Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pokora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pokora. Pokaż wszystkie posty

listopada 04, 2023

Rozważania Codziene - Proszę Cię, Jezu, o łaskę pokory!

listopada 04, 2023

Rozważania Codziene - Proszę Cię, Jezu, o łaskę pokory!

 

Słowo Boże na dziś

Sobota, 30 tygodnia Okresu Zwykłego

 Przypowieść o zaproszonych na ucztę  (Łk 14, 1. 7-11)


✠
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. Potem opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: «Jeśli cię ktoś zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by przypadkiem ktoś znamienitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: „Ustąp temu miejsca”, a wtedy musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. A gdy przyjdzie ten, który cię zaprosił, powie ci: „Przyjacielu, przesiądź się wyżej”. I spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony».

Refleksja nad Słowem Bożym

W dzisiejszej Ewangelii czytamy o tym, jak Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek. Jako zapewne wiemy z różnych fragmentów Ewangelii, faryzeusze nie jadali z byle kim. Ludzi, których uważali za nieczystych, nie tylko, że nie zapraszali, ale nawet nie przystawali z nimi. Zatem zaproszenie Jezusa na wspólny posiłek świadczy o tym, iż mimo, że wciąż Go śledzili i wciąż im coś zarzucał, był dla nich niewygodny, to jednak nie uważali Go za nieczystego. Pamiętamy również, że faryzeusze lubili robić wiele rzeczy na pokaz. W jednej z Ewangelii możemy przeczytać, że nosili długie frędzle u płaszczy, modlili się głośno na rogach ulic, na rynku, żeby ich widziano, pościli na pokaz i zajmowali pierwsze miejsca w synagogach. Na różnych przyjęciach, gdzie bardzo ważnym miejscem był suto zastawiony stół, miejsca przy stole były związane Zgodnością lub bliskością osoby względem gospodarza, lubili zajmować pierwsze miejsca. Zatem nic dziwnego, że Jezus, będąc właśnie w takiej sytuacji, wykorzystał okazję, aby zganić ich pychę.
Powiedział do nich wyraźnie: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. I musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Jezus mówił też, że jeśli usiądziesz na ostatnim miejscu, to wtedy ten, co cię zaprosił, każe ci się przesiąść i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich.
Z tych prostych słów Jezusa widać wyraźnie, że pycha się nie opłaca, a pokora przynosi pozytywne efekty i tu wcale nie chodzi tylko o miejsca przy stole, ale o zachowanie ludzi w ogóle. Tu trzeba właściwej samooceny, trzeba też zauważyć innych ludzi wokół siebie. W życiu jest trochę podobnie jak w sporcie. Wielu sportowców z całego świata przygotowuje się do olimpiady z jakiejś konkretnej dyscypliny, ale na pierwszym stopniu podium może stanąć tylko jeden. Reszta musi się zadowolić kolejnymi miejscami. Proszę więc sobie wyobrazić, co by było, gdyby wszyscy zawodnicy byli pewni, że są najlepsi, więc muszą być pierwszymi. Zapewne po przegranej nie wiedzieliby, co z sobą zrobić. Zdrowi zawodnicy jednak nie załamują się, ale już przygotowują się do kolejnej olimpiady. Niestety, ta faryzejska cecha, aby pokazać się lepszym od innych, aby wywyższać się ponad innych, nie wiedząc nawet, kim oni są lub zwalać winę na innych, aby samemu uniknąć nieprzyjemności, była i jest zauważalna przez wieki i prowadzi do wielu niepotrzebnych cierpień. Jezus zaś przed ostatnią wieczerzą umywał nogi swoim uczniom i polecił apostołom, aby czynili podobnie. Jezus był ich Mistrzem, Nauczycielem, a zajął miejsce sługi.
Tę samą postawę zajmował wciąż wobec Boga Ojca, mówiąc, że po to przyszedł na świat, aby pełnić Jego wolę. Był też posłuszny Ojcu aż do śmierci krzyżowej. Ojcu, a nie komukolwiek z ludzi, jeśli ktoś wymagał od Niego czegoś, co nie było zgodne z prawdą. Postawę służby wykazywał również przez uzdrowienia, nauczanie, w którym nikt nie może dopatrzyć się choćby odrobiny pychy.
Dobrze by było raz jeszcze wczytać się w Ewangelię, aby w stosunkach międzyludzkich móc naśladować naszego Mistrza Jezusa Chrystusa.
Mamy przez pokorę, przez rezygnację z przyznawania samemu sobie pierwszego miejsca, zwłaszcza na rzecz innych naśladować swego Mistrza. Nie oznacza to poniżania się, ale uniżenie - na wzór Jezusa, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć.
Prośmy dzisiaj - przez wstawiennictwo św. Karola Boromeusza - o dar prawdziwej pokory, która jest wyznaniem prawdy o Bogu i nas samych.
 
 

listopada 28, 2022

Rozważania Adwentowe - Bliskość Ojca

listopada 28, 2022

Rozważania Adwentowe - Bliskość Ojca
Poniedziałek, I Tydzień Adwentu



Rozważania Adwentowe - Bliskość Ojca
„Przyjdę i uzdrowię go" Mt 8,7

Kochani Bracia i Siostry!
W mroku nocy sąsiedzi dostrzegli niespodziewanie płonącą postać, która biegła przez las wydając okrzyki pełne bólu. Po chwili nieludzki krzyk zupełnie zamarł. Odszedł z ziemi, która była dla niego zimną, pozbawioną miłości planetą. W pożegnalnym liście tłumaczył swój akt samospalenia całkowitym brakiem sensu życia. Oskarżał samego siebie, iż nie rozwinął w sobie szczególnych uzdolnień artystycznych. Rodzicom zarzucał całkowity brak ciepła rodzinnego, wspólnej rozmowy, a przede wszystkim brak świadectwa życia religijnego. Szkołę uważał za wielki, anonimowy kombinat, który stopniowo niszczył jego indywidualność i potrzebę tworzenia rzeczy nowych w ramach wspólnoty. Przerażał go brak osoby, która ukazywałaby właściwy kierunek w jego życiu.
Moi drodzy, tak często brakuje nam idei wiodącej, która byłaby w stanie ożywić duchowo całe narody, jak również poszcze­gólne osoby. Ustawiczna wegetacja cywilizacji w konsumpcyjnym stylu życia powoduje narastanie lęku przed przyszłością, prowadzi do braku sensu życia. W skostniałym społeczeństwie ujawnia się często pozbawione duchowej energii życie chrześcijan, które nie jest w stanie uzdrowić schorowanego duchowo człowieka, żyjącego na przełomie tysiącleci. Życie ludzkie przypomina samotność dziecka, które już nie pamięta twarzy ojca, jego promieniowania miłości, która rodzi pokój i bezpieczeństwo.
Rozpoczynający się Adwent roku 2022, to kolejna próba odnalezienia w naszym życiu codziennym duchowego oblicza Boga Ojca w Chry­stusie. W narastającym lęku, samotności, duchowym paraliżu słyszymy słowa Chrystusa: „Przyjdę i uzdrowię go”, "Przyjdę i uzdrowię Cię....".
Kochani moi, rozważmy dziś spotkanie Jezusa z setnikiem w kontekście adwentowego oczekiwania na nasze spotkanie z Panem.
Spotkanie Jezusa z setnikiem przypomina bardzo spotkanie Pana z Syrofenicjanką, gdy ta prosiła o uzdrowienie dziecka. W tamtej sytuacji Jezus daje do zrozumienia, że posłany jest wpierw do owiec, które poginęły z domu Izraela.
Podobnie w dzisiejszym fragmencie w oryginale czytamy o pytaniu Jezusa, a nie stwierdzeniu, że ma przyjść i uzdrowić sługę setnika. Setnik, który był poganinem, prawdopodobnie Syryjczykiem, nie daje za wygraną. Mówi, że tak samo jak jego żołnierze i słudzy wykonują to, co im każe, tak samo on wierzy w słowa Jezusa. W postawie setnika widzimy nie tylko wielką wiarę, ale i pokorę.
Chrystus przychodzi do nas w różnych wydarzeniach, które stanowią wielobarwną paletę Jego obecności. Otwórzmy oczy! Rozpoznajmy barwy Jego obecności! Syn Boży, który przyjął nasze opuszczenie stając się naszym bratem, pełną miłości obecnością Ducha Świętego, usuwa nasz grzech, słabość, niewystarczalność i pozwala się nam przytulić do Boga ojca pełnego miłosierdzia. Powiedzmy sobie jasno – to On przychodzi do nas, aby nas uzdrowić. Nasze uzdrowienie to nic innego, jak przywrócenie w nas obrazu dziecka Bożego, abyśmy byli żywą ikoną Jego obecności pośród ludzi, którzy wciąż znajdują się na drodze poszukiwań zagubionego domu swojego Ojca.
Przez głęboką wiarę, nawrócenie, stan łaski uświęcającej i modlitwę, odkrywamy w sobie i w naszych bliźnich zapomniane oblicze Boga Ojca, który nas nigdy nie opuścił i zawsze czuwa nad każdym naszym krokiem.

Czy daję Bogu prawo do kształtowania mojego życia według Jego miary, Jego woli?
Czy jestem cierpliwy w modlitwie i proszeniu Go w sprawie, z którą do Niego przychodzę, z którą przed Nim staję?
Czy staję przed Bogiem, uznając, że jest Panem i że Jego plan dla mnie jest najlepszy, lepszy od mojego?

Z wiarą i pokorą setnika z Kafarnaum wołam: Panie nie jestem godzien…, ale przyjdź i zamieszkaj w moim sercu!


 

października 22, 2022

30 Niedziela Zwykła (C) – Świętość to pokora

października 22, 2022

30 Niedziela Zwykła (C) – Świętość to pokora
30 Niedziela Zwykła, Rok C – Świętość to pokora


1. „W piekle znajduje się mnóstwo cnót, ale nie ma tam pokory. W nie­bie znajduje się mnóstwo wad, ale nie ma pychy” - mawiała święta siostra karmelitanka Maria od Jezusa Ukrzyżowanego, zwana też Małą Arabką. Sama siebie najchętniej nazywała „Maleńką Nic”. Uczyła się pokory w szkole Ukrzyżowanego, z którym łączyły ją za­równo życiowe przeciwności, jak i zakonne imię. Miriam Baouardy pochodziła z rodziny arabskich katolików. Urodziła się w wiosce Abellin, położonej w połowie drogi między Hajfą

sierpnia 28, 2022

22. Niedziela Zwykła (Rok C) – Ostatni będą pierwszymi

sierpnia 28, 2022

22. Niedziela Zwykła (Rok C) –  Ostatni będą pierwszymi
Umiłowani bracia i siostry! Kościół św. w dniu dzisiejszym chce nas nauczyć cnoty pokory. W pierwszym czytaniu mądrość Boża wskazuje nam drogę do prawdziwej wielkości, zasługującej na uznanie w oczach Boga i ludzi. A droga, która prowadzi do Boga, według św. Pawła, prowadzi przez Jezusa Chrystusa. Jest ona pewna, pod warunkiem, że będziemy Go naśladować we wszystkim.
W dzisiejszej Ewangelii Chrystus Pan nawiązuje do pewnego zdarzenia, które zaobserwował w swoim otoczeniu. „Wybierali so­bie pierwsze miejsca" (Łk 14, 7), a czynili to zapewne tak ener­gicznie, że nie uszło to uwagi Zbawiciela, i dlatego Jego nauka: bądź pokorny, zajmuj ostatnie miejsce, a ten który cię zaprosił będzie pamiętał o tobie i posadzi cię wyżej. „Każdy kto się wy­wyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony" (Łk 14, 11). Dochodzimy więc do sedna zagadnienia, które zostało przed nami postawione. Jest nim problem pokory. Pokora bowiem decyduje o wielkości człowieka. Już św. Franciszek z Asyżu, ten pokorny naśladowca Chrystusa powiedział: „Człowiek jest tym kim jest, i niczym więcej". Pokora bowiem nie urąga pragnieniu wielkości, poprzez którą człowiek chce utrwalić samego siebie, ale jest ona równowagą rozumu, który zna swoje miejsce, oraz ser­ca, które nie pragnie ponad miarę. To Bóg wyznaczył człowie­kowi miarę. Nie może on jej przekroczyć, bo wtedy zajmie cu­dze miejsce i może usłyszeć: Przyjacielu, przesiądź się niżej! (Łk 14, 9). Pycha jest przejawem głupoty. Burzy ona porządek, którego nie można burzyć bezkarnie. Na przełomie sierpnia i września, kiedy stajemy przed kolejną rocznicą straszliwej za­wieruchy wojennej, rozpętanej przez „nadludzi", owładniętych szatańską pychą panowania nad całym światem, wiemy do cze­go prowadzi zburzony porządek dany przez Boga! Człowiek, człowiekowi gotuje tak straszliwy los wówczas, kiedy obali porzą­dek wartości, zakodowany w jego sercu. Ileż krzywd wyrządziła bliźnim niepohamowana pogoń za bogactwem, za zdobywaniem w niegodziwy sposób zaszczytów i godności? Porządek oparty na subiektywnym prawie, bez liczenia się z prawem innych ludzi, a zwłaszcza z Bożym prawem, prowadzi nieuchronnie do groźnych konfliktów. Dlatego, boimy się ludzi, którym brak pokory! A lu­dzi naprawdę wielkich podziwamy za ich pokorę. To chyba dlatego wyrocznia delficka nazwała Sokratesa najmędrszym. Je­mu to przypisuje się słynne powiedzenie: „Wiem, że nic nie wiem..." To dlatego urzeka nas pokora, prawdziwa kultura bycia u ludzi naprawdę wielkich. Im więcej wiedzą, głębiej są prze­świadczeni, że wiele jeszcze im brakuje, stąd ta skromność i po­kora.
Drodzy bracia i siostry! Wróćmy do dzisiejszej Ewangelii. Chry­stus Pan nie tylko mówił o wartości pokory, ale całym swoim życiem dawał przykład jak ją praktykować. Dlatego zwraca się do nas wszystkich: „Uczcie się ode Mnie, że jestem cichy i po­kornego serca" (Mt 11, 29). To wskazanie będzie miało zawsze wielu zwolenników. Nie można stać się świętym, dobrym czło­wiekiem, nie będąc pokornym. Porywającym przykładem wiel­kości i pokory jest Najświętsza Maryja Panna, pokorna Słu­żebnica Pańska. Włączyła się w zbawczy plan Ojca Niebieskiego z całą świadomością i pokorą. W domu Elżbiety wyśpiewa prze­piękny hymn „Magnificat" – „Wielbi dusza moja Pana", w któ­rym odda chwałę Panu ale też stwierdzi, że „odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia, gdyż Pan wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy". Pyszniących się zamysłami serc swoich Bóg rozproszy, władców strąci z tronu, a bogatych z niczym od­prawi. Bóg, bowiem – mówi dalej Maryja – okaże moc swego ramienia tym, którzy się Go boją. Pokornych wywyższy i głod­nych nakarmi, bo Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie (Łk 1, 46–55). Wielkość niedościgła, ale zarazem pokora godna Matki Zbawiciela.
Tak będzie zawsze. Kiedy Matka Boża objawi się w La Salette dwojgu biednym dzieciom w dniu dziewiętnastym wrześ­nia 1846 r. – to całą swoją postawą i ubiorem, przypomni nam o tej zapomnianej cnocie, jaką jest skromność i pokora. Gdy stajemy na miejscu zjawienia w La Salette, 1800 metrów npm., w tej wspaniałej scenerii szczytów alpejskich, widzimy potęgę Stwórcy, a zarazem naszą małość. Wtedy przeżywa się prawdę wyznania poety: „Czymże jestem Panie, przed Twoim Obliczem – prochem i niczem" (A. Mickiewicz). W La Salette, w otoczeniu cudownej przyrody, padają ważkie słowa nawołujące ludzi do przestrzegania porządku wartości. Orędzie Matki Bożej z La Salette – powie później znany francuski pisarz Leon Bloy – jest wołaniem o powrót człowieka do ładu moralnego ustanowionego przez Boga!
Idąc za przykładem pokornej Służebnicy Pańskiej, wielu Polaków zdobyło szczyty świętości. Wspomnieć tu nam trzeba, choć­by św. Maksymiliana, męczennika z Oświęcimia, który w szkole Niepokalanej nauczył się, jak zwyciężać zło – dobrem i poko­rą. Na pewno spotkaliśmy ludzi szlachetnych, dobrych, którzy bezinteresownie świadczyli drugim dobro. Dobrych jak chleb, który wszystkim smakuje. Tak mówiono o św. Bracie Albercie, apostole dobroci. Spotkanie takich ludzi uważajmy za wielki dar Boży. Oni to czynią nasze życie bardziej znośnym i ludzkim. „Ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi" (Mt 30, 16). Jest w tym stwierdzeniu zawarta wielka mądrość Boża. Sprawiedliwy Ojciec Niebieski zadba, aby wszystkie krzywdy były naprawione, aby wszystkie nierówności były wyrównane, a wszystkie długi zwró­cone.
Drodzy bracia i siostry, zwłaszcza wy, którzy uważacie, że jesteście przez życie pokrzywdzeni, że nikt się Wami nie inte­resuje, że jesteście opuszczeni, słuchajcie co mówi nam Pan: „Ostatni będą pierwszymi". O nikim Pan nie zapomni! Błogosła­wieni jesteście, którzy dobrze czynicie, a wy – smutni, cierpią­cy, płaczący – będziecie pocieszeni.
Drodzy bracia i siostry! Za chwilę stanie wśród nas Chry­stus w Eucharystii. On niedościgły wzór miłości prosi nas, byś­my uczyli się od Niego, jak mamy być cisi i pokorni, by stać się wielkimi w oczach Bożych. Niech Najświętsza Maryja Panna, pokorna Służebnica Pańska dopomaga nam do zdobycia tych wiel­kich cnót: pokory, skromności i szlachetności, które sprawią, że życie w ojczyźnie naszej będzie pełne szczęścia i pokoju. Amen.


września 01, 2019

22. Niedziela Zwykła (Rok C) – Aby stawać się człowiekiem

września 01, 2019

22. Niedziela Zwykła (Rok C) – Aby stawać się człowiekiem
Ukochani Bracia i Siostry! Wakacje się kończą, a słoneczne były jak rzadko i krótkie jak zawsze. Tak wiele wydarzeń dał nam przeżyć Pan: Ojciec św. był wśród nas, pola nam zbożem obrodziły, sejm się namozolił i ustaw nam wiele dostarczył, sportowcy zło­to przywieźli, a pielgrzymów na Jasną Górę doszło pieszo tyle tysięcy, że trudno policzyć; rolnicy przynieśli do kościoła najurodziwsze kłosy, pierwsze owoce i polskie kwiaty Matce Boskiej Zielnej.
Cudowny jest Pan Bóg, że czas nam podzielił na wakacje i rok nauki, na miesiące pracy i oczekiwania na urlopy; a wszyst­ko to po to, aby człowiek łatwiej sobie lata liczył i z każdym rokiem stawał się lepszym człowiekiem. My wszyscy przez Ojca Stwórcę jesteśmy powołani, aby przez dane nam życie kształto­wać swoje człowieczeństwo, na wzór Ojca, który jest doskonały. Sam Bóg stawszy się Człowiekiem nie tylko ukazał nam piękno człowieka, ale nauczył nas jak kształtować w sobie wewnętrz­nego człowieka. Piękno człowieka nie polega tylko na zewnętrz­nym wyglądzie, ale na pięknie ukształtowanej osobowości, na pięknie jego serca.
Można przecież wyhodować okazowe egzemplarze ludzkie, z harmonijnymi proporcjami ciała, z doskonałymi manierami, z per­fekcyjną sprawnością ciała, ale zawsze będziemy pytać, jaki to jest człowiek? Z uznaniem oglądamy gwiazdy filmowe, laurea­tów wszelkich konkursów, medalistów sportowych, mężów sta­nu, ale znów pytamy: na ile on jest człowiekiem?
W ostatnie niedziele zaskakuje nas Pan Jezus swymi naukami wobec faryzeuszów. Przecież to ludzie wykształceni, elita ówcze­snego społeczeństwa; a jednak wobec nich Pan Jezus mówi tak mocno, że aż dziwne, iż mówi to Dobry Nauczyciel. Dlaczego ich tak zaczepia? Przecież mają dobre maniery, są wykształce­ni, ubierają się pobożnie, a On do nich: groby pobielane! Na zewnątrz jesteście przyzwoici, a wewnątrz pełni zgnilizny, swoje kubki obmywacie z wierzchu, a w środku są pełne plugastwa. Unikacie nieczystych pokarmów, abyście się nie zabrudzili, a nie to paskudzi człowieka, co wychodzi na zewnątrz, lecz to, co po­chodzi z serca człowieka: pycha, nienawiść, cudzołóstwo, zazdrość – to czyni człowieka wstrętnym (Mt 23, 25–29). Mimo to Pan Jezus chodził do celników, rzymskich kolaborantów, był u Szymona – przewodniczącego faryzeuszów, a towarzysze Szy­mona Go podglądali. To filmowa prawie scena, gdy w tym to­warzystwie znalazła się Magdalena, która łzami obmywała sto­py Jezusa, ocierała je włosami, namaszczała drogim olejkiem (Łk 7, 37–49). A oni myśleli: gdyby On wiedział, kim ona jest? Wiedział. Wiedział, ale korzystając z tej sposobności poka­zał im, że są o wiele podlejszym gatunkiem niż ona. Patrz, Szy­monie – przyszedłem do twego domu, a ty mnie nie przywi­tałeś, a ona – odkąd weszła – całuje moje stopy. Nie dałeś mi sposobności, abym obmył ręce, a ona łzami stopy Mi obmyła. Nie namaściłeś Mi głowy, a ona stopy moje namaszcza (Łk 7, 44–47). No i cóż, wielki człowieku? Ona jest tylko jawnogrzesz­nicą i potrafi płakać, a ty zostałeś tylko chamowatym faryzeu­szem.
A dziś w Ewangelii: No i cóż panowie, tak się pchacie na pierwsze stołki? Te krzesła są nie dla was. Przyjdzie ktoś god­niejszy i każą ci przesiąść się na koniec, i będzie ci głupio wobec wszystkich biesiadników (Łk 14, 8–10). I cóż, kochany – słuchając tego wszystkiego powiesz: Ale ich Pan Jezus zrobił na szaro. Tak, ale to jest lekcja dla każdego z nas, On to do nas mówi.
Zaczyna się rok szkolny. Tyle milionów młodych ludzi roz­pocznie pracę nad kształtowaniem swego umysłu i swojego cha­rakteru. Wszyscy pragniemy, aby urosło nam pokolenie mądrych, pięknych ludzi, „nowych ludzi plemię, jakich dotąd nie widziano". W znalezieniu metody kształtowania pięknego człowieka niech nam pomogą trzy zdania:
– Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat zyskał, a na duszy poniósł szkodę? (Mt 16, 26). Po­śród was będzie inaczej: jeśli kto chce być wielkim, niech bę­dzie jako sługa (Mt 20, 26). To Pan Jezus.
– Beznadziejnym, ikarowym lotem byłby cały wysiłek kultury nowożytnej, gdyby przez nierozwagę straciła podporę tych skrzydeł, które przypiął jej geniusz kultury antycznej. To Boy-Żeleński.
– Najważniej­szym w wychowaniu socjalistycznego człowieka jest najpierw wychować człowieka. Gdybyśmy uczynili inaczej, mielibyśmy do czynienia z politycznie uświadomioną bestią. To Igor Neverly.
Dziś, gdy jest ostatnia niedziela wakacji, gdy rozpoczną się zajęcia w szkole, katechizacja, uczenie się w domu, my wszyscy: rodzice, nauczyciele, ksiądz, siostra katechetka, musimy sobie uczciwie odpowiedzieć, czy moim dzieciom każdą lekcją, każdym spotkaniem pomogłem, aby stały się lepsze? A je­śli nie pomogłem albo przeszkodziłem, to lepiej, żeby mi u szyi uwiesili kamień młyński i zanurzyli w głębinie morza. Tak, to bardzo wielka odpowiedzialność.
To niech ksiądz nam powie, jak te dzieci uczyć, aby nam dobrze urosły? Jestem księdzem i wiem dobrze o jednym: nie urośnie piękny człowiek, jeśli nie będzie się modlił. Nie urośnie piękny człowiek, jeśli nie będzie się spowiadał. Nie urośnie piękny człowiek, jeśli nie będzie nosił w sobie Chrystusa. A jeśli wszyst­ko to uczyni dobrze, to nie będzie stał na rynku cały dzień próż­nując z łatwym tłumaczeniem: nikt nas nie chciał nająć. To nie głupia panna, której braknie oliwy. Ludzie wychowani w szkole Ewangelii inaczej mówią, inaczej patrzą, inaczej chodzą, a choć­by grzechy mieli, to są dobrzy ludzie, bo potrafią płakać i zaczynać od nowa.
Więc cóż, kochani chrześcijaninie, powiedz mi: to dobrze, że my jesteś inny niż ten faryzejski, chamski motłoch. Oj, nie tak! Przyjdą inni ze wschodu i z zachodu, z północy i z połu­dnia i uprzedzą was do królestwa. To co mam księże robić? Bądź wobec siebie i wobec Boga prawdziwy, prawy, pokorny. Będzie nowy rok szkol­ny – wszystko stanie się nowe. I człowiek musi zacząć jeszcze raz od nowa, i tacy są chrześcijanie – każdego dnia stają się bardziej prawdziwi, lepsi, pokorniejsi. A pośród nas tyle taniego blichtru, tyle troski o fasadę, tyle dulszczyzny, konwenansów, ob­łudy, zakłamania, tyle chamskiego pchania się nawet w kolejce do nieba. To nie są chrześcijanie. Ci jeszcze nie zaczęli być ludź­mi. Chrześcijanin drugiemu poda rękę, w drodze pomoże, chle­bem się podzieli, miejsca ustąpi i stanie na końcu. Tacy są chrze­ścijanie, a idąc do nieba zmęczeni są jak żniwiarze.
Więc stanę kiedyś w drzwiach Twego nieba, Panie, i powiem: przyniosłem Ci po żniwach jak chłop spracowany najpiękniejsze kłosy i pierwsze owoce. Weź je, Panie, a kwiaty polskie – to dla Twojej Matki, naszej Pani Zielnej. I będzie niebo, a w nim sami piękni ludzie. Panie, a będzie tam dla mnie kawałek miejsca ? Tak, tylko teraz naucz się sia­dać na końcu, naucz się pokory.




września 22, 2018

25. Niedziela Zwykła (B) - Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich

września 22, 2018

25. Niedziela Zwykła (B) - Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich
W sprawach Bożych sekretem pierwszeństwa jest miejsce ostatnie, postawa służby. Najlepszym przykładem jest sam Pan Jezus, o którym powiedziano, że w Nazarecie zajął ostatnie miejsce.
Dać się zepchnąć na ostatnie miejsce, to dowód nieporadności życiowej, ale zajmowanie ostatniego miejsca z całą świadomością naśladowania Jezusa, to wielka wygrana naszego życia.
Może nawet nie zauważyliśmy, jak gorzko przeżył Pan Jezus zachowanie swych uczniów. Oto mówi im wprost o swym poniżeniu wielkim, o aresztowaniu, wydaniu w ręce ludzi, którzy go zabiją. Słuchali tego niczego nie rozumiejąc. A zaraz potem zajęli się swoimi sprawami, sprzeczając się, kto z nich jest najważniejszy. Mistrz mówi o sobie, że będzie potraktowany jak ostatni, oni marzą o tym, kto będzie pierwszy...
A może byli przekonani, jak ludzie swego pokolenia, że Mesjasz będzie potężnym wodzem, który wyzwoli Izraela ze wszystkich udręk.
Dał temu wyraz właśnie Piotr, który przecież wyznał: "Ty jesteś Mesjaszem", ale zaraz odwołał Mistrza na bok i coś mu żarliwie szeptał. Był przerażony tą wizją o cierpieniu, odrzuceniu, zabiciu. To przecież nie tak! Dlatego uważał za konieczne, by go upomnieć.
Mesjasz był zwycięski, potężny, ale nie odniesie przecież zwycięstwa ponosząc klęskę. Słyszeliśmy odpowiedź Chrystusa: "Zejdź mi z oczu, szatanie". Jak mocno tkwiło w uczniach to przekonanie, jak potężne było oczekiwanie na tego, którego Bóg pośle, aby wyzwolił...
Ale takie są drogi ludzkiego myślenia. Nie pokrywają się często z Bożymi planami. Wielokrotnie będzie Pan Jezus zapowiadał, tłumaczył, wyjaśniał, że to odkupienie, wyzwolenie z niewoli szatana, nie dokona się z zewnątrz, przez interwencję z góry. Nie, ten proces odnowy dokona się przez wewnętrzne odrodzenie, zmianę zupełną stylu życia, naśladowanie Tego, który stał się człowiekiem dla naszego zbawienia.
I to jest zwycięstwo. Tak zobaczył zwycięskiego Jezusa św. Paweł. Pisał: "On to bytując w postaci Bożej, nie obstawał nieugięcie przy tym, by trwać w równości z Bogiem, a raczej wyniszczył siebie i przyjął postać sługi, stając się podobnym do człowieka. A gdy zjawił się w postaci ludzkiej upokorzył się i stał się posłusznym, aż do śmierci na krzyżu" (Flp 2,6-8).
I zachęca nas: "Bądźcie przejęci tym samym duchem", który ożywił Chrystusa Jezusa". Sam Jezus też będzie nas pouczał, co ma uczynić ten, kto chce być pierwszym. Woła do nas: uczcie się ode mnie, że jest cichy i pokornego serca. A my słuchamy tych wezwań i przyznajemy: skóra nam cierpnie. Bo mamy tych wezwań już dosyć, bo ciągle nas upominają, wzywając do pokory ludzie powołani i niepowołani.
A poza tym nasz obraz człowieka pokornego jest mocno zdeformowany, jak w krzywym zwierciadle. Trochę tak, jak w swej poczcie przedstawił niegdyś Ojciec Malachiasz:
"Człek bez własnego zdania, odstępujący łatwo od swych opinii, przyjmujący każdorazowo punkt widzenia swego rozmówcy, nadmiernie posłuszny i uległy - każdemu. Człek bez pragnień i bez ambicji. Sentymentalnie słaby i poczciwy, obrzydliwie potulny; można go obudzić o drugiej w nocy i posłać po papierosy na dworzec. Wystraszony lizus, rozpamiętywający bez końca, czy aby wystarczająco grzecznie zachował się wobec swego szefa" (Poczta T.M I, 208).
Tylko, co to ma wspólnego z tym wzorcem pokory, który nam Pan Jezus daje wskazując na siebie. Bo przecież tylko On, nikt inny, ma być dla nas wzorem i tylko On ma prawo wymagać od nas, byśmy nie zajmowali sami pierwszego miejsca, jeśli nas oto nie poproszą, bo mogą być kłopoty i trzeba się będzie przesiadać.
Ma prawo wymagać od nas, byśmy nie zadzierali nosa i nie spoglądali z góry na otoczenie, skoro On, wiedząc kim jest św. Józefa nazywał swoim ojcem i przez lata pracował w Nazarecie, jako sługa. Zabrania nam krzyczeć: "Panie, pan wie, kto ja jestem", bo sam ujawnił swą godność dopiero w ostatnich godzinach swego życia, zmuszony wezwaniem arcykapłana.
A przedtem pozwalał się domyślać, zachęcał do własnych przemyśleń, własnych sądów.
Każe nam być ostrożnym w postępowaniu wobec ludzi, uczy delikatności, bo sam knotka tlącego się nie zgasił, trzciny nadłamanej nie złamał.
Ale kiedy trzeba było, Ten, który był cichy i pokornego serca z biczem w ręku wprowadził porządek na dziedzińcu świątyni, bo zrobiono z niego jaskinię zbójców. Chodziło bowiem o godność Domu Bożego. W tych sprawach był stanowczy.
Ale kiedy trzeba było, nie przebierając w słowach, podniósł głos przeciw faryzeuszom, bo w swoim nauczaniu zachowując literę prawa, zabijali ducha. Był niepokorny?
Nie chodziło tu o jego sprawy osobiste, ale o deformację dróg prowadzących do Ojca. W tych sprawach był nieubłagany i chciał, by Boże drogowskazy były czytelne, wyraziste, nikogo nie wprowadzały w błąd.
To jest wielka sztuka: umieć rozgraniczyć między tym, co stanowi moje ja", a sprawą, która jest wartością nadrzędną, jak dobro Ojczyzny, Kościoła, samego Boga, któremu chcę służyć i spraw Jego chcę bronić. Bo ja mam się umniejszać, a jego chwała ma wzrastać. I to jest postawa pokory, bardzo chrześcijańskiej cnoty, która prowadzi do spotkania z Bogiem i sprawia, że nawet ludzie, którzy dopiero idą do Boga, stają się wolni od głupoty pychy.
Pokora jest prawdą, jest prostotą w najlepszym gatunku. Bez kombinacji przewidywań, przeliczeń, jest postawą: tak - to tak, nie - to nie. Taką postawę mają dzieci, małe dzieci, bo gdy podrosną, zaczynają naśladować dorosłych i zaczyna się gra.
To chyba nie przypadek, że to pouczenie, o którym nam dziś św. Marek opowiedział, kończy się spotkaniem Pana Jezusa z dziećmi. Dziecko w ramionach Chrystusa, przytulone do jego serca, pokazane nam dorosłym jako wzór:
"Jeśli się nie staniecie jak dzieci...". Wiemy, o co chodzi. O to, byśmy nawet wtedy, gdy nas starość dosięgnie, zachowali coś z postawy dziecka, którą ono ma, a potem powoli traci, obserwując otoczenie starszych od siebie.
Chodzi o tę ufność, zawierzenie bez sprawdzania, o czystość zamiarów, niesprowokowaną nabytym doświadczeniem. To jest konieczne w kontaktach z Panem Bogiem, w modlitwie nieagresywnej, żądającej za wszelką cenę, bo ta ufność dziecięca uspakaja nas, że Jego decyzja będzie i tak najlepsza, choć może być dla mnie w pierwszej chwili niezrozumiała.
Gdy tego pokornego zawierzenia braknie, zaczyna się dyktat, stawianie warunków. Św. Jakub Apostoł po prostu powiedział, że wtedy modlimy się źle. Ale ta odrobina ufności dziecięcej potrzebna jest w kontaktach z ludźmi. Gdy jej braknie, jest równie źle.
Zaczynają się dyskusje, które zamieniają się w kłótnie i walki prowadzące donikąd.
Na naszych oczach te procesy się dzieją, przegrywają skłócone grupy polityczne dzielą się partie, jakby ktoś pociągał za sznurek.
Afera goni aferę, sądy mają dużo roboty, a winnych najczęściej nie ma. Na to trzeba prawdziwej pokory, by powiedzieć: "Przepraszam, to moja wina".
A jak się nie znajdzie winy w sobie, to trzeba jej szukać gdzie indziej. I wtedy od góry w dół. Od papieża i biskupów, od prezydenta, premiera i ministrów - wszystkim jesteśmy skłonni stawiać zarzuty, proponować, co powinni robić, a czego unikać. Pycha łatwo podpowiada, nigdy nie bierze odpowiedzialności za to, co podpowiada.
I co? Odnosimy zwycięstwo? Coś się od tej gadaniny zmienia na lepsze?
Coś podobnego obserwujemy na własnym podwórku życia kościelnego, religijnego. Czasem tracimy zupełnie orientację, co się dzieje. Gdy się deklarują odmiennymi poglądami ludzie, którzy są innej wiary lub zupełnie niewierzący, to możemy jeszcze pojąć. Gorzej, gdy ludzie przyznający się do Kościoła, lub oficjalnie reprezentujący nasz naród, składają w naszym imieniu oświadczenia, które są obłędne, stajemy jak wryci.
Sposób jak na to reagujemy, jest miarą naszej wierności, jest sprawdzianem, czy idziemy drogą Chrystusową, czy schodzimy na bezdroża.
Bracia i siostry,
jeszcze raz uwierzymy i zaufajmy, że warto pójść tylko śladem Tego, którego "Bóg wywyższył ponad wszystko i nadał mu to imię, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolana, w niebie, na ziemi i w piekle". (Flp 2,9)

października 20, 2016

30 Niedziela Zwykła (C) – Faryzeusz i celnik

października 20, 2016

30 Niedziela Zwykła (C) – Faryzeusz i celnik


Ora et labora – mawiał św. Benedykt, wielki zakonodawca i wiel­ki święty. „Módl się i pracuj”. Módl się i pracuj, a będziesz szczęśliwy tu na ziemi i osiągniesz szczęście wieczne. I porównywał św. Benedykt całe życie ludzkie do łodzi, zmierzającej do celu, którym jest Bóg. Łódź napędzana jest wiosłami, przy czym jedno wiosło stanowi praca, a drugie modlitwa. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że aby płynąć do wytkniętego celu, trzeba mocno i równomiernie pracować oboma wiosłami. Gdyby się wiosłowało tylko jednym wiosłem: lewym lub prawym – łódź zataczałaby obłąkane koło i donikąd by nie płynęła. Jakże to mądre
Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger