grudnia 06, 2016

Rozważania Adwentowe – Pasterz i zagubiona owieczka

Dobry Pasterz
Wtorek II tygodnia Adwentu



Nasza wyobraźnia, ukształtowana przez dewocyjne obrazy i ry­ciny, zawęża interpretację przypowieści Pana Jezusa o dobrym pasterzu i zagubionej owcy. Dotyczy to przede wszystkim zagu­bionej owcy. Wydaje się nam, że zagubiona owieczka to takie niewinne, nieszczęśliwe stworzonko, które przypadkiem uwikłało się w ciernie i żałośnie pobekując przyzywa ratunku. Kiedy przychodzi do niej dobry pasterz, patrzy na niego żałosnym wzrokiem i tuli się z ufnością. Do zagubionej owieczki czujemy dużo litości i sympatii. Zagubione owieczki bywają jednak również zupełnie inne i czujemy wtedy wobec nich duży dystans, a nawet niechęć. Na bydgoskim dworcu kolejowym mijamy starsze panie, którym tak do twarzy byłoby z różańcem w ręku, podczas gdy one trzymają w ręku "Strażnicę" i próbują pismem przeciwnym wierze katolickiej zainteresować przechodniów. Ludzie najczęściej omijają te osoby zupełnie obojętnie, a nawet niechętnie. Sam czuję, że wśród swojskiego tłumu pasażerów ci kolporterzy "Strażnicy" wydają mi się bardzo obcy. A to są także zabłąkane owieczki.
Spotykamy i takie zagubione owce, które czasem trudno odróżnić od wilków drapieżnych. Budzą one nie tylko uczucie obcości, ale nawet lęk. Kiedy słyszymy młodych ludzi wykrzyku­jących wrogie hasła pod adresem Chrystusa, Kościoła i jego ludzi, kiedy odczytujemy napisy sporządzone przez artystów "sprayu" na murach kościołów, myślimy nie o zagubionych owcach, lecz o zbun­towanych kozłach. Owce szalejące na "koncertach" rockowych, dźgające nożem współtowarzyszy zabawy, budzą nasze przerażenia. Przychodzi pokusa, aby takie zagubione, czy zbuntowane owce odpisać na straty. Same przecież chciały swego zagubienia, a ich poszukiwanie może okazać się niebezpieczne. W dodatku, jest to jednak zjawisko tylko marginesowe. Po co zajmować się jedną zabłąkaną, skoro zostało jeszcze dziewięćdziesiąt dziewięć owiec? Czy przejmować się kilku paniami, które rozprowadzają na dworcu "Strażnicę", skoro tyle innych kobiet odmawia różaniec? Czy podejmować nadzwyczajne działania, by ratować młodzież z rejo­nów patologii, skoro tylu normalnych młodych ludzi potrzebuje wykształcenia i warunków do wszechstronnego rozwoju?
Dobry Pasterz pozostawił 99 owiec, aby szukać jednej zagu­bionej. Dzisiaj Pan Jezus też narażałby swoje życie, aby zagubione odnaleźć, bo Dobry Pasterz życie daje za owce. Ci, którzy uczestniczą w pasterskiej misji Chrystusa: duszpasterze, rodzice, wychowawcy i całe społeczeństwo strzec się muszą poczucia obcości, dystansu i wrogości nawet wobec owiec, które przyodziewają skórę drapieżnego wilka. Prorok Adwentu Izajasz zachęca, byśmy naśladowali Najwyższego Pasterza:
Podobnie pasterz pasie swą trzodę,
gromadzi ją swoim ramieniem,
jagnięta nosi na swej piersi,
owce karmiące prowadzi łagodnie. (Iz 40,11)
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28)
Naśladowanie Dobrego Pasterza to szukanie małych... Czas Adwentu jest wspólnym dziełem Kościoła, który prowadzi wielkich, ale i szuka małych. Takich, w których mieszka wiara maleńka jak ziarenko. Bez odwagi danej od bliskich, bez modlitwy ludzi kocha­jących, bez troskliwego szukania w gromadach rozmodlonych, byliby zgubie­ni. Czas Adwentu szuka takich maleńkich, jak zdeptane przez przechodniów krzewy, którymi nieostrożnie przeszli ludzie, i pozostały podarte szczątki, które ani zakwitnąć, ani nawet zazielenić się nie mają już siły. Takich, jak odprawieni przez wielu od życzliwości, od mieszkania, od sąsiedzkiej troski, od koleżeńskiego wsparcia, od przyjaźni. Nawet w propozycji spotkania z Bo­giem, lękają się kolejnego zawodu i zasmucenia.
Takich nijakich, przyczajonych, nieśmiałych, którzy nie mogą zdobyć się na odważne wyzwolenie z nałogu, z kompleksu, z zawstydzenia, którzy myślą bez radości nie tylko o sobie samych, ale i przywołującym ich Bogu. Tych wszystkich słabych, bez siły przebicia w życiu, którzy stoją, gdzie ich postawiono i milczą, jak im kazano, i nie wierzą, aby dla kogoś mogli stać się jedynymi i ukochanymi, a już o Bogu nie odważają się marzyć bez skurczu zalęknienia. Tych, z ostatnich łóżek szpitalnych, którzy nie potrafią się znaleźć należycie, ani zrewanżować. W domu opieki nie mają innej „pomocy" nad napastliwość, którą pokrywają strach. W naszej społeczności żyją cichutko w smutku zapomnienia, i cichej rezygnacji z tylu młodzieńczych marzeń i aspiracji. I trzeba niekiedy obudzić czujność na tych, których nam przesło­niło dziewięćdziesięciu wielkich i ważnych. Na zagubionych małych i zapomnianych czeka Pan.
Uważnie wyszukajmy ich wśród bliskich i przynieśmy bliziutko, w miłość Boga.


1 komentarz:

  1. Bardzo mocne słowa, ks. Józefie , z którymi jestem całym swym sercem <3 Łatwiej bowiem jest kochać tych , którzy nas kochają, nie zagrażają nam , gorzej wychodzi nam z przytulaniem czy ewangelizacją tych prawdziwie potrzebujących pomocy czarnych owieczek. A niekiedy wystarczy tylko nasza modlitwa za nie, taka od serca , która unosi je w ramiona Miłości <3

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger