grudnia 16, 2016

Rozważania Adwentowe – Lampa, która świeci i płonie

Piątek III tydzień Adwentu


On był lampą, co płonie i świeci, wy zaś chcieliście na krótki czas radować się jego światłem”. (J 5,35)

Coraz krótsze dni i coraz dłuższe noce grudniowe pomagają nam zrozumieć rzeczywistość Adwentu, czyli sytuację człowieka, który jednocześnie pogrąża się w mroku, lecz bardzo liczy na prze­łom w swoim życiu. Wtedy nastąpi zmiana kierunku marszu w głąb ciemności i człowiek całą swoją istotę zwróci ku światłu. Na razie trwa jeszcze adwentowa noc. Wsłuchiwanie się w ludzkie myśli i spoglądanie w kierunku ludzkich dążeń, może doprowadzić do niepokojącego wniosku, że ta noc jest coraz głębsza. Tym bardziej ceni się w tym niebezpiecznym mroku każde światełko. Świecący punkt już jest punktem orientacyjnym, tym bardziej jeśli świeci tak mocno, że ukazuje jeszcze jakiś fragment drogi.
Dzisiaj sam Chrystus wskazuje na takie światło, które ukazuje nam drogę wśród adwentowej nocy. O Janie Chrzcicielu mówi: „On był lampą, która płonie i świeci”. Chociaż słowa te były wypo­wiedziane w czasie, kiedy były znane tylko lampki oliwne, to jednak dopowiedzenie: „wy zaś chcielibyście na krótki czas radować się jego światłem” pozwala nam w medytacji nad znaczeniem tego światła, posłużyć się porównaniem do innych lamp i lampek.
Wśród wielu świateł, które zapalają się na naszych ulicach po wczesnym zapadnięciu zmroku, jest mnóstwo kolorowych lampek, które świecą bardzo krótko, potem gasną i znowu się zapalają. Takie lampki świecą również na naszych choinkach. Te światełka nie służą do oświecenia, ani do wskazywania drogi, lecz tylko do zabawy. Migotanie świateł przez dłuższy czas jest niezdrowe dla oczu, natomiast igranie ze światłem, które oświeca każdego człowieka, gdy na ten świat przychodzi, jest bardzo niebezpieczne. Takim światłem był Jan, a przede wszystkim taką światłością jest Chrystus. Lampa Jana została zgaszona dla zabawy. Podczas tańców w pałacu Heroda głowa Jana była nagrodą nikczemnego króla za taniec kapryśnej dziewczyny. To igranie ze światłem zakończyło się tragicznie.
Zabawa w migające światła odbywa się nie tylko w świecie neonowych reklam i choinek. Urządza się takie zabawy i w świecie ludzkiego poznania. Tutaj, prawda zamiast być źródłem światła, które świeci zawsze i oświeca wszystko, zostaje zamieniona na feerię migocących światełek. Wielu "luminarzy" współczesnej kultury usiłuje przekonać rzesze, że światło nie służy do wzrastania, rozwoju i pracy, lecz tylko do zabawy. Gasną więc różne światła -nie bacząc, że przy tym spadają głowy proroków - i zapalają na moment jakieś błędne światełka, by za moment je zgasić. Za tą pozorną zabawą kryje się złowrogi i przemyślany zamiar. Czynią to nie dla zabawy, lecz dlatego, że bardziej umiłowali ciemność od światła i myślą, że wśród tych ciemności będą mniej samotni, gdy w jej głąb pociągną rzesze. W ciemnościach jednak każdy jest sam, nawet wśród tłumu.
Gdy ludzie długo przebywają w mroku, wtedy ich oczy przyzwyczajają się i rozróżniają coraz lepiej przedmioty i kształty. Gdy zapali się światło,wtedy oczy muszą się dostosować, i chociaż z ulgą czują, że mogą być mniej uważ­ni, że mogą iść bezpieczniej, to przecież rozróżniają odmienność sytuacji. Coś podobnego, właśnie takie delikatne przechodzenie w krąg światła, pro­ponuje Kościół w czasie adwentowych spotkań z wiernymi. Chce zostawić człowiekowi własny wybór, decyzję osobistą. Im bliżej Bożego Narodzenia, tym ta sugestia jest uważniejsza. Człowiek może zachować satysfakcję opo­wiedzenia się osobistego za wartościami objawionymi. Tego, który jest wyrazem Bożej bliskości porównuje tekst objawiony do za­palonej lampy. Nie do błyskawicy, która przeraża, nie do otwartego ognia, który może niszczyć.
Jest to wartość łatwa do przyjęcia i użyteczna.
Jezus z uznaniem mówi, że ten, kto jest od Niego świeci ciągle, niezależnie od warunków. Lampy dają światło w mrokach, w ulewie deszczu, w mroźne noce, zauważane przez przechodnia i oświetlające drogi zupełnie obojętnym. Ta ustawiczność rozjaśniania jest nadzieją ludzkości i przymiotem Chrystusowej Ewangelii. Te przymioty światła zbawienia, które dzisiaj uznał Jezus za cenne w nauczaniu Jana, niech stanowią i w naszej posłudze rysy i metodę pracy.
Gdy powołanie każe iść do świata ubogich, czyli tych, którzy boją się wiel­kich rozjaśnień, i szybciej chronią się przed oślepiającymi wielkościami, trze­ba iść z szacunkiem wobec wyborów, podawać wartości w sposób łatwy i prosty, i nie zrazić się sposobem przyjęcia.
Gdy trzeba stanąć wobec chorych, nieumiejących, strapionych, odrzuconych, podeptanych, zranionych w duszy a czasem i na ciele, trzeba tam być, jak zapalona przez Boga lampa, która nie porazi, nie przerazi i nie zgaśnie za podmuchem zła. Oczywiście, łatwiej jest zapłonąć niż świecić, ale trzeba świe­cić.
Pomyśl, że jest Światłość prawdziwa. Jest Ten, który świadczy o świat­łości. Jako chrześcijanin nie możesz być jak przyćmione i migotliwe światło dyskoteki, lecz jak lampa, która równo płonie i świeci...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger