marca 08, 2017

2. Niedziela Wielkiego Postu (A) – Widzieć Jezusa

Czytania liturgiczne drugiej niedzieli Wielkiego Postu wyzna­czają uczestnikom mszy św. konkretny temat rozważań – prze­mienienie Jezusa na górze Tabor i naszą osobistą przemianę. Problem przemiany człowieka!, jego sposobu myślenia i wartościo­wania, jego życia i czynów, stawia Kościół od samego początku swego istnienia przed każdym bez wyjątku pokoleniem ludzi. Do przemiany zachęca nieustannie Bóg, mówiąc do nas słowami ostatniej księgi Pisma św. – Apokalipsy: „Oto czynię wszystko nowe” (Ap 21, 5). Tę „nowość” przemiany spostrzegamy wszędzie. O prze­mianie mówi nam kosmos, w którym wszystko jest ciągłym ru­chem, zawrotnym i tak trudnym do ogarnięcia przez umysł człowieka, kruchego jak źdźbło trawy. Przemianą oddycha ziemia, znająca następstwo dni i nocy, obracająca się w rytmie zmiennych pór roku i poddana zadziwiającej logice przyrody.
Przemiana powinna być również ciągłą tęsiknotą człowieka. I właściwie jest, bo nie może być na nią obojętny człowiek, któ­ry sam jest jej prawom poddany. Patrzy więc człowiek na nie­ubłaganie upływający czas: lata, dni, godziny. Na wciąż za szyb­ko umykające życie i zdrowie. Nikt nie jest w stanie zatrzymać, choćby na trochę, swojej młodości. Pierwsza refleksja dotycząca przemiany jest gorzka, jak prawda o umieraniu.
Jakże wielu ludzi, nawet chrześcijan, zatrzymało się w tym miejscu, przy tym bolesnym stwierdzeniu: wszystko się zmienia, wszystko przemija. Taka refleksja nie wystarczy! Nie jest nawet w części chrześcijańska. Byłaby zbyt daleko idącą identyfikacją z naturalnymi tylko prawami przyrody. Takim ludziom pozosta­łaby bezwzględna walka o byt, a to jest zbyt smutne, zbyt pogańskie, nawet wówczas, gdy się na pociechę doda, że byt kształ­tuje świadomość. Im więcej tej smutnej walki, tym chętniej świat mówi o postępie. A człowiek, który w tym wszystkim musi żyć, umiera stopniowo na postępujący paraliż. Paraliż serca, niewy­dolność myślenia i galopujące suchoty znieczulicy.
Jak leczyć tę chorobę? Podstawowa kuracja – zobaczyć nie tylko siebie i krąg magiczny swoich wyłącznie spraw, lecz otwo­rzyć oczy, by widzieć człowieka. Jest to pierwszy krok ku prze­mianie, może jeszcze nie tej religijnej, ale już przecież tak bar­dzo ludzkiej. Dziś tak tego bardzo potrzeba. Wciąż rośnie zapo­trzebowanie na ludzi o poszerzonym kącie widzenia człowieka, jego spraw i problemów. Taka radosna przemiana dokonuje się czasem w ludziach, którzy zetkną się nieoczekiwanie z cierpie­niem, chorobą, kalectwem, czy jakąkolwiek ludzką potrzebą i nie­dostatkiem. Jeśli wtedy, oprócz zwyczajnego odruchu współczucia, człowiek zdobywa się na gest miłosierdzia, to tak jakby wycią­gał ręce do Boga w błagalnej prośbie o dalsze owoce przemiany. Pamięć przywołuje tu przykłady ludzi, którzy potrafią bezintere­sownie opiekować się chorym w domu lub w szpitalu; zauważyć ludzi starszych, bezradnych wobec coraz trudniejszych warunków życia, czy przyjść z pomocą wielodzietnej rodzinie. Są to bezimien­ni społecznicy, których imion nigdy nie poznamy. Ludzie o ja­snych, promiennych twarzach, szerokich sercach i radosnym uśmie­chu, których szczęściem jest to, że zobaczyli człowieka. Nawet gdyby się na tym zatrzymali, to przecież są tak potrzebni. Można powiedzieć, że żyje w nich gotowość przemiany, bez której nie ma wzrostu duchowego i moralnego, bez której świat stacza się w dół.
Zupełnie coś nowego zaczyna się tam, gdzie człowiekowi za­błyśnie światło objawienia. Dlatego prowadzi nas dzisiaj Ko­ściół na górę Tabor, byśmy przyjrzeli się przemienionemu Je­zusowi. Widzimy Go w towarzystwie apostołów: Piotra, Jakuba i Jana, którzy, jak mówi Ewangelia, zobaczyli od tej chwili zna­cznie więcej niż dotąd. Poszli za Jezusem na Tabor jako (ludzie w pełni rozumiejący potrzeby człowieka. Wrażliwości i dostrzega­nia ludzkich problemów uczyli się od samego Chrystusa, który przecież mówił o sobie, że jest Synem Człowieczym. Jeszcze przed wydarzeniem z góry Przemienienia patrzyli na cuda Jezusa, wy­raz najwyższej troski i miłosierdzia okazywanego ludziom. Byli świadkami licznych uzdrowień i dwukrotnego rozmnożenia chleba dla głodnych. Mieli więc czas na to, by się nauczyć troski o czło­wieka. Lecz na Taborze stało się coś znacznie większego niż naj­bardziej miłosierne spojrzenie człowieka na człowieka. Ewangelia mówi o tym w prostych słowach: „Gdy podnieśli oczy, nikogo już nie widzieli, tylko samego Jezusa” (Mt 17, 8). Jest to więc dalszy etap leczenia naszych niemocy: widzieć Jezusa.
Tego uczymy się od apostołów, którzy głosząc światu Ewan­gelię, czynią go bardziej ludzkim, gdyż uczą widzieć Jezusa we wszystkim. Widzieć Jezusa – to dla nas wierzących zadanie najpierwsze. Śmiesznym byłby zarzut stawiany nieraz przez niedo­wiarków, że widzieć wszędzie Jezusa to przesada, bo przesłoni zbyt wiele. Odpowiedź jest tak prosta: przecież Chrystus przy­szedł ma ziemię „dla nas ludzi i dla naszego zbawienia”. Dlatego mamy widzieć Jezusa jako jedyną szansę uratowania świata i sie­bie, a widzieć Go powinniśmy całego – nie wykreślając z Ewan­gelii żadnego zdania. Dziś, kiedy oglądamy Go w blaskach prze­mienienia, mamy pamiętać o tym, że Tabor – to jakby oddech przed trudnym etapem krzyża. Po to Jezus przemienił się wobec uczniów, aby umocnić ich na późniejszą drogę krzyża, którą sam przecież miał przyjąć jako pierwszy.
Będąc posłusznym swemu Panu, stawia nam Kościół krzyż jako motyw do rozważań wielkopostnych. Przez krzyż okazuje się najpełniej pokrewień­stwo człowieka z Bogiem i pokrewieństwo między ludźmi. Przez krzyż Bóg zawiera przymierze z narodami. Przez Krew Jezusa umęczonego na krzyżu i nasz naród jest spokrewniony z Bo­giem. Dlatego mocno wyznajemy przed wszystkimi: chcemy wi­dzieć Jezusa, chcemy widzieć Jego krzyż tam, gdzie żyje i cierpi człowiek.
Przypomnijmy sobie, co mówił sł. boży Stefan Wyszyński: „Jesteśmy przyzwyczajeni w tej »krainie krzyżów« do dźwigania krzyża. Nie jest to dla nas rzecz nowa. Jesteśmy zahartowani, W tej chwili wy­daje nam się, że ten krzyż na nowo wyrasta na horyzoncie pol­skiego nieba”. Niech będzie to krzyż zwycięstwa. Krzyż, w świa­tłach którego widzi się dobrze Jezusa i człowieka. Krzyż, który jest drogowskazem dla ojczyzny i żyjących w niej ludzi. Niech przez krzyż dokonuje się najcudowniejsza przemiana naszych serc, a Zbawiciel niech rzuci nam światło na życie przez Ewan­gelię.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger