grudnia 10, 2016

3. Niedziela Adwentu (A) - Oczekiwanie w codzienności wiary

Jordania - Jordan / Fot. ks. Józef Tabor
Drodzy Bracia i Siostry! Jak wiemy wszyscy, czas oczekiwania – Adwentu w pierw­szej swej części jest ukierunkowany na ostateczne przyjście Chrystusa; w drugiej zaś na Betlejem – pamiątkę i pro­gram chrześcijańskiego życia – przygotowujące nas do świąt Bo­żego Narodzenia. Te dwie rzeczywistości – ostateczne i pierwsze przyjście Zbawiciela – uzupełniają się wzajemnie w naszej re­ligijności. Kto wmyśla się modlitewnie w w Słowo Boże, znajdzie najprędzej drogę do Chrystusowej stajenki i usłyszy wyraźniej niż inni słowa, dające orientację każdej chwili życia: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2, 14). Betlejem zaś, urzekający wyraz nieskończonej miłości Bo­ga, otwiera przed nami widoki takich światów, których nic nie potrafi zasłonić, sięgają one bowiem w wizję Chrystusowej chwa­ły. Każda niedziela Adwentu rzuca jeden z refleksów światła, jak mamy te dwie rzeczywistości przeżywać.
Ukochani! Słowo Boże niedzieli dzisiejszej każe nam przyswoić sobie właściwy obraz Chrystusa, żłóbka i paruzji i żyć tak, jak przysta­ło ludziom, o których się mówi, że są „skazani na Chrystusa”. Mogłoby się wydawać, że pytanie, z jakim św, Jan Chrzciciel przysłał swoich uczniów do Zbawiciela: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść?” (Mt 11, 3) zostało podyktowane tyło ich własną, trudną, nieustaloną, niepowtarzalną sytuacją. Jan bowiem był przekonany, iż tragiczny koniec jego życia jest już blisko i pragnął umocnić słowami Chrystusa to, co im kiedyś obwie­ścił: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” (J 1, 29). Św. Jan przekazał w tym pytaniu również swoje zdziwienie, iż mesjańska działalność Chry­stusa nie wie wszystkich, najmniejszych szczegółach pokrywa się z obrazem, jaki on sam o niej posiada. Daleki był Jan Chrzci­ciel od myśli o politycznym Mesjaszu, ale i on częściowo przeka­zywał w swym przepowiadaniu wizję Chrystusa-Mściciela. Zba­wiciel zaś nie przykładał „siekiery do korzenia” ani nie palił nikogo „ogniem nieugaszonym”.
Pytanie przyniesione do Jezusa z Macherontu, z ciemnicy Ja­nowej, jest zawsze aktualne, niezwykle ważne, najważniejsze z wszystkich pytań świata również dla nas; sam Chrystus zadał je potem swoim uczniom niedaleko źródeł Jordanu: „Za kogo uwa­żają ludzie Syna człowieczego?” (Mt 16, 13). I na to pytanie sam Pan w dzisiejszej Ewangelii daje odpowiedź – uczniom Jana i nam, swoim uczniom i uczennicom w XXI w. Ta odpowiedź jest źródłem życia.
Niegdyś prorok Izajasz, ewangelista Starego Testamentu, mówił do Izraelitów o Mesjaszu: „Nie lękajcie się, Bóg sam przyjdzie i zbawi was. Wtedy otworzą się oczy niewidomych i uszy głu­chych będą otwarte, chromy wyskoczy jak jeleń i rozwiązany będzie język niemych” (Iz 35, 5), a głosu Mesjasza będą słuchać najbiedniejsi (Iz 29, 19). Zbawiciel dosłownie powtarza to świadectwo. Obraz wizji Izajasza pokrywa się z rzeczywistością, którą uczniowie Jana zobaczyli. I wniosek jest prosty – dla nich i dla nas: Nie można czekać na innego Mesjasza, bo innego Zbawiciela nie będzie nigdy!
Odpowiedzią Jezusa uciszamy również my dzisiaj, tak jak uczniowie św. Jana, wszystkie nasze niepokoje, wszystkie pragnie­nia pewności, że „ponad Zbawiciela nikt już większy i wspanial­szy nie przyjdzie” (por. J. Mirewicz SJ, Czytając Ewangelię, Lon­dyn s. 70), bo „Bóg sam przyszedł i zbawił nas” i w Betlejem okazał, iż jest najbardziej z tymi, którym życie ułożyło się w spo­sób trudny: z biednymi, z chorymi, z nami.
Ukierunkowanie królestwa Bożego zostało wyznaczone słowa­mi: „Ubogim głosi się Ewangelię” (Mt 11, 5), bo Ewangelia jest przede wszystkim dla ubogich. Święty Wincenty a Paulo, zało­życiel Zgromadzenia Księży Misjonarzy, spytał pew­nego razu swoich najbliższych: „Dla kogo Pan Jezus przyszedł na ziemię?” I Święty jednocześnie dał sam odpowiedź: „Dla ubogich. I dla kogo jeszcze?” – pytał dalej. „Dla ubogich. I dla kogo je­szcze? Dla ubogich”. Dla takich, jak Jan Chrzciciel, dla takich, jak pasterze w Betlejemie, jak św. Brat Albert Chmielowski, jak św. Matka Teresa z Kalkuty i inni; dla nie­chcianych dzieci, oddawanych przez matki do zakładów, dla emerytów i rencistów podrzucanych przez własne dzieci do domów pogodnej starości, aby w mieszkaniu było luźniej i nieco mniej kłopotów, również dla znękanych życiem, dla nas. A gdy ucz­niowie Jana odeszli, Pan Jezus rozpoczął kazanie o swoim Po­przedniku.
Ukochani Bracia i Siostry! Gdyby kto z was miał jakieś pytania co do stylu chrześcijań­skiego życia, czy nawet zastrzeżenia do kultu świętych, to w dzisiejszej Ewangelii znajdzie odpowiedź na wszystkie swoje wąt­pliwości. Pan sławi w niej styl życia swego Poprzednika, a za­razem wyznacza drogę postępowania swoim uczniom i uczenni­com wszystkich czasów. Nie powinni być oni niestali w swych poglądach i zachowaniu, nie mogą być nigdy podobni do trzciny, co się chwieje za lada podmuchem wiatru. O. Piotr Skarga, z ra­cji objaśnienia dzisiejszej Ewangelii poucza, jak się mamy zachować, kiedy czujemy się słabi: „Jeśliśmy trzciną słabą, przywią­zujmy się do mocnego dębu, do łaski i pomocy Chrystusowej, która nas umocni i postawi na skale...; w trzcinę słabości naszej kładźmy żelazo mocy Boskiej, którą zawsze dać nam Chrystus nasz gotów” (Kazania na niedziele i święta całego roku, t. 1, Kazanie na 2 niedzielę Adwentu Kraków [1938] t. I s. 35). Nie wolno nam nigdy być trzcinami. Moc Boża pozwoli wypełnić funk­cje naszego powołania we wszystkich okolicznościach i uwarunko­waniach.
O. Jakub Wujek, jak wszyscy wiemy, genialny tłumacz Biblii na język polski, każe się nam zastanowić, w jakiej trudnej sy­tuacji znalazł się św. Jan, mimo to jednak nie zapomniał o swo­im zadaniu, zleconym mu przez Boga: przygotowania ludzi, z któ­rymi go Bóg związał, na przyjęcie Mesjasza. „A tu już obaczmy” – pisze Wujek naszym przepięknym językiem XVI w. – „iż ani ciemnica, ani więzienie, ani okowy, nic nie przeszkodziły Janowi świętemu, aby był urzędu swego czynić nie miał”... I do­daje: „Albowiem to własna jest tych, którzy prawdziwie, a z ser­ca służą Panu Bogu, że ich żaden ucisk nie odstraszy, aby o tym mówić, tego czynić i sprawować nie mieli, co należy ku czci, a ku chwale Bożej” (Postille mniejszej część pierwsza..., Na trzecią niedzielę Adwentową... Warszawra 1870 s. 18). I nas od wypełnienia naszych zadań indywidualnych, rodzinnych, narodowych nic nigdy nie odstraszy.
Chrześcijańskie życie wymaga wyrzeczenia się mniejszych war­tości, aby osiągnąć większe, a nawet rezygnacji z wszystkich, aby być blisko Boga. Św. Jan pochodził z rodziny na pewno więcej niż dobrze sytuowanej, wiedział, jak wygląda życie dostatnie. Zre­zygnował z wszystkiego, by wypełnić plan powołania zarysowa­ny mu jego posłannictwem.
Wnioski z dzisiejszej homilii są następujące:
o. Piotr Skarga każe się – po pierwsze – przekonać, że obraz Mesjasza, Jezusa Chrystusa, jaki posiadamy we wspólnocie Ko­ścioła, jest prawdziwy, autentyczny, zgodny z tym, co nam prze­kazała o Nim Ewangelia (Kazania na niedziele i święta, Kazanie na 2 niedzielę Adwentu, Kraków [1938] t. I s. 25).
Po drugie, mamy odsłonić sobie i innym konkretnie Betlejem takie, jakie było, a nie takie, jakie chcą widzieć, czy widzą nie­którzy chrześcijanie: bajkowe i dziecinnie naiwne. I obraz Chry­stusa w chwale winien być zgodny z rzeczywistością przyjścia Pana.
Po trzecie, wspomniany o. Jakub Wujek wyprowadzi w swej homilii również wniosek dla nas z tej okoliczności, iż Pan Jezus, jak rozważaliśmy, nie powołuje się na swoje wypowiedzi o mesjaństwie, lecz na fakty. „Uczmyż się tu... przykładem Pana Zba­wiciela swego, raczę skutkiem czy rzeczą pokazować, co jesteśmy, aniżeli słowy" (Dz. cyt. s. 19). Tak, rzeczywiście, marny uczynka­mi dawać świadectwo, że jesteśmy Chrystusowi, więcej uczynkami niźli słowami.
Drodzy bracia, drogie siostry! Bóg obdarza nas świadomością sensu naszego życia. Mamy odnaleźć Betlejem w rozsnutej w chrześcijaństwie eschatologicznej myśli, by życie nasze – udane czy pozornie nieudane – włączyć w ujawnianie – sobie i spot­kanym ludziom – prawd: „Narodził się Zbawiciel” i „Chrystus przyjdzie”. A jedna i druga prawda woła słowami pieśni o. Duval'a: „Trzymaj światło w dłoni, swoje czyste serce, aby, gdy przybędzie, mógł poznać, żeś się opowiedział po Jego stronie”. Oczekiwanie przemieniamy w życie i innym to przekazujemy, chociaż jesteśmy świadomi – jak ksiądz Brunon u Cesbron'a – że jest w nas tak mało umiejętności, jak dotrzeć do stajenki Chry­stusowej i jak odezwać się do innych z radosną Nowiną, by się na jej wiadomość nie przerazili, nie zamknęli w sobie (G. Cesbron, Jest później niż myślisz, Warszawa brw, s. 84, 161, 165).
W rozsnutej myśli eschatologicznej, w szukaniu i znalezieniu Betlejemu będziemy przeżywać prawdę: „Narodził się Zbawiciel”. Niepokalana, której święto obchodziliśmy w ostatni czwartek, bę­dzie nam wszystkim w swojej szkole przypominać, iż w czekaniu na Chrystusa, niczyjego życia – nawet najbardziej przekreślone­go – nigdy nie można uważać za cząsteczkę wysypiska śmieci, lecz za żywy, drogocenny kamień struktury przedziwnej rzeczy­wistości, zwanej „Państwem Bożym”. Ona nas przygotowuje do godnego obchodzenia świąt Bożego Narodzenia, do uczynienia z Betlejemu programu życia, by stawało się ono w pamięci na przyjście Chrystusa w chwale codzienną realizacją śpiewu Anio­łów: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom Bo­żego upodobania”, ludziom dobrej woli. Amen.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger