stycznia 06, 2017

Święto Chrztu Pańskiego (A) – Chrzest posłannictwem

Ukochani Bracia i Siostry! Chrzest Chrystusa, którego pamiątkę obchodzimy, to wydarzenie jakby mało nas dotyczące, jakieś obce i niezrozumiale. Narodzenie, męka, śmierć, zmartwychwstanie – z tym jesteśmy obyci, choćby dlatego, że wiemy: dla nas zstąpił z nieba, ukrzyżowany za nas, zmartwychwstał i wstąpił do nieba, jako pierwszy spośród nas, śmiertelnych. Ale jaki sens ma Jego chrzest w Jordanie, który nawet dla proroka Bożego, Jana Chrzciciela, był niezrozumiały?
Wszystko, co wydarzyło się w życiu Chrystusa, nas dotyczy. Nic nie może nam być obce w życiu Kogoś nam najbliższego i jedynego. Jeśli w życiu ludzi nam bliskich szczegóły mają znaczenie, cieszą nas czy denerwują drobne nawet rzeczy, o ileż bardziej ma dla nas znaczenie wszystko, co się wydarzyło wżyciu Chrystusa. On jest najważniejszy: „Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie” (Kol 1,16-17). On jest naszym życiem, drogą i prawdą. A więc i Jego chrzest musi coś znaczyć i to coś bardzo ważnego, ponieważ dla samego Jezusa był to moment przełomowy w Jego ziemskim życiu, życiu dla nas.
Moi Drodzy! Możemy z góry powiedzieć: nie objaśnimy teraz wystarczająco sensu tego wydarzenia. To przerasta nasze możliwości, ponieważ w chrzcie Chrystusa zawarta jest najgłębsza tajemnica Jego posłannictwa: wejścia Najświętszego Syna Bożego w ludzkość obarczoną grzechem. W tym chrzcie zawarta jest także tajemnica Jego człowieczeństwa, prawdziwego, tak prawdziwego, jak nasze człowieczeństwo – twoje, bracie, który teraz w cierpieniu leżysz na łóżku szpitalnym, moje. i każdego z nas tu obecnych w kościele, ale zarazem człowieczeństwa zjednoczonego z bóstwem Przedwiecznej Osoby Syna Bożego.
Co jednak możemy, co powinniśmy powiedzieć o chrzcie Chrystusa? Powtórzmy jeszcze raz: chrzest w Jordanie z rąk Jana Chrzciciela był w ziemskim życiu Jezusa momentem przełomowym. Zakończyło się ukryte życie Zbawiciela, właściwie – czasowo biorąc – prawie całe ziemskie życie Jezusa. Przed Nim zaledwie dwa, trzy lata, podczas których objawi się światu i wykona zlecone mu dzieło wprowadzenia ludzkości w sferę boskiego życia. Wyruszając z Galilei, gdzie mieszkał i pracował. Jezus zostawił za sobą lata dzieciństwa i młodości, lata ciężkiej pracy rzemieślnika, w ubóstwie i tak wielkiej prostocie i pokorze, że gdy zacznie nauczać w synagodze swego miasta, ludzie będą pytać: „Skąd On to ma? Co za mądrość, która mu jest dana?… Czy nie jest to cieśla?” (Mk 6,2-3). W ciągu tych lat Jezus rośnie i rozwija się jak każdy człowiek, ale mając lat dwanaście wie, kim jest. „Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” – pyta swą Matkę i Opiekuna w świątyni. Jezus wie, że jest Jednorodzonym. Jedynym i Przedwiecznym Synem Najwyższego, wie, że jest przez Niego posłany, a mimo to żyje poddany prawom ludzkiej egzystencji. I czeka na znak od Ojca, co ma czynić i kiedy zacząć to, co mu Ojciec nakaże.
Tym znakiem był chrzest, którego udzielał Jan Chrzciciel. Ludzie z Galilei i innych krain ciągną nad Jordan, gdzie Jan zapowiada nadejście Mesjasza i wzywa do nawrócenia, budzi pragnienie oczyszczenia z grzechów i każdego, kto uzna się za grzesznika, wyzna swe grzechy, aby być przygotowany na sąd Boży, niesiony przez Mesjasza – Jan obmywa wodą. Znakiem oczyszczenia.
Jezus idzie do tego chrztu z innymi – On bez grzechu. Tak się czuje głęboko związany z ludźmi takimi, jakimi są, tak do końca akceptuje swoją ludzką naturę, swoje człowieczeństwo, swoją solidarność ze wszystkimi, którzy odwracają się od grzechu i pragną Bożej sprawiedliwości, że razem z nimi. On Najświętszy, przyjmuje chrzest pokuty.
Jezus nie brzydzi się grzesznikami. Nazwą Go potem jego przeciwnicy – dumni ze swej sprawiedliwości faryzeusze: „przyjacielem grzeszników i celników”. Jezus idzie w niepojętej dla nas pokorze razem z tymi, co przyjęli wezwanie do nawrócenia, w jednym szeregu tak, jakby On też był grzesznikiem. Najświętszy, po trzykroć Święty, idzie dzielić z grzesznikami ich odpowiedzialność za złe czyny, złe myśli i pożądania.
Na tej drodze pojawia się przeszkoda: Jan Chrzciciel nie chce ochrzcić Jezusa. Jan, który nie znał Jezusa, wyczuł nagle w tym człowieku, który przed nim stanął Tego, którego zapowiadał: „Idzie mocniejszy ode mnie… On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem” (Łk 3,16). Jan nie chce ochrzcić Jezusa: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie” (Mt 3,13).
Lecz Jezus nie daje się wytrącić z drogi jedności z nami, z drogi niepojętej odpowiedzialności za swych grzesznych braci. Chce być do końca jednym z nas, do końca członkiem ludzkości. Tak widzi wolę swego Ojca. I Jan Go chrzci tak, jak chrzcił grzeszników.
I wtedy następuje przełom: otwiera się niebo nad człowiekiem. Jezus zostaje objęty działaniem Ducha Świętego w stopniu, jakiego dotychczas nie doznawał. Skoro tak się uniżył, że stanął w jednym szeregu z grzesznikami. Bóg daje Mu moc, by tych braci swoich wprowadził do otwartego już na zawsze nieba. Odtąd Jezus będzie nam służył mocą Ducha Świętego przez głoszenie Ewangelii, przez mękę, śmierć i zmartwychwstanie, a obecnie przez Kościół, na który zesłał Ducha Świętego. Tego samego Ducha, co wtedy zstąpił na Niego podczas chrztu w Jordanie.
Jakże to wydarzenie przybliża nam Chrystusa! Boga wcielonego dla nas, wcielonego w ludzkość taką, jaką my stanowimy. Aby tę ludzkość przemieniać mocą Ducha Świętego z grzeszników na umiłowane dzieci Boże.
Bo przecież ten głos, który zabrzmiał wtedy nad Chrystusem, to zapowiedź głosu, który odezwał się nad każdym z nas w chwili naszego chrztu. Nowego chrztu ustanowionego przez Jezusa po to, aby każdy, kto w Niego uwierzy, mógł usłyszeć te same słowa, które On wtedy usłyszał: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1,11).
Czy słyszymy Ten głos, te słowa naszego Ojca? Te słowa Boga Ojca wybrzmiały w chwili twojego Chrztu. Bracie, Siostro: Co zrobiłeś ze swoim Chrztem?



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger