lutego 15, 2018

Rozważania wielkopostne - Bóg daje nam kolejną szansę

lutego 15, 2018

Rozważania wielkopostne - Bóg daje nam kolejną szansę

Słowo Boże na dziś 

Czwartek po Środzie Popielcowej 


"Kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa" 

Łk 9, 22-25
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”. Potem mówił do wszystkich: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?”

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Przedstawiona dzisiaj w Księdze Powtórzonego Prawa zasada wydaje się być bardzo jasna, klarowna, jednoznaczna; jest ona zresztą przypomnieniem słów Boga, skierowanych do swojego Narodu w chwili zawierania z nim przymierza na Górze Synaj. Po wyjściu Izraelitów z Egiptu, z domu niewoli, Bóg zawiera ze swoim Narodem przymierze: “Będę wam Bogiem, kiedy wy zechcecie być Moim Narodem”, jeżeli zechcecie być posłuszni Moim przykazaniom; jeżeli pozwolicie się prowadzić – “Będę wam Bogiem”, będę was prowadził bezpiecznie, będę was chronił. I Mojżesz przypomina tę zasadę: Jeżeli pójdziecie za Bogiem, jeżeli będziecie się wsłuchiwać w głos Boga, i jeżeli będziecie słuchać Jego prawd, jeżeli będziecie szli Jego drogami, On będzie wam błogosławił. Natomiast, jeżeli odejdziecie od Boga, jeżeli uczynicie sobie bogów innych, jeżeli innym bogom będziecie służyć, to błogosławieństwo odstąpi od was.
Zasada prosta. Wydaje się, że aż za prosta. Gdybyśmy ją traktowali w kategoriach takiego powiedzenia: “Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”, faktycznie mogłaby się wydawać za prosta. Bo przecież nie chodzi tylko o to, że Bóg da człowiekowi tyle, ile człowiek da Bogu. Bóg daje człowiekowi zawsze więcej. Ale chodzi tutaj o to, że jeżeli ja chcę być człowiekiem idącym drogami Boga, jeżeli chcę w Bogu odnajdywać swoją własną godność, jeżeli w Bogu pragnę odnajdywać prawdę dla samego siebie, i tę, którą On niesie w sobie dla mnie, jeżeli uwierzę, że On jest moim Ojcem, jeżeli Mu zaufam, jeżeli uwierzę, że On pragnie mojego szczęścia, mojego dobra, to także wierzę w to, że przygotował dla mnie bardzo konkretny czas i konkretne miejsce, i pragnie abym się w tym konkretnym czasie i konkretnym miejscu, w bardzo konkretny sposób zrealizował. I wtedy niesie ze sobą sam Bóg obietnicę błogosławieństwa. Natomiast jeżeli ja nie chcę iść za Bogiem, wybieram własne drogi, to nie na zasadzie jakiejś kary, ale na zasadzie zostawienia siebie samego, na miarę swoich możliwości, swoich sił, na miarę możliwości i sił bogów obcych, którzy nie mają mocy dać mi życia, którzy nie są w stanie obdarować mnie prawdziwym szczęściem.
Jednakże i to wydaje się być, mimo wszystko, takie zbyt proste. Bo popatrzmy: Oto uczeni w Piśmie, faryzeusze, arcykapłani, a więc ci, którzy autentycznie chcieli trwać przy Bogu. Faryzeusze są potomkami tych, którzy zostali pobudzeni przez Boga do walki o wierność Bogu w czasach Machabeuszy, kiedy trzeba było stanąć do walki o oczyszczenie świątyni, i trzeba było wtedy jednoznacznie opowiedzieć się za Bogiem lub przeciw Bogu – oni się wtedy za Bogiem opowiedzieli, jakby uczynili tę wierność Bogu celem swojego życia. I uczeni w Piśmie, którzy badają słowo Boże, którzy chcą być wiernymi Bogu. I wreszcie starszyzna żydowska, ci, którzy są odpowiedzialni za Naród, którzy mają świadomość historii tego Narodu, którzy dobrze wiedzą, że gdy ten Naród odchodzi od Boga, popada we wszelkiego rodzaju, nieszczęścia, niedole. I właśnie ci, starsi, uczeni w Piśmie, faryzeusze nie przyjmują Tego, którego Bóg posyła; nie przyjmują Bożego Syna. Wydaje się, że w tym momencie ta zasada staje się niewystarczająca, a może nie potrafią jej do końca zrozumieć ci, którzy Jezusa nie przyjmują.
Myślę, że jest to także problemem nas. Wczoraj, we środę popielcową, nasze kościoły wypełniły się po brzegi. Tak wielu ludzi przyszło, i bardzo dobrze że przyszło. Chcieliśmy być w tym dniu w naszych świątyniach, ale na tej jakby zasadzie (wielu z nas), że oto chcemy coś Bogu oddać, coś Bogu dać, żeby coś od Boga zyskać – jakieś zabezpieczenie. W tym kontekście oraz w świetle dzisiejszej Ewangelii możemy zobaczyć, iż ta zasada ze Starego Testamentu (dla niektórych tak trochę uproszczona – “Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”), jest zasadą niewystarczającą. Trzeba bowiem rozpoznać – i to może jest najważniejsze – w Jezusie Chrystusie Mesjasza, Zbawiciela, i pójść za Nim.
Ale to pójście za Jezusem ma bardzo konkretny wymiar. Bo to pójście za Jezusem zakłada nie tylko takie jakieś rytualne, formalne, czasami chciałoby się wprost powiedzieć: takie magiczne trwanie przy Bogu, ale to pójście za Jezusem Chrystusem oznacza zmianę mojego życia; oznacza to, o czym mówi św. Paweł: “już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”; to pójście za Chrystusem oznacza właśnie zaparcie się samego siebie. Bo popatrzmy, co czyni Chrystus. On, chcąc być wiernym Bogu, chcąc być wiernym człowiekowi, rezygnuje z samego siebie. To nie jest jakaś rytualna ofiara. To nie jest jedynie baranek, którego składa kapłan w ofierze w świątyni. To nie są tylko jakieś przepisy, które Jezus wykonuje, których przestrzega. To nie wystarczy! Jezus sam siebie daje w ofierze. Oddaje swoje życie. Wydaje siebie do końca. Umiera dla siebie, by dać nam przez to życie wieczne, by dać świadectwo Bogu, który jest Miłością, by dać świadectwo prawdzie, prawdzie o człowieku, o jego godności. Tak więc być wiernym Bogu, wypełnić to zobowiązanie, do którego zaprasza nas także dzisiaj Mojżesz, to znaczy pójść za Chrystusem, umierając dla siebie.
Co to znaczy umierać dla siebie? To znaczy: każdego dnia chcieć rezygnować nie z siebie jako człowieka (z naszego człowieczeństwa nigdy nam zrezygnować nie wolno), ale umieć rezygnować jedynie w własnych planów, z własnych koncepcji na życie, z własnych poszukiwań, i umieć patrzeć oczyma Boga na drugiego człowieka i, tak jak Bóg, poszukiwać drugiego człowieka, zacząć się liczyć z drugim człowiekiem, zacząć szanować drugiego człowieka, patrzeć na niego ewangelicznie. Trzeba jednak mieć świadomość, że takie życie prowadzi na krzyż, że takie życie nie jest proste. Owszem, Pan udziela swojego błogosławieństwa, jak udzielał błogosławieństwa swojemu Synowi, który “przeszedł przez ziemię w mocy Ducha Świętego”, ale Jego życie ziemskie kończy się krzyżem, cierpieniem, trudem, wydaniem samego siebie. To jest pascha. To jest to przejście ze śmierci do życia. I wtedy dopiero jest zmartwychwstanie, czas zwycięstwa nad grzechem, nad słabością, i nad sprawcą grzechu – szatanem. AMEN.

lutego 15, 2018

Rozważania wielkopostne - Mój krzyż

lutego 15, 2018

Rozważania wielkopostne - Mój krzyż

Czwartek po Popielcu

Słowo Boże na dziś

 

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie». Potem mówił do wszystkich: «Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?»
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym


Rozpoczęliśmy czas pokuty, modlitwy i jałmużny. Dane nam jest usłyszeć Jezusowe wezwanie do nawrócenia. Przyszedł czas na to, aby podjąć refleksję nad swoim życiem, postępowa­niem oraz kierunkiem życiowej wędrówki. Mając świadomość własnej grzeszności, posypaliśmy swoje głowy popiołem po­kuty. Na ten czterdziestodniowy czas duchowego odnowienia Pan Jezus wskazuje nam dziś jedyną drogę ku świętości i zba­wieniu wiecznemu. Tą drogą jest krzyż.
„Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” (Łk 9,23). Te słowa mogą wzbudzać w człowieku bunt. Te słowa mogą od­pychać. To Jezusowe stwierdzenie nie pozostawia pola do życio­wego kompromisu. Jeżeli chcesz dostać się do nieba, musisz męż­nie dźwigać swój krzyż. Jeżeli chcesz osiągnąć zbawienie, nie mo­żesz uciekać przed ofiarą i poświęceniem w życiu. Jeżeli chcesz żyć na wieki w niebie, musisz powoli i nieubłaganie umierać, od­dawać swoje życie innym i Panu Bogu.
Te słowa mogą wydawać się zadziwiające, wręcz zaskaku­jące dla współczesnego człowieka. Wszak nigdy w historii ludzie nie żyli w takim luksusie jak my. Nigdy tak łatwo nie bogacili się. Nigdy nie żyli na tak wysokim poziomie cywilizacyjnym. Nigdy nie jedli tak dobrze jak my, nie mieszkali tak wygodnie jak my. Nigdy nie mieli tak dobrej opieki zdrowotnej. Nigdy w historii człowiek nie żył tak komfortowo. Po prostu przyzwyczailiśmy się do życia wygodnego, łatwego i przyjemnego. Nie chcemy więc krzyża. Unikamy ofiary. Czynimy wszystko, aby tylko nie trzeba było cierpieć życiowych niedogodności.
Lecz dziś, na początek tegorocznego czasu nawrócenia Pan Jezus przypomina nam, że nie ma innej drogi do nieba jak tylko krzyż. Nie ma ludzkiego życia bez krzyża. Nie ma ludzkiej drogi życia, na której nie stanąłby krzyż poświęcenia, ofiary, zmagania się z własnymi słabościami. Po prostu krzyż wpisany jest w życie każdego z nas. Ile ludzi, tyle krzyży. Ile ludzkich historii, tyle dziejów zmagania się ze swoim krzyżem. Ile istnień ludzkich, tyle dróg krzyżowych. Oto prawda o życiu człowieka.
Moim krzyżem mogą być pokusy, z którymi nie potrafię so­bie poradzić. Chociaż tyle razy pragnąłem zerwać z konkretnym grzechem, do tej pory nie udało mi się tego uczynić. Chociaż tyle razy obiecywałem sobie, że będę mądrzejszy, znów w swej głupocie uległem nadarzającej się pokusie. Chociaż szczerze pracuję nad swoim sumieniem, to jednak w chwili słabości znów upadam. To jest krzyż. Krzyż, który przysparza upadków. Lecz, jak Pan Jezus, właśnie z tym krzyżem swych ludzkich słabości trzeba nam powstawać, aby iść dalej.
Moim krzyżem może być drugi człowiek. Ten najbliższy, ko­chany, lecz zarazem wymagający wielkiej cierpliwości i wyrozu­miałości. Może to chory i nieznośny starszy rodzic, może obcią­żone genetycznie dziecko, a może uzależniony małżonek. Ciężki, codzienny krzyż, którym jest drugi człowiek. I chociaż czasem wydaje się, że bez tego ciężaru byłoby lepiej, to doskonale wiemy, że ich kochamy, dla nich jesteśmy, a oni nas potrzebują. Może tym krzyżem być dwulicowa koleżanka w pracy lub wścibska sąsiadka, która rozpowiada obraźliwe dla nas oszczerstwa. Może to nieuczciwy pracodawca lub przyjaciel, który nadużył na­szego zaufania. Wiele ciężarów na nasze plecy drugi człowiek po­trafi włożyć. A my wiele potrafimy znieść. Kiedy zaś nam ciężko, spójrzmy na cierpiącego Chrystusa, który nie odrzucił ciężaru krzyża, lecz zaniósł go na Golgotę, która stała się bramą do nieba.
Na życiowej drodze większości z nas w pewnym momencie staje także inny krzyż. Dosłowny krzyż. Choroba, cierpienie, umie­ranie, które w ciszy swego serca trzeba przeżyć. Nie pomagają wtedy lekarstwa. Nie usłyszy się optymistycznej diagnozy lekar­skiej. Nie będzie człowiekowi dane, aby wrócił do pełni swych sił.
Nadszedł czas rozliczenia się ze swego włodarstwa i przygotowa­nia się do pożegnania z tym światem. Nadszedł czas, aby iść za Jezusem na Golgotę. Można się wtedy buntować. Przeklinać swój los i Pana Boga. Można swoją złość wylewać wtedy na drugiego człowieka. Można negować własną ograniczoność i uciekać od świadomości konieczności przygotowania się na spotkanie z Sę­dzią żywych i umarłych na progu wieczności. Lecz odrzucenie swego krzyża nie zaprowadzi do zbawienia wiecznego. Negacja swego przemijania nie wydłuży ziemskiego życia. Ucieczka od re­fleksji nad swoimi czynami nie umniejszy odpowiedzialności za uczynione zło.
Gdy nadejdzie ten czas, trzeba nam podjąć swój krzyż. Sku­pić się nad swoim postępowaniem. Uczynić spowiedź św. z ca­łego życia. Przyjąć święte namaszczenie i Komunię św. Pojed­nać się z drugim człowiekiem. Podziękować za miłość, przyjaźń i każde dobro. Zwrócić to, co jeszcze nie oddane. Podzielić się z biednymi swoim majątkiem. I trwać na drodze krzyżowej. Trwać, aż Pan powoła do wieczności i nagrodzi życiem wiecz­nym. Nagrodzi za przyjęcie krzyża, za ofiarność, miłosierdzie i skruchę za swoje grzechy. Nagrodzi, gdyż sam jako pierwszy przeszedł Drogę Krzyżową.
Amen.

 

 

lutego 14, 2018

Rozważania wielkopostne - Motywacja

lutego 14, 2018

Rozważania wielkopostne - Motywacja

Słowo Boże na dziś

Środa Popielcowa

 

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie».
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym


„Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest ła­skawy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę, a lituje się nad niedolą” (Jl 2,13). Tymi słowami proroka Joela wita nas litur­gia w pierwszym dniu Wielkiego Postu. My wiemy, że trzeba się nieustannie nawracać. Tyle razy słyszeliśmy o zbawiennych owo­cach postu, modlitwy i jałmużny. Lecz tak trudno przychodzi pod­jąć te uczynki w codzienności. Tak trudno zrozumieć, że odmawia­nie sobie przyjemności przyniesie jakieś dobro. Tak trudno rozstać się z ciężko zarobionym pieniądzem i przeznaczyć go na pomoc najbardziej potrzebującym, wszak sami mamy swoje potrzeby. Tak trudno w końcu poświęcić dodatkowy czas na modlitwę, przecież grafik każdego dnia jest napięty do granic możliwości.
Sam Bóg domaga się od nas Wielkiego Postu. Sam Bóg do­maga się od nas podjęcia umartwienia, jałmużny i modlitwy. Sam Bóg upomina się o to, byśmy porzucili złe nawyki, zapłakali nad swym grzechem i poświęcili więcej czasu i energii na uczynki miłosierdzia Bożego. Sam Bóg wzywa nas na drogę nawrócenia. Św. Paweł woła dziś do nas. „W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem!” (2 Kor 5,20). Dość już zła, grzechu i pychy. Dość już egoizmu, krzywdy i niesprawiedliwości. Dość już nu­rzania się w błocie nieprawości. Nadszedł dla nas czas oczyszcze­nia. Nadszedł czas otrzeźwienia. Nadszedł czas nawrócenia.
Znamy ludzi, którzy odmienili swe życie i naprawili wyrzą­dzone krzywdy. Nasze serca wyrywają się ku temu, aby czynić więcej dobra. Nasze dusze wołają o uwolnienie z ciężaru win i grzechów. Nasze sumienia pragną Bożego pokoju. Lecz nam wciąż brakuje motywacji. Nam wciąż brakuje inspiracji do zmiany swego życia. Dlaczego tak jest? Dlaczego tak trudno czło­wiekowi uwolnić się od grzesznych przyzwyczajeń? Dlaczego nawracać trzeba się przez całe życie? Dlaczego to, do czego wzywa nas dziś Kościół, jest takie trudne?
Wszystko, co w życiu wartościowe, jest trudne. Wszystko, co cenne, musi być okupione wysiłkiem i pracą. Nie doceniamy wszak tego, co otrzymujemy za darmo. Nie doceniamy spadku po rodzicach, on się nam ponoć należy. Bardziej szanujemy to, co sami wypracowaliśmy. Nie szanujemy prezentów, wszak nie pochodzą z pracy rąk naszych, bardziej zabiegamy o to, co sami zrobiliśmy. Nie widzimy potrzeby, aby dziękować innym za życzliwość, lecz domagamy się, aby nasz wysiłek zawsze był zauważony i doceniony.
Nie cenimy miłosierdzia Bożego, wszak za darmo Pan Bóg odpuszcza nam grzechy. Gdyby droga do rozgrzeszenia była trudna i wymagająca, dużo bardziej zastanawialibyśmy się, czy znów decydować się na grzech. Nie cenimy Eucharystii, wszak każdego dnia sprawowana jest w naszym Kościele, a kapłani czekają na nasze zainteresowanie. Dużo bardziej cenilibyśmy Mszę Św., gdyby trzeba było długo na nią czekać. Nie ma w nas zbyt dużej wdzięczności za łaski wyproszone na modlitwie. Wszak uważamy, że Pan Bóg właśnie od tego jest, aby wysłu­chiwać naszych próśb.
Jeżeli więc nie cenimy zbytnio łaski Bożej, nie ma w nas mo­tywacji do tego, aby cokolwiek zmieniać w życiu. Przecież do­brze jest jak jest. Przecież otrzymam rozgrzeszenie. Przecież Pan Jezus nie przestanie być miłosierny. Przecież jak przyjdzie po­trzeba, to Bóg o mnie nie zapomni. Dziś grzeszę, jutro otrzymam rozgrzeszenie. Dziś zapominam o Panu, jutro, gdy przyjdzie po­trzeba, przypomnę sobie o Nim. Dziś wybieram centrum han­dlowe, kino, spotkanie z przyjaciółmi zamiast niedzielnej Mszy Św., jutro przyjdę do świątyni. Dziś wybieram grzech, lecz jutro wybiorę łaskę Bożą. Dziś nie mam motywacji, aby zerwać ze ziem, jutro, gdy sam będę tego potrzebował, wrócę do Chrystusa.
Lecz nie ma ważniejszej sprawy, jak zbawić duszę swoją. Nie ma ważniejszej sprawy, jak zawalczyć o swoją wieczność.
Nie ma ważniejszej rzeczy w naszym życiu, jak zasłużyć na chwałę zbawionych. Wszystko, co nam bliskie i cenne, kiedyś zo­stawimy. Wszystko, co z takim pietyzmem gromadzimy, nie bę­dzie nasze. Wszystko, dla czego teraz poświęcamy czas i energię, okaże się być prochem i niczym. To dusza jest najważniejsza. To moje zbawienie winno być sprawą priorytetową. To wyzwolenie się z grzechu zaprowadzi do pokoju. To wysiłek postu, jałmużny i modlitwy przyniesie błogosławione owoce w naszym życiu.
Dziś trzeba nam zrozumieć, że Wielki Post to czas dla na­szego duchowego dobra. Dla naszego zbawienia i uświęcenia. Wielki Post jest próbą naszej dojrzałości. Wszak tylko dojrzały człowiek robi to, co dla niego dobre, a nie tylko to, co mu się akurat podoba. Dzieci wybierają to, co im się akurat podoba. Grymaszą, narzekają, unikają wysiłku, zabiegają o przyjemność i zabawę. Dorośli, dojrzali potrafią od siebie wymagać. Znajdują w sobie motywację do tego, aby podjąć wysiłek, mozolną pracę, gdyż wiedzą, że czynią to dla własnego dobra.
Rozpoczynamy Wielki Post. Rozpoczynamy czas modlitwy, postu i jałmużny. Rozpoczynamy czas nawrócenia. Oby nie brakło nam motywacji. Obyśmy dojrzale wykorzystali ten czas. Obyśmy nie zmarnowali okazji do własnego uświęcenia. Nie wiemy bo­wiem, czy ta okazja za rok się powtórzy.
Amen.

 


lutego 13, 2018

1. Niedziela Wielkiego Postu, Rok B – Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię

lutego 13, 2018

1. Niedziela Wielkiego Postu, Rok B – Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię
1. Ludzkie problemy i troski. Bracia i siostry! Żyjemy u początku dwudziestego pierwszego wieku, wieku wspaniałych, wręcz oszałamiają­cych odkryć i osiągnięć w różnych dziedzinach nauki i techniki. Człowiek współczesny zdobywa kosmos, dysponuje mózgami elek­tronowymi i – przekraczającymi ludzką wyobraźnię – możli­wościami energii nuklearnej. Jednocześnie my, ludzie wieku po­stępu, z oburzeniem, łączącym się również z zażenowaniem i wsty­dem dowiadujemy się codziennie o różnego rodzaju niesprawie­dliwości, braku poszanowania godności ludzkiej; słyszymy o wojnach, ucisku, gwałcie, przemocy, porwaniach, ohydnych morder­stwach i krzywdzie ludzkiej.
Ileż energii i wysiłku wkłada człowiek współczesny w to, by zdobyć mieszkanie, mieć lepsze warunki życia, by osiągnąć wyższe kwalifikacje naukowe i zawodowe czy bardziej opłacal­ną i znaczącą pozycję społeczną. Czasami nawet udaje mu się osiągnąć to, do czego dążył, cieszy się tym jakiś czas, potem pojawia się inne pragnienie i rozpoczyna nową pogoń za „szczę­ściem”. I gdy znów nie znajduje satysfakcji, stara się zaspo­koić głód swojej duszy namiastkami szczęścia: film, koncert, za­bawa, alkohcl, przyjemności zmysłowe, narkotyki. A jednak głód pozostaje. Popełnia więc człowiek jakiś błąd w tej gonitwie życiowej. Może niewłaściwie szuka, może coś przeoczył, a może zapomniał o tym, co najważniejsze. Jeśli chce wyrwać siebie i innych z tego marazmu beznadziejności i bezsensu, musi naj­pierw zatrzymać się, wyciszyć, pomyśleć – co dalej?
2. Nawracajcie się! Zatrzymać się – na progu Wielkiego Postu z Jezusem na pustyni. Przecież był to pierwszy Wielki – czterdziestodniowy Post w dziejach chrześcijaństwa. Nie będzie łatwo wyłączyć się z biegu po tak zwane szczęście. Kusiciel nie zrezygnuje. Będzie używał różnych sposobów, by nie zo­stawić wolnej chwili na refleksję, modlitwę, szlachetne posta­nowienia. Tak jak Jezusa na pustyni będzie szantażował, stra­szył, groził, obiecywał. Wreszcie pokaże ci wszystko, za czym goniłeś, czego szukałeś, czego tak bardzo potrzebujesz i po­wie: „Dam ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon” (Mt 4, 9). I co wtedy? – Albo ulegniesz mu i wrócisz do zwariowanego kołowrotka, gdzie trudno usłyszeć głos Chrystusa lub też odważnie odpowiesz: „Idź precz, szatanie!” i wówczas usły­szysz wołanie Pana: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1, 15). Cóż to znaczy? – zapytasz. Ja? – wierzący, prak­tykujący, przystępujący często do ołtarza Pańskiego mam się nawracać? Nie unoś się i nie obrażaj. Tak – ja i Ty – wszy­scy mamy ciągle nawracać się. Nie wystarczy tylko wstrzymać się od pokarmów mięsnych, odbyć spowiedź wielkanocną, ucze­stniczyć w Drodze Krzyżowej. Chodzi o coś więcej jeszcze. Każ­dy z nas ma wady i grzechy. „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1 J 1, 8) – mówi św. Jan Apostoł. Pierwszym zatem krokiem do nawrócenia jest uznanie w sobie grzechu, odkrycie nałogów, skłonności do zła, egoizmu, zarozumiałości, wygodnego życia. Je­śli szczerze przyjrzysz się sobie, być może łatwiej zrozumiesz to, co dotychczas było dla ciebie niezrozumiałe – sens swojej choroby, cierpienia, krzywd doznawanych od ludzi – nieraz bar­dzo ci bliskich. Co więcej, zrozumiesz potrzebę wykorzenienia zła z siebie i zmiany kierunku życia. Nie znaczy to wcale, że nawracając się, masz uciec z tego świata. Musisz nawrócić się pozostając niejednokrotnie w potopie zła fizycznego i moral­nego, pozostając w tej samej społeczności, w tym samym śro­dowisku pracy, na tej samej sali szpitalnej, w tym samym łożu boleści, w tej samej rodzinie. Uratujesz się jak Noe tylko wte­dy, gdy jak on – zaufasz bezgranicznie Bogu, gdy uwierzysz w Ewangelię, gdy zaczniesz nowe życie zgodne z sumieniem, o którym mówi św. Piotr w drugim czytaniu dzisiejszej liturgii słowa. Nawrócenie to sprawa nie jednej tylko chwili, jednego pobożnego uniesienia – to sprawa całego życia. Nawrócenie do Chrystusa ma rozpoczynać się każdego dnia, przejawiać w każ­dym działaniu, na wszystkich płaszczyznach życia, w stosunku do wszystkich ludzi. Jeśli chcesz coś zmienić – nie czekaj na nawrócenie nagłe, niespodziewane – nie jesteś Szawłem sie­jącym grozę i dyszącym żądzą zabijania uczniów Pańskich (Dz 9. 1). Jesteś przecież już wierzący, już nawrócony. Pomyśl o czymś konkretnym, idź naprzód: krok po kroku, dzień po dniu, py­taj siebie, co możesz dobrego zrobić i staraj się to stopniowo w życiu realizować.
3. Owoce nawrócenia. Właściwe zrozumienie Chrystuso­wego wezwania: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1, 15) to przede wszystkim pojednanie z Bogiem i braćmi oraz pokuta za zło popełnione. Przypomina tę prawdę każdemu z nas św. Jan Paweł II w Adhortacji apostolskiej Pojednanie i Pokuta. Chrystus domaga się od swoich wyznawców nawrócenia całkowitego, radykalnego: zmiany mentalności, właś­ciwej oceny wartości, zmiany zainteresowań, zmiany dróg ży­ciowych i złych obyczajów. Owocami nawrócenia a jednocześ­nie programem na Wielki Post są znane nam od dzieciństwa dobre uczynki: modlitwa, post i jałmużna.
a. Modlitwa. Czyż trzeba uzasadniać człowiekowi wierzącemu potrzebę modlitwy, czyli potrzebę spotkania z Bogiem, który rozpoczyna w nas dzieło nawrócenia? Czyż nie trzeba zwła­szcza dziś otwarcia się na Jego słowo, wsłuchania się w Jego głos, porozmawiania z Nim o Nim, o sobie, o swoich najbliż­szych, o swoich radościach i smutkach, osiągnięciach i niepowodzeniach, o szlachetnych ambicjach i codziennych kłopotach,
o dobrym zdrowiu i chorobie, o życiu i o śmierci oraz o tym, co nas czeka za jej progiem?
b. Post. Drugim owocem nawrócenia jest post. Nie chodzi tylko o to, byś mniej zjadł. Są różne formy postu. U jego podstaw leży zawsze to, byś umiał rezygnować i to nie tylko ze względu na zdrowie czy smukłą sylwetkę. Chodzi o umie­jętność rezygnacji i wyrzeczenia z pobudek wyższych, ducho­wych, religijnych. Taka postawa zbliża do Boga, kształtuje i uszlachetnia charakter, pozwala lepiej zrozumieć drugiego czło­wieka. Zacznij rezygnować z tego, co nie jest konieczne a nawet wręcz szkodliwe dla ciebie. Wyłącz telewizor, gdy jest nieprzy­zwoity lub beznadziejny program, odrzuć papierosa, odstaw kieliszek. Miej odwagę wreszcie obalić mit, że to cię uspokaja, rozwesela, łagodzi smutek i ból. Popatrz – zwłaszcza w ty­godniu modlitwy o trzeźwość narodu – popatrz na tragedię pol­skich rodzin, na tragedię dzieci, żon i matek. Nie usprawiedli­wiaj się zbyt łatwo sloganowym powiedzeniem: „ja piję tylko symbolicznie”. Czy naprawdę symbolicznie, czy nie zmuszałeś in­nych do picia, czy odważyłeś się przeciwstawić niekulturalnemu i brutalnemu obyczajowi przymuszania drugiego, nieraz rozpa­czliwie broniącego się człowieka, czy możesz wreszcie z czy­stym sumieniem powiedzieć: z mego mieszkania nikt nie wy­szedł pijany? Niech odpowie dziś Bogu twoje sumienie, niech nawróci się i uwierzy w Ewangelię.
Szczególną formą postu i pokuty jest cierpienie ludzkie, które w łączności z cierpiącym Chrystusem w Kościele stanowi cen­trum urzeczywistniania się zbawienia. W tym miejscu zwra­cam się zwłaszcza do was: siostry i bracia – chorzy i cier­piący w szpitalach i domach rodzinnych. Wpatrzcie się dobrze w krzyż Chrystusa. Bądźcie przekonani, że „jesteście najdroższą i najpotrzebniejszą cząstką Kościoła, wszak w swoich cierpie­niach w szczególny sposób odzwierciedlacie tajemnice, krzyża Chrystusowego i Jego moc” — zapewniał was o tym ojciec św. Jan Paweł II dn. 6 czerwca 1979 r. w Częstochowie. „Z ludz­kiego punktu widzenia Wasza sytuacja życiowa jest bardzo przy­kra, bolesna, czasem wręcz Upokarzająca... Ciało Wasze jest słabe nie możecie o własnych siłach chodzić, pracować, radzić sobie, ale pozostaje Wam najgłębszy wymiar człowieczeństwa — Wasz ludzki duch..., który może być źródłem mocy dla innych..., a wyrzutem sumienia i punktem zwrotnym dla tych, którzy obrażają Boga posługując się swoim zdrowiem i siłami” (Kra­ków, 9 VI 1979 r.). Poprzez wasze cierpienie przyjęte i z mę­stwem zaakceptowane dokonują się nawrócenia, ludzie otrzymu­ją dobra duchowe, wypraszacie łaskę powołań kapłańskich i zakonnych. Niech dzisiejsza modlitwa i ofiara mszy św. spra­wowana i w waszej intencji będzie wyrazem wdzięczności łom­żyńskiej wspólnoty seminaryjnej i całej Polski dla was. Jesteśmy naszą codzienną modlitwą, ofiarą i umartwieniem z wa­mi i prosimy również was o nieoceniony dar cierpienia i pod­jęcia krzyża w naszej intencji.
c. Jałmużna. Jeszcze jeden wymiar wielkopostnego nawró­cenia to jałmużna. Znów nie chodzi tylko o datek rzucony że­brakowi. Jałmużna to każdy czyn płynący z miłości do Boga i bliźniego; to zarówno materialny jak i duchowy dar: od­wiedziny, rozmowa, uśmiech, chętna i konkretna pomoc w po­trzebie a nawet – życzliwa uwaga czy upomnienie.
Kochani! „wierzcie w Ewangelię” – zachęca Chrystus. Czło­wiek w życiu musi w coś lub kogoś wierzyć. A skoro pogoń za „szczęściem” i awansami społecznymi wytwarza postawy ego­istyczne, samolubne, blokujące czy wręcz niszczące najpiękniej­sze wartości w człowieku; skoro dobrobyt materialny – dosta­tek stają się często nieosiągalnym mitem – uwierzmy Ewan­gelii. Ileż to systemów, ideologii, potęg ekonomicznych i poli­tycznych przeszło niechlubnie – jak straszliwy mit – do hi­storii, a Chrystus przez prawie dwa tysiące lat, często ośmie­szany i prześladowany, jest ciągle żywą rzeczywistością. I każdy, kto szczerze uwierzył w Jego Ewangelię – nie doznał za­wodu. Nawracajmy się więc do Chrystusa całym sercem, zacz­nijmy od siebie, nie czekajmy na przemianę świata przez in­nych, gdyż popadniemy w następny mit – ci inni czekać będą na nas. Społeczność ludzka to nie abstrakcyjna masa – to konkretne osoby. Zarówno więc dobro jak i zło popełniane przez jednostki, staje się udziałem całej wspólnoty ludzkiej.
Chrystus dziś, na progu Wielkiego Postu, zaprasza nas do nawrócenia i pełnego zaufania Jego słowu, do pójścia drogą, którą On wskazuje. A jeśli nawet droga ta wiedzie przez cier­pienie, krzyż i śmierć męczeńską, to przecież ostatecznie zawsze doprowadza do wielkanocnego poranka – do paschalnego wy­zwolenia i zwycięstwa.

lutego 12, 2018

Homilia na 1 Niedzielę Wielkiego Postu, Rok B - "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię"

lutego 12, 2018

Homilia na 1 Niedzielę Wielkiego Postu, Rok B - "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię"
Od środy Popielcowej rozbrzmiewa w Kościele wołanie: "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". Słowa te wypowiedział Pan Jezus na początku swej zbawczej działalności. I dzisiaj mówi do nas Jezus: "nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" (Mk 1,15). Obyśmy nigdy nie rozdzielali tych dwóch spraw: nawrócenia i wiary w Chrystusową Ewangelię. Wiara przecież ukazuje nam kim jesteśmy w oczach Boga i jaką wielkością, nas Bóg obdarowuje. Ale równocześnie w świetle Chrystusowej Ewangelii widzimy naszą słabość i grzeszność i wszyscy potrzebujemy nawrócenia.
Chrześcijaństwo nie polega tylko na uznaniu własnej słabości, lecz na doświadczeniu mocy Bożej, płynącej z wiary w Jezusa Chrystusa. Nasze nawrócenie nie dokona się jedynie przez rozważanie własnej niemocy, lecz przez przyjęcie wiary Chrystusa i doświadczenie Jego zbawczej łaski. Św. Piotr zgrzeszył zapierając się swego Mistrza, ale Jezus "popatrzył na niego" i Piotr stanął ze swoją słabością przed swoim Mistrzem i doświadczył mocy Jego przebaczającej miłości. To jeszcze bardziej umocniło jego wiarę tak, że Chrystus nie zawahał się w jego ręce powierzyć swój Kościół. Judasz też poznał wielkość swego grzechu, analizował go w sobie, ale nie stanął ze swoją grzesznością przed Chrystusem i nie mógł dojrzeć Jego miłosiernego spojrzenia i dlatego poszedł i z rozpaczy powiesił się.
Za Chrystusowym wezwaniem: "nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" poszły zbawcze czyny Jego miłosiernej miłości aż do heroizmu na Golgocie. Już pierwszy cud przemiany wody w wino w Kanie Galilejskiej uczynił Jezus po to, aby uwierzyli w Niego jego uczniowie. Moc Chrystusa sprawiła, że zwykła woda stała się winem, powstała nowa jakość. Wszystko po to, jak Apostołowie, uwierzyli, że Chrystus ma moc przemienić nasze grzeszne życie w nową jakość, w życie dzieci Bożych.
Przyszło nam żyć w takich czasach, kiedy podważany jest wewnętrzny związek wiary i moralności, a tym samym nie dochodzi do wielu ludzi Chrystusowe wezwanie: "nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię", bo nastąpiło faktyczne oderwanie nawrócenia od wiary.
To rozdarcie wiąże się z laickim obrazem świata, w którym wielu ludzi myśli i żyje tak, jak gdyby Bóg nie istniał. Jesteśmy w sytuacji, w której wszystko się rozmywa i brakuje stałego punktu oparcia dla ludzkich postaw i zachowań. Kryzys relatywizmu jaki doświadczamy to kryzys podważania oparcia naszych norm moralnych na obiektywnej prawdzie, którą człowiek jest zdolny dostrzec, poznać i nią się w życiu kierować.
Taką obiektywną prawdą jest dla nas Chrystus.
Stara i złudna teza Karola Marksa, że religia jest opium dla ludzi, ma i dzisiaj wielu zwolenników. Często taki "wyzwolony" od Boga człowiek, nie ma w sobie mocy ducha, by przeciwstawić się złu, które szeroko wlewa się do ludzkich serc i umysłów. Wielu ludzi odrzuca Boga dlatego, że uważają, iż On ogranicza człowieka, a nie dostrzegają, że człowiek osiąga wielkość i swą godność tylko dzięki odniesieniu do Boga. Wielu odrzuca Boga dlatego, że uważają, iż On ujarzmia człowieka, a nie dostrzegają, że wszelkiego poddaństwa człowiek unika tylko dzięki odniesieniu do Boga. Umacniajmy naszą wiarę, byśmy doświadczyli mocy Chrystusowej łaski, która uwalnia nas od wszelkiego poddaństwa i zniewolenia.
Ile naszych rodzin przeżywa tragedie z powodu alkoholizmu. Statystyki podają, że prawie połowa rozpadających się małżeństw ma swoje źródło w alkoholizmie. Ile nieszczęść doświadcza wielu młodych ludzi przez narkomanię, kiedy to narkotyki trafiają już nawet na teren szkół. Doświadczenie tych bolesnych zjawisk prowadzi do stwierdzenia odwrotnego niż to mówił Marks - opium staje się religią dla wielu dzisiaj ludzi. Chciejmy dostrzec te wszystkie zagrożenia i zmobilizujmy nasze siły wiary i czynnego działania w kierunku powstrzymania plagi alkoholizmu i narkomanii.
Trzeba nam wrócić do źródeł i podjąć Chrystusowe wezwanie: "nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". W tym powrocie do źródeł pomaga nam Ojciec Święty w najnowszej Encyklice Veritatis splendor - Blask prawdy. Jest to dokument wielkiego współczucia dla dzisiejszego świata i wielka, pełna miłości próba przyjścia mu z pomocą.
Człowiekowi współczesnemu - często zagubionemu i z tego powodu, że pojawiło się wielu mistrzów na świecie, którzy robią dużo hałasu -temu człowiekowi Papież w Encyklice jeszcze raz pragnie ukazać prawdziwego Mistrza Jezusa Chrystusa, który człowieka nie oszukuje, który mu nie obiecuje łatwych i tanich dóbr, ale ukazuje mu Krzyż, na którym powstaje nowe życie.
Dlatego Ojciec Święty tak mocno podkreśla wewnętrzną więź prawdy i wolności, zgodnie ze słowami Jezusa: "Jeżeli będziecie trwać w mojej nauce, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" (J 8,32).
Niedawno odprawiałem Mszę św. dla dużej grupy anonimowych alkoholików, którzy co tydzień spotykają się przy jednym z podwarszawskich kościołów. W czasie tego modlitewnego spotkania kilku z nich dało świadectwo o tym, jak wiara pomaga im powstrzymać się od picia alkoholu. Ale oni najpierw w świetle wiary poznali prawdę o sobie -prawdę o tym, że są alkoholikami, że są ludźmi chorymi i trzeba się leczyć. Wiara pomogła im tę prawdę o sobie zaakceptować. Wiara i braterskie wspomaganie się w Klubie Anonimowych Alkoholików daje im moc wydostania się z tego zniewolenia.
"Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". Słowa te są niezwykle ważne dla każdego z nas. Święci je przeżywali z wielkim radykalizmem. Tak je przeżywał bł. Ojciec Honorat Koźmiński, kapucyn. Przeżycia młodego Koźmińskiego w więzieniu w Cytadeli Warszawskiej ubogaciły go w doświadczenie własnej małości i grzeszności, a równocześnie w doświadczenie wielkiej mocy Chrystusowej miłości. Jego osobiste doświadczenie mocy wiary i Chrystusowej miłości przygotowało go do zadań w Kościele w czasach zaboru carskiego, kasaty zakonów i walki z Kościołem na ziemiach polskich. Jego niezwykły charyzmat dla dobra Kościoła i Ojczyzny to tworzenie nowych wspólnot zakonnych ukrytych przed światem. Poprzez te wspólnoty zakonne umacniał ludzi Chrystusową łaską i jednoczył ich Chrystusową miłością. Tym samym przyczyniał się do umocnienia i obrony wartości religijnych i moralnych w duszach Polaków w zaborze carskim.
Jednym ze zgromadzeń założonych przez bł. Ojca Honorata jest Zgromadzenie Sióstr Pocieszycielek Najświętszego Serca Jezusowego. Siostry podjęły charyzmat swego Błogosławionego Założyciela. Są Zgromadzeniem niehabitowym i ukrytym przez swoje ukryte życie w Bogu dla dobra człowieka. Ich głównym celem pracy apostolskiej jest wychowywanie dzieci i młodzieży w różnych rodzajach szkół, na katechezie, przez organizowanie bibliotek i czytelni katolickich, przez propagowanie dobrej książki i prasy. I tak swoją służbą pomagają młodzieży wprowadzać w czyn wezwanie Chrystusa: "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". Wspierajmy Siostry Pocieszycielki naszymi modlitwami w dniu ich Jubileuszu, by ciągle odnawiały charyzmat swego Założyciela dla dobra Kościoła w Polsce.
Drodzy Bracia i Siostry!
Chrystus nie tylko wzywa nas do nawrócenia, ale ukazuje nam drogę, na jakiej ma się dokonywać nasza przemiana w okresie Wielkiego Postu. Kościół nam to przypomniał w Ewangelii czytanej w Środę Popielcową - nasze nawrócenie ma się dokonywać przez modlitwę, post i jałmużnę...
Modlitwa jest przecież naszym spotkaniem się z Bogiem w wierze, jest postacią urzeczywistniania się wiary, a tym samym realizacją w nas nawrócenia. Nie zapominajmy, że wszelkie duchowe reformy możliwe są tylko wtedy, gdy się modlimy.
Post przeżywany w wymiarze religijnym uwalnia człowieka od niego samego, od jego egoizmu i wprowadza wewnętrzną harmonię, dzięki której duch panuje nad ciałem. Post broni nas przed "obrastaniem" w takie dobra, które zniewalają ducha.
Jałmużna podejmowana w duchu wiary to wyjście naprzeciw potrzebom drugiego człowieka, to przywracanie więzi międzyludzkiej opartej na miłości. To świadomość, że żyjemy we wspólnocie z ludźmi, którzy nas ubogacają po to, byśmy innych ubogacali i wspólnie dźwigali ciężary codziennego życia. "Jeden drugiego brzemiona noście - mówi św. Paweł - i tak wypełniacie prawo Chrystusowe" (Gal 6,2), a jest to prawo Jego miłości. W Światowym Dniu Chorych 11 lutego prosił: "Niech wszyscy, których trapią jakiekolwiek dolegliwości, a w szczególności dzieci i ludzie w podeszłym wieku oraz ofiary wszelkiego rodzaju zła ludzkiego, zanoszą wraz z Chrystusem wielki krzyk za świat i za zło, które go ogarnia... krzyk o zwycięstwo miłości nad nienawiścią... Wiemy, że każdy ból złączony z krzyżem Odkupiciela jest źródłem siły Kościoła i ludzkości".
Dlatego jeszcze raz zwracam się do wszystkich, a szczególnie do Was Bracia i Siostry chorzy i cierpiący w szpitalach i domach rodzinnych, abyście swoją ofiarą cierpienia i modlitwy przeżywanej w tajemnicy Chrystusowego krzyża pomogli wszystkim braciom i siostrom w wierze podjąć wielkopostną pracę nad sobą tak, by urzeczywistniło się Chrystusowe wezwanie: "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię".


lutego 12, 2018

Kazanie Pasyjne - III. W domu Kajfasza

lutego 12, 2018

Kazanie Pasyjne - III. W domu Kajfasza
Rozstaliśmy się z Chrystusem tydzień temu w momencie poj­mania w Ogrodzie Oliwnym. Chrystus został w rękach ludzi złych. Wszyscy Apostołowie pouciekali. „Z Getsemani Jezusa za­prowadzono do najwyższego kapłana, u którego zebrali się arcykapłani, starsi i uczeni w Piśmie. Piotr zaś szedł za Nim z daleka aż na dziedziniec najwyższego kapłana. Tam siedział między służ­bą i grzał się przy ogniu" (Mk 14, 53-54).
Na podstawie relacji św. Marka, spróbujemy dziś zobaczyć metody działania zła na sali przesłuchań Sanhedrynu żydowskiego oraz na dziedzińcu arcykapłana.

1. Fałszywi świadkowie
Oto co pisze św. Marek: „Tymczasem arcykapłani i cała Wy­soka Rada szukali świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go zgła­dzić, lecz nie znaleźli. Wielu wprawdzie zeznawało fałszywie przeciwko Niemu, ale świadectwa te nie były zgodne. A niektórzy wystąpili i zeznali fałszywie przeciw Niemu: ,Myśmy słyszeli, jak On mówił: Ja zburzę ten przybytek uczyniony ludzką ręką i w ciągu trzech dni zbuduję inny, nie ręką ludzką uczyniony'. Lecz i w tym ich świadectwo nie było zgodne" (Mk 14, 55-59).
Zło chcąc zniszczyć coś wartościowego zawsze musi to czynić pod pozorem jakiegoś dobra. Zło potrzebuje usprawiedliwienia swojego działania. Stąd też wrogowie Jezusa szukają fałszywych świadków. Znamienne jest to, że św. Marek podkreśla, iż było ich wielu. Wynika z tego, że wielu ludzi brało udział w niszcze­niu Chrystusa. Każdy z tych fałszywych świadków współpraco­wał ze złem. Tu należy postawić sobie pytanie, czy przypadkiem nie próbowaliśmy oczernić lub kłamać drugiego człowieka? Jeśli tak, to stajemy w rzędzie fałszywych świadków. Zło posługuje się fałszywym świadectwem.
Fałszywe świadectwa trzeba było uzgodnić. Kłamstwo nie jest zgodne. Tylko prawda jest jedna. Kłamstwo może być w dzie­siątkach tysięcy różnych wersji. Chrystus milczy. Wobec fałszy­wych oskarżeń prawda nie musi się tłumaczyć. Prawda broni się sama. Wcześniej czy później prawda wychodzi spod wielkiego stosu kłamstw. Zło ma dziwną metodę działania - niszczy do­bro pod pozorem troski o większe dobro. Wprawdzie nigdy tego większego dobra nie osiąga, ale po drodze potrafi zniszczyć istnie­jące dobro, a więc osiągnąć swój własny cel.
Oficjalnie zło ciągle występuje w obronie dobra. Np. dla wy­gody rodziców każe zniszczyć dziecko, które się jeszcze nie na­rodziło. Wygodne życie stawiane jest tutaj jako większe dobro i aby je osiągnąć, trzeba zniszczyć inne dobro - życie człowieka. Pod płaszczykiem bezpieczeństwa mocniejszego, tego, który ma władzę, trzeba zniszczyć słabszego. Dla spokojnego życia ludzi uzbrojonych, niszczy się bezbronnych. I tak dalej.
Oficjalnie nie można niszczyć dobra dlatego, że jest dobrem i nikt się na to nie zgodzi. Dlatego zawsze trzeba oskarżyć jedno dobro jako niebezpieczne dla innego dobra.

2. Nieuczciwy kapłan
Skoro świadkowie nie byli zgodni i nie dało się ich wykorzy­stać dla skazania Chrystusa, zło zaczyna rozmawiać z samym Je­zusem i próbuje wydobyć z Niego takie zdanie, które mogłoby stać się podstawą oskarżenia. Kto śledzi uważnie dzieje Jezusa Chrystusa łatwo zauważy, że tę drugą metodę zło stosowało już wiele razy. Przychodzili uczeni w Piśmie, faryzeusze, saduceusze, stawiali podchwytliwe pytania po to, aby oskarżyć Jezusa na pod­stawie Jego wypowiedzi. Tak dzieje się i teraz.
„Wtedy najwyższy kapłan wystąpił na środek i zapytał Jezusa: ,Nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciw Tobie?' Lecz On milczał i nic nie odpowiedział. Najwyższy kapłan zapytał Go ponownie: ,Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego?' Jezus odpowiedział: ,Ja jestem. Ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego z obłokami niebie­skimi'. Wówczas najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: ,Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Słyszeliście bluźnierstwo. Cóż wam się zdaje?' Oni zaś wszyscy wydali wyrok, że wi­nien jest śmierci. I niektórzy zaczęli pluć na Niego; zakrywali Mu twarz, policzkowali Go i mówili: ,Prorokuj’. Także słudzy bili Go pięściami po twarzy" (Mk 14, 60-65).
Arcykapłan musiał znaleźć prawną podstawę do oskarżenia. On miał władzę i nie mógł skazać na śmierć człowieka, jeśliby nie było prawnych podstaw do tego wyroku. Gdyby się okazało, że skazał na śmierć człowieka niewinnego, obróciłoby się to prze­ciwko niemu. Stąd, jeśli nie można było znaleźć fałszywego świa­dectwa, to trzeba było sfabrykować oskarżenie na poczekaniu.
Dramat Chrystusa nie rozegrał się ani u Piłata, ani na Golgo­cie, Dramat Chrystusa rozgrywa się przed najwyższym kapłanem, u Kajfasza. Piłat na sprawach religii się nie znał. Na Golgocie byli żołnierze, którzy wykonywali rozkaz ukrzyżowania. Losy Chrystusa ważą się u Kajfasza, który jako najwyższy kapłan, wi­nien był wiedzieć z Kim ma do czynienia. On winien znać czyste Dobro, Świętość. On jeden, lepiej niż wszyscy inni, winien roze­znać, co na ziemi pochodzi od Boga i co Boga dotyczy. Kto jak kto, ale najwyższy kapłan powinien wiedzieć z Kim ma do czy­nienia.Posiadał nieomylną władzę prorocką, którą otrzymał od samego Boga. Mógł wchodzić do miejsca Świętego Świętych, które było zarezerwowane dla tego, kto ma prawo dostępu do Boga. Wprawdzie ta część świątyni za czasów Kajfasza była pusta, Ży­dzi po powrocie zniewoli nie odnaleźli Arki Przymierza, ale naj­wyższykapłan powinien wiedzieć, kto jest rzeczywiście Święty Świętych. A oto stał przed nim Jednorodzony Syn Boga i on tego nie rozpoznał.
Śledzimy metodę działania zła. U Kajfasza trzeba uświadomić sobie,że zło często posługuje się człowiekiem na stanowisku i że największego zła na ziemi może dokonać kapłan.
Jak w oparciu o otrzymaną władzę może dokonać największego dobra,uświęcić i udostępnić zbawienie, tak też może dokonać największego zła. Kajfasz, najwyższy kapłan jedynego, prawdzi­wego Boga, staje się narzędziem zła. On nie szuka ocalenia Chry­stusa, jemu nie zależy na prawdzie, on chce Chrystusa zniszczyć. Kajfaszowi zabrakło wiary. Nie mógł w Chrystusie rozpoznać Syna Bożego, bo nie uwierzył. Stąd też, zamiast uświęcać - ni­szczył. Najwyższy kapłan musiał wiedzieć, że Chrystus uznaje się za Mesjasza. Doniósł mu o tym Judasz. Wystarczyło zmusić Chry­stusa do wyznania tej godności, aby mieć oskarżenie w ręku.
Wróćmy do porównania Jezusa do pierwiastka promieniotwór­czego. Kajfasz, ponieważ nie wierzył, nie dostrzega w Chrystusie Boga. Traktuje Go jako zwykłego człowieka i stawia Mu pytanie: „Czy Ty rzeczywiście jesteś tym Mesjaszem zesłanym przez Bo­ga, który dysponuje wielką zbawczą mocą? Czy to jesteś Ty?" Chrystus mu odpowiada: „Tak, to Ja jestem" i od razu dodaje, że tę zbawczą moc zobaczą w całej pełni przy Jego powtórnym przyjściu. Wtedy będzie ona promieniować na cały świat.
Kajfasz tymczasem widzi tylko słabego, związanego człowieka. Jaką On ma moc? Mesjasz? Gdy Mesjasz przyjdzie to my powin­niśmy być w Jego rękach. A tymczasem ten Mesjasz jest w na­szych rękach. Zatem On kłamie. On bluźni? - po czym dodaje: „Winien jest śmierci". Nie na takiego słabego Mesjasza czekali Żydzi. Ty jesteś słaby, Ciebie można odrzucić. Teatralny gest roz­darcia szat. Odtąd Jezus jest poza prawem. Wyciągają się do Niego ręce, które niszczą. Szczególnie chcą zeszpecić Jego twarz. To jest znamienne: „Zaczęli pluć na Niego; zakrywali Mu twarz, policzkowali Go i mówili: ‘Prorokuj'. Także słudzy bili Go pię­ściami po twarzy".
Gdyby Kajfasz szanował człowieka to nigdy by nie wydał wy­roku skazującego na Chrystusa. To dzieje się na jego oczach. A zatem to nie tylko brak wiary, ale i brak szacunku dla czło­wieka. Jesteśmy świadkami największej kompromitacji starotestamentalnego kapłaństwa. Nie należy się dziwić, że to kapłaństwo szybko się skończy i to na zawsze. Bo jeśli idealnie niewinnego człowieka, arcykapłan i Sanhedryn, a więc ludzie odpowiedzialni za wiarę, tak potraktowali, to nie należy się dziwić, że Bóg ode­brał im winnicę i oddał innym.
Interesują nas metody działania zła. Chrystusa nie niszczą ko­muniści ani ateiści. Chrystusa niszczą ludzie powołani przez Bo­ga: Kajfasz i Judasz. Apostoł Judasz, który miał dostęp do Chry­stusa, był kandydatem do święceń i zdradził swoje powołanie idąc na współpracę ze złem. I Kajfasz, konsekrowany na kapłana starotestamentalnego.
Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na to, że granica między dobrem a złem nie przebiega między instytucjami, lecz przebiega w sercu człowieka. Niejeden milicjant może więcej zrobić dobre­go, aniżeli ksiądz. Bywa też, że kapłan dokonuje więcej zła niżeli setki wojujących ateistów razem wziętych. Ewangelia dowodzi, że zło potrafi posługiwać się ludźmi, których Bóg wybrał. Posługi­wało się w Starym Testamencie, czego dowodzi postawa Kajfasza i posługuje się w Nowym Testamencie, czego przykładem jest Ju­dasz. Ludzie, którym zabrakło wiary.

3. Brak roztropności
Drugie wydarzenie ma miejsce na dziedzińcu pałacu arcyka­płana. W tym samym momencie, to samo zło niszczy ucznia Je­zusa Chrystusa.
„Kiedy Piotr był na dole na dziedzińcu, przyszła jedna ze słu­żących najwyższego kapłana. Zobaczywszy Piotra grzejącego się, przypatrzyła mu się i rzekła: ,I tyś był z Nazarejczykiem Jezu­sem'. Lecz on zaprzeczył temu, mówiąc: „Nie wiem i nie rozumiem, co mówisz'. I wyszedł na zewnątrz do przedsionka, a kogut zapiał. Służąca, widząc go, znowu zaczęła mówić do tych, którzy tam stali: ,To jest jeden z nich'. A on ponownie zaprzeczył. Po chwili ci, którzy tam stali, mówili znowu do Piotra: ,Na pewno jesteś jednym z nich, jesteś także Galilejczykiem'. Lecz on począł się zaklinać i przysięgać: „Nie znam tego człowieka, o którym mówicie'. I w tej chwili kogut powtórnie zapiał. Wspomniał Piotr na słowa, które mu powiedział Jezus: ,Pierwej, nim kogut dwa razy zapieje, trzy razy Mnie się wyprzesz'. I wybuchnął płaczem" (Mk 14, 66-72).
Piotrowi zabrakło mądrości. Po cóż poszedł w sam środek wro­gów swojego Mistrza? W jakim celu? Mądrego człowieka poznaje się po tym, że podejdzie do potrzasku, ale nigdy nogi do niego nie włoży. Piotr nie tylko wsadził nogę, ale także głowę. Osaczo­ny, zostaje znienacka zaatakowany przez zło. Na pewno bardzo uważał, żeby go nie rozpoznali żołnierze, ale nie przypuszczał, że atak przyjdzie ze strony kobiety. To ona jest w tym momencie narzędziem zła. Czy ona sama jest zła? Nie, ona nie chce nic złego zrobić, nawet nie wie, że jest narzędziem zła, że zło się nią posługuje dla zdemaskowania Piotra. Kiedy sobie uświadomił, że jest osaczony i może być aresztowany, próbuje się wycofać, ale zło go już nie wypuści dotąd, dopóki nie złamie jego ducha. I to się udaje.
Strach paraliżuje Piotra. Zapomniał o zapowiedzi Chrystusa. Gdyby się modlił, a przez to był podłączony do Boga, nie doszło­by do tego. Modliłby się również na dziedzińcu, a pozostając w kontakcie z Bogiem, potrafiłby mądrze rozegrać trudną sytua­cję. Gdyby był w towarzystwie Jana lub innego Apostoła, nie upadłby tak szybko. Ale on był sam. Zło bardzo lubi odwieść człowieka od wspólnoty. Gdy poczuje się samotny, potrafi go szybko zniszczyć. Samotność to bardzo niebezpieczny teren, na którym zło odnosi zwycięstwo.
Zdumiewające jest to, że w tym samym momencie, kiedy Chry­stus, który dotąd ukrywał swoją mesjańską godność, zobowiązu­jąc wszystkich do zachowania jej w tajemnicy, sam publicznie wyznaje, że jest Mesjaszem, pozostaje sam. Wszyscy uczniowie uciekają, a Piotr się Go zapiera. W momencie publicznego ogło­szenia swej mesjańskiej godności, Chrystus zostaje sam.
Zastanawia również połączenie grzechu Piotra z pianiem kogu­ta. Proszę sobie uświadomić, w jaki sposób Piotr, do ostatniego momentu życia, słuchał piania koguta. Zapewne, ile razy słyszał pianie koguta, tyle razy uświadamiał sobie to, co się stało na dzie­dzińcu Kajfasza. Przecież Chrystus nie powiedział, że rano się Mnie zaprzesz, ale „nim kogut dwa razy zapieje". Śpiew koguta będzie budził sumienie Piotra do końca jego życia.
Płacz - mężczyzna w sile wieku płacze nad sobą, nad swoim upadkiem, płacze nad popełnionym grzechem, którego nie da się już zmazać. To jest właśnie dramat. Można spalić dom i wybu­dować nowy, ale grzechu ciężkiego nie da się wymazać. Można prosić o jego przebaczenie, ale po dwudziestu wiekach, do dziś, o grzechu Piotra wiemy, jego grzech wprawdzie przebaczony, ale trwa do dziś.
Tyle refleksji na dzień dzisiejszy nad potęgą zła. Niszczy ono Chrystusa w sali przesłuchań Sanhedrynu i niszczy Piotra na dziedzińcu domu arcykapłana. Zło wykorzystuje dobro dla swoich własnych celów, po to, aby je zniszczyć. Ale Bóg jest mocniejszy. Ostatecznie to On potrafi wykorzystać wszelkie zło dla swoich celów, dla swojego dobra. Stoimy wobec wielkiej tajemnicy.
Zapytajmy siebie:
1. Czy w mojej świadomości granica między dobrem a złem przebiega przez serce człowieka, czy też przez instytucje, przez to, co widzialne?
2. Czy upadek, słabości umiemy naprawić wylewając łzy praw­dziwego żalu?


lutego 12, 2018

Kazanie pasyjne - IV. Przed Piłatem

lutego 12, 2018

Kazanie pasyjne - IV. Przed Piłatem
Tydzień temu towarzyszyliśmy Jezusowi Chrystusowi w sali przesłuchań w Sanhedrynie. Dowiedzieliśmy się, że arcykapłani, uczeni w Piśmie i faryzeusze wydali na Niego wyrok - „Winien jest śmierci". Były dwie możliwości. Mogli Chrystusa ukamieno­wać, pozwalało im na to prawo Mojżesza, zawiadomiliby tylko Piłata, że wyrok został wydany na podstawie prawa religijnego - Jezus zginął za bluźnierstwo. Takie rozwiązanie zostanie zastoso­wane w kilka lat później ze Szczepanem. W Wielki Piątek arcy­kapłani nie korzystają z tej możliwości. Kierują nimi prawdopo­dobnie dwa motywy. Po pierwsze, nie zawsze można być pew­nym, że człowiek, którego się obrzuciło kamieniami i przewrócił się na ziemię, rzeczywiście został zabity. Bywały wypadki, kiedy po takim kamienowaniu bliscy zabierali ofiarę i powoli wracała do zdrowia. Arcykapłani chcą mieć stuprocentową pewność, że Chrystus nie żyje.
Drugi motyw był jeszcze bardziej uzasadniony, chcieli przerzu­cić odpowiedzialność za śmierć Chrystusa na władzę okupanta. Jerozolima była wypełniona pielgrzymami. Dziesiątki tysięcy lu­dzi zgromadzonych w mieście i okolicy. Rozpoczęły się święta. Ludzie uważali Chrystusa za Wielkiego Proroka i jeżeli się dowie­dzą, że zamordowali Go kapłani, mogą powstać rozruchy. Arcy­kapłani woleli mieć czyste ręce, a cudzymi zamordować tego Człowieka.

1. Skazaniec polityczny
A oto relacja św. Marka: „Zaraz wczesnym rankiem arcyka­płani wraz ze starszymi i uczonymi w Piśmie i cała Wysoka Ra­da powzięli uchwałę. Kazali Jezusa związanego odprowadzić i wydali Go Piłatowi. Piłat zapytał Go: ,Czy Ty jesteś królem żydowskim?' Odpowiedział mu: ,Tak, Ja nim jestem'. Arcykapłani zaś oskarżali Go o wiele rzeczy. Piłat ponownie Go zapytał: ,Nic nie odpowiadasz? Zważ, o jakie rzeczy Cię oskarżają’. Lecz Jezus nic już nie odpowiedział, tak że Piłat się dziwił" (Mk 15, 1-5).
Obserwujemy mechanizmy działania zła. Dotychczas zło posłu­giwało się władzą religijną, a w tym momencie chce wciągnąć do współpracy w zniszczeniu Jezusa Chrystusa władzę polityczną. Przed tą władzą trzeba było postawić zarzut o charakterze poli­tycznym. Piłata zarzuty religijne w ogóle nie interesowały. Zarzut jest konkretny. Chrystus uważa się za wodza narodu podbi­tego, za króla Izraela. Piłat, który był odpowiedzialny za porządek w tym narodzie, powinien interesować się takimi ludźmi. Taki król mógł doprowadzić do rewolucji przeciw okupantowi.
Widocznie jednak sami oskarżyciele dochodzili do wniosku, że argument jest za słaby, ponieważ przytaczali również wiele in­nych argumentów. Gdyby to oskarżenie było słuszne, wystarczy­łoby do wydania wyroku. Piłat od dawna znał Jezusa Chrystusa. Śledził Jego publiczną działalność i wiedział, że jest to niegroźny Król. Zapewne zauważył, że Chrystus z dużą sympatią odnosił się do okupanta. Nigdy nie występował przeciwko Rzymianom, na­wet kazał Żydom płacić podatek okupantowi. Teraz Piłat miał przed sobą Króla związanego, a jako taki nie jest groźny, takiego Króla Rzym się nie obawia.
Piłat jest zaskoczony milczeniem Chrystusa. Jezus odpowiada na tylko konkretnie postawione pytanie: „Czy jesteś królem?" „Tak, Ja nim jestem", jestem Królem żydowskim. Tym oświad­czeniem Chrystus wydał na siebie wyrok śmierci. Piłat nie mógł tolerować kogoś, kto uważa się za króla podbitego narodu. A jed­nak Chrystus budzi w Piłacie sympatię. Dziwi go milczenie Pro­roka z Nazaretu. Jezus nie odpowiada na żadne uwagi arcykapłanów. Skończył z nimi rozmowę w sali Sanhedrynu. Wszyscy rozbijają się o Jego milczenie.
W tej sytuacji Piłat postanawia ratować Chrystusa z rąk oskar­życieli. Namiestnik doskonale zna mechanizmy zła i wie, że w tej rozgrywce najwięcej będzie miał do powiedzenia tłum. Władza bowiem musi się liczyć z tłumem. Próbuje zatem przeciwstawić arcykapłanom tłum ludzi. Wiedział, że wokół Chrystusa groma­dziły się tysiące, i liczy na to, że ta rzesza pomoże mu w rato­waniu życia Jezusowi.
„Na każde święto miał zwyczaj uwalniać im jednego więźnia, którego żądali. A był tam jeden, zwany Barabaszem, uwięziony z buntownikami, którzy w rozruchu popełnili zabójstwo. Tłum przyszedł i zaczął domagać się tego, co zawsze im czynił. Piłat im odpowiedział: ,Jeśli chcecie, uwolnię wam Króla Żydowskiego?' Wiedział bowiem, że arcykapłani wydali Go przez zawiść. Lecz arcykapłani podburzyli tłum, żeby uwolnił im Barabasza. Piłat ponownie ich zapytał: ,Cóż więc mam uczynić z tym, którego na­zywacie Królem Żydowskim?' Odpowiedzieli mu krzykiem: ,Ukrzyżuj Go!' Piłat odparł: ,Cóż więc złego uczynił?' Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: ,Ukrzyżuj Go!' Wtedy Piłat, chcąc za­dowolić tłum, uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie" (Mk 25, 6-25).
Piłat próbuje skorzystać z prawa amnestii. Z okazji święta Paschy mógł uwolnić im jednego więźnia. Zestawia do licytacji z jednej strony Barabasza, który jest posądzony o udział w mor­derstwie, a z drugiej Chrystusa, Proroka i Króla Żydowskiego. Kogo wybierze tłum? Tłum nigdy nie myśli, zawsze jest stero­wany. Arcykapłani wiedzieli o potędze tej siły i wcześniej już od­powiednio ustawili tłum, aby domagał się uwolnienia Barabasza, a zniszczenia Chrystusa.
Zwróćmy jeszcze raz uwagę na to, ilu ludzi bierze udział w zniszczeniu Jezusa Chrystusa. Ponad siedemdziesięciu ludzi na sali Sanhedrynu, sama śmietanka religijna narodu wybranego wydaje na Niego wyrok śmierci. Jeszcze wcześniej, przynajmniej trzydziestu czy czterdziestu ludzi musiało przyjść do Ogrodu Getsemani, aby Go aresztować, a więc już jest ponad stu ludzi. Teraz zostaje wciągnięty Piłat i jego żołnierze. Do tego dochodzi tłum. To musiała być duża rzesza, ponieważ kilkudziesięciu ludzi Piłat by nie posłuchał. Kilkudziesięciu ludzi nie wywarłoby na niego presji. Trzeba to mieć na uwadze. Kim i w jaki sposób po­sługuje się zło? Przed pałacem Piłata posługuje się tłumem, ura­bia opinię publiczną przeciwko Chrystusowi.
Warto również zwrócić uwagę na to, że zło potrafi chytrze do­prowadzić do uwolnienia swojego człowieka po to, aby w jego miejsce zniszczyć Jezusa Chrystusa. To jest tragiczny paradoks, kiedy za niebezpieczeństwo uważa się Człowieka, który czynił do­brze, a za godnego wolności tego, który czynił źle. Chrystus, któ­ry wskrzeszał umarłych, jest niebezpieczny, winien jest śmierci. Natomiast Barabasz mordował - jego trzeba uwolnić, może się złu jeszcze przydać. Takie jest myślenie zła. Zło ratuje swojego człowieka. Trzeba także podkreślić, że Chrystus jest niszczony ze wszystkich stron. Był zaatakowany ze strony władzy religijnej, teraz jest atakowany przez władzę państwową i przez tłum. Oczy­wiście tłum się myli, opinia publiczna często wydaje niesprawie­dliwe wyroki. Straszna pomyłka tłumu, który ratuje mordercę, a żąda zniszczenia tego, który czynił dobrze.

2. Zazdrość
Św.Marek podkreśla również to, że Piłat doskonale zdawał so­bie sprawę z tego, czym kierują się oskarżyciele Jezusa Chrystusa. W grę wchodziła zawiść. „Wiedział bowiem, że arcykapłani wydali Go przez zawiść" (Mk 25, 10). Zawiść to szatański grzech. Jawi się jako połączenie nienawiści z zazdrością, a więc ten ro­dzaj uczucia, który jest nastawiony tylko i wyłącznie na niszcze­nie. Jeżeli serce człowieka wypełni zazdrość, to działa na podo­bieństwo kwasu solnego. Ona zżera serce, w którym przebywa i równocześnie za każdym jego uderzeniem tryska owym kwasem na otoczenie i rani ludzi. Czasami potrafi tak ciężko poparzyć in­nych, że jest to poparzenie trzeciego stopnia, a nawet śmiertelne. Ten rodzaj uczucia, nienawiść człowieka, nie ma w sobie nic twórczego, ono wyłącznie niszczy. Dlatego wszyscy ludzie, którzy znajdą się w zasięgu zazdrosnego, próbują się od niego najdalej odsunąć, aby zazdrość ich nie zniszczyła. Zło odsłania tu swoje oblicze.
Równocześnie obserwujemy właściwą postawę Jezusa Chrystusa, Jego milczenie. Zazdrosnemu człowiekowi w żaden sposób nie da się pomóc. Każdy kto podejdzie do zazdrośnika zostanie przez niego zraniony. A każde podejście spotęguje zazdrość i tego kwa­su w sercu będzie przybywać. Istnieje tylko jedna możliwość, nie dotykać. Odsunąć się, by nie drażnić zazdrosnego serca i uważać, aby nic z tego kwasu nie dostało się do naszego serca.
Ważne jest owo stwierdzenie o zawiści. Marek bowiem jako świadek tych wydarzeń, doskonale wiedział, jakie układy pano­wały w Jerozolimie. Piłat również wiedział, że z zawiści Go wy­dali. Marek podaje najgłębszy powód zniszczenia Jezusa Chry­stusa. Oto możecie zrozumieć dlaczego wszystkie kazania pasyjne w tym roku zmierzają do zdemaskowania metod działania zła. Z jednej strony mamy czyste Dobro - Jezusa Chrystusa, a z dru­giej zawiść, a więc nienawiść i zazdrość. Zło w najczystszej po­staci, które za wszelką cenę próbuje zniszczyć Mistrza z Nazaretu.
Tłum wydaje wyrok śmierci domagając się „Ukrzyżuj Go". Pi­łat próbuje jeszcze raz postawić pytanie: „Cóż więc złego uczy­nił?" Szuka dowodów winy, na podstawie której według prawa, może zniszczyć człowieka. Jednak w tym momencie i dowody są już mało ważne. Rozszalały tłum staje się dowodem, wobec kt6-rego władza musi się ugiąć. Tłum nie podaje żadnych argumen­tów, tylko żąda wykonania wyroku i to wyroku śmierci.
Piłat spełnia wolę tłumu. Chrystus umrze na krzyżu po ubiczo­waniu jako Król żydowski. To jest istotne, bowiem krzyż był ka­rą Rzymian. Żydzi nigdy nikogo nie krzyżowali, oni zabijali ka­mieniami. Jeśli zatem Chrystus zginie na krzyżu, nikt nie będzie oskarżał Żydów, wszyscy będą obwiniać Rzymian.

3. Brak szacunku dla człowieka
Po wydaniu wyroku Chrystus dostaje się w ręce ludzi małych, tych, którzy dysponują przemocą. „Żołnierze zaprowadzili Go na wewnętrzny dziedziniec, czyli pretorium, i zwołał całą kohortę. Ubrali Go w purpurę i uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę. I zaczęli Go pozdrawiać: ,Witaj Królu Żydowski!' Przy tym bili Go trzciną po głowie, pluli na Niego i przyklękając od­dawali Mu pokłon. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego purpurę i włożyli na Niego własne Jego szaty" (Mt 15, 16-20).
Pluton egzekucyjny, kohorta kilkunastu ludzi, którzy bawią się ofiarą. Po ubiczowaniu Chrystusa zaczynają kpić z Niego. Chry­stus staje wobec przemocy. To są ludzie, którzy nie szanują dru­giego, boją się jedynie mocniejszego od siebie. Jeśli jest słaby, potrafią bawić się jego kosztem. Odkrywamy nowe aspekty zła. Kpina, która potrafi zranić człowieka głęboko, niszcząc jego serce. Chrystus zostaje wykpiony. Jest to okrutna zabawa. Cierniem ukoronowany. Powiedziałeś, że jesteś Królem, a gdzie Twoja koro­na? Zrobimy Ci koronę z ciernia. Twierdziłeś, że jesteś Królem, a gdzie Twój królewski płaszcz? My damy Ci płaszcz, łachman szkarłatnego płótna. Mówiłeś, że jesteś Królem, a gdzie masz berło? Damy Ci w jego miejsce trzcinę. Będziemy Ci składać po­kłon. Podchodzili i klękali, brali tę trzcinę i bili po głowie, pluli w Jego twarz.
Chrystus milczy i kocha. Oto odpowiedź na potęgę zła i prze­mocy. Kiedyś powiedział, „Kto Cię uderzy w jeden policzek, nad­staw mu drugi", teraz to realizuje. Odkrywamy metodę działania dobra w spotkaniu ze złem, które objawia się w przemocy. Chry­stus nie może oddać ciosem za cios, bo jest czystą Dobrocią, a Do­broć nigdy nie niszczy. Pozostaje zatem przyjąć uderzenie i odpo­wiedzieć na cios miłością.
Dotykam tu wielkiej tajemnicy, w której dobro niszczone przez zło, wzrasta. Trzeba kochać tę rękę, która uwiła cierniową koronę, która wymierzyła policzek, trzeba kochać te usta, które napluły mi w twarz. Istnieje tylko jedna odpowiedź - ukochać tych lu­dzi. Chrystus na każde uderzenie odpowiada miłością.
Zło nie potrafiło jeszcze rozłupać tego atomu czystej dobroci i miłości, jaki pojawił się na ziemi. Bije, uderza, ale to wszystko jest jeszcze za mało, bowiem za każdym uderzeniem energia dobroci i miłości w Chrystusie wzrasta. Kiedy zostanie całkowicie zniszczony, wówczas objawi się ona w pełni, a dokona się to w dniu zmartwychwstania.
Rozważając wydarzenia, które miały miejsce na dziedzińcu Piłata, odkryliśmy postawę Chrystusa wobec okupanta, urzędnika państwowego, a także ataku zazdrości, wobec tłumu i wobec prze­mocy.
Pytania wciąż aktualne:
1. Czy w naszym sercu nie znajduje się coś z zazdrości?
2. Ile razy w życiu kierowaliśmy się opinią ludzką? Ile razy nasze środowisko zmusiło nas do zajęcia niewłaściwej postawy wobec człowieka krzywdzonego?
3. Czy potrafimy sami w momencie ataku zła odpowiedzieć miłością?



Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger