lutego 28, 2017

Homilia na Środę Popielcową – Czas nawrócenia

Każdego roku wraca Wielki Post. Tak i dzisiaj – już czujemy wyjątkowy charakter i atmosferę tego okresu, pomimo, że nasze życie jest dość zlaicyzowane. Czujemy powiew, który idzie od krzyża i zmartwych­wstania. Ale chyba nie uszły naszej uwadze słowa, które dzisiaj Bóg do nas kieruje: „Tak mówi Pan: nawróćcie się do mnie całym swym sercem, przez post, płacz i lament. Rozdzierajcie jednak wasze serca, a nie szaty. Nawróćcie się do Pana, Boga waszego” (Jl 2, 12–13). Chrystus podjął ten starotestamentalny apel i swoje nauczanie rozpoczął także wo­łaniem skierowanym do ludzi, wołaniem, które brzmi po dziś dzień: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierz­cie w Ewangelię” (Mk 1,15). Bóg Jezusa Chrystusa, Ojciec Jego i nasz, daje nam już konkret: nawrócić się do Boga takiego, jakiego ukazuje Ewangelia.
Paweł dzisiaj mówi: „W imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrys­tusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem” (2 Kor 5, 20). Każdy kapłan staje na tej linii Apostołów i Proroków i w imieniu samego Boga musi te słowa po dwóch tysiącach lat powtarzać. Słowa nie własne, ale Boże i Chrystusowe. Czy ludzie chcą słuchać, czy nie chcą, czy chcą się na­wracać, czy nie chcą, czy chcą przestać grzeszyć, czy nie. I może nie­których dziwić ten surowy ton miłości (paradoks: surowy ton miłości). On dziwi w epokach, kiedy propaguje się miłość łatwą, lekką, kompro­misową, nieodpowiedzialną. Ale my czujemy, że tylko miłość, w imię której apeluje Bóg, jest prawdziwa. Bo weryfikacją miłości jest Prawda, a któż jest Prawdą, jak nie Bóg?
Zajęcie stanowiska wobec tego apelu – to jest właśnie teza Wielkie­go Postu. Proch, którym wszyscy posypiemy sobie głowy, przypomina nam konieczność dania odpowiedzi w kontekście znikomości życia ludz­kiego, jego przemijania – i często jego bezsensu, jeśli nie jest ono od­powiedzią na apel miłości kierowany przez Boga do człowieka.
Kiedy dzisiaj jesteśmy tutaj w kościele, to słuchając tego co mówi Bóg zastanawiamy się nad tym, kim my jesteśmy. A konkret, który ma­my stąd wynieść, to nie tylko uświadomienie sobie tragicznej prawdy, że życie nasze zdąża nieuchronnie do śmierci, ale przede wszystkim, że zdąża do życia – bo Bóg jest kresem, do którego zdążamy, a nie śmierć. I praktycznym kontekstem tego naszego dzisiejszego spotkania wielko­postnego jest bardzo konkretna wskazówka (słuchaliśmy tych słów przed chwilą): strzeżcie się zewnętrzności – „strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli” (Mt 6, 1). Bóg w swoim apelu sięga do najskrytszych pokładów ludzkiego istnienia. Mówi, że t o jest najważniejsze i że tam ma nastąpić ta metanoia, ta przemiana, to wewnętrzne przeistoczenie pod tchnieniem mi­łości, która idzie do nas od Boga przez Chrystusa – z ołtarza Eucha­rystii.
Może daleka jest nasza droga do takiego rozumienia chrześcijaństwa. Wielki Post przyniesie rekolekcje, Wielki Post przyniesie rozważanie Mę­ki Chrystusowej, Wielki Post pokaże palcem wyraźnie na konfesjonał, gdzie Słowa nie słucha się we wspólnocie, ale słucha się Słowa mówio­nego w cztery oczy, wtedy, kiedy już nie można mówić, że się nie ro­zumie – trzeba bowiem pytać i żądać wyjaśnienia do końca. Tak, jak radykalnego nawrócenia będzie żądał kapłan. Jeszcze raz daje Chrystus szansę, jeszcze raz prosi, jeszcze raz ukazuje te horyzonty, do których człowiek został stworzony i powołany.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger