grudnia 31, 2016

Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi (A) - Zaufała Bogu

Kochani moi, w pierwszym dniu nowego roku prowadzi nas św. Łukasz znów do Betlejem, jak w Boże Narodzenie, na spotkanie z Ma­ryją, Józefem i Dzieckiem. Dziś bowiem kończymy oktawę uro­czystości wcielenia, która trwa liturgicznie osiem dni.
Ta kolejność osób nie jest przypadkowa: Maryja – Józef – Niemowlę. To etapy drogi do spotkania z Jezusem. Bo najpierw było zwiastowanie, pierwsze zwiastowanie. „Nie bój się Maryjo” (Łk 1, 30). Jak opanować lęk, gdy słyszy się takie słowa: „Pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś” (Łk 1, 28). Jak uciszyć serce, gdy słyszy się orędzie niezwykłe: „Oto poczniesz i poro­dzisz Syna... będzie nazwany Synem Najwyższego” (Łk 1, 31, 32). Jak pojąć wyjaśnienie: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” (Łk 1, 35). Jest chwila zastano­wienia, zanim padnie odpowiedź: „Niech mi się stanie według słowa Twego – oto ja służebnica Pańska” (Łk 1, 38). Jak ogrom­na ofiara, jak wielka ufność: Odwieczne Słowo Ojca mogło za­mieszkać, w łonie Maryi.
A wkrótce było drugie zwiastowanie. Oto św. Józef, prawny małżonek Maryi przeżywa rozterkę: „wpierw nim zamieszkali razem” dostrzega, że Maryja oczekuje dziecka. Postanawia możli­wie najdelikatniej, sale po ludzku rozwiązać tę sprawę. Ale i on słyszy: „Nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki, albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło” (Mt 1, 20). Jak się nie bać, kiedy trudno uwierzyć, a jeszcze trudniej za­ufać? Św. „Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie” (Mt 1, 24).
Potem była noc nad Betlejem, grota i narodzenie. I znów pa­sterze czuwający nad stadem, przerażeni jasnością słyszą: „Nie bójcie się, zwiastuję wam radość wielką... dziś się wam narodził Zbawiciel” (Łk 2, 10, 11). Uwierzyli, zaufali, „znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie” (Łk 2, 16). Przerażenie zamieniło się w radość; wrócili wielbiąc i wysławiając Boga.
Świętujemy Boże Narodzenie. Wnikamy w okoliczności doty­czące tajemnicy wcielenia, rozważamy losy i przeżycia ludzi, którzy byli pierwszymi uczestnikami tego wydarzenia, dotykamy konkretnych spraw i problemów. Coraz głębiej chyba pojmuje­my, co się wtedy wydarzyło, jak bardzo prawdziwie wszedł Bóg w ludzkie sprawy, problemy, zwyczaje. Tak bardzo, że stał się jednym z nas, po prostu człowiekiem, podobnym nam we wszyst­kim prócz grzechu. I nic, co ludzkie nie jest mu obce, bo sam tego doświadczył: dotknął konkretów i materialności naszej egzy­stencji, od twardego żłobka do bolesnego ciężaru krzyża. Fakt tak wielki, że postanowiono od narodzenia Chrystusa liczyć lata, powstał nowy kalendarz naszej ery, naszej – to znaczy chrze­ścijańskiej.
Rok Pański 2017, który dziś rozpoczynamy, jest nie tylko pro­stym liczeniem czasu. To także wejście w to misterium, które trwa: „Bóg zesłał swojego Syna, zrodzonego z niewiasty” (Ga 4, 4). Jego Syn stał się naszym bratem, dzięki Niemu możemy wo­łać do Boga: Ojcze! To, co św. Paweł napisze w liście do Galatów, jest tylko powtórzeniem, echem nauki samego Chrystusa, który ucząc nas modlić się, pozwolił Ojca swojego nazywać Oj­cem naszym.
Na święta Bożego Narodzenia listonosze mają pełne torby. Piszą do siebie ludzie, których życie rozdzieliło, ale pora stosow­na do wspomnień – piszą. Czasem krótkie, nic nie mówiące, kon­wencjonalne kartki, a czasem płyną słowa z potrzeby serca. I ta­kie listy cieszą, zarówno wtedy, kiedy przychodzą od rówieśni­ków wspominających stare, dobre czasy, gdy teraz już stwierdzić trzeba, jak nieustannie wchodzi się w smugę cienia. Cieszą rów­nież, gdy przychodzą od ludzi młodych, którzy niedawno byli dziećmi. Uczyłem ich wiary, nie wiadomo kiedy stali się dorośli, pozakładali rodziny, mieszkają gdzieś w Polsce, gdzieś w świecie. Też się odzywają.
Kochani moi, przeżywamy wielorakie trudności – duchowe i materialne. A do tych trud­ności wynikających z kłopotów bytowych, mieszkaniowych, do­chodzi sytuacja, która zaciążyła nad całym światem: nie da się ukryć – straszą nas z tej i owej strony. Jak tu się nie bać, gdy czujemy całą bezradność, bo też jaki możemy mieć wpływ na wielkie decyzje? I ogarnia nas zniechęcenie, nieufnie wchodzimy w rok 2017. Zbyt wielkie horyzonty i za bardzo ciekawe czasy jak na nasze możliwości. Z tym niepokojem przychodzimy dziś na spotkanie z Bogiem w Eucharystii.
Mówimy Bogu o naszych lękach i jaką mamy odpowiedź? Bo­żonarodzeniowe uspokojenie: „Nie bójcie się”; „Nie bój się!” (Łk 1, 30; 2, 10). To jest biblijny refren, który powtarza się na kar­tach Starego Przymierza siedemdziesiąt siedem razy, a Ewangelia Pana Naszego jest Dobrą Nowiną także dlatego, że otrzymaliśmy obietnicę samego Jezusa, żebyśmy się nie bali nawet tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą..., bo jesteśmy ważniej­si, niż wiele wróbli... a przecież żaden z nich bez woli Ojca nie spadnie na ziemię” (Mt 10, 28–31). A poza tym, jeśli jesteśmy bezradni wobec wielkich spraw tego świata, to przecież zostaje mały zakątek naszego własnego życia, gdzie bardzo dużo zależy od nas samych. Bo w końcu od kogo to zależy, byś został wierny Bogu, wierny sobie? Kto zadecyduje o tym, czy zostaniesz człowiekiem trzeźwym, czy też włączysz się w tę milionową rzeszę rodaków codziennie pijanych? Kto zagwarantuje, że będziesz nie­zawodny jako mąż, ojciec, pracownik, kolega? Okoliczności? Ukła­dy? warunki? Nie, ty sam! Nie mów więc: Nie warto, nie opłaci się, nie dam rady... Z nowym rokiem zbierz nowe siły i nową odwagę. Przygotuj się na trudy, bo czasy są trudne. I usłyszysz to, co natchniony uczeń Pański pisał do Kościoła w Smyrnie, pi­sał do ciebie: „Przestań się lękać tego, co będziesz cierpiał. Oto diabeł ma niektórych spośród was wtrącić do więzienia, abyście próbie zostali poddani, a znosić będziecie ucisk przez dziesięć dni (tzn. krótko). Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec ży­cia” (św. Ignacy Antiocheński).
Takiej prawdziwej nadziei, od­wagi, uspokojenia, że wszystko jest naprawdę w ręku Boga ży­czę wam wszystkim - ukochani Bracia i Siostry . Niech was wspomaga Maryja, święta Boża Rodzicielka, która pierwsza przestała się bać, ponieważ zawierzyła Bogu. Amen.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger