listopada 23, 2016

1. Niedziela Adwentu (A) – Godzina powstania ze snu

Ukochani bracia i siostry! Kościół, który tydzień temu doprowadził nas do rozważania o potędze Chrystusa – Króla Wszechświata, pragnie wszystkich ludzi poddać temu królowaniu – mocnemu, a zarazem łagodne­mu. Bo królestwo Boże, jak mówił niezapomnianej pamięci słu­ga Kościoła, Prymas Stefan Kardynał Wyszyński, „to jest Kró­lestwo, które »trzyma ręce przy sobie«, a jeżeli wyciąga do kogoś dłoń, to tylko jako przejaw wewnętrznej przyjaźni, życzliwości, miłości braterskiej i oddania”. Takiego „uładzeni” rzeczywistości, o którą potyka się człowiek, chce Chrystus, a za Nim
Jego Ko­ściół. Takiej uczy harmonii, która w imię Boga otwiera człowie­ka przed człowiekiem – i w imię dobra człowieka każe człowiekowi otworzyć serce przed Bogiem.
Moi drodzy! Znamy dobrze sens tej nauki o ostatecznym przeznaczeniu czło­wieka, znamy też wysiłki Kościoła, który nam Chrystus przybli­ża i głosi, ale znamy również swoją niekonsekwencję, słabość i grzech. To, co ma być tak bliskie nas – Królestwo sprawie­dliwości, świętości, prawdy i pokoju – przez nas samych jest spychane na potem, na jutro. Zagubi się nam czasem w pielgrzy­mim ziemskim trudzie sens życia, osłabnie wiara i siły, zabłądzi gdzieś miłość. Dobrze wtedy przypomnieć sobie, że jest możliwość rozpoczęcia wszystkiego od początku.
Człowiek, jak dobry gospodarz, musi znać porę żniw i czas zasiewu. W tym nieustannym cyklu Bożego siania w sercu i du­szy człowieka, w wytężonym trudzie człowieczym, jest czas doj­rzewania do Królestwa obiecanego nam przy chrzcie św. Wezwany do świętości człowiek pozostanie w pewnym sensie zawsze spę­kaną, zeschłą ziemią, łaknącą Bożego zmiłowania, jak wody. Dla­tego Kościół wszystkim obwieszcza dziś na nowo czas Adwentu. Jeszcze raz można zacząć od początku; jeszcze raz usłyszeć czy­tane dziś słowa: „Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu” (Rz 13, 11).
Kościół, jak matka znająca zbyt dobrze swoje dzieci, zawsze w czasie Adwentu wołał mocno głosem proroków Starego Testa­mentu, głosem Jana Chrzciciela i wreszcie głosem samego Bożego Syna – Chrystusa. Tegoroczny Adwent woła do nas – drodzy bracia i siostry - wyjątkowo mocnym głosem: Idźcie i głoście. Co to oznacza? Oznacza to wezwanie do działania, do mówienia swoim życiem o wielkich dziełach Bożych, o tym co Bóg w Jezusie Chrystusie dokonał i wciąż dokonuje. Idźcie i głoście. Przyjrzyjmy się temu wołaniu Kościoła w dzisiejszych czytaniach mszalnych pierwszej niedzieli Adwentu.
Najpierw Ewangelia. Stawia nam za wzór Noego – człowieka wielkiej czujności. Nikt z jego otoczenia nie przewidywał ta­kiego rozwoju wydarzeń, nikt nie przeczuwał najmniejszego nawet niebezpieczeństwa. Wszyscy postronni obserwatorzy byli go skłon­ni posądzić raczej o szaleństwo – morza nie ma, wody nie ma – a on buduje arkę. Jednakże przyszedł potop i wygubił wszystkich. Ocalał Noe, ten pozornie szalony człowiek, płynący w arce ze swoją rodziną i dobytkiem. Odległy to dla nas w czasie przy­kład, ale ważny, bo stawia go nam wyraźnie i przybliża sam Chry­stus Pan mówiąc, że z Jego przyjściem będzie podobnie. Dla wie­lu przybędzie zbyt szybko, jak wody potopu. Dziś może dokład­niej niż kiedykolwiek widzimy, że potrzeba ludzi tak mocnych i czujnych, jak Noe. Moi drodzy - w tym szalejącym świecie zbudować arkę – to jest zadanie najpierwsze. Jak Noe, być czujnym i uwierzyć Bogu, że może jeszcze ocalić wszystko, co jest konieczne do życia człowieka. W tym miejscu Kościół musi wołać głośno, jak czyni­li to prorocy. Musi wołać wtedy, gdy krzywda się dzieje czło­wiekowi; gdy człowiek działa sam wbrew sobie przez podeptanie praw moralnych lub gdy poniewierany jest przez drugich. Musi wołać, gdy krzywda się dzieje najbardziej bezbronnym, bo jeszcze nienarodzonym; woła i wtedy, gdy gwałt jest zadawany przez nieludzkie warunki małżeństwu i rodzinie. Nade wszystko zaś musi wołać, gdy w zatraceniu i szaleństwie, w pogoni za ziem­ską wyłącznie stroną życia, człowiek nie chce słuchać głosu Boga. Czym trudniejsze są czasy dla pełnego rozwoju człowieka – jako wolnego dziecka Bożego i to pod każdą szerokością geograficzną, tym natarczywsze jest i będzie wołanie Kościoła, który musi speł­nić swoje zadanie do końca. Stąd się bierze w całej rozciągłości obrona uciśnionych, prześladowanych, głodnych, pozbawionych wol­ności, cierpiących z powodu łamania sumień i kupowania duszy za marne srebrniki. Stąd dzisiejsze wołanie liturgii Kościoła: „Te­raz nadeszła dla was godzina powstania ze snu” (Rz 13, 11).
Tak też niech będzie i u nas, w naszym polskim domu, który chcemy ocalić, jak arkę, na wzburzonych falach losu.
Tu, u nas, wtedy silnym był człowiek, gdy silna i zdrowa by­ła rodzina. Matka zasłaniająca troskliwym sercem i ojciec o moc­nych dłoniach do pracy i obrony. Rodzina Bogiem silna, ze­spolona modlitwą. Tylko dzięki takiej rodzinie ostaliśmy się w la­tach niewoli i okupacji, tylko w takim domu można uratować czło­wieka. Jeśli więc pod taki dom podchodzi złodziej, by kraść, to czuwaj i nie pozwól włamać się do twego domu! Taki jest język Ewangelii i Kościoła stającego w pierwszej linii obrony ludzkich wartości. To jest adwentowe wołanie, wyjęte z Ewangelii dzisiej­szej.
Takim samym torem idzie prorok Izajasz i apostoł Paweł, któ­ry do rozważań zostawił nam pełne treści zdanie: „Teraz nade­szła dla was godzina powstania ze snu" (Rz 13, 11). Apostoł dalej podaje katalog występków takich jak: pijaństwo, rozwiązłość, kłót­nia, zazdrość, wskazując wyraźnie, że w tych sprawach już nie tylko poszczególnym ludziom, ale całym społeczeństwom trzeba przebudzenia. Cóż więcej w tym miejscu do dodania, nad to co zachowało się w Didache – Nauce Dwunastu Apostołów z przeło­mu I i II w.: „Na nic się zda cały czas waszej wiary, jeśli nie będziecie doskonali w ostatniej godzinie”.
Drogi bracie i siostro! Niech nas ten Adwent przebudzi i pobudzi cię do ewangelizacji, i pozwoli wymazać z reje­stru grzechów choćby jeden. Lekcją powstania ze snu są np. na­bożeństwa, podczas których składane są masowo zobowiązania okresowego albo całkowitego wyrzeczenia się alkoholu. Człowiek trzeźwy, przebudzony, nie będzie się chwytał tego, co nietrwałe. Będzie widział daleko i szeroko, jak Izajasz w pierwszym czytaniu, górę świątyni Jahwe – Pana, to znaczy dostrzeże znak zbawienia – Chrystusa. I dopiero wtedy nastanie to, co opi­suje dziś prorok: Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny ... przekują miecze na lemiesze, włócznie na sierpy (Iz 2, 4). Jeśli tylko dostrzegą Chrystusa i przychodzący w Nim ratunek.
Moi drodzy! Nie dajmy się zastraszyć wieściami o przewrotach, wojnach i zbrojeniach z tej, czy tamtej strony, których tak wiele... Nie bądźmy podobni do ludzi siedzących już na ruinach, którzy niczego z wydarzeń nau­czyć się nie mogą. Chrystus przyszedł naprawdę i jedynie w Nim jest ocalenie! Wierzysz w to?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger