listopada 17, 2016

Słowo Boże na dziś - Dlaczego Jezus na widok miasta zapłakał nad nim?


Widok na Jerozolimę z Góry Oliwnej/Fot. J. Tabor
Czwartek, XXXIII tydzień Okresu Zwykłego

Z Ewangelii według Świętego Łukasza

Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: «O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą, a nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia». (Łk 19,41-44)


Refleksja nad Słowem Bożym

Pielgrzymi, którzy dostąpili szczęścia stąpania po Ziemi Świętej, zwanej
Palestyną, zapamiętali z pewnością cudowną panoramę Jerozolimy, oglądaną ze zbocza Góry Oliwnej. Starożytna tradycja wskazuje nawet miejsce z którego Pan Jezus spoglądał na święte miasto Jeruzalem, radując swoje oczy pięknem jej architektury. Miejsce to upamiętnia mała kapliczka, zwana Dominus flevit, to znaczy: Pan zapłakał. Nazwa nadana owej kapliczce nawiązuje do opowiadania przekazanego nam przez św. Łukasza i wysłuchana przed chwilą w czasie tej liturgii.
Ewangeliści tylko dwa razy wspominają o płaczącym Jezusie. Jeden raz Jezus zapłakał na wiadomość o śmierci przyjaciela Łazarza, a drugi raz z powodu uporu i złej woli mieszkańców Jerozolimy, którzy nie zrozumieli sensu Bożych planów; nie uwierzyli w dobroć i miłość Boga objawioną w Jezusie Chrystusie; nie przyjęli posłanego do Narodu Jezusa, jako Zbawiciela obiecanego i oczekiwanego Mesjasza. I to właśnie wycisnęło łzy z oczu Jezusa.
Dzisiejszy fragment Ewangelii mówi nam, że na widok miasta, Jeruzalem, Jezus zapłakał nad nim (Łk 19,41). Ten nieoczekiwany płacz prze­rwał radość wszystkich. W owej chwili Pan zobaczył, jak za parę lat to miasto, które tak bardzo kochał, zostanie znisz­czone, ponieważ nie rozpoznało czasu swojego nawiedzenia. Mesjasz przemierzał jego ulice, nauczał Dobrej Nowiny, jego mieszkańcy oglądali cuda, lecz nie zmienili się. O, gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, obiegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpo­znało czasu twojego nawiedzenia (Łk 19, 41-44).
W tych wierszach możemy wyczytać trwogę, która ści­skała serce Jezusa. Ale dlaczego Jerozolima nie zrozumiała szczególnej łaski nawrócenia, która jej była dana tego dnia wraz z triumfalnym wjazdem Jezusa? Dlaczego z uporem zamykała oczy na światło? Miała wiele okazji, żeby uznać Jezusa za swego Mesjasza i swego Odkupiciela; ta nadarza­jąca się okazja będzie ostatnia. Jeżeli odrzuci tę ostatnią szansę, wszystkie nieszczęścia opisane w tym proroctwie spadną na nią. A jednak odrzuciła i wszystko spełniło się co do joty. Pan jest przygnębiony, gdyż nie pozostaje obojętny na los ludzi. Jego ból jest tak wielki, że Jego oczy napełniają się łzami. Zapewne powyższe słowa wypowiedział w chwili szczególnego bólu i smutku.
Czy to nie dziwne, że Wszechmoc Boża i Miłość Boża staje jakby bezsilna i bezradna wobec uporu i złej woli człowieka? Miłość cierpiąca i płacząca, to jedna z największych tajemnic Boga, a równocześnie to wielka tajemnica zła; tajemnica, która niszczy, burzy, zabija samego człowieka, a także jego dzieła.
Wszystko to zostało napisane dla naszej przestrogi i naszego pouczenia. Bóg nieustannie nawiedza człowieka i w czasie, i w historii całej, i Bóg nieustannie wzywa do nawrócenia. W najgorszej sytuacji znajduje się nie ten człowiek, który zgrzeszył, ale ten, który nie chce rozpoznać swojego grzechu. Los Jerozolimy jest ostrzeżeniem dla tych, którzy w swojej pysze odrzucają miłość Boga.
Św. Jan w Apokalipsie przypomina, że Chrystus, którego symbolizuje Baranek, jest Panem mającym władzę nad całym światem i wszechświatem, i kosmosem, lecz swoją moc i chwałę objawi dopiero przy końcu świata. Nie należy jednak zapominać, że bieg całej historii świata, i także tej współczesnej, nigdy nie może wymknąć się spod kontroli i władzy samego Boga. Bóg niewątpliwie kieruje losami świata i losami poszczególnego człowieka. Czyni to jednak z miłością i z szacunkiem dla wolności, którą przecież obdarzył człowieka. Wolny człowiek może zlekceważyć nawiedzającego Boga, ale może również rozpoznać czas łaski i przyjąć nawiedzającego Boga; tak, jak przyjął Boga najpierw Abraham w Starym Testamencie; tak, jak w Nowym Testamencie Boga przyjęła Najświętsza Maryja Panna, czy chociażby Szaweł zwany później Pawłem, Apostołem, i tysiące, i miliony tych, którzy właściwie odczytali znaki nawiedzającego Boga.
Kiedy tak zastanawiamy się nad tym, jak Jezus zapłakał nad miastem, Jeruzalem, które tak bardzo umiłował, ale które nie poznało tego, co najważniejsze w jego historii: nawiedzin Mesjasza i darów, które niósł On każdemu z jego mieszkańców, powinniśmy się dzisiaj zastanowić nad sytuacjami, w których osobiście napełniliśmy Go smutkiem: grzesząc, nie odpowiadając na łaskę czy nie okazując wzajemności wobec tylu dowodów Jego przyjaźni. Powinniśmy zasta­nowić się nad takimi sytuacjami, w których oczekiwał od nas wdzięczności, podobnie jak swego czasu oczekiwał na powrót dziewięciu trędowatych, którzy odeszli uzdrowieni, a nie powrócili, aby Mu podziękować. Ileż razy Jezus oczekiwał na nasz powrót!
Jeżeli nie kochamy Jezusa, nie możemy iść za Nim. Aby Go kochać, powinniśmy często rozważać Ewangelię, w której Jezus jawi się tak bardzo ludzki i bliski wszystkim naszym sprawom! Czasami zobaczymy Go zmęczonego drogą przy studni Jakuba, po długiej wędrówce w upalny dzień, sprag­nionego wody, co stanowi dla Niego okazję do nawrócenia Samarytanki i wielu jej sąsiadów z Sychar. Zobaczymy Go głodnego, jak owego dnia, kiedy w drodze z Betanii do Jero­zolimy podszedł do drzewa figowego, które miało jedynie liście albo wyczerpanego długim dniem nauczania tłumów, które nieustannie do Niego napływały, gdy Jego zmęczenie było tak wielkie, że aż zasnął mimo wzburzonego morza i spał w tyle łodzi na wezgłowiu (Mk 4, 38).
Dla nas, chrześcijan, czasem nawiedzenia jest każdy dzień; czasem nawiedzenia jest każda niedziela i święto; czasem nawiedzenia jest każda Msza św.; modlitwa, Komunia, spowiedź.
Jako chrześcijanie kontynuujemy dzieło Nauczyciela w łączności z Jego miłosiernym sercem. Dlatego wpatru­jąc się w Niego możemy nauczyć się kochać naszych braci i w ogóle wszystkich ludzi, traktując każdego indywidual­nie, rozumiejąc jaki jest, jakie ma słabości, zawsze serdeczni i gotowi do pomocy, do służenia. Od Chrystusa mamy się uczyć, jak być ludzkimi, wybaczając, zachęcając do podą­żania naprzód, starając się coraz bardziej umilać życie tym, którzy żyją z nami w tym samym domu, dzielą z nami tę samą pracę, te same zainteresowania; rezygnując czasem z własnych upodobań, nawet godziwych, kiedy przeszka­dzają współżyciu, interesując się szczerze ich zdrowiem i chorobą. A nade wszystko nie może być nam obojętny stan duszy osób, z którymi codziennie się spotykamy, a którym moglibyśmy pomóc w ich drodze do Chrystusa: aby ci, któ­rzy są blisko Niego, zbliżyli się jeszcze bardziej, a ci, którzy są daleko - weszli na drogę powrotu do domu Ojca.
Tak więc zauważmy Chrystusa przechodzącego obok nas, dostrzegajmy Go oczyma wiary, wybierajmy to, co jest dobre, co buduje pokój i miłość w naszych sercach i wokół nas.
Na podstawie: 
Francisco F. Carvajal, Rozmowy z Bogiem, t. V, s.571-577

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger