grudnia 31, 2016

Ostatni dzień Roku, ostatnia godzina i Jego Słowo

Siódmy dzień oktawy Bożego Narodzenia


Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Wszystko przez nie się stało i bez niego nic się nie stało”. (J 1,1)


Myśląc dzisiaj wraz ze św. Janem o ostatniej godzinie skracamy perspektywę. Jan mówi o ostatniej godzinie historii świata. Jest ona tak długa jak cała epoka, bo zaczęła się już za życia świętego Jana, trwa obecnie, i końca jej nie widać. Nasze myśli o ostatniej godzi­nie nie mają tak rozległych wymiarów, bo my myślimy po prostu o ostatniej godzinie kończącego się roku kalendarzowego. Co praw­da, w tak rozumianej godzinie wielu nie jest zdolnych do myślenia z powodu zawrotów głowy, rozkręcanych przez tańce i kielichy szampana, dlatego na myślenie trzeba wykorzystać naszą obecność na Mszy świętej.
Mimo różnic, nasze myślenie o ostatniej godzinie na pewnym odcinku biegnie równolegle do myślenia św. Jana. Na wspólnej drodze myślenia towarzyszy nam – pesymizm. Kiedy Jan rozpoznaje ostatnią godzinę po tym, że pojawiło się wielu antychrystów, my również konstatujemy, że czas między pierwszą i ostatnią godziną kończącego się roku wypełniony był sukcesami niejednego anty­chrysta. Kiedy dzisiaj dokonujemy bilansu i próbujemy podliczyć nasze aktywa i pasywa, wydaje się nam, że ostateczny rachunek wykazuje wielki deficyt dobra. Takie wyniki wychodzą nam w roz­liczeniach, które dokonujemy w różnych rubrykach: w życiu społecznym, rodzinnym i osobistym... Kiedy próbujemy rozliczyć Kościół z jego działalności duszpasterskiej w ciągu minionego roku, to też nie możemy doszukać się specjalnych sukcesów, szczególnie gdy rozpatrujemy je na tle ogromu zła i upodlenia człowieka, ukazywanych nam z taką lubością w środkach masowego przekazu.
Trzeba jednak otrząsnąć się z tego pesymizmu. Jego źródło nie jest za bardzo obiektywne. Powody do pesymizmu mniej tkwią w otaczającej nas rzeczywistości, a bardziej w nas samych. Zło zwraca na siebie uwagę jako odstępstwo od normy, do której jes­teśmy przyzwyczajeni. Gdy siedzimy nad czystą wodą o gładkiej powierzchni, bo nie porusza nią najmniejszy wietrzyk, nie zwracamy uwagi na piękno krystalicznej toni, odbijającej w sobie wszystkie kształty i barwy ziemi i nieba. Kiedy jednak ponad powierzchnię wody wyskoczy z pluskiem jakaś ryba, to patrzymy z ciekawością, aż koliste fale dotrą do brzegu i znowu nastanie „płaska cisza”.
Przy podsumowaniu naszych osobistych doznań również bar­dziej pamiętamy o pasywach niż o aktywach. Prawie wszyscy my­ślimy w ten sposób, że straty które ponosiliśmy i cierpienia, których doznaliśmy, były zbyt wielkie; a szczęście, które było naszym udziałem było zbyt małe, natomiast chwile szczęścia zbyt krótkie.
Najlepszym lekarstwem przeciw pesymizmowi, który ogarnia nas w ostatniej godzinie roku jest Ewangelia o Początku. Słyszymy, jakby w przeciwstawieniu do słów z Listu św. Jana: „Dzieci, jest już ostatnia godzina”, pierwsze słowa jego Ewangelii: „Na początku było Słowo...” Bez niego nic się nie stało. Również wszystkie wyda­rzenia kończącego się roku nie dokonały się wbrew Słowu. Jest w tym wielka tajemnica dziejów. Ludzie mają prawo wyboru i tak często wypowiadają się przeciwko dobru, a więc przeciwko woli Boga. Nic jednak woli Bożej nie może zniweczyć. Bóg wypowiada swoje słowo na początku i na końcu. Bóg ma pierwsze i ostatnie słowo. I to napawa otuchą tych, którzy Słowo przyjęli i dzięki niemu stali się dziećmi Bożymi. 
Ukochani Bracia i Siostry!
W ostatnim dniu roku kalendarzowego, stajemy jakby w progu. Coś się kończy w naszym życiu. Zamyka się kartka zapisana naszymi znakami. W głębi duszy trzeba miniony tekst podpisać swoim imieniem i złożyć w święte księ­gi życia. Minął wprawdzie ale pozostał u Pana, aby świadczyć o nas, aby stać się dla nas przyczynkiem chwały u Boga, albo też stroną niepokoju i świad­kiem małości człowieczej.
W takiej chwili przypomni nam Kościół o słowie, które staje na początku wielu wspaniałych, nawet największych wydarzeń człowieczych i potem ro­śnie ziarnem, rodzącym plon.
U początku planu zbawczego, Bóg położył Słowo Boże. Wspaniałe, które stworzyło nową ziemię i niebo nowe. Nowe dzieje ludzi i inne przeżycie dziejów z Bogiem. Ci, którzy Je przyjęli, stali się dziećmi Bożymi. Ci, którzy Je przyjmują, stają się Jego własnością i domownikami nieba. To Słowo wypełnione Bogiem, oświeciło wszystko i wypełniło całe dzieło. Ale pomyślmy, jak to Słowo żyje i rośnie w wydarzeniach zupełnie osobistych człowieka: w chwili Chrztu świętego stało się Słowo, które wy­pełniło życie człowieka i przemieniło rodzinę w dom Boga i w świątynię religijną. Potem następuje wypełnienie życia, którego źródłem było słowo sakramentu. Słowo przyszło w sakramencie przebaczenia: Ja ciebie rozgrze­szam... i stało się pierwszym kamieniem nowej budowli i pierwszym krokiem w kierunku zamierzonym przez Pana. Wypełnienie tego słowa decyduje o ca­łym toku wydarzeń, aż do spotkania w niebie.
Słowo przyszło w sakramencie chrztu i bierzmowania, małżeństwa i kapłaństwa, w ślubach składanych przed Bogiem, w przymierzu powołania, każdego powołania.
Człowiek, który swoimi zdaniami określił drogę, prawdę i życie samego siebie, aby róść w zasiew Boży, którym będą żyli i karmili się pielgrzymi ziemi, w drodze do domu Ojca...
Wspomnij na słowo pierwsze. Na początek stronnicy tego roku...
Oto jest chwila pytań o owoc słowa i o jego spełnienie...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger