lutego 25, 2017

Być jak dziecko

Sobota VII tygodnia zwykłego

Z Ewangelii według Świętego Marka
Przynosili Jezusowi dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: «Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego». I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je. (Mk 10,13-16)

KOMENTARZ DO EWANGELII

Pan Jezus miał szczególny stosunek do dzieci. Obejmował je i błogosławił, ale też często stawiał dziecko za przykład dla do­rosłych. W Ewangelii według św. Mateusza Jego słowa zapisane są w taki sposób: "Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie się jak dzie­ci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego" (Mt 18,3). Kiedy słuchamy tych słów nachodzi nas pokusa, by zapytać Pana Jezusa, tak jak pytał Go Nikodem: "Jakżesz może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?" (J 3,4) Jak człowiek dorosły ma stać się dzieckiem? Czy ma zrezygnować z tego wszystkiego co zdobył przez naukę i doświadczenie życiowe? Czy ma być tak naiwny i niezdarny jak dziecko?
Ta sama myśl zapisana w Ewangelii św. Marka pozwala nam lepiej zrozumieć naukę Pana Jezusa. Tutaj jest powiedziane: "Kto nie przyjmie królestwa Bożego jako dziecko, ten nie wejdzie do niego". Bardzo ważne jest tutaj słowo "przyjmie". Właśnie ono ok­reśla sytuację dziecka. Przez cały okres swego dzieciństwa człowiek jest tym, który przyjmuje i to zupełnie za darmo. W miarę jak dziecko rozwija się, coraz więcej rzeczy zdobywa samodzielnie. W końcu, kiedy człowiek osiąga dojrzałość, coraz mniej otrzymuje od innych, wszystko musi zdobywać sam i coraz więcej musi dawać. W sprawach królestwa Bożego, człowiek cały czas musi być dziec­kiem. Własnymi siłami człowiek nie jest w stanie zdobyć zbawienia. Może je tylko otrzymać jako łaskę daną zupełnie za darmo. Dziec­ko wszystkie dary przyjmuje w sposób zupełnie naturalny. Nie czuje się upokorzone tym, że jest tak bardzo uzależnione od swoich ro­dziców. Przeciwnie, dziecko jest najzupełniej świadome tego, że jest ośrodkiem zainteresowania całej rodziny, że jest kochane i uwielbiane. Wszystkie dary, wszystkie gesty dziecko przyjmuje jako objawy miłości i nie czuje się tym zażenowane. Chociaż rodzice mają przewagę nad dzieckiem, są tacy wielcy, tacy ważni, tacy bogaci i mają taką władzę, to przecież dziecko nie boi się swoich rodziców, lecz ich kocha i ufa im. Z taką prostotą i natu­ralnością ma człowiek przeżywać to niezwykłe zainteresowanie Boga. Od chwili chrztu świętego, kiedy człowiek rodzi się na nowo jako dziecko Boże, cały czas Bóg otacza go ze wszystkich stron. Wokół każdego dziecka Bożego krążą jak "rój pszczeli" Ojciec i Syn i Duch Święty. W miarę, jak człowiek zdobywając mądrość, uświa­damia sobie wielkość Boga i dystans między Jego świętością a swo­ją nędzą, może ogarnąć ludzkie serca lęk i przerażenie, które odczuwali prorocy przeżywając nawiedzenie Boga. "Stawać się dzie­ckiem" wymaga jednak, aby ten lęk przezwyciężać i odnosić się do Boga z ufnością i zaufaniem. Najważniejsza prawda, jaką Pan Jezus objawił nam o Bogu jest ta: Bóg jest Ojcem. To On kazał nam mó­wić do Niego: "Ojcze nasz". Czyż więc należy się dziwić, że wymaga od nas, żebyśmy byli w stosunku do Boga jak dzieci i jak dzieci przyjmowali Jego miłość i Jego zbawienie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger