listopada 25, 2016

1. Niedziela Adwentu (A) - Czas powstania ze snu

Moi drodzy! Dziś zaczyna się nowy rok liturgiczny. Pan nie mógł nam dać bardziej pocieszającego słowa, aniżeli to. które usłyszeliśmy. Poczynając od wspaniałego obra­zu, w którym prorok Izajasz zapowiada, że wszystkie narody uznają Pana i nasta­nie czas powszechnego pokoju, poprzez wskazówki Pawia o czuwaniu, aż do przepowiedni ewangelisty Mateusza o bliskim przyjściu Pana – ogarnia nas żywa nadzieja i pewność, że Pan przyjdzie nam z pomocą, co więcej, że On już teraz działa, a nam potrzeba tylko odrobiny uwagi, by namacalnie stwierdzić Jego żywą obecność.
Tak się przedstawia czas adwentu; dlatego rokrocznie cieszymy się z jego nadejścia, jakby miało się nareszcie rozwiać jakieś bolesne i niespokojne oczekiwanie, jakaś głęboka i stałe nas ogarniająca tęsknota. Słowo adwent, oznacza przyjście, przybycie. Słuchając dzisiejszego słowa Bożego, chcemy lepiej przygotować nasze serca, nasze myśli, nas samych na zbliżające się święta Bożego Narodzenia – chodzi więc o przemianę w doczesnym życiu ludzkim, i wreszcie o obietnicę ostatecznego nadejścia Pana Jezusa, oczekiwanego przy końcu wszech­czasów. To wszystko faktycznie znajdujemy w dziś ogłoszonym nam „przyjściu”.
Pierwszym echem na usłyszane teksty jest to, co w nich dominuje: nuta realizmu, wskazującego na ostateczną katastrofę: „Jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. W czasie przed po­topem jedli, pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy nie spo­strzegli się, że przyszedł potop i pochłonął wszystkich” (Mt 24, 3739).
Człowiek XXI wieku może bardziej realnie patrzy na potop, niż człowiek sprzed dwu tysięcy lat. Można porównać opisy końca świata z Apo­kalipsy i opisy wybuchu bomby atomowej nad Hiroszimą. Nie ma wiel­kiej różnicy. Wiemy o tym dobrze i dobrze o tym wiedzą chyba wszyscy, którzy czynią wysiłki, by tego typu końca świata nie było.
Ale wiemy również, że dla wielu koniec jest bliski. To nie musi być trzęsienie ziemi i spalenie świata. Zatrzymujemy się przy kościelnych nekrologach, patrzymy na średnią umierania. Mówi się, że jest wyższa niż przed stu laty. Różnica dwóch, trzech lat nie jest istotna. Czarnej śmierci nie ma, ale jest za to biała śmierć, jest rak, jest zawał. Zresztą przyczyna nie jest ważna. Ważny jest tylko fakt, że się kiedyś trzeba z Bogiem w cztery oczy spotkać.
Idziemy ku Bogu, jedni z większą świadomością, inni z mniejszą świa­domością. Jedni idą do Niego szybko, trwając przed Nim w adoracji i dziękczynieniu, inni opornie, w buncie, w wiecznej rebelii, wiecznie skłóceni z Nim, ze sobą, ze światem. Ale los wszystkich jednaki.
Obok wizji katastrofy jest w dzisiejszych czytaniach wizja pokoju. Wspaniała wizja, którą zarysował przed Izraelem prorok Izajasz, mówiąc, że ludzie „przekują miecze na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Na­ród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zapra­wiać do wojny” (Iz 2, 4). Pacyfizm Izajasza nie wypływał z braku real­nego spojrzenia na świat. Izajasz też wiedział, co się dzieje w czło­wieku i co człowiek w sobie niesie. Ale wiedział również, że pokój nastąpi poprzez Boga, który da Syna. I Syn rozdzielonych pojedna. Wszystkie rozdarcia scali. Wszystkie nienawiści zmaże. Powaśnionych spro­wadzi do wspólnej rodziny.
Pośrodku tych dwu wizji jest wskazanie dla nas. Św. Paweł w tym wspaniałym swoim Liście do Rzymian mówi: „Teraz nadeszła dla was godzi­na powstania ze snu” (Rz 13, 11). Ciekaw jestem, jak słuchacie tych słów czy wam się zdaje, że jesteście pogrążeni we śnie, czy też nie? Kaznodzieja ma prawo używać tych słów, gdy suponuje, że wielu spo­śród jego słuchaczy zapadło w głęboki sen. Że wielu śpi. Oczywiście jesteśmy na jawie, piękny dzień, światła się palą, przyszliśmy po świe­żym powietrzu. Ale wiecie dobrze, o jaki sen chodzi. Można by przez cały ten tydzień długo się zastanawiać, analizować sobie ten sen. Można nazwać sen przyzwyczajeniem, rutyną. Można nazwać sen poślizgiem. Ktoś wpadł w poślizg, jedzie na poślizgu już kilka lat... I oto do niego mówi Paweł: „Teraz nadeszła dla was (nie łudźmy się: to nie dla nich, to dla nas) godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli” (Rz 13, 11). Bo teraz bliżej jest śmierć – ostateczne spotkanie, inne aniżeli spotkanie poprzez chrzest czy poprzez Eucharystię. Dla tych, którzy chcą i nie chcą, dla tych, którzy mają wizję katastrofy, czy wizję pokoju. Spotkanie nastąpi. Spot­kanie to znaczy zbawienie.
A oto wspaniałe następne słowa: „rozumiejcie chwilę obecną” (Rz 13, 11). Rozumiejcie: oto teraz nadeszła godzina. Rok 2017 na ho­ryzoncie. Będzie to rok 100. rocznicy objawień Matki Bożej w Fatima. Będzie to rok także innych wielkich wydarzeń. Stąd jakże aktualne słowa: „rozumiejcie chwilę obecną”!
Czuwajcie, bądźcie gotowi, „rozumiejcie chwilę obecną”! I wchodzi św. Paweł w konkrety, żeby to nie było tylko takie mówienie o wszystkim i o niczym: „Odrzućmy uczynki ciemności. Nie w hulankach i pijaty­kach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości" (Rz 13, 12–13). Pod każde hasło tego jednego zdania proszę podciągnąć całą niedolę człowieka. Wszystkie dni, wieczory, noce. W rodzinach, w zakła­dach pracy, na ulicach. W centrum i na peryferiach. W tym się wszyst­ko mieści. Nazywa to Paweł w sumie „uczynkami ciemności”. I co ra­dzi? „Przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbyt­nio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13, 14). Dogadzając tej drapieżności, która jest w człowieku. Która się rzuca na wiele, wiele rzeczy – a później dusi się, dławi się. Wszystko jedno: począwszy od informacji a skoń­czywszy na zwykłym chlebie. To konkrety Pawła. A nasze? Zadajcie so­bie dzisiaj pytanie, jak przeżyć te cztery tygodnie. Te cztery tygodnie, które nadchodzą i przeminą – jak mówi polskie przysłowie – „jak z bicza strzelił”.
Nam jednak chodzi o to, aby te cztery tygodnie tak całkowicie nie przeminęły bez echa, ale by pozostawiły w naszej duszy, w naszym myśleniu i działaniu trwały ślad. Będą ku temu rozmaite sposobności: roraty, rekolekcje. I chodzi o to, aby nam to wszystko nie umkło, abyśmy te treści zapisali głęboko w sercu, abyśmy nie myśleli: „mam jeszcze czas...”. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy ciągle się tak „wyślizgują”, już są właśnie w tym poślizgu. I ciągle mówią: jeszcze przyjdzie czas. Owszem, przyjdzie! Na was też przyjdzie czas, ale może już nie będzie można wyjść z poślizgu. I wtedy zatrzyma się poślizg a reflektory już nie będą świecić w przód, tylko wam w oczy. Nie łudźmy się. Będziemy musieli zdać sprawę ze wszystkiego.
Przy rekolekcjach jest spowiedź. Proszę to sobie dobrze zapisać: nie m a chrześcijańskiego Bożego Narodzenia bez spowiedzi. Nie tylko narty, wygodna willa i odpoczynek, i spokój, i zabawa. Taki bowiem jest dziś styl przeżywania świąt. Ale szukać Chrystusa, który idzie jak milczący Pielgrzym.
Pokuta, fiolet – to nie jest tylko po to, żeby ksiądz zmienił strój. Patrząc, musimy pomyśleć sobie: fiolet to też internet, telewizor i te wszystkie przyjemności, których dla relaksu oczywiście potrzebujemy – ale trochę mniej. Ich trochę mniej – a trochę więcej na kolanach, tutaj... Żeby nie utracić równowagi. Bo gdy utracimy równowagę, będzie znowu poślizg. Zbliża się św. Mikołaj, podarunki. Ewangelię kupić drugiemu, dać mu, poprosić niech czyta, niech słucha Słowa... Zaczynający się rok liturgiczny to nowy skok bliżej Boga. I bliżej pełnej wolności, dla której zostaliśmy stworzeni.
Mówiąc o przyjściu Pana nie zapominajmy o tym, że ON JUŻ JEST. Za chwilę dalszy ciąg Mszy Świętej, kontynuacja Słowa. Słowo staje się Ciałem i jest z nami.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger