stycznia 24, 2017

4. Niedziela Zwykła (A) – Doświadczanie świętych

Dzisiejsze teksty liturgii słowa uważnie czytają ludzie prawi, szlachetni, sprawiedliwi, których Ewangelia nazwała błogosławio­nymi; i to czytają do końca, łącznie z ostatnim zdaniem, które mówi o prześladowaniu. Właśnie ten ostatni wyraz podkreślmy sobie w dzisiejszym rozważaniu.
Po wygłoszeniu pochwały dla ludzi świętych – błogosławio­nych, Nauczyciel jakby sprowadził słuchaczy w realia świata, jak­by uprzedzał łatwy entuzjazm. Wspomina o trudach drogi, którą idą Jego wybrani. To bardzo ważne, aby rozumieć tę, powiedzie­libyśmy, niesprawiedliwość. Właśnie ci wyjątkowi stanowią przed­miot szczególnych doświadczeń, żeby nie powiedzieć – cierpień. Ewangelia mówi o tym bardzo spokojnie, stwierdza zwyczajność, jakby chciała oswoić z myślą tych, którzy przeżyją smutne do­świadczenia z ludźmi, i czasami boleśnie pozbawieni radości Bo­żych. Dwa wyrazy najczęściej powtarzane przy świętych, brzmią w języku polskim podobnie: naśladowanie i prześladowanie. Jak­by sama wymowa chciała przyzwyczaić nas do tej pary, która przeważnie się nie rozstaje.
Nie ma świętości bez wyrywania się z pęt doczesności, a prze­dzieranie się przez doczesność rani boleśnie. Świat nie jest grzecznym uczniem, który słucha mądrych ludzi i przyjmuje wdzię­cznie ich rady. To nie dobrze ułożone dziecko, które kocha tych, którzy je kochają. Świat bardziej przypomina wzburzony stru­mień, który płynie wartkim, niespokojnym życiem, gotów ranić i znosić, co na jego drodze. Świat popłynął kiedyś, przez fakt grzechu, w poprzek drogi Bożej, i choć tyle razy płakał na błędnej drodze, nadal uparcie zasłania oczy. Świat nie mówi: dziękuję świętym znakom, dobrym rokom, dobrym ludziom, choć wie, że oni stanowią szansę życia. A zadaniem świętych, błogo­sławionych, będzie wierne trwanie, mimo odrzuceń, zranienia i bólu, pozostanie w zasięgu miłości. Poranione ręce ludzi świę­tych, nie tylko uznanych oficjalnie, codziennie wynoszą ludz­kość z poniżenia. Pokornymi stopniami ku górze, do życia godniejszego, byli i pozostaną cierniste życiorysy prawych ludzi. Bło­gosławieni i doświadczani jak drzewa o rozłożystych konarach, które osłaniają od wiatru i chronią przed burzą, narażone na pierwsze uderzenia złych wiatrów, na trucizny przemysłowego po­wietrza, tak oni, dziś błogosławieni – stają w drodze nikczemności, aby osłonić, rozumieć, wspierać. Zdarza się, że skarżą się przed Bogiem i przed Nim leczą zmęczone serce. Ale gdzieś, w ich osłonie, chroni się człowiek słaby, podniesie upadły, przetrwa znękany i wystarczy czasu na wzrost lepszego losu.
A przecież rodzi się pytanie, czasem bolesne, bo własne, czy tak musi być? Czy właśnie tak, że ci najlepsi, ci prawi? Dla­czego tak doświadczani? Gdy F. Dostojewski zwiedzał muzeum w Bazylei i przystanął przed wspaniałym obrazem zdjęcia ciała Chrystusowego z krzyża, scena wywarła na nim wstrząsające wrażenie. Stał bez ruchu kilka kwadransów. Potem z najgłębszą rozterką pytał żony: Dlaczego? Za co? Nie pojmuję! Może, jak napisano, ziarno, gdy umiera rodzi plon. Umiera całe, oddaje siebie całkowicie, aby być zwielokrotnionym? Gdy w pamiętnym dniu na Placu św. Piotra w Rzymie padły strzały, świat wstrzymał oddech, przerażony i wstrząśnięty. Dlaczego? Za co? Nie poj­muję! Widocznie starczyło to, co było. Ziarno zrodziło nowe życie, niepojęte, wpadło w nasz świat – zrodziło świętego w osobie św. Jana Pawła II.
W nauczaniu o odkupieniu świata, posłuży się Jezus porów­naniem do budowania domu, który opiera się na fundamencie wtłaczanym w ziemię, a On sam, Zbawiciel, staje się jakby ka­mieniem węgielnym, czyli tym najgłębiej, na który naciskają wszystkie siły i cały ciężar, który narażony jest na zgniecenie, a przecież musi wytrwać, utrzymać ściany i dach. Może w tym kamieniu nowego świata trwa społeczność świętych, którzy swo­im życiem utrzymują budowlę świata. G. Beroanos napisał esej o trudnym życiu ludzi świętych, szlachetnych, dobrych; posłużył się takim porównaniem: świat podobny jest do pięknego ptaka, który szybuje nad przepaściami. Trzeba ustawicznego wysiłku skrzydeł, aby utrzymać się na wysokości, aby nie runąć w dół, nie rozbić się w głębinach. Takimi skrzydłami świata są święci. Na nich spada ciężar sprzeciwu złym mocom, złej sile; oni zno­szą bezwład masy, który nawet tego nie wie, często ich nie rozumie. To ich zmęczenie i ból ocala życie reszty. Czy można mówić o prześladowaniu skrzydeł? Ale można myśleć z wdzięcz­nością, bo swój błogosławiony trud wznoszenia, dźwigają, zdarza się, we łzach. Ewangelia przywołuje dzisiaj tych ludzi świętych i pociesza, nazywając pięknie – błogosławionymi.
Ubodzy w duchu – doświadczani; duchy wolne od chytrości, skąpstwa, od presji posiadania rzeczy. To daje niezależność, bu­dzi zdziwienie, nieufność. Tłum woli takich, których można ku­pić i sprzedać. Świat podziwia ich postawy, czasem szczerze bło­gosławi, ale potrafi być także okrutny; wiele doświadczą.
Błogosławieni, którzy się smucą – doświadczani. Istnieje smu­tek, który jest wyrzutem ku zbawieniu. Chodzi za człowiekiem i nie pozwala spocząć. Z takim smutkiem patrzą czasem ci, któ­rzy kochają i ufają. Z takim smutkiem mówią matki ważne słowa, żegnają prawdziwi przyjaciele, odprowadzają naprawdę wierni. Krzyk można zakrzyczeć, gniew można upokorzyć, ale ten smutek pozostaje nietykalny. Wasz smutek musi być komuś świa­tłem zbawienia, ale bywa, że pozostawia bolesne blizny cier­pień.
Błogosławieni cisi – doświadczani. Świat zawsze staje nie­pewnie przed ciszą. Cisza jest świadectwem wolności, lub zna­kiem prawdy. Cisza krzyża jest wyznaniem miłości. Ważne słowa wymawia się w ciszy. A jednocześnie cisza prowokuje do zakłó­cenia, jak przeczysty nastrój gór, pobudza krzyk dzieci. Chcą sły­szeć echo, chcą doświadczyć realności bezgłosu. Czy tylko w przyrodzie? Uchronić ciszę słowa, myśli, prawdy... trudne doświad­czenie.
Ci, którzy łakną i pragną sprawiedliwości – doświadczani. Wydają się więksi, odważniejsi. Łakną i pragną, jak wszyscy pragniemy, ale wierzą i szukają. Trudno z nimi rozmawiać, nie­łatwo pracować. Niosą ze sobą podziw, ale i niepokój. Częściej doświadczą zamkniętych drzwi, chłodnego traktowania, niepoznania na ulicy. Są błogosławieństwem, które rodzi się w trudnym doświadczeniu.
Błogosławieni miłosierni – doświadczani. Nie, miłosierni ni­gdy nie mieli łatwego życia. Rozważni i „sprawiedliwi” uważali ich za nieroztropnych. Obdarowani posądzali o słabość, albo ukry­te zamiary. Oszuści i naciągacze drwili poza plecami. A jed­nak to oni uobecniają samego Jezusa Chrystusa, który nie tylko dał, ale siebie samego wydał dla wszystkich, aby żyli. Miłosierni nie dostają nagrody od świata. Bóg zastrzegł ją sobie.
Czystego serca – doświadczani. Z czystym sercem składają Bogu swoje życie. Z czystym sumieniem mówią o miłości, wier­ności, zajmowanym stanowisku, pieniądzach, awansach... i to z czystymi rękami – przedziwni. Będą znosić naciski tych, którzy już przegrali. Jakże codziennie doświadczani w tym, co wielkie dla nich, i co jest błogosławieństwem dla świata.
Pokój czyniący – błogosławieni – doświadczani. Zachować pokój myśli, słów, decyzji. Nieść z sobą autentyczny optymizm wśród skłębionego życia. Doświadczani przekorą i zazdrością. Je­chać ulicami w oszklonej klatce i mówić z miłością, z całego serca: „pokój tobie, Polsko! Ojczyzno moja!”.... Dziwni, obdarowani największą miłością i narażeni na trudne doświadczenia.
Prześladowani i błogosławieni. Zbyt wielkie są wasze ślady, aby was naśladować. Stajemy obok was bezradni. Wolimy od­wrócić twarze do światła. Zazdrościmy i źle o was mówimy. Je­steście błogosławieni w swojej świętości i często samotni.
Najmilsi! Można mieć nadzieję, że rozważacie dzisiaj słowa Chrystusowe w waszych sercach. Może nawet całkiem inaczej, niż to podał tekst tej homilii, bo przecież Duch Święty dał wam swoje światło. Ale wszyscy życzymy sobie bardzo szczerze, żeby usłyszeć skierowane do każdego z nas piękne zakończenie Ewangelii życia: Doświadczani jesteście, błogosławieni jesteście. „Cie­szcie się i radujcie, bo wielka jest zapłata wasza w niebie” (Mt 5, 12).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger