grudnia 28, 2017

Święto Świętych Młodzianków, męczenników






Święto „niewinnych i bezimiennych męczenników”, które powstało w Kościele Wschodnim w Kartaginie w 505 r., podobnie jak święto św. Szczepana, pierwszego męczennika Kościoła (Protomartyr), „niepokoi”, „zakłóca” czy wręcz „burzy” świąteczny, zaciszny i choinkowy nastrój. Dla ludzi wierzących „zakłóca” tylko „zaciszny i choinkowy nastrój”, ponieważ dla nas Boże Narodzenie oznacza wcielenie Boga we wszystkie wymiary bycia i stawania się człowiekiem – osobą oraz dawanie świadectwa w trudnych, a nawet dramatycznych i tragicznych sytuacjach naszego życia.

Do pewnego czasu różnego rodzaju światy, mówiąc ogólnie dobre i złe, istniały równolegle na odpowiadających im poziomach istnienia i działania. Ale znowu, od pewnego czasu, w naszej ukochanej ojczyźnie – wiadomo – od spektakularnej i niespodziewanej wygranej dra Andrzeja Sebastiana Dudy i jego formacji – zjednoczonej prawicy, doszło do konfrontacji dwóch światów, które należy teraz nazwać odpowiednio „cywilizacją” Herodów i (neo)barbarzyńców oraz cywilizacją niemych świadków.


„Cywilizacja” Herodów i (neo)barbarzyńców

Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić. Egoistyczny lęk o swoją przekupioną władzę, o swoje polityczno-społeczne znaczenie lub nieumiarkowane posiadanie dóbr sprawiają, że chorobliwie zazdrosny i okrutnie mściwy król Herod staje się zdolny do tego, by w poczuciu zagrożenia posunąć się nawet do zbrodni.

A inni? Dlaczego zabijają niewinne, swoje „kochane” dzieci?

Rok temu Natalia Przybysz przyznała się do dokonania poza Polską aborcji (na Słowacji). Otwarcie mówiła, że po wszystkim poczuła wielką ulgę. „Wszystko trwało pięć minut. Pięć minut. I nagle przychodzi taki wielki oddech. Największy wydech świata” – czytamy w jej „niesmacznym” wywiadzie dla „Wysokich obcasów” (przypomnijmy, że jest to „dodatek” do „Gazety Wyborczej”, czy raczej „wybiórczej” ze względu na jej jednostronnie ideologiczny, a zwłaszcza antypolski i antykościelny charakter; czytaj więcej w: http://www.pomorska.pl). Piosenkarka zdecydowała się nawet napisać tekst odnoszący się właśnie do tego wydarzenia. Śpiewała ona m.in.:
„A w roku miłosierdzia święta w więzieniu spędzam. Ciało jest moje i dusza” (jako wsparcie dla tzw. „czarnego protestu” Polek!). Część osób chciała, by odpowiadała ona karnie za ten haniebny czyn. Inni – podobni do niej – chwalili ją, a nawet nagradzali za społeczną odwagę w „walce o wolność”.

Do Natalii Przybysz napisała inna matka, jej imienniczka, Natalia Białobrzeska. Ona również ma dwójkę dzieci i tak jak piosenkarka – jedno straciła. Tyle, że nie w wypadku aborcji, a z powodu poronienia. Postanowiła napisać do niej list, w którym dzieli się swoimi doświadczeniami i odpowiada na słowa, które Przybysz zawarła w wywiadzie z Wyborczą.
Mam na imię Natalia, tak jak Ty. Mam dwoje dzieci, tak jak Ty. Ale miałam mieć troje. Tak jak Ty. Poroniłam. Zabieg czyszczenia macicy trwał kilka minut. Tak jak u Ciebie. W przeciwieństwie do Ciebie, ja nie odczułam ulgi. Tylko ogromną stratę. A to jedna z najboleśniejszych rzeczy w życiu… Dlatego – być może naiwnie – ale nie wierzę, że z „wygody” zaryzykowałaś zdrowiem, łykając ponad 40 tabletek. Nie wierzę, że powód aborcji brzmi „nie chciało mi się zmieniać mieszkania”. Nie wierzę, bo to nieludzko egoistyczne, a Ty jesteś matką. Jedno z drugim się nie klei… Natalia, śpiewasz „a w roku miłosierdzia święta w więzieniu spędzam”. Niedługo kolejne Boże Narodzenie. Jeśli tylko odnajdziesz w sobie gram chociażby pragnienia żalu – On wleje przez tę szczelinę ogrom swej czułości i miłosierdzia. On Cię uwolni. Bo jest Bogiem, który «nie złamie trzciny nadłamanej i nie zagasi knotka o nikłym płomyku» (Iz 42, 3). Daj sobie szansę na przebaczenie” (Krzysztof Wojciechowski, Straciła dziecko. Napisała list do Przybysz, https://www.gloria.tv).

„Ciekawe co p. Przybysz powie swoim dzieciom, gdy zapytają: Mamo dlaczego zabiłaś naszą siostrzyczkę lub braciszka?” – napisał na twitterze St. Pięta.

Inny „przykład” zza zachodniej granicy. Niemiecka matka i fotograf, Esther Mauersberger, specjalizuje się w fotografowaniu małych dzieci. Sama ma ich dwójkę, a w zasadzie to miała… ich trójkę. Ostatnie jednak zdecydowała się usunąć. Nie udała się ona do kliniki. Sama, w domu przyjęła odpowiednie środki. Wszystko opisała oraz sfotografowała. Według dra B. Kmieciaka, syndrom postaborcyjny jest ewidentnie obecny w działaniach obu pań. Czemu? By napisać „taką piosenkę” potrzebna jest refleksja, myślenie, coś musi w tobie pracować. By wpaść na pomysł sfotografowania własnej aborcji, trzeba być szalonym! Wyśpiewana aborcja Natalii Przybysz i sfotografowane przerwanie ciąży przez Esther Mauersberger to jednak przede wszystkim ewidentny przykład działania zła. Ono działa w człowieku, w jego decyzji, spojrzeniu na świat i na innych ludzi. Obie „matki” chciały „potem” sobie z tym konkretnym, swoim złem jakoś poradzić; jedna wyśpiewuje je, druga je fotografuje. „Matki” chlubią się i szczycą publicznie, że odebrały swoim dzieciom życie – które przecież powołały do życia z miłości? Zło podobno najbardziej wygrywa, gdy o nim zapomnimy. Tu jednak przegrało, ujawniło się nam w pełnej okazałości (zob. Błażej Kmieciak, Zło zrobiło sobie selfie, w: http://gosc.pl/doc/4267944.Zlo-zrobilo-sobie-selfie).


Cywilizacja niemych świadków

Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma. Święto św. Młodzianków Męczenników jest również doskonałą okazją, najpierw do refleksji nad problemem cierpienia, głodu, porzucania tzw. niechcianych dzieci, sieroctwa społecznego współczesnych dzieci, zwłaszcza śmierci nienarodzonych. Następnie do zrobienia czegoś dobrego, a nawet niezbędnego, by ratować zagrożone życie niewinnych i bezbronnych dzieci. Wydawałoby się, że jeszcze nienarodzone lub małe dzieci nie uczestniczą w życiu politycznym. Nie są w żadnym wypadku zdolne zagrozić sprawującym władzę. A jednak tak wiele niesprawiedliwych przedstawicieli władz i praw odmawia fundamentalnego prawa do życia – gwarantowanego przez międzynarodowe deklaracje – dla każdego poczętego człowieka pod sercem swojej matki. Tak, możemy i powinniśmy się modlić w intencji dzieci nienarodzonych, uczestnicząc w zorganizowanych, światowych lub narodowych krucjatach modlitw o życie poczętych dzieci (np. duchowa adopcja nienarodzonego dziecka). Pamięć o mordzie dokonanym przez króla Heroda przypomina ludzkości wielki problem i skandal współczesnego świata, jakim jest nieszanowanie i zabijanie ludzkiego życia. Ten fakt jest szczególnie aktualny dzisiaj, gdy w naszym kraju i na naszych oczach pojawiają się nowe propozycje legalizacji zabijania poczętych dzieci. Każdy z nas może coś zrobić dla ratowania życia niewinnych i bezbronnych dzieci. Możemy pisać petycje do sejmu, senatu i premiera, tak jak proponuje to na przykład Fundacja Mamy i Taty. Możemy wspierać osobiście rodziny wielodzietne, złożyć przysłowiową złotówkę na Polska Akcję Humanitarną, która prowadzi od wielu lat akcję dożywiania (www.pah.org.pl).


Cywilizacja prawdziwych i heroicznych matek

Bohaterski, heroiczny i święty poczet matek, które nie myślały o sobie, o swojej wygodzie, rozpoczyna Joanna Beretta Molla (1922-1962) włoska lekarka, święta Kościoła katolickiego – kanonizowana przez Jana Pawła II 16 maja 2004 r. 24 września 1955 wzięła ślub z Piotrem Mollą. W listopadzie 1956 urodziła syna Pierluigiego, w grudniu 1957 córkę Mariolinę, a w lipcu 1959 córkę Laurettę. We wrześniu 1961, pod koniec drugiego miesiąca ciąży, w jej macicy rozwinął się włókniak. Mimo wskazań medycznych do przerwania ciąży, zdecydowała się donosić ją do końca. 21 kwietnia 1962 urodziła się jej kolejna córka Gianna Emanuela. Pomimo starań lekarzy, rankiem 28 kwietnia Molla zmarła w wieku 39 lat.

Po urodzeniu Julki Marta Piątkowska marzyła o kolejnym dziecku. Nie mogąc zajść w ciążę, myślała o adopcji. Po leczeniu jednak udało się, miał urodzić się Maksymilian. Ale... po kilku tygodniach zdiagnozowano u niej chłoniaka (nowotwór złośliwy). Lekarze poinformowali ją o możliwości dokonania aborcji, a także o możliwości podjęcia intensywnego leczenia. Zdecydowała się tylko na lekką chemię, która nie zagrażała dziecku. Do rozwiązania Marta była radosna, szczęśliwa i dobrze się czuła. 22 listopada 2013 r. urodził się Maksio. Po porodzie zaczęto podawać jej ciężką chemię. Niestety, było coraz gorzej. Chłoniak zmutował się i nie dawał się leczyć. Walka z rakiem trwała 15 miesięcy. Zmarła 17 sierpnia 2014 roku. Pozostawiła 12-letnią córkę i 9-miesięcznego synka. Młodsza córka przez łzy mówiła mi: „Mamo, po co nauczyłaś nas miłości? Jak ja mam teraz bez niej żyć?” (Agnieszka Napiórkowska, Chwilę później nawet to mi nie zostało...; w: http://rodzina.wiara.pl).

Agata Mróz-Olszewska pomimo choroby chciała wydać na świat swoje upragnione i ukochane dziecko. Lekarze sugerowali jej usunięcie ciąży, jednak ona nie chciała o tym słyszeć. 4 kwietnia 2008 roku na świat przyszła Liliana Olszewska.
„Kiedy zobaczyłam Lilianę, zaczęłam płakać. Taka maleńka. Dwa kilogramy szczęścia. Cieszyłam się, że się udało. Że jest z nami. Że jest zdrowa”.
22 maja 2008 roku przeszła przeszczep szpiku. Czternaście dni później zmarła…

Bóg się mamo nie pomylił – narodziłem się z miłości(https://www.youtube.com/watch?v=-04JSqu-BRg).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger