lutego 18, 2017

7. Niedziela Zwykła (A) – Trudna miłość

Ukochane Siostry i Bracia!
W naszej życiowej wędrówce, która dla człowieka wierzącego jest drogą wiary, doszliśmy do siódmej niedzieli zwykłej.
Dzisiejsza niedziela – jak każda inna – jest wspaniałą okazją do refleksji nad Słowem Bożym i do spotkania z Panem. Ostatnie dni karnawału człowiek wiary przeżywać powinien ze świadomością tych prawd, które przekazuje nam Pan w swoim Słowie! To Jego Słowo nie chce nas blokować, ma natomiast nam pomóc w nadaniu naszej zabawie, przeróżnym formom życia kulturalnego, godnego człowieka kształtu. Człowiek wierzący powinien apostołować także stylem zabawy, kulturą zabawy. Skorzysta on sam, ubogaci innych. Kochani, zechciejcie o tym pamiętać.
Siostry i Bracia, przejdźmy po tym wstępie do refleksji nad liturgią słowa siódmej niedzieli zwykłej. Myślę, że nie przesadzę, jeśli powiem, iż dotyka ona absolutnie samej istoty chrześcijaństwa. Zarówno teologiczne­go, jak i moralnego aspektu wiary i religii naszej.
W Ewangelii świętej, już czwartą z rzędu niedzielę, wsłuchujemy się w Chrystusowe Kazanie na Górze, którego fragment dzisiaj usłyszeliśmy. Przypomnijmy syntetycznie treści: bło­gosławieństwa – autoportret Chrystusa; uczniowie Chrystusa solą ziemi i światłem świata; uwewnętrznienie prawa, napełnienie go duchem. A dzi­siaj?
Dzisiejsza Ewangelia siódmej niedzieli zwykłej stanowi kontynuację tych przedziwnych "antytez" Chrystusowych, wyrażonych w słowach: „Po­wiedziano wam..., a Ja wam powiadam”. Chrystusowi nie chodziło o zer­wanie z nauką Starego Testamentu. Chodziło raczej o uwewnętrznienie, pogłębienie jej. Poprzednia niedziela przyniosła nam cztery "antytezy" Kazania na Górze. Dzisiejsza – ostatnie dwie: „powiedziano: "oko za oko i ząb za ząb”. A Ja wam powiadam: nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi".” ... powiedziano: będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują".
Ostatnie zdanie jest niewątpliwie punktem kulminacyjnym zeszłoniedzielnej i dzisiejszej Ewangelii. Słowa proste i zrozumiałe, słowa jednoznaczne, wyraziste. Zarazem jednak słowa przerażające w stawianym wymaganiu. Dla niektórych ludzi zapewne słowa szokujące.
Jak to? Mam miłować wroga? Temu, który mnie rani, mam życzyć i czynić dobrze? Przecież on tak okazaną miłość odczyta za słabość i wyrządzi mi kolejną, jeszcze większą krzywdę. A może Jezus mówił tylko w przenośni? Zaiste, trudna jest ta nauka, któż jej zdoła słuchać? Tym bardziej, któż ją zdoła wprowadzić w życie? Któż?
Zapewne są ludzie, którzy tak właśnie podchodzą do dzisiejszej Ewangelii.
Bracia i Siostry. Chrystus nie mówił w przenośni. Chrystus w tych jasnych słowach wyraził prawdę o Bogu i o człowieku, wskazał zasadę życia wypływającego z wiary: miłuj, miłuj nieprzyjaciół, módl się za tych, którzy ci źle czynią.
Miłować to znaczy pragnąć dobra dla drugiego człowieka. Nie tylko pragnąć, ale i czynić to dobro. Kimkolwiek ten drugi człowiek byłby, cokolwiek ten drugi człowiek czyniłby.
Pierwszym, który stosował i stosuje tę zasadę jest sam Bóg. Chrystus umarł z miłości do nas, gdy byliśmy jeszcze nieprzyjaciółmi - przypomina św. Paweł w Liście do Rzymian (5,10).
Podobnie ma czynić człowiek wiary. Ma miłować drugiego nie ze względu na jego uczynki, lecz ze względu na to, że jest człowiekiem: bratem, siostrą, bliźnim. Z codziennego życia wiemy, że nie jest to łatwe. Wymaga cnoty panowania nad namiętnościami, złością, zapalczywością, wymaga cnoty przebaczenia - na wzór Boga, który codziennie nam wy­bacza. Niewątpliwie taka postawa łączy się z cierpieniem, krzyżem. Jest to jednak jedyna, prawdziwie godna ucznia Chrystusowego, droga życia. Jest to po prostu droga naśladowania Chrystusa.
Czy jesteśmy w stanie sprostać takim wymaganiom Chrystusowym? Dla człowieka to niemożliwe, lecz nie dla Boga! Dla Boga wszystko jest możliwe. Możliwe jest też to, aby tak przemienił mocą swoją serce człowieka, by był on w stanie wejść na drogę naśladowania Boga - miłować każdego, także nieprzyjaciół, stając się tym samym prawdziwie synem Boga Ojca. Ewangelia mówi: miłując waszych nieprzyjaciół, modląc się za tych, którzy was prześladują "będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie, ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych".
Miłować to znaczy pragnąć dobra dla każdego człowieka, ze względu na to, że jest człowiekiem. Bez względu na to, co on czyni.
Kiedy czytam dzisiejszą Ewangelię, dochodzę do niezbitego prze­świadczenia, że najważniejszym testem wierności Kościoła Chrystusowi jest jego postawa wobec środowisk mu wrogich, zadających mu rany, względem niego niesprawiedliwych.To samo odnosi się do poszczególnych katolików: stosunek do wrogów jest najważniejszym kryterium auten­tyczności wiary. Wynika to ze słów Chrystusa, który mówi: "Jeśli... miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?"
Miłość, szczególnie miłość nieprzyjaciół, staje się wyróżnikiem, najważniejszą cechą Chrystusowego ucznia.
Wyczuwam, choć także obserwuję, że przeciętny człowiek, katolik, z oporami słucha tych słów, z tym większymi oporami stosuje je w szarym, codziennym życiu. Jedną z przyczyn jest tzw. realizm, znajomość życia, rzekoma mądrość i doświadczenie życia. Ono właśnie nieraz utrudnia człowiekowi wiary przyjęcie tych słów pełnym sercem i zamianę ich na czyny.
Zaiste, jakże wielką wskazówką w rozwiązaniu tej kwestii są słowa zawarte w drugim czytaniu: "Niechaj się nikt nie łudzi. Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość. Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga". Nieco wcześniej, w tym samym Pierwszym Liście do Koryntian, św. Paweł powiedział: "Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia". Bogu spodobało się zbawić człowieka przez "głupstwo" krzyża. Wiemy, że nie był to tylko materialny krzyż. Był to krzyż duchowy. Krzyż odrzucenia, niewdzięczności. Krzyż naigrawania się z miłości Boga. Takie choroby człowieka i ludzkości Bóg mógł uleczyć tylko jeszcze większą miłością, to jest faktem Syna Bożego, wcielonego i umęczonego.
Chrystus zbawił człowieka nie ze względu na jego dobrą wolę, tym mniej na sprawiedliwość jego. Chrystus zbawił człowieka, który okazywał Bogu wrogość. Zbawił, to jest ofiarował największe dobro. Okazał naj­większą miłość.
Zaiste, dzieło zbawcze Jezusa Chrystusa jest konkretną realizacją przykazania miłości nieprzyjaciół. Uczniowie Chrystusa mają czynić podobnie!
Powraca pytanie: czy są w stanie to czynić? Mamy przykłady postaw niektórych chrześcijan, którzy wiernie naśladowali swego Mistrza, wielu świętych, szczególnie męczenników, poczynając od pierwszego męczennika św. Szczepana.
Jednak można i trzeba powiedzieć, bez obawy pomyłki, że większość chrześcijan, katolików - większość z nas - ma olbrzymie trudności ze stosowaniem wskazania Chrystusowego o miłowaniu nieprzyjaciół. Wydaje się nam, że wykracza to poza nasze możliwości, nie przynosi owoców. W związku z tym, co mamy czynić? Odpowiedź znajdujemy na płaszczyź­nie wiary: trzeba bardziej zaufać temu, co boskie, niż temu, co ludzkie. Trzeba zacząć bardziej liczyć na Boże, nadprzyrodzone, niż na ludzkie, doczesne siły. Trzeba bardziej zjednoczyć się z Chrystusem przez życie sakramentalne, modlitwę, uczynki miłosierdzia. Wtedy człowiek uzyska mądrość i siłę do realizacji nauki o miłości nieprzyjaciół.
Drogie Siostry i Bracia,
Kiedy czytamy tę właśnie Ewangelię, wyraźnie dostrzegamy, że stanowi ona dla nas konkretne zadanie! Wszystkie modlitwy, rekolekcje, skupienia, wyrzeczenia mają nas przybliżyć do Chrystusowego ideału. Nie jest on utopią. Zaświadczył o tym sam Pan Jezus i wielu Jego uczniów. Do dawania tego świadectwa wezwani jesteśmy także my, ludzie ochrzczeni, bierzmowani, przyjmujący Najświętszy Sakrament, konsekrowani.
Módlmy się, by ta niedziela, by to nasze spotkanie ze słowem Bożym oraz z Jezusem w Eucharystii, utwierdziły w nas postawę miłości każdego człowieka ze względu na to, że jest osobą. Byśmy coraz liczniejsi – umieli pragnąć dobra dla wszystkich. Byśmy uwierzyli, że miłość ma największą moc uzdrawiania człowieka. Amen.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger