marca 31, 2017

Jezus unika Judei?

Piątek 4 tygodnia Wielkiego Postu

Z Ewangelii według Świętego Jana
Jezus obchodził Galileę. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi zamierzali Go zabić. A zbliżało się żydowskie Święto Namiotów. Kiedy zaś bracia Jego udali się na święto, wówczas poszedł i On, jednakże nie jawnie, lecz skrycie. Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: «Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest». A Jezus, nauczając w świątyni, zawołał tymi słowami: «I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam z siebie; lecz prawdomówny jest Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał». Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła. (J 7,1-2.10.25-39)

Refleksja nad Ewangelią

Skoro Pan Jezus unikał Judei z tego powodu, że w tej krainie przygotowywano na niego zasadzkę, czyż należy się dziwić, że Jego uczniowie - zarówno duchowni, jak i świeccy - unikają różnych niebezpiecznych rejonów w swojej wędrówce przez cały świat z misją głoszenia Ewangelii wszelkiemu stworzeniu? Takie niebezpieczne rejony można zaznaczyć na mapie świata. Ciągle na pierwszym miejscu pod tym względem są Chiny, a zaraz za nimi kraje, gdzie głos decydujący ma muzułmański fundamentalizm. Są takie rejony również w naszym kraju i w naszym mieście. Trudno sobie wyobra­zić głosicieli Ewangelii, którzy wmieszają się w tłum kibiców wracających ze stadionu. Kto odważy się głosić Ewangelię miłości tym pijanym dzikusom? Podniosą na Ewangelistę nie tylko głos, ale i ręce uzbrojone w kamienie, pałki i butelki. Kto odważy się dać świadectwo Chrystusowi na - "koncercie" muzyki rockowej - o wyraźnie satanistycznej proweniencji - na festiwalu w Fordonie? Fani rocka rozniosą go na nożach, jak uczynili to z jednym ze swych kolegów. Czy potrafimy sobie wyobrazić sabat czarownic, jaki może wywołać głoszenie Ewangelii w klubie parlamentarnym ko­biet? Niejedno mieszkanie omijamy po kolędzie, spodziewając się reakcji jego mieszkańców na widok księdza. Czasem takim niebez­piecznym miejscem jest dla głosicieli Ewangelii i dla świadków Chrystusa dom własnych dzieci i wnuków. Wspomnienie tam o ja­kichś zasadach moralnych, czy obowiązkach religijnych może wywołać całą lawinę kpin, wyzwisk, a w najlepszym wypadku, urażonego milczenia. Omijamy więc Judeę i staramy się ze swoją wiarą i pobożnością przebywać w łagodnym klimacie Galilei - w parafial­nym kościele, przy radiu "Maryja", wśród wypróbowanych przy­jaciół, którzy myślą i czują podobnie jak my.
Pan Jezus jednak nie odpisał Judei na straty. Najpierw udaje się do Judei skrycie, a kiedy nadeszła Jego godzina, wjechał do Jeruzalem - do stolicy Judei - całkiem jawnie: na osiołku, wśród entuzjazmu uczniów i tłumu, wśród głośnych okrzyków "Hosanna".
W czasie naszej misyjnej podróży i nam nie wolno omijać Judei. Jeśli nie da się wejść jawnie do jakiegoś domu, czy środo­wiska, trzeba to uczynić skrycie. Jeśli nie chcą słuchać Ewangelii, trzeba ją pokazywać swoim życiem. Przychodzi jednak i dla nas ta­ka godzina, kiedy do kibiców, rockowców, parlamentarnych kobiet, zobojętniałych dzieci i wnuków trzeba iść śmiało nie licząc się z konsekwencjami tej odwagi. Czy taką godziną nie jest czas wiel­kopostnych rekolekcji?
Pan Jezus przychodzi również i do nas. Także do nas posyła swoich uczniów. Czy moje serce jest dla niego niebezpieczną Judea? Trzeba nam zrobić wszystko, aby Pan Jezus w naszych sercach i domach czuł się jak na galilejskich łąkach, jak nad tyberiadzkim jeziorem, jak na Górze Ośmiu Błogosławieństw i jak na Górze Przemienienia. Jeśli w centrum Judei naszego serca znalazł Golgotę, niech znajdzie w nim również miejsce spoczynku, z którego trzeciego dnia zmartwychwstał...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger