Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara. Pokaż wszystkie posty

czerwca 29, 2024

13. Niedziela Zwykła (B) - Wskrzeszenie córki Jaira

czerwca 29, 2024

13. Niedziela Zwykła (B) - Wskrzeszenie córki Jaira

Dzisiejsze czytania podsuwają nam trudne myśli i pytania: czym jest życie i czym jest śmierć, co myśleć o ludzkim cierpieniu i Bożym milczeniu, jak sobie radzić z naszą bezsilnością, jak wzywać Jego interwencji i godzić się z niezrozumieniem Jego planów... Dlaczego pojawiła się śmierć na świecie? Dlaczego niektórzy tak bardzo cierpią? Dlaczego tylko nieliczni dostępują łaski uzdrowienia?


Te pytania, które sprawiają nam często kłopot, zasiewają wątpliwości – zwykle więc ich nie lubimy i staramy się przed nimi „uciec” czy zapomnieć. Zarazem jednak – są to pytania, na które wcześniej czy później każdy musi znaleźć własną osobistą odpowiedź. Nie wystarczą odpowiedzi innych ludzi, choćby najświętszych czy najmądrzejszych. To musi być NASZA odpowiedź! Dzisiejsze czytania – zwłaszcza Ewangelia – mogą być podpowiedzią, podpowiedzią odwołującą się do naszej wiary...

Tym, co łączy dwa cuda, opisywane w Ewangelii, to WIARA: Jaira i kobiety chorej na krwotok (co budzi oczywiście kłopotliwe pytanie o naszą wiarę) oraz Jezusowa odpowiedź dokonująca się nie tylko poprzez dokonane cuda, ale również poprzez podkreślenie wartości życia ludzkiego.

Warto bowiem zauważyć, że Jezus nie uzdrawia od razu córki Jaira, choć przecież mógłby to zrobić na odległość (jak ze sługą setnika), ale idzie razem z nim do domu. Dla Jaira, zamartwiającego się o umierającą ukochaną córkę, ten czas wędrówki musi być bardzo trudny, tak samo rozmowa Jezusa z uzdrowioną kobietą musiała być bardzo trudna do zniesienia (wszak „marnował” On czas na wędrówkę i rozmowę zamiast ratować dziecko!). Jezus potrzebował tego „trudnego czasu”, pragnął przez ten „trudny czas” sprowokował do ponownego zawierzenie i zaufania Bogu. Wydaje się, że Jair musiał wyzbyć się nadziei do końca, gdy usłyszał ostateczny wydawałoby się wyrok: córeczka umarła! Jest już za późno! Dopiero wtedy słyszy Jezusowe jasne słowa: „Nie bój się, tylko wierz”. To zdaje się sugerować, że zachowanie Chrystusa nie tyle zmierza w kierunku wskrzeszenia jego córeczki, ile ku umocnieniu jego wiary. Bo to wiara ważniejsza jest niż śmierć! Gdy jest wiara, to zwycięstwo życia nad śmiercią jest pewne!

Są osoby, które być może w tym momencie zastanawiały się, czy dziewczynka naprawdę umarła czy tylko spała, czy chora kobieta nie uległa sugestii i emocjom chwili... Postawa ojca, który pełen nadziei wierzy wbrew wszystkiemu, łatwo wywołuje u nas wzruszenie, ale zarazem rodzi pokusę, by traktować te zdarzenia jak sentymentalną – pobożną scenę z filmu czy powieści. Zapominamy, że to stało się naprawdę, rzeczywiście, realnie... Bo przecież jeśli nie potrafimy w to uwierzyć (godząc się ze swoją bezsilnością i pokornym niezrozumieniem spraw Bożych), to czy jesteśmy w stanie uwierzyć we Wcielenie i Zmartwychwstanie? Cuda wszak są przede wszystkim nie po to, by wiarę wzbudzać, ile raczej są jej potwierdzeniem, odpowiedzią na naszą ufność... A zarazem – są zapowiedzią ostatecznego zwycięstwa nad śmiercią i cierpieniem przez prawdziwe zmartwychwstanie u końca czasów... Bo przecież „do nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka”.

Kolejna sprawa, która również stanowi przesłanie dzisiejszej Liturgii Słowa – być może stać się niewygodna dla wielu. Jezus pragnie od człowieka wiary bardzo prostej (czasami nawet przez niektórych mogłaby być oceniona wręcz jako naiwna, związana z przesądami!), ale za to bardzo szczerej i gorącej. Przypomina nam – czasem chyba zbyt ufającym własnej pobożności i świętości – że tylko Bóg jest Panem życia i śmierci, a uzdrowienie czy wskrzeszenie domaga się nie tyle naszej wiedzy, pobożności czy mądrości, ile naszej bezgranicznego zaufania! I to nawet wtedy, gdy jest ono nie do końca świadome (bo przecież paradoksalnie dopiero dzięki słowom Jezusa kobieta poznała siłę swojej wiary!).

A zatem: wiara w Boga umożliwia cuda, ale musi być to wiara całkowita, musi to być pełne i bezgraniczne zaufanie Bogu! Takiej wiary z naszej strony wymaga przede wszystkim Zmartwychwstanie – Wskrzeszenie do nowego życia! I co trudniejsze: musi to być wiara bezwarunkowa, wiara, która będzie trwać nawet wtedy, gdy my sami czy nasze dziecko nie zostanie uzdrowione natychmiast...

Warto tu zauważyć, że poprzez zatrzymanie się i rozmowę z uzdrowioną kobietą, Jezus (oprócz uzdrowienia fizycznego) wyprowadza ją z anonimowości i wstydu związanego z chorobą, która wykluczała ją ze społeczności. Niejako ponownie przywraca jej „twarz”, ważność (powiedzielibyśmy dziś: godność dziecka Bożego) i pokój (a więc uwolnienie od dotychczasowego lęku).

Cierpienie bowiem samo w sobie nie ma sensu – jest następstwem grzechu pierworodnego. Sens ma Krzyż, sens ma cierpienie i śmierć Jezusa na krzyżu. Tylko dzięki Niemu my możemy nadać sens naszemu cierpieniu, uwolnić się od wszelkiego lęku, zwłaszcza tego najbardziej pierwotnego: lęku przed śmiercią i przemijaniem... Tylko dzięki Niemu możemy godnie iść przez życie, wykorzystując czas dany nam przez Boga.

A słowa św. Pawła: „Nie miał za wiele ten, kto miał dużo. Nie miał za mało ten, kto miał niewiele”, chyba przypominają nam po raz kolejny, że nie jesteśmy w stanie znaleźć pełnych odpowiedzi na wszystkie pytania. Każą w pokorze skłonić głowę i zaufać Temu, który pamięta o najmniejszych nawet Swych stworzeniach. Który mówi: „Wystarczy ci Mojej łaski!” – Nie bój się, wystarczy ci Mojej miłości, jeśli Mi zaufasz do końca!

kwietnia 18, 2024

Rozważania Wielkanocne - Chleb żywy, który zstąpił z nieba!

kwietnia 18, 2024

Rozważania Wielkanocne - Chleb żywy, który zstąpił z nieba!

Czwartek, III tydzień wielkanocny
 
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Jana (J 6, 44-51)
 
Jezus powiedział do ludu: «Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: „Oni wszyscy będą uczniami Boga”. Każdy, kto od Ojca usłyszał i przyjął naukę, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne. Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata».
 
REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM
 
Chleb życia! Wiele jest rzeczy w życiu, które nas nie tylko pociągają, ale i odciągają od Boga. Jezus dziś mówi o naszej relacji z Ojcem, który Go posłał do nas. Jaki obraz Boga nosisz w swoim sercu? Co możesz powiedzieć o swojej relacji z Bogiem jako Ojcem? Czy czujesz się Jego ukochanym dzieckiem? Jezus przedstawia się nam dziś jako chleb życia.
 
Wiemy, jak ważny dla człowieka jest codzienny chleb, trudno jest nam sobie wyobrazić życia bez niego. Jezusowe pouczenie jest zapowiedzią Eucharystii, w której to będzie karmił naszą zgłodniałą duszę swoim Ciałem i poił swoją Krwią. Jezus, widząc że wiele osób zaczęło szemrać i powątpiewać, podkreśla, że wiara w Niego jest darem Ojca, że nikt nie może przyjść do Niego, dopóki nie pociągnie go Ojciec, który Go posłał.
 
Czy jest we mnie życie? Skąd czerpię siłę i sens życia?
"Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, za życie świata". Jeśli jestem chrześcijaninem, uczniem Chrystusa, ubranym w Chrystusa - wtedy muszę mieć w sobie prawdziwe życie!
 
Życiowe trudności i kłopoty nie są w stanie tak łatwo odebrać mi nadziei i złamać mnie, ponieważ jestem podłączony do źródła życia. Jeśli pozwolę kłopotom i problemom, aby mnie zmiażdżyły i odebrały mi radość życia, może być to oznaką, iż moje zaufanie do Pana Boga nie było wystarczające. Oczywiście, że w tym wypadku chodzi tylko o duchowy wymiar naszej osobowości. "Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba".
 
Otrzymaliśmy od Pana Boga tę łaskę, że możemy się karmić Nim, możemy naładować akumulatory. Postarajmy się nie zaniedbywać, nie lekceważyć tego daru. Tylko On daje prawdziwą siłę. My, chrześcijanie, nie szukamy i nie gonimy za „jakąś tam energią dającą życie", lecz za Duchem Świętym, za Bogiem, który jest Życiem - Stwórcą.
 
Jest nam dana Eucharystia, msza św., w której odnajdujemy codzienny pokarm i siłę. Mamy Jego Słowo - Pismo Święte, przez które przemawia i karmi nasze serca! Mamy do dyspozycji i pozostałe sakramenty, w których odnajdujemy życie - siłę do życia.
 
Pan Bóg nam się daje całkowicie!
 
Przyjmujmy Go całym sercem. Bóg nam się daje jako pokarm. Nie odrzucajmy Go i korzystajmy z tego jak najczęściej.
 
Podziękuj Bogu za dar wiary, który otrzymałeś, za sakramenty, za każdą Mszę Świętą, w której karmiłeś się tym niebiańskim pokarmem. Zwróć uwagę na obietnicę, którą daje Jezus tym, którzy karmią się tym pokarmem: "Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki". A zatem nie żyjmy tylko dla doczesności, ale dla wieczności, karmiąc się jak najczęściej pokarmem, który daje życie wieczne. Zapytaj się też o swoją wiarę: jaka ona jest?, z jaką wiarą przyjmujesz Jezusa do swojego serca?, czy potrafisz patrzeć oczami swojej wiary na Jezusa w Najświętszym Sakramencie? Czy jesteś świadomy, że Jezus czuje i wie, co znajduje się w Twoim sercu?, czy dotykasz Go swoją wiarą, miłością, czy swoją rutyną i połowicznością?
 
Po raz kolejny Jezus daje Ci swoją obietnicę: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne". Czy może być coś piękniejszego i radośniejszego od bycia ze swoim Bogiem na wieczność?

 

sierpnia 11, 2023

19. Niedziela Zwykła (A) - "To Ja jestem, nie bójcie się!"

sierpnia 11, 2023

19. Niedziela Zwykła (A) - "To Ja jestem, nie bójcie się!"

Bracia i Siostry!

Zanim skomentuję główną scenę dzisiejszej Ewangelii, chodzenie Pana Jezusa po morzu, warto przypatrzeć się okolicznościom towarzyszącym temu wydarzeniu. Pan Jezus lubił spędzać całe godziny, zwłaszcza godziny nocne, na modlitwie. Również teraz wyszedł na górę, aby się modlić. W tym czasie uczniowie wsiedli do łodzi, żeby dopłynąć do miejsca noclegu. Niestety, na jeziorze rozszalała się burza: nie tylko że nie dało się dopłynąć do celu, ale sytuacja stała się dla uczniów po prostu niebezpieczna; podczas takiej burzy można było nawet utonąć.

Otóż pierwszym przesłaniem dzisiejszej Ewangelii jest pokazanie nam związku między modlitwą a miłością bliźniego. To nie przypadek, że Jezus zauważył zagrożenie, w jakim znaleźli się Jego uczniowie, właśnie podczas modlitwy. Przeżywał niepojęte dla nas zjednoczenie ze swoim Przed- wiecznym Ojcem i właśnie wtedy zobaczył, że uczniowie potrzebują pomocy. Bo w ogóle taka jest natura modlitwy: im bardziej modlitwa jednoczy nas z Bogiem, tym więcej rozszerza się nasze serce na potrzeby naszych bliźnich, tym wyraźniej potrafimy zauważyć bliźniego potrzebującego pomocy.

Bracia i Siostry, czyż nie wyrywa się z Waszych serc spontaniczne westchnienie: O, gdybyśmy umieli więcej i lepiej się modlić, z pewnością nie byłoby wśród nas tyle sobkostwa i egocentryzmu, o ile więcej kwitłaby miłość rodzinna i zgoda sąsiedzka, o ile mniej byłoby samotności i rozgoryczenia!

Zauważmy teraz drugi moment ogromnie ważny w dzisiejszej Ewangelii. Uczniowie byli daleko od Pana Jezusa, wypłynęli pod wieczór, teraz już było nad ranem. Ale to tylko uczniowie byli daleko, Pan Jezus był blisko, przyszedł im z pomocą w jednym momencie. I tak jest zawsze: ktoś czasem długo odchodził od Boga i zaszedł bardzo daleko od dróg Bożych. Ale Bóg nigdy nie jest oddalony od swojego stworzenia, On jest zawsze blisko, znaleźć Go można w każdym momencie, w każdej chwili można Mu się rzucić w ramiona i zostać przez Niego uratowanym.

Przejdźmy do głównego wydarzenia dzisiejszej Ewangelii. Oto Pan Jezus przychodzi uczniom na ratunek, a oni się przestraszyli. Dokładnie tak samo my się nieraz zachowujemy: boimy się, żeby przypadkiem Pan Jezus nas nie uratował. Wydaje nam się, że przecież to niemożliwe, żebym mógł się wyrwać z nałogu pijaństwa czy z innego nałogu, który niszczy moją wolność, albo żeby się dało ocalić jedność mojej rozbitej rodziny. A przecież u Boga nie ma nic niemożliwego. Czasem nasza małoduszność osiąga taki poziom, że Bóg przychodzi nam na ratunek, a my nie chcemy, żeby przychodził. Przyzwyczailiśmy się do świata, w którym panuje egoizm i śmierć. Pomieszanie dobra ze złem wydaje nam się czymś swojskim, dlatego boimy się Boga, boimy się prawdziwej miłości, wolimy naszą moralną byle jakość.

Uczniowie przestraszyli się tego, że Pan Jezus przyszedł do nich jako ktoś transcendentny wobec praw tego świata. Kiedy Go zobaczyli, jak idzie do nich po wodach jeziora, pierwszym ich odruchem było nieprzyjęcie do wiadomości tego faktu, choć widzieli to na własne oczy. Przestraszyli się, że to zjawa. Zapewne każdy z nas zareagowałby podobnie.

Postawmy sobie proste pytanie: Co oznaczał ten fakt, że Jezus przyszedł do swoich uczniów po wodach wzburzonego jeziora? Pierwsze wyjaśnienie tego faktu wynika bezpośrednio z samego tekstu Ewangelii: Jezus przyszedł do nich po prostu po to, żeby wyratować z burzy morskiej. Przy okazji dał nam sygnał, że Jego miłość do nas jest naprawdę wszech mocna i nie ograniczają jej nawet prawa przyrody. On może i chce być pomocą każdemu z nas zawsze, nawet w sytuacjach po ludzku beznadziejnych.

Warto tylko pamiętać o tym, że wszechmoc Boża względem nas zawsze jest pełna delikatności i miłości. Idealnie pokazuje to opis objawienia się Boga na górze Horeb. Prorok Eliasz otrzymuje pouczenie, że potęga Boża nie powinna mu się kojarzyć ani z huraganem rozwalającym góry i druzgocącym skały, ani z trzęsieniem ziemi, ani z ogniem, który wszystko pali i topi. Dopiero kiedy prorok usłyszał szmer łagodnego powiewu, zrozumiał, że jest to znak obecności Wszechmogącego Boga. Tak, bo swoją wszechmoc Bóg najpełniej przejawia w ten sposób, że kocha swoje stworzenie miłością pełną delikatności i czułości. Przyjście Pana Jezusa do uczniów, kiedy łódź ich miotana była falami morskimi, jest wzorcowym przykładem tej delikatnej i tajemniczej miłości Boga do człowieka.

Jest w scenie chodzenia Jezusa po morzu jeszcze ogromnie ważny wymiar symboliczny. Wody stojące symbolizują w Starym Testamencie śmierć, tak jak wody płynące są symbolem życia. Wodami śmierci były na przykład wody potopu. W czasach Noego ludzie zalali ziemię swoimi grzechami i prawie wszyscy się w tych swoich grzechach potopili. Wody potopu swoim śmiercionośnym działaniem tylko ujawniły tę śmierć, jaką ci ludzie już przedtem na siebie sprowadzili. Wodami śmierci, przed którymi Bóg ocalił swój lud, były również wody Morza Czerwonego. Do wód śmierci został wrzucony prorok Jonasz, żeby zaś ta symbolika śmierci jeszcze bardziej się uwyraźniła, czytamy w Księdze Jonasza, że prorok nie tylko został wrzucony do wody, ale jeszcze połknięty przez jakiegoś potwora morskiego. Okazuje się jednak - i to jest główne przesłanie opowieści o wrzuceniu Jonasza do wód śmierci - że nie ma takiej opresji, z której Bóg nie mógłby nas wybawić.

Symboliczne przesłanie wynikające ze sceny chodzenia Jezusa po wodach śmierci jest jeszcze głębsze. Jest to jakby prorocza zapowiedź tego, co się miało stać na Kalwarii. Oto sam Syn Boży przyszedł na ziemię, którą myśmy zalali naszymi grzechami. Po ludzku rzecz biorąc, było rzeczą niemożliwą, żeby ktokolwiek mógł uchronić się od śmierci grzechu: grzech zalewa bowiem całą ziemię. Uchronić się od śmierci grzechu było tak samo niemożliwe, jak to, żeby człowiek chodził po wodzie.

Ale oto stał się cud nad cuda: Syn Boży stał się jednym z nas i żył wśród grzeszników. Chociaż sam był bez grzechu, przyjął na siebie wszystkie ułomności wynikające z ludzkiej grzeszności; przede wszystkim zaś żył na naszej ziemi zalanej ludzkimi grzechami. Okazało się, że nie tylko nie utonął w ludzkich grzechach, ale przeszedł przez te wody grzechu suchą stopą. Przez całe swoje ziemskie życie był wypełniony całoosobową, najczystszą miłością do Boga i ludzi. Nawet podczas tego potwornego ataku, jaki siły zła podjęły przeciwko Niemu na Kalwarii, Jezus pozostał sobą, był kimś całkowicie i bez reszty kochającym Boga i ludzi.

W ten sposób wyjaśnia nam się pozornie tajemniczy epizod z Piotrem. Piotr, ażeby ostatecznie przekonać się, że to nie zjawa, że to naprawdę Pan Jezus, powiada: "Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie". Piotrze, żebyś ty wtedy wiedział, o jak ważną rzecz prosisz! Przecież Syn Boży przyszedł na naszą ziemię właśnie po to, żeby nas wszystkich uwolnić od wód śmierci, a nawet uzdolnić do przejścia przez nie suchą stopą.

Toteż nic dziwnego, że prośbę Piotra Jezus od razu wysłuchuje. Piotr wyszedł z łodzi i zaczyna iść po wodzie. Był blisko Jezusa i dlatego to było możliwe. Jeśli ja i ty będziemy blisko Jezusa, doświadczymy tego samego cudu, nawet gdyby przyszło nam znaleźć się w samym środku jakiejś burzy zła.

Patrzmy jednak, co dalej dzieje się z Piotrem. Uprzytomnił sobie, że to przecież burza morska, a on stoi na wodzie i ogarnęło go zwątpienie. I wtedy zaczął tonąć. Na szczęście był blisko Jezusa. Zawołał: "Panie, ratuj!" - i został ocalony. Wielka to pociecha dla nas grzeszników, że nawet jeśli czasem nasza słabość okaże się większa niż nasza wiara - Jezus nawet wtedy nami nie gardzi, lecz chce nam podać rękę i nas ocalić. Bylebyśmy starali się być blisko Jezusa.

I niech to będzie konkluzją tej naszej medytacji nad świętym tekstem Ewangelii: Zawsze starajmy się być blisko Jezusa, jak najbliżej Jezusa. Szczególnie Wam, Drodzy Bracia i Siostry, tego życzę. Amen.





grudnia 02, 2022

Rozważania Adwentowe – Czy wierzycie?

grudnia 02, 2022

Rozważania Adwentowe – Czy wierzycie?
Piątek I tygodnia Adwentu


„Według waszej wiary niech się wam stanie”. (Mt 9,29)

Świat, w którym żyjemy, nie jest - wbrew pozorom - obojętny wobec człowieka. Nawet odległe gwiazdy wysyłają do człowieka różne sygnały, aby go zainteresować swoim istnieniem i swoją strukturą. Człowiek odbiera te sygnały przy pomocy zmysłów: wzro­ku, słuchu, dotyku, powonienia. Poznanie świata i zrozumienie go nie zależy tylko od oczu i uszu. Ludzie zdrowi mają oczy i uszy właściwie jednakowe, a jednak jeden człowiek tymi samymi oczyma dostrzega niewiele, a drugi widzi całe bogactwo barw, kształtów i ich wzajemne relacje. Różni ludzie słuchający muzyki wyławiają z niej różne rzeczy: jedni tylko hałas, a inni niezwykłą konstrukcję zbudowaną tylko z dźwięków. Zależy to nie tylko od oczu i uszu człowieka, lecz od jego kultury, a ściślej, od sprawności jego umysłu. I chodzi tutaj nie tylko o ośrodki w mózgu, które przyj­mują, podporządkowują i przetwarzają sygnały docierające od zmy­słów, lecz o umysł, który jest władzą ludzkiego ducha.
Nie tylko od świata materialnego płyną do nas sygnały świad­czące o tym, że ten świat jest dla nas, że możemy go posiąść przynajmniej naszym poznaniem. Sygnały o takim samym znaczeniu płyną do nas i ze świata ducha. „W ów dzień głusi usłyszą słowa księgi, a oczy niewidomych, wolne od mroku i ciemności widzieć będą”. Prorok Izajasz przekonuje nas dzisiaj, że możemy usłyszeć dźwięki z tamtego świata i zobaczyć znaki, które na tę duchową rzeczywistość wskazują. Chociaż do usłyszenia słów księgi potrzebne są uszy i do zobaczenia znaków potrzebne są oczy, to jednak o tym, czy się widzi, i słyszy i jak się widzi i słyszy rzeczywistość duchową, zależy od czego innego. Tak jak właściwym instrumentem poznaw­czym, gdy chodzi o rzeczy materialne i zjawiska kulturalne jest umysł, tak w postrzeganiu spraw ducha taką samą rolę odgrywa wiara. Tak jak od stanu umysłu zależy zakres możliwości poznaw­czych w dziedzinie "profanum", tak w dziedzinie "sacrum" zależy to od stanu naszej wiary. „Według waszej wiary niech się wam stanie”. (Mat 9,29)
Kto wiarę ma niewielką - niewiele rozumie ze słów Księgi i nie­wiele dostrzega w blasku objawionej prawdy. W miarę jak umacnia się nasza wiara - nie tylko słuchamy, ale coraz więcej możemy usłyszeć, nie tylko patrzymy, ale coraz więcej możemy zobaczyć.
Jezus jest źródłem mojego życia. To On sprawia, że oczy niewidomych zobaczyły świat. On sprawia, że słabi ludzie potrafią dokonać rzeczy zadziwiających. On, Jezus, daje zalęknionym uczniom odwagę dokonania czynów bohaterskich. On jest nadzieją w sytuacjach, gdy już wszelkie kalkulacje ludzi przestały się Uczyć. Jeżeli modlitwa Kościoła w Adwencie chce umocnić w świętości, to nie dla tego, że liczy na szczególne obudzenie naszych sił, ale na zaufanie, jakie złożymy w Bogu, którego moc sprawia, że nawet my możemy być znakami zbawienia. Jeżeli modlitwa w Adwencie zachęca do pokuty, czyli tej wyjątkowej postawy lu­dzi, którzy dopełniają niedoskonałość, znowu próbują, znów zaczynają, to nie tylko ze względu na bogactwo logicznych racji i siły woli zainteresowanych, ale ufa Temu, który daje święte natchnienia i spełnia dzieła święte, je­żeli tylko nie napotka sprzeciwu ludzkiej woli.
Jeżeli Adwent zachęca do przygotowania wspólnoty ludzkiej na przeżycie dni przyjścia na świat, ukazania się ludziom Jezusa Chrystusa, to nie tyle z racji wyjątkowej wymowy tradycji, dobrych zwyczajów, nastrojowych obrzędów, ile ze względu na moc Boga, który z miłości rodzi się dla świata, ale też z mi­łości gotów urodzić się w duszach poszczególnych ludzi. Dla Niego bowiem świat jest jeden, a rozmiary makro i mikro kosmosu istnieją tylko w wymia­rach ludzkiej oceny. Jeżeli Adwent chce nas oswoić z faktem spotkania rzeczywistego, które nastąpi u kresu świata, to znów tylko w tym złożył nadzie­ję, że Bóg dopełni ludzkiej odwagi, która nigdy nie była dość wielka, by spo­tkać twarzą w twarz Stwórcę i Niepojętość Boga. Jeżeli Adwent chce zorganizować wspólnoty rodzinne, by były dla siebie znowu kościołem domowym, miejscem spotkań i wytrwania, domami wzrastania ludzi w mądrości i świętości, to ufa wszechmocy, która dała początek, i pozostanie na straży, i przywraca treść nazwaniom takim jak ojciec, matka, siostra, brat, dom ro­dzinny... Zaufaj Jemu we wszystkim, nawet w tym, co wydaje się być nie­możliwe.


listopada 29, 2022

Rozważania Adwentowe – Prostota wiary i radość z powołania

listopada 29, 2022

Rozważania Adwentowe – Prostota wiary i radość z powołania
Prostota wiary i radość z powołania
Wtorek I tydzień Adwentu


"Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie słyszeli". (Łk 10,24)

Prostota wiary
Nie każdy Adwent musi być uwieńczony sukcesem. Nie wszys­cy, którzy czekali – doczekali się, chociaż jest powiedziane, że każdy kto szuka znajduje, to przecież nie każde poszukiwanie kończy się odkryciem, czy nową zdobyczą. Wszelkie poszukiwania mogą pro­wadzić do odkryć i zdobyczy, jeśli są

czerwca 26, 2021

13. Niedziela Zwykła (B) - Wierzę, ale zaradź memu niedowiarstwu

czerwca 26, 2021

13. Niedziela Zwykła (B) - Wierzę, ale zaradź memu niedowiarstwu

Chciałbym, żeby ludzie nazywali mnie wierzącym, bo czy można sobie wyobrazić niewierzącego księdza? Ale czytając dzisiejszą Ewangelię według św. Marka rumienię się przed Bogiem. Zawstydza mnie przełożony synagogi Jair, który upadł do nóg Jezusa i prosił usilnie: "Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła" (Mk 5,23).

Jego wiara była mocna! A kiedy mu oznajmiono: "Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?" (Mk 5,25) - dalej wierzył! Wierzył Jezusowi, Jego słowom. "Nie bój się, tylko wierz" (Mk 5,36). Wierzył nawet wówczas, gdy sąsiedzi wyśmiewali Jezusa: "Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go" (Mk 5, 39-40). A on wciąż wierzył. W sytuacji niezwykle niekorzystnej dla siebie wierzył i z pewnością dlatego stał się świadkiem wielkiego cudu. Jezus "ująwszy dziewczynkę za rękę powiedział do niej: "Talitha kum - Dziewczynko, mówię ci wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia" (Mk 5,41-42).

A ja wciąż rumienię się, bo nie mam takiej wiary. Wołałbym powiedzieć tak, jak ten ojciec z Ewangelii: "Wierzę, ale zaradź memu niedowiarstwu" (Mk 9,24).

Jeszcze bardziej zawstydza mnie ta chora kobieta. Ileż się nacierpiała przez 12 lat. Leczyła się u znakomitych lekarzy. Całe swe mienie wydała, aby tylko być zdrową. Niestety, lekarz jest tylko człowiekiem. Czuła się coraz gorzej. Teraz już nie szuka ratunku u lekarzy, postanawia dotknąć się Chrystusa. Ale czyni to z wielką wiarą: "Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości" (Mt 5, 28-29). Jezus wystawia jej wiarę na próbę... "Kto dotknął się mojego płaszcza?" (Mk 5,30). Mogła się ukryć w tłumie, odejść zdrowa, niezauważona... ale Jezus domagał się jej świadectwa. "Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę" (Mk 5,33). Jesteśmy świadkami nie tylko wielkiego cudu, ale również wielkiej wiary. "Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości" (Mk 5,34). Chciałbym, żeby Chrystus również do mnie powiedział: Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiony ze swej dolegliwości.

Siostry i Bracia!

Przed grotą Matki Bożej w Lourdes modliła się młoda pani na wózku. Przypatrywał się jej pewien mężczyzna. Po dłuższej chwili obserwacji, kiedy trzeba było chorą odwieźć do miejsca zamieszkania, powiedział do niej: "Modliłaś się tak długo, a Matka Boża cię nie uzdrowiła". Ona odpowiedziała: "Nie modliłam się o moje uzdrowienie. Modliłam się za Pana, o nawrócenie".

Wiara jest przylgnięciem do Boga jako jedynego Pana...

Lubię odmawiać modlitwę: "Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję..." Czy naprawdę nad wszystko? Czy potrafię dziękować Bogu również za cierpienie? Tak jak to uczyniła św. Bernadeta Soubirous, ta z groty Massabielskiej? Posłuchaj przez chwilę jej testamentu:

"Za biedę, w jakiej żyli mama i tatuś, za to, że się nam nic nie udawało, za upadek młyna, za to, że musiałam pilnować dzieci, stróżować przy owcach, za ciągłe zmęczenie... dziękuję Ci Jezu. Dziękuję Ci, Boże mój, za prokuratora, za komisarza, za żandarmów, za twarde słowa księdza... Za dni, w które przychodziłaś, Maryjo i za te, w które nie przyszłaś. Nie będę się umiała odwdzięczyć, jak tylko w raju. Ale i za otrzymany policzek, za drwiny, za obelgi, za tych co mnie mieli za pomyloną, za tych, co mnie posądzali o oszustwo, za tych, co mnie posądzali o robienie interesu... dziękuję Ci, Matko" (wg. Fonti vive, Caravate, wrzesień 1960 - z książki ks. Tadeusza Dajczera, Rozważania o wierze, s. 19).

Uzdrowiona kobieta z dzisiejszej Ewangelii mogła zniknąć w tłumie, ale wiara nakazała jej podziękować za uzdrowienie. Podziękowała z wielkim szacunkiem, z drżeniem, wyznała całą prawdę.

Wierzę, ale zaradź memu niedowiarstwu! Daj mi choć trochę wiary, którą miał przełożony synagogi Jair. On się nie zrażał trudnościami, bo on uznawał, że wszystko w jego życiu jest darem.

Niedawno spotkała mnie wielka przykrość, trudna do zniesienia. Ale gdy uświadomiłem sobie, że jestem człowiekiem wierzącym, że wiara oznacza uznanie własnej bezradności - uspokoiłem się... a raczej Bóg mnie uspokoił. Człowiek wierzący oczekuje wszystkiego od Boga, człowiek pyszny wszystko sobie przypisuje.

Nie mogłem uczestniczyć w Kongresie Odnowy w Duchu Świętym na Jasnej górze. Miałem jednak okazję zobaczyć w 2 Programie Telewizji Polskiej film dokumentalny Iwony Sobas pt. "Odnaleźć światło". Cieszyłem się z tymi, którzy tam, na Jasnej Górze wielbi Boga, szczerze cieszyłem się z tymi, którzy zostali uzdrowieni na ciele, ale również z tymi, którzy wracali do domu na wózkach, uzdrowieni na duszy, z wielkim światłem w sercu, że to wszystko ma sens.

Wszystko jest darem - twoja żona, mąż, dzieci, talenty, którymi cię Bóg obdarzył, również cierpienie jest darem.

Rozpoczął się okres wakacji, urlopów, letnich wyjazdów. Czas odpoczynku. Czas wolny. Dla chrześcijanina czas wolny jest darem Bożym" (abp Damian Zimoń, Czas zbawienia, Rok liturgiczny B, Katowice 1992, s. 161). Czy potrafię podziękować za ten dar?

"W swojej podróży do San Giovanni Rotondo - pisze ks. Tadeusz Dajczer - spotkałem naukowca, który jechał razem ze mną do Ojca Pio, aby prosić o błogosławieństwo dla swojej pracy. Przyjechał z dwoma tomami wydanego dzieła, które nazwał swoim Opus Vitae - Dziełem życia. W ramach spowiedzi przedstawił je Ojcu Pio i prosił o błogosławieństwo.

Reakcja Padre Pio była przerażająca, przede wszystkim zdumienie - to jest twoje opus vitae, to jest twoje dzieło życia? Wziął do ręki te dwa tomy i jeszcze raz powtórzył: to jest opus vitae, to znaczy, że żyłeś te sześćdziesiąt lat po to, żeby te dwie książki napisać, to był cel twojego życia - prawie krzyczał - to jest opus vitae, po to żyłeś? A gdzie twoja wiara? Potem złagodniał, jakby zobaczył nieświadomość tego człowieka i z łagodnością ojca zapytał: pewnie włożyłeś w to wiele wysiłku, nieprawda? Pewnie było wiele nocy nieprzespanych, a ze zdrowiem jak? - No, tak, zawał serca. - Właśnie to wszystko w służbie ambicji, by stworzyć tego rodzaju opus vitae. Patrz - mówił dalej - co znaczą bożki, przywiązania.

Gdybyś robił to samo, ale dla Boga, to wszystko wyglądałoby inaczej. Przecież ty to wszystko sobie przywłaszczyłeś. Zakończenie tej spowiedzi było też w stylu Ojca Pio. Znowu podniósł głos: Jeżeli tylko z tym przyszedłeś, proszę wyjść. Padre Pio był szorstki, ale w tej szorstkości kryła się wielka miłość do każdego człowieka i każdego penitenta. To był człowiek, który kochał, a miłość jest mocna. To miłość Padre Pio sprawiła, że ta wstrząsająca rozmowa połączona ze spowiedzią, była rzeczywiście momentem przełomowym w życiu tego naukowca. On naprawdę zaczął inaczej myśleć i inaczej patrzeć na świat" (Ks. Tadeusz Dajczer, Rozważania o wierze, s. 53-54).

Siostry i Bracia!

Uczestniczymy w Eucharystii, która jest wyniszczeniem się Boga-Człowieka. Podejdźmy do niej z czystym sercem i z wielką wiarą, tak jak przełożony synagogi Jair. Dotknijmy się płaszcza Chrystusa, jak owa kobieta, dotknijmy się jego nieskończonej Miłości. Żebym się choć Jego płaszcza dotknął, a będę zdrowy. Dotknijmy się Jego Miłości, a zostaniemy uzdrowieni. Amen.


 

kwietnia 12, 2019

Rekolekcje wielkopostne – 4. Jaka jest moja wiara? (nauka dla młodzieży)

kwietnia 12, 2019

Rekolekcje wielkopostne – 4. Jaka jest moja wiara? (nauka dla młodzieży)
„O Boże,
Nędzna jest moja wiara,
Jak kości gryzione przez szakala,
Tak nędzna, że nie umiem powiedzieć,
czy naprawdę w Ciebie wierzę” – R. Brandstaetter

Drodzy młodzi Przyjaciele!
Otwierając Ewangelię, spróbujmy dziś odpowiedzieć sobie na pytanie - czym jest wiara?, Jaka jest moja wiara? Przypomnijmy sobie scenę uzdrowienia ślepego od urodzenia. Kiedy niewidomy spotkał Jezusa Chrystusa, Ten go zapytał - czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiada - a któż to jest, Panie, abym w niego uwierzył? To ten, który teraz z tobą rozmawia, a który wzrok ci przywrócił. I wtedy uzdrowiony pada na kolana i mówi „wierze Panie”. Uwierzył w Syna Człowieczego, w Chrystusa i Ten Chrystus znalazł się w centrum jego życia.
To ewangeliczne zdarzenie, i inne, wskazuje na to, że wiara jest spotkaniem Boga, spotkaniem Boga w Jezusie Chrystusie. Bóg objawił sie w Jezusie Chrystusie. To trochę tak jak w miłości. Dwoje ludzi gdzieś się spotyka, pokocha, a potem nie wyobraża sobie życia bez siebie. Chcą iść razem, mają do siebie zaufanie, jedno na drugim może polegać. Podobnie i człowiek, który uwierzył Bogu.
Wiara, moja wiara jest łaską, to znaczy że Bóg pierwszy nas umiłował, On pierwszy puka do serca człowieka, pierwszy odkrywa tajemnicę swego Serca, a człowiek? - to ja mam Mu otworzyć drzwi swego serca, swego życia.
Pan Bóg ofiaruje tobie dar, a twoja rzeczą jest ten dar przyjąć. I tu tak często występuje dramat wiary. Człowiek nie otwiera swojego serca. "Oto stoję u drzwi i kołaczę..." - mówi Pan w Objawieniu św. Jana. Te słowa stały sie natchnieniem dla malarza, który przedstawił Chrystusa pukającego do zamkniętych drzwi. A synek artysty przygląda się obrazowi i mówi - tatusiu, źle namalowałeś ten obraz, bo Pan który puka do drzwi nie będzie mógł wejść, bo tam nie ma klamki u drzwi. Tak dziecko, ojciec odpowiada synkowi -masz racje- istotnie, tak jest jak zauważyłeś, ale tak niestety bywa na świecie. Pan, który puka to Bóg, drzwi bez klamki prowadzą do serca ludzkiego, a można je otworzyć tylko od wewnątrz, żeby Pan Bóg mógł wejść do naszego serca musimy je sami przed Nim otworzyć. Łaska Boża działa jak wiosenne słonce, ogrzewa, ale nie spala, delikatnie działa, chociaż stanowczo. Znamy wielu ludzi, którzy po wielu latach powrócili do wiary, którzy otrzy­mali od Boga ten dar wiary, łaskę w późniejszym wieku. Wiara. Bóg zmusza do szukania, zmusza do stawiania pytań, i tak podczas pielgrzymki Ojca św. Jana Pawła II do Francji, ojciec św., spotkał sie z młodzieżą i tam pewien młodzieniec zadaje papieżowi pytanie -mówi- jestem ateistą, odrzucam wszelkie wierzenie, ale wiary niczyjej nie zwalczam, jednakże wiary nie rozumiem. I Ojciec św. odpowiada - wiara nie jest związaniem, wiara nie jest zobo­wiązaniem umysłu przez system gotowych prawd. Wiara jest świadomą odpowiedzią człowieka, całego człowieka, odpowiedzią na słowo Boga.
Drodzy młodzi. Jedni dostrzegają Boga w mądrości i pięknie stworzeń, patrząc na wspaniały wszechświat. Jeśli człowiek ma trochę dobrej woli, musi uznać Stwórcę, musi uznać, że istnieje Ktoś wszechmocny, wspaniały Zegarmistrz, który ten wszechświat musiał puścić w ruch - stworzyć. Piękno stworzeń mówi nam o Bogu. I słusznie mówi Pismo św.: „Niebiosa opowiadają chałę Bożą, a dzieła rąk Jego obwieszcza nieboskłon”. Dostrzec Boga, uwierzyć i żyć wiarą. Pomyśl –Drogi Bracie i Siostro- jaka jest twoja wiara? Jak ty patrzysz na Boga? Czy może tak, jak lotnik na swój spadochron – owszem, On tam jest od wszelkiego wypadku, ale się ma nadzieję, że nie będzie potrzebny. Tak! Potrzebujesz Boga wtedy gdy masz trudny egzamin, gdy jakaś katastrofa życiowa, to idziesz do kościoła i wtedy tak mocno dostrzegasz Boga. Modlisz sie, ale to za mało, tak nie można! Mówisz, że nie masz grzechów, że chodzisz do kościoła, nikogo nie zabiłem, nikomu nic nie ukradłem, a wiec jestem w porządku. Czy to jest prawdziwa wiara? Czy to jest wiara żywa? Wiary nie można ograniczyć wyłącznie do unikania grzechów, do strony negatywnej. W liście św. Jakuba czytamy: ”wierzysz że Bóg jest, słusznie czynisz, lecz także i złe duchy wierzą i drżą”.
Wiara ma być miłością, miłością, która działa przez miłość. Wiara ma być żywa, to znaczy otwierająca twoje serce na drugiego człowieka. Natomiast, jeśli człowiek odrzuci Boga, sięga po bóstwa, namiastki szczęścia, namiastki miłości. Być innym potrzebnym, ofiarować się komuś, bez tego nie ma wiary, a bez wiary nie ma miłości, a bez miłości nie ma życia. Wszystko traci koloryt, traci sens. Do kogo wiec należę i komu mogę zawierzyć? Komu mogę powiedzieć: „Cały Twój”? Jakże często dziewczyna mówi do chłopaka „cała twoja jestem”, ale on nie pragnie jej całej, on pragnie jej ciała. Z jej smutkiem, problemami nie wiedziałby co począć. Kto więc przyjmie człowieka całego, z jego wnętrzem? Cały twój jestem mówi chłopak do dziewczyny, ale cóż on tej dziewczynie może ofiarować, skoro znaczną część swojego życia roztrwonił, zniszczył w przelotnych przygodach. Cały twój - mówi egoista, zamykając się w sobie, zamykając swoje serce szczelnie przed bliźnim, aby żyć tylko dla siebie. Tak! „Cały twój” mówimy do pieniądza, który często staje sie bożkiem, przed którym gotowi jesteśmy uklęk­nąć, żeby tylko go zdobyć, i wchodzimy wtedy na drogę materializmu zapominając, że człowiekowi nie wystarczają tylko te wartości zamykające sie w ramach doświadczenia, w ramach doczesności. Człowiek tęskni za czymś, co przerasta jego samego. „Cały twój” mówimy często swoim nało­gom, które tak często nas zniewalają, rzucają na ziemie. Cały twój - i tak w swoim życiu szukamy namiastek Boga, zapomina­jąc o tym, że zostaliśmy stworzeni przez Boga i dla Boga.
Człowiek wyszedł od Boga i do Boga ma zdążać. Drogę do Boga wska­zuje mu krzyż i Chrystus na krzyżu. Chrystus mówi: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem” - drogą bezpieczną, Prawdą bożą, i to prawda o szczęściu człowieka, to prawda o ludzkiej duszy nieśmiertelnej, prawda o miłosierdziu i przebaczeniu w sakramencie pojednania. Naszą przyszłością, moi drodzy, jest Chrystus. On jest naszą teraźniejszością i przyszłością. Wołamy słowami dobrego łotra, tego który sie nawrócił, tego który w ostatniej chwili się nawrócił i modlił się tak: „wspomnij na mnie, Panie...”, zapamiętaj moje imię. Więc i ja wołam: Boże, nie zniechęcam sie twoim niepowodzeniem, szyderstwami, których ci nie szczędzono. Boże, ufam Tobie, chociaż zamiast złotej korony nosisz cierniową, zamiast berła w ręku trzymasz trzcinę, wierze Tobie, Boże. W tym właśnie, że jesteś odrzucony i sponie­wierany, dostrzegam Twoja wielkość, Twoje serce otwarte dla mnie. Boże mój, wierze w Ciebie i uwielbiam Cie. Wszyscy uwielbiamy Cię, Panie, słowami poety:
Im więcej razy na dzień jesteś znieważony,
Im śmieszniejsze na ciebie wkładają korony
I krzyczą urągając: pokaż swoją siłę,
Albo liczą cię między pamiątki niebyłe,
Im więcej żalu, drwiny, gniewu, oskarżenia,
Bo słowo twoje z miejsca nie ruszy kamienia,
Tym bardziej pewnym mogę być tego jednego:
Że ty jesteś, zaiste, Alfą i Omegą.
(Cz. Miłosz)
Moi Drodzy! Łatwo jest zdefiniować czym jest wiara, ale trudniej żyć według wiary – zwłaszcza w dzisiejszych czasach. W Liście do Hebrajczyków możemy wyczytać jej określenie: „Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy”. Autor tego Listu podaje przykłady ludzi wiary, wymieniając Abrahama i Sarę. Patrząc na życie Abrahama, to wiara u niego przejawiła się w tym, że „usłuchał wezwania Bożego”, a które to wiązało się z opuszczeniem swego rodzinnego kraju i pójścia w nieznane. Wymagało to pewnego rodzaju odwagi i ogromnego zaufania do Pana Boga kierującego do niego to żądanie wiążące się zresztą z konkretną obietnicą. Ziemia Obiecana była dla niego ziemią obcą, ale była to Ziemia Obietnic. Pan Bóg wymaga, ale i daje człowiekowi coś w zamian. Wymaga zaufania, aby można było przyjąć obiecany dar. Dla Abrahama żądanie Pana Boga nie było czymś oczywistym, czymś, co można byłoby sprawdzić. Abraham zaufał słowu Boga. Możemy już teraz pokusić się o określenie wiary jako bezgranicznego zaufania względem Pana Boga. Oprzeć możemy się tylko na Jego słowie, które jednak - jak się okazało w przypadku Abrahama - było niezawodne. Dlatego też i my możemy zaufać Panu Bogu, Jego słowu, kiedy mówi do nas, że „wiara (...) jest dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy”. Nie widzimy bowiem tych rzeczywistości, o których mówi nam wiara. Wierzymy jednakże prawdomówności Boga. Abraham przy całej swej postawie nacechowanej wiarą i zaufaniem, okazał się także bardzo cierpliwy. Wędrówka z Ur poprzez Haran i wejście do Kanaanu, nie było proste, ani łatwe. Wiązało się z wieloma niedogodnościami, przede wszystkim z doświadczeniem tymczasowości, niepewności jutra, jakiejś obcości. To wszystko jednak, mówiąc prostym językiem, opłaciło się, bo towarzyszyła mu stale pewność obietnicy „miasta zbudowanego na silnych fundamentach, którego architektem i budowniczym jest sam Bóg”. Tak więc wiara prowadzi do czegoś trwałego niezmiennego, niewzruszonego, co warto zdobywać mimo trudu i niepewności.
A Sara? Była kobietą w podeszłym wieku i w dodatku niepłodną, a teraz otrzymuje zapewnienie, że „otrzyma moc poczęcia”. Czyż łatwo był jej uwierzyć? Niezmiernie trudno! Według ludzkich kalkulacji, według ludzkiej wiedzy, było to wręcz niemożliwe. Miała bardzo poważne wątpliwości, o których mówi Księga Rodzaju. Uwierzyła jednak w Bożą wszechmoc i słowność, dzięki czemu otrzymała dar macierzyństwa. Stał się cud, bo Abraham miał wtedy 99 lat, kiedy ukazał mu się Bóg i powiedział do niego: „Jam jest Bóg Wszechmogący” (Rdz 17,1), a Sara miała wtedy 90 lat! (17,17), objawiając im, że w tym wieku będą mieli syna! Z rodu tego powstało niezliczone potomstwo.
Abraham i Sara byli pielgrzymami. Wędrowali do swojej nowej ojczyzny. Wiara jest pielgrzymowaniem do niebieskiej ojczyzny. O niej mówi cała Ewangelia. Aby dojść do niebieskiej ojczyzny, trzeba odznaczać się czujnością i gotowością na przyjście Pana, który nas wezwie do siebie. Pan Jezus mówi wprost: „Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”. W innym miejscu Pan Jezus powie, że śmierć przychodzi jak złodziej, o godzinie najmniej spodziewanej. Czujność, do której wzywa nas Pan Jezus, jest trwała postawą duchową, która przejawia się w naszym życiu duchowym. Św. Teresa z Avila, pisała: „We wszystkim potrzeba czuwania i baczności, bo nieprzyjaciel nie śpi; a im dusza wyżej postąpi w doskonałości, tym pilniej powinna czuwać, bo taką kusiciel, nie śmiejąc nastawać na nią jawnie, tym chytrzej i zdradliwiej podchodzi i jeśliby się nie miała na baczności, wielką jej szkodę wyrządzi. Dlatego, jak Pan nas ostrzega, potrzeba czuwać i modlić się zawsze, bo na odkrycie tych zasadzek złego ducha nie ma skuteczniejszego sposobu nad modlitwę”.
Abraham jest także bohaterem wiary, gdyż był wystawiony na ciężką próbę, aby złożył swojego jedynego syna, Izaaka, na ofiarę. Była to wielka próba wiary. Nie wahał się, choć serce krwawiło. Jest bohaterem wiary! Odniósł zwycięstwo nad samym sobą. Wiara wystawia nas na wiele doświadczeń, stawia wyzwania, którym trzeba podołać, nieraz budzi kontrowersje, jak w przypadku Krzyża spod Pałacu Prezydenckiego. Możemy zapytać: czy to jest wyznanie wiary w zbawczą moc Krzyża? Naturalnie, że tak, choć ci, którzy się tam zgromadzili zostali najczęściej wyzywani jako fanatycy, co jest wielce niesprawiedliwą opinią. Poprawność polityczna każe rządzącym pozbywać się jakichkolwiek symboli religijnych na miejscach publicznych. Najlepiej ukryć wszystko w kruchcie kościoła!. Tam nie wszyscy pójdą, a przez plac przed Pałacem przechodzą tłumy, więc niektórych Krzyż mógłby drażnić! A w dodatku po co wspominać - według opinii wielu - takiego Prezydenta! Z symbolu religijnego, z Krzyża, na którym Chrystus dokonał naszego zbawienia, zrobiła się sprawa polityczna. Padały pytania: czy to jest heroizm czy fanatyzm? Z ust polityków i dziennikarzy przeciwnych obecności Krzyża w tym miejscu, to był fanatyzm, a w ustach obrońców Krzyża w tym miejscu, to był heroizm! Nie dziwmy się temu, gdyż w historii Kościoła pod adresem Krzyża i jego obrońców padały nieraz ciężkie zarzuty, oskarżenia, a nawet prześladowania. Wydarzeń historii nikt nie zmieni, więc ci ludzie, tam stojący, może nawet jej nie znający, ale wyczuwający, że dzieje się coś niewłaściwego, tak się zachowywali. Ludzie tam zebrani chcieli także zamanifestować swoją wiarę, bo mają takie prawo, choć na pewno w sytuacji tak stresującej można było spotkać zachowania także naganne. Ale czyż ogromne tłumy policjantów, straży miejskiej, barierki, zamknięty plac, wypowiedzi polityków, starannie dobieranych rozmówców dziennikarzy, miały działać na nich kojąco?.
Wiara jest także bohaterstwem. Nikt przecież nie nazwie pójścia na śmierć głodową do oświęcimskiego bunkra, św. Ojca Maksymiliana, jako przejawu „fanatycznego postępku”. Ludzie widocznie chcą, aby Krzyż mógł stanąć nawet przed Pałacem Prezydenckim, aby każdemu urzędującemu tam prezydentowi przypominał o najwyższych, niezmiennych wartościach. Wiara wymaga także ofiary, poświęcenia się w obronie trwałych wartości. Pan Jezus mówił o świadectwie dawanym wobec ludzi: „kto się do Mnie przyzna przed ludźmi...”. W wierszu „Stać bliżej Krzyża”, jedna ze zwrotek brzmi:
Gdy w oddali cel się maże,
kto sens trudu tobie wskaże?
To Krzyż - NADZIEJA, co się nie chwieje,
Zmiażdży twój smutek i beznadzieję.
A jaka jest nasza wiara – moja i twoja? - raz jeszcze pytam siebie i każdego z was...
Wielki poeta, R. Brandstaetter, modlił się kiedyś:
O Boże,
Nędzna jest moja wiara
Jak kości ogryzione przez szakala,
Tak nędzna, że nawet nie umiem powiedzieć,
Czy naprawdę w Ciebie wierzę??.
W tym kontekście proszę Was, Kochani młodzi przyjaciele - zawierzcie Chrystusowi swoje życie wiary, swoją codzienność. Tylko On –Miłość – może być fundamentem, na którym możemy budować swoje życie wiary. Drodzy młodzi, na chrzcie św. otrzymaliście łaskę wiary, ale pamiętajcie, że wciąż na nowo musicie szukać Boga, umacniać swoją wiarę. Tak często tego Boga gubisz. Trzeba wciąż szukać Pana powtarzając za poetą: „uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”. Jeśli ON jest Bogiem twoim - idź za Nim, żyj Nim zawsze, na co dzień, w każdej sytuacji twojego życia. I niech się tak staje w waszym życiu. Amen.

listopada 18, 2017

Jezusowe pytanie o wiarę!

listopada 18, 2017

Jezusowe pytanie o wiarę!

Słowo Boże na dziś

Sobota, 32 tygodnia Okresu Zwykłego

Z Ewangelii według Świętego Łukasza
Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: «W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: „Obroń mnie przed moim przeciwnikiem!” Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: „Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie nachodziła mnie bez końca i nie zadręczała mnie”». I Pan dodał: «Słuchajcie, co mówi ten niesprawiedliwy sędzia. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?» (Łk 18,1-8)
 

Refleksja nad Słowem Bożym


„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”
To Jezusowe pytanie jest jakby podszyte nutą wątpliwości. A może nie znajdzie tej wiary, kiedy przyjdzie? Czyżby Bóg już nie wierzył we wiarę człowieka? Bo to rzeczywiście tak trochę wstyd, jeśli raczej jesteśmy skłonni wierzyć w litość nieuczciwego sędziego, który na domiar tego nie boi się ani Boga, ani człowieka, a z taką trudnością przychodzi nam wierzyć w to, że Bóg jest prawdziwą, przeogromną, wielką Miłością. To pytanie jest podszyte nutą wątpliwości. Może właśnie dlatego trzeba by nam tak przez moment wejść w misterium wiary, by próbować zobaczyć, o co w niej tak naprawdę chodzi, i by wyzwolić z siebie, z własnego serca ten ruch czystej wiary; takiej wiary, która już Boga w wątpliwościach nie pozostawi.
Wiara zaczyna się zawsze od Boskiego wejrzenia. Nie inaczej. Nie jest ona zasługą człowieka. I źle czyni ten, kto się wiarą swoją chlubi, jeżeli się nią nie chlubi w Panu. Wiara zaczyna się od Bożego wejrzenia; od tego wejrzenia, które ma moc wyrywania i moc ocalenia. Bóg wyrywa swoim spojrzeniem człowieka z jego powszedniości, z jego życia byle jakiego. Bóg wyrywa człowieka z tego, co małe, z tego, co głupie. Bóg wyrywa człowieka z jego pychy, z jego samozadowolenia. Nie na darmo powie gdzieś Jezus: „Jeżeli chcesz iść za Mną, zostaw wszystko”, to co masz, bo jeśli cokolwiek dla siebie zostawisz, to nigdy, nigdzie nie wyruszysz.
To Boskie wejrzenie ocala. I nie na darmo mówi Jezus z taką mocą: „Czy Bóg nie weźmie w obronę swoich wybranych: tych, którzy dzień i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie?”. Boskie spojrzenie ocala. I pewnie dlatego Jezus będzie wołał z taką mocą: „przestańcie się lękać”, wyzujcie waszą wiarę z obaw, z trwogi; przestańcie się bać waszej przeszłości; przestańcie się bać tego, co dzieje się dzisiaj wokół was; przestańcie się bać tego, co ma nadejść. „Czyż Bóg nie weźmie w obronę swoich wybranych?”.
Wiara zaczyna się od Boskiego wejrzenia. No więc, skąd to Jezusowe pytanie? Co się tak właściwie stało? Czy to Boskie wejrzenie osłabło? Czy też może jest jakiś problem w nas? Czego nam zabrakło? Odwagi? Ufności? A może tak po prostu wrażliwości ducha. Może tak po prostu prawdziwej wrażliwości ducha, która to nie jest czułością, która to nie jest egzaltacją. Ta wrażliwość ludzkiego ducha, to nieustanne oczekiwanie na Boga, to nieustanne spodziewanie się Boga, który ingeruje w każdy moment mojej codzienności. Ta wrażliwość ducha, to wielka odwaga, by dopuścić Boga do tego wszystkiego, co dzieje się wokół mnie, bym przypadkiem nie popadł w taką kuszącą pułapkę, które to każe mnie, człowiekowi, wyznaczać Bogu ścieżki po których ma chodzić. Może nam tej wrażliwości ducha trochę zabrakło. Może zbyt wiele tej pychy, tego samozadowolenia, tej wszechwiedzy.
„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”. Czy znajdzie ludzi, którzy mają ducha wrażliwego? Może warto, w kontekście tego Boskiego pytania, tak się na moment nad swoją wrażliwością ducha zadumać? Kto wie, może właśnie o tę wrażliwość powinniśmy zapytać my, którym się tak często wydaje, żeśmy już Boga „za nogi chwycili”. AMEN.


lipca 31, 2017

Czy moja wiara jest jak ziarnko gorczycy?

lipca 31, 2017

Czy moja wiara jest jak ziarnko gorczycy?
Z Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść:
«Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, większe jest od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki podniebne przylatują i gnieżdżą się na jego gałęziach». Powiedział im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło». To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: «Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata». (Mt 13,31-35)
To, co małe w oczach ludzkich, jest wielkie w oczach Boga
„Królestwo Boże podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś posadził w swoim
ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem”. Trzeba przyznać, że brzmi to trochę dziwnie i zaskakująco. Bo jak to możliwe, by coś, co tak małe i niepozorne, najmniejsze z najmniejszych, mogło stać się obrazem królestwa? Jak to możliwe, by to, co jest takie liche, mogło się stać symbolem prawdziwego życia, i prawdziwej miłości?
A można by przecież to pytanie odnieść do każdego z nas, do tego, co się zwie tajemnicą życia. Jak to możliwe, by to wszystko, co dzieje się wokół mnie dzisiaj, to, co jest często właśnie takie liche i niepozorne, co czasem wywołuje radość, czasem gniew, czasem przeogromny smutek, czy to wszystko ma sens? Jak to możliwe, by te proste, zwykłe sprawy mogły kogokolwiek obchodzić? Jak to możliwe, by moje życie, które zostało związane ze szpitalnym łóżkiem, było dla kogokolwiek coś znaczące? W to czasem bardzo trudno uwierzyć. I tak łatwo wtedy popaść w zniechęcenie, tak łatwo się wtedy zamknąć, odgrodzić od wszystkiego i od wszystkich. A ziarno, które zostaje samo; a ziarno, które się od wszystkiego i od wszystkich odgradza, obumiera. I stąd już tylko o krok od zniechęcenia; i stąd już tylko o krok od zgorzknienia. I wtedy pozostaje już tylko zgryźliwość, przenikająca przez ironiczny uśmiech. Ziarno, które zostaje samo; ziarno, które nie chce rodzić życia, które się od życia odgradza, zostaje skazane na ogień nieugaszony.
Czy warto rodzić z siebie życie? Czy warto się poświęcać? Czy warto nadstawiać głowę, nawet za cenę utraty stanowiska, znaczenia? Czy warto nieść krzyż, który czasem jest tak okrutnie doskwierający? Czy warto?
Był kiedyś Ktoś, kto w samotności szedł na Górę. Szedł na Górę, którą – o ironio – nazwano: Miejscem Czaszki, to znaczy: siedzibą trupa. Szedł Ktoś mozolnie i bardzo wytrwale na mękę taką trochę zbyt okrutną, na mękę taką trochę zbyt złowieszczą. Małe, liche, niepozorne ziarno, które chciało dać życie wszystkim, i to dać je w obfitości.
Był kiedyś Ktoś, kto zechciał się wychylić ku życiu, ku prawdziwemu miłowaniu, ku prawdziwemu poświęceniu. Owszem, byli tacy, którzy mówili: nie warto. Był też Jego uczeń, który powiedział: „Panie, nigdy nie przyjdzie to na Ciebie”. I tak z wytrwałości powstało ogromne drzewo, w którym znalazły schronienie setki, miliony ludzi.
Czy warto? Trzeba mieć odrobinę wiary, wiary w to, że każdy gest prosty, zwyczajny, ale nasycony dobrocią, zostawia w świecie gdzieś jakiś ślad. Trzeba mieć odrobinę nadziei, by nie zwątpić w to, iż po krzyżu jest zmartwychwstanie. Trzeba też mieć odrobinę miłości, by życia nie zmarnować, i by nie być człowiekiem, który zionie pustką.
Czy warto? „Królestwo Boże podobne jest do ziarna gorczycy, które ktoś wziął i posadził w swoim ogrodzie. Ono wyrosło i stało się wielkim drzewem”. Czy warto? Na pewno warto!

Czym mierzyć wartość naszej wiary?
Bardzo często uważamy, że to co większe jest lepsze: większy samochód, większe mieszkanie, większa pensja, większa sława. Ale tak nie jest w życiu duchowym; w życiu duchowym jest odwrotnie: to, co mniejsze, jest lepsze. Jezus mówi dzisiaj: „Królestwo Boże podobne jest do ziarnka gorczycy”, a w innym miejscu: „Gdybyście mieli wiarę, jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: «Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze», a byłaby wam posłuszna”. Gdyby nasza wiara była taka maleńka, jak ziarnko gorczycy, w naszym życiu działyby się rzeczy cudowne. I, kiedy Jezus mówi do Apostołów: „małej wiary”, to faktycznie mówi: nie macie wiary, nie wierzycie Mi, i dlatego nie rozumiecie, i dlatego się lękacie.
„Królestwo Boże podobne jest do ziarnka gorczycy”. Ta maleńka wiara, jeżeli człowiek ma ją w sobie, jeżeli człowiek ufa Jezusowi, jeżeli człowiek buduje na Nim swoje życie, rozrasta się w nas. Bo ziarnko gorczycy, takie maleńkie, staje się potężnym drzewem. I mimo, że w ogrodzie naszej duszy jest może wiele różnych nasion, bo różni ludzie próbują zasiać w nas swoje przekonania, swoje widzenie świata, to jeśli to ziarnko będzie pielęgnowane, wyrośnie i stanie się potężnym drzewem, tak, że „ptaki powietrzne będą się gnieździć w jego gałęziach” – ta wiara będzie tak mocna, że inni ludzie będą czerpać siłę, będą mieli wskazaną drogę poprzez nasze życie, poprzez naszą wiarę; będziemy dla nich światłem; będziemy dla nich solą.
„Z czym mam porównać Królestwo Boże?”. Musimy bardzo uważać, abyśmy nie przykładali do drugiego człowieka, który jest w Kościele, miary czysto naturalnej. Ziemska misja Jezusa rozczarowała bardzo wielu ludzi, bo spodziewali się cudów, spodziewali się, że Jezus pokona okupanta rzymskiego, że Jezus zaprowadzi królestwo Boże na ziemi – królestwo dobrobytu, sprawiedliwości, pokoju, gdzie nie będzie prześladowań, gdzie nie będzie chorób, gdzie nie będzie śmierci, a Jezus mówił o królestwie Bożym. I to wszystko, czego oczekiwali słuchający Go, spełni się, o ile człowiek uwierzy w Jezusa Chrystusa, o ile człowiek wejdzie w Jego śmierć, aby razem z Nim umrzeć, wtedy będzie mógł doświadczyć zmartwychwstania, i śmierć nie będzie ostatnim słowem, które nas przeraża, ale będzie przejściem do nowego życia.
Musimy się strzec, abyśmy nie gardzili żadnych z tych „małych” w Kościele; abyśmy nie uważali, że ci, którzy mają głosić Chrystusa, to mają być ludzie bardzo inteligentni, to mają być ludzie pod każdym względem sprawni, to mają być ludzie znaczący, bo Jezus w Kościele dokonuje niezwykłych cudów poprzez wiarę tych „maluczkich”, tych ubogich, tych, którzy mówią: Panie, przecież ja nic nie potrafię, ale wierzę, że Ty mnie wspomagasz, że Ty mnie wspierasz, że Ty we mnie działasz.
„Królestwo Boże podobne jest do ziarnka gorczycy”. Dzisiaj chcemy otwierać nasze serca na przyjęcie Bożego królestwa. Jezus wybrał zwyczajnych, prostych ludzi, niewykształconych rybaków, celników, nierządnice, ponieważ oni w Niego uwierzyli, stali się Apostołami, stali się świadkami Chrystusa wobec pogańskiego świata. my również jesteśmy zaproszeni do wiary. Zapytajmy siebie: Czy mamy wiarę w Jezusa Chrystusa? Tu nie chodzi o to, żeby wypowiedzieć wszystkie możliwe definicje katechizmowe – łącznie z tą, że na chrzcie św. otrzymaliśmy dar wiary – bo to jest prawda, ale: Czy ja mam wiarę? Czy ja naprawdę wierzę Jezusowi Chrystusowi? Jeżeli tak, to patrzę na siebie i inni patrzą na mnie: Czy moja wiara rośnie? Jeżeli moja wiara karłowacieje, a w starszym wieku zachowuję się tak jakby Boga nie było, to choćbym mówił cudowne rzeczy katechizmowe – nikt mi nie uwierzy. Prośmy Boga o wiarę, jak ziarnko gorczycy. Niech się tak stanie. 

lipca 10, 2017

“Twoja wiara cię ocaliła”

lipca 10, 2017

“Twoja wiara cię ocaliła”

Słowo Boże na dziś


Poniedziałek, 14 tygodnia Okresu Zwykłego

Mt 9, 18-26


Gdy Jezus mówił do uczniów, oto przyszedł do Niego pewien zwierzchnik synagogi i oddając Mu pokłon, prosił: «Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i połóż na nią rękę, a żyć będzie». Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim. Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Mówiła bowiem sobie: «Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa». Jezus obrócił się i widząc ją, rzekł: «Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła». I od tej chwili kobieta była zdrowa. Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: «Odsuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi». A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy.

Refleksja nad Słowem Bożym

 .
Są sprawy i rzeczy w naszym życiu, o których można tylko marzyć – tak mówimy, jeżeli jawi się nam coś, jako nieosiągalne. Są osoby marzące o wielkich, dalekich podróżach. Któż z nas w dzieciństwie, czytając książki podróżnicze, nie chciał wyjechać do Afryki, aby tam z podróżnikami wędrować przez dżunglę, czy zdobywać bieguny zimna, czy też wchodzić na najwyższe szczyty? Może wraz z latami nasze marzenia, pragnienia zmieniają się: Mieć wielki dom z ogrodem, najlepszy samochód. Nie wszyscy jednak potrafią swoje sny, pragnienia przemieniać w rzeczywistość. Te marzenia, może w sytuacji dzisiejszej, niekiedy zdecydowanie odrzucamy wobec sytuacji, którą widzimy wokół: bezrobocie, zubożenie – mówimy: dajmy sobie spokój z tymi marzeniami.
Inne jednak pragnienia, bo wciąż w sercu człowieka one rodzą się, powstają, gdy choroba dotyka człowieka, może ktoś z rodziny, a może to ja doświadczam sam choroby, i szukam lekarza, i szukam lekarstwa na moją chorobę. To jest w danej sytuacji moje największe pragnienie. I w obliczu cierpienia jakże nieistotne są poprzednie pragnienia, dążenia do zdobycia bogactwa, czy nawet wspaniały wielki dom – to wszystko nie będzie cieszyć, gdy człowiek jest ciężko chory. Wówczas człowiek potrzebuje tej szczególnej pomocy.
Ale w obliczu właśnie tego doświadczenia, Bóg niejako nas wychowuje, aby nam pokazać właściwe wartościowanie; każe nam spojrzeć na tę rzeczywistość i odpowiedzieć sobie na pytanie: Co jest najważniejsze w naszym życiu? Gdy człowiek buduje swoje życie na rzeczach materialnych, przemijających, a nawet gdy pokłada całą swoją nadzieję w drugim człowieku, to jednak buduje na czymś, co przemija: złodziej może przyjść i zagarnąć to, co gromadzisz – o tym już mówi Ewangelia. Kataklizm, powodzie, jakie już były w naszej Ojczyźnie, niszczyły dorobek życia, i człowiek był bezradny. A gwałtowna śmierć bliskiej osoby jest jak ostre cięcie, które tą nić więzi przerywa, kończy. Jeżeli ta osoba była pewnym oparciem, to przeżywamy to rozstanie bardzo boleśnie. Są sytuacje, gdy człowiek znajduje się w pustce, bezsensie, bo odszedł ktoś tak bardzo bliski, ktoś, na kogo liczyłem. Ale czy ktokolwiek z nas może powiedzieć, ufając drugiej osobie do końca, że ta osoba przeżyje nas, że będzie dłużej żyła od nas, że będzie dla nas na zawsze wsparciem.
Gdzie więc szukać pomocy, wsparcia? Jakże trudne doświadczenie przeżywała kobieta z dzisiejszej Ewangelii, cierpiąc dwadzieścia lat na krwotok. A Jair, zwierzchnik synagogi, przeżywa śmierć swojej córki. Być może snuł wspaniałe plany względem jej życia. Była może tym “oczkiem w głowie” dla niego. Oto śmierć zabiera ukochaną osobę. A te osoby, kobieta i przełożony synagogi, są ukazani, jako ludzie wierzący; wiedzą, że w Jezusie jest ratunek. Nie zawiedli się. Ich wiara w Jezusa zaowocowała odzyskaniem zdrowia u kobiety, przywróceniem życia w wypadku zmarłej córki Jaira.
Bóg dopuszcza tak bolesne chwile w życiu człowieka i czeka, aby w Nim złożyć całą nadzieję. W Ewangelii jakże często Jezus pyta się: “Czy wierzysz, że mogę cię uzdrowić?” Wiara jest naszym ratunkiem. “Twoja wiara cię ocaliła” – powie do kobiety. Wiara jest zakotwiczeniem się w Kimś, kto nie przemija, w Kimś, kto jest wierny słowom, które wypowiedział; w Kimś, kto nas nie opuści w chwili próby. Tym “Kimś” jest Jezus. Jezus pragnie uleczyć każdego z nas, bo każdy z nas w sercu nosi pewne zranienia, pewien ciężar – potrzeba Bożego uleczenia. Wołajmy: Panie, umocnij naszą wiarę; Panie, uzdrów w nas to, co chore; Panie, daj nam wiarę ewangelicznej kobiety, wiarę Jaira, wlej w nas nowe życie i daj nam ducha Twojego, Ducha Świętego. Niech się tak stanie!
 
Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger