Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus odpuszcza grzechy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus odpuszcza grzechy. Pokaż wszystkie posty

marca 27, 2023

Rozważania wielkopostne - Chrystus ocala grzesznika

marca 27, 2023

Rozważania wielkopostne - Chrystus ocala grzesznika


Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał ich.
Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co powiesz?» Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.
Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi.
Kiedy to usłyszeli, jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta stojąca na środku.
Wówczas Jezus, podniósłszy się, rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz».

Refleksja nad Słowem Bożym 

 
Ewangelia o kobiecie cudzołożnej pokazuje nam Jezusa pod koniec Jego ziemskiego nauczania. Faryzeusze, uczeni w Piśmie, równie jak ludzie prości, wiedzieli o działalności Jezusa. Podążali za Nim, tylko ich cel był zupełnie inny niż prostych ludzi. Tłum podążający za Jezusem po prostu z otwartym sercem słuchał Jego nauki. Przynoszono Mu chorych i opętanych. Proszono o uzdrowienie, a Jezus dokonywał cudów. Wiele fragmentów Ewangelii kończy się stwierdzeniem: Wielu uwierzyło w Niego. Przekonało ich wszystko, co było związane z Jezusem: sposób życia, Jego słowa, cuda...

Faryzeusze zaś i uczeni w Piśmie nie chcieli przyjąć Jego nauki. Oni posługiwali się umysłem, a nie potrafili spojrzeć na Jezusa sercem, przez pryzmat miłości, którą wciąż ukazywał swoim życiem. Dla nich było tylko ważne, czy podobnie skrupulatnie, jak oni, zachowuje Prawo Mojżeszowe, czy też nie. Jeśli nie, to trzeba Mu zabronić głoszenia rzeczy nowych, sprzecznych z tym prawem. Trzeba Go pochwycić i skazać, aby raz na zawsze zamknąć Mu usta, uniemożliwić działanie. A jak jest w moim życiu? Czy wierzę w Jezusa takiego, jakim się sam objawił, opisanego w Ewangelii? Co jest dla mnie ważniejsze: Prawo Boże, czy prawo stanowione przez ludzi? Tym razem Jezus... o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. W tej naturalnej dla Jezusa scenerii, uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie... powiedzieli do Niego... W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty, co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Sytuacja bardzo trudna. Jezus, który głosił miłosierdzie, przebaczenie, będąc wiernym sobie, powinien wstawić się za nią, aby nie robiono jej krzywdy, ale wtedy byłby to powód do oskarżenia za łamanie Prawa. Gdyby jednak zalecił postępowanie zgodne z Prawem, to przestałby być wiarygodny dla tych, którzy uwierzyli w Niego. Cóż więc robi Jezus? Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od star szych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środ ku. Można się zastanawiać, co miało znaczyć to pisanie palcem po ziemi. Niektórzy widzą w tym niewinną, dziecięcą postawę Jezusa, który jak dziecko bawi się tym pisaniem. Inni zaś domyślają się, że Jezus na ziemi wypisywał grzechy. Był jednak o wiele bardziej delikatny, niż oskarżyciele kobiety. Nikogo nie postawił pośrodku, nie mówił głośno jego grzechów, nie wskazywał po imieniu, ale pisał i każdy mógł tam znaleźć swój grzech. Zatem musiał się zawstydzić, a jedyne, co mu pozostało, to odejść. Warto zauważyć, że Jezus nie sprzeciwił się Prawu Mojżeszowemu. Jednak wybrnął z tej sytuacji w genialny sposób. Kazał rzucić kamieniem zgodnie z prawem, ale wtedy, gdy znajdzie się ktoś bez grzechu. Nie było więc podstaw do oskarżenia Jezusa. A kobieta? Musiała zdawać sobie sprawę, że zawiniła i musi ponieść karę. Zapewne wstyd i lęk przepełniał jej serce. Nawet nie prosiła o litość, nie protestowała nie krzyczała... Trudno sobie wyobrazić, co czuła, gdy pozostała sama z Jezusem. A Jezus zapytał: «Kobieto, gdzież [oni] są? Nikt cię nie potępił?». A ona odrzekła: «Nikt, Panie!». Rzekł do niej Jezus «I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz!». Jak ja odnoszę się do ludzi łamiących Boże przykazania w sposób jawny? Pragnę ich ukarania, czy Bożego Miłosierdzia, łaski nawrócenia? Czy zdaję sobie sprawę z tego, że też jestem grzesznikiem i dostępuję Bożego Miłosierdzia zawsze, gdy szczerze wyznaję swoje grzechy w sakramencie pokuty? Czy staram się walczyć z pokusami, aby więcej nie popełniać tych samych błędów, nie grzeszyć? Panie Jezu, pomóż mi być miłosiernym i wdzięcznym za Twoje Miłosierdzie dla mnie. Amen.


kwietnia 04, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Nie grzesz więcej

kwietnia 04, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Nie grzesz więcej

Poniedziałek, 5 tydzień Wielkiego Postu

Słowo Boże na dziś:

Od tej chwili już nie grzesz...

 
” I ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz.”

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał ich.
Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co powiesz?» Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.
Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi.
Kiedy to usłyszeli, jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta stojąca na środku.
Wówczas Jezus, podniósłszy się, rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz».   
 

Refleksja nad Słowem Bożym

Wielkiej miłości i miłosierdzia doznała ta kobieta od Jezusa. Pochwycono ją na cudzołóstwie. Nie miała najmniejszych szans uratowania swego życia. Prawo religii mojżeszowej było w takich wypadkach bezwzględne: „Usuńcie zło spośród siebie” – to były słowa z Księgi Powtórzonego prawa. To samo stwierdzają Żydzi: „Mojżesz nakazał nam takie kamienować”. I nikt nie pytał, co czuła w tej chwili kobieta. Może widziała się już poza miastem, targana bólem zadanym przez spadające na nią kamienie, aż do tragicznej śmierci. A przecież tak bardzo jeszcze chciała żyć.

Przyprowadzając ją do Jezusa jej oskarżyciele byli pewni, że Ten, który bronił nierozerwalności małżeństwa, a za grzech uważał już pożądliwe spojrzenie, to wobec jawnego cudzołóstwa nie mógł stanąć w żadnym wypadku po stronie grzesznicy. Ten, który żądał: „Jeżeli twoje oko jest powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć...”, musi ją potępić. I nie chcą zaprzeczyć całemu swojemu dotychczasowemu nauczaniu, stawiając pułapkę na Boskiego Odkupiciela, prowadzeni przez pychę, zaślepieni przez nienawiść, zapomnieli, że sami są w grzechu. Nie wiele, jeżeli w ogóle byli, od oskarżonej. Tymczasem szli do Tego, który nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku: „sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje”. Z łatwością też mógł wypisać ich długi wobec Bożej Sprawiedliwości.

Szczęściem dla nieszczęsnej kobiety było spotkanie z Jezusem. Ten, który – jak sądzili – miał być jej ostatecznym pogrzebaniem, stał się jej ratunkiem, ocalił jej życie; co więcej, uzdrowił jej duszę: potępił grzech, ale nie człowieka.

Jezus ostro potępił faryzeuszy, którzy chcieli uchodzić za sprawiedliwych, bezgrzesznych, a byli napełnieni wewnętrzną zgnilizną. To oni chcieli wykorzystać przeciw Jezusowi to zdarzenie z cudzołożną kobietą. Myśleli przewrotnie: Jeśli Jezus poleci ją ukamienować, odsunie się od Niego lud, którego dotąd pociągała Jego łagodność i miłosierdzie; jeżeli zakaże jej kamienowania, sprzeniewierzy się obowiązującemu prawu Mojżesza i będzie Go można oskarżyć o wichrzycielstwo. W czasie oskarżycielskich wypowiedzi, nachyliwszy się, pisał palcem na ziemi. Co pisał? Nie wiemy. Być może, że ich grzechy. Bo, gdy to zobaczyli i usłyszeli słowa: „Kto z was nie jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” – jeden po drugim zaczęli odchodzić. Zastał tylko Jezus i owa niewiasta.

Została. Nie uciekała. Nie wiemy, co myślała, i co przeżywała w tej chwili, ale, jeżeli została, to możemy przypuszczać, że zrozumiała, iż brak potępienia ze strony ludzi, niczego nie załatwia z jej strony. Ona czekała na słowo Chrystusa. I Chrystus jej powiedział to słowo, którego być może wcale się nie spodziewała: „...Ja ciebie nie potępiam”. On, który przenika tajniki ludzkich serc, musiał ujrzeć w jej sercu nie zawziętość, nie upór, nie usprawiedliwianie siebie swoją słabością, czy zakazaną miłością. Widocznie nie było dla Chrystusa nic wyzywającego w tej milczącej kobiecie wystawionej na wstyd i hańbę. Toteż nasyciły ją te słowa Chrystusa: „Kto z was jest bez grzechu...”. Przyjmujemy te słowa z miłością i wdzięcznością. Jednakże nie skończyło się na tym słowie. Jezus powiedział: „Idź i nie grzesz więcej”. Jezus nie powiedział: Staraj się nie grzeszyć, ale już nie grzesz, i to w jakim kontekście? W kontekście grzechów, które należą do najtrudniejszych do przezwyciężenia, gdzie ludzka natura wydaje się być najbardziej skażona, a namiętności najtrudniejsze do opanowania.

„Idź i od tej chwili już nie grzesz” – mówi Jezus do człowieka grzesznego, zarozumiałego, zazdrosnego, nietrzeźwego, nieczystego. Jeżeli takie wymagania postawił tej kobiecie, to znaczy, że człowiek może już więcej nie grzeszyć, może grzech odrzucić, może zerwać z grzechem. Ale trzeba silnej woli, i trzeba Bożej łaski i daru Ducha Świętego. Bóg to wszystko daje modlącym się i błagającym ludziom. Co więcej, Bóg daje człowiekowi, który zgrzeszył, szansę nawrócenia. Trzeba iść do Jezusa i błagać o miłosierdzie. On żadnego grzesznika nie odrzuca; nawet Judaszowi był gotowy przebaczyć, do końca go ostrzegał, upominał, dawał oznaki i gesty życzliwości, wyrozumiałości, ale jego serce do końca było zamknięte dla Jezusa i nie zdobył się na żal. Faryzeusze wciąż zarzucali Jezusowi, że przebywa z celnikami, grzesznikami, że siada z nimi do stołu. Na to Jezus odpowiadał, że „zdrowym nie trzeba lekarza, tylko tym, którzy się źle mają”. Ostro potępił faryzeuszów, którzy chcieli uchodzić za uczciwych, bezgrzesznych, a byli samą zgnilizną. Do nich kierował groźne „biada”.

„Idź i więcej nie grzesz” – powiedział Jezus do tej niewiasty. To pełne miłości spojrzenie Chrystusa na jej nędzę duchową, i pokorne i prawdziwe pochylenie się nad nią, spowodowało przemianę jej życia. Chrystus dostrzegł w niej obraz Boga. To prawda, że zbrukany, trzeba go było odnowić. Uczynił to Jezus łagodnie i z miłością. On spojrzał na nią inaczej, niż dotąd patrzono. Inni patrzyli ze wzgardą, pożądliwością, zazdrością, nienawiścią. Dopiero Jezus spojrzał na nią z miłością. I to Jezusowe spojrzenie przemieniło tę kobietę. Stała się inna. Zaczęła nowe życie. To jest właśnie tajemnica Bożego miłosierdzia, które nas dźwiga i umacnia.

Chrystus nikogo nie potępia, nigdy nie rezygnuje z nas; nie rezygnuje z żadnego człowieka i nie uczyni tego po ostatnią chwilę istnienia świata. Frasobliwa i pełna miłości twarz Jezusa zawiera w sobie ogrom zrozumienia, dobroci i miłosierdzia. On widzi naszą nędzę, naszą grzeszność i słabość, i czeka, aż przyjdziemy do Niego, żeby przed Nim wypowiedzieć naszą grzeszność, wyżalić się, a może i wypłakać. On zapewne wysłucha naszych skarg i boleści, przyjmie łzy szczerego żalu i przebaczy nasze grzechy. Swoją Boską mocą podniesie z moralnego upadku i podtrzyma w dalszej wędrówce życia. Przecież On sam nas zachęca: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście”. Trzeba tylko ze szczerym żalem zbliżyć się do Niego, a On wybaczy nam wszystkie nasze winy, i wypowie nad nami słowa: „Ja cię nie potępiam, idź i nie grzesz więcej”. AMEN.

 Chcesz mnie wesprzeć?

! Postaw mi kawę na buycoffee.to

stycznia 30, 2021

4. Niedziela Zwykła (B) - Jezus naucza jak ten, który ma władzę

stycznia 30, 2021

4. Niedziela Zwykła (B) - Jezus naucza jak ten, który ma władzę

Na wstępie zatrzymajmy się przy słowach, które słyszeliśmy podczas śpiewu przed Ewangelią: „Lud, który siedział w ciemno­ści, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmier­ci – wzeszło światło” (Mt 4, 16). Te słowa, wzięte z proroctwa Izajasza, stawia Ewangelista na początku swojej relacji o Jezusie Chrystusie. Tymi słowami otwiera opis publicznej działalności Tego, który mając władzę nad światem, zbawił świat służąc wszy­stkim jak sługa. Te słowa – o wielkim świetle rozpraszającym mroki ludzkiego życia – i nam mają otworzyć szeroko to orędzie, jakie dziś w liturgii słowa, tej wielkiej mowie Kościoła, głosi z mocą Pan.

Trzy dzisiejsze czytania – to jakby wspaniały tryptyk, ukazu­jący Mesjasza, który ma władzę nad człowiekiem i światem. Litur­gia czytań ukazuje Go na przestrzeni olbrzymiej połaci czasu – od Mojżesza, który zapowiada przyjście proroka o nadzwyczaj­nym znaczeniu – widzimy w nim właśnie Chrystusa, poprzez Ewangelię – do św. Pawła, który udzielając wskazówek uczniom Chrystusa, chce ich przysposobić do „godnego trwania przy Pa­nu” (1 Kor 7, 35). Patrząc na ten ponadczasowy obraz Chrystusa, nakreślony przez czytania, nie znajdziemy bardziej trafnego tytu­łu, wyrażającego Jego władzę, majestat i chwałę nad ten, który za św. Pawłem powtarzali z upodobaniem pierwsi chrześcijanie – „Jezus jest Panem” (Rz 10, 9). Jest to najważniejszy element dzi­siejszego orędzia, jakie głosi nam liturgia Kościoła – „Jezus jest Panem”.

Spójrzmy raz jeszcze w tekst Ewangelii św. Marka: w mieście Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką; „uczył ich bowiem jak ten, który ma wła­dzę, a nie jak uczeni w Piśmie” (Mk 1, 21). Głoszone przez Jezusa słowo ma przedziwną moc. Otwiera przed słuchaczami nie spoty­kane dotąd głębiny prawdy i staje się, w jedynie Jemu znany sposób, źródłem światła, nowego życia, nowych wartości. To słowo Jezusa – Pana, budzi w ludziach przez swoją moc dwojaki od­ruch; u jednych wywołuje bezgraniczny podziw; u drugich staje się źródłem trwogi i niepokoju. Popatrzmy na jednych i na dru­gich. Pierwszych znamy po imieniu. Piotr, Andrzej, Jan ... i tylu innych, których imiona pozostaną na zawsze zapisane na kartach Ewangelii. Zapatrzeni w Jezusa jak w głębokie źródło. Zafascynowani i ­porwani nie tylko Jego słowem, ale nade wszystko mocą emanującą z Niego. Bo to On, ich Mistrz, mocą swej nadzwyczajnej władzy sprawia, że człowiek, jak owych dwunastu, zostawia wszystko i idzie za Nim, by choć w części mieć udział w wielkim procesie przemiany świata, by choć trochę światła zanieść ludziom, miesz­kańcom cienistej krainy śmierci. Drugich też widzimy w Ewangelii od początku. U nich także słowo Chrystusa dociera do najgłębszych pokładów duszy. Porusza nimi równie gwałtownie, bo jakże może być inaczej, ale powoduje zdecydowany bunt. Patrzmy na nich przez opis wydarzenia z dzisiejszej Ewangelii. Słyszymy złowrogie i pełne bólu: „Czego chcesz od nas Jezusie Nazarejczy­ku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś ...” (Mk 1, 24). Uwa­żaj, bo taki gotów opluć wszystko i pokrętnie pod szyld nienawi­ści podciągnąć nawet przejawy najwyższej, heroicznej miłości. Tak było od początku, od narodzin Tego, który jest samą Miłością. Uklękli przed Nim pasterze, rybacy, celnicy, grzesznicy i nierządnice; kłaniali Mu się Mędrcy, pokonując szmat drogi, a doznali panicznej trwogi ludzie pokroju Heroda, pracowników jego kan­celarii i funkcjonariuszy jego aparatu. Ale również im głoszona jest Ewangelia, bo Jezus jest Panem wszystkich i z nikogo nie rezygnuje. Takim widzimy Jezusa w dzisiejszej Ewangelii. Uzdra­wia i oczyszcza, bo ma władzę nad człowiekiem. Nawet łotr i zbrodniarz mocą tej władzy mają możliwość powrotu w ramiona Ojca. To najbardziej mocna mowa Jezusa, którą próbujemy wciąż czytać i przekładać na język życia poszczególnych ludzi. To naj­bardziej przekonujące orędzie – Jezus jest Panem człowieka.

Uzupełnieniem tej wspaniałej prawdy ewangelicznej jest treść pierwszego czytania, zaczerpniętego z Księgi Powtórzonego Pra­wa. Dobiegający kresu swych dni Mojżesz zapowiada ludowi na­dejście niezwykłego proroka. A potem – pamiętamy z dalszych wydarzeń – jak ten doświadczony naród – wśród niepowodzeń, niewoli, i Bóg wie jeszcze jakiego utrapienia, potrafił odczytać myśl Bożą i czekać ... Czekać, by mówił Ten, który jest Panem historii, czasów i narodów; czekać wśród wydarzeń, które mają również moc prorockiej mowy. Dlatego na dzisiejsze czasy po­wtórzmy sobie za narodem wybranym: „Obyśmy dzisiaj usłyszeli głos Jego, niech nie twardnieją nasze serca” (Ps 95, 7). Ta mięk­kość i podatność serca, wyczulony słuch i wzrok, i czujność w czytaniu wydarzeń sprawią, że lud, który siedzi w ciemności, ujrzy światło wielkie (Mt 4, 16). Takiej wrażliwości chrześcijańskiej bardzo nam dzisiaj potrzeba. Trzeba, byśmy – jak mówi dziś św. Paweł – „godnie i z upodobaniem trwali przy Panu” (1 Kor 7, 35).

Za kilka dni będziemy trzymać mocno światło w swoich dłoniach – będzie to w dniu Matki Gromnicznej. I stańmy wówczas razem, bliżej Światłości – wtedy wilk ucieka i Herod przestaje być straszny. Ten, który ma władzę – Chrystus, niech będzie nam Panem. Prośmy o to wraz z dziewiętnastowiecznym poetą:

„Niechaj życie pod śmiercią nie miota się dłużej,

Niech pęknie nad twym ludem dusząca go warstwa

Ze skorup samolubstwa, z mózgów niedowiarstwa,

Z umysłów najeżonych żądzą górowania [...]

Wybaw ducha polskiego, ziemię polską od niej,

Strzaskaj tę warstwę, przeorz choćby Twoim gromem,

Rozmiękcz Twoją miłością, Twym słowem zapłodnij

I sam już odtąd władaj Twoim polskim domem”.

Amen.

września 20, 2018

Rozważania codzienne - Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała

września 20, 2018

Rozważania codzienne -  Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała

Słowo Boże na dziś

Czwartek, XXIV tydzień Okresu Zwykłego

Słowa Ewangelii według św. Łukasza.
Jeden z faryzeuszów zaprosił Jezusa do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła oblewać Jego nogi łzami i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: "Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą". Na to Jezus rzekł do niego: "Szymonie, muszę ci coś powiedzieć". On rzekł: "Powiedz, Nauczycielu". "Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował?" Szymon odpowiedział: "Sądzę, że ten, któremu więcej darował". On mu rzekł: "Słusznie osądziłeś". Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: "Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje". Do niej zaś rzekł: "Twoje grzechy są odpuszczone". Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: "Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?" On zaś rzekł do kobiety: "Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju".
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym 

.

„Gdyby On był prorokiem, wiedziałby co za jedna, jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą”. I jeszcze ten fragment: „Szymonie, mam ci coś do powiedzenia(...). Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwu. Który z nich będzie go bardziej miłował? A Szymon, odpowiadając rzekł: «Sądzę, że ten, któremu więcej darował». A zwróciwszy się ku kobiecie, rzekł: «Odpuszczają ci się grzechy twoje»”.
Musiało chyba być jej bardzo trudno wierzyć, a potem zawrócić z tej drogi. Tak przecież daleka droga. Nie do uwierzenia daleka, jeśli prowadziło się takie życie. Bo w życiu bywa inaczej, niż w sentymentalnych powieściach. I trzeba było też wiele odwagi, aby z tą swoją wielką wiarą wejść między tych uczonych w Piśmie, tak dalece zajętych teologią, że nie widzieli już ani Boga, ani człowieka. „Wszedłem do domu twego, nie podałeś mi wody do nóg, a ona łzami swymi je obmyła i włosami otarła”. W domu Szymona nie było żadnych tłumaczeń, usprawiedliwień, zaklinań, jęków i babskiego wielosłowia; były tylko te fakty jakże ryzykowne, najprostsze i jedynie możliwe.
Gdyby zmuszono tę kobietę do mówienia, zapewne przez łzy wydusiłaby z siebie tylko tamte słowa, które kiedyś wypowiedział wielki król Dawid: „Zgrzeszyłem Panu”. I zapewne – jak on – pozostawiłaby resztę w milczeniu, bo nic więcej tutaj nie było do powiedzenia. Powiedział jej: „Idź w pokoju” – więc poszła. A zaraz w następnym urywku Ewangelii Łukasza widzimy Marię Magdalenę idącą także za Nim. No bo dzież niby miałaby pójść?
Był taki czas, kiedy układano złote średniowieczne legendy: o św. królach i królewnach, potem zaś opowieści o świętych nędzarzach. Był czas, kiedy pisano o świętych dziewicach i wiele czytaliśmy także opowieści o omalże świętych paniach swawolnych. Tylko, że to wszystko było literatura. A dzisiejsza Ewangelia i ta kobieta, to przecież samo życie, i to niezbyt budujące. Tylko kobieta z dzisiejszej Ewangelii, stanąwszy przed obliczem Pana, potrafiła być aż tak wielka, aby zachować się jak ubogi prostak, który nie ma nic, ale to zupełnie nic na swoje usprawiedliwienie. Tylko, że biblijna jawnogrzesznica potrafiła być także aż tak mała, aby – wróciwszy z daleka – niemodnie, prawdziwymi łzami obmyć stopy swego Króla, nie oglądając się ani na własne życie, ani też na cudzy sceptycyzm. Kobieta ta nie ma złudzeń; zna siebie, buduje wszystko na przebaczeniu Jezusa i miłości, jakiej oczekuje.
Przy naszym wspólnym stole jest i Ten, którego nie bezczeszczą pocałunki zbezczeszczonej; który chętnie podnosi do swojego poziomu, niż zniża; który raczej wyrównuje moralną przepaść, niż ją pogłębia, a swoim miłosierdziem pobudza i wzywa do bezpośredniej bliskości ze sobą tych wszystkich, którzy doświadczyli ciężaru swoich win. AMEN.


marca 06, 2018

4. Niedziela Wielkiego Postu (B) - Zaproszenie do rekolekcji

marca 06, 2018

4. Niedziela Wielkiego Postu (B) -  Zaproszenie do rekolekcji

Ukochani Bracia i Siostry!
Wielki Post to czas rekolekcji. Rekolekcje jest to próba spojrzenia na siebie w świetle Bożym, próba zobaczenia siebie takim, jakim widzi mnie Bóg. Dlatego zaproszenie do rekolekcji budzi zazwyczaj nadzieję, ale może też budzić odruch ucieczki. Z nadzieją czekają na święty czas rekolekcji różni ludzie, którzy poczuli się bliscy synowi marnotrawnemu. Jedni z nich już nie mogą dłużej znieść ciężaru grzechów, jakim czują się przytłoczeni; inni mają dość tego życia jałowego, które nieubłaganie mija, a prowadzi do nikąd – i tęsknią za nowym ży­ciem, za takim życiem, w którym sam Bóg stanie się całym ich skarbem i źródłem sensu.
Ale zaproszenie do rekolekcji, wezwanie do nawrócenia, może w nas ró­wnież budzić odruch ucieczki. Człowiekowi nieraz trudno przyznać się do swoich grzechów, nawet przed sobą samym, nawet przed Panem Bogiem. Już pierwszy grzesznik Adam usiłował się ukryć przed Panem Bogiem. O tej tendencji do ukrywania swoich grzechów przed sobą i przed innymi mówi Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii: „A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło, bo złe były ich czyny. Każdy bowiem, kto dopuszcza się nieprawości, nie­nawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego czynów” (J 3,19–20).
Spróbujmy rozpoznać konkretnie tę ciemność, w którą się chronimy, aby ukryć swoje grzechy. Najbardziej banalną jej formą jest przyłączenie się do kursujących opinii, że jakieś zło grzechem nie jest. Na przykład cel­nik Zacheusz przez całe lata podzielał opinie innych celników, że każdy wi­nien się troszczyć o swoją korzyść i nie przejmować się cudzą krzywdą ani społeczną bezpożytecznością swojej pracy, bo takie są jakoby reguły życia. Dopiero kiedy spojrzał na siebie w świetle, jakie płynie od Jezusa, przeko­nał się, jak grubo się mylił i w jakiej wielkiej pogrążony był ciemności.
A przecież pycha, która każe człowiekowi korygować Boże przykazania, nie jest niestety postawą rzadką. Czy nie słyszymy opinii, że przykazania miłości bliźniego nie da się pogodzić z twardymi wymogami życia? Albo że zasady etyki seksualnej należałoby bardziej dostosować do dzisiejszej mentalności? Przecież słyszy się nawet opinie, że w niektórych przypad­kach uzasadnione jest tzw. przerwanie ciąży, czyli zabicie żyjącego już, choć jeszcze nie narodzonego dziecka. Otóż, jeśli wśród nas jest ktoś taki, kto usiłuje poprawić Boże przykazania, takiemu mówią nie ja, ale Pan Je­zus: Człowiecze, zastanów się nad sobą, bo przecież ty bardziej miłujesz ciemność aniżeli światło!
Jest jeszcze inna forma ucieczki w ciemność, ażeby ukryć w niej swoje grzechy. Mianowicie, lubimy niekiedy potępiać zło w innych, ażeby na tej drodze wzmocnić dobre mniemanie o samym sobie. W ten sposób faryze­usz potępiał grzechy celnika, który razem z nim przyszedł do świątyni mo­dlić się. Zresztą on, faryzeusz, naprawdę nie był takimi grzechami obciążo­ny. Ale faryzeusz nie zdawał sobie sprawy z tego, że potępiał celnika po to, aby ukryć swój brak miłości Boga i ludzi. Przecież grzechy celnika, które tak jednoznacznie potępiał, wcale go nie martwiły. Pana Boga zaś ów fary­zeusz nie kochał, tylko usiłował podporządkować Go swoim interesom. Otóż odważmy się postawić sobie surowe pytanie: A może to właśnie ja osądzam innych, ażeby w ten sposób ukryć się ze swoimi własnymi grzecha­mi? Jeżeli tak jest, znaczy to, że bardziej miłuję ciemność aniżeli światło.
Ciemnością, w której usiłujemy ukryć niekiedy swój egozm i jałowość swojego życia, może być również nasza pozorna sprawiedliwość. Wydaje ci się, że jesteś człowiekiem bez zarzutu, bo nie jesteś złodziejem i brzydzisz się cudzą krzywdą. Ale może ty jesteś grobem pobielanym – wprawdzie nie krzywdzisz bliźniego, ale też nie zauważasz potrzebujących, którym właśnie ty powinieneś pomóc; wprawdzie nikogo nie okradniesz, ale też je­steś pełen zawiści w stosunku do sąsiadów, którym powodzi się lepiej niż tobie. Może zwiedziony swoją pozorną sprawiedliwością zapomniałeś już nawet o tym, poco znalazłeś się na tej ziemi – że sam Bóg jest twoim prze­znaczeniem i że to On powinien stać się pierwszym skarbem twojego życia. Gdybyś Boga naprawdę odnalazł, może z większą cierpliwością i mądrością umiałbyś znosić te cierpienia i udręki, jakie cię obecnie spotykają? Gdyby Bóg naprawdę stał się całym skarbem twojego życia, zapewne napełniało­by cię to spontaniczną życzliwością dla każdego człowieka, z którym się spotykasz.
Bracia i siostry! Wielkopostne rekolekcje to nie tylko wspaniała szansa dla syna marnotrawnego, którego powrotu wypatruje Boski Ojciec. To również wielkie wezwanie do tego faryzeusza, który wciąż jeszcze siedzi w każdym z nas, a który bardziej miłuje ciemność, aniżeli światło.
Rekolekcje mają w sobie coś z błogosławionego sądu Bożego nad człowiekiem. Wiemy, że sąd Boży będzie polegał nie tylko na tym, że się w peł­ni ujawni nasze dobro i zło. Sąd Boży będzie potężnym wkroczeniem Boga w sprawy między ludźmi oraz w ludzkie wnętrza. Bóg ukróci wówczas zło i przywróci dobru wszelkie należne mu prawa. Dlatego sądu Bożego się boi­my, a zarazem za nim tęsknimy. Lękamy się sądu Bożego, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że zła cząstka mojego ja zostanie wówczas zdemaskowa­na, że zostaną jej wówczas odebrane wszystkie możliwości górowania nad dobrem i udawania czegoś dobrego. Ale jednocześnie tęsknimy za sądem Bożym, bo dobra, Boża cząstka mojego ja otrzyma wówczas pełną obronę, uzyska całą należną jej wolność.
Otóż spróbujmy przeżyć nasze wielkopostne rekolekcje jako uprzedzenie sądu Boże­go na ziemi. Spójrzmy na siebie w świetle Chrystusa. Jeśli zauważamy w so­bie rzeczy niedobre, podziękujmy Bogu za łaskę zobaczenia siebie w praw­dzie, bo lepiej zobaczyć swój grzech teraz, niż gdybyśmy go mieli zobaczyć dopiero na sądzie ostatecznym. Ale światło Chrystusa nie tylko rozjaśni nasze wnętrze. Ono jest potężne. Potęga światła Chrystusowego wzmocni w nas to wszystko, co tęskni w nas za Bogiem. Jeśli zaś otrzymamy od Chrystusa łaskę zobaczenia grzechu, jakiego przedtem w sobie nie dostrzegaliś­my, to łaska ta uzdolni nas zarazem do pokonania tego grzechu. Nie może być inaczej, przecież – jak słyszeliśmy w dzisiejszej ewangelii – „Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat zo­stał przez Niego zbawiony” (J 3,17).
Zatem szukajmy tego zbawczego światła Chrystusa, które jest niszczące dla naszego grzechu, a życiodajne dla człowieka Bożego, jaki w nas miesz­ka. To światło zawiera się w słowie Bożym, jeśli wsłuchujemy się w nie z wiarą. To światło ogarnia człowieka, który stara się cierpliwie i w Duchu Bożym znosić spotykające go utrapienia. To światło zstępuje na człowieka na modlitwie, jeśli staram się tak modlić, ażeby naprawdę zjednoczyć się z Bogiem.
Ale nie przypadkiem łaskę dobrych rekolekcji najszczególniej łączymy z przystąpieniem do sakramentów świętych. Bo w sakramencie pokuty sam Chrystus zstępuje do mojej duszy, ażeby ujawnić mój grzech i go zniszczyć, mnie zaś z moimi dobrymi skłonnościami ażeby wziąć w opiekę i umocnić. Darem zaś komunii św. jest już nie tylko zbawcza moc Chrystusa, ale On sam, który pragnie mnie i nas wszystkich uczynić jedno z sobą. Kiedy człowiek to zrozumie, nie może się nacieszyć tym, że tak bardzo Bóg nas umiło­wał. I robi się człowiekowi przykro, że dotychczas może nie zawsze umiał docenić dar sakramentów świętych. I chciałbym odtąd korzystać z tego daru częściej i rzetelniej. I spełniają się wówczas na mnie słowa Pana Jezu­sa z dzisiejszej Ewangelii: „Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego czyny są dokonywane w Bogu” (J 3,21).
Zatem zbliżajmy się z ufnością do tego Światła, któremu na imię Jezus Chrystus. Oby dzisiaj każdy z nas przybliżył się jakoś do Jezusa Chrystusa i odnalazł w Nim swojego Zbawcę. Amen – niech się tak stanie.


lipca 06, 2017

Jezus uzdrawia paralityka i odpuszcza mu grzechy

lipca 06, 2017

Jezus uzdrawia paralityka i odpuszcza mu grzechy

Słowo Boże na dziś

Czwartek, 13 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 9, 1-8

Jezus wsiadł do łodzi, przeprawił się z powrotem i przyszedł do swego miasta. A oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Ufaj, synu! Odpuszczone są ci twoje grzechy». Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: On bluźni. A Jezus, znając ich myśli, rzekł: «Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? Cóż bowiem łatwiej jest powiedzieć: „Odpuszczone są ci twoje grzechy”, czy też powiedzieć: „Wstań i chodź!” Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów» – rzekł do paralityka: «Wstań, weź swoje łoże i idź do swego domu!» On wstał i poszedł do domu. A tłumy ogarnął lęk na ten widok, i wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom.
 

Refleksja nad Słowem Bożym


Jest pewien wróg zaprzysiężony, z którym ludzkość od wieków prowadzi walkę na śmierć i życie; walkę, która poprzez chwilowe zwycięstwa wiedzie ku nieuchronnej śmierci – tym wrogiem jest choroba. Istnieją podobno ludzie, którzy nigdy nie byli u lekarza, ale chyba nie ma osób, które by w swoim życiu nie chorowały. Ludzka wynalazczość zdąża ku temu, by opanować, zlikwidować choroby. I należy Bogu dziękować za te wysiłki, które zmierzają do ratowania życia, czy też leczenia człowieka. Bogu należy również dziękować za lekarzy, leczących chorych, tych wszystkich, którzy opiekują się chorymi. To jest wielki dar. Bóg pragnie, aby poprzez te wysiłki, chorzy odzyskiwali zdrowie.
Jakże cennym darem jest dar leczenia, jaki posiadają lekarze – związany jest z ich osobistą świętością. Ale i oni, nawet ci najświętsi, najwięksi specjaliści są często bezradni wobec choroby niszczącej organizm człowieka. Stajemy bezradni, a zarazem wciąż proszący Boga – przecież słowo: życzę ci zdrowia, jakże często płynie w czasie imienin, urodzin; może często na pierwszym miejscu wśród życzeń słyszymy słowo zdrowia, a Bóg inne dary doda. Tak często w życzeniach możemy usłyszeć, to zatroskanie o zdrowie dziecka bardzo często nie pozwala matce na spokojny sen, troska o starszych, schorowanych rodziców – tutaj okazuje się serce dzieci.
Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam sytuację, w której przyniesiono do Jezusa sparaliżowanego człowieka; nie zostało powiedziane, czy to ktoś z rodziny, czy ktoś z przyjaciół. Jedno jest pewne: te osoby, które przyniosły owego człowieka, chciały mu pomóc; nie był im obojętny stan tego człowieka. Dowiedzieli się o tym, że Mistrz z Nazaretu przybywa, Ten, który powiedział: “Duch Pański posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, abym uciśnionych odsyłał wolnymi”. Czyż choroba nie jest swoistym więzieniem dla człowieka? Paraliż, nie pozwalający chodzić, działać ogranicza człowieka w jego istocie. Jezus staje się nadzieją dla tego człowieka.
Człowiek i dzisiaj poszukuje tej nadziei. Słysząc o lekarzu, specjaliście, rodzina chorego uda się tam, aby umówić się, aby zawieźć, bo pojawia się nadzieja, bo zapala się światło, iż ich chory będzie może na nowo przywrócony do zdrowia. Ale czy ci, którzy przynieśli tego człowieka, mogli się spodziewać, że będzie właśnie taki przebieg tegoż spotkania z Tym, który jest Lekarzem? Jezus okazuje się nie tylko lekarzem ciał, ale i dusz, serc ludzkich, a można by powiedzieć, że przede wszystkim serc ludzkich. Czyż ciało i dusza nie tworzą jedności w człowieku? Jeżeli ciało jest chore, jeżeli ktoś dowiaduje się o tym, że jest chory, to fakt ten zamyka często człowieka na innych, powoduje załamanie. Ale i grzech, wiemy, że zaciemnia oblicze człowieka. Przypomnijmy sobie scenę z Księgi Rodzaju – historię Kaina i Abla. Po zabiciu brata, Bóg pyta się go: “Dlaczego jesteś smutny? Dlaczego twoja twarz jest ponura?”. To grzech sprawia, że oblicze Kaina jest smutne, ponure.
My również niejednokrotnie doświadczyliśmy tej postawy ponurości, smutku, jako skutku grzechów, które zakradły się do naszego serca. A dzisiejszy świat, może pod sztucznym uśmiechem, służącym niejako maska, kryje często chorą duszę, którą trzeba uleczyć, bo cóż z tego, że ten sparaliżowany człowiek odzyskałby zdolność chodzenia, jeżeli dalej jego dusza byłaby chora. To Bóg zna serce człowieka – człowiek widzi to, co na zewnątrz, ocenia tylko po ludzku – Bóg zna serce każdego z nas i wie, że zdrowie nasze zaczyna się od zdrowia serca naszego, serca w którym będzie Jego miłość. Bogu niech będą dzięki za te dary, których nam użycza: za zdrowie. Czy dziękujemy Bogu za to, że dał nam wzrok, słuch, usta mówiące? Ale musimy pamiętać, że te dary mają służyć temu, aby Boga chwalić, Boga zobaczyć, aby głosić dobrą nowinę naszymi ustami. Nie trzeba również przekonywać nas, wierzących, o cudach, jakie dokonują się w sakramencie pojednania, bo tym sakramencie jest mowa w dzisiejszym czytaniu. Jezus uwalniający od grzechu.
16 czerwca 2002r., w Rzymie, Ojciec św. Jan Paweł II ogłosił Ojca Pio świętym. Czy to nie jest znak, aby każdy z nas Bogu dziękował za sakrament Pokuty, sakrament, który prowadzi ku wolności. Bo św. Ojciec Pio, ten więzień konfesjonału, stał się znakiem przez sprawowanie tego sakramentu, jak bardzo ludzkości dzisiaj potrzebny jest ten sakrament. W tym sakramencie Bóg czeka ze swoją mocą, swoim pełnym uzdrowieniem; mocą, która pozwala nam, jako Jego dzieciom, żyć i radować się tym życiem.
Jeszcze jeden moment w dzisiejszej Ewangelii: ten człowiek został przyniesiony do Jezusa. To jest takie wezwanie, które dzisiaj Bóg do nas kieruje, bo i my jesteśmy wezwani, aby “przynieść” do Jezusa tych, o których wiemy, że wymagają Jego leczenia. Jeżeli masz możliwość, aby porozmawiać z osobą, która długi czas nie była u spowiedzi – uczyń to; jeżeli rodzi się w twoim sercu dzisiaj taka myśl – idź za tą myślą, aby tą osobę zachęcić. Jeżeli czujesz jednak, że ta osoba jeszcze jakby nie dojrzała do tego momentu, to każdy z nas może i powinien przedstawiać Bogu tych, którzy są chorzy, szczególnie na duszy. Bóg dzisiaj nas wzywa, abyśmy i my otaczali osoby, które potrzebują Jego miłości, naszą modlitwą, uczynnością, miłością, bo to jest droga do tego, aby poruszyć i otworzyć ludzkie serca na Bożą miłość i miłosierdzie. Niech się tak stanie!
 

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger