kwietnia 20, 2017

2. Niedziela Wielkanocna (A) – Miłosierdzie dla nas

2. Niedziela Wielkanocna (A) – Miłosierdzie dla nas
Umiłowani w Chrystusie Miłosiernym, zgromadzeni w tej świątyni. Jesteśmy cząsteczką tego wielkiego ludu Bożego, który w tej chwili gromadzi się na wspólnej ofierze mszy Św. Jesteśmy maleńką cząsteczką tego wielkiego ludu, który w świątyni gromadzi się na łamanie chleba i na modlitwę.
Wychodzę na skrzyżowanie dróg, tysięcy dróg i widzę: w samym środku mojego serca stoi samotny człowieczek z pustym sidłem na ptaki i nie wie, co z sobą począć, – wychodzę na spotkanie tego człowieka, który był ojczyzną Boga i skazał Go na wygnanie. Bóg bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas umarłych na skutek występków, na powrót wychodzi w Jezusie Chrystusie. Chrystus, stając się wcieleniem odwiecznej miłości, która ze szczególną siłą wyraża się wobec cierpiących, pokrzywdzonych i grzesznych, staje dzisiaj przed wszystkimi i mówi o Ojcu bogatym w miłosierdzie: głosi, że jest Zbawicielem, wyzwalającym nas z niewoli grzechu. Stając pośrodku wszystkich ludzi dobrej woli, mówi: pokój wam! Radujmy się, jak uczniowie słysząc Pana; słuchajmy jak uczniowie Jego głosu: Jak Ojciec mnie posłał, tak i ja was posyłam; głoście światu nieskończone miłosierdzie Boże, czyńcie miłosierdzie drugim; wołajcie o miłosierdzie Boga samego dla współczesnego pokolenia. „I jeśli ktokolwiek ze współczesnych nie podziela tej wiary i nadziei, która każe mi – mówi św. Jan Paweł II – jako słudze Chrystusa i szafarzowi tajemnic Bożych, wołać w tej godzinie dziejów o miłosierdzie Boga samego dla ludzkości, to niech zrozumie bodaj motyw owej troski, podyktowanej miłością człowieka i wszystkiego, co ludzkie, a co w odczuciu tak bardzo wielu współczesnych jest zagrożone wielkim niebezpieczeństwem” („Dives in Misericordia” 15).
Zgodzimy się chyba z tym, że współczesna umysłowość, może bardziej niż człowiek przeszłości, zdaje się sprzeciwiać Bogu miłosierdzia, a człowiek dąży do tego, ażeby samą ideę miłosierdzia odsunąć na margines życia i odciąć od serca ludzkiego. Jednak, szukając oparcia dla nadziei na lepszą przyszłość człowieka na ziemi, nie znajdujemy trwalszego fundamentu nad miłosierdzie Boże. I dlatego też wielu ludzi i wiele środowisk, kierując się żywym zmysłem wiary, zwraca się niejako spontanicznie dzisiaj do miłosierdzia Bożego, w dzisiejszej sytuacji Kościoła i świata. Przynagla ich myślę, że i nas do tego sam Chrystus, działając przez swego Ducha w ukryciu serc ludzkich.
Takim sercem, które, jak płonąca żagiew, stało się znakiem miłosierdzia, jest życie i posłannictwo św. siostry Faustyny Kowalskiej ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. W zakonie przeżyła zaledwie 13 lat. Zmarła w dniu 5 października 1938 r., mając 33 lata życia. Dziś jest znaną niemal na całym świecie. Przez nią, jako apostołkę miłosierdzia, Bóg przekazuje światu posłannictwo swego miłosierdzia. Szczególnie w dzisiejszą niedzielę, jak słyszeliśmy, w niedzielę miłosierdzia, dziękując Panu, bo jest miłosierny, chcemy spełnić życzenie Chrystusa przekazane słudze Bożej, siostrze Faustynie. W „Dzienniczku”, w którym spisywała dzieje posłannictwa, czytamy: „Pragnę, powiedział Pan Jezus, aby Święto Miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym, otwarte są wnętrzności Miłosierdzia Mego. Wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżają do źródła Miłosierdzia Mego. Dusza, która w tym dniu przystąpi do spowiedzi i Komunii św. dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W tym dniu otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski. Pragnę, aby Święto Miłosierdzia uroczyście obchodzone było w pierwszą niedzielę po Wielkanocy”. I dodaje Chrystus: „Nie zazna ludzkość spokoju, dopóki nie zwróci się do źródła Miłosierdzia Mojego”.
Z ufnością zwracamy się ku miłosierdziu Bożemu świadomi, że za wzrost ziarna Ewangeli i rzuconego na glebę Kościoła na polskiej ziemi, jesteśmy w sposób szczególny odpowiedzialni. Myślę, że słowa Jezusa, skierowane do św. siostry Faustyny: „Pragnę, aby to Miłosierdzie rozlało się na cały świat przez serce twoje”, każdy z nas powinien w jakiejś mierze wziąć do siebie. „Ktokolwiek się zbliży do ciebie, niech nie odejdzie bez tej ufności w miłosierdzie Moje, której tak bardzo pragnę dla dusz”. Miłosierdzie jest bowiem nieodzownym wymiarem miłości. Jest jakby drugim jej imieniem, a zarazem właściwym sposobem jej objawiania się i realizacji wobec rzeczywistości zła, które jest w świecie; które dotyka i osacza człowieka; które wdziera się również do jego serca. Miłosierdzie to nachylenie się nad słabością innych w czystości serca, tzn. z miłością do ludzi. Jaka jest nasza odpowiedź na to wezwanie?
Myślę, że najpierw winniśmy przyjmować i rozważać stale Boże miłosierdzie, podane nam w słowie Bożym. Nade wszystko świadomie i dojrzale uczestniczyć we mszy Św.; korzystać z Sakramentu Pokuty. Nieskończona bowiem jest gotowość i moc przebaczenia Chrystusowego. Szczególnie odczuwamy potrzebę miłosierdzia wówczas, kiedy cierpimy. I dlatego najbardziej z cierpieniem, z umniejszaniem zła, bólu, łączmy tajemnicę Bożego miłosierdzia. Do nas wszystkich chorych – nie zawsze fizycznie, a tak często duchowo – nieraz przez zamknięte drzwi naszej samowystarczalności, wchodzi Chrystus z orędziem pokoju i – kładąc dłoń na naszej głowie – mówi: to ty jesteś dowodem Mojego miłosierdzia, gdyż jesteś moją otwartą raną, miejscem cierni, gwoździ i włóczni; podnieś rękę i włóż ją do Mego boku i nie bądź niedowiarkiem lecz wierzącym (J 20,27).
Nie oszukasz swego serca, które jest i będzie niespokojne tak długo, dopóki nie spocznie w Panu. Nie oszukasz swego serca. Tajemnica ludzi, którzy zaufali Chrystusowi, to niesienie drugiego człowieka, nie dla jego zalet ale dlatego, że zostaliśmy powołani, aby żyć, pomagać sobie nawzajem. Aby to się mogło stać, musi umniejszać się w nas egoizm. Trzeba, aby zapanowało w nas miłosierne serce. Nieraz po prostu trzeba kochać i ufać, decydując się na cierpienie jak Jezus, który mówi: w twojej biedzie kocham cię aż po krzyż, do końca.
Zobaczmy w tej chwili, ile terenów czynienia miłosierdzia odnajdujemy w te dni, miesiące trudnej nadziei; kiedy spotykamy tylu ludzi zmęczonych codziennym życiem, oszukanych, smutnych, załamanych... A były czasy, kiedy nawet jako państwo prosimy o miłosierdzie naszych zagranicznych wierzycieli. I wtedy chleb, który tak często łamaliśmy dla innych, był pieczemy z obcego ziarna. Wiemy dobrze, że nie sprawiła tego dłoń rolnika, który błogosławiącym gestem siał ziarno.
Czynić miłosierdzie, tzn. rozumieć, że jak zdrowi są potrzebni chorym, tak cierpiący są potrzebni zdrowym, aby oni mogli dojrzewać w swoim człowieczeństwie. Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych – od chwili poczęcia – mnieście uczynili (Mt 25, 40). I wreszcie, patrząc z głębokim niepokojem na napięcia, które jawią się i w świecie i w ojczyźnie naszej, które jak ciemne chmury zalegają tereny międzyludzkie – świadomi naszych słabości – z tym większą gorliwością winniśmy wołać w modlitwie, w koronce podyktowanej przez Chrystusa św. siostrze Faustynie: „dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego!”
Tajemnica miłosierdzia, tak bardzo zrośnięta z dziejami krzyża na polskiej ziemi, jest dobrze znana, szczególnie głęboko przeżywana przez nas. Należy ona do najgłębszych doświadczeń naszego narodu. Tak często Polacy w swojej trudnej historii, na pytanie pokrzywdzonych: gdzie jest Chrystus, odpowiadali: w tobie mój synu i we wszystkich cierpiących, jeśli potrafią w swej wielkiej boleści wybaczyć zbrodnię swym nieprzyjaciołom. Z jakąż więc ufnością i wdzięcznością przyjmujemy zapewnienie Chrystusa, przekazane przez siostrę Faustynę: „Kiedy modliłam się za Polskę, usłyszałam te słowa: Polskę szczególnie umiłowałem, a jeśli posłuszna będzie Mojej woli, wywyższę ją w potędze i świętości; z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje”.
Przyszłość Polski zależy od tego, ilu ludzi wychowanych na Ewangelii Miłosierdzia, będzie dojrzałych na tyle, aby to duchowe dziedzictwo wypełnić. Mamy więc być czujni, abyśmy – wędrując polskimi drogami – nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy; abyśmy mieli ufność, nawet wbrew swojej słabości; abyśmy szukając zawsze duchowej mocy u Tego, u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało, nigdy nie utracili tej wolności ducha, do której Miłosierny Chrystus wyzwala człowieka. Dlatego, przez pośrednictwo Matki Miłosierdzia, wołajmy: Jezu ufam Tobie! Jezu ufam Tobie! Jezu ufam Tobie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger