyjmując Jezusa, zgadzamy się, aby to On pokierował naszym sercem. I wtedy ono, tak jak serce Zacheusza, może się poruszyć we właściwy sposób. Bo tylko my wiemy, jaka to jest dziedzina, czy jakie to są dziedziny naszego życia, które tego przeobrażenia i tej przemiany się domagają, aby Chrystus mógł rzeczywiście zamieszkać w naszym domu. Żeby mógł usłyszeć spełnienie nadziei: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie. I żeby mógł wtedy przybić na tym pieczątkę i powiedzieć: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama (Łk 19, 9).
Wspominając dzisiaj poświęcenie świątyni, dziękujmy Bogu za to miejsce. Uświadamiajmy sobie, jak nieprawdopodobne rzeczy mogą się tu dokonywać, jeżeli przybywamy autentycznie, by spotkać Jezusa i zabrać Go do naszego domu, i jeśli zechcemy zadysponować swoim sercem według Jego zamysłu. Na świecie nie ma niczego bardziej pięknego, niczego bardziej istotnego. I dopiero w tym kontekście możemy zobaczyć, czym jest świątynia. Co to jest za niezwykłe i cudowne miejsce! Wykorzystajmy to nasze dzisiejsze spotkanie ze świątynią w taki sposób: pozwólmy Chrystusowi, aby się spełniła Jego nadzieja względem nas!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger