października 12, 2016

29 Niedziela Zwykła (C) – Modlitwa i wiara

29 Niedziela Zwykła (C) – Modlitwa i wiara
Ogród Oliwny - miejsce modlitwy Jezusa - fot. Józef Tabor
W relacjach pomiędzy ludźmi znamy element przewagi spo­wodowanej stanowiskiem. Wiemy też o różnych środkach, które ułatwiają załatwienie spraw trudnych, niekoniecznie łapówkach czy prezentach.
Ale jeżeli różnica społeczna jest zbyt wielka, a zasobność środków zbyt mała, aby załatwić swoje sprawy, pozostaje środek najuboższy. Prośba, natarczywa i uparta.
Dzisiejsza Ewangelia wprowadza nas w klimat zrozumienia modlitwy. Najpierw Jezus wyjaśnia wartość tego najuboższego środka, jakim jest prośba, na podstawie spotkania sędziego i wdo­wy. Sędzia, osoba należąca do elity społecznej, i wdowa, która w swoim osamotnieniu nie znajduje oparcia w
najbliższych. Nie mając nikogo, kto wstawiłby się za nią, zwraca się natarczywie ze swoją prośbą do człowieka, który za nic miał takich ludzi jak ona, bez pieniędzy i pozycji.
I o dziwo, ten, „który Boga się nie bał i z ludźmi nie liczył(Łk 18,2), ze znudzeniem sobie właściwym mówi: „żeby nie przy­chodziła bez końca i nie zadręczała mnie(Łk 18,5), obronię ją. Nie znamy dalszego ciągu ewangelicznej historii; nie wiemy, jak wyglądał ów proces, o co w nim chodziło, jaki był jego wynik. Uboga wdowa wygrała bowiem w chwili, kiedy swoją prośbą skło­niła pychę i pewność sędziego do stanięcia po jej stronie - sama bowiem przegrałaby, zakrzyczana przez przeciwników.
Kołatanie ubogiej wdowy z dzisiejszej Ewangelii znane nam jest z własnego doświadczenia. Modlitwa często kojarzy nam się z prośbą. Wiele mamy próśb, ważnych spraw, wiele dobrego chcielibyśmy zdziałać, gdy tymczasem zaczyna brakować zdrowia i sił, walą się nieszczęścia, przy­chodzi choroba, bezczynność i osamotnienie. Pan Bóg zdaje się nie słyszeć wołania. A przecież nawet niesprawiedliwy sędzia wziął w obronę wdowę, bo mu się naprzykrzała.
Mówi nam dziś Pan Jezus, że Bóg nie jest jak ten niesprawiedliwy sędzia. Bóg jest Ojcem i dlatego tym bardziej weźmie w obronę swoich wybranych. Chciałoby się zawołać: „Trudna jest to mowa...” (por. J 6,60), jak powiedzieli słuchacze w Kafarnaum, gdy mówił o chlebie swego Ciała, i odeszli. „Czy i wy chcecie odejść?” - zapytał Jezus uczniów. „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego...” - odpowiedział Piotr.
Panie, do kogóż pójdziemy?” - odpowiadamy i my, nie rozumiejąc tajemnicy cierpienia i milczenia Boga. Cóż zrobilibyśmy sami z naszymi kłopotami, udrękami i cierpieniami? Do kogóż pójdziemy? Tylko do Cie­bie, bo nie tylko masz „słowa życia wiecznego”, nie tylko mówisz do nas, ale jesteś z nami. Gdy Cię krzyżowano, wtedy z głębi poniżenia, samot­ności i cierpienia wołałeś jak każdy człowiek: „Boże mój, Boże mój, cze­muś Mnie opuścił!” (Mt 27, 46). Ale zamknąłeś swoją drogę aktem sy­nowskiego zaufania: „Ojcze, w ręce Twoje oddaję moją duszę” (Łk 23, 46).
Bóg jest Ojcem. Bóg jest kochającym Ojcem.
Jeśli Ojca syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy poda mu węża? Albo o jajko, czy poda mu skorpiona? O ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą (Łk 11,11-13).
Duch Święty jest najważniejszym Darem, który pozwala nam wołać „Abba, Ojcze” (por. Gal 4,6) i w ręce Ojca oddawać skołataną duszę, i nawet cierpienie zamieniać w odkupieńczą miłość. „Abba, Ojcze! Niech się stanie nie jak Ja chcę, ale jak Ty” (Mk 14,37).
To Duch Święty jest Autorem tej niezwykłej modlitwy Jezusa w Ogrojcu jak również Autorem naszej solidarności z Nim do tego stop­nia, że Św. Augustyn, ucząc o modlitwie chrześcijańskiej, stwierdził, że: Chrystus modli się z nami, za nas i w nas.
Mojżesz, który wyprowadził naród wybrany z niewoli, jest zapo­wiedzią, obrazem i figurą Chrystusa. Jak długo Mojżesz trzymał podnie­sione ręce do góry, naród zwyciężał. Gdy Mojżesz już był zmęczony Aaron i Chur podparli jego ręce.
Chrystus wyciągnął raz na zawsze swoje ręce na krzyżu: raz - bo stało się to prawie dwa tysiące lat temu na Golgocie; na zawsze - bo chociaż po zmartwychwstaniu zasiadł po prawicy Ojca, to historia ludzi toczy się nadal i dlatego ponawia On i uobecnia wciąż w sposób bezkrwawy swoją ofiarę: „To jest ciało moje za was wydane... Kielich Krwi mojej, która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów...” nie tylko za nas obecnych, ale i tych, którzy powinni uczestniczyć w tej Mszy Św., ale nie mają czasu ani ochoty; i za tych, którzy manipulują Jego Ewangelią i zwal­czają Kościół; i tych, którzy o Chrystusie jeszcze nie słyszeli..., za wszystkich, ponad 5 miliardów ludzi na świecie.
My zaś jesteśmy uprzywilejowani, jak Aaron i Chur, co podtrzymywali ręce Mojżesza, jak Matka Najświętsza i Św. Jan Apostoł, co stali pod krzyżem Jezusowym. Czy uczestnicząc w tej wielkiej tajemnicy wiary potrafimy modlić się tak, aby ożywiało nas to samo dążenie, które było w Chrystusie Jezusie? (por. Flp 2,5).
Obraz walki Izraela z Amalekitami, jakże sugestywny, po­twierdza jeszcze bardziej gotowość Boga do obrony tych, którzy Go kochają. Liczniejsze siły Amalekitów w porównaniu ze słabo wy­szkolonym i uzbrojonym narodem nomadów, jakim był Izrael wędrujący do Ziemi Obiecanej, miały większą szansę wygrania bitwy. Jozue wybrał najlepszych wojowników i stanął w polu goto­wy do walki. Mojżesz walkę tę wspierał wzniesionymi do Boga rękoma. „Jak długo ręce Mojżesza wzniesione były do góry, prze­wagę miał Izrael(Wj 17,11). O zmroku zeszli z pola umęczeni, ale zwycięzcy wojownicy Izraela. Opuścił górę przewodnik ducho­wy narodu, równie utrudzony całym dniem wytrwałej modlitwy, której obrazem były jego zdrętwiałe od nieustannego trzymania w górze ręce. Te ręce, które wyjednały u Boga zwycięstwo.
Moi drodzy!
Spróbujmy teraz wydobyć elementy wspólne dla fragmentu Ewangelii św. Łukasza i I czytania z Księgi Wyjścia. Prośba wdowy i prośba Mojżesza. Działanie sędziego i działanie Jozuego. Modlitwa i działanie – te dwa czynniki zespolone ze sobą – uka­zują nam właściwą drogę. Modlitwa jako element otwarcia na Boga i działa­nie jako element realizowania otrzymanej łaski.
Ciekawe jest również podkreślenie długości modlitwy. W Księdze Wyjścia czytamy, iż Mojżesz modlił się cały dzień, aż do zmroku. Jezus w Ewangelii zachęca, abyśmy modlili się dzień i noc – wytrwale. Do wytrwania wzywa też swojego ucznia Tymoteu­sza św. Paweł w II czytaniu: Trwaj w tym, czego się nauczyłeś” (2 Tm 3,14). Ale jak wytrwać w modlitwie, w nauce wiary? Odpowiedź jest prosta i zawarta w tym samym Drugim Liście do Ty­moteusza: „Znasz Pisma Święte, które mogą nauczyć cię mądrości, wiodącej ku zbawieniu przez wiarę w Jezusie Chrystusie(2 Tm 3,14-15).
Znasz Pisma Święte? Czy znam? Czy czytam?
Bo przecież żywe jest Słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4,12). Jeżeli ja również borykam się z trudnościami w sfor­mułowaniu prośby na modlitwie; jeżeli słabną moje ręce wzno­szone do Boga, jak ręce Mojżesza; jeżeli przeraża mnie sama myśl o długości modlitwy; jeżeli brak mi wytrwania: powraca jak echo pytanie - Znasz Pisma Święte?
A czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę, gdy przyjdzie?” (Łk 18,8)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger