marca 12, 2017

2. Niedziela Wielkiego Postu (A) – Blask Chrystusa Przemienionego

Kochani moi! Liturgia słowa dzisiejszej niedzieli przypomina nam, że chrześcijaństwo wytycza nam drogę wzwyż, ku górze. Szczyt i koniec wędrówki znajduje się ciągle przed nami. Chrześcijaństwo to religia ciągłego pytania i niepokoju; kontemplacji i zadumania. Bóg ciągle nas zaskakuje swoją osobą, swoimi słowami i czynami. On nas zadziwia sobą! To tylko czasem ludziom, którzy powierz­chownie znają Boga i chrześcijaństwo, wydaje się, że religia daje gwarancję, absolutny spokój, całkowite samozadowolenie i zabez­pieczenie przed wszelkiego rodzaju wewnętrznymi rozterkami. Czasem także wydaje się nam, że tak dobrze znamy Boga, że już nas niczym nowym nie zaskoczy, że nic nowego przy nim nie zoba­czymy, nie usłyszymy. Ci, którzy pobieżnie znają Boga i Jego na­ukę, mówią, że jest ona zbyt monotonna i mało interesująca. Czyżby to była prawda?
Może podobnie patrzyli na Chrystusa ci, którzy byli świad­kami Jego przepowiadania i czynów. Pewnie dlatego Jezus, spoś­ród swych dwunastu apostołów, wziął Piotra, Jakuba i Jana i wyprowadził ich na „górę wysoką”, aby mogli zobaczyć inaczej swego Mistrza i Pana, którego znali tak dobrze. Czyż nie byli zaskoczeni, gdy zobaczyli, że: „Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Moj­żesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim” (Mt 17,2-3). Chciałoby się w tym miejscu zapytać: Dlaczego spośród wielu proroków i przy­wódców narodu izraelskiego Chrystus rozmawiał tylko z Moj­żeszem i Eliaszem? Kim byli ci dwaj mężowie Boży, że zostali tak bardzo wyróżnieni stając z Chrystusem na Górze Przemienienia?
Dla Izraelitów Mojżesz był wyjątkowym prorokiem i przy­wódcą narodu. Przyszedł na świat w narodzie cierpiącym ucisk i prześladowanie. Córce faraona zawdzięczał nie tylko to, że został „uratowany z wody”, lecz także i to, że otrzymał staranne wycho­wanie, które go dobrze przygotowało do roli przywódcy narodu. Lecz on dobrze wiedział, że ani mądrość, ani dobre imię nie wystarczyłyby, by mógł stać się oswobodzicielem narodu. On był przekonany, że przemawia w imieniu Boga, że jest Jego ustami. Objawił i nadał Izraelowi Prawo Boże, a później troszczył się, aby było ono przestrzegane w życiu codziennym. Jego rola jako pro­roka polegała na tym, by tak wychować buntujący się lud, aby dochował on wierności Bogu jedynemu i najwyższemu. To właśnie on dzięki swym modlitwom zapewnił narodowi izraelskiemu zwy­cięstwo nad ich wrogami, on też wyjednał ludowi przebaczenie jego grzechów. On do tego stopnia umiłował swój naród, że urato­wał go przed śmiercią, narażając siebie samego na gniew Boży. Pewnie dzięki tym zasługom znalazł się przy boku Jezusa podczas Jego przemienienia.
Obok Mojżesza szczególnym uznaniem spośród mężów Bożych Starego Testamentu cieszył się prorok Eliasz. Prorok ten działał za czasów bezbożnego króla Achaba (873-854 przed Chr.) i jego pogańskiej małżonki Jezabel, córki fenickiego króla Etbaala. Eliasz zasłynął szczególną gorliwością w obronie czystości wiary monoteistycznej, do której zaczęły przenikać elementy kultu kananejskiego bożka Baala. Pełne zasług życie Eliasza uwień­czone zostało cudownym jego przejściem z ziemi do nieba. Stąd zawsze w tradycji starotestamentalnej oczekiwano powrotu Eliasza na ziemię w czasach mesjańskich, którego celem miało być odnowienie narodu i przygotowanie go na przyjście Zbawi­ciela. To on miał wyjaśnić swym rodakom, że oczekiwany Mesjasz będzie zwycięskim wodzem i królem, ale zarazem mężem pod­danym cierpieniom, udrękom i poniżeniom. Żydzi nie mogli prawdopodobnie zaakceptować tych, wykluczających się ich zda­niem, elementów. Jest rzeczą po ludzku zrozumiałą, że bliższy był im obraz Mesjasza jako triumfatora. Eliasz istotnie przyszedł i wyjaśnił to wszystko, ale tego nie zrozumieli synowie narodu wybranego.
Kiedy Piotr zobaczył i usłyszał Chrystusa, który rozmawiał z Mojżeszem i Eliaszem, chciał jak najdłużej radować się Mistrzem Przemienionym, dlatego wychodzi z zaskakującą propozycją: „Pa­nie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz,
postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza” (Mt 17,4). Ta propozycja nie jest wynikiem jakichś subiektywnych przeżyć czy nastrojów psychicznych. Nie jest też żadną ekstazą religijną, złudzeniem zmysłowym czy halucynacją. Widać, że powoli Piotr dochodzi do rozumienia pism proroków, które zapowiadały kontrowersyjnego Mesjasza. Zrozumiał, że aby pozostać przy Mis­trzu, trzeba gdzieś w dole zostawić świat, który kusi i nęci złud­nymi urokami i propozycjami. Dopiero na górze zrozumiał, że dobrze jest być blisko Pana. Ze warto pozostawić wszelkie co­dzienne sprawy, aby cieszyć się Jego obecnością, oddając Mu hołd, uwielbienie i dziękczynienie.
Podobnie jak Piotrowi, Jakubowi i Janowi, tak i nam po­trzebny jest czas spotkania z Chrystusem, abyśmy dostrzegli w Nim nie tylko człowieka, ale przede wszystkim Przemienionego Człowieka-Boga. Bo taki Mistrz pomoże nam zrozumieć wszystkie doświadczenia życia. On nam pomoże tajemnice bolesne naszego życia przemienić w tajemnice radosne i chwalebne. Dziś świat i człowiek tak bardzo potrzebuje blasku Chrystusa Przemie­nionego. Człowiek potrzebuje tego światła nadprzyrodzonego, które wskaże mu nowe perspektywy. Potrzeba nam tego, bo jakiś dziwny mrok ogarnął ziemię i ludzkie serca. Człowiek zbyt mocno przylgnął do materii, do ziemi i tylko ją widzi. Wielu chrześcijan zapomniało, że Chrystus pragnie przemienić ich życie. Tak wielu uczniów Jezusa skarłowaciało, bo nie zaczerpnęli z tego światła i blasku, które daje Chrystus Przemieniony.
Kościół wzywa nas do tego, abyśmy podjęli trud spojrzenia na własną wiarę nowymi oczyma, wcale nie po to, żeby porzucić jej dawną postać czy też zastąpić ją czymś bardziej dostosowanym do nowych czasów i potrzeb, ale po to, abyśmy zapytali siebie, czym była, czym jest i czym jeszcze może być w naszym życiu. Bo żadne tłumaczenie i wyjaśnianie nie może i nie jest w stanie zastąpić naszego osobistego spotkania z Mistrzem na Górze Przemienienia.
Czas Wielkiego Postu powinien być takim czasem, w którym podejmiemy trud wspinania się do Jezusa, aby zobaczyć w Nim obiecanego Chrystusa, Zbawiciela świata. Trzeba zacząć od szu­kania Boga. Człowiek musi odczuć w sobie potrzebę Boga, musi doświadczyć tajemnicy, w której On się objawia. Najwyższy czas, abyśmy rozważyli i zrozumieli, że jesteśmy stworzeniem zanu­rzonym w blasku Chrystusa Przemienionego. Potrzebny jest nam czas, abyśmy dobrze wpatrzyli się w naszego Odkupiciela, aby On nas zadziwił swoim bóstwem, abyśmy w Nim rozpoznali Boga-Człowieka. On pragnie, abyśmy, dzięki świadectwu prawdziwej, żywej i autentycznej wiary, mogli pociągnąć otoczenie i spowo­dować jego zainteresowanie się Chrystusem Przemienionym, Ewangelią, Kościołem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger