stycznia 25, 2017

4. Niedziela Zwykła (A) – Obietnice Boga

Kazanie na Górze - Osiem błogosławieństw
Drogi Bracie, droga Siostro! Słowami Błogosławieństw woła Bóg do całej ludzkości – woła do mnie, do ciebie. Zawarł w nich swoje obietnice dla każdego człowieka i wskazał w nich drogę do osiągnię­cia tych obietnic. Tymi jednak, którym Błogosławieństwa przekazał bezpośrednio, my jesteśmy, uczniowie Chrystusa.
Kto z nas może słuchać tych słów obojętnie? Choć już tyle razy przeszły one przez naszą świadomość, poruszają zwłaszcza tych, którzy wcielili Błogosławieństwa w swoją codzienną modlitwę. Jest w tych słowach Jezusa, Boga-człowieka, Słowa przedwiecznego, ta moc, która stworzyła świat z nicości. Te słowa, jeśli człowiek otworzy przed nimi serce, mają stwórczą moc. I wszędzie tam, gdzie mogą działać, tworzą z człowieka tej ziemi człowieka nowego. W sercu, które się otworzyło na Błogosławieństwa, Bóg sprawia to, co zapowiedział w ostatniej Księdze Objawienia: „Oto czynię wszystko nowe” (Ap 21,5). Jest w tych słowach twórcza moc Boża, która już dziś, teraz, otwiera człowiekowi udział w królowaniu Boga: „Królestwo Boże jest w was” (Łk 17,21); „Błogosławieni ubodzy w duchu, bo do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5,3).
Otrzymaliśmy w Błogosławieństwach wielkie obietnice. Nikt nam takich obietnic nie da i dać nie może – tylko Bóg. Wszystkie inne są małe, nie na miarę człowieka. Posiądziemy na własność ziemię – to obietnica nieśmiertelności na nowej ziemi, którą Bóg dla nas stworzy; dla nas, co z tej ziemi, na której dziś stoimy, musimy wszyscy odejść jak przechodnie. Bóg da nam nową ziemię na własność w taki sposób, w jaki On, Stwórca, jest właścicielem wszystkiego. Będziemy pocieszeni i będziemy nasyceni. Co to znaczy, wyjaśnił Chrystus Pan podczas ostatniej wieczerzy: „Smutek wasz zamieni się w radość... zobaczę was i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać” (J 16,20. 22). Wyjaśnił i św. Paweł: „Bóg będzie wszystkim we wszystkich” (1 Kor 15,28). Będziemy zanurzeni w życiu najświętszego Boga po latach cierpień, po latach tęsknoty do życia w pokoju – którego świat dać nie może, po latach pragnienia wolności i sprawiedliwości. Dostąpimy miłosierdzia, które sprawiło, że Bóg stał się człowiekiem i umarł na krzyżu za nasze grzechy. Będziemy oglądać Boga, którego nikt nigdy nie widział na tej ziemi. Człowiek zostanie przebóstwiony łaską Boga, podobnie jak chleb przemienia się w ciało Chrystusa. Otrzy­mamy niejako wzrok Boga: „Będziemy do Niego podobni... ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 J 33,2). Będziemy, wreszcie, nazwani synami Boży­mi. Jest jeden, jednorodzony Syn Boży – i oto Ojciec nazwie ciebie, bracie i siostro, zwróci się do ciebie Jego imieniem. Usłyszysz imię, które On sły­szy zawsze i usłyszał jako człowiek: „Synu mój!” To nowe imię „syna” bę­dzie ci dane wszystko jedno, czy tu na ziemi jesteś kobietą, czy mężczyzną, na zawsze, nieodwołalnie. „Będą oglądać Jego oblicze – czytamy w Księ­dze Apokalipsy (22,4. 5) – a imię Jego na ich czołach... i będą królować na wieki wieków”. Tak powie nam Bóg, do którego mówimy teraz na ziemi – „Ojcze nasz”... Błogosławieni, którym dano takie obietnice. Błogosławieni, którzy przyjęli takie obietnice.
Bóg, dając wszystkim ludziom swe obietnice, ukazał zarazem, kto je naprawdę przyjmuje, kto doświadcza ich prawdziwości i kto je w pełni osiągnie. To ludzie ubodzy w duchu, którzy nie mają swojej własności na tej ziemi, lecz wszystko, co posiadają, choćby mieli do dyspozycji bogactwa świata, jest dla nich własnością Boga. To ludzie, którzy płaczą z bólu, lu­dzie cierpiący i bezradni wobec choroby, niesprawiedliwości i śmierci; po­dobni są do Jezusa w Ogrodzie Oliwnym, pogrążonego w udręce i powta­rzającego te same słowa: „Nie moja wola, lecz twoja niech się stanie” (Łk 22,42). To ludzie cisi, nie używający przemocy; miłosierni, jak miłosierny jest Ojciec niebieski, który „sprawia, że słońce jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi i zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5,45). Ci, co przyjęli Błogosławieństwa i doświadczają ich prawdziwo­ści, to ludzie czystego serca, którzy pod okiem Boga wykorzeniają ze swych myśli i pragnień pychę, chciwość, nieczystość, zazdrość i gniew. To także ludzie wprowadzający pokój i prześladowani dla sprawiedliwości; prześla­dowani, ponieważ wypełniają wolę Boga i Jego przykazania.
Ci ludzie nie tylko dostąpią kiedyś obietnic. Oni już na tej ziemi doznają ich niebiańskiego smaku, bo żyją w wolności, pokoju i radości synów Bo­żych. Jak radosny był ubogi święty Franciszek z Asyżu! Jak wypełniona obecnością Boga była Maryja pod krzyżem swego Syna! W jakim pokoju żył nasz Pan, Jezus Chrystus, który w swym ludzkim życiu na ziemi był w najwyższym stopniu ubogi, miłosierny, czystego serca! W takim pokoju, radości i wolności może żyć każdy, kto uwierzy w obietnice Boga i przyjmie Jego Błogosławieństwa „sercem szlachetnym i dobrym” (Łk 8,15).

Błogosławieni, czyli szczęśliwi

Drogi Bracie, droga Siostro! Zastanawiasz się czasem, czy to wszystko, co powiedział Pan Jezus, te wszystkie napomnienia, przykazania, rady, czy to wszystko jest aż tak konieczne, aby być szczęśliwym? Czy w życiu chrześcijanina zawsze trzeba aż tyle trudu, cierpień i wyrzeczeń, aby osiągnąć prawdziwe szczęście?
Mówisz: „To może było i dobre, ale dwa tysiące lat temu, a nie dzisiaj. Dziś jest inaczej. Wszystko się zmienia, idzie do przodu. Kto w dzisiejszych czasach, w czasach takiego postępu i rozwoju cywilizacji, w czasach, gdzie rządzi przemoc i pieniądz - któż chce być prawdziwym chrześcijaninem? Trzeba by wtedy zachowywać przykazania, niejednokrotnie zrezygnować z wygodnego życia, trzeba by chodzić do kościoła, poświęcać swój czas dla Pana Boga, trzeba by po prostu być uczciwym. A to, niestety, nic nam nie daje, żadnych widocznych korzyści, a czasami wydaje się, że wręcz przeciwnie - same straty. W dodatku moglibyśmy się narazić opinii publicznej, moglibyśmy zostać posądzeni o zacofanie, a może nawet wyśmiani. Chrześcijaństwo - owszem, ale życie jest życiem, niestety...”.
Szczęśliwi, „błogosławieni, którzy...” (Mt 5,4) - takie słowa znajdujemy na kartach Pisma Świętego. Tak mówił Jezus do otaczających Go tłumów. Tak mówi do nas dzisiaj. Tak mówi także i do ciebie. A ty się bronisz i mówisz: „To przecież nielo­giczne, to jakieś nieporozumienie. Nikt nigdy nie nazwie szczęśli­wymi płaczących, miłosiernych, cierpiących, prześladowanych (nawet dla sprawiedliwości), ubogich. Tacy ludzie raczej wzbu­dzają litość i współczucie. Szczęście chyba wygląda inaczej”.
Podobnie jak ty myśli wielu. Obserwują, rozważają, kalkulują i... odrzucają propozycję Jezusa z Nazaretu. Taka to już jest ludz­ka mądrość. Wielu jej zaufało. Wielu zaufało ludzkiemu sposobowi myślenia i wartościowania. Postawiło na pierwszym miejscu nie to, co Boże. Zdobywali świat - władzę, pieniądze, sławę, odrzu­cając zasady i wartości chrześcijańskie. I, jak powszechnie się uważa, byli szczęśliwi. Być może... Jedno jest pewne: to ich wątpliwe szczęście nie trwało wiecznie. Bo życie ziemskie musiało się kiedyś skończyć, a potem... Potem już nic nie byli w stanie zrobić. Potem czekała ich nicość i pustka. Potem czekała ich śmierć, bo odrzucili życie.
Zastanów się dobrze, co dla ciebie jest najważniejsze. Obser­wuj, rozważaj, kalkuluj i wybierz! Mam nadzieję, że wybierzesz to, co słuszne. Ze wybierzesz nagrodę nieprzemijającą, szczęście wieczne przygotowane dla nas w niebie. Pan Jezus nie mówi wca­le, że Królestwo Boże należy do bogatych, mądrych, sławnych czy do tych, którzy żyją wygodnie, nie zważając na normy i wyma­gania postawione przez prawo Boże. I nie nazywa ich szczęśli­wymi. Natomiast błogosławieni, czyli szczęśliwi, są: ubodzy du­chem, czystego serca, miłosierni, cierpiący prześladowania, cisi, smutni oraz ci, którzy pragną sprawiedliwości, i ci, którzy wprowadzają pokój. Błogosławieni jesteście wy wszyscy, którzy ufacie Panu, słuchacie Jego słów i, mimo wszystko, zachowujecie je w swoim życiu. Mimo urągań i prześladowań. „Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie” (Mt 5,12).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger