marca 10, 2017

2. Niedziela Wielkiego Postu (A) – Światło z Góry Przemienienia

Moi Drodzy! To nie przypadek, że na Górze Przemienienia rozmawiali z Jezusem Mojżesz i Eliasz. W Starym Testamencie czytamy, że zarówno Mojżesz jak Eliasz wchodzili na górę, aby rozmawiać z Bogiem. Mojżesz spotkał się z Bogiem na Górze Synaj, Eliasz na Górze Horeb. Na Górze Przemienienia spotykali się z tym samym Bogiem prawdziwym, z którym spotkali się i roz­mawiali podczas ich historycznego życia.
Bardzo wiele się od tamtego czasu zmieniło. Stała się rzecz trudna do uwierzenia, przekraczająca wyobraźnię, a przecież prawdziwa. Oto Bóg prawdziwy, jednorodzony Syn przedwiecznego Ojca, przez którego świat został stworzony, stał się człowiekiem. Tak wiele jesteśmy warci w oczach Boga, tak bardzo zostaliśmy ukochani. Mojżesz i Eliasz rozmawiają na Gó­rze Przemienienia z Bogiem, który przyjął ludzką naturę i stał się jednym z nas. Ewangelista Łukasz zapisał, że rozmawiali z Nim o Jego odejściu, ja­kie miało się dokonać w Jerozolimie. Albowiem dla kochającego Boga by­liśmy warci nie tylko tego, żeby Syn Boży stał się Synem Człowieczym, ale również tego, żeby umarł za nas na krzyżu.
Obecność Mojżesza i Eliasza w scenie Przemienienia Pańskiego podkre­śla tajemnicę zstąpienia Boga do ludzi, tajemnicę przygotowywaną przez całe dzieje Starego Testamentu i urzeczywistnioną w Jezusie Chrystusie. Natomiast głos Ojca przedwiecznego wskazuje na tajemnicę wstępowania ludzi do Boga. Oto Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie! (Mt 17,5). Słu­chajcie Go, idźcie za Nim, On jest przewodnikiem waszego zbawienia.
Tak łatwo nam mówić, że Chrystus jest Synem Bożym. Ale zastanówmy się, co to znaczy. Jeśli jest Synem Bożym, Synem jednorodzonym, znaczy to, że nie jest stworzeniem, że od najdoskonalszych nawet stworzeń od­dziela Go niewyobrażalna przepaść nieskończonej doskonałości. Jeśli Chrystus jest Synem Bożym, znaczy to, że jest Bogiem prawdziwym rów­nym przedwiecznemu Ojcu, bo nie da się nawet pomyśleć, żeby Syn Boży nie był tak samo nieskończony jak Jego przedwieczny Ojciec. Oto jakiego przewodnika otrzymaliśmy w naszej drodze do zbawienia!
Ale bo też nasza droga do zbawienia prowadzi na szczyty zaprawdę przekraczające naszą wyobraźnię. Ojciec przedwieczny chce nie tylko tego, żeby Jego Syn jednorodzony uleczył nas z ran naszych grzechów. On chce nas uczynić uczestnikami swojego Bóstwa, chce w nas mieć już nie tylko umiłowane stworzenia, chce, żebyśmy się stali Jego dziećmi w Jego Synu jednorodzonym. I właśnie dlatego samego Syna dał nam za przewodnika naszego zbawienia. Oto Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie! (Mt 17,5). Na Górze Przemienienia nie tylko odsłoniła się prawda przebóstwionego człowieczeństwa Jezusa Chrystusa. Prawda ta jest zarazem obietnicą przebóstwienia każdego z nas, którzy staramy się iść za Jezusem.
Tę wielką prawdę, że Jezus jest dla nas nie tylko źródłem zbawienia, ale i przewodnikiem zbawienia, że powinniśmy iść nie tylko do Jezusa, ale rów­nież za Jezusem, wyraziła kiedyś z niezwykłą głębią, a zarazem prostotą, matka Maria Kolumba Białecka, której 130 rocznicę śmierci obchodzą właśnie dzisiaj siostry dominikanki. Klęcząc kiedyś przed Najświętszym Sakramentem uświadomiła sobie nagle, że Jezus obecny w tajemnicy Eucharystii jest przecież nie tylko Bogiem prawdziwym, ale i Arcykapła­nem, który nieustannie wstawia się za nami przed obliczem Ojca. I przeży­cie swoje ujęła matka Maria Kolumba w następującym zapisie: „Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie ciągle modlitwą zajęty. Gdy klęczę i modlę się w kaplicy, czegóż nie mam połączyć mojej modlitwy nędznej z Jego wszechmocną modlitwą, czegóż nie mam prosić Pana Jezusa, aby się za mnie pomodlił? Czy jest co, czego by modlitwa Jego nie zdołała wyjednać mi u Boga Ojca?”
Oto konkretny przykład, co praktycznie mogą znaczyć słowa: Oto Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie, za Nim idźcie, Jego naśladujcie! Słuchaj­cie Go jako Tego, który żyje. Przychodźcie do Niego, bo On jest bardzo blisko. Dajcie Mu się prowadzić i doprowadzić do przedwiecznego Ojca!
Ale wróćmy do dzisiejszej Ewangelii. Ktoś mógłby postawić pytanie następujące: Podczas chrztu w Jordanie, kiedy Ojciec przedwieczny wypowiedział te same słowa, ukazał się również Duch Święty w postaci gołębicy. Czyżby zabrakło Ducha Świętego na Górze Przemienienia? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: A czymże jest to światło boskie, którym pro­mieniuje Jezus, a które przenika Mojżesza, Eliasza oraz Apostołów, jeśli nie Duchem Świętym?
Widzimy zatem, że tajemnica przemienienia jest tajemnicą dnia dzisiej­szego. W stopniu, w jakim przenika nas Duch Święty, w takim stopniu już teraz dostępujemy przebóstwienia, w takim stopniu już teraz uczestniczy­my w tajemnicy przemienienia. Zresztą przypatrzmy się naszym własnym doświadczeniom duchowym. Czyż nie jest tak, że z chwilą mojego pojednania z Bogiem przemienia się we mnie i wokół mnie dosłownie wszystko? Otaczający mnie świat jest niby taki sam jak przedtem, przed moim nawró­ceniem, a przecież stał się zupełnie inny. Dosłownie na każdym miejscu za­czynam w nim rozpoznawać wszechmocną i kochającą obecność Boga. Ogarnia mnie głęboka życzliwość dla ludzi. Dawniej tego nie widziałem, że tak wiele dobra dzieje się przez różnych ludzi. I to mnie naprawdę raduje. Cieszę się cudzym dobrem w taki sposób, jakbym to ja sam je czynił albo go doznawał. Owszem, widzę również zło, bo nie sposób go nie widzieć. Ale zło mnie już nie przygnębia ani nie pobudza do jałowych potępień. Ra­czej zastanawiam się nad tym, czy nie mógłbym się jakoś przyczynić do przezwyciężenia tego zła. Zaczynam odkrywać, że prawdziwa miłość bliź­niego musi być konkretna i że przybiera ona różne formy, zależnie od tego, kim jest mój bliźni i jaka jest jego sytuacja wewnętrzna i zewnętrzna. I wiem jakoś bardzo głęboko, że dobro na tym Bożym świecie jest potężniejsze niż zło. Jeśli to wszystko dzieje się we mnie, znaczy to, że światło z Góry Przemienienia już do mnie dotarło.
Zwracam się w tym miejscu w sposób do wszystkich chorych i cierpiących z naszej parafii - z pewnością jest takich wielu. Być może - są wśród nas. Cierpienie, lęk o przyszłość, uzależnienie od innych nawet w zakresie elementarnych potrzeb – to szczególnie dotkliwe mroki egzystencji człowieka chorego. Nieco z tych mroków zdoła rozpędzić miłość najbliższych, troskli­wa pielęgniarka, oddany lekarz. Ale przede wszystkim starajcie się, drodzy chorzy, mroki związane z waszą chorobą otwierać na światło Chrystusa, na światło płynące z Góry Przemienienia. To światło przemienia przede wszy­stkim duszę człowieka, jedna człowieka z przedwiecznym Ojcem, leczy rany grzechu, pomaga rozpoznać sens różnych doświadczeń, jakie go dzi­siaj spotykają. Toteż nieraz się zdarza, że światło Chrystusa ogarniające duszę spływa również na ciało i uzdrawia z choroby, a przynajmniej ją łago­dzi. Światło Chrystusa łagodzi chorobę, np. w tym sensie, że dodaje ducho­wych sił do jej znoszenia oraz do tego, żeby przemieniać cały ból i trud cho­roby w ofiarę. W ofiarę duchową, która będzie się realnie przyczyniała do przemiany naszego świata na lepszy.
Jeśli usłyszymy wielokrotne wezwanie do nawrócenia i otworzymy się na światło z Góry Przemienienia, ogarnie nas jakaś przedziwna ufność. Bo przecież miłość Boża jest potężniejsza niż jakiekolwiek zło; bo przecież miłość Boża jest bardzo blisko, po prostu w zasięgu ręki. Wystarczy się na nią otworzyć i wówczas przekonamy się, że zaprawdę wierny jest Bóg i nie do­puści na nas próby ponad siły – ale dopuszczając utrapienie, udzieli zarazem mocy, żebyśmy to utrapienie czy tę pokusę bezpiecznie przejść mogli. I ogarnia mnie wówczas radosna pewność, że jeśli tylko trzymam się Chry­stusa, mojego Zbawcy, ja cały – niezależnie od tego, co mnie spotyka – należę do Boga. Bylebym tylko trzymał się Chrystusa mocno, obu rękami.
Moi Drodzy! Tego trwania przy Chrystusie życzmy sobie ze wszystkich sił. Bo kto trwa przy Chrystusie, nie zgubi się w największej nawet ciemności. Taki czło­wiek zawsze znajdzie w sobie światło z Góry Przemienienia i usłyszy zako­rzenione w swej duszy słowa nadziei, że miłujących Boga wszystko wspo­maga ku dobremu (Rz 8,28). Usłyszy samego nawet Chrystusa, który zwła­szcza w momentach trudnych powiada nam z całą mocą: „Oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata (Mt 28,20). Ufajcie, Jam zwyciężył świat” (J 16,33). Amen.


1 komentarz:

  1. "Bo kto trwa przy Chrystusie, nie zgubi się w największej nawet ciemności"...dlatego trwam... "Bo przecież miłość Boża jest potężniejsza niż jakiekolwiek zło; bo przecież miłość Boża jest bardzo blisko, po prostu w zasięgu ręki." :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger