marca 01, 2017

1. Niedziela Wielkie­go Postu (A) – Oto teraz czas zbawienia

Ukochani Bracia i Siostry. W obszarze ludzkiego czasu pojawił się Wielki Post. Wszedł w życie chrześcijan i zadomawia się na sześć tygodni. Ten, komu nie jest to obojętne, chce ten czas przeżyć dobrze, chce go wykorzystać. Wkraczając w Wielki Post, znaleźliśmy się w kręgu najświętszych tajemnic. Prawdy o duszy nieśmiertelnej, o odkupieniu duszy przez krzyż, o zmartwych­wstaniu w okresie Wielkiego Postu podane nam są do przeżycia. W tym okresie mam sobie uświadomić, że moja dusza jest ważniejsza niż ciało, skoro Syn Boży przelał za nią swoją krew na krzyżu.
Być może, że powtarzam to, o czym każdy wie. Tylko, że nie każdy chce wiedzieć i o tym pamiętać.
Dlatego rodzi się pytanie - jak ma przeżyć wielki Post wierzący Polak zmęczony wyborami i referendami. Czy nie cisną się na usta słowa Hen­ryka Sienkiewicza:
Zmęczeni jesteście Polacy, zmęczona jesteś Polsko, odarta ze czci i sławy
i z dawnych Twoich cnót, ale żyć musisz przecież ostała nam jeszcze wiara,
a na niej wszystko inne odbudowane być może”.
Tacy jesteśmy rozgadani, pyszni i drapieżni. Nam teraz nie wystarczy spokój. Nam teraz trzeba wejść na pustynię, oddalić się od przewrotnych ludzi i przeżyć prawdę o samym sobie, o swojej duszy, o pojednaniu z Bogiem, trzeba nam jak Chrystus oddalić się na pustynię i odsunąć się nieco od tych spraw, które nas rozpraszają. Trzeba wreszcie przeżyć i odprawić rekolekcje nad sobą. Rekolekcje - to jest właśnie uświa­domienie sobie tych prawd o swojej duszy - czy ja jestem w porządku z Bogiem.
Może dopiero po takim głębokim przemyśleniu zauważysz jako katolik, że trzeba zerwać ten „czerep rubaszny”, aby nie więził narodu! (J. Słowacki).
Nasz naród jak lawa, z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, lecz wewnętrznego żaru w sto lat nie wyziębi” i zstąpmy do głębi (A. Mic­kiewicz).
Otóż serce człowieka jest tym akumulatorem, który musi się napełnić energią od Boga wziętą, światłem i mocą z wysokości. Dlatego trzeba zstąpić do głębi swojego własnego serca. I chociaż nie jest to ucieczka od problemów, które należy rozwiązać, ucieczka w komfort bujanego fotela, czy atrakcyjnej podróży -to jednak jest to czas na spokojną i wyważoną refleksję.
Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, jak wielką miłością obdarzył nas Ojciec i dziękować Mu za dzieło zbawienia dokonane przez Syna.
Jako chrześcijanie jesteśmy zanurzeni w czasie Boga. Nasz czas jest zawsze za krótki i zawsze mamy go „za mało”. Dlatego trzeba się spieszyć, aby kochać Boga i trwać w Jego miłości.
Za późno Cię pokochałem” - powiedział św. Augustyn po swoim nawróceniu. Ale on jeszcze zdążył. Bóg daje nam czas miłości jako czas swojej szczególnej łaski między nami i między ludźmi. Ale właśnie dzisiaj zauważamy bardzo wyraźnie jak dla wielu ludzi Bóg staje się niewygodny, niebezpieczny, bo wydaje się wielu ludziom, że ten Bóg odbiera czło­wiekowi wolność... Dlatego człowiek chce się uwolnić od Boga. Skutek tego uwolnienia jest widoczny. Tak jak widoczny był u pierwszych ludzi w Raju - „obnażenie” człowieka, jego nagość, ubóstwo duchowe, pustka, nicość. Eliminując Boga z życia, człowiek staje się zimny, świecki mało duchowy. O takich ludziach pisał Piotr Skarga: że to „ludzie zniewoleni i zbuntowani i wy bez serc i ducha i drętwe chochoły obudźcie się! Tu się dzieją wielkie rzeczy. Każdy z was broni własnych tłumoczków, a ku ratowaniu okrętu nie bieży”.
Trzeba nam w czasie Wielkiego Postu odbudować człowieka! Trzeba nam nauczyć się myśleć - nie po swojemu - po Bożemu - po polsku! Trzeba nam uczynić wielki rachunek sumienia i wielką spowiedź przed Bogiem i przed narodem. Teraz trzeba „uprzątnąć” dom ojczysty tak z naszych zgliszcz i ruin świętych, jak z grzechów naszych win przeklętych, niech będzie biedny, ale czysty...
W tym wszystkim co się dzisiaj dzieje, w tym codziennym kuszeniu, możemy być nie rozpoznani przez innych, albo sami możemy nie roz­poznać Chrystusa...
Można nie wykorzystać danego nam czasu. Pustynny krajobraz naszych dni sprawia, że też chcielibyśmy jak - Izraelici na pustyni - zbudować sobie złote cielce. A to dzieje się najczęściej wtedy, gdy człowiek oddali się od Boga.
Sytuacja kuszenia człowieka, który oddalił się od Boga jest prosta. Idąc drogą wskazaną przez Boga, wydaje się, że życie jego staje się w jakimś stopniu uboższe, że sam potrafi dodać swemu życiu wartości, blasku, splendoru. Potrafi uczynić swoje życie zabawniejszym, bardziej wartościowym przynajmniej dla samego siebie, bardziej ciekawym, że przeżyje więcej, że przeżyje lepiej, inaczej. Jednym słowem propozycja Boża, wydaje mu się nudna. Postanawia zatem iść swoją drogą.
Każdy z nas poddawany jest lub będzie takiej sytuacji kuszenia. W sytuacji, w której coś woła, coś nęci, coś każe zbaczać z dotychczas obranej drogi życia. Sytuacji kuszenia jesteśmy wszyscy poddawani. Mądrość pozwala nam uniknąć błędów, ale któż z nas jest dostatecznie mądry i roztropny, by błędów uniknąć.
Sytuacja kuszenia dotyczy na ogół trzech spraw: Po pierwsze człowiek chce mieć znaczenie, nie chce być zapomniany. Chce zdobywać sławę - choćby taką małą - na skalę klasy, grupy, miasta, regionu, nawet na skalę określonego kraju, co uczyniłoby go szczęśliwym.
Drugim rodzajem tego wołania, jest wołanie pieniędzy, bogactwa. Kto chciałby być biednym programowo? Jedynie tylko święci, którzy już zrozumieli, że niczym są bogactwa świata, że największym skarbem jest Bóg. A zwykłym ludziom do tej mądrości jest bardzo daleko. Przez ile jeszcze doświadczeń musi przejść człowiek, by to zrozumieć? Z drugiej strony jak gorzką jest prawda, że ktoś ma dużo pieniędzy, ale chce jeszcze więcej, że pogoń za nimi prawie nigdy się nie kończy. I to są właśnie kuszenia, manowce i wspomniane bezdroża. Za pieniądze, za posiadanie nielegalnego majątku - zabija się człowieka i napada się na jego mienie, czasem ciężko zdobyte.
Trzecią pokusą, która woła, jest chęć użycia. Ciało człowieka stworzone przez Boga jest piękne i pociąga. Rozbudzona zaś żądza oczekuje zaspokojenia i posiadania ciała drugiego człowieka - bezpoś­redniej z nim bliskości. Od młodych lat odzywają się w człowieku te głosy, te pożądania, które wołają za drugim człowiekiem. Jest to prawo dane od Boga. Teologia ciała ludzkiego - to jest wielkie wyróżnienie dla człowieka dane od Boga. Naturalna skłonność człowieka staje się manowcami naszego życia, gdy zostajemy jej niewolnikami. Kiedy pożądanie zaćmi naszą wolność, nasz rozum i kiedy rządzi naszym życiem, wtedy prowadzi do upadku i kompromitacji. Żądanie drugiego ciała nigdy niezaspokojone, stale domagające się odmiany jest pragnieniem nieugaszonym i bywa przyczyną ludzkiej degeneracji.
W ten sposób sytuacje pokusy, naturalne skłonności człowieka dane przez Boga ku lepszemu życiu jako „motory” rozwoju i samorealizacji, niekontrolowane mogą stać się przyczyną ludzkiej degeneracji. Jest też prawem, że degeneracja człowieka następuje częściowo, tzn. nie mogę być szlachetny i wspaniałomyślny w jednej dziedzinie, a podły i faryzejski w innej. Zły czyn rzuca cień na dobre strony mego życia i człowie­czeństwa. Mówiąc prościej: człowiek może być niedobry, bezlitosny, okrutny dla obcych, a równocześnie dobry jako ojciec czy matka. Człowiek łączący w sobie te dwie sprzeczności: okrutny dla innych - przyjazny i ser­deczny dla swoich nie jest w pełni człowiekiem. To co dobre zostaje pomniejszone i ośmieszone przez to co złe i pozostaje zamiast pełni raczej karykatura człowieczeństwa.
To są właśnie słowa księdza Piotra Skargi: „niech będzie biedny, ale czysty... O Boże wielki, Boże. Daj rządy mądrych, dobrych ludzi, mocnych w mądrości i dobroci...”.
A Bóg. Dobry Bóg - to jest dziwne - jest coraz bliżej nas i zawsze gotów otworzyć przymykające się w sytuacji pokusy i w zniechęceniu nasze oczy.
Chrystus na pustyni - 40 dni i 40 nocy.
Pustynia oznacza pewne wyrzeczenie. Na pustyni nie ma wody, nie ma cienia, nie ma wielu przyjemnych rzeczy. Otóż w duchu Wielkiego Postu jest właśnie wyrzekać się pewnych przyjemnych rzeczy. Znam wielu ludzi, którzy na okres Wielkiego Postu powstrzymują się od palenia, od picia... Jest w tym coś wzruszającego. Nikt ich do tego nie zmusza - ani Kościół, ani ksiądz na spowiedzi. Nikt z tego nieraz nie skorzysta: ani rodzina, ani państwo. Nikt za to nie pochwali - może nawet ktoś uzna za dziwactwo. Ale to jest coś wyłącznie dla Boga. Gdyby mnie ktoś zapytał, jaki jest sens tych wyrzeczeń, to i ja go zapytam - jaki był sens umierać na krzyżu za miliony ludzi, których ta śmierć dzisiaj nie obchodzi. I to właśnie jeszcze chwyta za serce, że w czasach zimnej kalkulacji, w czasach interesownego wyrachowania - ktoś wypala o jednego papierosa mniej i wypija o jeden kieliszek wódki mniej i zjada o jednego cukierka mniej - dlatego, aby uczcić pamięć Tego, który dwa tysiące lat temu umarł za mnie na Krzyżu.
A może na tej pustyni wielkopostnej spotkamy Chrystusa na rekolekcjach, może w konfesjonale. Konfesjonał, ten co zawsze niepokoi i podgryza sumienie, a potem daje ciszę, spokój, otwiera nasze oczy na piękno, które jest wokół. W Wielkim Poście, częściej spoglądam na krzyż, bo w Wielki Piątek Chrystus na nim umarł. Żaden piątek, co tak ciemny jak tamten o godzinie trzeciej nie miałby sensu, gdyby nie przyszedł ten jasny, niedzielny poranek.
W ten sposób w czasie wielkopostnym niech rośnie w nas Bóg. I do­brze jest nam wzrastać nawet w ukryciu, z naszą uczciwością, dobrocią, życzliwością. I trzeba nam wielkiej odwagi, by iść przez handlujący
oszukujący się nawzajem motłoch. Odwagi, by zawalczyć o poszanowanie wartości moralnych dla rządzących, odwagi trzeba, aby zachować ludzką twarz i honor, gdy widzimy przymilanie się, zmianę poglądów na zawo­łanie, plecy zgarbione w ukłonach i płaszczenie się za miskę soczewicy.
Stąd i nasza modlitwa i prośba do Chrystusa, który na pustyni kuszony przez diabła uczy nas odwagi - jak walczyć. Aby każdy z nas, młody czy straszy, piękny czy trochę mniej, zdrowy czy schorowany, oglądając własną twarz w lustrze nie czuł do siebie obrzydzenia. Amen!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger