lutego 18, 2017

7. Niedziela Zwykła (A) – Świętymi bądźcie

Upłynął tydzień i znowu spotykamy się przy stole. Chrystus karmi nas swoim słowem i swoim Ciałem. Przychodząc tu, odpowiadamy na zaproszenie, jakie skierował do nas Pan Jezus. Poprzez szarzyznę życia, poprzez ciężar powszedniego dnia – dociera do nas wez­wanie! Mamy się spotkać przy stole jak jedna rodzina. Chrystus nas zaprasza, Chrystus nas gromadzi, Chrystus nas jednoczy! Takie zaproszenie można przyjąć tylko z radością. Trzeba teraz z ca­łą prostotą pomyśleć o sobie: To ja mogę zasiąść do stołu z Chrystusem, w łączności z apostołami, wraz z Ojcem św., z ca­łym ludem Bożym. Stół, przy którym siadamy jest zastawiony dla wszystkich. Oto rodzina Boża!
Poznaj swoją godność, chrześcijaninie! Stałeś się uczestni­kiem Boskiej natury”! – poucza nas papież Leon Wielki (Kaza­nie o Narodzeniu Pańskim). Jest to echo słów św. Pawła czytanych przed chwilą. „Czy nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was” (1 Kor 3, 16). Zanim więc przyjmiemy słowo Boże, powinniśmy uświadomić sobie, że to Oj­ciec przemawia do swoich dzieci, razem zasiadających do stołu: „Bądźcie wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5, 48). Zanim przyjmiesz słowo Boże, pomyśl o tym, że jesteś dzieckiem Boga, że jest to słowo miłującego Ojca! Przykazanie miłości bliźniego, obejmujące nawet nieprzyjaciół, można podjąć dopiero wtedy, gdy zna się swoją godność!
Trzeba się najpierw wyzwolić z lęku i poczucia niepewności, bo lęk i niepewność są źródłem agresji. Nienawiść rośnie na grun­cie słabości, karmi się poczuciem zagrożenia, rozrasta się, ogar­niając całego człowieka. Kompleks niższości jest jej najlepszą po­żywką. Mściwi są ludzie, lękający się o własne jutro i o swoje miejsce w świecie, który nadchodzi. Dlatego, zanim usłyszymy trudne przykazanie miłości, trzeba powtórzyć z wiarą słowa Apostoła: „Wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus Boga” (1 Kor 3, 23). Jeżeli należę do Chrystusa, jestem tu, przy stole. Znalazłem się tu nie przypadkiem, to On mnie zaprosił; to moim Ojcem jest Bóg. Mam tak bogatego Ojca. Nie jestem zagubiony w tym świecie! Nie jestem igraszką sił przyrody! Jestem współ­dziedzicem świata. Świat, czy życie, czy śmierć, czy to rzeczy te­raźniejsze, czy przyszłe; to wszystko jest wasze! (1 Kor 3, 22). Nie jest to oczywiście pewność siebie, która jest często bez pokry­cia. Jest to poczucie bezpieczeństwa, jakie ma dziecko, ufające miłującemu Ojcu.
Bywa tak, że popełniamy błąd sądząc, że Bóg jest do nas po­dobny; wyobrażamy Go sobie na nasz obraz i podobieństwo. Chce­my się wyzwolić z naszych lęków prowadząc z Nim różne rozli­czenia, próbując Go przekupić obietnicami i darami. Tymczasem rzecz ma się odwrotnie. To my jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Stwórcy. To nam powiedziano: „świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” (Kpł 19, 2); „Bądźcie doskonałymi, jak Ojciec wasz niebieski (Mt 5, 48), a „Bóg jest miłością” (1 J 4, 8). My jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Stwórcy. Znaczy to tyle, że stajemy się naprawdę ludźmi przez miłość. Nie ma czło­wieka bez miłości. Jest to reguła obowiązująca zawsze. Nie można stać się człowiekiem, bez miłości. Stając dziś przed trudnym przykazaniem miłości widzimy jasno, że człowieczeństwo jest nam zadane. Spełniamy się jako ludzie każdego dnia na nowo. Na nic się zda wykrętne tłumaczenie, że żyjemy w świecie obojętności i walki. Jeżeli żyjemy w świecie nieludzkim, to przynajmniej tyle wiemy, że mamy być ludźmi, bo jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli każdego dnia uchybiamy przykazaniu miłości, to przynajmniej tyle wiemy, że jest to program na całe życie. Bo przez kolejne dni i lata nam dawane, mamy się stawać ludźmi. „Poznaj chrześcija­ninie swoją godność”, Szlachectwo zobowiązuje!
A jednak słowa: „Jeżeli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi” (Mt 5, 39) budzą sprzeciw, są trudne do przyjęcia. „Miłujcie nieprzyjaciół waszych” (Mt 5, 44). Chętnie przemknęlibyśmy obok tych słów, a Ewangelię wolimy otwierać na innej stronie. Pomyślmy jednak: jeżeli potępiamy nienawiść w działaniu innych ludzi, czy możemy sami odpowiadać im nienawiścią? Jeżeli wyznajemy zasadę „oko za oko”, za zbrodnię chcemy zbrodnią płacić, to w czym jesteśmy lepsi od zbrodnia­rzy? Zło nie może wywoływać echa nienawiści w naszym wnę­trzu.
Podczas swej drugiej pielgrzymki do ojczyzny, Ojciec św. bea­tyfikował dwóch uczestników Powstania Styczniowego. Zryw narodu ku wolności został stłumiony z nie­pohamowaną nienawiścią, ale my dziś podziwiamy ludzi, którzy nie pozwolili się spętać nienawiści. Pozostali wolni, mocą miłości.
A cóż powiemy o młodym poecie, Janie Romockim, który poległ podczas Warszawskiego Powstania?
Od rezygnacji w dobie klęski,
Lecz i od pychy w dzień zwycięski,
Od krzywd – lecz i od zemsty za nie
Uchroń nas Panie.
Uchroń od zła i nienawiści,
Niechaj się odwet nasz nie ziści.
Na przebaczenie im przeczyste
Wlej w nas moc Chryste!”
Jesteśmy dziećmi narodu, który karmił się Ewangelią, który obronił swą tożsamość mocą wolnego ducha, który nie pozwolił się spętać agresji tak często atakującej jego granice.
Wróćmy na zakończenie do radosnej prawdy; tu, przy stole, nie znaleźliśmy się przypadkiem. Jesteśmy dziećmi, a nie prze­chodniami. Wezwał nas Ojciec. Dlatego pozbywamy się lęków, które rodzą agresję. W obliczu Ojca, w którego rękach jest wszy­stko, odnajdujemy spokój. Jesteśmy dziećmi Tego, który jest najbogatszy w miłość. Prosimy Go pokornie, aby w nas zachował to podobieństwo do siebie, które sprawia, że jesteśmy ludźmi, Jego dziećmi, wolnymi od nienawiści. Amen.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger