lipca 07, 2017

14. Niedziela Zwykła, Rok A – Wysławiam Cię, Ojcze, Panie

Ukochani Bracia i Siostry!
Przyszedł czas wakacji. Jak to dobrze, że Pan Bóg podzielił nam czas na kawałki. Pewnie po to, żeby człowiek mógł sobie policzyć, ile już ma lat? Ile już drogi uszedłem? Co w swoim życiu dobrego zrobiłem? I dobrze, że jest czas pracy i odpo­czynku, czas siewów i czas żniw, czas nauki i czas wakacji. Zmęczeni jesteście i lipiec taki smutny, i ludzie są smutni, i chrześcijanie są smutni. Dlaczego? Są takie białe wakacyjne noce, są takie długie lipcowe dni, może więc trzeba się zamyśleć i w rozmowach z samym sobą sobie odpowiedzieć?
Przecież tak się cieszyłeś twoim pierwszym z Chrystusem spotkaniem, tak się cieszyłeś twoją pierwszą wiarą, tak się cie­szyłeś twoją pierwszą modlitwą, tak się cieszyłeś pierwszym Chry­stusowym przebaczeniem. Przypomnij sobie to wszystko. A może to było tak? Nad brzegiem Jordanu pokazał Go Jan Chrzciciel: „oto Baranek Boży, który gładzi grzechy Świata” (J 1, 29). By­łeś ciekawy, kim On jest. Więc biegłeś za Nim, aby Go zobaczyć z bliska. Zatrzymał się i zapytał: kogo szukasz? Zmieszany byłeś. Też zapytałeś: Nauczycielu, gdzie Ty mieszkasz? On powiedział: ptaki mają gniazda, lisy mają nory, a ja nie mam gdzie głowy skłonić (Mt 8, 20), ale ty na to nie zwróciłeś uwagi. Patrzyłeś tylko w Niego, aż powiedział: pójdź za mną. I już od Niego nie odszedłeś. Byłeś taki szczęśliwy i mówiłeś wszystkim: spotkaliśmy Pana.
A pamiętasz pierwszą radość z wiary, która czyni cuda? A może to było tak: Taka czułaś się obca, cudzoziemka. Nie umia­łaś powiedzieć słowa, ale serce krzyknęło: Panie, moje dziecko umiera! On był wtedy taki zimny. Poczułaś się odepchnięta. Po­wiedział: nie można synowskiego chleba rzucać psom. Nie wiem, skąd ci to przyszło do głowy, ale powiedziałaś: Panie, tak, ale jeśli ze stołu synowskiego spadają okruchy, to pozwól je zbierać szczeniętom. Pamiętasz, co powiedział? Ja takiej wiary wśród was nie spotkałem. Kazał ci wrócić do domu i stało się tak, jak uwierzyłaś (Mt 15, 2128). Pamiętasz tamte radość? Mówiłaś wszystkim jaki On jest cudowny! Mój Pan!
A pamiętasz radość pierwszych wakacji z Chrystusem? Ro­zesłał nas wtedy po dwóch do wiosek i miasteczek. Słuchali nas wszyscy. Myśmy opowiadali, co On mówi, jaki On jest. Przy­nosili nam chorych. Myśmy wkładali na nich ręce i wracali do zdrowia. Wróciliśmy potem, aby Jemu samemu powiedzieć: Pa­nie, nawet złe duchy były nam posłuszne. On się ucieszył, ale powiedział: ważniejsze jest to, iż imiona wasze będą zapisane w niebie (Łk 10, 112. 1720). Pamiętasz, jak Go za to kocha­łeś i jak chciałeś być zawsze blisko Niego po prawej albo po lewej stronie?
A pamiętasz tę radość twojej pierwszej modlitwy? On od­chodził w odosobnienie i modlił się czasem całą noc. Podgląda­łeś Go i zazdrościłeś Mu. Nie wytrzymałeś następnego dnia i po­wiedziałeś: Panie, naucz nas modlić się. On wtedy uczył zdanie po zdaniu Ojcze nasz, który jesteś... (Łk 11, 14), a ty pow­tarzałeś. Umiałeś całe ale wciąż powtarzałeś Ojcze... i tak chcia­łeś, aby Ojciec wziął ciebie na ręce, abyś do Niego przywarł i Go ukochał. Tej radości nie mogło pomieścić twoje serce.
A pamiętasz radość z pierwszego przebaczenia? Wywlekli cię ludzie, ludzie pobożni, na rynek i chcieli ukamienować, bo zła­pali cię na grzechu. Ludzie nie darują, bardzo się cieszą czyimś grzechem, lubią rzucać kamieniami, ale przy tobie stanął On i pisał na piasku. Czytali. Potem powiedział: kto z was jest bez grzechu niech rzuci w nią kamieniem. Odeszli. Wszyscy odeszli. Został przy tobie tylko On. Bałaś się, że teraz On ciebie uka­mienuje. Nie miałaś odwagi podnieść oczu i spytać: a co ty teraz ze mną zrobisz? Pamiętasz tę Jego subtelność? Stwierdzał: nikt cię nie potępił prawda? Więc i ja ciebie nie potępiam. Idź w pokoju i więcej nie grzesz (J 8, 111). Wiem. ty tego nigdy nie zapomniałaś. Nakupiłaś olejków, łzami obmywałaś Jego stopy i ocierałaś je włosami. Nie, tego nigdy nie można zapom­nieć.
Bracie mój, i co się stało z tą pierwszą radością? Może ty dziś żałujesz, że źle postawiłeś i źle wybrałeś? Może przestałeś wierzyć, że On jest Panem i Bogiem. Może przestałeś do Boga mówić Ojcze? Może ty się nie spowiadasz? Wyuczyłeś się w lustrze uśmiechów, ale ty nie masz radości. Pozujesz pięknie fotografom i kamerom, ale ty w sercu masz smutek. Wyjeżdżasz się rozerwać, bawisz się, pijesz, ale coś cię w środku gryzie. I mówisz ludziom podły jest ten świat! Nie! To samo jest słońce, takie same są drzewa, te same są gwiazdy, i to samo jest niebo, te same są rzeki i to samo ptaków śpiewanie, tylko my nie ci sami trochę zdziczeliśmy.
Jest pośród nas tylu uczonych, roztropnych, mądrych, mocnych tego świata. Mówisz, że jesteś mądry dlatego przestałeś wie­rzyć; mówisz, że wszystko wiesz dlatego jesteś nieuczciwy; mówisz, że wszystko umiesz sam dlatego się tnie modlisz; mó­wisz, że ty wszystko robisz dobrze dlatego zapomniałeś o ra­dości rozgrzeszenia. Odnajdź więc skarb, który ukryty jest w roli. Znajdź tę jedną drogocenną perłę. Odnajdź radość jak za­gubioną drachmę. A Pan przychodzi po to, abyśmy radość mieli i aby radość nasza była pełna. Powiedz więc kiedyś w wakacje kazanie do ryb, powiedz kazanie do ptaków i wilki będą ciebie słuchać, tylko miej Pranciszkową radość...
A może w tym niedzielnym, wakacyjnym zamyśleniu, zatę­sknisz za rajem utraconym. Powiedz mi – kochany Bracie i Siostro - czy tam na dnie serca nie zostało ci trochę tęsknoty za pierwszą radością z wiary? Została mi i jest coraz większa. Więc daj mi, Panie, jednej nocy taki długi, dobry sen. Niech przyjdzie mama i przypomni mi tamtą modlitwę na łące; i niech przyjdzie chrzestna i powie, jak to trzeba Panu Bogu wierzyć; i tato niech mnie zawiezie na Jasną Górę i pokaże Matkę Boską tak z bliska jak wtedy; i niech zagram z orkiestrą „Wsławiony bądź o Panie mój”; i pani od polskiego niech mnie nauczy „Czego chcesz od nas, Panie”; i niech profesor zaśpiewa jeszcze raz Exultet; i niech mi się przyśni takie wielkie pole zboża; i niech dotknę kłosów i niech pachną chlebem; i tak niech się obudzę, bo już będzie rano; i niech będzie śpiew skowronków; i słońce niech wzej­dzie radośnie; i niech zapomnę, że byłem roztropny i mądry; i ucałuję wtedy z pokorą cichą kroplę rosy; wtedy ostatni raz powiem: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że za­kryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak Ojcze” (Mt 11, 25-26).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger