stycznia 17, 2017

Rozważanie na Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan




Kochani moi!

Po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii,
która jest fragmentem
Modlitwy Arcykapłańskiej z Ostatniej Wieczerzy,
nie mam odwagi mówić homilii.
Każde bowiem ludzkie słowo będzie
wielkim kontrastem wobec modlitwy,
którą wypowiedział mój Pan
przed swoją męką i śmiercią:
"Ojcze spraw, aby wszyscy byli jedno!"
Tę modlitwę chciałbym powtórzyć
za cały Kościół, jako wysłuchaną i spełnioną.
To powinno być moje orędzie radości, o dobrej nowinie,
a przecież płacze tyle rodzin
po tragedii "Heweliusza",
więc płaczę z nimi i pocieszam ich.
Cóż mi z tego, że wiem ile kosztowała
inauguracja prezydenta Stanów Zjednoczonych,
jeśli w Somalii umierają ludzie z głodu
i nikt im nie przywrócił nadziei.
I cóż mi z tego, że udała się nowa runda
"operacji pustynia" w Iraku,
jeśli giną na niczyjej ziemi wypędzeni Palestyńczycy.
Po cóż mi galowe przyjęcie dyplomatów świata
u Ojca Świętego, jeśli ci sami patrzą obojętnie
na bratobójczą wojnę Serbów i Chorwatów
i nie wiem czy nafta ważniejsza, czy człowiek?
Jak w tym kontekście wydarzeń
tragicznie brzmi wołanie Chrystusa:
"Ojcze, spraw, aby wszyscy byli jedno!"
Ten tydzień jest tygodniem modlitw
o jedność chrześcijan.
Dobrze, że ludzie się modlą,
ale czasem mi to wygląda na kuszenie Pana Boga.
Wszyscy mówimy: Ojcze nasz...
Wszyscy mówimy: Jeden jest Pan, jeden chrzest i jedna wiara.
Więc dlaczego my
wybrani, powołani i umiłowani przez Chrystusa,
tak dobraliśmy się aż do Jego przebitego serca,
z którego zrodził się Kościół
i tak rozdzieramy je na strzępy?
Bo my zachowujemy najstarszą tradycję - jesteśmy prawosławni.
Bo nam wystarcza wiara w Ewangelię - jesteśmy ewangelicy.
Bo z nami jest Piotr, a tam gdzie jest Piotr,
tam jest Kościół katolicki, czyli powszechny.
I tak ładnie Panu Bogu mówimy, żeśmy bracia rozłączeni.
To świat o nas powie jak my kiedyś o sobie:
kacerze, heretyki i schizmatyki, innowiercy i wiarołomce.
Wyście Boga cudzołożyli w sercach swoich
przez niewierność i przez zdradę.
Modlicie się, abyście byli jedno,
a czy Pan Bóg was rozdzielił?
Przewrotni, rozdzieracie Szatę całodzianą,
na trzy części rzucacie o Nią losy.
Szarpajcie Ciało na sztuki.
Niesłusznie oskarżali nas, żeśmy podpalili Rzym.
Słusznie nas oskarżą żeśmy podpalili świat.
Mieliśmy ocalić świat dla Chrystusa.
Mieliśmy być świadkami Chrystusa
w Jeruzalem w Samarii, aż po krańce ziemi,
a będziemy winni niewiary tego świata
i poniesiemy winę, za gorszenie maluczkich.
To nie wystarczy wołać: Panie, zjednocz nas!
Nam się trzeba nawrócić.
Trzeba nam się przed Bogiem i przed światem wyspowiadać!
Trzeba nam prosić o przebaczenie i przekazać światu znak pokoju.

Ale niech biskup powie coś dobrego o nas
cośmy zawsze byli wierni.
Do was wciąż mówi Chrystus:
Już was nie nazywam sługami, ale przyjaciółmi.
Czy mogę wam powiedzieć większy komplement?
Być przyjacielem Boga.
To my jesteśmy tacy.
Też jesteście podzieleni.
Mówicie: my jesteśmy od Kefasa, a my od Apollosa.
Chrystusowi jesteście!
On każdego z nas zapyta po imieniu:
Piotrze, czy ty mnie kochasz więcej niźli tamci?
Odpowiedź na to pytanie jest znakiem
czy ja naprawdę jestem wierny Chrystusowi
czy jestem kacerz.
To nie jest obojętne czy jestem wyznawcą
Kriszny, Mahometa, Buddy.
Czy jestem prawosławnym, ewangelikiem, czy katolikiem.
Trzeba Chrystusowi odpowiedzieć życiem na pytanie:
Czy ty mnie miłujesz z całego serca, ze wszystkich sił?
I czy jestem wierny pierwszej miłości.
Grzech nas rozdzielił.
Jesteśmy rozdzieleni w rodzinie ludzkiej
w państwach, w parlamentach, w rządach,
w rodzinach i sercach swoich.

Dlaczego mnie pytasz co to są wartości chrześcijańskie?
Wiesz jakie są.
Znasz je.
Tylko jesteś rozdarty w sercu swoim,
szukasz usprawiedliwienia, boś niewierny Bogu.
Czy spełni się modlitwa Chrystusa:
aby wszyscy byli jedno?
Tak.
Stanie się jedna owczarnia i jeden Pasterz.
Kiedy?
On to wie.

Ja tymczasem, aby nie popaść w zwątpienie,
uciekam w świat dzieciństwa do bajek.
Opowiem sobie jedną z nich. Posłuchajcie z cierpliwością.
Dawno, dawno temu,
był taki kraj w którym ludzie byli szczęśliwi,
choć byli biedni.
Za górami, za lasami,
pośród wielu źródeł, które dawały początek rzekom,
było jedno, które ludzie nazywali niebieskie.
Chodzili więc do niebieskiego źródła,
nabierali w naczynia wody
i przechowywali ją troskliwie,
bo kto obmył się tą wodą,
miał piękne oczy, rumianą cerę,
nie starzał się i był szczęśliwy.
Do tego kraju przybył z daleka czarnoksiężnik.
Przywiózł ludziom pachnącą wodę.
Zachwyceni mieszkańcy tego kraju
kupowali pachnidła, namaszczali się,
a ponieważ spostrzegli, że słabiej widzą,
że się starzeją, kupowali pachnideł coraz więcej.
Czarnoksiężnik zbudował fabrykę sztucznych pachnideł.
Ludzie zarabiali dużo pieniędzy.
Malowali się pachnidłami na żółto,
sino, zielono, czerwono, w kropki, w paski.
Zakładali więc kluby łysych, rudych,
zezowatych, jąkałów. Zwalczali się wzajemnie.
Sądzili się łysi z rudymi,
zezowaci z jąkałami, malowani z białymi.
Cieszył się czarnoksiężnik.
Pobudował im oddzielne szkoły,
kościoły, teatry, kawiarnie.
Ale życie w tym kraju stało się nieznośne.
Zapomnieli ludzie o niebieskim źródełku.
Była jednak w miasteczku samotna starsza Pani
o dziwnie pięknych oczach i szlachetnych rysach.
Nie używała sztucznych pachnideł czarnoksiężnika.
Opowiadała dzieciom o niebieskim źródełku
o wodzie, która dawała ludziom szczęście.
Dzieciaki odszukały miejsce źródełka.
Było zarośnięte, zaśmiecone.
Oczyściły je i znów zabulgotała woda.
Gdy dorośli cuchnęli pachnidłami czarnoksiężnika
byli smutni i starzeli się,
dzieciaki były zdrowe i tryskały radością.
Wszystkie miały skrzące oczy i rumiane buzie.
Śpiewały piosenki, dzieliły się chlebem,
oblepiały wszystkich czerwonymi serduszkami
i pozdrawiały się: się ma!
Cieszyła się starsza, piękna Pani,
że kiedyś w tym kraju
znów będą ludzie żyć długo i szczęśliwie,
i że będą mieli jedną myśl i jedno wielkie, czerwone serce.
I ja tak wierzę
i taką mam nadzieję. Amen. Niech się tak stanie! 

Bp Józef Zawitkowski
24 stycznia 1993r. 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger