grudnia 04, 2016

Rozważania Adwentowe – Niepełnosprawnym na pomoc

Poniedziałek II tygodnia Adwentu


Jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim”. (Łk 5,18)

Jak to dobrze, że i dzisiaj są ludzie, którzy pragną pomagać niepełnosprawnym. Dzięki temu, skazani na nieruchome przebywa­nie w jednym miejscu mogą wybrać się w drogę i czynią to w miarę samodzielnie. Dzięki obniżonym krawężnikom, windom do miesz­kań i autobusów, dzięki specjalnym podjazdom, mogą oni dotrzeć do różnych miejsc i brać udział w życiu ludzi w pełni sprawnych i zdrowych.
Wszyscy zostaliśmy wezwani na drogę Adwentu prowadzącą do Boga. Potrzebna jest jednak pewna podstawowa sprawność, by na tę drogę wejść i tą drogą podążać. Jest to droga czysta i święta, jak poucza nas dzisiaj prorok Izajasz, i „nie przejdzie nią nieczysty, gdy odbywa podróż i głupi nie będzie się tam wałęsać” (Iz 35,8). To dlatego Pan Jezus przywraca nie tylko sprawność ciała człowieka sparaliżowanego, ale odpuszcza mu grzechy i w ten sposób uwalnia od paraliżu również jego duszę, aby mógł wejść na drogę prowa­dzącą do Boga. Uzdrowionemu człowiekowi Pan Jezus powiedział tylko: „Idź do domu!”, lecz ten dobrze zrozumiał, gdzie jeszcze ma podążać, bo „poszedł do domu wielbiąc Boga”.
Potrafimy pomagać ludziom niepełnosprawnym w poruszaniu się po mieście, ale czy możemy pomóc ludziom sparaliżowanym du­chowo (przez niewiarę, brak religijnego myślenia, grzech) wyruszyć w drogę ku Bogu. Wobec rozmaitych zaniedbań, uprzedzeń i skost­nień jesteśmy tak bezradni, jak ludzie przyjaźni bohaterowi dzi­siejszej Ewangelii. Sami nie mogli go uzdrowić, ale przynieśli go do Syna Człowieczego, który na dowód tego, że ma moc odpuszczania grzechów, przywrócił również sprawność ciału sparaliżowanego. Możemy nie tylko pokrzepić ręce osłabłe i wzmacniać kolana omdlałe. Możemy równieżpomóc małodusznym: „Powiedzcie małodusznym: »Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg... On sam przy­chodzi, by nas zbawić«”. (Iz 35,4) Tym, którzy upadli na duchu, których grzech poraził niesprawnością, nie pomogą żadne wózki inwalidzkie i żadne ułatwienia komunikacyjne. Tutaj konieczne jest radykalne uzdrowienie. Trzeba prawdziwego oczyszczenia, aby podążać drogą czystą i nie pomogą tutaj żadne zabiegi kosmetyczne polegające na pokrywaniu pudrem i lakierem zgnilizny grzechu. Trzeba prawdziwej mądrości, bo głupi nie będą wałęsać się na tej drodze i nie wystarczą gazetowe dezinformacje na temat tego, co jest dobre i co jest złe. Trzeba prawdziwej świętości, by podążać drogą świętą. Dlatego należy zwrócić się do Tego, do którego mówimy: „Tylko Tyś jest święty”.
Wszelkimi sposobami: modlitwą, radą, świadectwem życia pro­wadźmy wszystkich małodusznych do Jezusa, który ma moc odpusz­czania grzechów. On każdemu może powiedzieć: „Ufaj, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Przyjdzie nam to tym łatwiej, że „On sam przychodzi, aby nas zbawić”. (Iz 35,4) Jeżeli przyczynimy się do tego spotkania, będziemy się radować spełnieniem adwentowego proroctwa:
Pójdą tamtędy wyzwoleni
i odkupieni przez Pana powrócą.
Przybędą na Syjon z radosnym śpiewem,
Osiągną radość i szczęście,
ustąpi smutek i wzdychanie. (Iz 35,9-10)
Człowiek religijny czeka na Jezusa z całym skupieniem serca na, jakie go stać, ale nigdy nie czeka w samotności. Adwent, to przecież wspólne dzieło Ko­ścioła, który przez liturgię, przez tradycję rodzinną, przez osobistą formację wierzących, pragnie zbliżyć światu światło Chrystusa. Adwent to prawie do­kładne przybliżenie ludziom powołania ewangelicznego, szczególnie wspól­notom apostolskim, zgromadzeniom, stowarzyszeniom, zakonom. Własne za­dania, które opisano: „Wtem jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim” (Łk 5,18). Ci „jacyś” ludzie chodzą po świecie ludzkiego zagubienia, cierpienia, porzu­cenia, zwątpienia, poniżenia, oddalenia od ludzi i Boga, i próbują wnieść i po­łożyć w zasięgu znaków zbawiennych, owych znalezionych ludzi. W tym cza­sie wypełniają się nasze modlitwy apostolskim natręctwem, aby nie zaginęli ci, którzy się zagubili. Napełnia się intencja ludzi chorych i zbolałych, aby Bóg zechciał przyjąć dar ich zbolałego życia, a przez to skrócił drogi zadep­tane ludzkimi błądzeniami. Życie eucharystyczne staje się się żywsze i gor­liwe, aby gorzał w nim ten ogień, który chcielibyśmy, aby Bóg rzucił na świat i sprawił ciepło i światło w mrocznych zakątkach. Dodatkowe umar­twienia, drobne dary na miarę możliwości i warunków życia, które dajemy w imię przyjaźni ludziom bliskim, ufając, że przyjmie Bóg nasze wstawien­nictwo i spełni czekanie nawet tego, kto nie czeka, a za którego my prosimy, kołaczemy i nie tracimy nadziei.
Odważniej pełnimy codzienną drogę obowiązków, ten najbardziej prozaiczny dar, którego ciężar Bóg zna najlepiej, ufając, że i utrudzenia zwyczajności staną na wadze miłosierdzia, ufając, że komuś dadzą moc i odwagę zwycięże­nia bezwładnego życia, by stał się cud rozpoznania i zbawienia. Pomyśl uważnie o osobistym, twoim znaku ustawicznej miłości.

1 komentarz:

  1. "Wszelkimi sposobami: modlitwą, radą, świadectwem życia pro­wadźmy wszystkich małodusznych do Jezusa, który ma moc odpusz­czania grzechów."...wszelkimi sposobami , czyli tymi narzędziami , darami, w które wyposażył nas Bóg. Może każdy jakimś innym , ale mamy się nie bać ich używać, z miłością oczywiście, każdy inny człowiek jest tego wart, nawet ten najbardziej chory, czy bezduszny ♥ Bóg zapłać ks. Józefie :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger