marca 03, 2017

1. Kazanie pasyjne – Kielich od Ojca

Drodzy bracia i siostry. Dzień męki i śmierci nie był dla Chrystusa zaskoczeniem. Właściwie to ta myśl o tym dniu towarzyszy Mu podczas całej jego działalności publicznej. Ten dzień będzie nazywał „swoją godziną”: jeszcze nie nadeszła godzina moja, a cierpienia tego dnia nazwie „kielichem”, który musi wypić. I właśnie dziś nadeszła ta godzina, i swoim zwyczajem Jezus – jak przed podjęciem każdej ważnej decyzji – idzie na rozmowę z Ojcem, idzie do ogrodu Oliwnego, aby się modlić. Trzy lata temu, kiedy rozpoczynał swoją działalność publiczną, też poszedł na rozmowę z Ojcem, poszedł na pustynię. Wtedy to w tą rozmowę wtrącił się ktoś trzeci: szatan, który Go kusił i został przepędzony przez Jezusa - jak mówi Ewangelia: „odszedł do czasu”, aby powrócić. I właśnie dziś ten czas nadszedł; dziś – on, szatan znów wraca, aby zamącić rozmowę Jezusa z Ojcem. Właściwie to Szatan nie musi się specjalnie wysilać – wystarczy, że przedstawi w wyobraźni Chrystusa zawartość kielicha, który trzeba wypić, a zawartość tego kielicha jest porażająca, bo oto już za kilka godzin w tym ogrodzie, gdzie teraz się modli, będzie aresztowany, na powrozie będzie prowadzony, jak zbrodniarz przed sądy, będzie bity biczami, które rozgrywać będą Jego ciało, będzie wyszydzony, ukoronowany koroną cierniową, a ciernie wbijać się będą w Jego skroń, a wreszcie przybity zostanie gwoździami do krzyża, na którym trzy godziny będzie konać. „Ojcze mój jeżeli to możliwe mnie ominie ten Kielich” - woła Jezus. A uczniowie śpią: „Jednej godziny nie mogliście czuwać?” Nie mogli, to nie ich godzina: to Twoja godzina Mesjaszu, to Twój krzyż, zobacz zresztą sam czy warto go pić, Twoi najbliżsi śpią, nie śpi tylko ten, który Cię zdradza. Jutro przyjdą ci, których karmiłeś cudownie rozmnożonym chlebem, którym opowiadałeś o Bogu, a oni wołali hosanna, natomiast jutro wołać będą „ukrzyżuj go”. Jutro wybiorą zbrodniarza, a odrzucą Ciebie, bo im zawsze będzie bliżej do zbrodni, niż do ciebie. I tak będzie w ciągu wieków, tak będzie zawsze... Powiedziałeś, Panie, że jesteś Drogą, a oni będą chodzić swoimi drogami... Powiedziałeś, Panie, że jesteś Prawdą, a oni rozkochają się w kłamstwie... Powiedziałeś, Panie, że jesteś Życiem, a oni będą wybierać śmierć, wieczną śmierć... Czy więc warto za nich umierać? „Ojcze, jeżeli to możliwe niech mnie ominie ten Kielich”. Właściwie to nigdy Chrystus nie okazał się tak bardzo człowiekiem, jak podczas tej modlitwy! Chrystus prosi ojca, aby zwolnił go z tego zadania, z wypełnienia tego zadania, dla którego przecież przyszedł na ten świat. Na tego człowieka z ogrodu Oliwnego zwaliło się wszystko: i zdrada, i opuszczenie, i poczucie bezsensu tego co ma dokonać, i zapowiedź strasznej męki, i śmierci na krzyżu, i milczące niebo. Jutro z wysokości krzyża będzie wołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” Ale już dziś czuje się opuszczony... Ileż trzeba było wysiłku, aby wyrazić zgodę, aby powiedzieć Ojcu: niech będzie tak, jak Ty chcesz, a nie tak jak ja.
Kiedyś, na początku dziejów, w ogrodzie rajskim, człowiek powiedział Bogu NIE, nie wierze Ci. Dzisiaj, w ogrodzie Oliwnym, Bóg-Człowiek mówi Bogu: ufam Ci, niech będzie tak, jak ty chcesz. I Ojciec przysyła anioła, daje znać, że jest, że słyszy... I Ojciec podaje swojemu Synowi „Kielich”. Właśnie ta ręka Ojca nadaje sens piciu tego kielicha. Za chwilę powie Jezus do Piotra: „schowaj twój miecz, czyż nie mam pić kielicha, który podał mi ojciec?” To co Ojciec daje, to nie zdrada Judasza, to nie wyrok śmierci Piłata, to Ojciec mój, kochający Ojciec, ale, który też jest Ojcem Piłata, Ojcem Judasza, Ojcem narodu, który mnie odrzucił, Ojcem wszystkich narodów i wszystkich ludów, podaje mi ten „Kielich”, abym wypił go do dna, i odkupił i zbawił wszystkich ludzi, bo wszyscy oni są dziećmi Bożymi: tak Bóg umiłował świat, tak Bóg umiłował zdradzieckich Judaszów, i Piłatów i te ogłupione, otumanione, bezmyślne tłumy, które krzyczą: „ukrzyżuj Go”, że posłał swojego Syna, aby Ten znowu wszystkich przyprowadził do domu, do domu Ojca.
I, moi drodzy, każdy z nas będzie miał kiedyś swój ogród oliwny, swój Ogrojec. I trzeba będzie wtedy spoglądnąć wstecz i do przodu, trzeba będzie zobaczyć swoje życie w świetle - no właśnie: w jakim świetle? Bo jeżeli to ma być tylko światło słońca, jeżeli będziemy patrzeć na mroki naszego życia tylko w świetle słońca, to zobaczymy tylko bezsens i pustkę. Aby popatrzeć na te ciemne strony naszego życia, które są za nami i te, które są przede nami, jak chociażby mroki konania i śmierci, to trzeba patrzeć na nie w innym świetle. Po to Chrystus przyszedł na świat, po to przeszedł przez wszystkie mroki ludzkiego życia, i przez mrok zwątpienia, i opuszczenia, zdrady i samotności, a przede wszystkim przez mrok cierpienia i śmierci, aby wszystko to rozjaśnić światłem zmartwychwstania. To właśnie w tym świetle, w świetle Zmartwychwstania Chrystusa, w świetle zmartwychwstania naszego, w świetle życia, którym teraz żyje Chrystus, nie tylko jako Bóg, ale też jako człowiek, Bóg-Człowiek - tylko w tym świetle to wszystko, co za nami i przed nami, może mieć jakiś sens, możemy dojrzeć sens tego wszystkiego, bo to właśnie z tego kielicha, który Ojciec podał Jezusowi, aby go wypił, z tego kielicha, bije to światło, światło Zmartwychwstania, światło, w którym można zobaczyć sens naszego życia, bo w tym „kielichu”, który Ojciec podał swojemu Synowi jest zawarta miłość, miłość Boga do człowieka, miłość Boga do każdego człowieka. A skąd w tym kielichu znalazło się też cierpienie - to już tajemnica, którą zna tylko Ojciec i Syn. Amen.!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger