lutego 05, 2017

5. Niedziela Zwykła (A) – Przyjmijcie światło Chrystusa

Kochani moi. Krótki jest fragment dzisiejszej – Mateuszowej – Ewange­lii. Po każdym przeczytaniu, choćby kilku zdań nauki Chrystusa, całuję ze czcią tę księgę. Więcej tego na raz już nie można przeczytać. Za każdym zdaniem człowiek chciałby powiedzieć: Panie, wystarczy! Więcej mój ro­zum nie pomieści. Całuję Twoje ręce. Pozwól mi trochę się zamyśleć.
Sól ziemi i światło świata. Znam kopalnie soli. Znam metodę wydobywania soli z ziemi i odbierania jej morzu. Znam jej smak. Wiem, że w du­żych ilościach jest szkodliwa, ale mama wie, ile jej potrzeba, aby pokarm był smaczny, ile jej potrzeba, aby zachować pokarm od zepsucia. Ja mam być solą ziemi. Wy jesteście solą ziemi – powiedział dzisiaj Pan, tzn. macie nadać wszystkiemu co czyni człowiek – dobry smak, tzn. macie uchronić ten świat od zepsucia. Jeśli nie spełnimy tego, tzn. jeśli sól zwietrzeje, ostrzega nas Pan: na nic się więcej nie przyda tylko na wyrzucenie. I podepczą ją na chodnikach i rozjeżdżą na jezdni, ku przekleństwu kierowców i utrapieniu przechodniów.
Ja mam być światłością świata. Wy jesteście światłością świata – powie­dział dzisiaj Pan, tzn. mam pomóc komuś, aby nie szedł po ciemku, ale oświetlić mu i wskazać dobrą drogę. Rozumiem, to takie proste, ale czy dzi­siaj ma to większe znaczenie? Jestem pod wrażeniem czwartkowego święta – Matki Boskiej Gromnicznej. Po wieczornej mszy św. rozeszli się parafianie z zapalonymi gromnicami we wszystkie strony miasta, chroniąc płomień świecy, choć miasto tego dnia było oświetlone ulicznymi latarnia­mi. Wy jesteście światłością świata. Ja widziałem w tym prorocki obraz: ro­zeszli się jako iskry po ściernisku. Dla innych był to jeszcze jeden przejaw folkloru. Jeszcze dla innych zjawisko niebezpieczne, bo można spalić mia­sto! Zanieśli do domów światełko poświęconej gromnicy, ale czy to dzisiaj jeszcze ma znaczenie, gdy światło jest w domu, gdy piorunochrony są na dachach, a i wilków już nie ma? Wtedy przychodzi człowiekowi na myśl refleksja nad światłem. I rzekł Bóg: niech się stanie światłość, i stała się świat­łość, i nastał dzień i poranek pierwszy, i zobaczył Bóg, że była dobra (Rdz 1,3). Światłość – początek dzieł Boga, a później powie św. Jan: Bóg jest światłością (J 9,5). Prorocy będą wracać do zapowiedzi światłości: Świat­łość na oświecenie pogan, nad mrokami narodów wzejdzie Słońce, naród kroczący w ciemnościach ujrzy Światłość wielką... Była Światłość prawdzi­wa, która oświeca każdego człowieka na ten świat przychodzącego.
Światłość jest własnością bogów. Mityczny heros Prometeusz wykradł ogień z Olimpu i dał ludziom – sprzeniewierzył się Zeusowi i poniósł stra­szną karę. Ale człowiekowi nie wystarczyło krzesiwo, nie wystarczyło wy­nalezienie łapmy naftowej, nie wystarczyła lampa gazowa, żarówka w naj­nowszych jej odmianach. Poznał człowiek szybkość światła. Człowiek chce poznać naturę światła. Co to jest? Fala, energia, wiązka atomów, kwant? Pada stwierdzenie: światło jest życiem. W szkole mnie uczyli: komunizm jest to kolektywizacja plus elektryfikacja wsi. A ja dziś czytam słowa Chry­stusa: Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną nie chodzi w ciemności (J 8,12). Patrzę na moją świecę i czytam: wy jesteście światłością świata. W telewizji jest audycja o materialistycznym, tzn. naukowym poglądzie na świat. Potem historyczna wizyta u Ojca św. – tylko dlaczego to w progra­mie: „Na krawędzi słowa"? Dzieciaki proszą o książkę, bo mają pracę z re­ligioznawstwa – o judaizmie. Nie ma u nas analfabetów, wszyscy mogą się uczyć, a książki trafiły pod strzechy, a strzech już nie ma, programy w szko­le zreformowane, szkoły – jedne puste, drugie przepełnione. I ja chciałem nieść oświaty kaganek i dowiedziałem się, żem ciemniak. Co się dzieje się dzieje z tym światłem na tym świecie? Wyłącz żarówkę, bo jesteśmy w dwudziestym stopniu zasilania. A no właśnie, wstawiłem światło pod korzec – to nie tak! Nie umiemy posługiwać się światłem. Wy jesteście świat­łością świata. Jeśli kierowca jest chamowaty, to może oślepić człowieka aż do śmiertelnego wypadku. To było złe światło. Jeśli zły człowiek ma w ręku światło, może mnie nim oślepić. Jeśli skazany jestem na nieustanne przeby­wanie w świetle, mogę zwariować albo dostać udaru. Muszę nosić przycie­mnione okulary, bo mnie bolą oczy od światła. A mój Pan tłumaczy mi spo­kojnie: Nie zapala się światła i nie stawia się pod korzec tylko na świeczni­ku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu (Mt 5,15).
Bez Chrystusa nie można dobrze widzieć człowieka ani świata. Każde światło wiedzy pomaga do poznania Tego, który jest Prawdą, Drogą i Ży­ciem. I nie zrozumiesz nigdy człowieka wierzącego ani ludzi wierzących, tzn. Kościoła, jeśli nie spojrzysz nań przez Chrystusa. Spójrz i na mnie cza­sem nie przez sztuczne światło, ale przez dzienne, bo zobaczysz tylko, że mam długie ręce i całe życie chodzę tylko z tacą. I namęczysz się bardzo li­cząc, ile ja zarabiam? A gdybyś patrzył dobrze spostrzegłbyś, żem więcej rozdał aniżeli miałem, a nadto, żem i oddał swoje życie. Powtarzam dziś za Apostołem: Bracia stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem... nikomu z was nie chciałem być ciężarem, bom własnymi ręka­mi zarabiał na chleb powszedni... Postanowiłem bowiem będąc wśród was nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego... (1 Kor 2,1–5). I nie naigrawajcie się ze mnie, bo ja znamiona Jego męki noszę we własnym ciele (Ga 6,17).
Była światłość prawdziwa. Chrystus jest moją światłością. Największym wrogiem wiary jest ciemnota. Ci, którzy postępuj ą w ciemności – złe są ich uczynki. I Jakub po ciemku walczył z aniołem. Ale Jakubowi zostało jesz­cze ludzkie czucie. Za dnia poznał, że walczył z aniołem Pana. Nie puszczę cię, dokąd mi nie powiesz, jakie jest twoje imię? Jestem aniołem Pana, ale ty nie będziesz się odtąd nazywał Jakub tylko Izrael, tzn. „ten, który wal­czył z Bogiem" (Rdz 32,27–30). No i cóż, nieboraczku Jakubie, niemądry byłeś, boś walczył po ciemku, patrz za dnia, wszystko się zmieniło. Wy je­steście światłością świata, ale nam oleju zabrakło i lampy nam pogasły. Na głupotę i Pan Bóg nic nie poradzi, umrzecie w grzechach swoich. Ale z nas zostały tylko popioły. Feniks powstał z popiołów, wielki ptak jak nowe ży­cie. Ale my jesteśmy tylko tlące się kaganki. To nic. On knotka tlącego się nie dogasi. Naród kroczący w ciemnościach ujrzy światłość wielką... i po­płyną do niej narody.
Nie trzeba wielkich jupiterów. Przyjmijcie Chrystusa! On jest światłoś­cią prawdziwą, która oświeca każdego człowieka... Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli dobre czyny wasze i chwalili Ojca, który jest w niebie (Mt 5,16).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger