grudnia 07, 2022

Homilia na Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

grudnia 07, 2022

Homilia na Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny
 
Maryja manifestacją Bożej miłości do wszystkich ludzi

Umiłowani Bracia i Siostry! Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, którą dziś przeżywamy, posiada wymowę, która, pozornie, posiada treść nieco odległą od naszych schematów myślowych i naszego doświadczenia. Oto przedstawia nam Maryję w sytuacji Jej wyjątkowości, w jej przywileju bycia zachowaną od zmazy grzechu pierworodnego i wolną od jakiegokolwiek innego grzechu popełnionego za życia. Rzeczywistość, która nie jest ni­komu z nas dostępna, która może być zbyt często postrzegana jedynie w charakterze przywileju udzielonego Matce Bożej, a w związku z tym nie mająca nam zbyt wiele przez to do zakomunikowania. Czy rzeczywiście tak jest? Nie! Spróbujmy pokrótce przybliżyć sobie treść tego wydarzenia, tej rzeczywistości, która stała się udziałem Maryi. Wyciągnijmy z niej praktyczne wnioski dla naszego życia.

Uroczystość dzisiejsza zawiera bogactwo treści o wymiarze podstawowym dla naszego życia. Wskazują na nią czytania Liturgii Słowa Bożego, przed chwilą przez nas usły­szane. Odsyłają nas one do początków naszej egzystencji.
Oto św. Paweł, w liście do Efezjan, wskazuje, że Bóg, w Je­zusie Chrystusie „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa” (Ef 1,4). Jak inaczej wyrazić treść tych, tak pełnych znaczenia, słów? Oto u podstaw naszej egzystencji znajduje się Boży zamysł miłości. Jesteśmy wszyscy, każdy z nas z osobna, przewidziani przez Boga do bycia obdarzonymi Jego miłością, aż do uczynienia z nas Jego przybranych synów. W tym kontekście powinny być również odczytywane słowa z Księgi Rodzaju: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego nam. [...] Stworzył więc Bóg człowieka ma swój obraz” (Rdz 1,26n.)
Przekaz tych słów biblijnych nie wyczerpuje jeszcze całej rzeczywistości wymiaru Bożej miłości. Oto ta miłość nie zatrzy­muje się wobec ludzkiego sprzeciwu, wyrażonego w grzechu. Jego miłość idzie dalej, ponad grzech, znajduje drogę swojego zamanifestowania nawet w sytuacji ludzkiego odejścia od Boga, które swoje pierwsze miejsce w historii ma w osobach Adama i Ewy. Ewa jest zaprezentowana na stronach Księgi Rodzaju jako niewiasta, która, przez swoje "nie", wypowiedziane wraz z Ada­mem, zrywa jedność z Bogiem.
„Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, po­między potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę” (Rdz 3,15). Tym potomstwem Niewiasty jest Jezus Chrystus, zrodzony z Maryi. Maryja jest Niewiastą, która przez swoje "tak" otwiera drogę do odnowienia harmonii człowieka z Bogiem.
Inicjatywa jest zawsze po stronie Boga. Jest to inicjatywa bezinteresowna, ponieważ płynie z miłości. Również Niepokalane Poczęcie Maryi to inicjatywa Boga. Nie może być ono jednak wi­dziane jedynie w kategoriach przywileju udzielonego Maryi. Dar wolności od grzechu pierworodnego i od wszelkiego grzechu – udzielony Maryi, nie jest rodzajem wyniesienia, które oddala nas od Niej. Jest ono znakiem, manifestacją miłości Boga do wszys­tkich ludzi. Bóg nie poprzestał na uznaniu rzeczywistości ludz­kiego grzechu za fakt dokonany, z nieodwracalnymi dla człowieka konsekwencjami; konsekwencjami zła i śmierci. Bóg podejmuje inicjatywę zbawienia człowieka. W Maryi, wolnej od grzechu, przygotowuje godną Syna Bożego świątynię. Bóg chce przebywać w takich świątyniach.
Takimi świątyniami winniśmy się stać my sami. Na wzór tej, którą Bóg obrał sobie w Maryi. A jaka jest ta świątynia wybrana przez Boga w Maryi? Maryja w dialogu z Archaniołem Gabrielem ujawnia tajemnice swojej osoby. Oto jaka jest Jej reakcja na niez­wykłe wydarzenie spotkania z Archaniołem Gabrielem. Niezwykłe jest już samo pozdrowienie, które obdarza Ją nowym imieniem "pełna łaski" (Łk 1,28), wskazującym na mnogość Bożych darów, które mają towarzyszyć w Jej misji. Oto poczęcie Syna Bożego miało nie naruszyć Jej dziewictwa. W zapowiedzi urodzenia Syna nie wspomina się nawet o Józefie, chociaż Jego imię nie zostało pominięte w prezentacji Maryi na początku opisu wydarzenia Zwiastowania. Również imię Jezus ma być nadane przez Maryję, co było czymś niezwykłym w Nowym Testamencie. Jak to wszys­tko nie miało wywołać zdumienia Maryi wyrażonego w pytaniu: „Jakże się to stanie?” (Łk 1,34). Maryja, przed podjęciem decyzji, prosi o wyjaśnienia. Jej wiara nie była łatwowiernością, lecz była wynikiem decyzji podjętej rozumnie. Ażeby zaś była aktem woli podjętym w sposób rozumny, chciała mieć pełną świadomość sytu­acji, do której Ją Bóg przez Anioła wzywa.
Nasza wiara, w podobny sposób jak Maryi, winna być wiarą świadomą, gdyż tylko taka wiara odpowiada naszej godności. Wierzymy nie naiwną łatwowiernością, ile wynikiem rozumnej i świadomie podjętej decyzji woli i rozumu.
Tak pojęta wiara Maryi pozwala Jej na zaakceptowanie Bo­żego wezwania: „Niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38). Jest to wiara pełna zawierzenia Bogu, powierzenia ca­łego swego życia i tej misji, do której jest wezwana, Bogu. I to jest ten drugi aspekt wiary Maryi: Jej zawierzenie. Nawet jeśli za­danie, zdawać by się mogło przekraczać możliwości zwykłej żydowskiej dziewczyny, to świadomość obiecanej obecności Boga w tym wszystkim, co Jej Anioł zapowiedział, otwiera drogę do Jej ufnego i pokornego zawierzenia. Nie może zabraknąć tego wy­miaru naszej wierze – zawierzenia Bogu, ufnego przylgnięcia do Niego, powierzenia Mu siebie w świadomości, że jesteśmy przez niego kochani.
Ta wiara to również wymiar tej świątyni, która od tej chwili stała się rzeczywistym, realnym mieszkaniem dla Boga-Człowieka.
Jesteśmy świątyniami Ducha Świętego. Jesteśmy miesz­kaniem Chrystusa przychodzącego do nas w Komunii świętej. Czy dostatecznie zdajemy sobie sprawę z tej rzeczywistości? Chrystus, który w Maryi Niepokalanej obrał sobie świątynię dla siebie, aby narodzić się jako Człowiek, chce uczynić z nas samych godną Niego samego świątynię: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do nie­go, i będziemy w nim przebywać” (J 14,23).
Niech naszą odpowiedzią, naszym zaproszeniem dla Boga do świątyni naszego serca, będzie życie na wzór Maryi – Świątyni, w której upodobał sobie Bóg; wraz z wiarą, na wzór Jej wiary, która przez "tak", wypowiedziane Bogu w osobie Anioła, otworzyła drogę dla naszego zbawienia.
Bracie, Siostro – jeżeli chcesz naśladować Maryję w Jej postawie całkowitego zawierzenia, oddania się Bogu i jeżeli chcesz, aby Twój związek z Chrystusem był na podobieństwo Jej związku, otwórz dla Niego całe swe serce, zlikwiduj wszystkie rezerwaty, do których Go do tej pory nie wpuszczałeś, poddaj się Jego działaniu, Jego reformom i nie bój się tych zmian, jakie On chce wprowadzić w Twoje życie. Jeśli Jezus będzie chciał faktycznie coś zmienić w Twoim życiu – pamiętaj, że zawsze ta zmiana będzie służyć Twojemu dobru i Twojemu szczęściu.
Niech się tak stanie!

grudnia 07, 2022

Rozważania Adwentowe – Słodkie jarzmo i lekkie brzemię

grudnia 07, 2022

Rozważania Adwentowe – Słodkie jarzmo i lekkie brzemię
Środa, II tydzień Adwentu


Na adwentowej drodze ruch odbywa się w dwóch kierunkach. Bóg przychodzi do nas, ale i my mamy podążać do Niego. Kiedy my wołamy: "Przybądź", On odpowiada wezwaniem: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. Bóg rzeczywiście „dodaje mocy zmęczonemu i pomnaża siły omdlałego”, jak stwierdza to prorok Izajasz w pierwszym czytaniu mszalnym (Iz 40,29). Trzeba jednak być przygotowanym na to, że Bóg czyni to w sposób niekonwencjonalny i zaskakujący. Spodziewamy się, ze Bóg ujmie nam ciężaru, żebyśmy mogli sobie odpocząć i nabrać sił, a tymczasem słyszymy: „Weźcie moje jarzmo na siebie”. W sławnych "Listach Nikodema" Jezus ciągle mówi do stroskanego ojca: „Daj mi swoje troski”. Dzieło Jana Dobraczyńskiego jest tylko apokryfem, a w prawdziwej Ewangelii Pan Jezus mówi: „Weźcie moje jarzmo na siebie”. To nowe jarz­mo i brzemię daje jednak człowiekowi wielką moc. Jarzmo oznacza dosłownie przywiązanie do pługa, czy do wozu, a w przenośni jest uwiązaniem do różnych obowiązków. Czym jest to jarzmo, które Jezus chce włożyć na nas? - Jest to jarzmo miłości. Tak poucza nas prorok Ozeasz: „Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości” (Oz 11,4). Te więzy i to jarzmo, które Jezus nakłada na nas to rzeczywiście miłość. Jeśli człowiek dołączy do swoich obowiązków jeszcze ten ciężar, wtedy wszystko staje się lżejsze i łatwiejsze. Najtrudniejsze rzeczy wykonywane są z łatwością. Najcięższa praca podjęta z miłości jest lekka. Nawet krzyż znoszony z miłością może być słodki. Zaiste, prawdę mówi nam Pan Jezus: „Jarzmo moje jest słodkie, a brzemię lekkie”.
W niekonwencjonalny sposób Pan Jezus daje również ukojenie dla dusz naszych. Człowiek myśli, że znajdzie ukojenie, kiedy zaspokoi wszystkie swoje pragnienia i ambicje. Myślimy, że uko­jenie dają wielkie osiągnięcia i sukcesy: sława, chwała i wszelkiego rodzaju aplauz. Kto osiągnął satysfakcję - ten znalazł ukojenie. A tymczasem Pan Jezus mówi: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem ła­godny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”. Droga do ukojenia to droga łagodności i pokory. I jak zwykle, On nas zna lepiej, niż my sami siebie. Kto podejmuje się jakiejkolwiek działalności tylko po to, by odnosić sukcesy i zdobyć chwałę i sławę, zazwyczaj nigdy nie znajduje ukojenia. Każda recenzja, każda kry­tyka odbierze mu resztki wewnętrznego pokoju, a większe sukcesy współzawodników będą budzić zazdrość, która bardziej trawi wnętrze człowieka niż kwas solny. Kto jest pokorny, kto niewiele szuka dla siebie, a wiele chce ofiarować innym, uwalnia się od tych kwasów i zaburzeń. Nie zazna ukojenia serce pyszałka i wojownika. Pokój może zagościć tylko w sercu łagodnym i cichym. Utrudzeni i obciążeni podążajmy do Jezusa:
„On dodaje mocy zmęczonemu
i pomnaża siły omdlałego...
Ci, co zaufali Panu, odzyskują siły,
otrzymują skrzydła jak orły”. (Iz 40,29-31)
Tak. On dodaje mocy. Jeżeli jesteś utrudzony swoim powołaniem, wspólnotą, samym sobą, wydarzeniami w których ci przyszło pełnić czyny apostolskie, wtedy przychodź do Boga. Jeżeli spotkasz wśród bliskich tych, którzy utrudzeni i obciążeni wielu sprawami, stanęli bezradnie, wtedy ich prowadź do źródła mocy, do Jezusa Chrystusa. O tym warto pamiętać. Czasem wydaje się, że przyjdzie wtedy, gdy moje myśli będą promieniste, gorące uczucia, modlitwy pełne wiary i szczebiotu. Skłonny byłbym nawet odłożyć niektóre spotkania modlitewne, sakramentalne „na czas lepszy”.
A jednak Chrystus chce inaczej. Właśnie wtedy, gdy przygniata wszystko, i obciąża mnie nastrój zły, wtedy mnie zaprasza. W mądrej bliskości dzieje się coś nowego, co pochodzi wprost z Boga, co sprawia, że czas nizin, zgnębienia, nie przekreśla celu, nie zatrzymuje ludzi dobrego posłannictwa. Pozostać w cieniu wtedy, gdy nie ma sił, to tak, jak schować kwiatek przed deszczem wtedy, gdy spostrzegamy iż gubi listki.
Chcieć ratować się w złych chwilach samemu, to być pysznym, i sądzić, że cokolwiek możemy w sferach, które są z samego założenia Boże. Jeżeli opustoszała nasza dusza, wtedy nikt poza Bogiem, nie będzie jej mógł rozjaśnić i napełnić życiem.
Jeżeli doświadczamy wyjątkowej bezsilności wobec obciążonych tym co jest, i zgnębionych przewidywaniami tego co będzie, gdy nie podniesie ich ani słowo, ani obecność, bliskość, modlitwa, wtedy będę namawiać, żeby podeszli bliżej do Boga, żeby tam zostawali dłużej, żeby rośli sami przez przepływ Życia, które ich stworzyło, towarzyszy i sprawia owoce na wieczność.


grudnia 06, 2022

Rozważania Adwentowe – Pasterz i zagubiona owieczka

grudnia 06, 2022

Rozważania Adwentowe – Pasterz i zagubiona owieczka
Dobry Pasterz
Wtorek, II tydzień Adwentu



Nasza wyobraźnia, ukształtowana przez dewocyjne obrazy i ry­ciny, zawęża interpretację przypowieści Pana Jezusa o dobrym pasterzu i zagubionej owcy. Dotyczy to przede wszystkim zagu­bionej owcy. Wydaje się nam, że zagubiona owieczka to takie niewinne, nieszczęśliwe stworzonko, które przypadkiem uwikłało się w ciernie i żałośnie pobekując przyzywa ratunku. Kiedy przychodzi do niej dobry pasterz, patrzy na niego żałosnym wzrokiem i tuli się z ufnością. Do zagubionej owieczki czujemy dużo litości i sympatii. Zagubione owieczki bywają jednak również zupełnie inne i czujemy wtedy wobec nich duży dystans, a nawet niechęć. Na bydgoskim dworcu kolejowym mijamy starsze panie, którym tak do twarzy byłoby z różańcem w ręku, podczas gdy one trzymają w ręku "Strażnicę" i próbują pismem przeciwnym wierze katolickiej zainteresować przechodniów. Ludzie najczęściej omijają te osoby zupełnie obojętnie, a nawet niechętnie. Sam czuję, że wśród swojskiego tłumu pasażerów ci kolporterzy "Strażnicy" wydają mi się bardzo obcy. A to są także zabłąkane owieczki.
Spotykamy i takie zagubione owce, które czasem trudno odróżnić od wilków drapieżnych. Budzą one nie tylko uczucie obcości, ale nawet lęk. Kiedy słyszymy młodych ludzi wykrzyku­jących wrogie hasła pod adresem Chrystusa, Kościoła i jego ludzi, kiedy odczytujemy napisy sporządzone przez artystów "sprayu" na murach kościołów, myślimy nie o zagubionych owcach, lecz o zbun­towanych kozłach. Owce szalejące na "koncertach" rockowych, dźgające nożem współtowarzyszy zabawy, budzą nasze przerażenia. Przychodzi pokusa, aby takie zagubione, czy zbuntowane owce odpisać na straty. Same przecież chciały swego zagubienia, a ich poszukiwanie może okazać się niebezpieczne. W dodatku, jest to jednak zjawisko tylko marginesowe. Po co zajmować się jedną zabłąkaną, skoro zostało jeszcze dziewięćdziesiąt dziewięć owiec? Czy przejmować się kilku paniami, które rozprowadzają na dworcu "Strażnicę", skoro tyle innych kobiet odmawia różaniec? Czy podejmować nadzwyczajne działania, by ratować młodzież z rejo­nów patologii, skoro tylu normalnych młodych ludzi potrzebuje wykształcenia i warunków do wszechstronnego rozwoju?
Dobry Pasterz pozostawił 99 owiec, aby szukać jednej zagu­bionej. Dzisiaj Pan Jezus też narażałby swoje życie, aby zagubione odnaleźć, bo Dobry Pasterz życie daje za owce. Ci, którzy uczestniczą w pasterskiej misji Chrystusa: duszpasterze, rodzice, wychowawcy i całe społeczeństwo strzec się muszą poczucia obcości, dystansu i wrogości nawet wobec owiec, które przyodziewają skórę drapieżnego wilka. Prorok Adwentu Izajasz zachęca, byśmy naśladowali Najwyższego Pasterza:
Podobnie pasterz pasie swą trzodę,
gromadzi ją swoim ramieniem,
jagnięta nosi na swej piersi,
owce karmiące prowadzi łagodnie. (Iz 40,11)
„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28)
Naśladowanie Dobrego Pasterza to szukanie małych... Czas Adwentu jest wspólnym dziełem Kościoła, który prowadzi wielkich, ale i szuka małych. Takich, w których mieszka wiara maleńka jak ziarenko. Bez odwagi danej od bliskich, bez modlitwy ludzi kocha­jących, bez troskliwego szukania w gromadach rozmodlonych, byliby zgubie­ni. Czas Adwentu szuka takich maleńkich, jak zdeptane przez przechodniów krzewy, którymi nieostrożnie przeszli ludzie, i pozostały podarte szczątki, które ani zakwitnąć, ani nawet zazielenić się nie mają już siły. Takich, jak odprawieni przez wielu od życzliwości, od mieszkania, od sąsiedzkiej troski, od koleżeńskiego wsparcia, od przyjaźni. Nawet w propozycji spotkania z Bo­giem, lękają się kolejnego zawodu i zasmucenia.
Takich nijakich, przyczajonych, nieśmiałych, którzy nie mogą zdobyć się na odważne wyzwolenie z nałogu, z kompleksu, z zawstydzenia, którzy myślą bez radości nie tylko o sobie samych, ale i przywołującym ich Bogu. Tych wszystkich słabych, bez siły przebicia w życiu, którzy stoją, gdzie ich postawiono i milczą, jak im kazano, i nie wierzą, aby dla kogoś mogli stać się jedynymi i ukochanymi, a już o Bogu nie odważają się marzyć bez skurczu zalęknienia. Tych, z ostatnich łóżek szpitalnych, którzy nie potrafią się znaleźć należycie, ani zrewanżować. W domu opieki nie mają innej „pomocy" nad napastliwość, którą pokrywają strach. W naszej społeczności żyją cichutko w smutku zapomnienia, i cichej rezygnacji z tylu młodzieńczych marzeń i aspiracji. I trzeba niekiedy obudzić czujność na tych, których nam przesło­niło dziewięćdziesięciu wielkich i ważnych. Na zagubionych małych i zapomnianych czeka Pan.
Uważnie wyszukajmy ich wśród bliskich i przynieśmy bliziutko, w miłość Boga.


grudnia 05, 2022

Rozważania Adwentowe – Niepełnosprawnym na pomoc

grudnia 05, 2022

Rozważania Adwentowe – Niepełnosprawnym na pomoc
Poniedziałek, II tydzień Adwentu


„Jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim”. (Łk 5,18)

Jak to dobrze, że i dzisiaj są ludzie, którzy pragną pomagać niepełnosprawnym. Dzięki temu, skazani na nieruchome przebywanie w jednym miejscu mogą wybrać się w drogę i czynią to w miarę samodzielnie. Dzięki obniżonym krawężnikom, windom do miesz­kań i autobusów, dzięki specjalnym podjazdom, mogą oni dotrzeć do różnych miejsc i brać udział w życiu ludzi w pełni sprawnych i zdrowych.
Wszyscy zostaliśmy wezwani na drogę Adwentu prowadzącą do Boga. Potrzebna jest jednak pewna podstawowa sprawność, by na tę drogę wejść i tą drogą podążać. Jest to droga czysta i święta, jak poucza nas dzisiaj prorok Izajasz, i „nie przejdzie nią nieczysty, gdy odbywa podróż i głupi nie będzie się tam wałęsać” (Iz 35,8). To dlatego Pan Jezus przywraca nie tylko sprawność ciała człowieka sparaliżowanego, ale odpuszcza mu grzechy i w ten sposób uwalnia od paraliżu również jego duszę, aby mógł wejść na drogę prowa­dzącą do Boga. Uzdrowionemu człowiekowi Pan Jezus powiedział tylko: „Idź do domu!”, lecz ten dobrze zrozumiał, gdzie jeszcze ma podążać, bo „poszedł do domu wielbiąc Boga”.
Potrafimy pomagać ludziom niepełnosprawnym w poruszaniu się po mieście, ale czy możemy pomóc ludziom sparaliżowanym du­chowo (przez niewiarę, brak religijnego myślenia, grzech) wyruszyć w drogę ku Bogu. Wobec rozmaitych zaniedbań, uprzedzeń i skost­nień jesteśmy tak bezradni, jak ludzie przyjaźni bohaterowi dzi­siejszej Ewangelii. Sami nie mogli go uzdrowić, ale przynieśli go do Syna Człowieczego, który na dowód tego, że ma moc odpuszczania grzechów, przywrócił również sprawność ciału sparaliżowanego. Możemy nie tylko pokrzepić ręce osłabłe i wzmacniać kolana omdlałe. Możemy również pomóc małodusznym: „Powiedzcie małodusznym: »Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg... On sam przy­chodzi, by nas zbawić«”. (Iz 35,4) Tym, którzy upadli na duchu, których grzech poraził niesprawnością, nie pomogą żadne wózki inwalidzkie i żadne ułatwienia komunikacyjne. Tutaj konieczne jest radykalne uzdrowienie. Trzeba prawdziwego oczyszczenia, aby podążać drogą czystą i nie pomogą tutaj żadne zabiegi kosmetyczne polegające na pokrywaniu pudrem i lakierem zgnilizny grzechu. Trzeba prawdziwej mądrości, bo głupi nie będą wałęsać się na tej drodze i nie wystarczą gazetowe dezinformacje na temat tego, co jest dobre i co jest złe. Trzeba prawdziwej świętości, by podążać drogą świętą. Dlatego należy zwrócić się do Tego, do którego mówimy: „Tylko Tyś jest święty”.
Wszelkimi sposobami: modlitwą, radą, świadectwem życia pro­wadźmy wszystkich małodusznych do Jezusa, który ma moc odpusz­czania grzechów. On każdemu może powiedzieć: „Ufaj, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Przyjdzie nam to tym łatwiej, że „On sam przychodzi, aby nas zbawić”. (Iz 35,4) Jeżeli przyczynimy się do tego spotkania, będziemy się radować spełnieniem adwentowego proroctwa:
Pójdą tamtędy wyzwoleni
i odkupieni przez Pana powrócą.
Przybędą na Syjon z radosnym śpiewem,
Osiągną radość i szczęście,
ustąpi smutek i wzdychanie. (Iz 35,9-10)
Człowiek religijny czeka na Jezusa z całym skupieniem serca na, jakie go stać, ale nigdy nie czeka w samotności. Adwent, to przecież wspólne dzieło Ko­ścioła, który przez liturgię, przez tradycję rodzinną, przez osobistą formację wierzących, pragnie zbliżyć światu światło Chrystusa. Adwent to prawie do­kładne przybliżenie ludziom powołania ewangelicznego, szczególnie wspól­notom apostolskim, zgromadzeniom, stowarzyszeniom, zakonom. Własne za­dania, które opisano: „Wtem jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim” (Łk 5,18). Ci „jacyś” ludzie chodzą po świecie ludzkiego zagubienia, cierpienia, porzu­cenia, zwątpienia, poniżenia, oddalenia od ludzi i Boga, i próbują wnieść i po­łożyć w zasięgu znaków zbawiennych, owych znalezionych ludzi. W tym cza­sie wypełniają się nasze modlitwy apostolskim natręctwem, aby nie zaginęli ci, którzy się zagubili. Napełnia się intencja ludzi chorych i zbolałych, aby Bóg zechciał przyjąć dar ich zbolałego życia, a przez to skrócił drogi zadep­tane ludzkimi błądzeniami. Życie eucharystyczne staje się się żywsze i gor­liwe, aby gorzał w nim ten ogień, który chcielibyśmy, aby Bóg rzucił na świat i sprawił ciepło i światło w mrocznych zakątkach. Dodatkowe umar­twienia, drobne dary na miarę możliwości i warunków życia, które dajemy w imię przyjaźni ludziom bliskim, ufając, że przyjmie Bóg nasze wstawien­nictwo i spełni czekanie nawet tego, kto nie czeka, a za którego my prosimy, kołaczemy i nie tracimy nadziei.
Odważniej pełnimy codzienną drogę obowiązków, ten najbardziej prozaiczny dar, którego ciężar Bóg zna najlepiej, ufając, że i utrudzenia zwyczajności staną na wadze miłosierdzia, ufając, że komuś dadzą moc i odwagę zwycięże­nia bezwładnego życia, by stał się cud rozpoznania i zbawienia. Pomyśl uważnie o osobistym, twoim znaku ustawicznej miłości.
 
 

grudnia 05, 2022

Rozważania Adwentowe – Jezus odpuszcza grzechy

grudnia 05, 2022

Rozważania Adwentowe – Jezus odpuszcza grzechy
 
Poniedziałek, II tydzień Adwentu



On widząc ich wiarę, rzekł: człowieku odpuszczają ci się grzechy twoje (Łk 5,20).

1. Kiedy jedziemy do Lourdes czy do Częstochowy, czy też do innego sanktuarium maryjnego przynosimy ze sobą cichą nadzieję, że może Matka Najświętsza dokona na naszych oczach jakiegoś cudu. Może człowiek ślepy odzyska wzrok, może kulawy zacznie chodzić, może ktoś nieuleczalnie chory dostąpi łaski wyzdrowienia. A kiedy nic z tych rzeczy się nie stanie, wracamy do siebie i stawiamy sobie pytanie: czy Matka Boża już teraz nie wysłuchuje ludzi, tak jak dawniej to robiła?
Zapominamy o jednym: że Ona zawsze nas wysłuchuje, zawsze działa cuda. Z tą tylko różnicą, że dziś jest więcej cudów natury wewnętrznej, aniżeli zewnętrznej. Czyż nie jest to cudem, gdy człowiek niewierzący po przyjściu do Matki Bożej przed Jej obrazem odzyskuje wiarę: albo człowiek który latami się nie spowiadał, tchnięty Jej łaską, nagle klęka u kratek konfesjonału, lub ktoś stojący z dala od Boga, dzięki Matce Najświętsza staje się gorliwym katolikiem? Myśląc o tym wszystkim przez pryzmat dzisiejszej Ewangelii, stawiamy sobie pytanie: co jest większym cudem, czy przywrócenie komuś zdrowia duszy czy ciała? Co jest łatwiej powiedzieć: odpuszczają ci się grzechy twoje, czy powiedzieć wstań i chodź? (5,23).
2. Chrystus staje dziś przed nami, jako ten, który leczy jedno i drugie. Przez takie postępowanie pragnie przekonać współczesnych sobie, że naprawdę jest obiecanym Mesjaszem. Współcześnie z Nim żyjący ludzie, wiedzieli, choćby z lektury proroka Izajasza (por. dzisiejsze czyt. I), że w czasach mesjańskich ślepi będą widzieć, chromi chodzić, cierpiący będą uleczeni, a wszyscy biedni, opuszczeni i poniżeni przeżyją radość nastania nowych czasów. Idą więc dziś z głęboką wiarą do Jezusa, nie tylko po radę i pociechę, ale przede wszystkim po konkretną pomoc: idą i nie zostają zawiedzeni.
Wydaje się, że dzisiejsza Ewangelia jest kompozycją dwóch epizodów z życia Jezusa: 1. uzdrowienie paralityka i 2. Jego dyskusji z faryzeuszami na temat władzy odpuszczania grzechów. Oto te wydarzenia miały miejsce w różnym czasie, ale św. Łukasz połączył je celowo, aby udowodnić, że i jedno i drugie jest uzależnione od wiary człowieka. Chodzi tu zarówno o wiarę chorego człowieka, jak i o wiarę tej wspólnoty, do której on należy. Do tego wniosku upoważniają nas słowa samego Chrystusa: a On widząc wiarę ich rzeki: człowieku, odpuszczają ci się grzechy twoje.
Chrystus widział wiarę ich. Nie ulega wątpliwości, że wielka była wiara tych, którzy przynieśli przed Chrystusa chorego paralityka. Ileż musieli po drodze pokonać trudności, na ileż napotkali przeszkód, z jakimiż borykali się przeciwnościami, a jednak wszystko pokonali i ostatecznie stanęli przed samym Chrystusem. Nie odstraszyła ich wielka rzesza, która otaczała Chrystusa, nie powstrzymały ściany ani powała domu, w którym On nauczał. Podjęli się skomplikowanego trudu rozebrania sufitu, a wszystko dlatego, bo posiadali wielką wiarę. I ta wiara została wynagrodzona. Nie pierwszy raz wiara w moc cudotwórczą Chrystusa odnosi zwycięstwo. Zwyciężyła ona w prośbie setnika rzymskiego, samarytańskiej niewiasty, upokorzonego Piotra i innych. I dziś ta sama wiara rzuca dziesiątki i setki ludzi pod stopy Chrystusa.
3. Kiedy dziś rozmyślamy nad uzdrowionym przez Chrystusa paralityka, szukamy wielu analogii i powiązań do naszego życia. Uświadamiamy sobie fakt, że paralityk żadną miarą o własnych siłach nie dostałby się przed oblicze Zbawcy. On potrzebował pomocy drugich. Dziś jest dużo ludzi, którzy jak ewangeliczny paralityk, potrzebują tej pomocy, aby ich podprowadzić do Chrystusa. Czy jesteśmy gotowi do podjęcia się tego apostolskiego czynu? Przyprowadzić do Chrystusa tych, którzy sami nie mają na tyle siły, aby się przybliżyć do Niego. Ułatwić dojście do Boga temu, który je odkłada na późniejsze, może lepsze czy szczęśliwsze czasy. Pomyśleć o tych, którzy wiele lat stoją z dala od Boga i nie mają człowieka, który by ich do Niego przyprowadził.
Oni potrzebują naszej pomocy. Czas Adwentu to najsposobniejszy czas udzielania potrzebującym pomocy. Nie myśl zatem tylko o sobie. Nie chciej być sam szczęśliwym na Święta. Pomyśl o tym, że Boże Narodzenie to Święta szczególnie ludzi biednych, opuszczonych i nieszczęśliwych. Jeśli Chrystus przyszedł na świat, aby właśnie tych ludzi uwolnić od zła, to tym samym ukazał nam wszystkim właściwą drogę życia. Nie wahaj się wstąpić na tę drogę. To najpewniejsza droga, bo wytyczona przez Niego.
Jezus staje także dziś przed nami jako ten, który odpuszcza grzechy. Nie znaczy to, że i my mamy grzechy odpuszczać, choć powinniśmy darować tym, którzy nas obrazili, ale przede wszystkim znaczy to że mamy sami przygotować się na odpuszczenie grzechów. Faryzeusze nie dostąpili tego odpuszczenia, bo ani nie przygotowali się, ani nie nastawiali na nie. Przeciwnie, żyjąc w swoim świecie odgrodzeni od Boga, skostniali w swoim formalizmie, z dnia na dzień pogłębiali tylko przepaść między sobą a Bogiem. Adwent ma nam dzisiejszym ludziom ułatwić zasypać tę przepaść. Ma nas przybliżyć do Boga. Miejscem tego zbliżenia i pojednania niech będzie konfesjonał — ołtarz — Eucharystia.
4. Uczestnicząc dziś we Mszy św. ożywmy w sobie wiarę, że stoimy bardzo blisko Chrystusa. Tak blisko, jak kiedyś przed wiekami stali ludzie wierzący w Jego moc cudotwórczą. Stali i doczekali się łaski, o którą prosili. My też dziś stoimy i wierzymy, że On dziś dostrzeże nas, uleczy nasze chore dusze, a może i ciała oraz weźmie na zawsze pod skrzydła swojej przemożnej opieki.


grudnia 03, 2022

2. Niedziela Adwentu (A) - Jan Chrzciciel

grudnia 03, 2022

2. Niedziela Adwentu (A) - Jan Chrzciciel


Rozpoczyna się drugi tydzień Adwentu. Nasz dotychczasowy przewodnik, prorok Izajasz, przedstawia nam dziś nowego mistrza - Jana Chrzciciela. Mówi o nim: „Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego" Mt 3,3). Orędzie Jana to przede wszystkim wezwanie do
metanoi - zmiany sposobu myślenia i postępowania: „Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie" (Mt 3, 2). Nikt nie lubi myśleć o sobie, że jest daleki od doskonałości. Bo to boli. Oba­wę, niepokój wywołuje także myśl, że trzeba porzucić wygodną, wydeptaną już ścieżkę i zacząć żyć w nowy sposób. Ale nie ma innego wyjścia. Jeśli chcesz dojść do celu, nie liczy się jakość drogi, ale kierunek, w którym ona prowadzi. A celem jest niebo!

Nie traktuj swego nawrócenia jak pielenia grządki. Wyrwiesz jeden chwast, drugi..., ale najprawdopodobniej wyrosną nowe. Jeśli nie usuniesz korzeni, możesz tylko wzmocnić stary grzech. Raczej spakuj plecak, porzuć stare sprawy i wyrusz na dro­gę Chrystusowej Ewangelii. Nieraz zapewne się potkniesz, ale ważna jest twoja radykalna decyzja, owa zmiana sposobu myślenia: nie kocham już zła, nie jestem do niego przywiązany, chcę iść za Jezusem! Choćby przyszło iść stromą ścieżką wśród przepaści, to jednak warto!

Jan [Chrzciciel] to imię pochodzenia hebrajskiego i oznacza „Bóg jest łaskawy". Jest ostatnim prorokiem Starego Testamen­tu. Pismo Święte mówi, że urodził się pół roku przed Jezusem. Według tradycji miało to miejsce w wiosce Ain Karim, dziewięć kilometrów od Jerozolimy. Był synem żydowskiego kapłana Zachariasza oraz bezpłodnej Elżbiety, będącej krewną Maryi, Matki Jezusa. Jego narodziny stały się potwierdzeniem obiet­nicy złożonej przez Archanioła Gabriela Maryi w czasie Zwia­stowania. Wcześniej został on zapowiedziany Zachariaszowi przez anioła w Świątyni Jerozolimskiej. Z tej okazji Zachariasz wyśpiewał kantyk, w którym sławi spełnienie obietnic mesjań­skich i wita go jako proroka, który przed obliczem Pana będzie szedł i przygotuje Mu drogę w sercach ludzkich (Łk 1, 68-79). Kantyk ten wszedł na stałe do liturgii i stanowi istotny element codziennej porannej modlitwy Kościoła - Jutrzni.

Poprzez swoją matkę Elżbietę, Jan był krewnym Jezusa (Łk 1, 36). Mimo że z urodzenia Jan był kapłanem, to nigdy nie sprawował czynności liturgicznych w Świątyni Jerozolim­skiej. Święty Łukasz przekazuje nam w Ewangelii następującą informację: „Dziecię rosło i umacniało się w duchu i przebywa­ło na miejscach pustynnych, aż do czasu ukazania się swego w Izraelu" (Łk 1, 80). Można to rozumieć w ten sposób, że po wczesnej śmierci rodziców, będących już w wieku podeszłym, Jan pędził żywot anachorety, pustelnika, sam lub w towarzy­stwie innych. Nie jest wykluczone, że mógł zetknąć się także z Esseńczykami, którzy wówczas mieli nad Morzem Martwym, w Qumram, swoją wspólnotę. Pustynia Judzka, ze względu na jałowość i brak mieszkańców, często służyła za miejsce ucieczki. Dawid, który znalazł tam schronienie, gdy uchodził przed rozgniewanym królem Saulem, opisał ją jako „ziemię zeschłą, spragnioną i bezwodną" (Psalm 63, 1-2). Tam właśnie przez a.-cis czas ukrywał się w jaskini.

Kiedy miał już lat 30, wolno mu było według prawa wyste­rować publicznie i nauczać. Podjął to dzieło nad Jordanem, przy brodzie w pobliżu Jerycha. Czasem przenosił się do in­nych miejsc, na przykład do Betanii (J 1, 28) i Enon (Ainon) »v pobliżu Salim (J 3, 23). Swoje nauczanie rozpoczął w pięt­nastym roku panowania cesarza Tyberiusza (Łk 3, 1), czyli w 30 r. n.e. Jako herold Mesjasza, Jan podkreślał z naciskiem, ze nie wystarczy przynależność do pokolenia Abrahama, ale trzeba czynić dzieła pokuty, trzeba wewnętrznego przeobraże­nia. Na znak skruchy i gotowości zmiany życia, udzielał chrztu pokuty (Łk 3, 7-14; Mt 3, 7-10; Mk 1, 8). Garnęła się do niego , Jerozolima i cała Judea, i wszelka kraina wokół Jordanu" (Mt 3,5; Mk 1, 5). Zaczęto nawet go pytać, czy przypadkiem on sam nie jest zapowiadanym Mesjaszem. Jan stanowczo rozwiewał wątpliwości twierdząc: „Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie: ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów" (Mt 3,11).

Na prośbę Chrystusa, który przybył nad Jordan, Jan udzielił mu chrztu. Potem niejeden raz widział Chrystusa nad Jorda­nem i świadczył o Nim wobec tłumu: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata" (J 1, 29. 36). Na skutek tego wyznania, przy Chrystusie Panu zjawili się dwaj pierwsi uczniowie - Jan i Andrzej, którzy dotąd byli związani z Janem (J 1, 37-40). Na działalność Jana szybko zwrócili uwagę starsi ludu. Bali się jednak jawnie przeciwko niemu występować, woleli raczej zająć stanowisko wyczekujące (J 1, 19; Mt 3, 7). Osobą Jana zainteresował się także władca Galilei, Herod II Antypas (f40), syn Heroda I Wielkiego, tego samego, który nakazał wymordo­wać dzieci w Betlejem. Można się domyślać, że Herod wezwał Jana do swojego zamku, Macherontu. Gorzko jednak pożałował swojej ciekawości, Jan bowiem skorzystał z tej okazji, aby rzu­cić mu prosto w twarz: „Nie wolno ci mieć żony twego brata" (Mk 6, 18). Rozgniewany król, za namową żony brata Filipa, którą ku ogólnemu oburzeniu Herod wziął za własną, wypę­dzając swoją prawowitą żonę, nakazał Jana aresztować. W dniu swoich urodzin wydał ucztę, w czasie której pijany, zobowią­zał się pod przysięgą dać córce Herodiady, Salome, wszystko, czegokolwiek zażąda. Ta, po naradzeniu się z matką, zażądała głowy Jana. Herod nakazał katowi wykonać wyrok śmierci na Janie i jego głowę przynieść na misie dla Salome (Mt 14,1-12). Jan miał wtedy trzydzieści kilka lat.

Jezus wystawił Janowi świadectwo, jakiego żaden człowiek z Jego ust nie otrzymał: „Coście wyszli oglądać na pustyni? (...) Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela" (Mt 11, 7-11; Łk 7, 24-27).

Jan Chrzciciel, jako jedyny wśród świętych Pańskich, cieszy się pewnym przywilejem - dzień jego narodzin obchodzi się jako uroczystość. Wszystkich innych świętych czcimy w dzień ich śmierci, jako dzień ich narodzin dla nieba. Ponadto w kalenda­rzu liturgicznym znajduje się także wspomnienie męczeńskiej śmierci św. Jana Chrzciciela, obchodzone 29 sierpnia. W posta­ci Chrzciciela uderza jego świętość, życie pełne ascezy i pokuty, siła charakteru, bezkompromisowość. Był pierwszym świętym czczonym w całym Kościele.

Dopóki przebywamy na tym świecie, trzeba się nam nawra­cać! Jesteśmy jak glina w ręku garncarza. Garncarz, jeśli sporzą­dzi naczynie, a wyda mu się ono nie całkiem udane, może, gdy ma je jeszcze w ręku, skruszyć i połamać, wyrobić i uformować na nowo. Kiedy jednak włoży je do ognia, nie może już nic zmie­nić. My również, dopóki jesteśmy na tym świecie, całym sercem odwracajmy się od wszelkich naszych grzechów popełnianych w ciele, abyśmy wykorzystali dany nam czas na nawrócenie i doszli do zbawienia. Po opuszczeniu tego świata nie będziemy już mogli wyznawać naszych win, ani się nawracać.

Mówimy często o nawróceniu. Nawrócenie zakłada wolną wolę człowieka, jego decyzję o zwróceniu się do Boga. Niektórzy w swym zadufaniu uważają, że Pan Bóg ma się czuć zaszczycony takim zachowaniem. Jest przecież przypowieść o miłosiernym Ojcu. Nawrócenie, zmiana poglądów, to niewątpliwie wspaniała sprawa, jednak brakuje tu czegoś podstawowego: nie tyle ja się nawróciłem, ile otrzymałem łaskę nawrócenia. Bóg zwrócił się ku mnie i w sposób tylko sobie znany, nakłonił mnie do zmiany życia, płynącej przecież z przemiany serca i myślenia. „Przemieniajcie się duchem w waszym myśleniu".

 

 

grudnia 03, 2022

2. Niedziela Adwentu (A) – Czas nawrócenia

grudnia 03, 2022

2. Niedziela Adwentu (A) – Czas nawrócenia
nawróćcie się
Ukochani Bracia i Siostry! Co roku okres Adwentu przeżywamy w duchu nawrócenia: „Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie” (Mt 3,2) – woła św. Jan Chrzciciel. Trzeba wrócić do Boga, który został zapomniany. Trzeba zmienić styl życia, zmienić kierunek drogi. Bóg tego chce, musimy więc spełnić Jego wolę, podjąć wysiłek nawrócenia.
Adwent jest czasem sposobnym do nowej ewangelizacji naszych rodzin - odkrywania na nowo prawdy o Bogu, o Jego działaniu w nas i przez nas w rodzinnej wspólnocie. Na potrzebę nowej ewangelizacji wskazał już Ojciec św. Jan Paweł II na zakończenie III Pielgrzymki do Polski: „Nie zapominaj­cie, że właśnie nasza polska Ojczyzna wciąż potrzebuje nowej ewangelizacji - podobnie jak cała Europa. Po setkach lat, tysiącach - wciąż na nowo! Cała Europa stała się kontynentem nowego wielkiego wyzwania dla Ewangelii. I Polska też!”. Powrót do ewangelicznych zasad, pogłębienie życia religijnego, zbliżenie się do Boga przez słuchanie Jego Słowa i służenie Mu dotyczy wszystkich w naszych rodzinach: dzieci, rodziców i dziadków, zdrowych i chorych, pełnych sił twórczych i niepełnosprawnych, unierucho­mionych w inwalidzkich wózkach, a także i tych, którzy na jakiś czas są odizolowani od rodzin w zakładach karnych czy domach poprawczych.
Moi Drodzy! Każdy na swój sposób może włączyć się w dzieło ewangelizacji, świadczyć o Bogu, starać się coraz lepiej Go poznawać i coraz mocniej Mu zawierzyć. Jest jeszcze ciemno, a już małe dzieci z zapalonymi lampionami w ręku w towarzystwie mamy lub taty – idą na Roraty. Może powiesz: „Z naszego bloku tylko ja idę z mamą. Inne dzieci jeszcze śpią”. Idziesz jedynie ty z mamą. Ale i ze światłem, które przypomina Pana Jezusa. Od twojego światła można zapalić wiele świec. Im bliżej kościoła, tym więcej świateł. A potem... jakie to piękne, kiedy przed kapłanem idzie procesja z dziećmi, które oświetlają jeszcze ciemne wnętrze świątyni. Dopiero, gdy kapłan zaśpiewa „Chwała na wysokości Bogu”, dzieci gaszą światła w lampionach, a pan kościelny zapala wszystkie światła w kościele.
„Nawróćcie się” (Mt 3,2) – woła św. Jan Chrzciciel. Trzeba wrócić do Boga, który został zapomniany. Trzeba zapalić zgasłe światła. Jedno od drugiego.
W niedzielę, w przerwie między jedną i drugą Mszą Św. idę do chorej osoby z Panem Jezusem. Mijają mnie ludzie spieszący do kościoła. Jedni klękają przed Bogiem Wszechmogącym, inni zdejmują czapkę, pan kapitan salutuje. Są też tacy, którzy się wstydzą wyznać wiarę i oddać hołd Panu Bogu. W pewnej chwili zauważam ojca z dwojgiem małych dzieci. Klęka i zachęca dzieci, aby uczyniły to samo. Myślę: „Szczęśliwe dzieci, które mają takiego ojca. Szczęśliwe te dzieci, które wraz z ojcem i matką uczestniczą w niedzielnej Mszy Św., a także wspólnie się modlą w swoim domu”. Przecież najpiękniejszym skarbem, który przekazujemy rodzinie i w rodzinie – jest wiara i umiłowanie Boga.
A może w naszych rodzinach panuje inna atmosfera, może - jak pisze Józefa Hennelowa – „coraz w nim ciaśniej, coraz mniej miejsca dla każdego. To nie jest tylko kwestia ilości butów na dwóch metrach kwadratowych przedpokoju, ani kolejki do łazienki, kiedy pięć osób wychodzi na tę samą godzinę do pracy i do szkoły. To sprawa zgrania... Kto może, ten znika z domu, na tak długo, jak tylko się da, wykształca się styl spędzania osobno niedziel, świąt, ferii...” (J. Hennelowa: „U nas w rodzinie”, 1989, s. 324-325).
A może w naszej rodzinie wszechwładnie panuje telewizor, który z koła rodzinnego czyni półkole, przesłania wszystkie problemy, nawet te najważniejsze. Wpatrzeni w srebrny ekran, niejednokrotnie za cenę niedzielnej Mszy Św., nie mamy czasu, aby sięgnąć po Pismo św. i zgłębić przynajmniej jeden jego fragment. Brak nam czasu, by odwiedzić swoich bliskich lub napisać do nich list, by dostrzec sąsiadów potrzebujących pomocy.
A może w naszej rodzinie trzeba by zwrocić baczniejszą uwagę na osobę w podeszłym wielku, na osobę, którą dotknął krzyż cierpienia. Los chorych i niepełnosprawnych w rodzinach także bywa różny. Szczęśliwi ci, którzy mimo choroby i kalectwa czują się w domu jak w rodzinie – najbliżsi, dzieci i wnuki otaczają ich szacunkiem, wysłuchują ich rad, korzystają z ich doświadczeń, są wobec nich wyrozumia­li. Ale bywa również inaczej - chora matka na próżno czeka na odwiedziny swoich dzieci, na dobre słowo, najmniejszy odruch ludzkiego serca. Przed­łużająca się. uciążliwa choroba wyczerpuje siły opiekujących się chorym, stają się oni nerwowi i zniechęceni. Cierpienie wpływa na stan psychiczny chorego, który popada w apatię, bywa nawet złośliwy wobec najbliższych. Czasem nam, ludziom sprawującym opiekę nad chorym w rodzinie, zabrak­nie cierpliwości. W takich chwilach pamiętajmy, że tam, gdzie człowiek już nie wytrzymuje, jest z nim Bóg. Źródłem naszego umocnienia niech będą słowa św. Pawła: „przygarniajcie siebie nawzajem, bo i Chrystus przygarnął was ku chwale Boga” (Rz 15,7).
Moi drodzy! Chrystus przyszedł do nas jako Zbawiciel. Prowadzi nas do ostatecznego celu – jednych drogą cierpienia, drugich – współcierpienia. Potwierdzenie swego powołania znajdujemy na kartach Ewangelii. Stwórzmy chorym godziwe warunki w naszych domach, swoim przykładem uczmy dzieci wrażliwości na potrzeby chorych: babci, dziadka, sąsiada, uczmy szacunku wobec nich. Starajmy się poświęcić czas nie tylko na pielęgnowanie chorego w rodzinie, ale także na wspólną modlitwę, lekturę Pisma Św., książek religijnych czy prasy katolickiej, na rozmowę o życiu parafii. Chciejmy chorej osobie umożliwić uczestniczenie w niedzielnej Mszy Św., niech to nie będzie tylko msza wysłuchana.
„Nawróćcie się” (Mt 3,2) – woła św. Jan Chrzciciel. Surowy asceta, żyjący w prymitywnych warunkach, ale o dziwo, cieszący się ogromną popularnoś­cią. Występuje szczególnie ostro przeciwko ludziom, którzy uważają, że przynależność do Narodu Wybranego przez pochodzenie zapewnia im zbawienie. „Każde drzewo, które nie wydaje owoców, będzie wycięte i w ogień wrzucone” (Mt 3,10). Nic nie pomogą przywileje, liczy się tylko szczere nawrócenie. Niech nam, a zwłaszcza naszym rodzinom, dopomoże Maryja, łaski pełna – Niepokalana, którą czcić będziemy w najbliższy czwartek. To właśnie z Jej symbolem – świecą płonącą nad ołtarzem, odprawiamy roratną liturgię. Maryjo, wskaż naszym rodzinom właściwą drogę, abyśmy przyjęli przychodzącego Pana, abyśmy potrafili Go w każdym człowieku, który wśród nas żyje i cierpi, dostrzec. Anem.


grudnia 03, 2022

2. Niedziela Adwentu (A) - Nie przestał nigdy przemawiać

grudnia 03, 2022

2. Niedziela Adwentu (A) - Nie przestał nigdy przemawiać


Kościół św. Sylwestra w Rzymie (położony przy Placu o tej samej nazwie) słynie między innymi z relikwii Głowy św. Jana Chrzciciela. Złośliwi twierdzą, iż jest to jedna z dwóch auten­tycznych głów tego Świętego, podczas gdy liczba falsyfikatów jest do końca nie znana. W ten sposób ludzie, w sposób mniej czy bar­dziej świadomy, pozbawili relikwię jej historycznej wartości. Głowa św. Jana Chrzciciela, nie po raz pierwszy, straciła swoją wymowę. Pozostał znów tylko głos.

Centralną postacią 2 Niedzieli Adwentu jest bez wątpienia św. Jan Chrzciciel. Tydzień temu słyszeliśmy samego Chrystusa, dziś słyszymy Jego Poprzednika. Porządek hierarchiczny po­mieszał się z chronologicznym. "Jan jest głosem, ale «na początku było Słowo», czyli Pan. Jan był głosem tylko do czasu, Chrystus jest Słowem odwiecznym" (Św. Augustyn, Kazanie 293,3). Skoro św. Jan Chrzciciel jest Głosem, przemawia do nas całą swoją oso­bą. Przemawia poprzez to, kim jest, co posiada, poprzez to wszyst­ko, co czyni. Skoro jest Poprzednikiem Zbawiciela, zapowiada i odsłania przede wszystkim prawdy związane z tajemnicą zbawienia. Wsłuchajmy się więc dzisiaj w słowa Głosu, aby jeszcze wyraźniej zabrzmiał głos Słowa w naszym życiu.

Na pierwszym miejscu Prorok znad Jordanu mówi nam o powszechności zbawienia: ''Powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi" (Mt 3,9b). Nawiązując do obietnicy, jaką Bóg u początku historii zbawienia złożył Abraha­mowi, Jan Chrzciciel napomina, że zbawienie nie jest zarezerwo­wane dla jakiegoś narodu, warstwy społecznej czy stanu kościel­nego. Bóg nie tylko może, ale i rzeczywiście zbawia także tych, których nasze faryzejskie oczy już za życia widziałyby najchętniej w płomieniach piekła. Tę samą myśl podejmuje i rozwija św. Paweł w Liście do Rzymian ukazując Chrystusa, który "stał się sługą obrzezanych, dla okazania wierności Boga i potwierdzenia przez to obietnic danych ojcom oraz po to, żeby poganie za okazane sobie miłosierdzie uwielbiali Boga" (Rz 15,8-9).

Zbawienie, chociaż jest darem dostępnym dla każdego, nie dokonuje się jednak automatycznie. Wymaga wewnętrznego otwarcia się na nie i ciągłej współpracy. "Nawróćcie się [...] i wy­dajcie godny owoc nawrócenia" (Mt 3,2.8). O jaki owoc chodzi? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w pierwszym czytaniu z Księgi Izajasza. Prorok kreśli tu wspaniały obraz ery mesjańskiej, czyli czasu realizującego się zbawienia. Czasu, w którym najpierw łono matki, a potem dom rodzinny staną się bezpiecznym schro­nieniem dla każdego dziecka. Czasu, kiedy człowiek przestanie być człowiekowi wilkiem. Czasu, w którym ludzie przestaną żyć, aby jeść; być, aby mieć; zabijać, aby jeść i mieć więcej. Kiedy to nastąpi? Kiedy każdy z nas osobiście nawróci się, czyli otworzy się na ofiarowane mu zbawienie i zacznie je realizować w swoim ży­ciu.

Jakie środki zbawienia zapowiada i proponuje św. Jan Chrzciciel? Są to przede wszystkim środki bardzo proste. Słowo, które głosi; woda, którą chrzci; wyznawanie grzechów, których słucha; postawa życia, które prowadzi; obrona prawdy, za którą oddaje głowę. Św. Jan, chociaż był "więcej niż prorokiem" (Mt 11,9b), nie dokonał żadnego cudu, nie napisał żadnej księgi, nie pokonał nikogo ani mieczem, ani piórem. A jednak jego "ubogie" środki przynosiły skutek: "ciągnęły do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem" (Mt 3,5). Również i Kościół, któremu Chrystus zlecił zbawczą posługę wobec wszystkich ludzi wszystkich czasów, nie dysponuje spektakularnym arsenałem nowoczesnych narzędzi i metod podboju ludzkich serc. Wychodzi do nas, także i w tym świętym czasie Adwentu, ze słowem Bożym, z sakramentami, z wzorowym życiem wielu swoich wiernych, z nieugiętą postawą obrony prawdy, nawet za cenę niepopularności, wyszydzenia i odejścia tych, których sumienie stało się "głosem wołającym na pustyni" (por. Mt 3,3) serca.

Czy to wystarczy współczesnemu człowiekowi? Na pewno nie, ale jest jeszcze Ktoś, kto już w łonie matki napełnił swoją mocą Proroka znad Jordanu i również od samego początku żyje i działa w Kościele. Tym Kimś jest oczywiście Duch Święty. Zapowiada Go prorok Izajasz jako źródło szczególnych darów w życiu mającego przyjść Mesjasza. Św. Jan Chrzciciel ogłasza natomiast, że "Ten, który idzie za mną [...] chrzcić was będzie Duchem Świętym i og­niem" (Mt 3,11). W ten sposób Prorok znad Jordanu staje się nie tylko głosem zapowiadającym i wskazującym Zbawiciela, ale również zwiastunem dobrej nowiny o Duchu Świętym jako "pier­wszym darze dla wierzących" (por. IV Modlitwa Eucharystyczna).

Niech ten Dar, który sprawił, że św. Jan Chrzciciel, stra­ciwszy głowę, nie przestał i nie przestanie nigdy przemawiać, napełni nas, zwłaszcza w tym zbawczym czasie Adwentu, darem cierpliwości i pociechy, byśmy nie tracąc głowy wobec przeciw­ności życia, "wzorem Chrystusa te same uczucia żywili do siebie i zgodnie jednymi ustami wielbili Boga i Ojca Pana naszego Jezusa Chrystusa" (Rz 15,5-6).

 

 

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger