Pokazywanie postów oznaczonych etykietą I tydzień Adwentu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą I tydzień Adwentu. Pokaż wszystkie posty

grudnia 03, 2022

Rozważania Adwentowe - Jezus lituje się nad znękanymi

grudnia 03, 2022

Rozważania Adwentowe - Jezus lituje się nad znękanymi


Jezus lituje się nad znękanymi

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości.

A widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo».

Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. Tych to dwunastu wysłał Jezus i dał im takie wskazania: «Idźcie do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie».

KOMENTARZ

Co jest największym nieszczęściem człowieka? Niekoniecznie choroby fizyczne, lecz brak poczucia sensu życia i poczucie opuszczenia przez Boga. Może i u mnie tak jest? A jeśli tak – Jezus chce ci dzisiaj przynieść Dobrą Nowinę.
 

DUCHOWE SIEROTY

Trochę zaskakujące może być to, co dzisiaj opisuje Ewangelista Mateusz. Dowiadujemy się, że Jezus obchodził wszelkie miasta i wioski, głosił Ewangelie o królestwie i leczył wszelkie choroby i słabości. Wiadomo – choroby to nic przyjemnego. Zazwyczaj gdy chorujemy, rozumiemy dopiero wtedy jak trudny jest to stan, gdzie człowiek czuje się taki bezradny i cierpi.
 
Lecz serce Jezusa poruszyło dziś coś innego. Czytamy, że Jezus „widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli ZNĘKANI i PORZUCENI, jak owce niemające pasterza”. Jezus, który zna ludzkie serca jak nikt z nas i umie czytać w tych sercach, dostrzegł dziś coś jeszcze gorszego niż choroba – poczucie porzucenia przez Boga. Bóg nie może pozwolić sobie na takie rzeczy. Ten, który jest czystą Miłością i wrażliwością, widzi, że ludziom się wydaje, że On ich zostawił.
 

LITOWAŁ SIĘ NAD NIMI…

Jakże musi boleć serce Boga, gdy widzi, jak ludzie odczuwają, a czasem zarzucają Mu wprost, że nie interesuje się ich życiem. Ten, który nie potrafi nic innego jak kochać, jest przez nas tak często oskarżany, że tego nie robi. Dlaczego tak jest? Kto tu jest winny?
 
Niestety, wina najczęściej leży po naszej stronie. Owszem, możemy się usprawiedliwiać grzechem pierworodnym, że zaburzył w nas zdolności poznania Boga, że przez ten grzech nie potrafimy zaufać temu, co Bóg sam o sobie mówi itp. Lecz my naprawdę mamy wszystkie narzędzia do tego, by odkryć i poznać, że ostatnią rzecz jaką można Bogu zarzucić to to, że się nami nie interesuje. Mamy Słowo – tam mówi o swojej miłości, mamy Krzyż – tam udowadnia swoją miłość, mamy Eucharystię – tam jest z tymi, których kocha, mamy Maryję – osobę, przez którą nas tak bardzo kocha, mamy serce – w którym od chrztu On mieszka i możemy Go tam spotkać. Co jeszcze trzeba?
 

NIE JESTEŚ SAM

Bez względu na to, co dziś czujesz i co ci się wydaje – nie jesteś sam. Bóg jest Bogiem bliskim, głęboko zainteresowanym Twoim życiem. Każde twoje cierpienie, to Jego cierpienie. Każdy twój smutek, porusza do głębi serce Ojca. On po prostu nie umie inaczej. Gdy ty cierpisz, On też cierpi. A najbardziej wtedy, gdy nam się wydaje, że On jest bezduszny i daleki.
Bóg ma różne sposoby, aby zatroszczyć się o nas. Może dlatego ciągle tak bardzo nie doświadczamy Jego miłości, ponieważ ma za mało rąk do pracy? Wciąż ma zbyt mało ludzi, którzy powiedzą – daję Ci się poprowadzić, wykorzystaj mnie, uczyń mnie narzędziem/kanałem Twojej miłości dla innych. To dlatego Jezus dziś mówi „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Ten zwrot utożsamiamy najczęściej z prośbą o powołania kapłańskie. Pan Bóg potrzebuje „robotników” w każdym powołaniu. Każdy z nas, Ty też, możesz stać się narzędziem troski Pasterza o swoje owce. Tak niewiele trzeba – dać Mu się tylko do dyspozycji.
Najmocniejsze doświadczenie miłości Boga ma się nie wtedy, gdy się jej samemu doświadcza, lecz gdy się daję tę miłość spragnionym – gdy się rodzi kogoś do życia. Może tego ci dzisiaj trzeba? Może czas postawić kolejny krok wiary i nie czekać samemu na to, by upoić się miłością Bożą, tylko by ją doświadczyć w nowy sposób – dając ją innym?
 

grudnia 03, 2022

Rozważania Adwentowe – Wezwani do żniwa

grudnia 03, 2022

Rozważania Adwentowe – Wezwani do żniwa
Sobota, I tydzień Adwentu


Widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza”. (Mt 10,1)

Pan jako Żniwiarz
Bóg słyszy wołanie swojego ludu. Nawet gdy człowiek nie po­trafi się modlić, ludzkie choroby i słabości, rany ludu i jego sińce po razach, zniewolenie przez złego ducha, Bóg odbiera jako ciągłe wołanie: "Veni – Przybądź!. Przybywa, by leczyć, by ratować i uwal­niać swój lud. przybywa w swoim Słowie, które Ciałem się stało – w swoim Synu, który wziął na siebie wszystkie ludzkie ograniczenia. To, że w Jezusie Chrystusie Nieskończony ma granice, jest z jednej strony lekarstwem najlepiej dostosowanym do ludzkich słabości, z drugiej strony, zasięg oddziaływania tego lekarstwa zamyka się w granicach miejsca i czasu. „Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski... głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości”, ale jednocześnie litował się nad ludźmi, „bo byli znękani i porzuceni jak owce nie mające pasterza”. Żniwo jest tak wielkie, że nawet On - właśnie z powodu ograniczenia swych możliwości przyjęciem ludzkiej natury - nie może być jednocześnie wszędzie, przy każdej chorobie i przy każdej słabości. To dlatego najpierw Dwunastu wyposaża we władzę „nad duchami nieczysty­mi, aby je wypędzali i leczyli wszelkie choroby i wszelkie słabości”. Żniwo jest tak wielkie, że nawet Dwunastu nie wystarczy. Dlatego Jezus wzywa do modlitwy: „Proście Pana żniwa, aby posłał robotni­ków na swoje żniwo”.
Ciągle jeszcze czekamy na "Dożynki". Adwent uświadamia nam to bardzo mocno. Na żniwie Pańskim jest jeszcze tyle do zrobienia. Tyle chorób i słabości do wyleczenia, tylu trędowatych do oczysz­czenia, tylu umarłych do wskrzeszenia, tyle złych duchów do wy­pędzenia, tyle ran i sińców do opatrzenia.

Żniwo trwa
Chrześcijanie żyjący w Polsce widzą swoją Ojczyznę jako żniwo, na którym jeszcze jest wiele pracy do wykonania. Jest to żniwo, na które jesteśmy posłani jako robotnicy. Bóg posyłając nas odpowiada na modlitwę ludu, który doznał tyle sińców i ran, który po boles­nych doświadczeniach z historią jest słaby, obolały i chory, który jest znękany i chory jak owce nie mające pasterza. Żniwo wielkie, a świadomych Bożego powołania i ogromu pracy mało! Od czego zaczynać? Co na tym żniwie jest najważniejsze?
Temu ludowi potrzebny jest przede wszystkim pasterz. Wszyst­kie wybory i skutki wyborów przekonują nas, że tego pasterza nie ma wśród współczesnych nam ludzi. Robotnicy tego żniwa powinni przekonać zagubionych i zniechęconych, że „Pan jest moim Paste­rzem”, że „Pan jak Pasterz mnie prowadzi”. Kiedy od ludzi nie można otrzymać jasnych dyrektyw i doczekać się skutecznego przewodnictwa, trzeba dać się prowadzić Dobremu Pasterzowi. On nie tylko poprowadzi bezpieczną drogą, ale spośród tych, którzy będą Mu wierni, da pasterzy według swego serca.
Na rany i sińce tego ludu, robotnicy żniwa powinni przykładać plaster prawdy, bo tylko prawda może wyzwolić z wszelkich chorób i słabości, tylko ona może przepędzić złe duchy.

Pan powołuje do żniwa
To Jezus – Dobry Pasterz powołuje swoich współpracowników. Tym, który wzywa imiennie do swojej winnicy, jest Jezus Chrystus. To nie przypadek zgromadził nas w Kościele Jezusowym, ale Jego przywołanie. To nie myśmy wybrali drogę poprzez życie w Zgromadzeniu, w powołaniu, ale Jezus Chrystus, który nas dostrzegł, przygarnął do siebie, obdarzył zaufaniem. Owszem, nasi bliscy, czyjaś pobożność, osobista gotowość, określone możliwości stanowiły sylwetkę Jemu bliską, ale słowo ważne i decydujące, On sam wymawia i powołuje. Co z tego faktu wynika? Osobista odpowiedzialność, aby nie zgubić tego, co było u początku, co wy­nosi się z domu, od rodziny, z naturalnych możliwości ciała, charakteru, wychowania. Nie stracić, nie zmarnować naturalnych danych, które Bóg dał. Nikt inny, tylko ten, którego imię Bóg wymówił odpowie wobec Niego za bogactwa i losy swojego życia.
Zachowanie cech indywidualnych, które Bóg wziął dla określonych, Jemu wiadomych zadań i przeznaczeń. Każdy wezwany jest innym człowiekiem, ma pozostać sobą, bo taki właśnie jest potrzebny wspólnocie ludu, któremu będzie służył. Czynni i myśliciele, szczebiotliwi i powściągliwi, otwarci i ostrożni, politycy i „mole książkowi”, bo dla wszystkich, muszą się stać, aby wszystkich pociągnąć do zbawienia, bo rozmaici będą szukać i muszą znaleźć podobnych i zrozumiałych przez siebie.
Bezpośrednia więź z Jezusem, który mnie tylko powiedział pierwsze słowo, ale pozostał na zawsze z tymi, którzy stali się Jego uczniami. Więź przyjaźni, która zaczyna się w początkowej formacji, a potem pogłębia się i nieprzerwanie towarzyszy dziełu ewangelizacji. Stąd powstaje świadomość łączności na dobro i zło, na pewność i wątpienie, na samotność i pogrążenie w tłumie. Jesteśmy Jego, bo tak postanowił w swojej mądrości. Mamy prawo i obowiązek pogłębiać przyjaźń, nawet gdy tego faktu nie rozumiemy. 
Wspomnicie, kochani bracia i siostry, kto was wybrał, kto zaufał, czyją misję pełnicie swoim trudem dni i wysił­kiem rąk. Radujcie się, bo jesteście Jezusowi.


grudnia 02, 2022

Rozważania Adwentowe – Jezus uzdrawia niewidomych.

grudnia 02, 2022

Rozważania Adwentowe – Jezus uzdrawia niewidomych.


 Piątek, I tydzień Adwentu


Gdy Jezus przychodził, szli za Nim dwaj niewidomi którzy wołali głośno: Ulituj się nad nami, Synu Dawida! Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: Wierzycie, że mogę to uczynić? Oni odpowiedzieli Mu: Tak, Panie! Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: Według wiary waszej niech wam się stanie! I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie! Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy. (Mt 9,27-31)

Kilka myśli wokół dzisiejszej Ewangelii. Niewidomi szukają Jezusa....i idą za Nim do samego domu.
Wiedzą, że On jest ich jedyną nadzieją...Dlatego wołają: Ulituj się nad nami, Synu Dawida! 
A czy my tak właśnie wołamy...kiedy potrzebujemy pomocy? Czy jest w naszej modlitwie prośby tyle pasji, tyle autentycznego pragnienia bycia uwolnionym od problemów?
Czy wierzymy, ze On - Syn Dawida - może nam pomóc?
Jezus zresztą zadaje niewidomym pytanie o wiarę:  Wierzycie, że mogę to uczynić? 
Wszystko zaczyna się od wiary...Od naszej wiary zaczyna się droga do uzdrowienia, uwolnienia.
Do naprawy relacji...do zbudowania szczęśliwego życia.

Jezus każdego z nas ciągle pyta: czy wierzysz? Bo jeżeli nie wierzysz, On nic nie może zrobić.
Absolutnie nic. Kiedy mówisz: nie wierzę, zamykasz Jezusowi wszelkie możliwości działania.
Zatem: Czy wierzysz, że On może Ci to uczynić...(czego tak bardzo pragniesz)

Niewidomi wyznają wiarę...a Jezus przywraca im wzrok...

Jest jednak jeszcze jedna kwestia, która przykuwa moją uwagę w dzisiejszym fragmencie:
Jezus surowo im przykazał: Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie! Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy. I przyznaję, że ciężki to dla mnie fragment.
Dlaczego ciężki? Dla mnie naturalną odpowiedzią na uzdrowienie jest głoszenie tego wszystkim.
Świadectwo ma służyć zbudowaniu innych...I przyciągnąć ich do Jezusa...
Czy Jezus nie chce tego, by ludzie do Niego przychodzili?
A może chodzi o przekorę człowieka...Jak powie się: nie rób tego, to człowiek zrobi inaczej?

Odpowiedź jest inna... Pan Jezus poleca: Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie! Innymi słowy: jest to znak dla was samych, nie rozpowiadajcie o nim. Dlaczego? Dlatego, aby przez rozpowiadanie nie wpaść w pułapkę „targowiska”, które zasadza się na nieustannym handlowaniu i porównywaniu się z innymi. Powściągnięcie chęci zaimponowania innym jest warunkiem odkrycia wewnętrznej prawdy o życiu, które jest darem dla mnie tak głębokim i cennym, że żadne uznanie u ludzi nie jest w stanie podnieść jego wartości. Natomiast gdy się tę wartość odkryje i spotka człowieka, który także ją odkrył, wzajemna relacja staje się całkowicie wolna od wszelkiego porównania. Staje się więzią wspólnego zachwytu nad wspaniałością Boga. Po prostu wspólnym uwielbieniem Boga w radości życia. Tylko odkrycie nieocenionego daru, większego od czegokolwiek, daje wolność od jakiegokolwiek zła. Przejrzenie wewnętrzne jest kluczem do nowego życia. 

 

 

grudnia 01, 2022

Rozważania Adwentowe - Jak zbudować dom życia?

grudnia 01, 2022

Rozważania Adwentowe - Jak zbudować dom życia?

 Czwartek, I tydzień Adwentu



Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości! Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki . Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie.
(Mt 7,21-29)
 

Co takiego ważnego słyszymy dziś w Ewangelii?
Głównym wątkiem jest przypowieść o dwóch budowlach...Ale Jezus zaczyna od naświetlenia innego problemu:  Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości! Długi cytat...
Ale spójrzmy po kolei: Nie każdy kto mówi Panie, Panie wyjdzie do królestwa niebieskiego...Nie wystarczy zatem modlitwa...nie wystarczy pobożność...lecz ten, kto spełnia wolę Ojca. Pełnienie woli Ojca to posłuszeństwo przykazaniom...to także pozytywna odpowiedź na Jego wezwanie...czyli realizacja powołania. Jezus przekazuje też szokującą wiadomość...Można być uczniem Chrystusa...można w Jego imię czynić cuda...można korzystać z charyzmatów...ale jednocześnie nie wejść do Nieba...Musimy, więc pamiętać, że nawet nadzwyczajne dary Ducha Świętego, jakie On nam daje, niczego nie przesądzają.
W ostatecznym rozrachunku najważniejsze będą czyny a nie słowa...Można być "wysoko postawionym" człowiekiem Kościoła, ale jednocześnie "dopuszczać się nieprawości". Bóg nie będzie oceniał tego, kim się było...ale to, jakie za tym szły uczynki...czy tymi uczynkami pełniło się Jego Wolę, czy swoją wolę...

W tym kontekście Jezus opowiada przypowieść o dwóch budowlach... Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. To wydaje się oczywiste...Skała - twardy fundament...Tak zbudowany dom przetrwa setki lat. To alegoria naszego życia...Jeżeli słuchasz Słowa Bożego i wprowadzasz je w czyn, to budujesz swoje życie na solidnym fundamencie...i nic...naprawdę nic nie zniszczy Cię...nie zamieni Twojego życia w stertę gruzu...Czy takie jest właśnie Twoje życie? Pamiętajmy, że budowanie na "solidnym fundamencie" nie sprawi, że burz w ogóle nie będzie...że deszcze przestaną padać...a wichry wiać...
One będą zawsze...Problemy będą nieodłącznym elementem naszego życia...Ale "solidny fundament" sprawi, że nie będą na nas wywierać zgubnego wpływu...nie będziesz popadać w przesadny pesymizm...
nie będziesz zbytnio użalać się nad sobą...nie będziesz nosić w sobie poczucia wielkiej krzywdy czy rozczarowania życiem...Bo będziesz mieć świadomość, że Twoim fundamentem jest sam Chrystus, który nie pozwoli Ci upaść...nie pozwoli by Twoje życie zmieniło się w stertę gruzu...

Jest jednak i drugi sposób budowy życia... Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki . Domki budowane na piasku mogą być piękne...Organizowane są przecież konkursy na budowle z piasku. Ludzie wkładają całe swoje serce by wybudować coś oszałamiającego...A potem...przychodzi przypływ i z pięknego zamku nic nie zostaje...Alegoria, którą stosuje Jezus odnosi się do naszego życia...Możesz przecież słuchać Bożego Słowa...możesz się Nim zachwycać. Uważać Je za coś niesamowitego...coś, co warto wcielić w życie, ale...nie robisz nic więcej.
Wracasz do swojej codzienności...w której doskonale czujesz się bez Boga...Nie wcielasz Jego słów w swoje życie...Fajnie się ich słuchało...można było nawet w porywie chwili pomyśleć: dobrze byłoby tak żyć, ale potem...codzienne życie okazuje się być atrakcyjniejsze niż "mądre słowa ze starej Księgi". Konsekwencje takiej decyzji dają się zauważyć na co dzień...Ilu ludzi przechodzi różne depresje, załamania nerwowe? Ile konfliktów jest w rodzinach? Jak wiele przemocy, złości, okrucieństwa? Przykłady można wyliczać...Wszystko sprowadza się do prostej alegorii: "gdy budujesz na piasku, najmniejszy podmuch wiatru sprowadza katastrofę". Gdy budujesz swoje życie na piasku....nie potrzeba wielkiej tragedii życiowej, by wszystko, w co wierzyłeś, zmieniło się w stertę błota i kamieni....

Zatem...Jak budujesz? Co jest fundamentem Twojego życia....

 

 

listopada 30, 2022

Rozważania Adwentowe - Zostawiwszy sieci, poszli za Nim

listopada 30, 2022

Rozważania Adwentowe - Zostawiwszy sieci, poszli za Nim


Środa, I Tydzień Adwentu

Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, Jezus ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim. A idąc stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. / Mt 4,18-22/

W kolejnym dniu adwentowych rozważań karmi nas Jezus bogactwem swego Słowa. Oczyma wiary przenieśmy się nad Jezioro Genezaret. Co widzimy? 

Widzimy Jezusa, który przechodząc obok jeziora dostrzegł zajętych swoją pracą rybaków. Nie byli to przypadkowi mężczyźni. Znali już Jezusa i zafascynowali się Nim. „Najprawdopodobniej znalazłszy się w Kafarnaum po wędrówce przez Samarię, wrócili do swoich domów i zajęć, choć możemy sądzić, że dotrzymywali Mu towarzystwa w niektórych wyprawach i spędzali niezapomniane chwile na rozmowach, które przygotowywały ich dusze do całkowitego poświęcenia się Jezusowi. Nadszedł czas, by pozostawili wszystko dla Niego” (F. Fernández-Carvajal).

Jezus „ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja” (Mk 1,16) a także synów Zebedeusza. „Użyty tutaj w formie greckiego aorystu termin «ujrzeć» nasuwa skojarzenie ze strzałą, która wnika w głąb. Chodzi o jeden konkretny moment. Grecki czas aoryst odnosi się do ściśle określonego punktu w czasie, jest jak błyskawica. Jezus widzi tych ludzi zanurzonych w swoją historię, widzi ich przywiązanych rękami i nogami do morza, i przenika do głębi swoim spojrzeniem. Nie potrzeba słów. Wystarczy ten błysk światła, a Szymon i Andrzej zostają trafieni w samo serce, w miejsce, gdzie kryją się ich najgłębsze pragnienia” (I. Gargano). Poprzez to spojrzenie, bardzo głębokie, wnikające w głębię duszy Jezus mówi, jak spotkane osoby są dla Niego ważne i że pragnie się z nimi zjednoczyć głębiej poprzez przyjaźń i miłość.

„I rzekł do nich Jezus: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi” (Mk 1,17). Jezus nie tylko wniknął w głębie serc rybaków, ale również życzliwie do nich przemówił. „Spojrzenie zostaje wzmocnione przez doświadczenie słowa. Czasownik «rzekł» użyty przez Marka, zdradza klimat bliskości i zażyłości, z jaką Jezus zwraca się do rybaków. Padają słowa, które, jak się za chwilę okaże, kryją w sobie tajemniczą moc” (K. Wons). Jezus zaprasza wybranych mężczyzn, aby odtąd związali się z Nim jeszcze mocniej, towarzyszyli Mu nie tylko kilka godzin dziennie, ale całą dobę. „Dotąd chodzili oni obciążeni własnymi troskami, pracą i obowiązkami. Jezus chce zająć miejsce tego wszystkiego. Zaproponować, aby przestali polegać na sobie, skupiać się na łowieniu ryb, aby wyszli poza swój świat. Chce, aby «zanurzyli się» w jego pragnieniach, w Jego życiu, tak jak do tej pory «zanurzali się» w jeziorze” (K. Wons).

Wezwanie Jezusa skierowane do uczniów i obietnica uczynienia z nich rybaków ludzi „przywołuje na myśl proroctwo Jeremiasza, według którego Bóg obiecał wysłać «wielu rybaków», by zebrali oni Izraelitów rozproszonych pomiędzy innymi narodami (Jr 16,14-16; zob. Mk 13,27). Pierwsi uczniowie Jezusa mogli  przypomnieć sobie to proroctwo z narastającym podekscytowaniem, zaczynając uświadamiać sobie doniosłość powołania, które na siebie przyjęli” (M. Healy).

Jezus oczekuje od tych prostych ludzi całkowitego zawierzenia, zaufania. Nie tłumaczy im, czego chce ani dokąd ich zaprowadzi. Wyjaśnienia przyjdą później. Gdy będą z Nim, dzień po dniu. Teraz oczekuje wiary, która pokona lęki, ludzkie kalkulacje i roztropność. Nie przymusza ich jednak. Przechodzi jakby mimochodem obok i zaprasza w wolności. Uczniowie, chociaż wybrani, sami mają wybór. Mogą odpowiedzieć na Jego propozycję, ale mogą również pozwolić Mu iść dalej.

W słowach Jezusa uderza jeszcze pewien zamysł. Powołuje każdego z mężczyzn indywidulanie, „po imieniu” (J 10,3), jako osobę niepowtarzalną a równocześnie powołuje parami, wspólnotowo. Nie mówi: Pójdź. Mówi: Pójdźcie. „Widzi pojedyncze osoby (Szymon, Andrzej…), ale wzywa do życia we wspólnocie. Powołanie chrześcijańskie jest w swej istocie wezwaniem do braterstwa. To braterstwo zatacza coraz szersze kręgi, a jego podstawą jest wspólna misja – poszukiwanie i wzywanie innych braci. Mistrz woła uczniów, by poszli za Nim i stali się «rybakami ludzi»” (E. Bosetti).

Odpowiedź uczniów jest bezzwłoczna, natychmiastowa. „A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim. (…) oni zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim” (Mk 1,17.19). Uczniowie pozostawili sieci, symbol swego dotychczasowego życia, by rozpocząć nowy etap z Jezusem. Zrozumieli, że wreszcie znaleźli sens życia, który wcześniej próbowali odkryć w łowieniu ryb. Zaufali nowemu Mistrzowi. Nie kalkulowali. Uczniowie „są modelem par excellence dla tego, kto odstawia na bok wszelkie ludzkie rozumowanie i zakotwicza się wyłącznie w słowie Chrystusa. (…) W rzeczywistości tylko intuicja miłości, intuicja właściwa zakochanym może doprowadzić do gestu tak bulwersującego z punktu widzenia czysto racjonalnego” (I. Gargano).

Nie była to jednak decyzja łatwa. Powołani przez Jezusa uczniowie nie byli biedni. Piotr i Andrzej, jak wspomnieliśmy, prowadzili małą firmę rybacką. Również synowie Zebedeusza należeli do średniej warstwy społecznej. Mieli robotników najemnych, na których stać było tylko zamożnych. Posiadali więc intratną pracę. Opuścili ją dla Jezusa.

Jeszcze większym wyrzeczeniem było opuszczenie rodziny. W czasach patriarchalnych najważniejszą osobą i symbolem spójności rodziny był ojciec. „Wielu żydowskich nauczycieli sądziło, że największym przykazaniem było okazywanie czci rodzicom. Niespodziewane porzucenie rodziny i rodzinnego interesu stanowiło wielką ofiarę, która była sprzeczna ze wszystkim, co głosiły ówczesne obyczaje” (C. Keener). Powołani pozostawili wszystko, co wiązało się z domem ojca: relacje, uczucia i więzi rodzinne, tradycje, miejsca, które zapewniały poczucie bezpieczeństwa… Byli także świadomi bólu, jaki zadali swoim bliskim. Nawet się z nimi nie pożegnali, jak to uczynił Elizeusz powołany na ucznia przez Eliasza (por 1 Krl 19,19-21).

Wolność, radykalne i głębokie oddzielenie od rodziny i porzucenie dóbr materialnych to wyrzeczenie, które podjęli prości rybacy znad Jeziora Galilejskiego.  Jezus wymaga od ucznia pozostawienia wszystkiego (trybu życia, wartości, mentalności, przyzwyczajeń), by mógł w wolności żyć jak On. W miejsce dotychczasowego stylu życia, zyskuje nowy, wynikający z podążania za Jezusem, naśladowania Go, życia Jego hierarchią wartości, Ewangelią. Nowy styl życia uczniów wynika także z nowej misji. Odtąd będą łowić ludzi, nie ryby. Będą głosić słowo Boże, współpracować z Jezusem w zdobywaniu ludzi dla Boga. Mała pięcioosobowa grupka wyruszy wkrótce, by zapalać i podbijać świat… „Nie każdy jest powołany dosłownie do opuszczenia swej pracy czy rodziny, lecz każdy jest wezwany do tego, by wszystko postawić na drugim miejscu po Jezusie. Odpowiedzenie «tak» na to wezwanie jest pierwszym krokiem do trwającej całe życie przygody” (M. Healy).

Pytania do refleksji:

  • Czy doświadczyłeś w swoim życiu miłosnego spojrzenia Jezusa?
  • W jakim stopniu pozwoliłeś Jezusowi „zdobyć” siebie?
  • Jakie masz wspomnienia związane z własnym powołaniem?
  • Czy jesteś w stanie przedłożyć zaufanie Jezusowi nad własne kalkulacje i mądrość?
  • Co w twoim życiu może oznaczać przejście od bycia „rybakiem” w kierunku misji „łowienia ludzi”?
  • Jak była najtrudniejsza decyzja twojego życia?
  • Co z twojego dotychczasowego życia byłoby ci najtrudniej pozostawić, by podążać w sposób radykalny za Jezusem?
  • Na jakie wyrzeczenia z miłości byłbyś w stanie się zdobyć?
  • Jakie więzi łączą cię z rodziną? Czy potrafisz stawiać ponad nie Jezusa, Boga?
  • Jaka jest dziś twoja hierarchia wartości?

listopada 29, 2022

Rozważania Adwentowe - Wysławiam Cię, Ojcze

listopada 29, 2022

Rozważania Adwentowe - Wysławiam Cię, Ojcze

 Wtorek, I tydzień Adwentu




W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli.
  (Łk 10,21-24)

Jezus wysławia Ojca, że "te rzeczy" - czyli sprawy Królestwa Niebieskiego - objawił prostaczkom.
Ludziom prostym....Prostaczek to nie prostak. Prostaczek to ktoś, kto ufa Bogu, jak dziecko.
(w tekście oryginalnym pada słowo nepios - czyli niepełnoletni, niedojrzały, dziecko)
Wszystkie te sprawy zostały jednak zakryte przed "mądrymi i roztropnymi".
Można się zastanawiać dlaczego?
Czyż ci wszyscy "mądrzy i roztropni" nie wykorzystaliby lepiej całej mądrości Ewangelii?
Myślę, że nie...bo spójrzmy na grono apostołów. Wśród nich większość stanowili "prostaczkowie".
Byli zwykłymi robotnikami. Nie należeli do szkół rabinackich. Poza jednym z apostołów...
Tradycja przekazuje, że Tomasz był faryzeuszem...Posiadał wykształcenie teologiczne.
I to właśnie on jest tym, który nie uwierzył w zmartwychwstanie.
Jego wielka wiedza teologiczna...jego "mądrość i roztropność" były tak duże, że nie dostrzegł największego z cudów...Widzimy zatem dlaczego Jezus rozradował się nad Bożą Mądrością, która objawiła sprawy Królestwa Niebieskiego właśnie ludziom prostym....Którzy z entuzjazmem przyjęli je.

Jezus mówi też: Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. Tu mamy mocne podkreślenie faktu, że relacja Ojciec - Syn jest w pewnym sensie intymna, prywatna. Tylko Ojciec zna dobrze Syna...A Syn Ojca. Tu jednak Jezus dodaje...Ojca może poznać także ten, komu Syn zechce objawić. Tylko przez Jezusa jesteśmy w stanie poznać Ojca....
Tylko przez głęboką relację z Jezusem, mamy przystęp do Ojca. Owszem możemy próbować poznać Ojca "na własną rękę"...ale po co tak się męczyć :) Skoro możemy poznać Go poprzez naszą relację z Jezusem.

I ostatnia myśl:  Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie,
 a nie usłyszeli. Każdy z nas żyje w "błogosławionych czasach". Te słowa Jezusa są i do nas...
Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co widzimy my....
Powinniśmy się cieszyć, że Bóg jest tak blisko nas...Że mamy taką bliskość Jezusa....
Nikt nigdy wcześniej nie miał takiej bliskości. Żaden z proroków ani królów...Miejmy tego świadomość.
 
 

grudnia 05, 2017

Rozważania Adwentowe – Szczęśliwe oczy, które widzą...

grudnia 05, 2017

Rozważania Adwentowe – Szczęśliwe oczy, które widzą...
Wtorek, I Tydzień Adwentu



Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie (Łk 10,23).

Podczas wszystkich podróży apostolskich Ojca świętego Jana Pawła II do Polski niezliczone tłumy cisnęły się do niego, by choć przez kilka chwil przyglądnąć się z bliska tej niezwykłej i niecodziennej postaci. Jedni czynili to z wielką wiarą, widząc w nim Chrystusowego Namiestnika, inni szli ku niemu intuicyjnie wyczuwając w nim dobroć i miłość do człowieka. Jeszcze innych wiodła czysta ludzka ciekawość. Abstrahując od pobudek, którymi kierowali się uczestnicy spotkania się z Ojcem Świętym, jedno jest pewne: wszyscy szukali jakiegoś przeżycia.

Wydaje się, że Apostołowie, którzy porzucili wszystko i poszli za Chrystusem też czegoś szukali, za czymś tęsknili, czegoś pragnęli. Chrystus pochwalił te ich poszukiwania i stwierdził, że weszli na dobrą drogę. Dlatego mogą uważać się za szczęśliwych ludzi. Szukali Boga i tego Boga odnaleźli. Patrzą Mu teraz w oczy, słuchają Jego słów, wypełniają Jego rozkazy. Tylko do nich odnoszą się te słowa: szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Dlaczego szczęśliwi są Apostołowie?

Dlatego, bo z prostotą i pokorą w sercu szukali Boga. Nie poniosła ich ludzka zarozumiałość i pycha, nie byli „mądrzy po ziemsku”, nie mówili do siebie, że wystarczą sami sobie. Czuli swoją małość i słabość. Dlatego raz po raz zatapiali swój umysł w rozważaniu tajemnic bożych, w przybliżaniu się do Boga... Chrystus pochwali tę ich postawę, gdy w sposób uroczysty mówił do swego Ojca: Wysławiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi a objawiłeś je prostaczkom (Łk 10,21).

Apostołowie byli szczęśliwi i z tego względu, że doczekali się czasów mesjańskich. Było to dla nich wielkie wyróżnienie. Iluż to ludzi pragnęło oglądać te czasy, a jednak ich nie doczekało. Mieli ku temu wiele danych: nosili na swoich skroniach korony królewskie, jako prorocy cieszyli się specjalnym przywilejem wybrania Bożego, jako mędrcy i patriarchowie stali bardzo blisko Boga. Wszystko to jednak okazało się w ostatecznym rozrachunku, jako małe i niewystarczające. Dlatego Chrystus tak jasno i wyraźnie w rozmowie z Apostołami oświadczył: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, to co wy słyszycie, a nie usłyszeli. To co królowie, prorocy i patriarchowie, a więc osobistości bardzo wysoko postawione w hierarchii społecznej, pragnęli ujrzeć, stało się teraz, nie wiadomo dlaczego, udziałem uczniów Chrystusowych. Pan Jezus rozwiązuje tę zagadkę: stało się tak dlatego, bo czasami Pan Bóg wybiera głupstwa tego świata, aby zawstydzić mądrych. Oglądanie czasów mesjańskich, cieszenie się z ich dobrodziejstw, korzystanie z nich pełnymi garściami, nie jest uzależnione od osobistych przymiotów człowieka, ale jest zawsze darem bożym, jest łaską. Szczęśliwi Apostołowie, że spotkała ich taka łaska.

Razem z nadejściem czasów mesjańskich uczniowie Chrystusa doczekali się także oglądania samego Mesjasza. Patrzą Mu teraz w oczy i słyszą Jego słowa. A słowa te są nie byle jakie: są wyraźnym i jasnym oświadczeniem Jego mesjańskiej świadomości. Chrystus ukazuje się tutaj w ścisłej i bezpośredniej relacji do swego Ojca. Nikt nie wie kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten komu Syn zechce to objawić (10,22). Chrystus objawia teraz przed Apostołami Ojca. Objawia Jego moc, potęgę i działanie w świecie. To co Chrystus teraz czyni, jest objawieniem majestatu i wszechmocy Ojca. A co takiego czyni? Przychodzi na świat, a wypełniając wolę swego Ojca, jako Mesjasz zakłada Królestwo Boże na ziemi. Apostołowie będą w tym Królestwie najbliższymi i najwierniejszymi Jego współpracownikami. Dlatego znowu są szczęśliwi, że właśnie im zostało dane znać tajemnice Królestwa Bożego, a nie innym.

W Adwencie wchodzimy w okres, w którym Kościół przypomina nam i ukazuje istnienie i wartość Królestwa Bożego na ziemi. Dowiadujemy się teraz, że Królestwo Boże, to nie większy czy mniejszy skrawek ziemi, to nie pokarm i napój, ale Królestwo Boże – jest w każdym z nas. I tyle jest tego Królestwa w nas, ile jest w nas Chrystusa. Chrystus jako Mesjasz przychodzi na ziemię, aby nam to Królestwo ukazać i ułatwić wejście do Niego.

Z dzisiejszych czytań mszalnych dowiadujemy się, że chcąc wejść do Królestwa trzeba się stać małym, tak małym, jak małymi byli Apostołowie. Dopiero potem można w tym Królestwie wzrastać i stać się wielkim, również tak wielkim, jak wielkimi Oni zostali. Trzeba jednak spełnić jeden warunek: trzeba się przemienić, całkowicie i wewnętrznie. Przemiana ta dokona się wtedy, gdy zaufamy Chrystusowi i pozwolimy Mu się prowadzić, gdy całkowicie Mu się oddamy, gdy powierzymy Mu siebie i wszystko wokoło siebie. On z nas zrobi prawdziwie szczęśliwych ludzi. Osłuchajmy w tym wypadku rady naszego wieszcza narodowego, Zygmunta Krasińskiego, który mówi: „Niech się twa dusza jako dolina położy, a wtedy popłynie po niej duch Boży”. Pochyleni i otwarci na ducha Bożego, chwytajmy chciwie każde natchnienie Jego łaski, nieraz niedostrzeżenie dochodzące do nas z adwentowych mroków. W tym leży nasza siła i nasze szczęście.

Adwent to trwanie w oczekiwaniu na naszego Zbawiciela, który – jak śpiewaliśmy w psalmie – jest Królem sprawiedliwości i pokoju. On chciał, abyśmy i my poprzez życie sakramentalne otrzymali dar Ducha Świętego. Potrzebujemy w sposób szczególny Ducha mądrości i rozumu, aby w tym świecie dostrzec, że Bóg przychodzi i przyjdzie na końcu czasów, aby nastało królestwo bez ucisków, prześladowań, wojen.
Kiedy w czasie dzisiejszej Mszy św. będziemy oddawać hołd eucharystycznemu Chrystusowi, pomyślmy, że ten sam Chrystus przyjdzie do nas na końcu dni adwentowych, aby nas w dzień Bożego Narodzenia upewnić we wierze, że bliskie już jest Królestwo Boże, a On także jest blisko nas.

Prośmy o to w modlitwie do Ducha Świętego, którą od dziecka przez całe życie, odmawiał Karol Wojtyła (Jan Paweł II):
Duchu Święty, proszę Cię
o dar mądrości do lepszego poznawania Ciebie i Twoich doskonałości Bożych,
o dar rozumu do lepszego zrozumienia ducha tajemnic wiary świętej,
o dar umiejętności, abym w życiu kierował się zasadami tejże wiary,
o dar rady, abym we wszystkim u Ciebie szukał rady i u Ciebie ją zawsze znajdował,
o dar męstwa, aby żadna bojaźń ani względy ziemskie nie mogły mnie od Ciebie oderwać,
o dar pobożności, abym zawsze służył Twojemu Majestatowi z synowską miłością,
o dar bojaźni Bożej, abym lękał się grzechu, który Ciebie, o Boże, obraża...

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger