maja 25, 2017

Co znaczy obietnica Jezusa: „...smutek wasz przemieni się w radość”?

Czwartek VI tygodnia okresu wielkanocnego

Z Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie». Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili między sobą: «Cóż to znaczy, co nam mówi: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”; oraz: „Idę do Ojca”?» Mówili więc: «Cóż znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co powiada». Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich: «Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość». (J 16,16-20)

REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM

Wy będziecie płakać i zawodzić” – mówi Pan Jezus w Wieczerniku do swoich najbliższych uczniów.
Francis Thomson napisał kiedyś, że „Nic nie przychodzi i nie odchodzi, żeby nie było złączone z bólem. Rodzimy się w bólu innej osoby, a odchodzimy w naszym własnym”. Również dzieło zbawienia całej ludzkości dokonało się przez krzyż i cierpienie. Można powiedzieć, że w bólach rodził się nowy lud Boży, odkupiony krwią Jezusa Chrystusa. Świadczą o tym Dzieje Apostolskie, które czytamy od wielu dni.
W bólach i smutku rodzi się też osobista wielkość człowieka; rodzi się jego osobowość i jego duchowy kształt. Cóż wiedzielibyśmy o miłości, gdybyśmy na każdym kroku nie musieli znosić naszych niewygodnych bliźnich, ustępować im i przebaczać? Cóż byśmy wiedzieli o cierpliwości, gdybyśmy nie doznawali przykrości i krzywd. Cóż wiedzielibyśmy o pokorze, gdyby nas nie poniżano; o posłuszeństwie, gdyby nam nie wydawano niemiłych poleceń; o ufności i poddaniu wolni Bożej, gdybyśmy nie napotykali na żadne przeciwności? To jest ten ból rodzenia, o którym mówi obrazowo Pan Jezus; ból, przez który człowiek się rodzi i wzrasta, przez który otwiera się jego rozum i serce dla Bożych zamiarów. Pan Jezus jednak zapewnia, że „smutek wasz przemieni się w radość”. A więc uczniowie zapomną o smutku, tak jak matka zapomina o bólach porodu i po narodzeniu dziecka raduje się z tego, że dziecko żyje i że jest zdrowe.
Istnieje radość ludzka oparta na motywach ludzkich, ziemskich, ale istnieje też radość Boża, radość chrześcijańska. I pytamy się: Gdzie jest źródło owej radości chrześcijańskiej? Zanim odpowiemy na to pytanie, przypatrzmy się Jezusowi, który raduje się tym, że Bóg Ojciec ma w Nim upodobanie, że żyje we wspólnocie ze swoim Ojcem, że jest kochany przez Ojca, któremu bezgranicznie ufa, i jest przekonany, że Ojciec nie opuści Go nawet na krzyżu, i po śmierci wskrzesi z martwych, i wynagrodzi wieczną chwałą. I tu znajdujemy odpowiedź na pytanie o źródła naszej radości. Tym źródłem jest sam Bóg, a mówiąc ściśle, wiara w Boga Ojca miłosiernego i kochającego; wiara w to, że Bóg jest większy od naszego zła, naszych grzechów, że jesteśmy usprawiedliwieni i odkupieni krwią Chrystusa, i że mamy niezłomną nadzieję zmartwychwstania i życia wiecznego.
Radość chrześcijańska objawia się w codziennym życiu poprzez to, że np. potrafimy ucieszyć się, uradować wschodem słońca, pięknem przyrody, pięknem człowieka, jego twórczością; potrafimy radować się każdym dobrem doświadczanym od innych. Radość, humor, to są ważne elementy życia i niezbędne dla zachowania psychicznej równowagi. Taką radość przeżywał również Pan Jezus, gdy np. podziwiał lilie polne, ptaki niebieskie, gdy wywoływał uśmiech szczęścia po uzdrowieniu z jakiejś choroby, gdy bawił się na weselu w Kanie Galilejskiej i spotykał się w gronie miłych przyjaciół.
A zatem, wiara chroni nas od smutku, rozpaczy; wiara rodzi w nas radość i optymizm, i dobrze rozumiana radość, w odróżnieniu od bezmyślnej wesołkowatości, jest nieodłącznym elementem naszej religii.
POMYŚL DZISIAJ, BRACIE I SIOSTRO, W ŚWIETLE DZISIEJSZEJ EWANGELII, ŻE Chrystus cierpiał zarówno moralnie, duchowo, jak i fizycznie bardziej niż ktokolwiek inny w historii ludzkości. I najdziwniejsze jest to, że mogąc tego uniknąć, nie uczynił tego, ale dopuścił do siebie i pozwolił na cierpienie, jak i na radość – Chrystus także radował się i weselił wiele razy.
Być chrześcijaninem, uczniem Chrystusa, oznacza zatem bycie człowiekiem radości, pełnej radości i optymizmu.
Zbliża się Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, a więc będziemy prosić o Jego dary, a zwłaszcza o dar radości, który należy do jednych z najważniejszych darów Ducha Świętego.

Kochani moi, przeżywajmy każdy swój dzień z miłością, tak, jakby to był ostatni dzień naszego życia.

___________
PS.
 
Bracie, Siostro - jeśli moje rozważania, refleksje, homilie przynoszą pożytek Twemu  życiu,
zwłaszcza życiu duchowemu, rozwiązując wszelkiego rodzaju problemy, proszę Cię serdecznie - daj temu wyraz w postaci wsparcia budowy Wotum Wdzięczności za 100-lecie Objawień Fatimskich. 

Możesz to uczynić, wpłacając dobrowolny dar serca na konto:

Nazwa banku: Pekao SA, I O. w Tarnowie 
Adres banku: Plac Kazimierza Wielkiego 3A 
Nr konta bankowego: 23 1240 1910 1111 0010 4598 6674    
Do przelewów zagranicznych SWIFTT: PKOPPLPW
Właściciel konta bankowego: Józef Władysław Tabor, ul. Starodąbrowska 33,  33-100 Tarnów



3 komentarze:

  1. Pamiętam ten swój "ból rodzenia się" z Ducha Świętego, moich nowych narodzin , nie było to łatwe, pełno buntu we mnie było, że inni nic nie czynią , a jest im dobrze...
    Dziś mam radość, o której księże piszesz , nikt ani nic nie jest mi w stanie jej zabrać, chyba że Bóg zechciałby to uczynić, bym pamiętała , skąd tę radość mam :) Wielkie Bóg zapłać, księże za to wspaniałe rozważanie ! Pozdrawiam radośnie w Panu :) ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Doroto, raduję się Pani radością, w Duchu Świętym - radością, której świat dać nie może, bo nie jest ze świata, i życzę owocnego przeżycia dwóch Uroczystości: Wniebowstąpienia Pańskiego i Zesłania Ducha Świętego. Obiecuję specjalne rozważania na te Uroczystości, prosząc o modlitwę...<3

      Usuń
  2. Przepiękny tekst przedstawia w istocie rodzenie się nowego człowieka w bólu i w cierpieniu. Dlaczego? Albowiem nie ma prawdziwej miłości bez tajemnicy krzyża, tajemnicy której doświadczamy w trudach dnia codziennego, to wówczas w tym doświadczeniu oczy nasze skierowane są na Jezusa Ukrzyżowanego. Prawdą jest, że wielu z nas mówi o umiłowaniu krzyża lecz kiedy go doświadczamy narasta pokusa aby go porzucić i jakże jest to silna pokusa! Czyż zostajemy sami, porzuceni na drodze, która prowadzi ku prawdziwej wolności w ramiona umiłowanego Ojca przez ramiona Jego umiłowanego Syna? Otóż nie! Nie jesteśmy sami w drodze, Jezus jest blisko każdego człowieka w tym doświadczeniu, to że nie potrafimy dostrzec Jego obecności spowodowane jest słabością naszej wiary! Dlaczego jesteśmy tacy słabi, tak bardzo podatni i ulegli duchowi tego świata, przecież codziennie wyznajemy wiarę w Boga! Tak, wyznajemy wiarę to prawda, lecz wiara bez modlitwy i uczynków jest martwa. To modlitwa jest oddechem duszy człowieka, bez niej jesteśmy bezradni i ślepi i nic nie potrafimy uczynić w naszym życiu nic bez tegoż owocu żywej wiary. To właśnie przez duchowe łono Maryi rodzimy się w Jezusie Chrystusie, Ona, Matka umiłowana dana nam w testamencie krzyża, uczy nas modlitwy nieustającej, uczy nas patrzeć Jej oczyma, kochać Jej Sercem, Sercem Matki żyć wiarą. .

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger